wtorek, 31 grudnia 2024

 

Wraz z sylwestrową nocą rozpoczyna się czas karnawału. Powolność i nuda przestają istnieć. Nie ma tu miejsca na życie ograniczone i umiarkowane ! Euforia szczęścia i pląsów, taniec i naznaczająca go cielesność rozwibrowana głośną muzyką, ferią barw i świateł. Bezbarwna i zmęczona twarz człowieka, rozbłyskuje blikami i brokatem. Przestaje myśleć o powrocie do domu i prozaicznej rutynowości. Oszołomienie, zmęczenie i ból głowy przyjdzie później – ale jeszcze nie teraz. To zbiorowy bunt przeciwko upływowi czasu, starości i śmierci. Fenomen burzliwego tłumu połączonego niewidzialną nicą płochliwego szczęścia, słyszanego nawet na horyzoncie kosmosu. Kunsztowna zbytkowność wypisana na twarzach i odzwierciedlona w przywdzianym kostiumie urodziwych kobiet i mężczyzn. „Prawdziwa radość to radość przeżywana wspólnie”- twierdził Saint-Exupéry. Taniec to też pewna filozoficzna forma międzyludzkiego dialogu, flirtu i zbliżenia. Zabawa bierze górę nad powszedniością i powtarzalnością zwyczajnych dni i rytuałów, które zawieszone na jakiś czas – dają upust nawarstwieniu rozrywki, przeżywanej beztrosko w zbiorowości opatrzonej kulturowymi zwyczajami miejsca lub je porzucającymi na rzecz czegoś, nieprzewidywalnie spontanicznego i pozbawionego reguł. Dystans pomiędzy ludźmi się skraca, a swoboda i pęd ku zabawie podrywa wszystkich do radosnego korowodu. Wyrafinowane jedzenie staje się przywilejem mas, niezważających na finansowe rachowanie, czy zbyt małą pojemność brzucha. Nad wszystkim bierze górę homo ludens rozwibrowany niczym konfetti wystrzelone ku górze. W tak niełatwej do opisania sytuacji jest coś magicznego i pogańskiego zarazem, komiczność i groteskowość, zdzierająca maski kulturalnej powściągliwości i nie zwracania uwagi na spojrzenia i opinie innych. Ruchliwość przenika szaleństwo nocy, inicjującej maskaradowość czasu i spontaniczność gestów, jakże często stanowiących eksplozję miłości – mezalianse, przeżywanej natychmiastowo i mimowolnie chwili erotycznego poruszenia ciał i prawdopodobnego uścisku przedłużonego po świt lub nieplanowaną wieczność. Wszystko jest nad wyraz zmysłowe i testujące możliwość ciał, dotykające granic sprofanowanego seksualnością raju. Przestrzeń pełna fajerwerków i ludzkich impulsów, staje się na wskroś komiczna i pełne błazenady- parodia sacra - ośmieszenia spraw poważnych, których obecność z pozoru, wydaje się święta i nienaruszalna. „Karnawał – to święto czasu, który wszystko niszczy i wszystko odnawia: tak można ująć jego sens zasadniczy”(M. Bachtin). Wokół wielkich widowiskowych scen na placach miast, gromadzą się tysiące ludzi, aby powstrzymać sen i noc zapłodnić wezbraną radością i donośnym hałasem. „Śmiech karnawałowy spala wszystko, co konturowe i skostniałe, ale oszczędza prawdziwie heroiczną osnowę postaci.” Ulice kipią od poruszonych muzyką groteskowych ciał, kontaktu ze wszystkimi i ze wszystkim; żywiołu podlewanego strugami różnorodnej preferencji trunków. Petardy przepruwają niebo i czynią zgiełk wbrew racjonalnej spokojności nocy. Po tym chaosie i forte fortissimo z pomocą mogą przyjść jedynie lekarze, bądź spowiednicy, wylewający cierpliwe swoje medykamenty na cierpiącą i oskarżającą się duszę, bądź sponiewierane i obolałe ciało.

niedziela, 29 grudnia 2024

 

