środa, 19 stycznia 2022

Zobaczyliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon (Mt 2,2)- pod takim hasłem przebiega tegoroczny tydzień modlitw o jedność chrześcijan. Dla wielu kościołów przynaglenie do jedności stanowi bardzo trudną drogę nawrócenia. Jeszcze nie zabliźniły się dobrze rany historii, doktrynalnych sporów, stąd wizja ekumenicznego scalenia pozostaje ciągle „marzycielskim dążeniem.” W epoce wrogiej chrześcijaństwu i pełnej sprzecznych ideologii, świadomość ekumeniczna powinna być naznaczona osobistym pragnieniem i fundamentalnym zadaniem uczniów Chrystusa. W świecie duchowo zdewastowanym, potrzeba przemiany serc i charyzmatycznego przebudzenia z letargu obojętności, co może zainaugurować autentyczną postawę sakramentu brata. „Czyż Chrystus jest podzielony ?” To chrześcijanie są podzieleni i rozdzierają Ewangelię na strzępy, szukając w niej uzasadnienia swojego własnego stanowiska. „Tym, co powinno łączyć wszystkie wyznania chrześcijańskie, jest poczucie duchowego niedorastania do chrześcijaństwa. Wszystkie Kościoły skazane są na przyzywanie Bożego Ducha, aby zastąpił obszary wewnętrznego ubóstwa poszczególnych wiernych i całej wspólnoty. Samo przyzywanie Ducha jest wyrazem przyznania się do tego, czego nam nie dostaje.” (W. Hryniewicz). Wzrastanie w jedności musi być epikletyczne- przyzywające nieustannie mocy Ducha Świętego. On urzeczywistnia jedność i prowadzi dzieci skąpane w wodach chrzcielnych ku Źródłu. „Nie ulega wątpliwości, że Kościół nie może być podzielony; mimo pozorów tajemnicza, niepodzielna jedność żyje; w przeciwnym razie należałoby powiedzieć, że poza kanoniczną granicą rozpoczyna się pustynia i że używanie słowa Kościół w liczbie mnogiej nie ma sensu” (P. Evdokimv). Ile trzeba wewnętrznej determinacji, aby przyśpieszyć o krok w przywracaniu utraconej jedności. Ile potrzeba pokory żeby nabrzmiałą od sporów teologię napełnić żarem miłości Chrystusa. Dla wielu chrześcijan uobecniona tu na ziemi jedność, pozostaje w kręgu szlachetnych- choć nie możliwych do zrealizowania tęsknot. Każdy okopał się na swoim stanowisku i kurtuazyjnie wychodzi naprzeciw, choć w środku swojej własnej wspólnoty kościelnej zabiega o pierwszeństwo w wyścigu o laur zbawienia. Włodzimierz Sołowjow w książce o Antychryście przenosi urzeczywistnienie jedności na krańce historii; w wydarzenie eschatologiczne, gdzie zjednoczenie dokona się na końcu czasów. Myślę, że rany naszych podziałów muszą się zabliźnić szybciej, poprzedzając ostateczne przyjście Chrystusa w Paruzji. Mamy już dzisiaj przygotować grunt pod nadejście Królestwa miłości i pokoju. Każdy człowiek, powiada Teodor z Beze, otrzymuje w chwili urodzenia zapieczętowany list, który wolno mu otworzyć dopiero przed tronem Bożym- wówczas może go odczytać i dowiedzieć się o swoim wiecznym losie. Przypuszczam, iż treścią tego listu może być pytanie o miłość. Tylko miłość jest tworzywem powszechnego zbawienia. Pragniem ostatecznej jedności i bycia wspólnie w Bogu. Dołożyć wszelkich starań, aby w tym momencie historii uczynić wszystko co tylko możliwe, abyśmy byli jedno. Sforsować bramy szczelinie zamkniętych drzwi i rodzić owoce Ducha, uśmiercając w sobie bierność oraz ekskluzywizm konfesyjny. „Moc Boża zdolna jest dać nam nadzieję tam, gdzie nie ma nadziei, wytyczyć drogę w tym, co niemożliwe”- pisał św. Grzegorz z Nyssy. Chrystus zstępuje w otchłanie naszych serc i żarem miłości usuwa grzechy podziałów. Jego przesłanie jest paschalne- wskrzeszające i wertykalne. Kończę to rozważanie wierszem Aleksandra Galicza, upatrując w tych słowach modlitwę, aby rozproszwni przyjaciele Baranka spotkali się kiedyś w jednej Świątyni Ducha: „A gdy powrócę, skieruję kroki do tej jedynej świątyni, z której błękitną kopułą nie mogą się równać niebiosa.”

