sobota, 11 kwietnia 2020


Wielkosobotnia cisza spowija jeszcze grób. Kościół trwa w świętym bezruchu, oczekując z napięciem na powstanie z martwych Chrystusa. Syn Człowieczy zostanie zbudzony ze snu śmierci. Poruszając wyobraźnię, opisuje to na sposób symboliczny średniowieczny Fizjologus, dostrzegając w Chrystusie śpiące lwiątko, które za lada moment tchnieniem życia obudzi Lew- Bóg Ojciec. „Tak też Bóg i Ojciec wszystkiego obudził Pierworodnego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa, przed całym stworzeniem, aby ocalił On zbłąkany rodzaj ludzki”. Więzy śmierci, nie zatrzymają Go w ciemnym i zimnym grobie. Ukrzyżowanie było zwycięstwem jeszcze ukrytym, przykryte welonem smutku i rozstania. Dopiero w noc rozedrze się zasłona śmierci spowijająca świat i wytyczająca granicę zła. Zostanie pokonany największy z człowieczych lęków- strach przed objęciami śmierci. „Chrystus wstaje z martwych- napisze K. Ware, a swym powstaniem wyzwala On nas od trwogi i przerażenia: zwycięstwo Krzyża zostało potwierdzone, otwarcie pokazano, iż miłość jest silniejsza od nienawiści, a życie- od śmierci”. Śmierć została pokonana i zniweczone zostały plany złego ducha. Rozbrzmiewają zatem w całej pełni słowa homilii paschalnej św. Jana Chryzostoma: „Niechaj nikt się nie boi śmierci, albowiem śmierć Zbawiciela nas oswobodziła. Chrystus zmartwychwstał i demony upadły.” A łacińska sekwencja spotęguje to poczucie duchowej euforii: „Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy… Wiemy, że zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O, Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy”. Radość zdumiewającego faktu zmartwychwstania oddaje piękno i ekspresja ikony. Wschód nie pokazuje samego faktu wyjścia z grobu i triumfalnego pokazania się niczym „wschodzącego słońca”- jak możemy to dostrzec w ikonografii zachodu. Wschód kontempluje Anastasis, jako wydarzenie zstąpienia Chrystusa do otchłani ( to jedno z najbardziej tajemniczych przedstawień, wymykających się ludzkiej wyobraźni). „Chrystus jest jakby słońcem zstępującym do podziemi. Całe Jego postać jest pełna dynamizmu. Skraj szaty rozwiany i unoszony wiatrem świadczy o tym, że Zbawiciel zstąpił do piekieł tak szybko i nagle jak błyskawica. Jego stopy depczą skruszone bramy piekieł, wyrwane z zawiasów i skrzyżowane nad otchłanią, do której zostały wrzucone piekło i śmierć…” (G. Krug). Wszystko zostaje przeniknięte światłem i życiem; nie ma takiego bytu, który nie zauważyłby triumfu Zbawiciela. Euforia szczęścia… „A przecież Chrystus jest „Bogiem, który tańczy” - napisze O. Clement. Tak można Go zobaczyć na przykład na fresku w kościele Zbawiciela na Chorze w Konstantynopolu: Chrystus zstępuje do piekieł, jedną nogą rozbija bramy piekieł; a drugą zaczyna wstępować w jaśniejącą biel i wyrywa Adama i Ewę z grobów ! Oto Bóg, który tańczy !” Kościół pragnie tym samym entuzjazmem odpowiedzieć na dar wyzwolenia, radośnie naigrywając się ze śmierci. „Gdzie jest, o śmierci twoje zwycięstwo ? Gdzie jest,o śmierci twój oścień ?” (1 Kor 15,54). To przesłanie święta radości, podejmuje każdy głęboko wierzący chrześcijanin. Każdy opieczętowany miłością Baranka wielkanocnego, chce wypowiedzieć innym- przesłanie nadziei: Nie bój się. Chrystus Zmartwychwstał !

piątek, 10 kwietnia 2020


J 18, 1 – 19, 42

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki:  Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie. Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł:  Pragnę.  Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł:  Dokonało się!  I skłoniwszy głowę, oddał ducha…