Kiedy ukaże się Chrystus – życie wasze – wtedy i wy ukażecie się z Nim w chwale (Kol 3,4). Nastaje zima z kaprysami pogody i zmianą nastrojów tak silnie rzeźbiących twarze przemierzających w pośpiechu ludzi. Na zewnątrz wiatr z deszczem łamie kruche gałęzie drzew i zdziera z nich zmurszałe od zasiedzenia liście. Momentami przebudza się słońce, rozświetlając zimną poświatę nieba i szybujących bezwiednie ptaków. Moje serce przenika tęsknota za tymi których obok mnie nie ma. W zaciszu mieszkania jest jakoś spokojniej i refleksyjnej. Wnętrze przenika zapach goździków, miodu i cynamonu, obficie dodanego do piernikowego ciasta. Czas świętowania przedłuża się w oczekiwaniu na juliańskie Boże Narodzenie. Uświęcona tradycją przodków obrzędowość sprawia, że duch dziecięcych wspomnień powraca i przywraca obliczu dorosłości anielski uśmiech. Drzewko choinki przypomina, że mimo dotkniętej muśnięciem śmierci aury natury, zasadzone w wilgotnej ziemi ciągle zielenieje – muśnięte życiem w drobinach swojego igliwia żyje. Świat, widziany z poziomu łodygi przebijającej się przez skutą lodem ziemię, wydaje się czymś dramatycznym i godnym zatrzymania. Ale to nie smutek bierze górę nad tym, co zewnętrznie i namacalnie przeżywalne w konwulsji śmierci, lecz barwny świat wspomnień, nasycający duszę ciepłem po brzegi i siłą do dialogu miłości. Samotność natury poddanej paraliżującemu cyklowi obumierania i odradzania się, uświadamia prawdę o zmienności czasu, którego konieczność istnienia staje się źródłem głębokiej zadumy i współodczuwania wszystkiego w Pięknie zstępującym z góry w kruchym ciele Dziecka. Spotkanie z Nieogranionym staje się częścią naszego przeznaczenia i niesie znaczenie które trzeba rozwikłać. „Świat jest piękny tej nocy: Gwiazdy krążą w okrągłym tańcu; Ogień płonie i słychać śmiech, I w grocie znów zrobiło się jasno. Bicie dzwonów w raju - Zwiastun Bożego Narodzenia; Śpiewajmy Panu: Sam Bóg nam się objawił!” (R.R. Tolkien). To część ukrytego Misterium ponad przeciętnością upływających chwil i smagających duszą wątpliwości. Dom wypełniony Obecnością. Płomień lampady zawieszonej przed ikoną Maryi z Dzieciątkiem i zapach wydobywający się ze spalanych ziaren kadzidła, oczyszcza powietrze, czyniąc przestrzeń codziennego przebywania, przenikniętą obecnością świata którego ledwie widoczne zstępowanie, potrafią tylko dostrzec dzieci o anielskich oczach i uszach utkanych z szeptu niebiańskich kolęd. Każde Święta ochraniają świat od zapomnienia o Bogu. Ich podniosła cudowność przenika tkankę utrudzonej egzystencji, podnosząc ją ku wyżynom czegoś zgoła tak nieprawdopodobnego i mistycznego zarazem. Ta zażyłość ze światem duchowym budzi z rezygnacji i samotności, niweczy bunt i zło, nadając wszystkiemu rysy szlachetności i współczucia. Człowiek pychy i autoafirmacji, odkrywa prawdę o sobie i prostoduszności której brak rodzi głód – potrzebę natychmiastowego nasycenia.  Mądrość Cerkwi wskazuje na Boga, który stał się człowiekiem i który udźwignął naszą ziemską skończoność, wybrakowanie i ciążenie ku ziemi. Stał się pasją miłości Ojca, największego uzewnętrznia miłości na w głębinach ludzkiej samotności i odrzucenia.

wtorek, 24 grudnia 2024

 

