Wielkosobotnia cisza spowija
jeszcze grób. Kościół trwa w świętym bezruchu, oczekując z napięciem na
powstanie z martwych Chrystusa. Syn Człowieczy zostanie zbudzony ze snu
śmierci. Poruszając wyobraźnię, opisuje to na sposób symboliczny średniowieczny
Fizjologus, dostrzegając w Chrystusie
śpiące lwiątko, które za lada moment tchnieniem życia obudzi Lew- Bóg Ojciec.
„Tak też Bóg i Ojciec wszystkiego obudził Pierworodnego, naszego Pana, Jezusa
Chrystusa, przed całym stworzeniem, aby ocalił On zbłąkany rodzaj ludzki”.
Więzy śmierci, nie zatrzymają Go w ciemnym i zimnym grobie. Ukrzyżowanie było
zwycięstwem jeszcze ukrytym, przykryte welonem smutku i rozstania. Dopiero w
noc rozedrze się zasłona śmierci spowijająca świat i wytyczająca granicę zła.
Zostanie pokonany największy z człowieczych lęków- strach przed objęciami
śmierci. „Chrystus wstaje z martwych- napisze K. Ware, a swym powstaniem
wyzwala On nas od trwogi i przerażenia: zwycięstwo Krzyża zostało potwierdzone,
otwarcie pokazano, iż miłość jest silniejsza od nienawiści, a życie- od
śmierci”. Śmierć została pokonana i zniweczone zostały plany złego ducha.
Rozbrzmiewają zatem w całej pełni słowa homilii paschalnej św. Jana
Chryzostoma: „Niechaj nikt się nie boi śmierci, albowiem śmierć Zbawiciela nas oswobodziła.
Chrystus zmartwychwstał i demony upadły.” A łacińska sekwencja spotęguje to poczucie duchowej euforii: „Śmierć
zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś
żywy… Wiemy, że zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O, Królu Zwycięzco, bądź
nam miłościwy”. Radość zdumiewającego faktu zmartwychwstania oddaje piękno i
ekspresja ikony. Wschód nie pokazuje samego faktu wyjścia z grobu i
triumfalnego pokazania się niczym „wschodzącego słońca”- jak możemy to dostrzec
w ikonografii zachodu. Wschód kontempluje Anastasis,
jako wydarzenie zstąpienia Chrystusa do otchłani ( to jedno z najbardziej
tajemniczych przedstawień, wymykających się ludzkiej wyobraźni). „Chrystus jest
jakby słońcem zstępującym do podziemi. Całe Jego postać jest pełna dynamizmu.
Skraj szaty rozwiany i unoszony wiatrem świadczy o tym, że Zbawiciel zstąpił do
piekieł tak szybko i nagle jak błyskawica. Jego stopy depczą skruszone bramy
piekieł, wyrwane z zawiasów i skrzyżowane nad otchłanią, do której zostały
wrzucone piekło i śmierć…” (G. Krug). Wszystko zostaje przeniknięte światłem i
życiem; nie ma takiego bytu, który nie zauważyłby triumfu Zbawiciela. Euforia
szczęścia… „A przecież Chrystus jest „Bogiem, który tańczy” - napisze O.
Clement. Tak można Go zobaczyć na przykład na fresku w kościele Zbawiciela na
Chorze w Konstantynopolu: Chrystus zstępuje do piekieł, jedną nogą rozbija
bramy piekieł; a drugą zaczyna wstępować w jaśniejącą biel i wyrywa Adama i Ewę
z grobów ! Oto Bóg, który tańczy !” Kościół pragnie tym samym entuzjazmem
odpowiedzieć na dar wyzwolenia, radośnie naigrywając się ze śmierci. „Gdzie
jest, o śmierci twoje zwycięstwo ? Gdzie jest,o śmierci twój oścień ?” (1 Kor
15,54). To przesłanie święta radości, podejmuje każdy głęboko wierzący
chrześcijanin. Każdy opieczętowany miłością Baranka wielkanocnego, chce
wypowiedzieć innym- przesłanie nadziei: Nie bój się. Chrystus Zmartwychwstał !sobota, 11 kwietnia 2020
Wielkosobotnia cisza spowija
jeszcze grób. Kościół trwa w świętym bezruchu, oczekując z napięciem na
powstanie z martwych Chrystusa. Syn Człowieczy zostanie zbudzony ze snu
śmierci. Poruszając wyobraźnię, opisuje to na sposób symboliczny średniowieczny
Fizjologus, dostrzegając w Chrystusie
śpiące lwiątko, które za lada moment tchnieniem życia obudzi Lew- Bóg Ojciec.
„Tak też Bóg i Ojciec wszystkiego obudził Pierworodnego, naszego Pana, Jezusa
Chrystusa, przed całym stworzeniem, aby ocalił On zbłąkany rodzaj ludzki”.
Więzy śmierci, nie zatrzymają Go w ciemnym i zimnym grobie. Ukrzyżowanie było
zwycięstwem jeszcze ukrytym, przykryte welonem smutku i rozstania. Dopiero w
noc rozedrze się zasłona śmierci spowijająca świat i wytyczająca granicę zła.