Wielki Piątek. Radość Wieczernika powoli przygasa, wraz z ostatnią zgaszoną lampką oliwną, widać rysujące się kontury ogrodu Getsemani. Pomimo upływu czasu, potrafimy doskonale wejść w wydarzenie zdrady, opuszczenia i bólu. Kościoły spowija cisza, ludzie zdają się być bardziej wyciszeni i refleksyjni; nawet w codziennym rytualne powitań dominuje nuta większej życzliwości. Kiedyś ten dzień był czasem żałoby, lamentu i duchowego przeżycia śmierci- wraz z Tym, który pozostał całkowicie osamotniony. Ilu to ludzi żyjących przed nami skupiało się tylko i wyłącznie na zadawanemu Chrystusowi cierpieniu, jakby nie potrafiąc spojrzeć dalej, poza wymiar okrucieństwa. Dla jednych to dramaturgia śmierci i osądzenia Boga, a dla innych to triumf Miłości- konieczny do zrozumienia, że nawet w grzechu- człowiek jest kochany przez Boga. Ikonografia Kościoła Wschodniego z niezwykłą wrażliwością i pieczołowitością transponuje przekaz Ewangelii, aby przez tragizm chwili, przebiła się nadzieja Paschy. Święty Grzegorz Wielki mówił: „Abyśmy mogli żyć, było konieczne, by Bóg stał się człowiekiem, aby móc umrzeć”. Dlatego Krzyż stał się największym argumentem miłości, i najbardziej przemawiającą atrybucją łaski Odkupiciela. „Bóg pojawia się i wyznaje swoją miłość i błaga, żeby Mu ją odwzajemnić… odepchnięty, czeka przed drzwiami. Za całe dobro które nam wyświadczył, prosi w zamian tylko o naszą miłość; w zamian za naszą miłość umorzy wszystkie nasze długi” (M. Kabasilas). Tylko tak należy rozumieć misterium Krzyża- miłość jako dar, który człowiek potrafi przyjąć i na niego odpowiedzieć w całej pełni. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje…”( Łk 9,23). Ikona Ukrzyżowania odsłania zasłonę czasu i kontempluje w zachwycie triumf paschalnego zwycięstwa. Wyczuwamy tutaj wielką autonomię Chrystusa. Szczególnie ruskie ikony ukazują Pana, który dobrowolnie przyjął na siebie cierpienie, a szczytem tego jest dokonane zwycięstwo nad szatanem, grzechem i śmiercią. Obcy jest Wschodowi sposób akcentowania cierpienia, tak jak to możemy zobaczyć na licznych obrazach zachodnich. Nie ma tu doloryzmu i dostrzegalnego okiem, fizycznego procesu wyniszczenia. „Dla wschodniego chrześcijanina ważne jest oczyszczenie, odnowienie, aby w ten sposób dojść do światłości Taboru”. Rodzi się jakieś naturalne pragnienie uchwycenia- tu i teraz- eksplozji światła, które za chwilę rozpieczętuje grób. „Zbawiciel na krzyżu nie jest zwyczajnie zmarłym Chrystusem, jest Kyriosem, Panem własnej śmierci i Panem swego życia. Męka nie wywołała w Nim żadnej zmiany. Pozostaje Słowem, Życiem wiecznym, które wydaje się na śmierć i przezwycięża ją” (P. Evdokimov). Tylko tak rozumiana wolność Boga rekapituluje stworzenie i człowieka- wszystko napełnia na nowo sensem oraz życiem. Krzyż stał się drzewem zasadzonym na Golgocie, aby człowiek zraniony grzechem mógł się po nim wdrapać ku nowemu życiu. Dlatego umieszczona w ciemnościach groty czaszka, staje się symbolem rehabilitacji pierwszego człowieka- Adama. Krew, która wytrysnęła z boku Nowego Adama, przywróciła do życia starego Adama i zniszczyła zapis starodawnej winy. Odkupienie to nowe stworzenie. Jak napisze ks. Hryniewicz: „Piękno utożsamiające się z miłością jaśnieje w tajemnicy kenotycznego samoumniejszenia i uniżenia Chrystusa… Uniżenie i opuszczenie ma sens zbawczy i wyzwalający… Tak rozpoczyna się droga uczestnictwa w światłości Taboru, przygotowująca dzieje ludzkości na objawienie Piękna Ostatecznego”. Tylko w Krzyżu i przez Krzyż Chrystusa, jesteśmy wstanie zrozumieć nasze życie i naszą przyszłość. To z wysokości narzędzia hańby i odrzucenia, Dobry Łotr usłyszał słowa nadziei: „Jeszcze dziś ze Mną będziesz w Raju !”


