wtorek, 23 września 2025

 

Ostatnie akordy lata i oprószone promieniami słońca dni, których czas skraca się pod wpływem kaprysów przyrody i zmieniającej bez naszej zgody pory roku. Rotacja poszarpanych refleksji mężczyzny osadzonego w krześle, naprzeciw wszystkiego, a szczególnie przeistoczonej w dialog samotności. W momencie w którym ludzkość przestanie się dziwić, zapadnie w obłęd dezorientacji i afirmacji siebie; przestanie oddychać. Zdumienie to milczący i ponadczasowy język dialogu w sobie i z innymi. Dzięki niemu można zrozumieć tak wiele. Fromentin w kontekście twórczości jednego z holenderskich pejzażystów powie: „To wielkie oko, szeroko otwarte na wszystko, co istnieje, to oko przyzwyczajone ogarniać zarówno wysokość, jak odległość, wędruje nieustannie nie pomijając niczego.” Rozedrgany takt melodii ukryty w szumie drzew, gwarze ptaków- quasi sakralnego pejzażu istnień. „Szukamy tego kosmicznego dotyku w naturze, owego mistycznego momentu zmysłów. Jaka więź istnieje między prawdziwą naturą a tą chwilą”- pytał z wrażliwością mędrca Hamvas. Ostrość i rozstrzygnięcie tego zapytania dokonuje się w każdym człowieku indywidualnie i nie pozostawia w tym samym punkcie zatrzymania. Wielu przechodzi z dozą obojętności wobec bytów, obrysowanych figlarnie niewidzialną dłonią Obecności. Jeszcze trochę i przyroda zrzuci swój kostium zieleni, przywdziewając koloryt nad którym wzdychał nie jeden artysta pióra i pędzla, obezwładniony powabem przekwitającego świata. Kiedy śmierć pochłania życie, pojawia się nie spotykania konfuzja odczuć, myśli i wrażeń- obłaskawiających wszystkie zmysły- którymi człowiek czyta rzeczywistość i przeżywa ją dogłębnie w sobie wszystkimi porami ciała i duszy. Natarczywość wzroku i kołatanie muzyki w czeluści ucha, to najpiękniejsze z doznań wędrowcy na skraju nowego dnia, bo jak powie poeta: „bo każde spojrzenie jest spojrzeniem pierwszym albo nie dostrzega nic.” Zachwyt uwalnia od ociężałych pułapek intelektu, kaprysów utrudzonego rozumu, czy algorytmu perfekcyjnie przeżytego dnia- podłóg podszeptów sztucznej inteligencji. To, co zewnętrzne i pozornie oswojone jest jedynie powłoką pod którą znajdują się ukryte źródła i konstelacje prawd czekających rozszyfrowania i przeniknięcia. „Dramat ludzkich poszukiwań znajduje ostateczne rozstrzygnięcie dzięki temu, iż jedynie Bóg może wznieść naszą kruchą skończoność w wymiar nieskończoności”- pisał J. Życiński. Być może wiara jest jednym z tych kluczy, dzięki którym możemy uchylać szczelinę, aby niezwykle wątła i ledwie dostrzegalna struga światła, przeniknęła na wskroś źrenicę oka. Żyjemy w zbyt niespokojnych czasach, aby marnotrawić czas na pesymizm i pośpiech, śmieci którymi przekarmione są nasze zmysły i sumienia. „Piękno, jedna z najbardziej dyskretnych postaci obecności”- powie Jean Mouton. Jedyna warta i godna poświecenia sprawa dla której warto żyć i ostatecznie zbawić się.  Elementarz prostaczków czytających wszystko wokół siebie, podłóg teologii którą oznajmia pierwszy krzyk narodzonego dziecka, śpiewa ptaka, muśnięcie wiatru na matowym policzku starca zwracającego swój wzrok ku ziemi. Pozostawiam moich czytelników z wierszem George’a Herberta The Elixir „Naucz mnie, Królu mój i Boże, we wszystkich rzeczach Ciebie widzieć. I cokolwiek czynię, czynić to dla Ciebie. Człowiek, który spogląda na szkoło, na nim jego wzrok mógłby spocząć, lub, gdyby chciał, przeszedłby przez nie. A wtedy niebiosa by oglądał.”

niedziela, 21 września 2025

 

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy» (Mt 22,35-46).

