poniedziałek, 31 grudnia 2018


U końca kalendarzowego roku zawsze nachodzi mnie mnóstwo retrospektywnych wspomnień i cudownych miejsc odgrzebywanych w pamięci, nadgryzionych zębem czasu. „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”- pisał Heraklit, oddając prawdę o przygodności naszego życia, o nieuchronności upływu czasu. Myślę, że w każdym człowieku pojawia się jakaś bardzo osobista eksploracja własnej historii- narracyjna- spleciona emocjami, radościami lub smutkami. Spoglądam na kalendarz w telefonie komórkowym i uświadamiam sobie, że z każdym dniem jestem starszy, a jeszcze tyle spraw pozostaje niezrealizowanych- istnieją jako idee- koncepty. Wielką bezradność wobec czasu wyraża również starotestamentalny mędrzec Kohelet: „Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje wiatr, i znowu wraca na drogę swego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a może wcale nie wzbiera… To co było, jest tym co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego pod słońcem” (Koh 1,6-9). W Biblii Bóg objawia się w czasie historii. Ta historia nieprzerwanie trwa, zahaczając się o moją historię ! W tych „dramaturgiach” usadowionych w cyklach czasu dokonuje się odwiecznie istniejący dialog pomiędzy Stwórcą i stworzeniem. Świat został stworzony wraz z czasem i od tego momentu wszystko zostało przeniknięte obecnością Niepoznawalnego. Święty Grzegorz z Nazjanzu mówił: „Pierwszy człowiek został stworzony w taki sposób, ze czas płynął, nawet jeśli człowiek pozostawał niezmienny”. To, czas w którym przeszłość zostaje zachowana, a teraźniejszość- otwarta na nieskończoność eonów: jest to „pamiątka Królestwa”, fakt odwołania się i bycia w pełni obecnym dla spojrzenia wiecznego Boga. Należy wiec rozróżnić czas świecki – skażony- negatywny czas upadku i czas święty, odkupiony- ukierunkowany na zbawienie. Bóg jest Panem czasu, podobnie jak jest Panem stworzenia, Panem moich zdumień. Historia utkana z czasu stanowi manifestację przewyższającej wszelkie zmiany i znajdującej się poza nimi boskiej woli zbawczej. Jak głosi jeden z midraszy: „Bóg dla nas każdego dnia stwarza świat na nowo”. To nieustanny ruch któremu poddaje się natura. „Przecież obecna ziemia sama może bilion razy się powtarzała, wskrzeszała się, lodowaciała, pękała, rozsypywała się, rozkładała na elementy i znowu wody pokryły ziemię, potem znowu kometa, znowu słońca, znowu ze słońca ziemia- ten proces może już nieskończoną ilość razy się powtarza, i wciąż tak samo do najmniejszego szczegółu…” Epoki przyjmują swój własny rytm, przyśpieszony lub zwolniony. Ale każda z tych przepływających