wtorek, 3 kwietnia 2012


J 13,21-33.36-38

Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.

Jeden z uczniów Jego, ten, którego Jezus miłował, spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: „Panie, kto to jest?”

Jezus odpowiedział: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan.

Jezus zaś rzekł do niego: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święta”, albo żeby dał coś ubogim. On zaś po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.

Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.

Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?”

Odpowiedział mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”.

Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”.

Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”.


"Jeden z was mnie zdradzi", takie słowa mogą spowodować wielką konsternację, uczniowie spoglądali jeden na drugiego próbując gdzieś na bok odsunąć wrogą myśl o zdradzie. Być może każdy z nich w duszy myślał o tym, czy przypadkiem jakoś już niezawiódł swojego Mistrza. Serca apostołów po słowach Chrystusa były dotknięte oczywistością trudnej prawdy. Z mroku tego roztargnienia przy szczególnej wieczerzy, wyłania się postać Judasza, ten o którym Pan powie tylko jedno: przyjaciel. To przyjaciel który zawiódł, zdradził przyjaźń, w początku rodzącego się Kościoła, pojawiła się pycha i chęć zdrady. "Nie, nie gorszę się tym, że Jezus nazwał zdrajcę "przyjacielem". Raczej napawa mnie to radością, gdyż nazwa ta prawnie należy się również mnie. Również ja bowiem nauczyłem się zdradzac. Również ja zdradzałem tysiące razy. Każdy z Apostołów przez chwilę miał świadomość, że sam mógł być zdrajcą, gdy Jezus w czasie wieczerzy wypowiedział następujące słowa: "Jeden z was Mnie  zdradzi". W tej chwili oczekiwania ujawniają się myśli nigdy nie wyrażone, grzechy nie wyznane, instynkty zduszone zbyt późno, idee sformułowane i odrzucone, mroczne wybory, ohydne intuicje...jaskinie gdzie dusza gromadzi swoje ponure obrazy. I pytanie: Czy to może ja, Panie ? Tak, to ja. Moje serce jest pełne zdrad. Wśród trzydzistu srebrników, które brzęczą w kieszeni Judasza, znajduje się i moja część. Również ja, nie tylko najwyżsi kapłani jestem zlecieniodawcą. Również ja zapłaciłem. A Judasz jest tylko nieszczęsnym dowodem moich zdrad. To, co mnie ratuje z rozpaczy - to echo słowa, które zasługuje i neutralizuje złowrogi odgłos pocałunku zdrajcy: "Przyjacielu !".

PRZYJMIJ MNIE DZISIAJ, PANIE, ZA UCZESTNIKA TWOJEJ WIECZERZY MISTYCZNEJ, BO NIE WYJAWIĘ TAJEMNICY TWOIM WROGOM, ANI NIE DAM TOBIE POCAŁUNKU JAK JUDASZ, ALE JAK ŁOTR WYZNAJĘ CIĘ I WOŁAM: WSPOMNIJ NA MNIE, PANIE, W KRÓLESTWIE SWOIM (liturgia św. Jana Chryzostoma)

niedziela, 1 kwietnia 2012

 