 

czwartek, 9 kwietnia 2020


Wielki Czwartek. „O Chryste, Wielka i Najświętsza Pascho ! O Mądrości, Słowo Boga i Mocy ! Daj, abyśmy jeszcze pełniej uczestniczyli w Tobie, w niezachodzącym dniu Twego Królestwa” (liturgia bizantyjska). Wieczernik- obszerna sala na górnym piętrze, miejsce gdzie uczniowie mieli zatroszczyć się o przygotowanie wieczerzy sederowej, inaczej zwaną pesachową. Próbuję sobie wyobrazić tę scenę. Słońce zachodzi na horyzoncie, rzucając poświatę na coraz bardziej wyludniające się uliczki Jerozolimy. Wszyscy się krzątają, aby uczta była należycie przygotowana. Wypieczone przaśniki, warzywa zaprawione octem, czerwone wino i jagnię, które należało uprzednio złożyć w ofierze- upiec i spożyć ze wszystkimi domownikami. W domach unosił się zapach migdałów i cynamonu, składających się na charakterystyczną potrawę jaką było haroseth. Wszystko miało swoje znaczenie, było misternie utkaną opowieścią o potężnej miłości Elohim do swojego ludu. Najmłodsze dziecko stawiało ojcu pytanie o wyjątkowość tej celebrowanej nocy. Wspominaniem jedynej i wyjątkowej nocy, kiedy Przedwieczny rozlał swoje błogosławieństwo na synów i córki Izraela. Wydobył ich z otchłani lęku i niedoli, przeprowadził przez pustynię, wprowadził do krainy mlekiem i miodem płynącej. Nastał wieczór, uczniowie zajęli miejsca dookoła stołu na łożach. Wszystkie nasze malarskie wyobrażenia tego momentu, muszą ustąpić przed semicką obrzędowością, która skrupulatnie określała jak owo wydarzenie miało przebiegać. Najpierw maczano przaśny chleb w czerwonym winie. Potem biesiadnicy wznosili dwa kielichy, a pomiędzy tymi rytualnymi toastami, recytowano wersety Psalmu 113- opowiadającego o wyjściu z Egiptu i cudownej przeprawie przez Morze  Czerwone. Na ziemię spadały również krople słonej wody, symbolizujące przelane łzy Hebrajczyków doznających ucisku w niegościnnej ziemi niewolników. Spożywano jagnię z gorzkimi warzywami i aromatycznymi przyprawami, było to przypomnieniem doznanej niegdyś goryczy. Następnie spożywano kolejne dwa puchary z winem, ten ostatni nazywał się „pucharem dziękczynienia,” ponieważ bezpośrednio po nim intonowano śpiew radosnego i podniosłego Hallelu: „Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go wszystkie ludy, bo Jego łaskawość nad nami potężna, a wierność Pana trwa na wieki”(Ps 116, 1-2). Pascha miała być bowiem świętem dziękczynienia i radości. „Jest soczysta jak oliwka- powie Talmud- a Hallel powinien przebijać dachy domów.” Możemy sobie z łatwością wyobrazić tańczących uczniów Chrystusa, trzymających się za dłonie i skaczących w radosnym uniesieniu. Na ich twarzach odbijają się bliki migających lampek oliwnych, oraz cieni które rzucają migocące w oknach zasłony. Potem ułożyli się z powrotem na łożach lub gęsto wyścielonych dywanach, przypominających grubo tkane gobeliny. Zapanowała przeszywająca duszę cisza. Wzrok Mistrza przeszył każdego z nich tak dogłębnie, że pospuszczali głowy. W tym jednym momencie weszli w Posiłek pożegnalny, Paschę Nowego Przymierza- Wieczną Ucztę Nowego Testamentu. Misterium obdarowania- Obecności ! Wchlebowstąpienie i przeistoczenie zmysłów. Liturgia braterstwa i pokory, rozpoczyna się od gestu sługi umywającego nogi. Tak. Bóg umył brudne ludzkie nogi ! Kapłaństwo to służba miłości, nie zawód. Powołanie Apostoła jest wejściem w ofiarę, ogołocenie, ewangeliczną bezinteresowność. Tylko Judasz nie wytrzyma tego naporu miłości z kawałkiem ułamanej macy wejdzie w ciemność i zdradę. Eucharystia- pierwsza liturgia rodzi się z gestów i słów Jezusa- Baranka oraz zdrady apostoła. „Twoja ręka trzyma świat. I kosmos spoczywa w Twojej miłości. Twoje życie trwa w sercu Twego Kościoła. Twoja święta krew chroni Oblubienicę”(Cyryllonas). Daje im swoje Ciało i Krew, które będą wydane na Golgocie jako największe wydarzenie Miłości- Odkupienie. „Jam jest chleb życia...” Komunia staje antycypacją opuszczenia, żarliwej modlitwy w Getsemani, Męki i Zmartwychwstania. W liturgii wcielony Bóg staje się obecny w każdym człowieku. „ten głód Boga żywego, szukającego pierwszego człowieka w raju, zaspokaja Komunia. Adam, człowiek lęku, zostaje w końcu odnaleziony, a Jezus, nowy Adam, wydobywa go, stawiając wobec doskonałej miłości, która usuwa wszelki lęk”- pisał J. Corbon. Przebóstwienie- Ciało Jezusa z Nazaretu staje się mistycznym pokarmem- materią Jego przemienionego i chwalebnego ciała. „Chrystus przyjmuje świat i przemienia go w soma pneumatikon, ciało duchowe, swoją materię”(O. Clement). Czytamy w starożytnym tekście przypisywanym Hipolitowi, znamienne słowa: „Odtąd będziecie spożywać Paschę czystą i nieskalaną, chleb kwaszony, chleb pełni, zmieszany i wypieczony przez Ducha Świętego: Ciało i Krew samego Boga, ofiarowane za wszystkich ludzi.” Dzisiejsza liturgia jest anamnezą i wdzięcznością za sakramentalną obecność Boga i kapłaństwo.