Miłość do Boga i człowieka, nie można opisać tylko i wyłącznie słowami oscylującymi w kategorii uczuć, pragnień, tęsknot, szczęścia… Właściwie na gruncie teologii i praktycznego przekraczania jej- miłość- implikuje wszystko w człowieku, całe jestestwo zostaje zdeterminowane, aby być naprzeciw tego Drugiego. „Miłować to odnajdywać własne dobro poza samym sobą i wiedzieć, że nie można go osiągnąć inaczej, jak tylko przez wolny dar z siebie”(S. Tugwell). Ten stan odniesienia wypływa z przestrzeni serca i jest mniej dyskursywny, niż komuś się może wydawać. Miłość wymaga czytelnych i jednoznacznych aktów. „Prawdziwa wartość miłości polega na tym, że zawsze rozrzutnie darzy sobą niegodnych”(R. Tagore). Miłość wymaga przestrzegania przykazań- to fundament na którym powstaje gmach uczuć, emocji, gestów i pragnień skierowanych ku Bogu oraz drugiemu człowiekowi. „Kto kocha Boga, kocha też bez reszty swego bliźniego”- pisał św. Maksym. Taka miłość kosztuje; nie jest płytka, krótkowzroczna, opakowana kaprysami chwili czy zmieniających się nastrojów. Miłość prawdziwa jest stała, kreatywna, detonująca przytwierdzone do serca znamiona egoizmu i pychy. Miłość otwiera i udrażnia zatamowane arterie dobra. Miłość jest „lekarstwem na nasze grzechy”- rodzi współczucie, wrażliwość, współodczuwanie cierpienia z innymi, uśmierza ból egzystencjalnych porażek. Aby kochać prawdziwie, trzeba przejść przez doświadczenie cierpienia. „Boga trzeba kochać, by bolały mięśnie i kości”- mówił św. br. Albert. Z tego „bólu” rodzi się świat przepełniony ogniem miłości. „Kiedy Twoja miłość jest już przyjęta i otwierają się przed Tobą ramiona, wówczas proś Boga, niech zachowa tę miłość od zepsucia…”(A. Exupery). Jak sobie poradzić z tą koncepcją Chrystusowej miłości ? Możemy przytaknąć i przyznać rację jak faryzeusze; ale za chwilę wrócić do swojego schematu myślenia. A może spróbować żyć inaczej- nasycać życie Miłością.

środa, 17 września 2025

 