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła (J 1, 4-5). Żyjemy w kulturze pośpiechu i egoizmu który naznacza niezwykle mocno międzyludzkie relacje. „Człowiek chce stać się Bogiem bez Boga, ale Bóg nie chciał być Bogiem bez człowieka”- pisał już dawno temu Franz Baader. Dzisiejszą wigilią katolicy i część prawosławnych, rozpocznie celebrację świąt Narodzenia Pańskiego. Nie jest to święto obżarstwa, prezentów i świecidełek którymi nasyca nas zewnętrzny świat. Bóg nie stał się człowiekiem, abyśmy byli z siebie zadowoleni od nadmiaru altruizmu w te dni, czy materialnej rozrzutności do której przekonują nas media. Bóg nie zszedł w nasz czas i historię, abyśmy byli szczęśliwi, bogaci i wolni od chorób. Przedwieczny stał się Dzieckiem, aby ukazać nam bezgraniczną miłość. On stał się ekstazą miłości, skierowaną poza siebie samego, aby wszystkich napełnić swoim życiem. Tylko tak rozumiana miłość wyrywa z zaklętego kręgu śmierci i otwiera perspektywę  pełni życia. „Twarzyczka Dziecięcia rozdarła na zawsze matowość świata, sprawiając, że wytrysnęło w nim światło zmartwychwstania” (O. Clement). Życzę Wam wszystkim, aby te dni były pełne błogosławieństwa; wypełnione tęsknotą za tym, co jest naszym największym brakiem- wiarą zdolną przemieniać świat. Niech towarzyszy nam zachwyt aniołów i pasterzy przebudzonych w nocy. Milczenie i zdumienie od nadmiaru którego- Miłość staje się autentycznie kochana !  

 

niedziela, 22 grudnia 2024

 

Dlatego nie bądźcie bezmyślni, ale starajcie się zrozumieć, co jest wolą Bożą (Ef 5,17). Nie chcę być posłusznym nawykowi życia i przyzwyczajeniom które utrwalone i powtarzane rzekomo dają poczucie stabilności; wzmacniając pewność siebie w kontekście zaskakujących z ukrycia prób, czy poderwanych niczym gwałtowny wicher wyzwań. Człowiek naszego wieku chciałby tak wiele rzeczy mieć pod kontrolą, będąc przekonanym, iż to pozwoli mu bezkolizyjnie przebrnąć przez najtrudniejsze sytuacje życia. Turbulencje są nieuchronne, a kąciki oczu nie da się wypchać lepiszczem z obawy przed nagle spulchniającym ziemie deszczem łez. Prawda o tych bezpiecznikach okazuje się nachalnie brutalna – nie możemy przewidzieć wielu rzeczy które mogą się pojawić za chwilę, potrafiąc zburzyć schematy i skorygować skrupulatnie zapisany scenariusz jutra. Przestałem naiwnie dowierzać teraźniejszości. „Nie przywiązanej nie odwiążesz łodzi. Cienia w futrzanych butach nie usłyszysz. W gęstwinie życia nie przemożesz strachu”- czytam w poezji Mandelsztama. Jakże szybko można popaść w nieuchronność myśli i odrętwienie; bezwład sił które przed momentem nakręcały do działania, a teraz się wyczerpały. „Nie ufajmy porażce, bo to byłaby nostalgia za sukcesem”- twierdził słusznie Blanchot. Wszystko zatem zdaje się zmaganiem, próbą, odbijaniem od przygniatających duszę spraw i kurczowym uczepianiem nadziei w momentach które zdają się wydane objęciom porażki. Po zwiotczeniu sił przychodzi moment powstania z ziemi, przebudzonej tęsknocie, wychyleniu ku przyszłości skąpanej w wątłej strudze światła. „W taki ranek – pewno przestanie się smutno oglądać do tyłu, ale ruszy przed siebie w stronę wstającego dnia, zamaszyście, w podskokach, pogwizdując. I nie będzie tu ostatniego skłamania ale prawdziwy początek drogi”(J.M. Maulpoix). Czasami trzeba udać na obrzeża i ominąć centrum, aby spotkać się ze sobą, poznać siebie i zrozumieć siebie. Peryferia to przestrzeń inna – zmienna i budząca uprzednio ustaloną trasę; zaskakująca nowość istnienia ! Być może trzeba wykonać ruch okrężny, aby znaleźć się w miejscu jako ktoś zupełnie już inny i przekonany o słuszności swoich słów i idei, pragnień oraz powziętych działań i trzeźwo oszacowanych planów. Według Pascala nasze myśli są zawsze zajęte przeszłością i przyszłością, a rzadko i bezwładnie myślimy o teraźniejszości. Nigdy zatem nie żyjemy, lecz wciąż mamy nadzieję żyć. Trzeba zatem wyzwolić się z tego paskudnego niedowierzania sobie i własnym możliwościom, skrytym pod powłoką wystraszonej wyzwaniami istoty. Na białym płótnie świata Bóg maluje rozwidlone drogi i daje wskazówki jak się nie zgubić.  Pewien rabin z Opowieści chasydów Bubera, powiedział: „Chciałbym urodzić się powtórnie jako krowa, aby każdy mógł przyjść z rana i wydoić trochę mleka, którym by się pokrzepił, zanim rozpocznie służbę Bożą.”

