piątek, 6 kwietnia 2012



   Moc krwi Chrystusowej
Chcesz poznać moc krwi Chrystusa? Trzeba się cofnąć do jej prawzoru i wspomnieć jej typ opisany na kartach Starego Testamentu.
Mojżesz poleca: "Zabijcie baranka i jego krwią pokropcie próg i odrzwia waszych domów". Co mówisz, Mojżeszu? Czyż krew nierozumnego zwierzęcia może ocalić człowieka, istotę rozumną? Owszem, może, lecz nie dlatego, że jest to krew, ale dlatego, że jest ona obrazem krwi Zbawiciela. Dlatego też obecnie prędzej ucieka nieprzyjaciel, gdy ujrzy już nie odrzwia skropione krwią, która była tylko obrazem, lecz rozjaśnione krwią prawdy usta wiernych - odrzwia świątyni poświęconej Chrystusowi.
Chcesz poznać jeszcze inną moc tej krwi? Przypatrzmy się, skąd zaczęła płynąć - i z jakiego wytrysnęła źródła. Wypłynęła ona z samego krzyża i wzięła początek z boku Zbawiciela. Czytamy bowiem w Ewangelii, że po śmierci Jezusa, gdy On jeszcze wisiał na krzyżu, jeden z żołnierzy zbliżył się, włócznią przebił Mu bok, i natychmiast wypłynęła krew i woda. Woda była obrazem chrztu, a krew Eucharystii. Żołnierz więc przebił Mu bok i otworzył wejście do świątyni, a ja tam znalazłem cudowny skarb, i cieszę się ze wspaniałych bogactw. To więc się stało z Barankiem: Żydzi Go zabili, a ja zebrałem owoc ofiary.
"Z przebitego boku wypłynęła krew i woda". Nie chcę, abyś, słuchaczu, przechodził obojętnie wobec tak wielkich tajemnic, zostaje bowiem jeszcze inny i tajemny sens. Powiedziałem już, że woda i krew są obrazem chrztu i Eucharystii. Z tych dwóch sakramentów bierze swój początek Kościół "przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym", to znaczy przez chrzest i Eucharystię, które wywodzą się z boku Zbawiciela. Kościół więc powstał z boku Chrystusa, podobnie jak z boku Adama wyszła jego małżonka, Ewa.
Dlatego świadczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: "Jesteśmy z Jego ciała i z Jego kości" - a ma on tu na myśli bok Chrystusa. Albowiem jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak też Chrystus dał nam ze swego boku wodę i krew, z których utworzył Kościół. I tak jak Bóg wyprowadził Ewę z głęboko uśpionego Adama, tak też Chrystus po śmierci dał nam wodę i krew.
Widzicie więc jak Chrystus połączył się z oblubienicą, widzicie, jakim żywi nas pokarmem. Dzięki temu samemu pokarmowi rodzimy się i żywimy. Jak matka powodowana naturalną miłością do dziecka, spieszy, by je nakarmić własnym mlekiem i krwią, tak Chrystus poi swoją krwią tych, których odrodził.
Katecheza chrzcielna św. Jana Chryzostoma, biskupa

czwartek, 5 kwietnia 2012



WIELKI CZWARTEK
godz. 15:00 - Litania do Krwi Chrystusa połączona z katechezą paschalną
godz. 19:30 - Msza Wieczerzy Pańskiej
po Liturgii adoracja Najświętszego Sakramentu do godz.24.00
WIELKI PIĄTEK
godz. 8:00 - jutrznia + adoracja Najświętszego Sakramentu
godz. 15:00 - Droga Krzyżowa połączona z katechezą paschalną
godz. 19: 30 - Liturgia Męki Pańskiej
dramat liturgiczny- namaszczenie całunu z wizerunkiem Chrystusa
po Liturgii adoracja Najświętszego Sakramentu do godz. 24.00
WIELKA SOBOTA
godz. 8:00 - jutrznia + adoracja Najś. Sakramentu
od godz. 10:00 do 17:00 święcenie pokarmów (co pół godz.)
godz. 20:30 - Liturgia Wigilii Paschalnej
godz. 6:00 REZUREKCJA z procesją wokół kościoła
Parafia Świętej Rodziny - Słupsk

 