Krucha chronologia ery dobiega końca. Gubimy się w przedsionkach historii, zdezorientowani i wystraszeni tego, co może nadejść niespodziewanie i przynieść nieoswojony ból. Być może to czas próby. Ostatnie dni pokazują, że nie istnieje coś takiego jak szczelna i bezpieczna granica. Rosyjskie drony- choć atrapy- wywołały zamęt i komunikacyjny chaos w państwie które od miesięcy chełpi się sojuszniczą potęgą wojska i gotowością na każdy, nawet najbardziej dramatyczny scenariusz. Sytuacja na Ukrainie niczego nas nie nauczyła, a co gorsza uśpiła naszą czujność na zagrożenie które przychodzi raptownie i bez zasygnalizowanych zamiarów. Bezsilność wobec ataku z powietrza i szlamu półprawd kolportowanych przez postawiony na baczność rząd, stawia pod znakiem zapytania mechanizmy bezpieczeństwa, wobec których każdy obywatel powinien mieć odrobinę zaufania, a nie ma. Ta semantyka języka bulwersuje ! Inżynieria społeczna nie pozostawia złudzeń i pod naporem idiotycznych wykrętów kapituluje pod wpływem podskórnie skrywanego strachu. „Czas historyczny, jak codziennie czeka, aby spuścić z łańcucha sforę rozwścieczonych możliwości. Nikt nie wie, co zarządzi los”(R. Przybylski). Istnieje rzeczywistość rozgrywająca się na ekranie telewizora i ta obok której rytm i zanurzenie pod powierzchnię wydarzeń, stawia w gotowości do konfrontacji z piętrzącymi się niebezpieczeństwami. Nieznany pejzaż jutra- matowy i wypłowiały- podszyty paraliżującą niepewnością i bezradnie wypatrywanymi instrukcjami wyjścia. Wiele spraw rozgrywających się za naszymi plecami zaczynamy rozumieć przedawnienie i z opóźnieniem dzieci które zapomniały drogę do bezpiecznego miejsca schronienia. Trapi mnie smutek, ponieważ kiedy mówię o wojnie, to inni zmieniają temat rozmowy lub się milknąco ewakuują. Obca mi jest stoicka strofa Flauberta: „Ukrywaj swoje życie.” Nie mogę go ukryć w granicach moich obaw i uciętych fraz. Udręka „czasu utraconego” i brak należytego brzmienia słów wobec kruchej i zmiennej teraźniejszości. Nikt nie myśli o wojnie, bo taka rozgrywa się na innym podwórku i rzeźbi jedynie cierpienie naszych sąsiadów. Wolność jest w impasie, ale tylko nieliczni to rozumieją i nie próbują tego wypierać ze świadomości. Przechodziłem obok osiedlowego śmietnika, a tam bochenki chleba walające się niczym poszarpane gazety. Zbyt szybko zapomnieliśmy co to wojna i głód. Konsumpcja wcisnęła nas w pozornie bezpieczne nisze i pozbawiła instynktu samozachowawczego- przyzwoitości i szacunku to tego, co kruche- a zarazem podtrzymujące w istnieniu substancję naszego ciała i tych których brzuchy napęczniały od dostatku. Czy w obliczu mglistego jutra będziemy potrafili ochronić nasze dzieci i osoby starsze ? „Nieskończony dystans dzieli dobro od konieczności” – pisała S. Weil. Jakże wielu ludzi młodych otwarcie sugeruje ucieczkę w momencie zagrożenia. Co za chybiona i wadliwa logika strachu. Panika to najgorsze, czym można się zbiorowo zatruć. Tchórzostwo psychologiczne i umysłowe, objawia się już na tym etapie skołowaciałej świadomości. „Nasze życie jest łamigłówką”- ale tylko my możemy je rozwiązać i wziąć za nie w pełni odpowiedzialność. Ostatecznie każdy i ukradkowo rozpisany scenariusz, może mieć moment zaskakującego zwrotu, że jest jednak lepiej niż gorzej. Obyśmy na skutek odwetu i rządzy krwi, nie musieli odwiedzać królestwa mitycznej Persefony. Dlatego tak intensywniej wybrzmiewa w czasie każdej liturgii usilne wezwanie: „O wybawienie nas od wszelkiego utrapienia, gniewu i niebezpieczeństwa, do Pana módlmy się.”

niedziela, 14 września 2025

 

A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: "Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!" Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: "Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie"…(Mt 22,1-14).

W Ewangelii Chrystus tworzy obrazy które mają sugestywnie dotrzeć do odbiorcy. „Żyć w Chrystusie, to żyć już tu i teraz poza śmiercią, to pozwolić zakiełkować w sobie ziarnu „ciała chwalebnego”(O. Clement). Przypowieści są wielką szkołą mądrości, ale jednocześnie zaszyfrowanym i nie łatwym do bezpośredniego odczytania przesłaniem. W przekazie Mateusza wyłaniają się dwa plany – weselna uczta królewska i motyw biesiadnika nie ubranego w strój weselny. „Wiara jest początkiem rozumienia”- przekonuje nas św. Cyryl Aleksandryjski. Kluczowe dla rozszyfrowania tego eschatologicznego przesłania są słowa klucze- zaproszenie i ostrzeżenie przed wypowiedzeniem Bogu „biletu wstępu.” Akcent zostaje silne położony na wolność człowieka i jego osobisty wybór. Przyjęcie lub odmowa zaproszenia. Pan domu którym jawi się sam Bóg, wyraża pragnienie i przynagla, aby wszyscy stali się uczestnikami jego radości; obficie czerpali z owoców zbawienia. Z przypowieści emanuje prawda o ludzkim nawróceniu, perspektywie serca, otwartych oczach, dostrzegających już dalekosiężnie przygotowane dary szczęśliwości do których dostęp ma każdy bez wyjątku. On jest przyszłością i Tym w którym dokonuje się odkupienie czasu i determinującym przez miłość optymistyczne wydarzenie końca. Nie stwarza miejsca eksterminacji i cierpienia, ale nadziei z której wyłania się „nowe stworzenie”- istota świtu. „Oko, którym dostrzegam Boga, jest zarazem okiem, przez które patrzy na mnie Bóg”- powie Mistrz Eckhart. Los człowieka jest losem Boga i przenika go czułość, miłość i troska. „W domu Ojca jest mieszkań wiele”(J 14,2). „Z przypowieści Jezusa wyłania się obraz Boga jako miłosiernego Ojca- pisał W. Hryniewicz- który oczekuje powrotu tych, którzy pobłądzili, wybacza winy, przekonuje, zaprasza, wzywa do zmiany myślenia i sposobu życia. Bóg Jezusa dale wszystkim szansę nowego początku. Nikomu tej szansy nie odmawia… Siła illokucyjna przypowieści skierowana jest dla każdego, przekracza wszelkie granice, etniczne, kulturowe i religijne.” W perspektywie przyszłości rysuje się wizja ludzkości przenikniętej obecnością Boga i darem nieśmiertelności. „Byt skończony powraca do Nieskończonego, z którego wyszedł, do którego zmierza, w którym już jest”- rozmyślał J.Y. Leloup. Chrześcijanin staje się ikoną Obecności. Promieniem w Słońcu. Kroplą wody w ocenie wiecznego drgania i istnienia. Materią przebóstwioną. Biesiadnikiem Miłości !

