piątek, 2 marca 2018


Łk 15, 18

 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie».

Wielki Post pozwala ludziom wiary odkrywać głębię miłosiernego serca Ojca. „Otwórz mi, Dawco życia bramę skruchy.” Jestem grzesznikiem i zagubionym synem, odkrywającym krok po kroku czułe spojrzenie Boga i Jego rozpostarte ramiona przyjęcia, przebaczenia, obdarowania. „Skrucha wypływa z poznania prawdy”- pisał T.S. Eliot. Człowiek poznając prawdę o obiektywnym stanie własnego życia, pragnie powrócić do ojcowskiego domu; miejsca gdzie bije gejzer rodzicielskiej miłości. Czy zastanawialiście się kiedyś nad nieprawdopodobną i niemożliwą do opisania radością Boga z powodu odzyskania zagubionego dziecka ? Niezwykłe jest przesłanie mówiące o radości Boga. „Ojciec z przypowieści Jezusa nie jest postacią autorytarną. Jego postępowanie odsłania wręcz rysy macierzyńskie. Pozwala on odejść młodszemu synowi, który skwapliwie korzysta z daru własnej wolności. Ojciec nie chce narzucać siłą swojej woli. Obca jest mu chęć posiadania człowieka jako przedmiotu. Wyrzeka się panowania nad własnym synem i rozporządzania jego życiem... Potrafi cierpliwie czekać. Pozwala nie tylko odejść, ale również błądzić po manowcach wolności.”(W. Hryniewicz). Doświadczenie grzechu przez syna- ześwinienie, stanie się najważniejszym krokiem ku przemianie sposobu myślenia i serca. Ten zwrot nie jest spowodowany fatalnym stanem położenia, lecz głodem miłości łapczywie i bezskutecznie zapychanym strąkami rozpaczy. Grzech marnotrawnego syna był jakimś trudnym do zgłębienia poczuciem ciężaru „krzyża”; mądrą lekcją zderzenia się z własną niemocą, pustką i próżnością prowadzącą jedynie do zatraty siebie. Święty Maksym Wyznawca wspomina o tym paraliżującym człowieka rodzaju cierpienia. Mówi o bólu który rodzi się z nadmiaru doświadczanych przyjemności. Każdy etap kolejnego kolekcjonowania wrażenia, prowadzi jeszcze dalej w pustkę i duchową śmierć. W takiej dramatycznej sytuacji, tylko przyjęty z wiarą krzyż staje się wybawieniem. Poruszyły mnie słowa o. D. Staniloae: „Każdy krzyż, posiadający zbawczą moc, to krzyż, który noszę nie tylko z powodu mojego własnego grzechu, lecz także z powodu grzechu innych. Powinienem pochylić się dźwigając mojego bliźniego z jego krzyżem, a pochylając się i uginając formuję duchową poziomą linię, uniżającą linię krzyża, aby ten kogo niosę na ramionach, mógł utworzyć linię pionową. Nasza moralna słabość i bezsilność, nasza niewystarczająca odpowiedzialność wobec Boga i bliźnich- oto co formuje nasz krzyż.” Ostatnie krzyż jest potwierdzeniem przebaczającej miłości Ojca !

czwartek, 1 marca 2018


 Łk 8, 15

Błogosławieni, którzy w sercu dobrym i szlachetnym zatrzymują słowo Boże
i wydają owoc dzięki swojej wytrwałości.

