wtorek, 16 sierpnia 2016

Mt 19, 23-30
Wtedy Piotr rzekł do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście szczepów Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi».

Piotr prosty rybak z Galilei, nie waha się Jezusa zapytać o ewentualne korzyści, profity, przywileje… Cóż otrzymamy ? Wydaje się, że wszyscy ci apostołowie należą do tej samej grupy społecznej: nie są prawdziwie biedni, ale także nie są i bogaci. Ludzie nieuczeni i prości- jak powiedzą o nich Dzieje Apostolskie. Sześciu pierwszych byli to chłopi-rybacy z Galilei; ich majątkiem były sieci i łodzie (jak również szczęście, że przy kolejnym połowie sieci napełnią się rybami). Szacunek i miejsce w lokalnej społeczności musieli sobie zapewnić uczciwą i ciężką pracą. Siódmy uczeń, to Mateusz- Lewi, celnik, trochę bardzie rozgarnięty i obyty w świecie; pewnie też posiadał więcej pieniędzy i zdaje się umiejętności ekonomiczno- handlowych. Nie wspominam o Judaszu- człowieku od przenikliwym spojrzeniu i nieprzeciętnych zdolnościach do kamuflażu i kalkulacji ekonomicznych. Ambicje i pragnienie trzosa zgubiły jego duszę (jest postacią tragiczną). Zatem widzimy, że Jezus zgromadził wokół siebie takich ludzi. Oni nie mieli wielkich ambicji, ale zapewne mieli zapał i wielkie serca- tylko tacy uczniowie będą bezgranicznie posłuszni i oddani sprawie do końca. Jezus nie żąda od swoich współpracowników ani wielkich zalet umysłu, czy teologicznej przenikliwości… Oczekuje przemiany życia, wejścia w przygodę bez niepotrzebnych pytań i roztargnień- stanowczości i siły charakteru. Ale ci sami ludzie zapatrzeni w Chrystusa, nie są wolni od interesownego pytania. Poszliśmy na całość w takim razie co w zamian ? Mistrz nie oburza się na ich schowane w sercach, a odważnie wypowiedziane przez Piotra pragnienia. Doskonale rozumie, że robotnik jest godzien właściwej zapłaty. Tyle, że tym uposażeniem nie są pieniądze, czy wizja dostatniego życia; zapłatą jest uprzywilejowane miejsce w Królestwie Niebieskim. Oni nie są karmieni utopią, ale doskonałą i przekraczającą ich wyobrażenia wizją miejsca doskonałego- gdzie po trudach ewangelizacji i męczeństwa będą uczestniczyć przebóstwionej rzeczywistości Boga. Tron Boga jest symbolem Paruzji. Czeka on w pełni przygotowany na mającego przyjść Króla. Zasiadanie przy Władcy staje się największym przywilejem i nad wyraz szczodrą nagrodą.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,39- 56) - tymi natchnionymi i pełnymi uwielbienia słowami zostaje pozdrowiona Maryja przez swoją krewną Elżbietę. Nie jest to zbieg okoliczności, czy pięknie złożone ze słów westchnienie napisane przez ewangelistę. Mamy do czynienia ze świadectwem niezwykle wymownym i realistycznym. W Maryi przynoszącej Życie w swoim łonie, dokonuje się zwiastowanie świata przemienionego. Niewiasta nadziei w sposób cudowny i najpełniejszy, odbija niepojęte piękno oraz mądrość kochającego Boga. Niewiasta Piękna- najdojrzalszy owoc Odkupienia- przynosząca Życia i pierwsza z rodzaju ludzkiego powołana do wejścia w Życie. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest Świętem Życia, kontemplacją Nieba. Całe stworzenie kontempluje w błogosławionej Dziewicy radość „nowego nieba i nowej ziemi”. Niewiasta w swym dziewiczym macierzyństwie w której ogniskują się plany i zamysły Boga. „Nowa Ewa”, „Ogród nieśmiertelności”, „Krzak niezniszczalny”- prowadząca w radosnym korowodzie synów i córki Adama. Tylko piękno ukwieconych pól: kwiatów, łanów zboża, rozkwitających winnic i symfonia muzyczna rozmaitych gatunków ptaków jest wstanie oddać coś z przejmującego piękna Niewiasty obleczonej w słońce. Dar ludzkości dla Boga i dar Boga dla ludzkości- wzajemne obdarowanie, charyzmatyczna pełnia, wesele radości. Podczas święta odrodzenia jest Ona największym darem, jaki człowiek byłby