 Dobra Matka Kościół zaprasza nas do szczególnego pochylenia się nad Tajemnicą Paschalną: Męki, Śmierci, i Zmartwychwstania Boga - Człowieka, Jezusa Chrystusa. Liturgia Świętego Triduum będzie dla nas pomocą w przeżywaniu tej wielkiej tajemnicy naszego zbawienia.
"Przemówił Baranek przemówił w radości do współbiesiadników, Pierworodny zapowiedział uczniom Paschę w Wieczerniku. Zbawiciel zaprosił siebie na ofiarę i krwi swej przelanie. Pożywny był Jego chleb życiodajny, snop kłosów wrócił w pełni. Jego ciało przeniknął kwas Bóstwa. Trysnęło Jego miłosierdzie, zapaliła się miłość, bo chciał stać się Pokarmem." (św. Efrem Syryjczyk)
Pascha - oznacza przejście z niewoli do wolności, z nieprzyjaźni z Bogiem do stanu odnowionej przez Jego Przymierze przyjaźni, ze śmierci do życia. Wiąże się ona z wydarzeniem szczególnej interwencji Boga w historię narodu wybranego, którego Pan mocnym ramieniem wyprowadził z „Ziemi Uciemiężenia" - ziemi egipskiej. Przeszedł Anioł Pański przez ziemię Egipską siejąc śmierć wśród Egipcjan, a niosąc ocalenie i wolność wśród synów Izraela.
    Odtąd Izrael z ustanowienia samego Boga będzie obchodził pamiątkę tego wydarzenia w postaci święta zwanego Paschą, przypadającego 14 dnia miesiąca Nisan - pierwszego miesiąca roku biblijnego. Najważniejszym obrzędem tego święta była uczta paschalna, zabijano baranka, którego cała rodzina nocą spożywała na pamiątkę przejścia Pana. Izrael spożywał go w postawie gotowości do podróży, mając biodra przepasane, laskę w ręku i sandały na nogach. Krwią baranka skrapiano odrzwia domu. Było to wyrazem wiary, że owej historycznej nocy, której Bóg oswobodził swój lud z tyrani faraona, ta krew ocaliła rodziny izraelskie od nieszczęścia śmierci. Karząca ręka Boga uśmiercającego pierworodnych synów Egipcjan ominęła te domy, na których widniały ślady krwi baranka. Pomazane krwią odrzwia stały się symbolem ocalenia, przypominały ten fakt wybawienia Izraela przed niszczycielską ręką Anioła Śmierci, który przeszedł przez Egipt.
    Z upływem czasu sens świętowania paschy nabierał różnych znaczeń, rozumienie przejścia nabierało uniwersalnego charakteru, sprowadzało się ono do przejścia z śmierci grzechu do życia w wolności dzieci Bożych. Sprawując tę ucztę, Izrael, co roku przywraca aktualność wydarzeń minionych.
    Liturgia Paschy nie jest tylko upamiętnieniem przeszłych wydarzeń; przywołuje ona i świętuje powrót jako łaskę, która towarzyszyła ludowi Izraela przy wyjściu z Egiptu.
Dlatego w każdym domu w paschalny wieczór napełniało się dodatkowo kielich na cześć proroka Eliasza, który uosabiał mesjańską nadzieję Izraela. Niektóre tradycje utrzymują nawet, że jedynie Mesjasz, gdy przyjdzie na ziemię, będzie mógł wziąć ów kielich i podzielić się nim, dokonując całkowitego wyzwolenia ludzkości.
Niewola Izraelitów w Egipcie jest obrazem i symbolem gorszej i głębiej sięgającej niewoli, w której znajduje się każdy człowiek. Jest to tyrania mocy ciemności i zła nad umysłem i sercem człowieka. Pogrążeni w tej niewoli, jesteśmy w stosunku do Boga buntownikami, zasługującymi na śmierć doczesną i wieczną. Od śmierci tej ratuje nas -podobnie jak Izraelitów - Krew Jezusa Chrystusa - Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata, jak daje o nim świadectwo Jan Chrzciciel.
Teraz lepiej rozumiemy gorące pragnienie Jezusa, aby spożyć Paschę ze swoimi uczniami. Dawał On w ten sposób do zrozumienia, że w pełni wyzwoli ludzkość przez ofiarę swego ciała i krwi. Eucharystia ustanowiona w Wielki Czwartek wieczorem jawi się jako przedłużenie i zarazem jako wypełnienie Paschy zapoczątkowanej wyjściem z Egiptu.
   