czwartek, 11 września 2025

 

Jeśli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem (2Kor 5,17). Wczoraj pochowałem moją siostrę Annę. Wiele razy sprawowałem obrzędy pogrzebu towarzysząc ludziom w ich dramatycznych przeżyciach i umacniając w nich nadzieję, że śmierć- choć jest intruzem- nie ma ostatecznego słowa. Inna jest amplituda emocji w sercu kapłana kiedy odprowadza się do grobu własną siostrę. Wezbranie uczuć jest tak intensywne, że zamienia się w misternie tłumione łzy. To czas odnowy i przebudzenia paschalnej świadomości. Odejście kogoś bliskiego rozdziera serce i pozostawia jakąś niewidzialną wyrwę, której nic już nie może wypełnić. Pracownikom zakładu pogrzebowego było ciężko zaryglować trumnę, ponieważ najbliżsi uczepieni na niej- nie chcieli jej oddać ziemi. Ale to ziarno musi być zasiane, aby móc zmartwychwstać. Odmawiając przewidziane w rytuale modlitwy, zerkałem na zrozpaczonego męża mojej siostry. On do niej cały czas mówił, prowadząc dialog jakże miłosnego towarzyszenia. Będzie Ci tam lepiej, nie martw się… Jakże przejmujące słowa rozstania. Zrozumiałem jakim brzemieniem jest miłość i strata kogoś z kim dzieliło się tak wiele lat życia. Smutek dzieci dla których Ania była cudowną i pełną wrażliwości matką. Przeżywała ich radości i problemy w sobie, zaradzała kryzysom i materialnym niedostatkom. Pełna przejrzystości oddychała ich życiem ! Te perturbacje miłości zapisane w człowieku niedostatecznie przygotowanym na rozstanie. „Kochać to być narażonym na cierpienie”- pisał C.S. Lewis. Miara ludzkiego bólu jest wprost proporcjonalna sile miłości i oddania. Pocieszeniem jest wiara która pozwala uchwycić horyzont wieczności i ostatecznego zjednoczenia z Bogiem. „Bóg miłuje coś więcej niż molekuły, które w chwili śmierci znajdują się w ciele. Miłuje On ciało, które zostało nacechowane całym znojem, całą bezustanną tęsknotą pielgrzymowania, a w czasie tego pielgrzymowania pozostawiło tak wiele śladów w świecie, który dzięki nim stał się światem ludzkim… Miłuje On ciało, które raniło się chropowatością świata i pokryło się wieloma bliznami, a które mimo to w pogoni za czułością zwracało się ciągle ku Niemu”(W. Breuning). Rozmyślając w drodze powrotnej z cmentarza, uświadomiłem sobie, że straciłem siostrę, ale zyskałem orędowniczkę po drugiej stronie. Stała się „sakramentem” obecności zmartwychwstałego Chrystusa. Kwiatem w rajskim ogrodzie zbawionych. To mądra katecheza dla nas, którzy tu jeszcze na chwilę zostajemy. Rozszyfrowywać misterium wieczności tu i teraz. Wyrażają to pełne duchowej głębi słowa poety: „[…] stajemy się duszą żywą, gdy wyciszonym przez moc harmonii i głęboką moc radości okiem, dostrzegamy otaczające nas życie.” Powyżej umieściłem fotografię mojej siostry z dzieciństwa, ponieważ wchodząc do Nieba, stajemy się na powrót umiłowanymi i pełnymi beztroski dziećmi.

sobota, 6 września 2025

 