wtorek, 17 grudnia 2024

 

Na zewnątrz przedświąteczny pośpiech i gwar ludzi przemierzających podekscytowanie kilometry sklepowych ekspozycji z kuszącymi oczy towarami. Przyglądam się tej komicznej ruchliwości, dystansując się niejako od tego zbiorowego aktu rozrzutności. Dźwięczy mi w głowie aforyzm starożytnego mnicha: „Zacznij od refleksji. Następnie pomódl się ! Później przejdź do czynów, żeby ostatecznie znaleźć swoją chwałę w Bogu.” Czas wypełniony krzątaniną, porządkami, zakupami i ustawianiem spraw tak, aby w święta można było odpocząć w gronie najbliższych i celebrować tajemnicę narodzin Boga. Święta będę przeżywał podwójnie – ekumenicznie w pełnym tego słowa znaczeniu. Zapach siana i żywicznej choinki, cynamonu i goździków; smaków wiktuałów docierających wprost z kuchni, arcydzieła wprost z pod dłoni mojej mamy. Śpiew kolęd i ludzka życzliwość spinająca spojrzenia, gesty i słowa. Grudniowa katolicka wigilia, kolędowanie i pierwsze myśli wiodące w wprost do Betlejem – porzucenie samotności i tęsknota – przebudzona ewangelicznym nawoływaniem anielskich heroldów. „Pewnego dnia młoda dziewczyna w milczeniu i tajemnicy dała życie dziecku, dała światu życie, cud życia, życie wszystkich rzeczy, Tego, który jest Życiem”(B. Pasternak). Drugie świętowanie to juliańskie, nasycone prawosławną obrzędowością i bogactwem liturgii w której dokona się spotkanie z Miłością i zrodzeniem Miłości w duszy wraz z Maryją. Błogosławione rozwleczenie w czasie i myśli które wraz z zalegającymi prezentami będą cieszyć duszę. Każdemu z nas w różny sposób objawia się sens tych dni. Przeżywamy je obciążeni tradycjami rodzinnego domu, zakorzenionymi w odwiecznym i powtarzalnym rytuale przodków. „Dzieciństwo i religia żyją nie pojęciami, lecz symbolami i obrazami, dlatego pewnie Chrystus kazał swoim uczniom być podobnymi do dzieci”- pisał Pasierb w Czasie otwartym. W żadnym wypadku nie można wypierać z pamięci baśniowości chwil które dla dziecka wyczekującego pierwszej gwiazdki, są jak czekaniem na cud – objawieniem Obecności ! Przypominam sobie mojego ojca który tuż przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej brał nas do drugiego pokoju i przed ikoną Bogurodzicy inicjował z każdym dzieckiem z osobną modlitwę. Po jej zakończeniu przepraszał nas za wszystko co było złe, wieńcząc ten cudowny akt pojednania czułym pocałunkiem w czoła. To bardziej do mnie przemawiało, niż wszystkie wysłuchane kazania i katechezy o człowieczeństwie nieporadnie artykułującym miłość względem innych. Darem miłości była obecność rodziców, ich zaangażowanie i modlitwa którą otulali każde ze swoich dzieci; pieczętując ich krętą drogę ku dorosłości w wierze. To najwspanialszy podarek losu. W nich objawiała się prawda o wcielonym Dziecku – przyobleczonej w kruche ciało miłości ! Ten Inny „który jest bardziej mną niż ja sam” – jak to trafnie określił poeta Claudel. To teologia prostoty i łaski. Koniunkcji wypatrywanej gwiazdy i łuny światła bijącego z miejsca, gdzie Chrystus przezwycięża miłością dialektykę ludzkiej niewiary, zwątpienia, cierpienia i buntu. Moim czytelnikom przygotowującym się bezpośrednio do świąt, pozostawiam proroczą przepowiednię: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, Pan z wami.”