Zostanie pokonany największy z człowieczych lęków- strach przed objęciami
śmierci. „Chrystus wstaje z martwych- napisze K. Ware, a swym powstaniem
wyzwala On nas od trwogi i przerażenia: zwycięstwo Krzyża zostało potwierdzone,
otwarcie pokazano, iż miłość jest silniejsza od nienawiści, a życie- od
śmierci”. Śmierć została pokonana i zniweczone zostały plany złego ducha.
Rozbrzmiewają zatem w całej pełni słowa homilii paschalnej św. Jana
Chryzostoma: „Niechaj nikt się nie boi śmierci, albowiem śmierć Zbawiciela nas oswobodziła.
Chrystus zmartwychwstał i demony upadły.” A łacińska sekwencja spotęguje to poczucie duchowej euforii: „Śmierć
zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś
żywy… Wiemy, że zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O, Królu Zwycięzco, bądź
nam miłościwy”. Radość zdumiewającego faktu zmartwychwstania oddaje piękno i
ekspresja ikony. Wschód nie pokazuje samego faktu wyjścia z grobu i
triumfalnego pokazania się niczym „wschodzącego słońca”- jak możemy to dostrzec
w ikonografii zachodu. Wschód kontempluje Anastasis,
jako wydarzenie zstąpienia Chrystusa do otchłani ( to jedno z najbardziej
tajemniczych przedstawień, wymykających się ludzkiej wyobraźni). „Chrystus jest
jakby słońcem zstępującym do podziemi. Całe Jego postać jest pełna dynamizmu.
Skraj szaty rozwiany i unoszony wiatrem świadczy o tym, że Zbawiciel zstąpił do
piekieł tak szybko i nagle jak błyskawica. Jego stopy depczą skruszone bramy
piekieł, wyrwane z zawiasów i skrzyżowane nad otchłanią, do której zostały
wrzucone piekło i śmierć…” (G. Krug). Wszystko zostaje przeniknięte światłem i
życiem; nie ma takiego bytu, który nie zauważyłby triumfu Zbawiciela. Euforia
szczęścia… „A przecież Chrystus jest „Bogiem, który tańczy” - napisze O.
Clement. Tak można Go zobaczyć na przykład na fresku w kościele Zbawiciela na
Chorze w Konstantynopolu: Chrystus zstępuje do piekieł, jedną nogą rozbija
bramy piekieł; a drugą zaczyna wstępować w jaśniejącą biel i wyrywa Adama i Ewę
z grobów ! Oto Bóg, który tańczy !” Kościół pragnie tym samym entuzjazmem
odpowiedzieć na dar wyzwolenia, radośnie naigrywając się ze śmierci. „Gdzie
jest, o śmierci twoje zwycięstwo ? Gdzie jest,o śmierci twój oścień ?” (1 Kor
15,54). To przesłanie święta radości, podejmuje każdy głęboko wierzący
chrześcijanin. Każdy opieczętowany miłością Baranka wielkanocnego, chce
wypowiedzieć innym- przesłanie nadziei: Nie bój się. Chrystus Zmartwychwstał !piątek, 10 kwietnia 2020
A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria,
żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego
obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do
ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie. Potem Jezus
świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę.
Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną
octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Dokonało się!
I skłoniwszy głowę, oddał ducha…
Wielki Piątek. Radość
Wieczernika powoli przygasa, wraz z ostatnią zgaszoną lampką oliwną, widać
rysujące się kontury ogrodu Getsemani. Pomimo upływu czasu, potrafimy doskonale
wejść w wydarzenie zdrady, opuszczenia i bólu. Kościoły spowija cisza, ludzie
zdają się być bardziej wyciszeni i refleksyjni; nawet w codziennym rytualne
powitań dominuje nuta większej życzliwości. Kiedyś ten dzień był czasem żałoby,
lamentu i duchowego przeżycia śmierci- wraz z Tym, który pozostał całkowicie
osamotniony. Ilu to ludzi żyjących przed nami skupiało się tylko i wyłącznie na
zadawanemu Chrystusowi cierpieniu, jakby nie potrafiąc spojrzeć dalej, poza
wymiar okrucieństwa. Dla jednych to dramaturgia śmierci i osądzenia Boga, a dla
innych to triumf Miłości- konieczny do zrozumienia, że nawet w grzechu-
człowiek jest kochany przez Boga. Ikonografia Kościoła Wschodniego z niezwykłą
wrażliwością i pieczołowitością transponuje przekaz Ewangelii, aby przez
tragizm chwili, przebiła się nadzieja Paschy. Święty Grzegorz Wielki mówił:
„Abyśmy mogli żyć, było konieczne, by Bóg stał się człowiekiem, aby móc
umrzeć”. Dlatego Krzyż stał się największym argumentem miłości, i najbardziej
przemawiającą atrybucją łaski Odkupiciela. „Bóg pojawia się i wyznaje swoją
miłość i błaga, żeby Mu ją odwzajemnić… odepchnięty, czeka przed drzwiami. Za
całe dobro które nam wyświadczył, prosi w zamian tylko o naszą miłość; w zamian
za naszą miłość umorzy wszystkie nasze długi” (M. Kabasilas). Tylko tak należy
rozumieć misterium Krzyża- miłość jako dar, który człowiek potrafi przyjąć i na
niego odpowiedzieć w całej pełni. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze
samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje…”( Łk
9,23). Ikona Ukrzyżowania odsłania zasłonę czasu i kontempluje w zachwycie
triumf paschalnego zwycięstwa. Wyczuwamy tutaj wielką autonomię Chrystusa.