niedziela, 16 stycznia 2022

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie»…(J 2,1-11). Ewangelia przenosi nas na wesele w Kanie i czyni uczestnikami radości nowożeńców w których dom Chrystus wnosi błogosławieństwo i radość wyrażoną cudem obfitości wina. Misterium w którym zawiera się Boski sens zjednoczenia pary ludzi i urzeczywistnienia świętości. Bóg wchodzący w samo centrum ludzkiej miłości, podnoszący ten akt oddania, wierności i miłosnego splotu ciał do wymiaru mistycznego- sakramentalnego. Święty Jan Chryzostom lapidarnie, choć z wielką głębią powie: „Małżeństwo jest sakramentem miłości.” To preludium do uobecnienia się świata w którym ostatnie słowo należy do miłości, a siła tego uczucia jest wstanie zdruzgotać posadami śmierci. „Jeśli powiem kocham cię to znaczy, że nie umrzesz”(G. Marcel). Uczucie które przekracza granice tego świata i staje się czymś na wskroś teofaniczym. Miłość uzewnętrznia się wtedy „kiedy ukryta moc odkrywa piękno, którego inni nie mogą dostrzec.” Wyraża to również treść starożytnego agrafonu: „Kiedy zniszczycie odzienie wstydu i kiedy dwoje będzie jedno, i kiedy męskość i kobiecość nie będzie jak męskość i kobiecość.” Człowiek rodzi się dwa razy. Po raz pierwszy wychodzi z łona matki, a następnie jako mąż i żona- poprzez liturgiczne ukoronowanie. Mistrz na tej wspaniałej uczcie przez swą obecność, jedynie potwierdza „sakramentalną instytucję raju.” Cud w Kanie, przemiana wody w wino, wskazuje na przemianę tego, co grzeszne- poddane namiętności i destrukcyjnej sile egoizmu, w najbardziej wyborne wino charyzmatycznej miłości, zdolnej wydać na świat dzieci Kościoła. Jest jeszcze jeden kluczowy aspekt tego wydarzenia; diakonia służby. „Wina nie mają”- ten drobny dysonans dopiętej na ostatni guzik uroczystości, rzuca światło na Maryję i jej zdumiewającą umiejętność zaradzania ludzkim problemom. Objawia się tu w swojej funkcji Matki- Orantki zanoszącej modlitwę prośby ku swemu Synowi. Istoty o oczach gołębicy, zdolnych zauważyć, że czegoś brakuje. Kobieta daru i personifikacja Kościoła w szlachetnej i pełnej macierzyńskiej troski o obfitość łaski i szczęścia. Maryja służebnica, poślubiona Duchowi Świętemu przez wieki Kościoła wyprasza jego dzieciom dar pociechy i siły w trudach owocowania miłości. „Raduj się, o Ty, któraś stanęła u początku cudów Chrystusa.”