w nurcie czasu chwil może wewnętrznie otworzyć się na wieczność. Wszystkie wydarzenia które zostały zapisane w Ewangelii prowadzą do wypełnienia się czasu: cudowne Narodzenie, Przemienienie, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie, Pięćdziesiątnica i Paruzja. Ojciec Kościoła św. Hilary napisze: „Bóg stał się czasowy, abyśmy my, ludzie czasowi, stali się wieczni”. Chrystus nie niszczy czasu ale go wypełnia, odnawia jego wartość i odkupuje go. Prawdziwe wydarzenia nie rozpływają się, lecz zostają złożone w pamięci Boga. Tego doświadczamy w liturgii każdego dnia, to nie tylko powrót do przeszłości- zatrzymanie ważnych wydarzeń w pamięci, ale antycypacją – urzeczywistnienie tego co było, tu i teraz.  Chenu pisze „iż misterium dokonało się i dokonuje się w historii, a z drugiej strony historia zawarta jest w misterium Chrystusa”. Ekonomia zbawienia której jestem częścią i w której dokonuje się moja i moich bliskich przeobrażenie, wraz z przemianą świata. Jest w człowieku pragnienie przekroczenia czasu, dotknięcia wieczności. Eliade rozmyślał o stosunku człowieka religijnego do czasu: „Człowiek religijny nie chce żyć w czasie określonym przez język współczesny jako teraźniejszość historyczna; stara się osiągnąć czas święty, który pod pewnymi względami można przyrównać do wieczności, podczas gdy człowiek niereligijny wie, że w przypadku czasu zawsze chodzi o doświadczenie ludzkie, w które nie może się wpisać żadna obecność boska”. W chrześcijaństwie zawsze jest ta perspektywa ostateczna, „zapach wieczności” unoszący się wraz z odmierzającym zegarem życia. Życie nie kończy się na tym co teraz, ale przechodzi w wieczność- Święto Spotkania- totalne usensownienie, bycie naprzeciw Prawdy.   Kiedy anioł Apokalipsy ogłasza koniec policzalnego, odmierzonego zegarkiem- matematycznego, podzielonego na odrębne chwile, koniec niedokończonego trwania czasowego i przejście w trwanie zakończone, to dokonuje się rekapitulacja. Czas wpada do oceanu, jak rzeka pokonująca setki kilometrów której ostatecznym celem jest wpaść w kipiące fale bezkresnego morza. Dziś kończy się stary rok a pod osłoną nocy- rozpocznie nowy. Będziemy składać sobie życzenia, aby nowy rok był bardziej udany, pomyślny, szczęśliwy i obfitujący w sukcesy. Niech każda chwila naszego czasu zbawienia będzie przeżyta dobrze, nie warto jej marnotrawić na banalność, powierzchowność. Człowiek wiary doskonale zdaje sobie sprawę, iż czas nie jest czymś efemerycznym- utraconym- bezpowrotnym. Czas jest święty, ponieważ w nim Bóg przedziera się przez niebiosa i staje naprzeciw – Ten, który Jest.