Szczególnie ruskie ikony ukazują Pana, który dobrowolnie przyjął na siebie
cierpienie, a szczytem tego jest dokonane zwycięstwo nad szatanem, grzechem i
śmiercią. Obcy jest Wschodowi sposób akcentowania cierpienia, tak jak to możemy
zobaczyć na licznych obrazach zachodnich. Nie ma tu doloryzmu i dostrzegalnego
okiem, fizycznego procesu wyniszczenia. „Dla wschodniego chrześcijanina ważne
jest oczyszczenie, odnowienie, aby w ten sposób dojść do światłości Taboru”.
Rodzi się jakieś naturalne pragnienie uchwycenia- tu i teraz- eksplozji
światła, które za chwilę rozpieczętuje grób. „Zbawiciel na krzyżu nie jest
zwyczajnie zmarłym Chrystusem, jest Kyriosem,
Panem własnej śmierci i Panem swego życia. Męka nie wywołała w Nim żadnej
zmiany. Pozostaje Słowem, Życiem wiecznym, które wydaje się na śmierć i
przezwycięża ją” (P. Evdokimov). Tylko tak rozumiana wolność Boga rekapituluje
stworzenie i człowieka- wszystko napełnia na nowo sensem oraz życiem. Krzyż
stał się drzewem zasadzonym na Golgocie, aby człowiek zraniony grzechem mógł
się po nim wdrapać ku nowemu życiu. Dlatego umieszczona w ciemnościach groty
czaszka, staje się symbolem rehabilitacji pierwszego człowieka- Adama. Krew,
która wytrysnęła z boku Nowego Adama, przywróciła do życia starego Adama i
zniszczyła zapis starodawnej winy. Odkupienie to nowe stworzenie. Jak napisze
ks. Hryniewicz: „Piękno utożsamiające się z miłością jaśnieje w tajemnicy
kenotycznego samoumniejszenia i uniżenia Chrystusa… Uniżenie i opuszczenie ma
sens zbawczy i wyzwalający… Tak rozpoczyna się droga uczestnictwa w światłości
Taboru, przygotowująca dzieje ludzkości na objawienie Piękna Ostatecznego”.
Tylko w Krzyżu i przez Krzyż Chrystusa, jesteśmy wstanie zrozumieć nasze życie
i naszą przyszłość. To z wysokości narzędzia hańby i odrzucenia, Dobry Łotr
usłyszał słowa nadziei: „Jeszcze dziś ze Mną będziesz w Raju !”
czwartek, 9 kwietnia 2020
Wielki Czwartek. „O
Chryste, Wielka i Najświętsza Pascho ! O Mądrości, Słowo Boga i Mocy ! Daj,
abyśmy jeszcze pełniej uczestniczyli w Tobie, w niezachodzącym dniu Twego
Królestwa” (liturgia bizantyjska). Wieczernik- obszerna sala na górnym piętrze,
miejsce gdzie uczniowie mieli zatroszczyć się o przygotowanie wieczerzy
sederowej, inaczej zwaną pesachową. Próbuję sobie wyobrazić tę scenę. Słońce
zachodzi na horyzoncie, rzucając poświatę na coraz bardziej wyludniające się
uliczki Jerozolimy. Wszyscy się krzątają, aby uczta była należycie
przygotowana. Wypieczone przaśniki, warzywa zaprawione octem, czerwone wino i
jagnię, które należało uprzednio złożyć w ofierze- upiec i spożyć ze wszystkimi
domownikami. W domach unosił się zapach migdałów i cynamonu, składających się
na charakterystyczną potrawę jaką było haroseth. Wszystko miało swoje
znaczenie, było misternie utkaną opowieścią o potężnej miłości Elohim do
swojego ludu. Najmłodsze dziecko stawiało ojcu pytanie o wyjątkowość tej
celebrowanej nocy. Wspominaniem jedynej i wyjątkowej nocy, kiedy Przedwieczny
rozlał swoje błogosławieństwo na synów i córki Izraela. Wydobył ich z otchłani
lęku i niedoli, przeprowadził przez pustynię, wprowadził do krainy mlekiem i miodem
płynącej. Nastał wieczór, uczniowie zajęli miejsca dookoła stołu na łożach.