piątek, 14 stycznia 2022

Jako teolog zawsze się wzbraniałem przed opisywaniem otaczającej mnie rzeczywistości w kategorii epoki pochrześcijańskiej. Wychowałem się w świecie wartości które w sposób naturalny rzeźbiły moją wizję świata i kształtowały określony zespół postaw. Wydaje mi się, że istnieje taki psychologicznie ugruntowany resentyment wiary ukształtowanej u podstaw w środowisku z którego się wyszło w świat. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, aby wzrastać w rodzinie wykarmionej mądrością Biblii, duchowością i modlitwą przodków zakorzenionych na tyle głęboko, aby transcendować to, co z natury rzeczy pogańskie. „Bóg umiera z zimna- rozmyślał J. Green- Puka do wszystkich drzwi, ale czy ktokolwiek otwiera ? Pokój jest zajęty przez kogo ? Przez nas samych.” Dla wielu ludzi- skądinąd dobrze wykształconych choć cynicznych, mówienie, że nasza cywilizacja i kultura zostały ufundowane na wartościach Ewangelii, brzmi jak truizm, a co zatrważające jako coś przedawnionego. Instynktownie pociesza mnie diagnoza Sołowjowa wobec tych, którym nie po drodze do religii: „Pseudoniewierzący wyprzedzą w królestwie Bożym całe mnóstwo pseudowierzących.” Jakże cenne po czasie, okazuje się stwierdzenie Karla Rahnera, że chrześcijanin przyszłości będzie musiał być mistykiem albo go nie będzie. Jakże odczuwalny z perspektywy czasu jest ciężar gatunkowy tych słów. Kiedy z pewnego dystansu jako prawosławny chrześcijanin, spoglądam na oblicze dzisiejszego katolicyzmu (rzymskiego), towarzyszy mi smutne przeświadczenie, iż widzę „kościół pogan” o którym z niebywałą ostrością myślenia pisał w swoich tekstach ponad pół wieku temu Ratzinger. Kościół mojego dzieciństwa dryfuje w niewiadomym kierunku, stając się bliższym „liberalnemu protestantyzmowi.” Myślę, że prawosławni chrześcijanie są głęboko zaniepokojeni erozją która dokonuje się w siostrzanej wspólnocie, gdzie wielowiekowa tradycja życia eklezjalnego w wymiarze sakramentalnym i moralnym, zostaje naznaczona duchem tego świata. Oczywiście w każdej z chrześcijańskich wspólnot wyrasta plon dobra i zła, ujmując to językiem przypowieści „pszenica i kąkol.” Tam gdzie są ludzie, istnieje pajęczyna grzechów stygmatyzująca nawet najbardziej szlachetną i dążącą do doskonałości społeczność. Nosimy skarb wiary w naczyniach glinianych- ułomnych, poddanych stłuczeniu- niedoskonałych formach. Chrześcijaństwo które będzie próbowało żyć duchem tego świata, mentalnością tego świata, będzie skazane na powolna agonię. Jesteśmy wędrowcami którzy jednie na chwilę przycupnęli na gałęzi sykomory i wyglądają horyzontu Ziemi Obiecanej. Choć zabrzmi to górnolotnie, ale mamy być ogniem który podpala świat miłością Boga ! Nikos Kazantzakis podejmuje ten jakże ważny aspekt poddania się Bogu: „Bóg jest ogniem, a ty musisz po nim chodzić… tańczyć na nim. W tej chwili ogień staje się chłodną wodą. Nim jednak dojdziesz do tego momentu, co za walka, mój Boże, co za męka !” Jest to droga wyzwań, pokonywania własnych ograniczeń, zdecydowanego działania. „Wiara, która zamyka paszcze lwom, to coś więcej niż pobożna nadzieja, że nie ugryzą”(G. Clark). Można odczuwać pokusę wątpliwości, ale nigdy nie wolną skapitulować; zrezygnować w połowie raz obranej drogi. Irytują mnie chrześcijanie zalęknieni, apatyczni i niewyraźni w swoich życiowych decyzjach. Kim jest mistyk nowoczesności ? To nie malkontent obwarowanego, kościelnego bastionu. To wizjoner- prorok i apostoł- świadek Prawdy w którym tętni już życie zmartwychwstałe. „Mistycyzm, który nie zbiera plonu podzielonej miłości ku innym, jest oszustwem i ostatecznie odczłowiecza. Prawdziwy mistycyzm jest zawsze rodzeniem, stawaniem się drugim człowiekiem w większej wspólnocie miłości”- pisał G. A. Maloney. Moje myśli tańczą, zataczając koło powracają do pierwszego impulsu tej refleksji: Jeśli nie mistyk to kto ?