sobota, 29 grudnia 2018


Homo ludens – Biblia jak również świecka kultura rozpostarta pomiędzy wstrzemięźliwością a momentami rozrywki będzie opowiadała o barwnym i intensywnie przeżywanym życiu człowieka. „Jest czas płaczu i śmiechu, czas żałoby i radosnego tańca” (Koh 3,4). W świąteczny okres Narodzenia Pańskiego wpisany jest również karnawał, który wraz z nowym rokiem wprawia świat w eksplozję śmiechu, maskarad, zabawy i tanecznego korowodu. „Taniec to ukryty język duszy” (M. Graham). Od niepamiętnych czasów ludzie zapominali o codziennych smutkach, zmartwieniach i przywiązaniu do codziennych- schematycznych zajęć, oddając się zabawie i rozweselając ciała winem, śpiewem i miłosnymi pląsami. „Śmiech jest właściwością człowieka” – pisał filozof Arystoteles. Często poskromiony i zamknięty w gorsecie dobrych manier śmiech, zdawał się wybuchać nieposkromienie w czasie karnawału. „Bawimy się i wiemy, że się bawimy, a więc jesteśmy czymś więcej niż rozumnymi istotami, ponieważ zabawa nie jest rozumna” (J. Huizinga). Człowiek oddawał się niejako w „niewolę żywiołów tego świata” (Ga 4,3), aby następnie wejść na drogę duchowego oczyszczenia „aby ciało zwiędło, a dusza urosła”- jak przekonywali Ojcowie Pustyni. Karnawał jest po dziś dzień przejawem kultury ludycznej, kiełkującej oddolnie, epatującej cielesnością poddaną sile muzyki- zjawiskiem równie żywotnym co w dawnych wiekach, choć objawiającym się w innych formach. Zdawać się może, że współczesna kultura ponowczesności naznaczona jest „karnawałowością” posługując się językiem M. Bachtina. Życie zdaje się być ciągłą zabawą okraszoną coraz to nowymi bodźcami – stymulatorami doznawanej przyjemności. W średniowieczu mówiło się o takiej tendencji jako o folgowaniu ciału i było to zjawisko na wskroś naganne. Wspomniany przeze mnie badacz twierdził, że karnawał uwalnia społeczności od panującej na co dzień prawdy. Człowiek zakotwiczony w wirze zabawy jest silnie zdeterminowany własną cielesnością; ciało staje się miejscem często irracjonalnej komunikacji i nawiązywania interakcji, jak również moralnych nizin. Kiedy włączamy odbiorniki telewizyjne lub wchodzimy na internetowe strony, to wszystkie te media buzują od nadmiaru ludycznej przyjemności, a niekiedy rozrywkowego ekshibicjonizmu- wszystko jest talk show. Ciała pięknych dziewcząt prężących się i nęcących patrzących powabami „energetycznej materii”. Cały przemysł zbudowany na zaspokajaniu ludzkich potrzeb, wabi swoich klientów- wręcz się prześciga w coraz to bardziej wymyślnych ofertach uczynienia z życia dynamicznej imprezy. Jeden z badaczy J. Grad wysunął niezwykle ważną tezę. W jego przekonaniu kultura współczesna przestała kontynuować tę dawną- barwną tradycję karnawałową, „bowiem nie narodziła się z ducha zabawy.” Współczesny człowiek płynnego społeczeństwa przemieszcza się na fali permanentnej przyjemności, zapominając o pauzie- gdzie powinien nastąpić moment „przepasania własnego ciała”- zapanowania nad jego żywiołowością. „Zamiast przemienić się w aniołów, przemieniają się w bydlęta; zamiast wzbić się w górę, uniżają”- pisał Montaigne. Dzisiejszy karnawał bardziej przypomina antyczne- hedonistyczne bachanalia, niże te średniowieczne pełne spontanicznej wesołkowatości jarmarczne przytupy i utrzymane w dobrym tonie dowcipy. „Człowiek pozbawiony korzeni, zdesakralizowany, staje się powszechny. Jest tylko postacią socjologiczną (groteskową)... To nic innego jak produkt z supermarketu” (M. Davy). W chrześcijańskim przekonaniu karnawał jest czasem potrzebnym- swoistym wentylem dla żywiołowości ciała. „Fenomen karnawału, polega na tym że opiera się on na sprzecznościach, że jest heterogeniczny i pluralistyczny...profanum może brać początek z sacrum i odwrotnie, a pogańskie współistnieć z chrześcijańskim” (W. Dudzik).  Taniec miał odzwierciedlać radość towarzyszącą aniołom niebie poruszającym się zwiewnie przed obliczem Najwyższego. Zabawa jest częścią życia, tak jak profanum musi się zawrzeć w sacrum. Zabawa również zapośrednicza coś z języka kultycznego- religijnego, stając się widowiskiem w którym życie przeżywa się na sposób radosny i niczym nieskrępowany. Biblijny Dawid tańczył przed Bogiem, a Chrystus pierwszy cud uczynił na weselu w Kanie, przemieniając wodę w smaczne wino radości. Czyż Kościół nie jest Szulamitką w tańcu uwielbienia ? Karnawał wpisuje się zatem w rytm liturgicznego roku, jest częścią uświęconej historii zbawienia- „inkarnacji Boga, przez którą sacrum stało się obecne w profanum.” Niech zachętą do przyzwoitego przeżywania karnawału będą słowa św. Augustyna: „Wielbię taniec uwalnia od człowieka od ciężaru spraw, wiąże oddzielonego ze wspólnotą... Taniec to metamorfoza przestrzeni, czasu i człowieka zagrożonego lękiem istnienia... Istoto ludzka ! Ucz się tańca. Bo inaczej, cóż poczną z Tobą aniołowie w niebie.”

czwartek, 27 grudnia 2018


1 J 1,1-4

Umiłowani: To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione...