kiedykolwiek zdolny ofiarować Bogu. „Cóż ofiarujemy Tobie, o Chryste ? – wyśpiewuje podniośle Kościół Wschodni w Wigilię Bożego Narodzenia- niebo ofiaruje Tobie aniołów, ziemia przynosi dary, a my ludzie, ofiarujemy Tobie Matkę Dziewicę”. Dlatego Chrystus, nie pozostawia jej na ziemi- przychodzi, aby podnieść z ziemi Kwiat stworzenia, aby zasadzić go w malowniczym Królestwie swojego Ojca. Ciało Maryi nosiło w sobie Boga jest więc ciałem teoforycznym. Stąd też uwielbienie Maryi dokonało się na podobieństwo uwielbienia Chrystusa. Sugeruje to analogię między zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem Chrystusa, a wniebowzięciem Maryi. Święty German wyznaje, iż nie mogło dojść do rozpadu ciała Maryi, było ono bowiem „obejmującym Boga naczyniem”. Jej wywyższenie mam głęboką relację wobec nas wszystkich, ponieważ nie dokonało się w izolacji. Maryja uczestniczy w jedności z Bogiem Trójosobowym a przede wszystkim uczestniczy w jedności z Kościołem pielgrzymującym ku Ojczyźnie Niebieskiej. Wraz z Nią- wywyższoną ponad ziemski padół, każde ze stworzeń w uniesieniu wypowiada: „Raduj się, przez którą całe stworzenie jest odnowione” (Akatyst). Ikona Jej zaśnięcia ukazuje, jak Matka Życia przeszła do Życia. Ona prefiguruje wydarzenie, gdy całe stworzenie w zachwycie w Niej się raduje. Libert w Litanii do Marii Panny w poetyckim uniesieniu będzie błagał: „Łask Błyskawico, rozwiąż mi oczy. Bym w nich obudził: Matkę i ojca, Siostry i braci, i wszystkich ludzi…. Jak krzak skalały, Jałowiec ciemny jest moja wiara. Pozwól mi rosnąć, Panno wysoka, ku niebu dalej !” Wraz z wejściem Maryi do Przybytków Pańskich w każdym człowieku rodzi się tęsknota za innym światem. Prośba dziecka, aby Matka pochwyciła za dłoń i przeprowadziła ku Życiu. „A gdy będziemy schodzić z tego świata, niech nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc tej ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do Twojego domu”- modli się Kościół słowami kapłana w obrzędzie błogosławieństwa kwiatów i ziół. Maryja, uczy człowieka jak wejść w śmierć. Zaśnięcie i przebudzenie, jest niczym innym jak uczestnictwem w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią i w triumfie Paschy Jej Syna. Jest jeszcze jedno przesłanie dzisiejszej uroczystości. Maryja uczy szacunku do stworzenia- do życia, które nas zewsząd otacza. Mamy tutaj pewien imperatyw ekologiczny, tak bardzo dzisiaj potrzebny i wymagający namysłu. „Gdy Bóg nie działa w nas- pisał św. Grzegorz Palamas- wszystko, co czynimy, jest grzechem”. Te słowa świetnie oddają destrukcyjne działanie człowieka i towarzyszący temu stale pogłębiający się kryzys ekologiczny. „Dopóki człowiek nie obejmuje współczuciem wszystkich żywych stworzeń, dopóty on sam nie będzie nie będzie mógł żyć w pokoju” (A. Schweitzer). Wydaje się, że w zglobalizowanym świecie każdy nieprzemyślany i eksploatującym bezmyślnie przyrodę akt człowieka, staje się gwałtem przynoszącym nieodwracalne skutki. „Rozwój technologii kieruje wszystko ku ciemności i ku światłości. Jednak wszelka agresja, skierowana przeciwko Ziemi, zwraca się przeciwko człowiekowi, którego zdrowie psychiczne i fizyczne zależy od równowagi ekologicznej”(M. Quenot). Często zapominamy jako ludzie wierzący, że wraz ze zmartwychwstaniem człowieka, dokona się również przemienienie całego świata: „Całe bowiem stworzenie z wielką tęsknotą oczekuje objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19). Mamy więc do czynienia z odkupieniem człowieka i kosmosu. Wobec tego faktu, nie można przejść obojętnie, czy pozbyć się elementarnej wrażliwości. „Serce, które nauczyło się kochać, współczuje całemu stworzeniu”- nie zapomnijmy o tym, oczekując przyszłego Życia.

niedziela, 14 sierpnia 2016



Hbr 12, 1-4
Bracia: Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi.