Wszystkie nasze malarskie wyobrażenia tego momentu, muszą ustąpić przed semicką
obrzędowością, która skrupulatnie określała jak owo wydarzenie miało
przebiegać. Najpierw maczano przaśny chleb w czerwonym winie. Potem biesiadnicy
wznosili dwa kielichy, a pomiędzy tymi rytualnymi toastami, recytowano wersety
Psalmu 113- opowiadającego o wyjściu z Egiptu i cudownej przeprawie przez
Morze Czerwone. Na ziemię spadały
również krople słonej wody, symbolizujące przelane łzy Hebrajczyków doznających
ucisku w niegościnnej ziemi niewolników. Spożywano jagnię z gorzkimi warzywami
i aromatycznymi przyprawami, było to przypomnieniem doznanej niegdyś goryczy. Następnie
spożywano kolejne dwa puchary z winem, ten ostatni nazywał się „pucharem
dziękczynienia,” ponieważ bezpośrednio po nim intonowano śpiew radosnego i
podniosłego Hallelu: „Chwalcie Pana,
wszystkie narody, wysławiajcie Go wszystkie ludy, bo Jego łaskawość nad nami
potężna, a wierność Pana trwa na wieki”(Ps 116, 1-2). Pascha miała być bowiem
świętem dziękczynienia i radości. „Jest soczysta jak oliwka- powie Talmud- a Hallel powinien przebijać dachy domów.”
Możemy sobie z łatwością wyobrazić tańczących uczniów Chrystusa, trzymających
się za dłonie i skaczących w radosnym uniesieniu. Na ich twarzach odbijają się
bliki migających lampek oliwnych, oraz cieni które rzucają migocące w oknach
zasłony. Potem ułożyli się z powrotem na łożach lub gęsto wyścielonych
dywanach, przypominających grubo tkane gobeliny. Zapanowała przeszywająca duszę
cisza. Wzrok Mistrza przeszył każdego z nich tak dogłębnie, że pospuszczali
głowy. W tym jednym momencie weszli w Posiłek pożegnalny, Paschę Nowego
Przymierza- Wieczną Ucztę Nowego Testamentu. Misterium obdarowania- Obecności !
Wchlebowstąpienie i przeistoczenie zmysłów. Liturgia braterstwa i pokory,
rozpoczyna się od gestu sługi umywającego nogi. Tak. Bóg umył brudne ludzkie
nogi ! Kapłaństwo to służba miłości, nie zawód. Powołanie Apostoła jest
wejściem w ofiarę, ogołocenie, ewangeliczną bezinteresowność. Tylko Judasz nie
wytrzyma tego naporu miłości z kawałkiem ułamanej macy wejdzie w ciemność i
zdradę. Eucharystia- pierwsza liturgia rodzi się z gestów i słów Jezusa-
Baranka oraz zdrady apostoła. „Twoja ręka trzyma świat. I kosmos spoczywa w
Twojej miłości. Twoje życie trwa w sercu Twego Kościoła. Twoja święta krew
chroni Oblubienicę”(Cyryllonas). Daje im swoje Ciało i Krew, które będą wydane
na Golgocie jako największe wydarzenie Miłości- Odkupienie. „Jam jest chleb
życia...” Komunia staje antycypacją opuszczenia, żarliwej modlitwy w Getsemani,
Męki i Zmartwychwstania. W liturgii wcielony Bóg staje się obecny w każdym
człowieku. „ten głód Boga żywego, szukającego pierwszego człowieka w raju,
zaspokaja Komunia. Adam, człowiek lęku, zostaje w końcu odnaleziony, a Jezus,
nowy Adam, wydobywa go, stawiając wobec doskonałej miłości, która usuwa wszelki
lęk”- pisał J. Corbon. Przebóstwienie- Ciało Jezusa z Nazaretu staje się
mistycznym pokarmem- materią Jego przemienionego i chwalebnego ciała. „Chrystus
przyjmuje świat i przemienia go w soma
pneumatikon, ciało duchowe, swoją materię”(O. Clement). Czytamy w
starożytnym tekście przypisywanym Hipolitowi, znamienne słowa: „Odtąd będziecie
spożywać Paschę czystą i nieskalaną, chleb kwaszony, chleb pełni, zmieszany i
wypieczony przez Ducha Świętego: Ciało i Krew samego Boga, ofiarowane za
wszystkich ludzi.” Dzisiejsza liturgia jest anamnezą i wdzięcznością za
sakramentalną obecność Boga i kapłaństwo.środa, 8 kwietnia 2020
Wielkanoc mojego
dzieciństwa to ciągle żywe wspomnienia przechowywane skrzętnie w pamięci i
sercu. Święta w naszej rodzinie rozpoczynały się od obchodów Triduum
Paschalnego. „Kościół to Eucharystia”. Wielki Czwartek- siła eucharystycznej
pamiątki z Wieczernika promieniowała na nasz dom, czyniąc miejscem gościnnym
dla Miłości którą Kościół w liturgii składał w nasze dusze. „Ten, który był
widzialny jako nasz Odkupiciel, teraz przeszedł do sakramentów”(św. Leon
Wielki). Ciało Boga wydane i przyjmowane. „Żyć Twoim życiem- wesele przeczyste
!”- wzdychała dotknięta promieniowaniem miłości święta Teresa od Dzieciątka