W Oktawie Bożego Narodzenia oczami Maryi i Józefa Kościół nieustannie kontempluje cud narodzin Dziecięcia. „Zimowa Pascha” której duchowy sens odsłaniają ewangeliczne teksty rozbrzmiewające w naszych uszach i sercach. Piękna Owieczka- Maryja – powiedzą Ojcowie Kościoła,  ofiarowuje światu Baranka- Chrystusa- Wcielone Piękno ! Bóg przyszedł do nas i jest tutaj; na sposób anamnetyczny i sakramentalny. „Musimy najpierw dostrzec Jezusa jako człowieka- pisał T. Hopko- Musimy zobaczyć Go jako konkretną, ludzką istotę- Żyda, rabina, proroka. Musimy dostrzec Go jako dziecko Maryi, syna stolarza, Nazarejczyka. Potem w tym spotkaniu, kiedy nasze oczy są otwarte i serca czyste, możemy zobaczyć jeszcze więcej... Możemy poznać Go nie jako zwykłego Syna Boga, ale jako Bożego Syna, zrodzonego z Ojca przed wiekami. Możemy rozpoznać Go jako Boże Słowo w ludzkim ciele.” Tylko w taki sposób nasza ludzka, obwarowana ograniczeniami percepcja zostanie wprowadzona w świetlistość- blask prawdy- nasze Betlejem. Od momentu Jego przyjścia wszystko jest naznaczone nowością istnienia i odczuwania; przestrzeń i czas pęcznieją od nadmiaru triumfu Życia, które wyłoniło się z milczenia. „Przez narodzenie tego Dziecka wszystko się zmieniło- twierdził K. Rahner- wszystko zmierza pod nieubłagalnym naporem miłości przed Boże oblicze, a czas jest już objęty wiecznością. Wszelka nadzieja jest już właściwie posiadaniem, bowiem świat posiadł już Boga.” Święta w których pulsuje entuzjazm życia i radości, nie są jedynie momentami ckliwej romantyki- nie można ich zredukować do rodzinnej sentymentalnej uczuciowości. Chrześcijanie nie są infantylnymi dziećmi; postrzegają głębiej- widzą sercem i wyznają sercem, iż Bóg jest pośród nas. Święta przypominają nam również o tym, że nie możemy zatrzymywać naszego życia dla siebie. Być darem dla nieba tak jak życie pierwszego świętego męczennika Szczepana którego liturgia przywoływała nam wczoraj. Radość Narodzin jest również spowita cieniem krzyża- umieraniem i owocowaniem. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł przejść drogę Krzyża i wzbić się ku niebu - niczym ogrzany promieniami słońca ptak. Ten czas jest naznaczony błogosławieństwem i radykalizmem. Pijmy wino wesela i bądźmy atletami gotowymi na umieranie dla grzechu i bezsensu świata. Niech rozbrzmiewa antyfona wieczerni z całą mocą: „Przyjdźcie wierni, zacznijmy Święto ! Śpiewajcie z mędrcami i pasterzami ! Zbawienie przyszło z dziewiczego łona, wzywając wiernych ku życiu.”

 

 