Każdy dzień kryje przed nami niespodzianki- te radosne, którymi można się dzielić z innymi, jak również te smutne, jakoś po ludzku niewytłumaczalne; zdecydowanie te drugie wprowadzają w stan zamyślenia i oszczędności słów. Wczoraj otrzymałem wiadomość o śmierci pani Ewy August, wieloletniej nauczycielki języka polskiego w Liceum Plastycznym. Nie znałem  jej zbyt dobrze, z mojej pobieżnej obserwacji i krótkich rozmowach o stanie kondycji dzisiejszej kultury, nie odważę się  na nakreślenie szerokiej panoramy Jej osobowości. W moim przekonaniu była wspaniałym pedagogiem, prawdziwą humanistką z barwnym wewnętrznie światem. Kilka razy rozmawialiśmy na tematy wiary; a to raczej rzadki temat wśród belfrów. Była subtelnym, mądrym i niezwykle taktowanym obserwatorem rzeczywistości.  Kiedyś mnie pochwaliła za wykład o ikonografii bizantyjskiej, zapisałem te słowa w moim notatniku: „Dziękuję za piękną polszczyznę, jaki to balsam dla uszu.” Po jakimś czasie dowiedziałem się o jej chorobie nowotworowej (zbyt późno zdiagnozowanej), to był krzyż spadający na ramiona w jednym momencie. Nowotwór jest jak lustro w którym człowiek panicznie nie chce się przejrzeć. Dla wielu to wyrok lub moment gehenny, który tak naprawdę przechodzi się zawsze samemu. Przed wakacjami kiedy Ewa była żegnana przez grono nauczycielskie i młodzież, wchodząc w ostatni etap drogi, wszystko wydawało się jeszcze nie do końca przesądzone. Pamiętam jak zapytałem, czy mogę położyć ręce na Nią i pomodlić się o pomysł Boga na tę trudną drogę. Uśmiechnęła się i pozwoliła na modlitwę. Jej mąż trzymał Ją za dłoń w taki sposób jakby chciał wyszeptać bez słów: Nie pozwolę Jej odejść ! „O życiu nikt nie mówi tak dobrze jak śmierć”- pisał J. Green. Śmierć zawsze zaskakuje i przechodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Jest ona katechezą dla innych o nieuniknionej przygodności ludzkiego życia. Ale ostatnie słowo nie należy do śmierci- w tak przenikliwy i pełen wrażliwości sposób tłumaczy ten trudny moment chrześcijaństwo. Ludzie doświadczający choroby, cierpienia, zdają się być podobnymi do Chrystusa Ukrzyżowanego- dotkniętego znamionami bólu i osamotnienia. Oczy umierającego zamykają się w ten sam sposób, aby ponownie się otworzyć w momencie zmartwychwstania. W Nim zasnęła i za chwilę przebudzi się Ewa. To trudne do pojęcia dla tych, których przestało opromieniać światło wschodzącego Słońca. Tych, którzy żyją tylko śmiercią i nie widzą horyzontu życia przed sobą. „Widziałem wielu umierających ludzi. Śmierć jest stanem mistycznym, który uspokaja, a także jest niczym błogosławieństwo, które odsłania prawdziwe oblicze. Oblicze nadnaturalnej piękności”- pisał filozof O. Clement. Spoglądałem dzisiaj na zdjęcie zmarłej nauczycielki wystawione na szkolnym holu; to jej ziemski portret. To drugie zdjęcie- po mozolnej drodze cierpienia- rozświetlone jest już światłem Chrystusowego Zmartwychwstania. Każde wypowiedziane „żegnam Cię” jest tylko chwilowym rozstaniem. Chrześcijaństwo akceptuje tragizm śmierci i spogląda jej w prosto w twarz, ponieważ Bóg przechodzi tę drogę po, to by ją unicestwić, a wszyscy idą za Nim. W śmierć wchodzi się jak w sen, aby się zbudzić w objęciach Miłości. Dzisiaj na apelu w szkole spostrzegłem wypełnione łzami oczy uczniów i nauczycieli którzy byli z Ewą związani szczególną więzią bliskości. To ludzkie przeżywanie rozstania wypełnione wdzięcznością za otrzymane dobro. Ale przez strumień łez, przebija się nadzieja nowego poranka- wiecznej chwili w której to, co zdaje się obumrzeć- ożywa. Radosne umieranie znajdujące sens w paschalnym przepowiadaniu Kościoła: „Przez swą śmierć pokonałeś śmierć !” Wiecznaja pamiat.  

środa, 28 lutego 2018


Mt 20, 17-18.

Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: «Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