List św. Pawła adresowany do Hebrajczyków, stanowi kwintesencję tego kim jest chrześcijanin i jak powinien postrzegać swoją osobistą drogę duchowego wzrostu. Człowiek wierzący jest porównany do atlety biegnącego po laur zwycięstwa. Śledzimy na bieżąco w mediach wydarzenia olimpijskie; trudną i wymagającą poświęcenia rywalizację sportowców. Duchowa droga chrześcijanina jest również naznaczona potem i cierpieniem, wysiłkiem w walce z przeciwnościami losu i zakusami największego przeciwnika jakim jest demon. „Tak i ci, mówi Pan, którzy chcą mnie widzieć i osiągnąć Królestwo, muszą zdobywać mnie w bólu i cierpieniu”- pisał w swoim liście Barnaba. Świat w którym żyją ludzie wierzący jest pełen niepokoju, pozbawiony stabilnych podstaw… Jedynym pewnikiem jest zaufanie Chrystusowi- „Patrzymy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ja wydoskonala”. Chrystus przyjął krzyż z miłości do każdego z nas, tym samym wskazując nam przez jakie doświadczenia musi przejść Jego uczeń. Krzyż jest chropowaty i niewygodny, ale przyjęty w wolności i zaufaniu staje się źródłem duchowej siły i dynamizmu wiary. „W swej bezgranicznej miłości, Bóg stał się tym, czym my, po to by móc uczynić nas tym, czym On jest” (św. Ireneusz z Lyonu). Trzy dni temu byłem z pielgrzymką na Świętej Górze Grabarce- w sercu polskiego prawosławia. Największe wrażenie zrobił na mnie las przyniesionych krzyży. Tysiące drewnianych krzyży przyniesionych przez pątników; pozostawionych w tym miejscu, jakby stanowiących symboliczny obraz porzucenia czegoś, co może zniewalało lub przesłaniało oblicze Chrystusa. Góra Przemienienia- miejsce spowitych blaskiem ludzkich krzyży, nawróconych serc, przywróconych nadziei, wzmocnionej na nowo wiary. Jeżeli ktoś myśli, że można być chrześcijaninem bez własnego krzyża, to jest w błędzie. Krzyż jest „przepustką” na drugą stronę, potwierdzeniem miłości i największym sprawdzianem wierności. Krzyż to orientacja własnego życia ku Chrystusowi i drugiemu człowiekowi. Ofiara z siebie, aby mogła uobecnić się w świecie bezgraniczna miłość Boga- Przyjaciela ludzi. „Gdybym mógł spotkać trędowatego- mówił pewien Ojciec Pustyni- i wziąć jego ciało, a dać mu w zamian własne, byłbym szczęśliwy: bo to by była miłość doskonała”. Walka przeciwko złu, grzechowi i rozpaczy, którą zły duch sączy do ludzkich serc, dokonuje się dzięki triumfalnej mocy Krzyża. Na ikonie Zstąpienia Chrystusa do Otchłani- Zwycięski Pan, przedstawiony jest z krzyżem, który przestał już być haniebnym znakiem kary, a stał się symbolem zwycięstwa nad śmiercią. „Rozerwawszy Swą wszechmocą okowy Otchłani, prawą dłonią Chrystus wyprowadza z grobu Adama, a ślad za nim, z dłońmi złożonymi w modlitewnym geście, powstaje Ewa; uwalnia duszę Adama i wraz z nią duszę wszystkich oczekujących z wiarą na Jego przyjście…” (L. Uspienski). To nic innego jak ikonograficzny komunikat o największym zwycięstwie, Boski Atleta przetarł pierwszy najtrudniejszy szlak, a za nim my biegniemy. „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2Tm 4, 7-8).

piątek, 12 sierpnia 2016

Mt 19, 3-12
Faryzeusze przystąpili do Jezusa, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem”. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela...