środa, 8 kwietnia 2020


Wielkanoc mojego dzieciństwa to ciągle żywe wspomnienia przechowywane skrzętnie w pamięci i sercu. Święta w naszej rodzinie rozpoczynały się od obchodów Triduum Paschalnego. „Kościół to Eucharystia”. Wielki Czwartek- siła eucharystycznej pamiątki z Wieczernika promieniowała na nasz dom, czyniąc miejscem gościnnym dla Miłości którą Kościół w liturgii składał w nasze dusze. „Ten, który był widzialny jako nasz Odkupiciel, teraz przeszedł do sakramentów”(św. Leon Wielki). Ciało Boga wydane i przyjmowane. „Żyć Twoim życiem- wesele przeczyste !”- wzdychała dotknięta promieniowaniem miłości święta Teresa od Dzieciątka Jezus. Pamiętam jak mój tato przygotowywał się do sakramentu pojednania i eucharystycznego zjednoczenia z Chrystusem, jak nas całował i przepraszał- dawał nam świadectwo wchodzenia w świętowanie z oczyszczonym sercem. Każde włókno kruchego człowieczeństwa otwierało się na miłosierdzie- czuły gest przebaczającego Ojca; bycia w epicentrum Trzech Boskich Osób. Zawsze na mnie robił olbrzymie wrażenie obrzęd umycia nóg mężczyznom w czasie liturgii Wieczerzy Pańskiej; było w tym coś widowiskowego i dającego do myślenia- „abyście się miłowali.” Obnażone stopy w świątyni i kapłan pochylający się nad nimi w geście sługi. „Pan pokazuje uczniom przykład pokory. On, który obłokami przyodziewa niebo, przepasuje się ręcznikiem i klęka, aby sługom umyć nogi. On, w którego ręce oddech wszystkich żyjących.” Wielkopiątkowy post był bardzo radykalny, właściwie jedzenie ograniczało się do minimum. Odkurzone i całowane krzyże wiszące na ścianach mieszkania, połączone z pełną pasji opowieścią o ostatnich chwilach z życia Jezusa. Nasze wyrzeczenia były jakąś odrobiną współodczuwania tego, co przeżywał Chrystus w Getsemani, a później kiedy został niesprawiedliwie osądzony i wydany na śmierć. „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata”- wołał kapłan w liturgii rzymskiej odsłaniając oczom wiernych Krzyż. Jako dziecko strasznie przeżywałem tę wielką niesprawiedliwość historii; cień śmierci i samotność Bogaczłowieka. „Śmierć- pisze św. Efrem Syryjczyk- zabiła Go w ciele, które On przyjął, lecz tą samą bronią On zatriumfował nad nią. Boskość skryła się w człowieczeństwie i zbliżyła się do śmierci, która zabijając je, sama została zabita na krzyżu.” Klękając przed krzyżem i całując jego dłonie, bok i stopy rozumiałem jedynie- że miłość jest Ofiarą „raną, która się nie goi” (Ibn Arabi). Nawiedzanie grobów należało do corocznej tradycji. Obchodziliśmy wieczorem świątynie- niczym stacje Drogi Krzyżowej, zatapiając się w modlitwie i rozmyślaniu nad męką Chrystusa. Milczenie znajdowało się wewnątrz pogrążonego w śnie śmierci Słowa. Długie nocne modlitwy przygotowywały nas na Wielka Sobotę. Wszystko było utkane z ciszy. Nawet radość malowania wielkanocnych jajek była przeniknięta wspomnieniem Męki i Krzyża. Prześcigaliśmy się w przenoszeniu fantazyjnych wzorów na ugotowane skorupki jajek. To było częścią wielkiego rodzinnego konkursu na najlepszą pisankę. Mama krzątała się w kuchni. Zapach wędzonych wędlin i kiełbas kołysał powonienie i sprawiał że ostatnie chwile postu było bardzo uciążliwe. Za oknem była słoneczna wiosna, ale chłodny wiatr dawał znać o kurczowym przywiązaniu do zimy. Drzewa puszczały pąki kwiatów, a ziemia zieleniła się, a jej zapach stawał się tak wyczuwalny jak paschalne kadzidło. „Cicho ! Ukochany mój ! Oto on ! oto nadchodzi ! ... Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną”(Pnp 2,8- 13). Na stole bukiet z kwiatami: żonkile, tulipany, bazie i gałązki bukszpanu. Piernikowy baranek oblany gęstą i chrupiącą czekoladą. (Później pozostawała z niego jedynie chorągiewka). Koszyk ze święconką do którego każdy coś dokładał ze swoich ulubionych smakołyków. Chleb pachniał jakoś inaczej, jakby zachował w sobie smak wieczerzy sederowej w której Pan się wcielił w najpowszedniejszą materię świata. Zawsze ojciec opowiadał kresowe historie z swojego rodzinnego domu- jak w Wilnie do kościołów przynoszono na poświęcenie ogromne wiklinowe kosze z jadłem, ciastem i wystającymi butelkami które