poniedziałek, 24 grudnia 2018


Lęk ogarnia piekło, bo Stwórca stał się sercem stworzenia ! Boże Narodzenie- Misterium bliskości Boga, który stał się Człowiekiem. Ukazał boskość w tym, co na ziemi niewątpliwie najpiękniejsze: w małym Dziecku. „Bezcielesny przyjmuje ciało, Słowo się materializuje, Niewidzialny daje się widzieć, Nietykalny daje się dotknąć, Bezczasowy poczyna się w czasie, Syn Boga staje się synem człowieczym...” (św. Grzegorz z Nazjanzu). Kontemplacji tego wydarzenia towarzyszy mi radość i wzruszenie prostaczka; człowieka który nie zdoła do końca pojąć ogromu zstępującej w świat i jego historię Miłości. Ten, który do tej pory był nieogarniony, przyszedł w ciele Dziecięcia. „Pan przyszedł na świat nie wśród złota i srebra, lecz wśród błota” (św. Hieronim). Słowo wyszło z ciszy, wykluło się niczym wątłe piskle z łona Tajemnicy; przeszedł niebiańską szlak i znalazł miejsce pod sercem najpiękniejszej ziemskiej Kobiety Maryi. „Wszechmogący objawia się w delikatnej słabości Dziecka, nieskończona Cisza wypowiada się poprzez Słowo ‘streszczone” w ciele, Piękno Całkowite ofiaruje się we fragmencie, w szopce. To tam znajduje się brama otwierająca przejście do nieskończonej ciszy Boga, skąd pochodzi życie, ku któremu wzdycha niespokojne serce” (B. Forte). Każdy nosi w sobie ewangeliczny moment narodzin najcudowniejszego Dziecięcia; swoje własne, pełne ciepła wyobrażenie o tym, co stało się w Betlejem. Ludzkie oblicze Boga, sprawia że człowiek odnajduje swoją własną, pełną wewnętrznego i przemienionego piękna twarz. „Twarzyczka Dziecięcia rozdarła na zawsze matowość świata, sprawiając, że wytrysnęło w nim światło zmartwychwstania” (O. Clement). W Noc Narodzenia Bóg wchodzi w serce stworzenia, a człowiek- grzeszny, kruchy, wątpiący i zasklepiony w sobie, zostaje wyniesiony ku wieczności; promieniując siłą miłości scalającej wszystko. Pewnie dlatego w tym czasie nasila się tyle dobra i ludzkiej życzliwości, a skamieniałe ludzkie serca kruszą się od nadmiaru miłości przebaczającej i wskrzeszającej świętość. Ludzie stają się bardziej bogopodobni, ośmielę się powiedzieć- rozrzutni w okazywaniu sobie dobroci. Boże Narodzenie nie jest tylko świętem cudownego człowieczeństwa- wydobywaniem dobroci z pod warstw zaprószonego ludzkiego wnętrza. Jest to również święto radości Boga. Święty Leon Wielki w homilii na święto Narodzenia Pańskiego, mówi: „Niech się weseli święty, niech się raduje grzeszny.” Raduje się również Bóg Ojciec, ponieważ w Słowie które stało się Ciałem, uobecniła się pełnia łaski. „W Nim bowiem wybrał nas... według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski” (Ef 1,4).  Philantropia – miłość do człowieka.

Pragnę wszystkim moim najbliższym z rodziny, współbraciom kapłanom, przyjaciołom, znajomym i czytelnikom mojego bloga złożyć z serca płynące życzenia świąteczne. Niech Chrystus – Światłość ze Światłości, Wcielone Piękno, napełnia wasze serca głębią wiary, miłością i pokojem. Promieniujcie błogosławieństwem. Christos rażdajetsia. Sławitie Jeho !

niedziela, 23 grudnia 2018


Ostatnie chwile adwentowego oczekiwania. Przedświąteczny zgiełk wyrażający się w przygotowaniach domów do wigilijnej wieczerzy. W świątyniach wszystko oczekuje w napięciu na liturgię której piękno i blask przeszyje ciemność chłodnej nocy. To już jutro wejdziemy w czas łaski. Zabrzmi w naszych uszach wielki Psalm obwieszczający nadejście tak bardzo oczekiwanego Mesjasza: „Niech się cieszy niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia wcielonego Boga.  „Tajemnicę widzę, dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży- wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia, rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało, przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa: „Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców Kościoła;  odnowienie człowieka i przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”.