Witam po kilku dniach mojej nieobecności na blogu. Dużo przez te kilka dni się działo. Głosiłem rekolekcje dla dzieci i młodzieży w Debrznie, kilka dni intensywnej ale ubogacającej mnie samego pracy duchowej, Słowo Boże głoszone z mocą przemienia również głoszącego. Uświadomiłem sobie po raz kolejny to wewnętrzne przynaglenie do przeżywania wierniejszej miłości. Zabrzmiały w moim sercu słowa, które były kanwą rekolekcyjnego przepowiadania: JEZUS CIĘ, KOCHA ! W czwartek 28.03. prędko wróciłem do Słupska, szybkie przepakowanie ciuchów z torby do torby i wyjazd na pielgrzymkę autokarem z maturzystami do Częstochowy, tam bogaty program, zawierzenie Matce swego życia i ruszyliśmy w drogę do Oświęcimia. Zwiedzaliśmy obóz koncentracyjny, na wielu twarzach moich uczniów widziałem zdumienie, wzruszenie i jakiś taki podniosły nastrój. To było nie tylko spotkanie z trudną historią dramatu ludzi, ale szkoła wrażliwości na to, co człowiek może uczynić kiedy wyłącza sumienie i staje w miejscu Boga. Kiedy wchodzi w ciemność... Staliśmy przed celą św. Maksymiliana Kolbe jednego z wielu świadków miłości, która pokonała nienawiść i tyranię zła. Spacerowaliśmy po rampie kolejowej w Birkenau gdzie tysiące ludzi wywlekano z wagonów bydlęcych i poddawano selekcji. W wyobraźni widziałem te straszne momenty, rozstania rodzin, łzy kobiet i dzieci, bezradność mężczyzn. Ostatnia droga życia… To historia którą należy zapisać w sercu. Tego wszystkiego dotknęła nasza modlitwa za tych ludzi, pełna nadziei że coś tak strasznego  już się nigdy nie wydarzy. Później pojechaliśmy do Krakowa, nocleg na Tynieckiej u salezjanów, zwiedzanie miasta, modlitwa na Wawelu i próba jakiejś twórczej refleksji historycznej. „Historia jest nauczycielką życia.” Wróciliśmy w nocy nad ranem, rozpoczynając z budzącym się nowym dniem celebrację Niedzieli Palmowej. Przed nami wielki tydzień, każdy dzień przybliżać nas będzie do Paschy Pana. Modlę się abym umiał każdą chwilę dobrze wykorzystać, zachować spokój i otworzyć się  na duchowe wartości, które będą wypływały z Liturgii Kościoła. Tu jest Bóg- powiedzmy za Bonhoefferem- „w bezsilności i cierpieniu na świecie”. Tu jest Bóg miłości, poniżony, sponiewierany, opuszczony przez człowieka. Jesteśmy zaproszeni do wielkiej lekcji Bożej miłości, której centrum jest dramat Krzyża i pusty grób. Oby nas nie pochłonął szał przed świąteczny, nie pozbawił refleksyjności zakrzyczany świat pustych słów. W tym czasie dostrzegamy najbardziej  ludzką twarz Boga, który przeszedł z miłością przez ludzki bezsens, aby mogło zatriumfować Życie.





Na źrebięciu oślicy zasiadł Ten, który słowem rozciągnął niebo.
Troszcząc się o ludzi, wyzwolił ich z nierozumności.

 Dlaczego w ten dzień świętujemy sławne i święte wejście naszego Pana do Jerozolimy? Po wskrzeszeniu Łazarza wiele osób widząc, co się stało, uwierzyło w Chrystusa. Z tego powodu zgromadzenie żydowskie wydało wyrok: należy zabić Chrystusa i Łazarza. Uciekając przed ich nienawiścią, Jezus udał się do miasteczka Efraim (J 11,54). Jednak żydzi, mimo wszystko, nie odstępowali od swojego zamiaru i zamierzali Go zabić w święto Paschy. Po długim okresie ukrywania się, na sześć dni przed Paschą, jak to opisuje ewangelista Jan, przyszedł Jezus do Betanii, gdzie był Łazarz, którego podniósł z martwych. Przygotowali Mu tam wieczerzę i Łazarz jadł z Nim, zaś jego siostra Maria namaściła olejkiem stopy Chrystusa (J 12,1-3).
Nazajutrz Jezus posłał swoich uczniów, by przywiedli oślicę i źrebię. I Ten, Któremu za tron służy niebo, wsiadłszy na źrebię, wszedł do Jerozolimy. W tym czasie, dzieci hebrajskie i będący tam żydzi podścielali przed Nim na drogę swoje szaty oraz gałązki palm i wołali: "Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pana, król Izraela!". A wszystko to było spowodowane działaniem Ducha Świętego, żeby uwielbić i wychwalić Chrystusa. Waiami, czyli gałązkami palm, zebrani ludzie głosili zwycięstwo Jezusa na śmiercią, gdyż waia po hebrajsku oznacza "rozkwitająca (ożywająca) gałązka". Znanym obyczajem było także wychodzenie z gałązkami wiecznie zielonych drzew na spotkanie zwycięzców bitew i wojen. Zaś młody (nieujeżdżony) osioł, na którego wsiadł Chrystus, tajemniczo oznaczał nas, narody pogańskie. Gdyż ujarzmiwszy je (Swoją władzą), Chrystus został nazwany Zwycięzcą i Królem całej ziemi.