Jezus. Pamiętam jak mój tato przygotowywał się do sakramentu pojednania i
eucharystycznego zjednoczenia z Chrystusem, jak nas całował i przepraszał-
dawał nam świadectwo wchodzenia w świętowanie z oczyszczonym sercem. Każde
włókno kruchego człowieczeństwa otwierało się na miłosierdzie- czuły gest
przebaczającego Ojca; bycia w epicentrum Trzech Boskich Osób. Zawsze na mnie
robił olbrzymie wrażenie obrzęd umycia nóg mężczyznom w czasie liturgii
Wieczerzy Pańskiej; było w tym coś widowiskowego i dającego do myślenia-
„abyście się miłowali.” Obnażone stopy w świątyni i kapłan pochylający się nad
nimi w geście sługi. „Pan pokazuje uczniom przykład pokory. On, który obłokami
przyodziewa niebo, przepasuje się ręcznikiem i klęka, aby sługom umyć nogi. On,
w którego ręce oddech wszystkich żyjących.” Wielkopiątkowy post był bardzo
radykalny, właściwie jedzenie ograniczało się do minimum. Odkurzone i całowane
krzyże wiszące na ścianach mieszkania, połączone z pełną pasji opowieścią o
ostatnich chwilach z życia Jezusa. Nasze wyrzeczenia były jakąś odrobiną
współodczuwania tego, co przeżywał Chrystus w Getsemani, a później kiedy został
niesprawiedliwie osądzony i wydany na śmierć. „Oto drzewo Krzyża, na którym
zawisło Zbawienie świata”- wołał kapłan w liturgii rzymskiej odsłaniając oczom
wiernych Krzyż. Jako dziecko strasznie przeżywałem tę wielką niesprawiedliwość
historii; cień śmierci i samotność Bogaczłowieka. „Śmierć- pisze św. Efrem
Syryjczyk- zabiła Go w ciele, które On przyjął, lecz tą samą bronią On
zatriumfował nad nią. Boskość skryła się w człowieczeństwie i zbliżyła się do
śmierci, która zabijając je, sama została zabita na krzyżu.” Klękając przed
krzyżem i całując jego dłonie, bok i stopy rozumiałem jedynie- że miłość jest Ofiarą
„raną, która się nie goi” (Ibn Arabi). Nawiedzanie grobów należało do corocznej
tradycji. Obchodziliśmy wieczorem świątynie- niczym stacje Drogi Krzyżowej,
zatapiając się w modlitwie i rozmyślaniu nad męką Chrystusa. Milczenie
znajdowało się wewnątrz pogrążonego w śnie śmierci Słowa. Długie nocne modlitwy
przygotowywały nas na Wielka Sobotę. Wszystko było utkane z ciszy. Nawet radość
malowania wielkanocnych jajek była przeniknięta wspomnieniem Męki i Krzyża. Prześcigaliśmy
się w przenoszeniu fantazyjnych wzorów na ugotowane skorupki jajek. To było
częścią wielkiego rodzinnego konkursu na najlepszą pisankę. Mama krzątała się w
kuchni. Zapach wędzonych wędlin i kiełbas kołysał powonienie i sprawiał że
ostatnie chwile postu było bardzo uciążliwe. Za oknem była słoneczna wiosna,
ale chłodny wiatr dawał znać o kurczowym przywiązaniu do zimy. Drzewa puszczały
pąki kwiatów, a ziemia zieleniła się, a jej zapach stawał się tak wyczuwalny
jak paschalne kadzidło. „Cicho ! Ukochany mój ! Oto on ! oto nadchodzi ! ... Na
ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic i głos synogarlicy już
słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy
kwitnące już pachną”(Pnp 2,8- 13). Na stole bukiet z kwiatami: żonkile,
tulipany, bazie i gałązki bukszpanu. Piernikowy baranek oblany gęstą i
chrupiącą czekoladą. (Później pozostawała z niego jedynie chorągiewka). Koszyk
ze święconką do którego każdy coś dokładał ze swoich ulubionych smakołyków. Chleb
pachniał jakoś inaczej, jakby zachował w sobie smak wieczerzy sederowej w
której Pan się wcielił w najpowszedniejszą materię świata. Zawsze ojciec
opowiadał kresowe historie z swojego rodzinnego domu- jak w Wilnie do kościołów
przynoszono na poświęcenie ogromne wiklinowe kosze z jadłem, ciastem i
wystającymi butelkami które szczególnie cieszyły dorosłych domowników płci
męskiej. Aromatyczny zapach lukrowanej babki unosił się w powietrzu i mieszał
się z chrzanem który osobiście tarł mój ojciec. Sól i pieprz – przyprawy
codzienności, ale tu ich rola była szczególna- konserwująca i nadająca
wyjątkowy smak potrawom. Te drobne gesty i ryty „liturgii domowej” budowały
niepowtarzalny nastrój i odsyłały do tych wewnętrznych przeżyć. Bez ćwikły do
białej kiełbasy śniadanie wielkanocne byłoby czymś niepełnym- pozbawiony smaku.