piątek, 21 grudnia 2018


Jesteśmy przyzwyczajeni od dzieciństwa do  sentymentalnych i pełnych ciepła szopek bożonarodzeniowych. Taki wdrukowany kod kulturowy- Chrystus narodził się w szopce. To przekonanie jest w nas taki silne i kształtuje całą gamę wyobrażeń na temat miejsca narodzin Mesjasza. Od dzieciństwa pamiętam jak z moim ojcem budowałem szopkę, to był mój dziecięcy świat w którym dojrzewała wiara i pewnie rozkwitała ckliwa wyobraźnia tego zbawczego wydarzenia. Najpierw musiała być drewniana konstrukcja z mnóstwem siana, aniołków, świecidełek i innych dodatków. Najpierw zaplanowane miejsce dla owieczek i baranków, osiołka a jakże, dopiero finalnym momentem była reprezentacja dzieciątka na białym prześcieradełku. Chrześcijaństwo zachodnie dzięki kulturze skrzętnie przechowywało to wyobrażenie przestrzeni narodzenia Boga- Człowieka w swojej wyobraźni. Muszę niestety zburzyć nasze dziecięce, czasami infantylne wyobrażenia. Dzięki ikonografii renesansowej promieniującej na inne epoki sztuki, utrwalił się w powszechnym przekonaniu model szopki jako tego szczególnego miejsca przyjścia na świat dzieciątka Jezus. Mówimy że pierwszą szopkę zbudował święty Franciszek z Asyżu aby jeszcze mocniej kontemplować Wcieloną Miłość którą odrzucił świat. „Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”. Chyba źle odczytali wierzący intencję Franciszka, on nie zbudował szopki wprowadzając ją do kościoła i czyniąc częścią liturgicznego misterium, ale poszedł zabierając ze sobą braci i odprawił Mszę Świętą do szopki, tym samym wchodząc w klimat ubóstwa, opuszczenia, chłodu i narodzin Dziecięcia pośród zwierząt. Franciszek miał cudowną wyobraźnie i oczyma wiary widział więcej niż my dzisiaj. Według przekazu zanotowanego przez Tomasza z Celano św. Franciszek wezwał swego przyjaciela Jana Velito z Greccio i rzekł mu: „Pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony na sianie w towarzystwie wołu i osła.” Tak na marginesie, rzeźby do pierwszej szopki miał wykonać Arnolfio di Cambio, najlepszy uczeń Niccola Pisano. Franciszek chciał, aby misterium tego wydarzenia było tak dosłowne- iż przemieni serca samych patrzących. Tak naprawdę narodzenie Chrystusa miało miejsce w grocie. Od najdawniejszych czasów chrześcijanie pielgrzymujący do miejsc związanych z życiem Pana, a udając się do Betlejem zwiedzali jedną z grot. Do grot zaganiali pasterze swoje stada przed nocą która była zimna, jak również chroniąc swój bezcenny żywy inwentarz przed drapieżnikami wykradającymi owce ze stada. To w grocie Maryja powiła Dzieciątko, ponieważ nie było miejsca dla nich w mieście. Bóg narodził się pośród zwierząt, w smrodzie, wilgoci i śpiewie czteronogich adorantów. Położony na gnoju, bo gdzież tam było sianko narodził się Król królów i Pan panów ! Taka aura towarzyszyła Jego przyjściu, a grota stała