Świadectwo o tej wyjątkowym wydarzeniu daje św. Paweł: "Ja bowiem przekazałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: "To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę !". Podobnie po , skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: "Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę ! Ilekroć bowiem spozywacie ten chleb i pijecie kielich śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie..." (1Kor 11, 23- 26).
 
J 13,1-15

Było to przed Świętem Paschy. Jezus widząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, widząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?” Jezus mu odpowiedział: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później to będziesz wiedział”. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”.

Odpowiedział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę”.

Powiedział do niego Jezus: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: „Nie wszyscy jesteście czyści”.

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty, i gdy znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.
Baranek złożony w ofierze
wyrwał nas śmierci, by dać nam życie
 Prorocy przepowiedzieli wiele rzeczy o tajemnicy Paschy, którą jest Chrystus. "Jemu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen". On zstąpił z nieba na ziemię dla cierpiącego człowieka i przyoblókłszy się w jego ciało w łonie Dziewicy wyszedł stamtąd jako człowiek. Biorąc ciało podległe cierpieniu, wziął na siebie mękę cierpiącego człowieka i zniszczył ją. Duchem zaś, który nie mógł umrzeć, zabił śmierć - morderczynię człowieka.
Przywiedziony jak jagnię i zabity jak owca, wybawił nas niby z Egiptu od służby temu światu i wyzwolił nas z niewoli diabła, jakby z ręki faraona. Dusze nasze naznaczył własnym Duchem, a członki naszego ciała pomazał swoją krwią.
On jest Tym, który okrył hańbą śmierć, a diabła pozostawił w nieutulonym żalu jak Mojżesz faraona. To On zranił nieprawość, a niesprawiedliwość pozbawił potomstwa, jak Mojżesz Egipt.
On jest Tym, który nas wywiódł z niewoli na wolność, z ciemności do światła, ze śmierci do życia, spod władzy tyrana do wiecznego królestwa i uczynił nas nowym kapłaństwem oraz ludem wybranym na wieki. On jest Paschą naszego zbawienia.
To On w wielu musiał znosić wiele. W Ablu został zabity, w Izaaku związano Mu nogi, w Jakubie przebywał na obczyźnie, w Józefie został sprzedany, w Mojżeszu podrzucony, w baranku paschalnym zabity, w Dawidzie prześladowany, w prorokach zelżony.
Poczęty w łonie Dziewicy, zawieszony na drzewie krzyża, pogrzebany w ziemi zmartwychwstał i wstąpił na wysokości niebios.
On jest milczącym Barankiem, Barankiem zabitym, zrodzonym z Maryi, pięknej owieczki. Wzięty ze stada i poprowadzony na zabicie, wieczorem został złożony w ofierze, a nocą Go pogrzebano. Nie łamano Mu kości na drzewie krzyża, a będąc w ziemi nie uległ rozkładowi, lecz powstał z martwych i wskrzesił człowieka wyprowadzając go z grobu otchłani.

Homilia paschalna Melitona z Sardes, biskupa

wtorek, 3 kwietnia 2012


J 13,21-33.36-38

Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.

Jeden z uczniów Jego, ten, którego Jezus miłował, spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: „Panie, kto to jest?”

Jezus odpowiedział: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan.

Jezus zaś rzekł do niego: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święta”, albo żeby dał coś ubogim. On zaś po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.

Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.

Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?”

Odpowiedział mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”.

Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”.

Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”.