Nie omijają Chrystusa tematy moralne, również takie, które dotykają natury ludzkich relacji- szczególnie tych najbardziej zażyłych, delikatnych, uobecnionych w małżeństwie. Miłość, wierność, zdrada, porzucenie, zranienie, oddalenie- słowa klucze, za pomocą których można dostrzegać oblicza kochających się ludzi, lub trzaskających za sobą drzwi oszukanych w miłości nieszczęśników. Małżeństwo jest świętą relacją, wzajemnie się obdarowujących osób. Warunkiem takiego stanu rzeczy jest miłość. Jakiś anonimowy obserwator życia napisał: „Ceremonia zaślubin jest wydarzeniem, małżeństwo zdobywaniem”. Słowo „zdobywać” można rozumieć pozytywnie lub negatywnie. Zdobywać- tzn. zabiegać o jak najdoskonalszy profil życia małżeńskiego; dojrzałość wyrażona w wierności, czułości, wsłuchiwaniu się w siebie wzajemnie. Zdobywać- może również oznaczać wewnętrzną wojnę, wieczną szamotaninę, forsowanie własnego zdania, przeciągania wszystkiego w swoją stronę. Istnieją małżeństwa szczęśliwe- kochające- najpierwszy rzut oka piękne. Są również związki cierpiętnicze, wegetujące z dnia na dzień, przyzwyczajone i zdolne do bycia razem; zbudowane na przedawnionej pomyłce wyboru. Jest jeszcze trzecia grupa par nieszczęśliwych, poranionych, wzajemnie się oskarżających- przepełnionych nienawiścią oraz przemocą psychiczną lub fizyczną. Małżeństwa umierające, krwawiące, podtrzymywane słowami przemądrzałych księży, utrwalających przekonanie: „w prawdzie mąż to drań, bije, pije- ale w końcu mąż !”. „Każdy, kto rozwodzi się z żoną z wyjątkiem przypadku rozpusty, a żeni się z inną, cudzołoży”- mówi jasno Chrystus. Czy ktoś potrafił się zastanowić nad tym, co z tymi ludźmi których miłość już dawno wygasła ? Kościół przepowiada dumnie: Małżeństwo, to sakrament miłości ! A jeśli już dawno tej miłości nie ma, co więcej pozostaje,  dramat cierpienia ? Chyba bardziej przemawia do mnie prawosławna koncepcja małżeństwa i ewentualna możliwość ponownego zawarcia sakramentu.Wyjście naprzeciw tym, którzy pragną pomimo trudnych decyzji trwać w komunii z Panem. „Skoro Chrystus, zgodnie z relacją Mateusza, dopuścił wyjątek od Swego ogólnego orzeczenia o nierozerwalności małżeństwa- pisał bp. Kallistos Ware, Kościół prawosławny również gotów jest dopuszczać odstępstwa od tej zasady. Związek małżeński prawosławie uważa, oczywiście za dozgonny i nierozerwalny. Jego zerwanie postrzega jako tragedię spowodowaną przez ludzką słabość i grzech. Potępiając ten grzech, Kościół ciągle jednak pragnie okazać pomoc cierpiącym z jego powodu ludziom i umożliwić im powtórną szansę.” Jakże jest to diametralnie różna postawa od rzymskokatolickiego postrzegania nierozerwalności- bardzo często nacechowanej wymiarem jurydycznym i pozbawionym wymiaru miłosierdzia. Czasami pierwsze małżeństwa zawierane są w emocjach, pod wpływem impulsu chwili: niedojrzale, bez konkretnej wiedzy o sobie i tej drugiej osobie. W całym kontekście „dobrowolnych” decyzji stoją często bliscy, którzy nie pozostają bez wpływu na przebieg tych wydarzeń. Mija kilka lat i mit szczęścia pęka jak bańka mydlana. Pozostają łzy, gorzkie wspomnienia i pretensje. Myślę, że nie powinniśmy być egzekutorami tych dylematów i małżeńskich dramatów. Chrystus, nigdy nie pozostawia człowieka w stanie cierpienia, bólu i samotności. Myślę, że wbrew purystom prawa, daje jeszcze jedną szansę na zaistnienie kolejnego „Ciała Miłości”.
 