W czasie drogi Chrystus próbuje przygotować uczniów na wydarzenia paschalne. Oni wiele z tych słów nie rozumieją, być może traktują je jako coś na wskroś metaforycznego, próbując wewnętrznie uciec od brutalnej prawdy o Krzyżu. „W centrum Ewangelii zapisana jest zgroza podstępu, zdrady i zła, co jest obrazem świata i naszego życia. W Jezusie Chrystusie Bóg zstąpił do nas i został odrzucony, co jest chrześcijańskim doświadczeniem zła. Wszystko jest bezsilne wobec strasznego naporu nienawiści i Chrystus jest dalej odrzucany, gdyż objawione w Nim dobro jest nie do wytrzymania dla ludzi i demaskuje zło będące w świecie” (H. Paprocki). Nie można się dziwić apostołom, tak dramatyczne wydarzenia spadają na nich niespodziewanie. Będą musieli się odnaleźć w sytuacji przeszytej lękiem i niezrozumieniem; ten lęk będzie cieniem okrywał wielu późniejszych wyznawców Chrystusa. Wielu nie będzie potrafiło odkryć siły i świetlistości Drzewa łaski. „Teologia Krzyża jest Zmartwychwstaniem- pisał J. Ratzinger- ponieważ Zmartwychwstanie stanowi Boską odpowiedź na Krzyż i jego interpretację. Teologia Krzyża jest teologią paschalną, teologią radości zwycięskiej również na tym padole łez.” Młody Kościół opromieniony światłem prawdy będzie potrafił odkryć w całej rozciągłości głębię tego przesłania. „Trzeba nam było, aby Bóg wcielił się i umarł, abyśmy mogli ożyć”- twierdził św. Grzegorz Teolog. Odkupienie jest centrum ekonomii Syna, to plan naprawczy dla świata. Bogoczłowiek przychodzi scalić to, co roztrzaskane w skutek wolności człowieka; zburzyć mur oddzielający człowieka od Miłości. Zbawiciel wstępujący na krzyż, jawić się będzie niczym żołnierz stający do walki. Ugodzony w boju, zstąpi do świata infernalnego, aby tam postawić Krzyż- Znak Zwycięstwa. „To dzieło Chrystusa rozciąga się na całą ludzkość poza widzialne granice Kościoła. Każda wiara w triumf życia nad śmiercią, wszelkie przeczucie Zmartwychwstania, pośrednią są wiarą w Chrystusa; jedna bowiem moc Chrystusowa wskrzesza i wskrzesi zmarłych... Zmartwychwstanie nie jest tylko oczekiwaniem, ale już obecną rzeczywistością: paruzja zaczyna się w duszach świętych...” (W. Łosski). Trzeba ciągle dojrzewać do tych treści, kontemplować je w milczeniu i wyczekiwać dnia Paschy Pana.

wtorek, 27 lutego 2018


Iz 1, 10. 16-20

«Obmyjcie się i oczyśćcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobru! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!... Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby były czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna.

Wielkopostna droga każdego chrześcijanina musi prowadzić do uznania w sobie grzechu; tej bolesnej i paraliżującej rzeczywistości, separującej od miłości Boga. W człowieku wiary winna zrodzić się tęsknota za lepszym życiem- Rajem z którego niegdyś został wygnany Adam i nigdy nie porzucił tęsknoty za szczęściem. „Czas pokuty- śpiewamy w Wielkim Kanonie Pokutnym- przychodzę do Ciebie, mego Stwórcy, zabierz ze mnie ciężkie brzemię grzechów i jako miłosierny daj mi łzy pociechy.” Zdaniem starca Sylwana, najdoskonalsze poznanie Boga będzie udziałem tych, którzy go szukają ze łzami. „Świętym nie jest ten, co widzi anioły lub wskrzesza umarłych. Świętym jest ten, kto widzi swoje grzechy i potrafi nad nimi płakać.” Pokajanie powiązane ze szczerym wyznaniem grzechów i obfitującą w miłość poprawą i żalem, pozwala odkryć autentyczną radość uzdrowionego- odkupionego człowieka. „I naucz mnie skruchy, naucz mnie widzieć me grzechy i nie zostawiaj mnie, kiedy w rozpaczy dostrzegę, jak wielka jest ich masa, jak wielka jest ich siła, jak nieprzezwyciężalna siła grzechu. Abym w tym momencie, w którym powiem sobie, że nie ma dla mnie wybawienia, nie ma dla mnie ocalenia, poznał, że ono jest... w Chrystusie” (A. Mień). Zrzucając uwierający bagaż strapienia i grzechów, chrześcijanin wchodzi w liturgię życia- z otchłani wychodzi ku zmartwychwstaniu wraz z Tym, który podeptał spisek demona i jego intrygi. „Zdejmij bielmo, a zobaczysz Słońce duchowe, Oko nieskończone, stokroć razy jaśniejsze od słońca materialnego”(św. Tichon Zadoński). Pierwszą decydującą walką jest zderzenie się z potęgą śmierci, która nas paraliżuje i zamyka na życie w Bogu. Chrystus wydobywa nas z dołu zagłady, bezradności, duchowej klaustrofobii. „Namaszczenie Jego Duchem powinno przenikać wszystkie włókna naszego bytu- pisał J. Corbon- prostować naszą zbuntowaną wolę, oczyszczać nasze motywacje, oswobadzać nasze popędy, wszystko integrując w naszym sercu, gdzie będzie królować Jego miłość... A im bardziej będzie On przekształcał nasze serce, jednocząc je z wolą Ojca, tym bardziej będziemy odkrywać siebie jako ubogich w Jego miłość.” Skąpani w blasku Jego światłości, rozbłyśniemy bielą śniegu utkanego w sercu miłosiernego Boga.