"Jeden z was mnie zdradzi", takie słowa mogą spowodować wielką konsternację, uczniowie spoglądali jeden na drugiego próbując gdzieś na bok odsunąć wrogą myśl o zdradzie. Być może każdy z nich w duszy myślał o tym, czy przypadkiem jakoś już niezawiódł swojego Mistrza. Serca apostołów po słowach Chrystusa były dotknięte oczywistością trudnej prawdy. Z mroku tego roztargnienia przy szczególnej wieczerzy, wyłania się postać Judasza, ten o którym Pan powie tylko jedno: przyjaciel. To przyjaciel który zawiódł, zdradził przyjaźń, w początku rodzącego się Kościoła, pojawiła się pycha i chęć zdrady. "Nie, nie gorszę się tym, że Jezus nazwał zdrajcę "przyjacielem". Raczej napawa mnie to radością, gdyż nazwa ta prawnie należy się również mnie. Również ja bowiem nauczyłem się zdradzac. Również ja zdradzałem tysiące razy. Każdy z Apostołów przez chwilę miał świadomość, że sam mógł być zdrajcą, gdy Jezus w czasie wieczerzy wypowiedział następujące słowa: "Jeden z was Mnie  zdradzi". W tej chwili oczekiwania ujawniają się myśli nigdy nie wyrażone, grzechy nie wyznane, instynkty zduszone zbyt późno, idee sformułowane i odrzucone, mroczne wybory, ohydne intuicje...jaskinie gdzie dusza gromadzi swoje ponure obrazy. I pytanie: Czy to może ja, Panie ? Tak, to ja. Moje serce jest pełne zdrad. Wśród trzydzistu srebrników, które brzęczą w kieszeni Judasza, znajduje się i moja część. Również ja, nie tylko najwyżsi kapłani jestem zlecieniodawcą. Również ja zapłaciłem. A Judasz jest tylko nieszczęsnym dowodem moich zdrad. To, co mnie ratuje z rozpaczy - to echo słowa, które zasługuje i neutralizuje złowrogi odgłos pocałunku zdrajcy: "Przyjacielu !".

PRZYJMIJ MNIE DZISIAJ, PANIE, ZA UCZESTNIKA TWOJEJ WIECZERZY MISTYCZNEJ, BO NIE WYJAWIĘ TAJEMNICY TWOIM WROGOM, ANI NIE DAM TOBIE POCAŁUNKU JAK JUDASZ, ALE JAK ŁOTR WYZNAJĘ CIĘ I WOŁAM: WSPOMNIJ NA MNIE, PANIE, W KRÓLESTWIE SWOIM (liturgia św. Jana Chryzostoma)

niedziela, 1 kwietnia 2012

 

Witam po kilku dniach mojej nieobecności na blogu. Dużo przez te kilka dni się działo. Głosiłem rekolekcje dla dzieci i młodzieży w Debrznie, kilka dni intensywnej ale ubogacającej mnie samego pracy duchowej, Słowo Boże głoszone z mocą przemienia również głoszącego. Uświadomiłem sobie po raz kolejny to wewnętrzne przynaglenie do przeżywania wierniejszej miłości. Zabrzmiały w moim sercu słowa, które były kanwą rekolekcyjnego przepowiadania: JEZUS CIĘ, KOCHA ! W czwartek 28.03. prędko wróciłem do Słupska, szybkie przepakowanie ciuchów z torby do torby i wyjazd na pielgrzymkę autokarem z maturzystami do Częstochowy, tam bogaty program, zawierzenie Matce swego życia i ruszyliśmy w drogę do Oświęcimia. Zwiedzaliśmy obóz koncentracyjny, na wielu twarzach moich uczniów widziałem zdumienie, wzruszenie i jakiś taki podniosły nastrój. To było nie tylko spotkanie z trudną historią dramatu ludzi, ale szkoła wrażliwości na to, co człowiek może uczynić kiedy wyłącza sumienie i staje w miejscu Boga. Kiedy wchodzi w ciemność... Staliśmy przed celą św. Maksymiliana Kolbe jednego z wielu świadków miłości, która pokonała nienawiść i tyranię zła. Spacerowaliśmy po rampie kolejowej w Birkenau gdzie tysiące ludzi wywlekano z wagonów bydlęcych i poddawano selekcji. W wyobraźni widziałem te straszne momenty, rozstania rodzin, łzy kobiet i dzieci, bezradność mężczyzn. Ostatnia droga życia… To historia którą należy zapisać w sercu. Tego wszystkiego dotknęła nasza modlitwa za tych ludzi, pełna nadziei że coś tak strasznego  już się nigdy nie wydarzy. Później pojechaliśmy do Krakowa, nocleg na Tynieckiej u salezjanów, zwiedzanie miasta, modlitwa na Wawelu i próba jakiejś twórczej refleksji historycznej. „Historia jest nauczycielką życia.” Wróciliśmy w nocy nad ranem, rozpoczynając z budzącym się nowym dniem celebrację Niedzieli Palmowej. Przed nami wielki tydzień, każdy dzień przybliżać nas będzie do Paschy Pana. Modlę się abym umiał każdą chwilę dobrze wykorzystać, zachować spokój i otworzyć się  na duchowe wartości, które będą wypływały z Liturgii Kościoła. Tu jest Bóg- powiedzmy za Bonhoefferem- „w bezsilności i cierpieniu na świecie”. Tu jest Bóg miłości, poniżony, sponiewierany, opuszczony przez człowieka. Jesteśmy zaproszeni do wielkiej lekcji Bożej miłości, której centrum jest dramat Krzyża i pusty grób. Oby nas nie pochłonął szał przed świąteczny, nie pozbawił refleksyjności zakrzyczany świat pustych słów. W tym czasie dostrzegamy najbardziej  ludzką twarz Boga, który przeszedł z miłością przez ludzki bezsens, aby mogło zatriumfować Życie.