 O tym święcie mówił prorok Zachariasz (Za 9,9): Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, siedząc na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. Także Dawid prorokował o dzieciach: Sprawiłeś, że usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę (Ps 8,3).
Gdy Chrystus wjechał do Jerozolimy, mówi Ewangelia, poruszyło się całe miasto (Mt 21,10). Ludzie zaś, podjudzani przez arcykapłanów, szukali Jezusa, chcąc Go zabić. On zaś starał się ukrywać; a gdy się pojawiał publicznie, mówił do nich w przypowieściach.
Chryste Boże nasz, według niewypowiedzianego Twojego miłosierdzia uczyń nas zwycięzcami nad nierozważnymi namiętnościami. Pozwól nam zobaczyć Twoje chwalebne zwycięstwo nad śmiercią oraz Twoje świetliste i życiodajne Zmartwychwstanie, i zmiłuj się nad nami, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Na podstawie synaksarionu Niedzieli Palmowej


Któż to nie spotykał Pana, gdy triumfalnie, jak król, przybywał do Jerozolimy? Któż nie wzywał "Hosanna Synowi Dawidowemu!"? Lecz przeszły cztery dni, i ci sami ludzie, tym samym językiem, krzyczeli: "ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!" Jaka dziwna zmiana! Lecz czemu się tu dziwić? Czyż nie tak samo postępujemy i my, gdy po przyjęciu świętych tajemnic Ciała i Krwi Pańskiej, gdy tylko co wychodzimy z cerkwi - zapominamy o wszystkim: o swojej czci i o miłości Boga, i wracamy ponownie do dogadzania sobie. Na początku trochę, a potem coraz więcej, i być może jest tak, że przed upływem czterech dni, chociaż i nie krzyczymy "ukrzyżuj!", sami krzyżujemy w sobie Chrystusa. I On wszystko to widzi i cierpi! Chwała Twojej wielkiej cierpliwości, Panie!



Święty Teofan Rekluz (Zatwornik), Myśli na każdy dzień roku, www.days.pravoslavie.ru

Przez krzyż do chwały

W pierwszym dniu tego Wielkiego Tygodnia możemy, z palmami w ręku, wychwalać Zbawiciela świata i śpiewać wszyscy razem: Hosanna Synowi Dawida!

Możemy wylewać łzy żalu nad krzyżową śmiercią Tego, który jest Chlebem Życia, i usłyszeć Go, jak powtarza: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Droga zbawienia została oto wyznaczona. Przez osiem dni będzie nas ona prowadzić śladami Zbawiciela ludzi. Jedynie miłość jest godna wiary i to dlatego do chwały idzie się tylko przez krzyż. Bo poza krzyżem jawi się wieczność!

Wiemy dobrze, że końcem nie był kamień zatoczony u wejścia do grobu (por. Mk 15,46), co nie przeszkadza, że zawsze pozostaje w nas jakieś, niemożliwe do przemilczenia lub zapomnienia „dlaczego”. Jakieś „dlaczego”, na które nie za bardzo potrafimy odpowiedzieć. Tak bardzo to, co widzimy, przekracza nasze oczekiwania. Nawet gdy trwamy długo wpatrując się w Przebitego. Ostatecznie, dlaczegóż zabito Tego, który jest Dawcą Życia (por. Dz 3,15)?

Być może nie był On jedynie nieszczęśliwą ofiarą spisku przeciwko swojej osobie. Nawet jeśli tamtego dnia wszyscy sprzysięgli się, by skazać Go na śmierć (por. Dz 4,27). „Czy myślisz — Szymonie — że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 26,53). „Gdyby królestwo moje — Piłacie — było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany... Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd” (J 18,36). Chrystus do końca był Synem „Tego, który mógł Go wybawić od śmierci” (Hbr 5,7). A więc, dlaczegóż to uniżenie na krzyżu (por. Flp 2,8)?