poniedziałek, 26 lutego 2018


Łk 6, 36-38

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

Wczoraj czytaliśmy o przemienieniu Chrystusa na górze Tabor. Myślę, że schodząc z góry uczniowie byli już innymi ludźmi- przeobrażonymi intensywnością Boskiego światła. „Bóg zstępuje do otchłani, człowiek wznosi się ku niebu- pisze K. Ware- W Chrystusie Bóg utożsamia się z nami, uczestnicząc bezgranicznie w naszym stanie. W Wyniku tego, my ludzie dostępujemy pojednania z Bogiem, uczestnicząc maksymalnie w Boskim życiu.” Ojcowie Kościoła i wielcy asceci twierdzili, że największym z grzechów jest zapomnienie. Nie można zapomnieć momentu w którym doświadcza się nadmiaru łaski. Stając się uczestnikiem takiego wydarzenia, człowiek musi wyjść poza siebie i utrwalone w duszy zdumienie musi prowadzić ku miłości. „Jak ciężko zejść z góry objawienia. Oczy wpatrzone w niebo opuścić na ziemię. Rękami przyzwyczajonymi do gestu modlitewnego rozplątywać węzły ziemskich spraw. Jak ciężko zejść z góry objawienia. Najchętniej by tam pozostać- a może nie wchodzić wcale”- pytał M. Maliński. Jeżeli mamy doświadczyć Taboru i pozostać na zewnątrz tacy sami (zapatrzeni w siebie i własne sprawy), to nie ma sensu sięgać szczytu. Jeżeli nie ma miejsca na miłosierdzie w naszym sercu, to nic nie jest warte zachodu. Kościół bez miłosierdzia, przebaczenia, dobroci- jest jedynie kolejną instytucją, pośród wielu innych ofert dzisiejszego świata. Chrześcijaństwo to meta humanizm- opromieniony obecnością przemienionego Pana. Dzięki tchnieniu i żarowi wylanego z serca Baranka Ducha, jesteśmy powołani do uobecnienia miłości. Tylko miłość czyni religię prawdziwą, pozbawioną nachalnego moralizatorstwa i krótkowzrocznego dogmatyzmu. Miłość pozwala przezwyciężyć wszystkie karykatury i maski, które przez wieki ludzie wiary niefortunnie lub bezmyślnie przywdziewali. Święty Jan Chryzostom przypominał, że „dobroć, współczucie, miłosierdzie i miłość wyrażają jednocześnie i naturę Boga, i Jego dzieło” oraz że biedny i potrzebujący człowiek jest drugim Chrystusem. Dobrze wziąć sobie do serca przestrogę mądrego biskupa: „Wasze psy są troskliwie żywione, ale u waszych drzwi pozwalacie umierać z głodu Jezusowi Chrystusowi.”

niedziela, 25 lutego 2018


Mk 9, 2-13

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”...