się niemym świadkiem największego cudu historii. Wyraz temu przekonaniu daje w swoich słowach Roman Melodos: „Panna porodziła dzisiaj Ponadnaturalnego, a ziemia proponuje grotę Niedostępnemu”. Natomiast wielu Ojców Kościoła porównywało ciało Panny w grocie do kwitnącego i życiodajnego ogrodu w Edenie. Grota jest również obrazem matczynego łona. Jak wyśpiewa nabożeństwo „Akatystu” do Bogurodzicy: „łono Twoje większe niż niebo i ziemia”. Łono Maryi wskazuje na łono i serce ziemi. „Człowieczeństwo Boga rozpoczyna się zstąpieniem Jezusa w głębię ziemi, do ciemności groty”. Dlatego chrześcijański Wschód w narodzeniu Chrystusa dostrzega już wydarzenie Paschy. Takim dogmatycznym obrazem tych duchowych poszukiwań staje się ikona Narodzenia Chrystusa. „Ikona zachowuje ścisły związek z tekstami liturgicznymi i przedstawia szczególnie wstrząsającą ich interpretację: trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza, to piekło. Aby dotknąć otchłani i stać się „sercem stworzenia”, Chrystus mistycznie umieszcza swoje narodzenie w głębi otchłani, gdzie zło butwieje w swym ostatecznym zagęszczeniu. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”. Ta wizja wydaje się jakże odmienna od zachodniego sposobu obrazowania miejsca narodzin jak również ukazania samego Dziecięcia. Mamy tu do czynienia z Izajaszowym Mężem Boleści (Iz 53,3). Mamy tu teologiczne paralele do wydarzenia złożenia Chrystusa do grobu, cieszy wielkiego szabatu- wydarzenia Wielkiej Soboty. Jak głoszą teksty liturgiczne z wielką dramaturgią i podniosłością chwili: „Życie się uśpiło, a piekło drży z trwogi”. Chrystus na ikonach złożony jest przez swoją Matkę w żłobie który przypomina katafalk, jakby grób kamienny. Powijaki Dzieciątka mają dokładnie ten sam kształt co śmiertelny całun, który anioł pokaże niewiastom niosącym wonności w poranek zwycięstwa życia nad rozpaczą śmierci. „Świetliste Dzieciątko odcina się na czarnym tle i antycypuje „zstąpienie do piekieł”. Ono samo jest „światłem, które w ciemnościach świeci”; „Słońce zaszło wraz z Nim, ale ciało Boga pod ziemią rozprasza ciemności piekła. „Światło zwycięża ciemności, Życie unicestwia śmierć”. Chrystus narodzony w grocie, owinięty w całuny, jest niczym innym jak mistagogiczną wykładnią zstąpienia Słowa do piekieł, tu rozbrzmiewa w oddali echo słów Ewangelii Janowej: „Światłość w ciemności świeci”. Pewnie warto byłoby się zapytać gdzie w tej grocie jest miejsce dla mnie ? Do groty trzeba mieć odwagę wejść, najpierw przejść przez ciemność aby w głębinie skalnej zobaczyć Światłość położoną  w sercu stworzenia. Tam zobaczymy szczęśliwą Rodzicielkę, zmęczoną po porodzie, ale w matczynym zachwycie kontemplującą Cud Życia. Ukazana w pozycji leżącej i wyraźnie dominująca w kompozycji całości, staje się przedstawicielką ludzkości- Kościołem będącym w akcie adoracji.  