wtorek, 11 stycznia 2022

Cywilizacja w której dane nam jest żyć, cechuje się nie tyle zmiennością, co kruchością następujących po sobie zjawisk i wydarzeń. Myślę, że wielu ludzi znajduje się na rozdrożu, stając się niewolnikami nowoczesności i ideologii tak gwałtownie szturmujących umysł i sumienie. Jakże ponadczasowe zdają się intuicje Miereżkowskiego dotyczące wewnętrznej walki światów: „W naszej epoce walka człowieka- boga, który ogłasza się bóstwem, z Bogiem- Człowiekiem, ową tajemnicą łaski zstępującej w pokorze, nabrała większej ostrości niż kiedykolwiek… jest to walka między duchem wojny a duchem łaski.” W rezultacie tego stanu rzeczy, wielu ludzi przestało sondować głębiny własnego wnętrza i przestało wznosić gmach katedry ducha. „Gdzie jest we mnie to miejsce, do którego mogę Cię zaprosić, mój Boże”- pytał św. Augustyn. Współcześnie ważne pytania składane niczym modlitwa, utonęły w mirażach powierzchowności i bylejakości istnienia; przykryła je pustka obojętności, wycofania i zrezygnowania. Człowiek przestał stawiać pytania Bogu i własnej duszy. „Wspomnienie Boga, nawet bez sformułowania choćby jednego słowa jest modlitwą i pomocą”- przekonywał święty Barsanufiusz. Już nie tyle pandemia odbiera wolność i wywołuje tragiczny pesymizm, co świadomość niepewności jutra- „widmo wojny” której polem będą ludzkie dusze, poddane napierającym zewsząd niszczącym żywiołom. „Mówi się, że wszystko jest śmiercią, że świat jest zamieszkany przez martwe dusze… Bracia !”(M. Gogol). W jakiś trudno do zobrazowania sposób, ziemia na powrót staje się „bezładem i pustkowiem”- przestrzenią zmagania dobra ze złem; światłości z ciemnością; miłości z nienawiścią. Fenomenologia zła wykrzyczana ustami tych, dla których Bóg stał się niepotrzebną i uwierającą rozum ideą. Kimś przeszkadzającym w eksploatowaniu szaleńczo wolności. To jeszcze nie jest tak przygnębiające i zatrważające, jak bierność wierzących wobec zła ! Nie chcę w tym miejscu wskazywać źródeł tego tchórzostwa. Można to jedynie porównać do lęku biblijnego Jonasza, wobec misji którą powierza mu Bóg. Być może trzeba być wyplutym przez rybę, aby cokolwiek zrozumieć- poderwać się z paraliżującego marazmu i pójść do Niniwy. „Kto chce przemawiać do świata, musi najpierw słuchać Boga”(H. U. Balthasar). Spoglądam na świat i szukam w nim świętych zdolnych stanąć do walki z tymi, którzy zaciemniają światło i zacierają kontury prawdy. Być może potrzeba nam jeszcze mocnej niż w poprzednich stuleciach bohaterów, opieczętowanych miłością Boga i zdolnych do heroicznych czynów oraz ocalenia wartości pozwalających zachować resztki przyzwoitości i człowieczeństwa. Potrzeba kogoś na wzór wędrowca Eliego z filmu Księga ocalenia, zdolnego zachować dla tonącego w odmętach grzechu egzystencji, najdrogocenniejsze przesłanie: Słowo Życia- antidotum na wzmagający się zamęt i upadek człowieka. „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem”- mówił Chrystus swoim uczniom kiedy ich myśli wydzielały zapach lęku przed podjęciem z odwagą przygody wiary. Święty Cyryl Jerozolimski w porywającej katechezie przekonywał katechumenów, że mają być atletami i żołnierzami Chrystusa: „Duch Święty daje wam broń do walki… Będzie czuwał nad wami jak nad własnym wojownikiem, wy zaś wytrwajcie na stanowisku przeciwko wszelkiej przeciwnej mocy.” Dzięki odwadze swoich dzieci, chrześcijaństwo staje się profetyczne, mesjańskie, charyzmatyczne, radykalne ewangelicznie i pełne szaleństwa miłości. „Kościół jest nocą, która staje się pełną blasku, piekielną przepaścią między stworzeniem i tym, co wieczne, nocą, która w Chrystusie staje się błogosławionym zjednoczeniem stworzonego i nie stworzonego, bogoczłowieczeństwem. Z przebitego boku ukrzyżowanego Boga wstaje jutrzenka Ducha. Odtąd w Chrystusie przestrzeń śmierci zmienia się w przestrzeń Ducha, ciężar lęku staje się brzemieniem wiary, a przez wiarę Boże światło napełnia człowieka”(O. Clement). Nie jesteśmy krzyżowcami walczącymi o zgliszcza kościelnej hegemonii, lecz świadkami wschodów słońca i wieczności które owe impresje zwiastują. Chrześcijanin jest tym który potrafi wzbić się na orlich skrzydłach, aby wyraźniej dostrzegać przestrzeń na której przyjdzie stoczyć mu bój o wszystko. Zmieniać świat to otwierać go na przebóstwienie i zbawienie. „Koniec cywilizacji nastanie wtedy, kiedy umrze ostatni wierzący w Boga”- rozmyślał proroczo Andrzej Tarkowski.