Na źrebięciu oślicy zasiadł Ten, który słowem rozciągnął niebo.
Troszcząc się o ludzi, wyzwolił ich z nierozumności.

 Dlaczego w ten dzień świętujemy sławne i święte wejście naszego Pana do Jerozolimy? Po wskrzeszeniu Łazarza wiele osób widząc, co się stało, uwierzyło w Chrystusa. Z tego powodu zgromadzenie żydowskie wydało wyrok: należy zabić Chrystusa i Łazarza. Uciekając przed ich nienawiścią, Jezus udał się do miasteczka Efraim (J 11,54). Jednak żydzi, mimo wszystko, nie odstępowali od swojego zamiaru i zamierzali Go zabić w święto Paschy. Po długim okresie ukrywania się, na sześć dni przed Paschą, jak to opisuje ewangelista Jan, przyszedł Jezus do Betanii, gdzie był Łazarz, którego podniósł z martwych. Przygotowali Mu tam wieczerzę i Łazarz jadł z Nim, zaś jego siostra Maria namaściła olejkiem stopy Chrystusa (J 12,1-3).
Nazajutrz Jezus posłał swoich uczniów, by przywiedli oślicę i źrebię. I Ten, Któremu za tron służy niebo, wsiadłszy na źrebię, wszedł do Jerozolimy. W tym czasie, dzieci hebrajskie i będący tam żydzi podścielali przed Nim na drogę swoje szaty oraz gałązki palm i wołali: "Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pana, król Izraela!". A wszystko to było spowodowane działaniem Ducha Świętego, żeby uwielbić i wychwalić Chrystusa. Waiami, czyli gałązkami palm, zebrani ludzie głosili zwycięstwo Jezusa na śmiercią, gdyż waia po hebrajsku oznacza "rozkwitająca (ożywająca) gałązka". Znanym obyczajem było także wychodzenie z gałązkami wiecznie zielonych drzew na spotkanie zwycięzców bitew i wojen. Zaś młody (nieujeżdżony) osioł, na którego wsiadł Chrystus, tajemniczo oznaczał nas, narody pogańskie. Gdyż ujarzmiwszy je (Swoją władzą), Chrystus został nazwany Zwycięzcą i Królem całej ziemi.

 O tym święcie mówił prorok Zachariasz (Za 9,9): Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, siedząc na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. Także Dawid prorokował o dzieciach: Sprawiłeś, że usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę (Ps 8,3).
Gdy Chrystus wjechał do Jerozolimy, mówi Ewangelia, poruszyło się całe miasto (Mt 21,10). Ludzie zaś, podjudzani przez arcykapłanów, szukali Jezusa, chcąc Go zabić. On zaś starał się ukrywać; a gdy się pojawiał publicznie, mówił do nich w przypowieściach.
Chryste Boże nasz, według niewypowiedzianego Twojego miłosierdzia uczyń nas zwycięzcami nad nierozważnymi namiętnościami. Pozwól nam zobaczyć Twoje chwalebne zwycięstwo nad śmiercią oraz Twoje świetliste i życiodajne Zmartwychwstanie, i zmiłuj się nad nami, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Na podstawie synaksarionu Niedzieli Palmowej