niedziela, 15 grudnia 2024

 

Zapytał Go pewien dostojnik: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»  Jezus mu odpowiedział: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę». On odrzekł: «Tego wszystkiego przestrzegałem od młodości». A Jezus, usłyszawszy to, powiedział do niego: «Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną». On zaś, gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty (Łk 18,18-27).

Mając ponad dwadzieścia lat człowiek kpi sobie i naigrywa się ze słów, że coś musi zrobić, zmienić, przewartościować. Przy zasobności portfela i konta, wszystko jest chwilą pochwyconego w ekscytacji szczęścia. Młodość potrafi karmić się złudzeniami i poddaje się szybko wyczerpującemu zużyciu. Jest się przekonanym o wieczności ciała i wszystko jest podporządkowane temu iluzorycznemu przeświadczeniu. Zło uzewnętrznia się w miejscach pięknych i niespodziewanie obezwładnia. W pulsującym życiu miasta odkrywa uciechy które zagłuszą każde wewnętrzne poruszenie duszy, znieczulą to, co potrafi uchwycić przenikliwe spojrzenie Chrystusa. Mistrz w tej przejmującej rozmowie, nie karze młodzieńcowi narzucić sobie ubóstwa i poślubić „pani biedy.” Daje mu szansę spojrzenia z innej perspektywy – z pozycji kogoś kto jest wolny i pozbawiony jakichkolwiek zabezpieczeń. „Rządzi tu perspektywa serca, które rysuje to, czego nie ma, aby lepiej dostrzec to, co jest.” Nasz świat stał targowiskiem próżności, a człowiek w nim zakorzeniony marionetką zaślepioną tragiczną parodią posiadania i kolekcjonowania przyjemności. Pod powierzchnią bogactwa kryje się pułapka, zasysająca umysł i wolę, przepaść do której wpadasz i nie możesz już o własnych siłach się wydostać. Według św. Bazylego Wielkiego „grzech jest brzemieniem który ciągnie duszę do piekła.” Zachłanna rzeczywistość obrzydliwie bogatych ludzi z tabloidów, gdzie po pozorami maksymalnie konsumowanych przyjemności, kryje się piekło samotności, niezrozumienia i balansowanie na krawędzi życia i śmierci. Luksus, największa pułapka naszej zagmatwanej egzystencji. W oparach adrenaliny stymulowanej alkoholem, narkotykami i seksem, można spłynąć do rynsztoku. „Życie zwrócone ku pieniądzom jest śmiercią”(A. Camus). Można się w tym zagubić i zatracić, ześwinić jak inny młodzieniec z przypowieści o marnotrawnym synu. Wbrew logice zachłanności, bankrutując można zyskać więcej. „Na wszystko, co jest na świecie, patrz jak na znikający cień i do niczego się nie przywiązuj, niczego nie uważaj za wielkie i w niczym nie pokładaj nadziei”- pouczał św. Jan z Kronsztadzki. Człowiek wywodzący się ze środowiska posiadaczy marzy o czymś więcej. Pomimo posiadania tak wiele, odczuwa niedosyt i rozczarowanie sobą. Pyta się swojego serca, miota się wewnętrznie i szuka natychmiastowego remedium na ten stan rzeczy. Nikt za niego życia nie przeżyje. Ten kto jest zdolny do rezygnacji z czegoś, potrafi być przyjacielem Boga i „biednym bratem wszystkich.” Zaczyna rozumieć ból i łzy świata, kruchość i głód – bezdomność tych którzy urodzili się poza wystawnie umeblowanym życiem. W oczach odtrąconych i zmarginalizowanych jest blik Raju. Nie był wstanie zrozumieć i udźwignąć przynaglenia Chrystusa. Odszedł zasmucony. „Tylko ten jest prawdziwie samotny, kto obcy jest samemu sobie”(I. Brianczaninow). Odszedł zrezygnowany i smutny ! Rzeczywistość ludzka oszalała od pokusy posiadania i konsumowania. Niech mądrym przesłaniem będą dla nas słowa św. Augustyna: „Dobra tymczasowe satysfakcjonują jedynie tych, którzy nigdy nie zaznali nawet pragnienia dóbr wiecznych.”