niedziela, 9 stycznia 2022

Przeżywamy dzisiaj Niedzielę Chrztu Pańskiego- Teofanię; Święto Światła; Święto Jordanu. W licznych kulturach religijnych u początku zaistnienia świata pojawia się wątek akwatyczny. „Wody symbolizują wszelką potencjalność- pisał M. Eliade- Są fons et origo- rezerwuarem wszelkich możliwych postaci istnienia: poprzedzają każdą formę i stanowią podwalinę jakiegokolwiek procesu stwarzania świata.” Symbolika wody wiąże się jednoznacznie ze śmiercią i odrodzeniem- zmartwychwstaniem. Sakralność wody stanie się charakterystycznym elementem chrześcijaństwa- materią sakramentalną- obmyciem z grzechów i odrodzeniem nowego człowieka. „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże”- woła natchniony Psalmista. Chrześcijaństwo będzie antycypować wydarzenie zanurzenia, któremu się poddał Chrystus wchodząc w wody Jordanu. „Woda symbolizuje życie, jak ogień symbolizuje miłość”(M. Quenot). Nad rzeką dokonuje się Teofania- „objawienie Trójcy Świętej, to znaczy owej wewnętrznej płodności, w której to Bóg udziela się wiecznie, w całkowitym, nie podlegającym podziałowi darze, który powraca do jedności poprzez własną nieskończoność. Życie Boskie jest bowiem miłością”(L. Bouyer). Święty Ambroży wyjaśnia, że Chrystus wszedł do Jordanu nie po to, aby się uświęcić, jak gdyby potrzebował sakramentu odrodzenia, ale aby uświęcić wody. Jego zstąpienie w żywioł śmierci jest początkiem paschalnego uświęcenia kosmosu, którego osnową jest pulsujące życie w każdej cząstce powołanej uprzednio do życia materii. Święty Cyryl Jerozolimski ukazuje zanurzenie w baptysterium katechumenów jako zstąpienie do wód śmierci, które są mieszkaniem smoka morskiego, na wzór Chrystusa wchodzącego do Jordanu w czasie chrztu, aby zniszczyć moc ukrytego tam Rahaba. „Ikona Epifanii ukazuje rzeczywiście Jezusa wchodzącego do wody Jordanu, jak do płynnego grobu. Ma on kształt groty, obejmującej całe ciało Pana. Ikona Epifanii ukazuje uprzednie zstąpienie do piekieł: „Wstąpiwszy w wody związał siłacza”(P. Evdokimov). Sadzawka chrzcielna staje się miejscem powtórnych narodzin- te pierwsze były wielomiesięcznym kołysaniem dziecka w łonach płodowych matki. Drugie narodziny dokonują się poprzez wodę i Ducha. Kościół staje się Matką poczynającą w swym łonie niebiańskie dzieci. W starożytnej katechezie pełnej radosnej euforii, biskup Werony Zenon głosił: „Skaczcie z radości moi bracia w Chrystusie i wszyscy ożywieni żarliwym pragnieniem, śpieszcie otrzymać niebieskie dary. Źródło wieczne już nas zaprasza swoim zbawczym ciepłem. Nasza matka pragnie nas wydać na świat... Rodzi was pełna radości; wolna wydaje na świat uwolnionych od więzów grzechu.” Wody sakramentalne na powrót rodzą istoty żyjące, tak jak to było w pierwszym akcie stwórczym Boga. „Niech wody wydadzą istoty żyjące”(Rdz 1,20). Podczas celebracji chrztu Kościół rodzi dzieci Ojca, które dzięki epiklezie stają się dziećmi światłości i współuczestnikami Paschy Chrystusa. „Woda zamyka się nad ochrzczonym niczym grób- pisał O. Clement- Żeby grób stał się rodzącym łonem, konieczna jest transcendentna ingerencja Ducha Świętego... On przyobleka początkową, ale w pełni realną światłością całą istotę osoby chrzczonej: serce, rozum, pragnienia, wszelkie zdolności i wszystkie zmysły.” Jest jeszcze jeden bardzo ważny wymiar fizyczny. Ciało człowieka składa się w wody, poddane działaniu czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Życie w nas pulsuje, a każda kropla wody opowiada o początku jakim jest nas Źródło. Zakończę to rozważanie słowami modlitwy Wielkiej Hagismy, którą odmawiam nad wodą: „Dzisiaj strumieniami wody, na które tchnął ogniem, napawa się całe stworzenie. Dzisiaj grzechy ludzi obmywają wody Jordanu. Dzisiaj otwiera się dla ludzi raj i wschodzi Słońce sprawiedliwości.”