Któż to nie spotykał Pana, gdy triumfalnie, jak król, przybywał do Jerozolimy? Któż nie wzywał "Hosanna Synowi Dawidowemu!"? Lecz przeszły cztery dni, i ci sami ludzie, tym samym językiem, krzyczeli: "ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!" Jaka dziwna zmiana! Lecz czemu się tu dziwić? Czyż nie tak samo postępujemy i my, gdy po przyjęciu świętych tajemnic Ciała i Krwi Pańskiej, gdy tylko co wychodzimy z cerkwi - zapominamy o wszystkim: o swojej czci i o miłości Boga, i wracamy ponownie do dogadzania sobie. Na początku trochę, a potem coraz więcej, i być może jest tak, że przed upływem czterech dni, chociaż i nie krzyczymy "ukrzyżuj!", sami krzyżujemy w sobie Chrystusa. I On wszystko to widzi i cierpi! Chwała Twojej wielkiej cierpliwości, Panie!



Święty Teofan Rekluz (Zatwornik), Myśli na każdy dzień roku, www.days.pravoslavie.ru

Przez krzyż do chwały

W pierwszym dniu tego Wielkiego Tygodnia możemy, z palmami w ręku, wychwalać Zbawiciela świata i śpiewać wszyscy razem: Hosanna Synowi Dawida!

Możemy wylewać łzy żalu nad krzyżową śmiercią Tego, który jest Chlebem Życia, i usłyszeć Go, jak powtarza: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Droga zbawienia została oto wyznaczona. Przez osiem dni będzie nas ona prowadzić śladami Zbawiciela ludzi. Jedynie miłość jest godna wiary i to dlatego do chwały idzie się tylko przez krzyż. Bo poza krzyżem jawi się wieczność!

Wiemy dobrze, że końcem nie był kamień zatoczony u wejścia do grobu (por. Mk 15,46), co nie przeszkadza, że zawsze pozostaje w nas jakieś, niemożliwe do przemilczenia lub zapomnienia „dlaczego”. Jakieś „dlaczego”, na które nie za bardzo potrafimy odpowiedzieć. Tak bardzo to, co widzimy, przekracza nasze oczekiwania. Nawet gdy trwamy długo wpatrując się w Przebitego. Ostatecznie, dlaczegóż zabito Tego, który jest Dawcą Życia (por. Dz 3,15)?

Być może nie był On jedynie nieszczęśliwą ofiarą spisku przeciwko swojej osobie. Nawet jeśli tamtego dnia wszyscy sprzysięgli się, by skazać Go na śmierć (por. Dz 4,27). „Czy myślisz — Szymonie — że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 26,53). „Gdyby królestwo moje — Piłacie — było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany... Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd” (J 18,36). Chrystus do końca był Synem „Tego, który mógł Go wybawić od śmierci” (Hbr 5,7). A więc, dlaczegóż to uniżenie na krzyżu (por. Flp 2,8)?

Tym bardziej chyba nie z powodu „ofiarniczej woli Ojca” pragnącego, „poprzez unicestwienie swojego Syna”, odkupić grzech człowieka. Bóg nie potrzebuje się uniżać, by nas wywyższyć; lub cierpieć, by nas odkupić. „Starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9,13). W śmierci Jezusa na Kalwarii nie ma ani ludzkiego fatalizmu, ani Bożego przymusu. Dlaczego więc owo przekleństwo krzyża (por. Ga 3,13)?

Chyba nie chodzi również o to, że Chrystus pragnął zostawić nam piękny „przykład” odwagi i wiary w obliczu śmierci. „Smutna jest moja dusza aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. (...) Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich” (Mt 26,38-39). Jezus podążał z Getsemani na Golgotę nie jak bohater, ale jak święty. I nie przeszkodziło to naszemu przewodnikowi w wierze (por. Hbr 12,2) opuścić ten świat mówiąc: „Odwagi, jam zwyciężył świat” (J 16,33). Bo śmierć, którą poniósł, ani nie spowodowała Jego rozpaczy, ani Go nie unicestwiła. Dlaczego więc w drzewo krzyża wpisane jest owo pełne szaleństwa świadectwo?


Bracia i siostry, skoro świat, stworzony z miłości i dla miłości, skoro świat przez mądrość, to znaczy przez przyjęcie tej miłości; „skoro świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Kor 1,21). I to przez głoszenie czego? Przez głoszenie niewiarygodnie szalonego daru miłości nie cofającej się nawet przed męką (por. J 15,13; Rz 5,8).