Stół nakryty białym obrusem, świąteczna zastawa- przekazywana z pokolenia na
pokolenie- niczym rodzinne wiano. Na haftowanym kawałku płótna Biblia- Słowo
Boga przynoszące zbawienie i duchową strawę. Woskowa świeczka nawiązująca do
paschału który w noc pełną łaski rozbłyskał snopem ognia i światła. Wieczorem
rozciągnięta w czasie liturgia Paschy. „Cała historia chrześcijaństwa jest
niczym innym jak historią jednego cudu, cudu zmartwychwstania Chrystusa, który
nieprzerwanie trwa w sercach chrześcijan..” (G. Florovsky). Rozpoczynało się
święto. „Pascha Pańska- na cześć Trójcy Świętej. To jest dla nas święto na
świętami i uroczystość nad uroczystościami, o tyle wyższe od wszystkich, nie
tylko ludzkich świąt i z ziemią związanych, lecz także od świąt samego
Chrystusa, które na Jego cześć obchodzimy, o ile słońce piękniejsze jest od
innych gwiazd”- pisał w swojej mowie św. Grzegorz z Nazjanzu. Nie było
pośpiechu- chwila radości miała trwać i przedłużać się do długich godzin
nocnych. „W Twej światłości oglądamy światłość”(Ps 36,10). Świat miał się
zapalić światłem: „Raduj się ziemio, opromieniona tak ogromnym blaskiem...
Zdobny blaskiem takiej światłości, raduj się, Kościele święty, matko nasza !”-
brzmiał w uszach podniosły śpiew Exultetu
wykonywanego przez diakona. Po latach odkryłem prawosławie i poruszający
duszę i nasycający szczęściem śpiew liturgii bizantyjskiej: „Christos
Anesti ek nekron, thanato thanaton patisas, kai tis en tis mnimasi zoin
harisamenos”- Chrystus zmartwychwstał, śmiercią zwyciężył śmierć (Troparion
Paschy). Ogromny woskowy paschał, stawał się kolumną ognia- widzialnym znakiem
Zmartwychwstałego pośród swego ludu. „Czyż słup świetlisty nie przedstawia
samego Chrystusa Pana, który usuwa mroki niewiary, a do serc ludzkich wlewa
światło prawdy i łaski”- pisał św. Ambroży z Mediolanu. Kolejnym elementem tej
plastycznej liturgii była woda, miał się w niej odrodzić na nowo grzeszny
człowiek. Powrócić do matczynego łona Kościoła- stać się dzieckiem zanurzonym w
wodach chrzcielnych, tak jak Chrystus zstąpił do piekieł, a one wówczas stały
się Kościołem. „Ale ta matka niebiańska radosna, wydaje was na świat radosnych;
wolna, wydaje was na świat wyzwolonych z grzechu”(Zenon z Werony). W końcu
nadchodzi poranek i radosne obwieszczenie: Pan żyje ! „Światłość
Zmartwychwstania spowija Kościół a radość paschalna, zwycięstwa nad śmiercią go
przepełnia”(S. Bułgakow). Kamień który zamknął tajemnicę Jego grobu zostaje
odsunięty, a wszystko przenika świetlista nadzieja. „Wschód wschodów rozszerza
się na cały świat...Nieśmiertelny, Niezmierzony, wielki Chrystus świeci nad
wszystkimi ludźmi, mocniej niż słońce”- czytamy w tekście z II wieku. Aniołowie
odsunęli głaz przed kobietami i apostołami- przed nami, abyśmy mogli oczami
wyobraźni zobaczyć i uwierzyć. „Zmartwychwstania dzień ! Rozjaśnijmy twarze w
radości ! Obejmijmy jeden drugiego... Darujmy wszystko w Zmartwychwstaniu.” To
my wracamy z apostołami od grobu, który pozostał pusty. To do nas powiedział,
że jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. „Chrystus
zmartwychwstał- tę siłę widzi tylko kochający Go i wierzący w Niego”(M.
Bierdiajew). Zwieńczeniem tych duchowych wrażeń jest posiłek wielkanocny-
przedłużenie mistycznej Wieczerzy. Poprzedzał go jeszcze raz odczytany fragment
Ewangelii o mirofrach które przyszły do grobu, a ten był pusty. Świąteczne
życzenia i wspólne biesiadowanie przerywane od czasu do czasu paschalnym
pozdrowieniem: Chrystus Zmartwychwstał ! Prawdziwie zmartwychwstał ! Dom stawał
się Kościołem napełnionym siłą zstępującego Życia. poniedziałek, 6 kwietnia 2020
Hosanna
na
wysokości. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie- to słowo było skandowane przez tłum w czasie uroczystego wjazdu
Chrystusa do Jerozolimy. Zastanawiałem się wczoraj nad tym jednym zdaniem, moje
myśli orbitowały wobec jednej ewangelicznej aklamacji w której zawiera się
radość i nieodwracalnie przychodzący cień śmierci. Jedno z kilku semickich słów,
które przejęła liturgia chrześcijańska, a które jest nieprzetłumaczalne na