Tym bardziej chyba nie z powodu „ofiarniczej woli Ojca” pragnącego, „poprzez unicestwienie swojego Syna”, odkupić grzech człowieka. Bóg nie potrzebuje się uniżać, by nas wywyższyć; lub cierpieć, by nas odkupić. „Starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9,13). W śmierci Jezusa na Kalwarii nie ma ani ludzkiego fatalizmu, ani Bożego przymusu. Dlaczego więc owo przekleństwo krzyża (por. Ga 3,13)?

Chyba nie chodzi również o to, że Chrystus pragnął zostawić nam piękny „przykład” odwagi i wiary w obliczu śmierci. „Smutna jest moja dusza aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. (...) Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich” (Mt 26,38-39). Jezus podążał z Getsemani na Golgotę nie jak bohater, ale jak święty. I nie przeszkodziło to naszemu przewodnikowi w wierze (por. Hbr 12,2) opuścić ten świat mówiąc: „Odwagi, jam zwyciężył świat” (J 16,33). Bo śmierć, którą poniósł, ani nie spowodowała Jego rozpaczy, ani Go nie unicestwiła. Dlaczego więc w drzewo krzyża wpisane jest owo pełne szaleństwa świadectwo?


Bracia i siostry, skoro świat, stworzony z miłości i dla miłości, skoro świat przez mądrość, to znaczy przez przyjęcie tej miłości; „skoro świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Kor 1,21). I to przez głoszenie czego? Przez głoszenie niewiarygodnie szalonego daru miłości nie cofającej się nawet przed męką (por. J 15,13; Rz 5,8).

I ostatecznie, dlaczego to wszystko? Bracia i siostry! Dlatego że zło istniało na świecie! Dlatego że zło nadal istnieje. Dlatego że zło ciągle będzie istniało. A także dlatego że ostatnie słowo nie może należeć do zła, to znaczy do cierpienia, samotności, smutku, śmierci i grzechu, ale do dobra. Do dobra, to znaczy do łaski, do życia, radości, jedności. Jednym słowem — do szczęścia w końcu przywróconego, odnalezionego i na zawsze dzielonego.

Przypomnijmy sobie: zło pojawiło się już na samym początku. Martwe drzewo ogrodu Eden nigdy więcej nie wydało owocu. „Ból i pożądanie — znój i pot — ciernie i nieurodzajna ziemia” (por. Rdz 3,16-18). Bratobójstwo i tułaczka na pustyni. „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?” (Rz 7,24).

Za dni ciała Jego zło się rozpleniło. Chrystus dostrzegał i doświadczał nędzy swojego ludu. Od wieków wygnania, przesiedlenia, obce panowania, niesprawiedliwości znaczyły drogę zagubionych owiec z Domu Izraela. A kiedy Jezus zbliżał się do Jerozolimy, „na widok miasta, zapłakał nad nim” (Łk 19,41).

A cóż powiedzieć o naszym stuleciu (z plejadą jego wojen, głodów, totalitaryzmów, tortur, holokaustów, samobójstw, samotności)? Choć było najbardziej cywilizowane, zostawiło po sobie wspomnienie jako także najbardziej mordercze i chyba najbardziej okrutne. I wszyscy znamy dobrze ciężar naszego krzyża, wszystkich naszych krzyży, odczuwany w pewne dni, w pewne wieczory naszego życia w głębi naszej duszy.

 Oto dlaczego, bracia i siostry, serce Boga zwróciło się ku nam. I Syn przyszedł. Stał się Synem Człowieczym. Jak zaczyn w cieście zanurzył swoją boską naturę w nasz ludzki stan. Wziął na siebie naszą nędzą, by lepiej móc jej doświadczyć. Zanurzył się w nasze grzechy, aby nas z nich wyzwolić. Umieścił swój ogień pośrodku chłodu śmierci przenikając ją swoim Życiem (por. Łk 12,49).

Przyszedł nas wydobyć z głębin naszych rozpaczy. Zstąpił aż do naszych otchłani, by nas z nich wyzwolić. W pośrodku całkowitej ciemności światłość świata rozpoczęła swój bieg. Pośrodku nienawiści rozkwitła miłość. A bolesny krzyż Jego śmierci stał się chwalebnym krzyżem naszego odkupienia. O krzyżu, wznoszący się w pośrodku naszego życia, o krzyżu Jezusa Chrystusa! Rozumiemy więc odtąd Pisma: „Z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci... i chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hbr 5,7). Dlaczego istnieją łzy?