Pascha mortis ! Wczoraj w późnych godzinach wieczornych zmarła nagle moja siostra Ania. Pogotowie reanimowało ją przez ponad godzinę, serce przestało bić i nastąpił zgon. W szpitalnej karcie pod rubryką przyczyna zgonu, napisano: powód niewiadomy. Lapidarna i nieprofesjonalna odpowiedź dla rodziny zaskoczonej tak dramatycznym obrotem spraw. Bolesny komunikat w chwili emocjonalnego zasklepienia w bólu; niewnoszący nic i niewyjaśniający niczego. Odeszła- dopowiem kierowany duchem wiary- zasnęła w Bogu i narodziła się dla Nieba. Nie ma nic boleśniejszego moment w którym matka chowa swoją córkę, a ta pozostawia męża i dzieci, odchodząc nagle i bez pożegnania- mętnym wzrokiem brodząc po ścianach mieszkania które było jej całym bezpiecznym światem. Ostatnie dźwięki i zacierające się kontury rzeczy wypełniających przywykłą od wspomnień przestrzeń życia. Wyszeptane do ucha słowa męża próbującego bezradnie powstrzymać uścisk śmierci. „Zostałaś rozłączona z mężem, ale jesteś złączona z Bogiem, nie masz współtowarzysza, sługi, tak jak i ty, ale masz Pana i Boga”- pisał św. Jan Chryzostom. Śmierć zaskakuje i zmienia sposób widzenia spraw które się bagatelizowało lub spychało z trajektorii widzenia. Nagle zaczynasz pojmować że jesteś śmiertelny, przygodny, a wszystko to, co sobie zaplanowałeś w jednym momencie niknie. Próbuję w moim umyśle dokonać retrospekcji jej życia- powrót do dziecięcych wspomnień młodszego brata, dla którego o wiele starsza siostra była niczym czuła matka i pełna wrażliwej cierpliwości powierniczka tajemnic. W tym miejscu pociesza mnie myśl Simone Weil: „Żyć potrafimy wyłącznie w czasie; myśleć potrafimy wyłącznie w przyszłości.” Jadąc samochodem do zakładu pogrzebowego rozmawiałem z jej najstarszym synem. Wymienialiśmy myśli i przywoływaliśmy wspomnienia o Niej, będąc wewnętrznie przekonanym że mamy jakiś niespłacony dług wdzięczności. Życie mojej siostry nie było usłane różami. Były w nim radości i ścierniska trosk, mozolna walka o codzienność w wymiarze materialnym i duchowym, miłość i błogosławieństwo kiedy pojawiało się kolejne z jej dzieci na świecie. Czułość to słowo klucz, pozwalające najlepiej opisać kogoś o tak spójnej osobowości. Największym szczęściem i bogactwem Ani były dzieci- wyczekiwane i upragnione- niczym prezenty, którymi Bóg obdarowuje ludzi najbiedniejszych a zarazem posiadających krystalicznie czyste dusze. Całe życie była dobra i łatwowierna. Bezgranicznie wierzyła w ludzi i ukryte w nich pokłady dobra. Nigdy nie usłyszałem od niej złego słowa o drugim człowieku. Zawsze wrażliwa i pokorna, wchłaniająca w siebie wszystkie defekty i niesprawiedliwości świata. Czasami sobie myślałem przewrotnie, iż nie pasuje do tego świata w którym ludzie biegną za pieniędzmi i widzą tylko czubek własnego nosa. Osoba która najmniej myślała o sobie. Taką ją zapamiętam i taką ją przyjmie Chrystus w którego oczach odbija się już pełne szczerości piękno człowieka nadziei. Zahartowana przez życie, wreszcie odpocznie i nasyci oczy światłem które ogrzewa tych, którzy przeszli zwycięsko przez ścieżkę bólu i niezrozumienia- wyrywając z ciała świata ciernie. W czasie porannej Liturgii modliłem się słowami pełnymi otuchy: „Panie, daj odpoczynek zmarłej Twojej służebnicy Annie w miejscu światłości, w miejscu szczęśliwości, w miejscu pokoju, skąd ucieka boleść i westchnienie.” Siostro do zobaczenia w Raju. Kocham !

poniedziałek, 1 września 2025

 