język polski. Hosanna- znaczy tyle,
co „zbaw mnie,” „zachowaj mnie,” „wspomóż prosimy”- stanowi zatem modlitwę
błagalną, którą składa człowiek Bogu; zawierając w niej całe swoje kruche
życie. W takim wezbranym westchnieniu, słowa są jednocześnie wypowiadane i przekraczane, stają
się uwielbieniem za przeobrażone życie. „W niezmierzonych głębinach oceanu giną
szerokie rzeki, których wody toczą się majestatycznie przez niezliczone krainy,
jak i niepozorne, ledwie widoczne strumyki. Podobnie w głębiach Bożej łaski
giną grzechy ciężkie na równi z najmniejszymi, najdrobniejszymi nieprawościami”-
pisał św. I. Brianczaninow. W ten sposób pamięć o grzechu i śmierci, staje się
pamięcią o przebaczającym i wychodzącym ku nam Bogu. Hosanna-
modlitwa pragnienia i źródła, spraszanie miłosierdzia. W świetle tej
intuicji staje się niezwykle wymowne duchowe wyznanie Fiodora Dostojewskiego: „Ile
strasznych mąk kosztowało mnie i kosztuje to pragnienie wiary...Nie jak
chłopczyk wierzę w Chrystusa i wyznaję Go, ale przez wielki ogień zwątpień
przeszła moja Hosanna.” Podobnie jest z siłą tekstu Psalmu 51- Miserere: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w
swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość. Obmyj
mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego.” Takie człowiecze
westchnienie duszy, które najpełniej przytula muzyka i stawia w świętym drżeniu
miłości. Harmonia dźwięków splatająca się w gąszczu narastających tonów. Mój
prawie dwuletni synek, kiedy usłyszał dziewięciogłosową polifonię Miserere Gregorio Allegri, zamarł na
kilka minut- poddał się z dziecięcą ufnością jakiemuś trudno wyrażalnemu w
słowach przeobrażeniu. Być może doświadczył błogiej i przenikającej zmysły siły
wybawienia nad którą ja rozmyślałem kilka godzin.niedziela, 5 kwietnia 2020
Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili
na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na
drodze, a inni gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy Go poprzedzali i którzy
szli za Nim, wołali: «Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię
Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego, Dawida, które nadchodzi. Hosanna
na wysokościach!»
Niedzielą Palmową-
antycypacją uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, rozpoczynamy celebrację
najważniejszych wydarzeń- stanowiących szczyt i źródło liturgicznego obchodu
Kościoła. Przez kilka dni poprzedzających Paschę staniemy się „bezpośrednimi”
uczestnikami najbardziej podniosłych i przenikniętych duchowymi treściami scen.
Przejdziemy ostatnią ziemską drogą Jezusa; wejdziemy w dialog Jego duszy,
zmaganie, lęk i osamotnienie. Być może pojawi się dar łez- niczym dar źródła
które wytrysnęło dla zmęczonego wędrówką Izraela na pustyni. Zatopimy
obumierającego w nas grzesznika w sadzawce chrztu, której woda poruszona
niewidzialną dłonią świetlistego Anioła, stanie źródłem wytryskującym ku pełni
życia. Dostrzeżemy odważną i pełną akceptacji miłość Maryi- Matki Bolesnej-
ufającej do końca i wraz z Ukochanym Synem zbierającej pokłosie ludzkiej
niesprawiedliwości i odtrącenia. „Bóg, który nakłada krzyż, pomaga nam go
nieść” (Tichon Zadoński). Prześledzimy zmagania apostołów, od ich wewnętrznych
dylematów, aż po zdumienie dzięki nowo rozbudzonej nadziei i wierze w
Zmartwychwstałego. „Nikt nie rodzi się chrześcijaninem, każdy chrześcijaninem
się staje”- twierdził Tertulian. Te
kadry złożone w jedną teologiczną opowieść staną się przesłaniem dla nas
dzisiejszych ludzi wiary- ciągle dorastających do bycia uczniami Chrystusa. W
bliskości Mistrza znajdą się najwierniejsi przyjaciele, jak również i zdrajcy
zasklepieni własnym interesem lub tchórzostwem, bezsilną niemożliwością udźwignięcia
osobistego krzyża. Pomimo tych ludzkich dylematów, wszystkich tych ludzi obejmą
przytwierdzone do krzyża dłonie cierpiącego Baranka. Jego czułe spojrzenie
przenika historię świata, stając się potwierdzeniem największej miłości nowego
Adama który przyszedł ocalić grzesznika. Liturgia i ikonografia odsłoni przed
nami narracje, które staną się naszymi wewnętrznymi odpowiedziami wiary.