 
 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Mt 18, 21
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Przykazanie kochania swoich bliźnich (ludzi: złorzeczących, nieprzyjaźnie nastawionych, nieprzychylnych, natrętnych, irytujących…) bez wyjątku, wskazuje na uniwersalny charakter miłości. Przebaczenie, nie jest jednorazowym aktem- uwalniającym od słów, spojrzenia, czy myśli, tych ludzi którzy mają zamiar wyrządzić innym krzywdę lub ją wyrządzili. To wielokrotny, a może nawet w nieskończoność powtarzany gest odszukania w tym drugim- człowieka jako mojego brata. Jak pisał św. Paweł: „Miłość jest cierpliwa…” Jej przejawy można streścić w dwóch przykazaniach: nie czynić bliźniemu tego, czego się nie chce, by nam robiono; robić dla niego to, co chcielibyśmy, aby zrobiono dla nas. W starożytnych Centuriach o miłości napisano: „Błogosławiony człowiek zdolny w równej mierze kochać wszystkich ludzi”. Z miłości której źródłem jest Bóg, rodzi się pragnienie przebaczenia, zapomnienia zła, zasklepienia ran. „Bo gdzie dosięga miłość- pisał M. Quoist- tam nie ma miejsca na nienawiść. Gdzie zwycięża miłość, tam pokonana jest chciwość. Gdzie włada miłość, tam opanowany jest egoizm. Gdzie śpiewa miłość, tam milczy egoizm. Miłość zapala wiarę, oświeca nadzieję. Miłość jest nowym narodzeniem serca. (jak przebaczasz) Już nie masz serca takiego jak przedtem, lecz masz nowe serce i ono w tobie żyje. Jesteś nowym stworzeniem. Ponieważ stajesz się tym, co kochasz”. Czasami w naszym życiu bywają chwile napięć, niepotrzebnie wypowiedzianych w gniewie słów; gwałtownych rozstań ubranych w emocjonalne pretensje lub oskarżenia, za którymi powstają wysokie niczym wieżowce mury. Byle błahostki potrafią rozwalić ludzkie relacje na długi czas, a co najgorsze każdy z tych bolesnych sytuacji, odchodzi poraniony i wewnętrznie stłuczony niczym szklana szyba. Kilka niczym nieskrępowanych słów przynosi wolność i pozwala na nowo rozkwitnąć miłości.  Przepraszam…, Przebaczam…, Kocham !

środa, 10 sierpnia 2016

J 12,24-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.

Dwa dni temu przyjechaliśmy na Podlasie. Przemierzyliśmy drogę kilkuset  kilometrów, aby zobaczyć, zatrzymać w pamięci i zbudować mądrą syntezę Zachodu ze Wschodem. Są takie krajobrazy Polski jeszcze nieodkrytej, ciekawej, urokliwej pięknem ludzi, przyrody i sztuki. Celem mojej wyprawy był długo planowany szlak rozsianych cerkwi prawosławnych oraz katolickich sanktuariów. Wszystko było podporządkowane dwóm celom: odpoczynkowi i regeneracji sił\, oraz architekturze i ikonografii cerkiewnej; oczywiście to całe przedsięwzięcie spina pragnienie nieustannego poszukiwania śladów Boga (wielu pytań o wiarę, które dojrzewają do odnalezienia na nie odpowiedzi). Po drodze czytałem odkrywczą w nowe treści książkę greckiego biskupa Nikolasa Chatzinikolau pt. „Tam, gdzie nie widać Boga”. Sam tytuł tej książki jest niesamowity, nowatorski i zachęcający do zatrzymania się nad jej lekturą. Bóg, którego szukamy na siłę, niecierpliwie…, czasami gwałtownie i po omacku, przekracza nasze wyobrażenia, projekcje, modele. Jest Bogiem subtelnie obecnym w każdym człowieku, a szczególnie tak mocno tam, gdzie ludzie mają pokusę zanegować Jego obecność i miłość (choroba, tragiczne sytuacje, niepowodzenia, obumarcie miłości, pokusa ucieczki). Wracając do mojej wyprawy. Wczoraj byłem w Muzeum Supraskim na wystawie ikon. Wyszedłem rozczarowany z tej pseudosakralnej przestrzeni wystawienniczej. Przemierzając poszczególne sale, gdzie były wystawione ikony-eksponaty, dotarły do mnie słowa, które kiedyś wypowiedział o. Paweł Floreński, że ikona nie powinna być wystawiana w muzeum, bowiem tam umiera. Jedyną przestrzenią dla ikony jest wnętrze świątyni, a nie sztucznie zaaranżowane pomieszczenia w których próbuje się imitować coś z przestrzeni sacrum. W Późnych godzinach wieczornych wybrałem się na uroczystości patronalne monasteru, a dokładnie Święto Supraskiej Ikony Matki Bożej obchodzone dziesiątego sierpnia, które przeddzień zgromadziło setki pielgrzymów. Wielogodzinne nabożeństwa i celebracja Liturgii były niesamowitym przeżyciem duchowym. Próbowałem to zatrzymać dla siebie, uruchamiając dyskretnie migawkę aparatu fotograficznego. Mistyka obrzędowości prawosławnej może przypadkowego obserwatora przenieść w inny wymiar bytowania, uruchomić duchowe przestrzenie wiary. Liturgia staje się świętem Piękna: ikony, śpiew, dramaturgia liturgiczna- wszystko to niczym ewangeliczne ziarno może zakiełkować nową energią duchową. To potwierdza moje przemyślenia o roli świątyni. Pisał o tym Symeon z Tessaloniki: „Cała świątynia wyobraża ten świat ziemski albo też widzialne niebo. Gdy bowiem odprawiamy modły przed świątynią, mówimy, że świątynia boża ma układ nieba i rajskiego Edenu”.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Mt 25, 1-13
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: "Podobne jest królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły ze sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: «Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!» Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: «Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną». Odpowiedziały roztropne: «Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie». Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec: te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: «Panie, panie, otwórz nam». Lecz on odpowiedział: «Zaprawdę powiadam wam, nie znam was». Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny".