Ciężko jest skondensować myśli i podsumować czas urlopu, beztroski wędrówek i opisanych w notatniku ludzi i miejsc. Gdziekolwiek się człowiek udaje, to napotkane przestrzenie wyciskają niezatarty ślad i skłaniają do powrotów tam, gdzie było się obdarowanym i zadomowionym. Zobaczyłem fragmenty Bałkanów, okraszone gościnnością ludzi i wznoszonymi dziękczynnie toastami różnej maści rakiji. Jeszcze niezmącony nonszalancją zachodu świat naturalnych postaw, gestów i sądów. Po raz kolejny towarzyszy mi przeświadczenie, że podróże kształcą, otwierają oczy i ubogacają wiedzą. Będąc w drodze, odczuwa się upływ czasu i przeświadczenie, że nie wszystko można wyczytać w książkach lub zaobserwować w najlepiej zrobionym dokumencie telewizyjnym– a już na pewno nie w przewodnikach dla turystów- których prowadzi się ślepo po utartych ścieżkach, karmiąc historiami które dobrze się sprzedają, a nic nie wnoszą. „Gdzie jest mądrość utracona w wiedzy ? Gdzie jest wiedza utracona wśród informacji?”(T.S. Eliot). Potrzeba wiele stanowczości, aby nie poddać się banalnemu przeświadczeniu, że trzeba iść po śladach tych, którymi naprzód zaopiekowały się biura podróży i opłacani przez nich przewodnicy z charakterystycznym i lekko kpiącym uśmiechem na twarzy. Intrygują mnie zatem miejsca których historia jest jak smaczny tort, który bez opamiętania i rozwarstwiając widelczykiem, zapija się łykami kawy i delektuje w błogim przeświadczeniu migotliwego szczęścia. Przeszłość jest zawsze intrygująca poznawczo, ponieważ pozwala zrozumieć mechanizmy naszej teraźniejszości, a może i spowitego niewiadomą zwiotczałego od niepewności jutra. Jakże często wyobrażam sobie życie ludzi wiele lat temu w oderwaniu od naszych zwłókniałych mędrkowań i hipotez. Szukam ich śladów linii papilarnych- materii w której zatrzymały się okruchy ich losu, pragnień, rozmów, miłości i wiary- w sprawy na które my już przestaliśmy zwracać uwagę. Korowód istnień z bagażem mitów, legend i podań, czyniących z życia coś na kształt trudnego do uchwycenia misterium. Być zobaczonym przez tych których już nie ma, a których pamięć przechowują bliscy lub zachowane przedmioty których bezcenna wartość wspomnień, nadaje im rangę dzieł sztuki- rezerwuarów niezasypanych studni pamięci. Staję przed malowidłem w jednej z rozsianych w masywie skalnym serbskich cerkwi i dostrzegam przesłanie którym karmiły się uprzednio wchodzące tutaj pokolenia ludzi wiary. „Jaskinia jest mnemem, uszkodzoną komórką pamięci, która trwa nawet wtedy, gdy wszystko, co istniało na zewnątrz, czyli narody, rzemiosła, kulty religijne, już zniknęło”(N. Ascherson). Pomimo wypłowienia czasu, obrazy potrafią mówić ! Oprócz zapachu kadzidła i żywicznych olejków, wyczuwa się podświadomie obecność nieśmiertelności, wbrew napierającym przypływom śmierci wobec której robi się pokraczne uniki i zlodowaciałe miny.  Wchodzisz przez kamienny portal do monasteru w którym nieprzerwanie rozbrzmiewa modlitwa mnichów za świat i ten mały skrawek ziemi na którym przyzywają zbawienia. Na życie składają się fragmenty westchnień, uśmiechów, uronionych łez i zranień przez które wąwozy przepływa rzeka łaski. W świecie rozdartym wojnami, konfliktami, żądzą odwetu i chęcią unicestwienia innych, potrzebny jest namysł wędrowcy który odpoczął na kamieniu i dostrzegł w sobie spokój i harmonię. Stał się gotowym do przemieniania świata; dźwigania jego grzechów na swoich nadwyrężonych barkach. „Po prostu więcej życzliwości i zrozumienia. Musimy spróbować zawrzeć pokój w imieniu tych, którzy nie mogą tego zrobić, ponieważ zostali uwięzieni w przeszłości- pisała Kapka Kassabova- Nawet młodzi ludzie, jeśli zostali poddani praniu mózgu przez starszych, mogą być martwi dla teraźniejszości. Chronos uwielbiał zjadać swoje dzieci.” Jutro zamknięte jest w dłoniach ludzi, opromienione słońcem lub obmyte deszczem oczyszczenia. Nie wolno bać się przekroczyć progu, otworzyć ust, wyszeptać dobra z którego można ulepić wolną od skaleczeń przyszłość.