I ostatecznie, dlaczego to wszystko? Bracia i siostry! Dlatego że zło istniało na świecie! Dlatego że zło nadal istnieje. Dlatego że zło ciągle będzie istniało. A także dlatego że ostatnie słowo nie może należeć do zła, to znaczy do cierpienia, samotności, smutku, śmierci i grzechu, ale do dobra. Do dobra, to znaczy do łaski, do życia, radości, jedności. Jednym słowem — do szczęścia w końcu przywróconego, odnalezionego i na zawsze dzielonego.

Przypomnijmy sobie: zło pojawiło się już na samym początku. Martwe drzewo ogrodu Eden nigdy więcej nie wydało owocu. „Ból i pożądanie — znój i pot — ciernie i nieurodzajna ziemia” (por. Rdz 3,16-18). Bratobójstwo i tułaczka na pustyni. „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?” (Rz 7,24).

Za dni ciała Jego zło się rozpleniło. Chrystus dostrzegał i doświadczał nędzy swojego ludu. Od wieków wygnania, przesiedlenia, obce panowania, niesprawiedliwości znaczyły drogę zagubionych owiec z Domu Izraela. A kiedy Jezus zbliżał się do Jerozolimy, „na widok miasta, zapłakał nad nim” (Łk 19,41).

A cóż powiedzieć o naszym stuleciu (z plejadą jego wojen, głodów, totalitaryzmów, tortur, holokaustów, samobójstw, samotności)? Choć było najbardziej cywilizowane, zostawiło po sobie wspomnienie jako także najbardziej mordercze i chyba najbardziej okrutne. I wszyscy znamy dobrze ciężar naszego krzyża, wszystkich naszych krzyży, odczuwany w pewne dni, w pewne wieczory naszego życia w głębi naszej duszy.

 Oto dlaczego, bracia i siostry, serce Boga zwróciło się ku nam. I Syn przyszedł. Stał się Synem Człowieczym. Jak zaczyn w cieście zanurzył swoją boską naturę w nasz ludzki stan. Wziął na siebie naszą nędzą, by lepiej móc jej doświadczyć. Zanurzył się w nasze grzechy, aby nas z nich wyzwolić. Umieścił swój ogień pośrodku chłodu śmierci przenikając ją swoim Życiem (por. Łk 12,49).

Przyszedł nas wydobyć z głębin naszych rozpaczy. Zstąpił aż do naszych otchłani, by nas z nich wyzwolić. W pośrodku całkowitej ciemności światłość świata rozpoczęła swój bieg. Pośrodku nienawiści rozkwitła miłość. A bolesny krzyż Jego śmierci stał się chwalebnym krzyżem naszego odkupienia. O krzyżu, wznoszący się w pośrodku naszego życia, o krzyżu Jezusa Chrystusa! Rozumiemy więc odtąd Pisma: „Z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci... i chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hbr 5,7). Dlaczego istnieją łzy?

Pewien żydowski midrasz opowiada, że po swoim upadku Adam i Ewa, aby wynagrodzić swą winę, ze skruszonym sercem przez siedem kolejnych szabatów chodzili zanurzać się w rzece Giszon, błagając Boga, by im wybaczył. Bóg, przejęty współczuciem, wziął ze swego skarbca perłę i darował ją im i ich potomkom. Otóż perłą tą była łza! Dosłownie: dam hayim, krew oczu. Z wpisanym w to podwójnym obrazem — źródła (oko) i życia (krew). Odwieczny powiedział im wówczas: „Kiedy będziecie zasmuceni, wylejecie tę łzę z waszych oczu. W waszym smutku zostaniecie pocieszeni, a ziemia, na którą ona spadnie, zostanie nią uświęcona”. I midrasz, nie bez racji, dodaje: „Nikt poza potomstwem Adama, żadna z istot żywych nie potrafi wylewać łez, by płakać w swoim smutku”. Ale, bracia i siostry, łzy, które człowiek wylewał i których był powodem, znaczą historię na wszystkich ludzkich drogach! I oto nagle nasze pytanie „dlaczego” rozjaśnione zostaje wstrząsającym światłem! Jezus, mówi nam Ewangelia, „pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22,44).

I począwszy od tamtego dnia wszyscy synowie Adama poznali, jak ogromną miłością obdarzył ich Syn Boga, który stał się człowiekiem.

br. Pierre-Marie Delfieux "Medytacje paschalne"