szczególnie cieszyły dorosłych domowników płci męskiej. Aromatyczny zapach lukrowanej babki unosił się w powietrzu i mieszał się z chrzanem który osobiście tarł mój ojciec. Sól i pieprz – przyprawy codzienności, ale tu ich rola była szczególna- konserwująca i nadająca wyjątkowy smak potrawom. Te drobne gesty i ryty „liturgii domowej” budowały niepowtarzalny nastrój i odsyłały do tych wewnętrznych przeżyć. Bez ćwikły do białej kiełbasy śniadanie wielkanocne byłoby czymś niepełnym- pozbawiony smaku. Stół nakryty białym obrusem, świąteczna zastawa- przekazywana z pokolenia na pokolenie- niczym rodzinne wiano. Na haftowanym kawałku płótna Biblia- Słowo Boga przynoszące zbawienie i duchową strawę. Woskowa świeczka nawiązująca do paschału który w noc pełną łaski rozbłyskał snopem ognia i światła. Wieczorem rozciągnięta w czasie liturgia Paschy. „Cała historia chrześcijaństwa jest niczym innym jak historią jednego cudu, cudu zmartwychwstania Chrystusa, który nieprzerwanie trwa w sercach chrześcijan..” (G. Florovsky). Rozpoczynało się święto. „Pascha Pańska- na cześć Trójcy Świętej. To jest dla nas święto na świętami i uroczystość nad uroczystościami, o tyle wyższe od wszystkich, nie tylko ludzkich świąt i z ziemią związanych, lecz także od świąt samego Chrystusa, które na Jego cześć obchodzimy, o ile słońce piękniejsze jest od innych gwiazd”- pisał w swojej mowie św. Grzegorz z Nazjanzu. Nie było pośpiechu- chwila radości miała trwać i przedłużać się do długich godzin nocnych. „W Twej światłości oglądamy światłość”(Ps 36,10). Świat miał się zapalić światłem: „Raduj się ziemio, opromieniona tak ogromnym blaskiem... Zdobny blaskiem takiej światłości, raduj się, Kościele święty, matko nasza !”- brzmiał w uszach podniosły śpiew Exultetu wykonywanego przez diakona. Po latach odkryłem prawosławie i poruszający duszę i nasycający szczęściem śpiew liturgii bizantyjskiej: „Christos Anesti ek nekron, thanato thanaton patisas, kai tis en tis mnimasi zoin harisamenos”- Chrystus zmartwychwstał, śmiercią zwyciężył śmierć (Troparion Paschy). Ogromny woskowy paschał, stawał się kolumną ognia- widzialnym znakiem Zmartwychwstałego pośród swego ludu. „Czyż słup świetlisty nie przedstawia samego Chrystusa Pana, który usuwa mroki niewiary, a do serc ludzkich wlewa światło prawdy i łaski”- pisał św. Ambroży z Mediolanu. Kolejnym elementem tej plastycznej liturgii była woda, miał się w niej odrodzić na nowo grzeszny człowiek. Powrócić do matczynego łona Kościoła- stać się dzieckiem zanurzonym w wodach chrzcielnych, tak jak Chrystus zstąpił do piekieł, a one wówczas stały się Kościołem. „Ale ta matka niebiańska radosna, wydaje was na świat radosnych; wolna, wydaje was na świat wyzwolonych z grzechu”(Zenon z Werony). W końcu nadchodzi poranek i radosne obwieszczenie: Pan żyje ! „Światłość Zmartwychwstania spowija Kościół a radość paschalna, zwycięstwa nad śmiercią go przepełnia”(S. Bułgakow). Kamień który zamknął tajemnicę Jego grobu zostaje odsunięty, a wszystko przenika świetlista nadzieja. „Wschód wschodów rozszerza się na cały świat...Nieśmiertelny, Niezmierzony, wielki Chrystus świeci nad wszystkimi ludźmi, mocniej niż słońce”- czytamy w tekście z II wieku. Aniołowie odsunęli głaz przed kobietami i apostołami- przed nami, abyśmy mogli oczami wyobraźni zobaczyć i uwierzyć. „Zmartwychwstania dzień ! Rozjaśnijmy twarze w radości ! Obejmijmy jeden drugiego... Darujmy wszystko w Zmartwychwstaniu.” To my wracamy z apostołami od grobu, który pozostał pusty. To do nas powiedział, że jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. „Chrystus zmartwychwstał- tę siłę widzi tylko kochający Go i wierzący w Niego”(M. Bierdiajew). Zwieńczeniem tych duchowych wrażeń jest posiłek wielkanocny- przedłużenie mistycznej Wieczerzy. Poprzedzał go jeszcze raz odczytany fragment Ewangelii o mirofrach które przyszły do grobu, a ten był pusty. Świąteczne życzenia i wspólne biesiadowanie przerywane od czasu do czasu paschalnym pozdrowieniem: Chrystus Zmartwychwstał ! Prawdziwie zmartwychwstał ! Dom stawał się Kościołem napełnionym siłą zstępującego Życia.  