 Aby spróbować przybliżyć się do Przemienienia, trzeba wejść w niepoznanie, zagarniający oczy i duszę blask światła. Człowiek może wejść na drogę poznania, która dokonuje się przez symbole, w sposób szczególny poprzez ikonę. Chrześcijański Wschód podkreśla, iż obraz religijny przeznaczony jest dla tych, którzy mają oczy, niezależnie od posiadanej wiedzy. „Ikona to pobudzenie, to utrzymanie wzroku w „mocy patrzenia”, dzięki któremu wierzący sięga głębi- podstawy istnienia, czyli samego Boga”. Doskonale wiemy, że poruszanie się w przestrzeni symbolicznej byłoby czymś niepełnym. Przez ikonę człowiek staje się uczestnikiem spotkania, zostaje zaproszonym do wejść w emanujące z Chrystusa energie. To wszystko dokonuje się w przestrzeni wiary. Co zatem rozumiemy pod pojęciem przebóstwienia ? „Theosis oznacza osobiste spotkanie. Przebóstwienie jest wewnętrznym spotkaniem człowieka z Bogiem, w którym cały ludzki byt, można tak powiedzieć, jak w wylewie rzeki, napełnia się Bożą obecnością” (G. Florovsky). Komunia ta przekracza zarówno wymiar poznania intelektualnego, jak wymiar poznania zmysłowego i sprawia, że cały człowiek staje się uczestnikiem życia Bożego. Stąd można jak powie wielu teologów, zobaczyć Boga oczami „przemienionymi mocą Ducha”. Święty Jan z Damaszku napisze: „Przez Ducha Świętego poznajemy Chrystusa, Syna Bożego a przez Syna kontemplujemy Ojca”. Ikona zatem przedstawia Chrystusa, który ukazując się uczniom w swojej boskiej naturze, w jakimś sensie pozwolił im wejść na chwilę w kontemplację Trójcy Świętej. W ten sposób chrześcijanin staje się „Bogiem przez łaskę”. Dlatego św. Grzegorz Palamas podkreślał z taką pewnością: „Tych, którzy uczestniczą w energiach i działają w łączności z nimi, Bóg czyni przez łaskę bogami bez początku i bez końca”. Chrześcijanin zostaje zatem przeobrażony, iż może otrzymać zupełnie darmo stan różny od ludzkiej zdeterminowanej potrzebami natury.  Apostołowie w tamtej chwili, nie byli wstanie tego do końca tego procesu zrozumieć- to była inwazja innego świata, na ich zmysły. Dlatego na ikonie uczniowie spadają ze stromego szczytu góry, spotykają się z twardością ziemi, zasłaniają oczy. Oni wirują jakby w powietrzu, a na ich twarzach rysuje się ujmujące „przerażenie”, wymieszane z poczuciem fascynującej ciekawości. Dopiero po jakimś czasie uświadomią sobie, że to co było im dane przeżyć- było Świętem spotkania- Teofanią z objawiającym się tak bezpośrednio i namacalnie Bogiem. Zawołanie Piotra: „Dobrze, że tu jesteśmy”, wybrzmi z całą świadomością w paschalnej posłudze Kościoła- spowitego blaskiem poranka wielkanocnego. Jesteśmy również zaproszeni do kontemplowania tej światłości. Kończę to rozważanie słowami modlitwy Newmana: „Niech spojrzą i nie widzą już mnie, lecz tylko Jezusa. Pozostań ze mną, a wtedy zacznę świecić, jak Ty świecisz; tak świecić, aby być światłem dla innych, światło, Jezu, będzie całe od Ciebie, nie będzie nic mojego. To ty będziesz świecił na innych poprzez mnie.”

sobota, 24 lutego 2018


Mt 5, 43-48

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują...

Chrześcijaństwa nie można pogodzić z postawą bierności, stagnacji lub świętego spokoju. Jeżeli ludzie wierzący przestaną stawiać światu ważne pytania to wtedy skazani są na rozmycie się w obojętności i ślepym marszu w przeciwnym kierunku niż ten, którym powinni podążać. Szukanie…, przepychanie się przez tłum obojętnych i nieporuszonych niczym gapiów jest najważniejszym zadaniem uczniów Chrystusa. „Żyjemy w cywilizacji pustych słów, pustych obrazów- pisał O. Clement- w której wyolbrzymione potrzeby rozpalają żądzę, pieniądz kształtuje marzenia, a reklama zajmuje miejsce ascezy będącej dobrowolnym wyrzeczeniem się własnych potrzeb na rzecz dzielenia się, umożliwiającej wyzwolenie od namiętności i wsłuchanej w pokorne i demaskujące śmierć słowa życia, słowa zmartwychwstania”. Chrześcijanie wchodząc w sam środek pulsującej rzeczywistości mają doprowadzać do takich sytuacji, które pozwolą uobecnić się zakrzyczanym i przykrytym woalem obojętności wartościom. Postawić w centrum człowieka- pokazać głód jego duszy, wydobyć tęsknoty, odsłonić horyzonty. Zamiast socjologicznych i doraźnych ochłapów pozornej miłości, uobecnić twórczą miłość- która potrafić podnieść z kolan wylęknionych, ludzi o odmiennych przekonaniach i zrezygnowanych życiem ludzi. Sztuką nie jest kochanie tych których każdego dnia mijamy na chodniku i którzy są nam znani z widzenia lub odwzajemniają nasze gesty życzliwości. Prawdziwym sprawdzianem jest wyjść naprzeciw tych którzy nam źle życzą, przeklinają nas i zasiewają niepokój w naszych sercach. Czasami postawa agresji drugiego człowieka jest zakamuflowanym krzykiem o miłość, dostrzeżenie i troskę. Niektórzy nie potrafią inaczej jej artykułować. „Pokochać wroga- pisał J. Tołmaczew-  to najlepszy sposób, żeby uczynić go przyjacielem.” W miłości zawiera się kluczy otwierający drzwi do ludzkiego życia. Mamy mieć serca wypełnione współczującą miłością. Święty Izaak Syryjczyk zostawia nam mądrą radę: „Czystość serca, to miłość do słabych, którzy upadają,” lub „Jeżeli widzisz swego brata popełniającego zło, zarzuć mu ramiona płaszcz twojej miłości.”