czwartek, 20 grudnia 2018


Bardzo często próbuje się zarzucić chrześcijaństwu, iż w miejsce pogańskiego kultu słońca wprowadziło uroczystość Bożego Narodzenia. Dobrze zatrzymać się nad tym zagadnieniem odczytując je w kontekście historycznym jak również symbolicznym, choć ten drugi watek wydaje się nawet o wiele bardziej intrygujący poznawczo. Kościół Wschodni już w III wieku obchodził Boże Narodzenie ( a właściwie to był cały złożony zespół świąt – Narodzenie- Objawienie- Chrzest) 6 stycznia, natomiast Kościół Rzymski w IV wieku zaczął obchodzić odrębną uroczystość Narodzenia Pańskiego. Przeniesiono to ważne wydarzenie na 25 grudnia, na dzień kiedy to w Rzymie obchodzono święto pogańskie „sol invictus”- słońca niezwyciężonego. W sposób naturalny chrześcijaństwo pragnęło przeciwstawić się bóstwu słonecznemu, wprowadzając w to miejsce Chrystusa- prawdziwe Słońce nieznające zachodu. Bowiem w narodzinach Chrystusa wzeszło prawdziwe słońce, które oświeciło ludzkość swoim światłem. Biblia z właściwą sobie radością przenikniętą podziwem wspomina o słońcu, o jego pełnym blasku. Jego zwycięski obieg po niebie opisuje Psalm 19, odnoszony przez liturgię zawsze do Chrystusa, który jak oblubieniec z komnaty nowożeńców wyszedł z dziewiczego łona swej Matki. Izajasz w głębokiej zadumie spogląda na to ciało niebieskie jak na obraz Boga, który zajaśnieje  sprawiedliwym w królestwie mesjańskim (Iz 60,19). Boska Mądrość jest „piękniejsza niż słońce” (Mdr 7,29). W Apokalipsie ukazuje się na niebie „wielki znak” Niewiasty obleczonej w słońce, będący obrazem Matki Boga i Kościoła. Chrześcijanie od początku dostrzegali w Chrystusie prawdziwe Słońce. Już w Ewangelii świętego Łukasza, który to pewnie zetknął się z silnym pogańskim kultem słonecznym Heliosa, pojawia się skądinąd cudowna modlitwa wypowiedziana przez usta starca Zachariasza „Dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,78). Nadchodzący Mesjasz jawi się jako „sol salutis”- Słońcem zbawienia. Już greccy Ojcowie Kościoła opisując narodziny Chrystusa, w kontekście głębokiej tęsknoty za zbawieniem, porównywali ten cud do narodzin światła bóstwa słonecznego: „Panna porodziła- teraz wzrasta światło”. Wielki Pieśniarz Kościoła św. Efrem Syryjczyk podążając w tym nurcie interpretacyjnym wyraża swój podziw w jednym z hymnów: „Zstąpił Pan światłości Niebiańskiej i jak słońce promienieje z łona swej Matki… Zwycięża słońce… Pokonana jest zimowa ciemność, żeby obwieścić, że szatan został pokonany. Zwycięża słońce, by oznajmić, ze swój triumf świętuje Jednorodzony”. Jutrzenką, która przyniosła nam Słońce- Chrystusa, była Maryja, Niepokalana Matka Boga, której dziewicze zrodzenie Jezusa porównuje się do promienia słońca, który przechodzi przez szkło, ale go nie niszczy: „Transit, sed non frangit”- mówił średniowieczny pisarz. Można to odczytywać również w sposób trynitarny, dotykając samej relacji w Trójcy Świętej: „Bóg Ojciec jest słońcem, Syn Jego promieniem, a Duch Święty- światłem”. Pierwsi chrześcijanie a wraz za nimi następne pokolenia wyznawców przejęli zwyczaj, podobnie jak starożytni czciciele słońca, zwracać się w czasie liturgicznej modlitwy w kierunku wschodu słońca. Na wschodzie bowiem pan przyszedł w fakcie wcielenia, tam był usytuowany raj, ze wschodu nadejdzie powtórnie w Paruzji. Orygenes powiada w jednej z homilii: „Każdy, kto w jakikolwiek sposób przyjmuje na siebie imię Chrystusa, staje się synem Wschodu (Słońca). Tak bowiem napisano o Chrystusie: Oto Mąż a imię Jego- Wschód słońca” (Za 6,12). W innym tekście pisze następująco: „Któż nie przyzna od razu, ze wschodnia cześć świata wyraźnie wskazuje na to, że w tym kierunku symbolicznie się zwracając należy się modlić, jak gdyby dusza miała ujrzeć wschód prawdziwego słońca”. Wschodni chrześcijanie po przyjęciu Komunii Świętej, wyrażają śpiewem: „Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha niebieskiego, znaleźliśmy wiarę, przeto kłaniamy się Trójcy niepodzielnej, ona bowiem nas zbawiła”. Wtedy kiedy chrześcijanie wielbią Boga- Człowieka jako prawdziwe Słońce, wylewają się zdroje łaski, dotykamy rzeczywistości nas przekraczającej. On rozjaśnia nasze ciemności, rozświetla kłębiące się mroki naszej duszy, otula światłem miłości która rozlewa się z serca miłującego świat Boga. W noc narodzenia Maryja położyła w żłobie Dziecię z którego emanowało cudowne światło, rozpromieniło skalną fakturę groty, rozświetliło skrzydła adorujących aniołów, uspokoiło dręczące myśli i skołatane serce św. Józefa. Słońce to powstało i zajaśniało dzieciom Adama- nastał nowy dzień, jak ten w którym Stwórca wypowiedział do życia najjaśniejsze ciało niebieskie. My jesteśmy świadkami tego wschodu Słońca.