poniedziałek, 6 kwietnia 2020


Hosanna na wysokości. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie- to słowo było skandowane przez tłum w czasie uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Zastanawiałem się wczoraj nad tym jednym zdaniem, moje myśli orbitowały wobec jednej ewangelicznej aklamacji w której zawiera się radość i nieodwracalnie przychodzący cień śmierci. Jedno z kilku semickich słów, które przejęła liturgia chrześcijańska, a które jest nieprzetłumaczalne na język polski. Hosanna- znaczy tyle, co „zbaw mnie,” „zachowaj mnie,” „wspomóż prosimy”- stanowi zatem modlitwę błagalną, którą składa człowiek Bogu; zawierając w niej całe swoje kruche życie. W takim wezbranym westchnieniu, słowa są jednocześnie wypowiadane i przekraczane, stają się uwielbieniem za przeobrażone życie. „W niezmierzonych głębinach oceanu giną szerokie rzeki, których wody toczą się majestatycznie przez niezliczone krainy, jak i niepozorne, ledwie widoczne strumyki. Podobnie w głębiach Bożej łaski giną grzechy ciężkie na równi z najmniejszymi, najdrobniejszymi nieprawościami”- pisał św. I. Brianczaninow. W ten sposób pamięć o grzechu i śmierci, staje się pamięcią o przebaczającym i wychodzącym ku nam Bogu.  Hosanna- modlitwa pragnienia i źródła, spraszanie miłosierdzia. W świetle tej intuicji staje się niezwykle wymowne duchowe wyznanie Fiodora Dostojewskiego: „Ile strasznych mąk kosztowało mnie i kosztuje to pragnienie wiary...Nie jak chłopczyk wierzę w Chrystusa i wyznaję Go, ale przez wielki ogień zwątpień przeszła moja Hosanna.” Podobnie jest z siłą tekstu Psalmu 51- Miserere: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość. Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego.” Takie człowiecze westchnienie duszy, które najpełniej przytula muzyka i stawia w świętym drżeniu miłości. Harmonia dźwięków splatająca się w gąszczu narastających tonów. Mój prawie dwuletni synek, kiedy usłyszał dziewięciogłosową polifonię Miserere Gregorio Allegri, zamarł na kilka minut- poddał się z dziecięcą ufnością jakiemuś trudno wyrażalnemu w słowach przeobrażeniu. Być może doświadczył błogiej i przenikającej zmysły siły wybawienia nad którą ja rozmyślałem kilka godzin.

niedziela, 5 kwietnia 2020


Mk 11, 7-10

 Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: «Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego, Dawida, które nadchodzi. Hosanna na wysokościach!»

