poniedziałek, 7 września 2026

 

Gdybym tylko mógł spowolnić czas. Lepiszczem zaklajstrować szczeliny przez które przecieka i znajduje ujście ku śmierci. Łudzę się, że zostało mi jeszcze trochę życia, że zdążę na czas opisać słowami to, co łapczywie rejestrują moje oczy i dotykają dłonie. Pisarz jest opowiadaczem historii – najpierw swojej, a następnie tych innych – przedłożonej trochę na kształt mitu o uniwersalnym przesłaniu dla wszystkich, którzy zapragną stać się jego częścią. „Piszę, żeby się przeglądać”- twierdził Michaux. Śniło mi się, że mam nowotwór mózgu i gasnę niczym roślina pozbawiony światła i wody. Tracę trzeźwość zmysłów. Oczy przestają wiedzieć a uszy stają się częścią kosmicznego milczenia odległych planet. Z powodu nacisku guza na mózg, nie mogę  poruszyć dłonią ani palcami, a głowa staje się wielką dynią czekającą na zgnicie i eksplozję od środka. To paskudna fabuła, odstręczająca skutecznie czytelnika, obniżająca amplitudę życiowych motywacji i aspiracji do zrobienia czegokolwiek. Jeżeli ktoś w tym miejscu przestanie mnie czytać zrozumiem i nie będę się gniewał. „Słowa są naszymi pierwszymi nauczycielami śmierci. Pierwszym sygnałem rozdzielności między ciałami i ich nazwami”- spostrzegł w Fizyce smutku Gospodinow. Jako pięcioletni chłopiec będąc z wizytą u przyjaciół moich rodziców, otworzyłem drzwi do piwnicy ich nowo wybudowanego domu i spadłem z kilku merów w ciemność na beton. Z domu do piwnicy nie było jeszcze schodów, a drzwi nie były zakluczone. Ciekawość dziecka i pierwszy postawiony krok – najprostszy przepis na tragedię. Przerażenie, płacz i ból przeszywający dość giętkie ciało chłopca, wiezione w panice i pośpiechu do szpitala fiatem 125 p. Czy to już koniec ? Pewnie ma kręgosłup połamany w kilku miejscach – szeptali w nerwach. Takie myśli rozbijały się o brzeg świadomości moich rodziców. Prześwietlenie i zdumienie trzech zawezwanych lekarzy, że dziecko jest całe i zdrowe, poza krwawiącą od przetarcia o beton twarzą. Kot który spadł na cztery łapy. Cud ? Słowo które wyszeptał nieporadnie jeden z medyków pochylony nade mną kiedy zagryzałem z nerwów suchą bułkę. Ojciec po powrocie do domu na klęczkach ze łzami w oczach długo się modlił. Tego dnia Bóg rozdzielał błogosławieństwa i rozpylał eliksir życia. Przez dwa dni nic nie mówiłem. Nosiłem bolesne wspomnienie ciała bezładnie spadającego w dół. Byłem jak Odys schodzący do Hadesu po radę jak żyć i jaki obrać dalszy kierunek drogi. W rodzinie już nigdy więcej nie wracaliśmy do tego feralnego wydarzenia. Wryło się w moją pamięć mocno, stając się mądrą lekcją ostrożności. Tylko słowa potrafią właściwie rezonować z naszą przeszłością. Kończę słowami poeta Whitmana „Pomyśl o czasie, kiedy jeszcze się nie urodziłeś; Pomyśl o czasie, kiedy stałeś obok umierających; Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie umierać.” Dodam od siebie: Pomyśl o czasie, kiedy twoje ciało będzie zmartwychwstałe !