„Zbudź się o śpiący a zajaśnieje ci, Chrystus". Postawa oczekiwania w chrześcijaństwie, to gotowość na przyjście Oblubieńca. Dziewczęta z przypowieści, wystrojone i przyozdobione na spotkanie miłości; to przeniesienie z dworskiego ceremoniału obrazu korowodu weselnego. Dostrzegamy również podział w gronie kobiet; jedna grupa przygotowana i pełna czujności, a druga zbagatelizowała noc nadejścia Ukochanego.  Przypowieść wyraża napięcie na przyjście Pana "już i jeszcze nie"- owo natężenie chwili, której kulminacyjnym wydarzeniem jest przybycie Oblubieńca w blasku chwały. Chrystus to Umiłowany, przybywający do swojej Oblubienicy Kościoła.  Interpretator historii; w środku Jego domu są już ci, którzy trzymają lampy zapalone...oni się dobrze mają, okazali się zdolni do czujności serca,, zachowali wiarę, wytrwali w czujności, zbudzili jutrzenkę. Przed bramą stoją śpiochy, którzy mówili: mam jeszcze czas, aby się przygotować, odkładając wszystko na ostatnią chwilę. Opieszałość, obojętność i brak wiary okazał się brzemienny w bezradność i odrzucenie. Tragedia bycia pozostawionym przed bramą Chrystusowego Królestwa jest wyborem każdego człowieka. To mądra katecheza dla każdego z nas. Dlatego należy zachować pogodną czujność serca- zawierzając się każdego dnia Miłosiernemu Panu. Trzeba wpatrywać się w Świętych Kościoła, których życie było przepełnione po brzegi Bogiem. Pomimo swych ludzkich wad, słabości, często ograniczeń- potrafili być wiernymi do końca. Oblubienicą, która potrafiła wyglądać przyjścia Pana była św. Benedykta od Krzyża (Edyta Stein). Doświadczyła światła w ciemności… Jej odwaga i pełnia miłości została w potwierdzona w sposób najbardziej radykalny, przez męczeńską śmierć w obozie koncentracyjnym. „Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie”- mówiła pokorna mniszka. W ciele drobnej kobiety- filozofa i mistyczki, najpełniej objawił się pocałunek Boga. Odnalazła kochającego Boga w brudzie i beznadziei obozowego losu; spotkała Chrystusa Oblubieńca, który przeprowadził Ją przez gehennę śmierci (Shoah), wprowadzając w wieczne szczęście.