Niedzielą Palmową- antycypacją uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, rozpoczynamy celebrację najważniejszych wydarzeń- stanowiących szczyt i źródło liturgicznego obchodu Kościoła. Przez kilka dni poprzedzających Paschę staniemy się „bezpośrednimi” uczestnikami najbardziej podniosłych i przenikniętych duchowymi treściami scen. Przejdziemy ostatnią ziemską drogą Jezusa; wejdziemy w dialog Jego duszy, zmaganie, lęk i osamotnienie. Być może pojawi się dar łez- niczym dar źródła które wytrysnęło dla zmęczonego wędrówką Izraela na pustyni. Zatopimy obumierającego w nas grzesznika w sadzawce chrztu, której woda poruszona niewidzialną dłonią świetlistego Anioła, stanie źródłem wytryskującym ku pełni życia. Dostrzeżemy odważną i pełną akceptacji miłość Maryi- Matki Bolesnej- ufającej do końca i wraz z Ukochanym Synem zbierającej pokłosie ludzkiej niesprawiedliwości i odtrącenia. „Bóg, który nakłada krzyż, pomaga nam go nieść” (Tichon Zadoński). Prześledzimy zmagania apostołów, od ich wewnętrznych dylematów, aż po zdumienie dzięki nowo rozbudzonej nadziei i wierze w Zmartwychwstałego. „Nikt nie rodzi się chrześcijaninem, każdy chrześcijaninem się staje”-  twierdził Tertulian. Te kadry złożone w jedną teologiczną opowieść staną się przesłaniem dla nas dzisiejszych ludzi wiary- ciągle dorastających do bycia uczniami Chrystusa. W bliskości Mistrza znajdą się najwierniejsi przyjaciele, jak również i zdrajcy zasklepieni własnym interesem lub tchórzostwem, bezsilną niemożliwością udźwignięcia osobistego krzyża. Pomimo tych ludzkich dylematów, wszystkich tych ludzi obejmą przytwierdzone do krzyża dłonie cierpiącego Baranka. Jego czułe spojrzenie przenika historię świata, stając się potwierdzeniem największej miłości nowego Adama który przyszedł ocalić grzesznika. Liturgia i ikonografia odsłoni przed nami narracje, które staną się naszymi wewnętrznymi odpowiedziami wiary. Wielkopostna droga pokajania musi mieć swój finał w odzyskaniu utraconej przez grzech wolności dzieci Bożych. „Nie wystarczy opuścić Egipt, trzeba jeszcze wejść do ziemi obiecanej”- pisał św. Jan Chryzostom. Nasza Via Crucis przecina się z zawsze z drogą Męża Boleści. Uroczysty wjazd Chrystusa do Jerozolimy wypełniony na pozór radosnym introitem Hosanna, zorientuje chrześcijan w perspektywie Krzyża. „Krzyż objawia przeznaczenie świata, który Chrystus prowadzi do przekształcenia w Bogu.” Bardzo szybko radosne Hosanna- „błagam, zbaw mnie Boże,” zabrzmi zgoła inaczej: „Na krzyż z Nim !” Euforia skandowanej radości przeobrazi się w język niebywałej sadystycznej ludzkiej kaźni. „Gromadzimy się, aby wspominać śmierć naszego Pana- powie św. Augustyn- kiedy celebrujemy to wydarzenie na sposób misterium, nie zadowalamy się przywoływaniem jakiegoś zdarzenia z przeszłości w dniu, w którym miało ono miejsce, lecz przywołujemy je w taki sposób, aby wziąć w nim udział.” Trzymamy w dłoniach palmy, ale one nie tylko wyrażają naszą radość, lecz również symbolizują drzewo na którym jedyny Sprawiedliwy złoży siebie w ofierze „za życie świata” i cud nowego życia które wytryśnie lada chwila z zapieczętowanego szczelnie grobu. Wyrażają to pełne podniosłego nastroju teksty Kościoła Wschodniego: „Ponieważ związałeś nieśmiertelną otchłań i uśmierciłeś śmierć, i świat wskrzesiłeś, dzieci z palmami sławiły Ciebie, Chryste, jak zwycięzcę i wołały do Ciebie: Hosanna Synowi Dawida” (ikos). Patrzymy na oślicę niosącą na swym grzbiecie Króla, ale tak naprawdę to Kościół ma stać się najpokorniejszym dźwigarem i rozdawcą najpokorniejszej miłości. Odkupienie człowieka i świata- wyrażone w bogactwie treści i znaczeń; Chrystus wchodzący w otchłań śmierci i wychodzący jako Zwycięzca, a ludzkość wraz z Nim. „Wszystkie drzwi naraz się otwierają- pisał P. Claudel- wszystkie przeciwieństwa się rozpływają, wszelkie sprzeczności się rozwiewają.” Nie pozwólmy sobie na to, aby pozostać poza tymi wydarzeniami- jako widz lub, co tragiczniejsze- niedowiarek. Kończę to rozważanie słowami modlitwy zaczerpniętej z Sakramentarza Gelazjańskiego: „Boże, sprawiedliwością jest Ciebie miłować i kochać, pomnóż w nas dary swej niewymownej łaski; a jak sprawiłeś, że przez śmierć Syna Twego pokładamy nadzieję w tym, co wierzymy, tak spraw przez Jego zmartwychwstanie, abyśmy doszli tam dokąd zmierzamy.”