Pewien żydowski midrasz opowiada, że po swoim upadku Adam i Ewa, aby wynagrodzić swą winę, ze skruszonym sercem przez siedem kolejnych szabatów chodzili zanurzać się w rzece Giszon, błagając Boga, by im wybaczył. Bóg, przejęty współczuciem, wziął ze swego skarbca perłę i darował ją im i ich potomkom. Otóż perłą tą była łza! Dosłownie: dam hayim, krew oczu. Z wpisanym w to podwójnym obrazem — źródła (oko) i życia (krew). Odwieczny powiedział im wówczas: „Kiedy będziecie zasmuceni, wylejecie tę łzę z waszych oczu. W waszym smutku zostaniecie pocieszeni, a ziemia, na którą ona spadnie, zostanie nią uświęcona”. I midrasz, nie bez racji, dodaje: „Nikt poza potomstwem Adama, żadna z istot żywych nie potrafi wylewać łez, by płakać w swoim smutku”. Ale, bracia i siostry, łzy, które człowiek wylewał i których był powodem, znaczą historię na wszystkich ludzkich drogach! I oto nagle nasze pytanie „dlaczego” rozjaśnione zostaje wstrząsającym światłem! Jezus, mówi nam Ewangelia, „pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22,44).

I począwszy od tamtego dnia wszyscy synowie Adama poznali, jak ogromną miłością obdarzył ich Syn Boga, który stał się człowiekiem.

br. Pierre-Marie Delfieux "Medytacje paschalne"

środa, 28 marca 2012


Dn 3, 14-20.91-92.95

Król Nabuchodonozor powiedział: „Czy jest prawdą, Szadraku, Meszaku i Abed-Nego, że nie czcicie mojego boga ani nie oddajecie pokłonu złotemu posągowi, który postawiłem? Czy teraz jesteście gotowi, w chwili gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych, upaść na twarz i oddać pokłon posągowi, który uczyniłem? Jeżeli zaś nie oddacie pokłonu, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Który zaś bóg mógłby was wyrwać z moich rąk?”

Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: „Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu. Jeśli zaś nie, wiedz królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który uczyniłeś”.

Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy więcej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca.

Król Nabuchodonozor popadł w zdumienie i powstał spiesznie. Zwrócił się do swych doradców, mówiąc: „Czy nie wrzuciliśmy trzech związanych mężów do ognia?” Oni zaś odpowiedzieli królowi: „Rzeczywiście, królu”. On zaś w odpowiedzi rzekł: „Lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia i nie dzieje się im nic złego; wygląd czwartego przypomina anioła”.

Nabuchodonozor powiedział na to: „Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, by nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim”. 


Spoglądając na dzisiejszą rzeczywistość, na wielu ludzi którzy mienią się wierzącymi, takie słowa jak wierność, męstwo i odwaga jakoś jawią się jako archaiczne pomniki cnót które opisywały   portrety charakterologiczne postaw bohaterów, których pamięć czyta się jak dobrą przygodową książkę. Zawsze jakoś mnie porusza postawa trzech młodzieńców z księgi Proroka Daniela, odważnych męskich postaw ludzi autentycznie wierzących, ufających Bogu. Szadrak, Meszak i Abed-Nego to świadkowie w boju o prawdę, bezkompromisowi pełni talentu i odwagi bohaterowie przesłania o wierności Bogu, za cenę utraty własnego życia. Tylko tak pewni siebie i budujący na autentyźmie wiary, bezgraniczności zaufania Bogu, są w stanie ocalić świat od duchowej miernoty, lenistwa, wkładania głowy pod ziemię i nabierania wody w usta. Chrześcijaństwo potrzebuje tak pięknych świadków Ewangelii, którzy za cenę cierpienia, wzgardzenia i oplucia przez świat, będą ikoną działania i wielkiej zbawczej mocy Boga. Modlę się  każdego dnia o chrześciajństwo odważne, poderwane do lotu, uzbrojone w miłość, gotowe wytoczyć bój temu co, jest nienawiścią i pogardą. Myślę o takich braciach i siostrach którzy Kościół będą czynili wiarygodnym wobec tych, którzy widzą w nim zwykłą organizację i ludzkie koniunktury...którzy widzą zło i tylko zło. "Chwałą Boga jest żyjący człowiek " mówili Ojcowie Kościoła. Dziś trzeba powiedzieć iż, Chwałą Boga jest odważny chrześcijanin... wierny mąż, kochająca żona, młody człowiek przyznający się do swojej wiary, ksiądz który będzie szedł pod prąd, mimo wytykania palcami i wylewania szamba ludzkich słów. Jesteś narzędziem w rękach Boga w imię dobra, nawet za cenę pieca do którego  możesz być wrzucony, choć i w tym cierpieniu nie będziesz sam, Chrystus będzie szedł z tobą w korowodzie męczenników. Zraniony z miłości do Chrystusa będziesz najbardziej autentyczny, będziesz sobą i otrzymasz nagrodę. Wyjdź na zewnątrz i jak św. Franciszek wołaj z całych sił: "Miłość nie jest kochana".