czwartek, 6 stycznia 2022

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon… Weszli do domu i zobaczyli dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. i otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2,1-12). Na jednej z bizantyjskich miniatur ewangeliarza, pogańscy Mędrcy, nie podążają za przewodem gwiazdy, lecz są prowadzeni przez anioła- przewodnika. Scena jest tak misternie wyreżyserowana przez anonimowego mistrza, iż zwraca uwagę na najważniejsze ciało niebieskie- „Światłość ze Światłości”- promieniujące blaskiem prawdy i poznania Wcielonego Boga. „Gwiazdom służący od Gwiazdy nauczyli się kłaniać Tobie”(troparion). Niezwykle wymownie akcentuje ten wymiar Obecności Boga w sercu świata w swojej homilii św. Leon Wielki: „Najwyższa, wiekuista istota, która zniżyła się dla zbawienia rodzaju ludzkiego, podniosła nas do swojej chwały.” Epifania staje się zatem świętem ukazania się Boga i Jego niezgłębionej miłości: „Oto Bóg jest tutaj- jeszcze milczący i prawie dostrzegalny, jeszcze taki, jak wiosna zamknięta w małym nasionku, cicha, a pewna swego zwycięstwa, ukryta pod warstwą skutej mroźnej ziemi, a przecież potężniejsza niż wszelki mrok i chłód”(K. Rahner). To święto naszego nawiedzenia i obdarowania- błogosławionej bliskości, ciepła i światła rozpraszającego ciemność; zalegający na ludzkich duszach chłód niewiary. „W Emmanuelu znajdujemy niebo i ziemię, Boga i stworzenie. Wziął od nas ciało, a dał nam w zamian swoje Bóstwo w cudownej wymianie”(O. Casel). Magowie wykazali się niespotykaną odwagą wiary. Wyruszyli w podróż obarczoną ryzykiem i niebezpieczeństwem. Próbowali umysłami zgłębić tajemnicę Obecności, ale kiedy dotarli do miejsca objawiania, to cała do tej pory poszukiwane Misterium zagarnęło ich dusze. Zdumienie prowadzi do pulsowania wiary; drgania miłości i spowitych milczeniem gestów hojności. Jak sformułował to Boehme: „Ciemność nie jest nieobecnością światła, lecz strachem spowodowanym oślepiającym światłem.” Światło rozbłysnęło z ciała małego Dziecka i otworzyło ludzkie serca na rozrzutność w miłości. Według pewnej starej ruskiej legendy, był jeszcze czwarty Mędrzec, który wyruszył w drogę razem z trzema innymi. Jako prezent dla Dzieciątka włożył do kieszeni trzy błyszczące, szlachetne kamienie. Podczas drogi usłyszał płacz dziecka. W miejscu przerażającej biedy, zobaczył „leżącego chłopczyka, bezbronnego, nagiego i krwawiącego z pięciu ran. Tak niezwykłe było to dziecko, tak delikatne i bezbronne, że serce młodego króla napełniło się litością.” Pomógł temu dziecku, zanosząc je do najbliższej miejscowości i oddając w ręce kobiety która go przyjęła i otoczyła miłością. Po długich latach wędrowania, objawiła mu się gwiazda, która zaprowadziła go do miasta. Z tłumem napierającego tłumu znalazł się na wzgórzu w centrum egzekucji, na którym stały trzy krzyże. Ponad środkowym krzyżem jaśniała gwiazda. „Wtedy spotkało go spojrzenie Człowieka, który wisiał na tym krzyżu. Człowiek ten musiał odczuwać wszystkie cierpienia, wszystkie utrapienia świata, tak niezwykłe było jego spojrzenie. Ale też litość i bezgraniczną miłość. Z Jego przebitych rąk rozchodziły się promienie. Jak błysk przemknęła myśl: tutaj jest cel, do którego pielgrzymowałem całe życie.” W tej pięknej legendzie zawiera się uniwersalna i niezwykle duchowa prawda o mnie samym. Jestem w drodze i szukam Przedwiecznego, który dla mnie stał się wszystkim- Miłością, wydaną śmierci ! Kontemplacja tego faktu, napełnia duszę szczęściem i uzdalnia do złożenia daru z własnego życia: „złoto prawdziwej wiary, kadzidło ofiarnej modlitwy i mirrę cierpliwości i miłości”.