czwartek, 2 kwietnia 2020


Przyjdźcie, uwielbiajmy, padnijmy na twarze i zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył. Albowiem on jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku (Ps 95, 6-7).

Dobiega końca okres Wielkiego Postu. Wszystko w tym czasie było spowite niepewnością, obawami, grasującym ukradkiem wirusem i śmiercią. „Cierpieniami Pan wybawia nas od jeszcze większych cierpień”(św. Filaret). Całun smutku spowijał ten czas próby, przygniatał wielu ciężarem narzuconego na barki krzyża. Pustynia okazała się kapryśna, a ludzkość została poddana hiobowym próbom. „Wczoraj byłem Chryste pogrzebany, a dzisiaj powstaję z Tobą powstającym, wczoraj z Tobą na krzyżu, a dzisiaj, o Zbawco, uwielbij mnie z sobą w Twym świętym Królestwie”- wyśpiewuje podniośle liturgia. Wszystkie niedostatki i brzemienne doświadczenia były rozświetlone obecnością Ukrzyżowanego Mistrza; współodczuwaniem wraz z Nim bólu osamotnienia i porzucenia. Wśród mnóstwa piętrzących się pytań przenikało światło nadziei. Przypominają mi się w tym momencie słowa poety, napisane w chwili największych duchowych rozterek: „Znam wszystkich Chrystusów, co po muzeach wiszą. Ale w ten wieczór, Panie, idziesz ze mną ulicą”(B. Cendrars). Bóg przechodził ulicami miast, szpitalnych sal, domowych izb i miejsc gdzie ukradkiem spadały na ziemię łzy i gdzie dokonywało się milczące cierpienie. Większość moich rozważań była poświęcona pandemii- życiu i śmierci- przenikaniu się tych dwóch, paradoksalnie przeciwstawnych rzeczywistości. Ostatecznie jednak triumfuje życie i miłość; bliskość Chrystusa przytulającego i ocierającego łzy smutku. Śmierć jest naszym codziennym stanem, ale jednak opromienionym blaskiem wschodzącego Życia. „Nie bójcie się”- powiedział anioł do niewiast, przestraszonych otwarciem grobu i pełnym blasku widzeniem. „Wypowiedziane w grobie, siedlisku śmierci, rozładowują największą z naszych trwóg”(J. Pasierb). Już za moment wejdziemy w Wielki Tydzień. Pójdziemy śladami Chrystusa i uczniów, przyjaciół i świadków. Doznamy duchowych uniesień i smutku- przygniecieni ogromem Chrystusowej miłości staniemy się ponownie ludźmi nadziei; stróżami poranka, pełnymi wielkanocnej euforii szczęścia. Z Jego ran wytryśnie na sposób sakramentalny źródło Życia. Liturgia- choć przeżywana w domowym Wieczerniku, stanie się przestrzenią uobecnienia i przejścia- anamnezą i antycypacją-  ze śmierci ku życiu. „Lecz o północy każde ciało nagle zamilknie- jak pisał B. Pasternak- Wiosna rozgłosi wiadomość, że od pierwszego brzasku śmierć będzie w łunie wielkiego wołania Paschy.”