czwartek, 12 grudnia 2024

 

Kto patrzy wyostrzonym okiem, dostrzega więcej niż przeciętny przechodzień, weryfikujący swoją wiedzę na podstawie upodobanego przez siebie programu informacyjnego, czy natarczywych newsów zapychających pamięć telefonu; nachalnie dyszącego przerywanym sygnałem maltretującego umysł komunikatu. Istnieją ludzie dla których obejrzenie serwisu informacyjnego, tej czy innej stacji telewizyjnej, jest porównywalne z dobrze spełnioną powinnością obywatelską. Jeszcze inni przytuleni do ekranu telefonu w podróży do pracy, odczytują papkę informacji z internetowego portalu. To codzienny rytuał, wpisany w harmonogram cotygodniowego procesu poznawczego, dawkowanego niczym podtrzymująca funkcje życiowe kroplówka. Myślący człowiek to ktoś, kto twórczo i krytycznie weryfikuje dane, docierające do niego z różnych - a niekiedy peryferyjnych miejsc - bo takie wydają się najbardziej obiektywne i niezmącone palcem ideologicznych reżyserów, czy manipulatorów pracujących gorączkowo nad ukształtowaniem człowieka spolegliwego i intelektualnie biernego. „Im mniejszy fragment, tym lepsze wyobrażenie całości”- to starożytny zapisek ze strzępka pergaminu odnalezionego w Faras. Człowiek jest zamknięty w tak wielkiej bańce informacyjnej, iż potrzebuje coraz to sprawniejszych narzędzi selekcjonujących wiedzę; sita przez które przeleci szlam i osad, osiadając jak najdalej od umiejscowionej prawdy. McLuhan zauważył: „Kiedy informacja podróżuje z szybkością elektryczności, świat tendencji i plotek staje się światem rzeczywistym.” Nienawidzę świata w którym kłamstwo i kolportowana plotka, staje się planktonem zapychającym minimum informacyjne zabieganych i znerwicowanych mas. Wszystko jest tak pokrętnie i umiejętnie przewartościowane. Zwodniczy amalgamat prozaicznej egzystencji: dobro jest zgorszeniem; dziewictwo to wyświechtany frazes średniowiecznej moralności; religia to przeżytek staruszek i słabeuszy nie potrafiących się dostosować do postępu i wulgarnego uprzedmiotowienia wszystkiego; dziecko w łonie matki to tylko płód czekający na wyskrobanie; piękno sparaliżowane i przygniecione przez brzydotę; sztuka milczenia kontra krzyk i kakofonią głupoty; człowiek ducha przeciwstawiony komuś obsesyjnie skupionego ma materii uwikłanej w czas. Można mnożyć tych odchyleń od normy w nieskończoność, konstatować anomalie i poronienia naszej cywilizacji, demistyfikować i szukać antidotum na ten stan rzeczy. „Myśl mam teraz pochłoniętą tworzeniem wizji świata, gdzie człowiek okazałby się kluczem do jego zrozumienia, a nie jaką anomalią”- odnotował te słowa bez mała wiek temu Teilhard de Chardin. To spostrzeżenie wydaje się takie dzisiejsze, ponieważ przenika je dojmująca troska o człowieka który jeśli tylko chce i zdoła, może przekroczyć siebie i otaczający go świat absurdu, niedopowiedzenia, nonsensu, czy moralnego wyjałowienia. Być może przemianę tego świata trzeba zacząć od ewangelicznego zaczynu i życia na najwyższym poziomie świadomości i intensywności. Być może świeżość wiary jest lekarstwem na dezinformację, obłąkanie i paroksystyczne ucieczki w hedonizm, pieniądz, indywidualizm i tęczową utopię w sferze płci. Kończę optymistyczną prognozą francuskiego pisarza: „Od życia wiecznego dzieli nas tylko przegroda cieńsza niż ruchoma zasłona z gałęzi płaczącej wierzby.”