 

wtorek, 27 marca 2012

J 8,21-30

Jezus powiedział do faryzeuszów: „Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”.

Rzekli więc do Niego Żydzi: „Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?”

A On rzekł do nich: „Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”.

Powiedzieli do Niego: „Kimże Ty jesteś?”

Odpowiedział im Jezus: „Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego”. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu.

Rzekł więc do nich Jezus: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”.

Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.


 "Bóg może uczynić w twoim kierunku tysiąc kroków, ale ten jeden w Jego kierunku - ten musimy zrobić sami" K. Rahner. Jeden krok to chciec usłyszeć Jego wezwanie, przynaglenie do przyjęcia Słowa Życia i przytulenie do Krzyża na którym jest Życie.

poniedziałek, 26 marca 2012

Łk 1,26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.

Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.

Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”

Anioł jej odpowiedział: „Duch święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna, i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.

Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.


"Badź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś miedzy niewiastami." Słyszymy echo tych cudownych pozdrowień, którymi zostaje obdarowana młoda Dziewczyna z Nazaretu. Błogosławiona, napełniona łaską, ocieniona Duchem Świętym. To wielkie misterium wybrania i obdarowania, Maryja otwiera się wielki plan Boga. Być może nie tak wyobrażała sobie swoją przyszłość, a tu takie zadanie, stać się Matką Bożego Syna. Umysł nie jest wstanie tego pomieścić, tu trzeba kontemplacji dla Jej wypowiedzianego "TAK". Niewiasta zawierzenia uczy nas wypowiadania przekonywującego dla świata "tak" zgadzam się na wszystko, oddaję się do dyspozycji Bogu, która ma dla mnie ciekwszy plan. Każdy chrześcijanin w Niej, może uczyć się tej bezinteresowanej otwartości na wielki dar łaski. Każda kobieta może podpatrywać Ją w jej pięknej kobiecości otwartej na macierzyństwo i wydanie na świat Życia. Wejścia w intymne życie Boga. W Ewangelii epizod Zwiastowania bezpośrednio poprzedza scenę nawiedzenia . Maryja nie zatrzymuje się w miejscu po, to aby cieszyć się łaską przywileju wybrania. Natomiast wyrusza do krewnej Elżbiety, która stanie się uczestniczką tej radości. Maryja po spotkaniu z Bogiem, idzie na spotkanie z innymi. Jej powołanie nie zamyka Jej w domu, lecz wysyła na ulicę. Maryja niesie w sobie tajemnicę, która wydarzyła sie w Jej wnętrzu. "Wkrótce milczenie przemieni się w pieśń, a Słowo stanie się przemieniającą świat mocą. Maryja odpowiedziała na Boże oczekiwanie. Teraz jest gotowa odpowiedzieć na oczekiwanie ludzi. To co, wydarzyło się w Jej wnętrzu staje się przesłaniem- Ewangelią. Bóg powraca, aby powiedzieć "tak" światu, ponieważ zdecydowane "tak" Maryi przeważyło nad tyloma ludzkimi "nie"." Dzięki Niej Chrystus wchodzi na drogi świata, wchodzi do życia każdego z nas którzy mamy odwagę wypowiedzieć nasze "Tak".