środa, 5 stycznia 2022

Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5,17). Za mną już kilka dni nowego roku kalendarzowego. Wejście w nowy rok dane mi było spędzić w otoczeniu najbliższej rodziny- w mateczniku- do którego powraca każde dziecko szukając wytchnienia; przerzucając w pamięci barwne wydarzenia przeszłości, odkrywając ich nowy sens i znaczenie. „Wiedza staje się miłością” (św. Grzegorz z Nyssy). Święty Paweł wskazuje na to, co nowe- świeże, będące jakby zarodkiem możliwych do osiągnięcia postanowień i działań. Nowy czas, stawia przed człowiekiem nowe, intrygujące wyzwania. Chcielibyśmy z lotnością mędrca odpowiedzieć na wszystkie pytania, wyjaśnić najbardziej skomplikowane sytuacje, od zaraz odbudować zrujnowane zgliszcza. „Wynaleziono taką obfitość odpowiedzi, że prawdziwa prawda ciągle się nam wymyka”- pisał P. Chamoiseau. Wszystkie dotychczas źle zaaranżowane sytuacje można zacząć od nowa. Uwierające i zasłaniające naszą prawdziwą twarz maski, muszą być zerwane. „Kto żyje wyłącznie dla siebie, ten po śmierci skazany jest na wieczne tułanie”- czytamy w Opowieści wiglijnej Dickensa. Nawet w najlepszych i pozornie najbardziej szlachetnych rodzinach, drzemią podskórnie demony podziałów, konfliktów, czy niszczących słów. Tam gdzie wzmagają się ludzkie dramaty i kataklizmy przechodzące przez ścieżki serca, tam jeszcze silniej wybija źródło miłości ! Bóg wchodzi w te historie z nieprawdopodobną siła przebaczenia, wskazując, że wszystko może zacząć się na nowo- w przeistoczeniu i darze miłości. W tej nowości egzystencji można odnaleźć adekwatne do sytuacji słowa, odkryć siłę gestu i podszyte autentyczną troską, nowe reakcje w stosunku do innych ludzi. W Nowy Rok wypełnia ludzkie serca nadzieja, że wiele obszarów życia będzie przenikniętych postawą daru, a międzyludzkie relacje będzie cechowała postawa wzajemnego szacunku, współczucia i prawdy. „Pragnij Chrystusa, a On zaspokoi twe pragnienia swą miłością”(św. Izaak Syryjczyk). Stare rany zostaną zacerowane nicią miłości, a nowe wino odkrytego szczęścia, rozsadzi stare- zbutwiałe bukłaki. „Oto słychać głos wołający do człowieka do ostatniego jego tchu, a mówi on: zostań dziś nawrócony” (Gerontikon).Świętość, niczym rosa u początku budzącego się dnia, zstąpi- pozwalając odkryć w słabej ludzkiej egzystencji in illo tempore. W tym miejscu przypominają mi się słowa Karla Bartha: „Niebo to rzecz dla człowieka niepojęta, ziemia- mieści się w jego rozumieniu. On sam jest stworzeniem z pogranicza nieba i ziemi.” Stąd kiedy mówimy o czymś „nowym”- nie straćmy z przed oczu tego, co jest na końcu naszej mozolnej i pełnej przygód drogi- Tęskniącej Miłości !