Wielkopostna droga pokajania musi mieć swój finał w odzyskaniu utraconej przez
grzech wolności dzieci Bożych. „Nie wystarczy opuścić Egipt, trzeba jeszcze
wejść do ziemi obiecanej”- pisał św. Jan Chryzostom. Nasza Via Crucis przecina się z zawsze z drogą Męża Boleści. Uroczysty
wjazd Chrystusa do Jerozolimy wypełniony na pozór radosnym introitem Hosanna, zorientuje chrześcijan w
perspektywie Krzyża. „Krzyż objawia przeznaczenie świata, który Chrystus
prowadzi do przekształcenia w Bogu.” Bardzo szybko radosne Hosanna- „błagam, zbaw mnie Boże,” zabrzmi zgoła inaczej: „Na krzyż
z Nim !” Euforia skandowanej radości przeobrazi się w język niebywałej
sadystycznej ludzkiej kaźni. „Gromadzimy się, aby wspominać śmierć naszego
Pana- powie św. Augustyn- kiedy celebrujemy to wydarzenie na sposób misterium,
nie zadowalamy się przywoływaniem jakiegoś zdarzenia z przeszłości w dniu, w
którym miało ono miejsce, lecz przywołujemy je w taki sposób, aby wziąć w nim
udział.” Trzymamy w dłoniach palmy, ale one nie tylko wyrażają naszą radość,
lecz również symbolizują drzewo na którym jedyny Sprawiedliwy złoży siebie w
ofierze „za życie świata” i cud nowego życia które wytryśnie lada chwila z
zapieczętowanego szczelnie grobu. Wyrażają to pełne podniosłego nastroju teksty
Kościoła Wschodniego: „Ponieważ związałeś nieśmiertelną otchłań i uśmierciłeś
śmierć, i świat wskrzesiłeś, dzieci z palmami sławiły Ciebie, Chryste, jak
zwycięzcę i wołały do Ciebie: Hosanna Synowi Dawida” (ikos). Patrzymy na oślicę
niosącą na swym grzbiecie Króla, ale tak naprawdę to Kościół ma stać się
najpokorniejszym dźwigarem i rozdawcą najpokorniejszej miłości. Odkupienie
człowieka i świata- wyrażone w bogactwie treści i znaczeń; Chrystus wchodzący w
otchłań śmierci i wychodzący jako Zwycięzca, a ludzkość wraz z Nim. „Wszystkie
drzwi naraz się otwierają- pisał P. Claudel- wszystkie przeciwieństwa się
rozpływają, wszelkie sprzeczności się rozwiewają.” Nie pozwólmy sobie na to,
aby pozostać poza tymi wydarzeniami- jako widz lub, co tragiczniejsze-
niedowiarek. Kończę to rozważanie słowami modlitwy zaczerpniętej z Sakramentarza Gelazjańskiego: „Boże,
sprawiedliwością jest Ciebie miłować i kochać, pomnóż w nas dary swej
niewymownej łaski; a jak sprawiłeś, że przez śmierć Syna Twego pokładamy
nadzieję w tym, co wierzymy, tak spraw przez Jego zmartwychwstanie, abyśmy
doszli tam dokąd zmierzamy.”
czwartek, 2 kwietnia 2020
Dobiega końca okres
Wielkiego Postu. Wszystko w tym czasie było spowite niepewnością, obawami,
grasującym ukradkiem wirusem i śmiercią. „Cierpieniami Pan wybawia nas od
jeszcze większych cierpień”(św. Filaret). Całun smutku spowijał ten czas próby,
przygniatał wielu ciężarem narzuconego na barki krzyża. Pustynia okazała się
kapryśna, a ludzkość została poddana hiobowym próbom. „Wczoraj byłem Chryste
pogrzebany, a dzisiaj powstaję z Tobą powstającym, wczoraj z Tobą na krzyżu, a
dzisiaj, o Zbawco, uwielbij mnie z sobą w Twym świętym Królestwie”- wyśpiewuje
podniośle liturgia. Wszystkie niedostatki i brzemienne doświadczenia były
rozświetlone obecnością Ukrzyżowanego Mistrza; współodczuwaniem wraz z Nim bólu
osamotnienia i porzucenia. Wśród mnóstwa piętrzących się pytań przenikało
światło nadziei. Przypominają mi się w tym momencie słowa poety, napisane w
chwili największych duchowych rozterek: „Znam wszystkich Chrystusów, co po
muzeach wiszą. Ale w ten wieczór, Panie, idziesz ze mną ulicą”(B. Cendrars).
Bóg przechodził ulicami miast, szpitalnych sal, domowych izb i miejsc gdzie ukradkiem
spadały na ziemię łzy i gdzie dokonywało się milczące cierpienie. Większość
moich rozważań była poświęcona pandemii- życiu i śmierci- przenikaniu się tych
dwóch, paradoksalnie przeciwstawnych rzeczywistości. Ostatecznie jednak
triumfuje życie i miłość; bliskość Chrystusa przytulającego i ocierającego łzy
smutku. Śmierć jest naszym codziennym stanem, ale jednak opromienionym blaskiem
wschodzącego Życia. „Nie bójcie się”- powiedział anioł do niewiast,
przestraszonych otwarciem grobu i pełnym blasku widzeniem. „Wypowiedziane w
grobie, siedlisku śmierci, rozładowują największą z naszych trwóg”(J. Pasierb).
Już za moment wejdziemy w Wielki Tydzień. Pójdziemy śladami Chrystusa i
uczniów, przyjaciół i świadków. Doznamy duchowych uniesień i smutku-
przygniecieni ogromem Chrystusowej miłości staniemy się ponownie ludźmi
nadziei; stróżami poranka, pełnymi wielkanocnej euforii szczęścia. Z Jego ran
wytryśnie na sposób sakramentalny źródło Życia. Liturgia- choć przeżywana w
domowym Wieczerniku, stanie się przestrzenią uobecnienia i przejścia- anamnezą
i antycypacją- ze śmierci ku życiu.
„Lecz o północy każde ciało nagle zamilknie- jak pisał B. Pasternak- Wiosna
rozgłosi wiadomość, że od pierwszego brzasku śmierć będzie w łunie wielkiego
wołania Paschy.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)


