U końca kalendarzowego
roku zawsze nachodzi mnie mnóstwo retrospektywnych wspomnień i cudownych miejsc
odgrzebywanych w pamięci, nadgryzionych zębem czasu. „Wszystko płynie i nic nie
pozostaje takie samo”- pisał Heraklit, oddając prawdę o przygodności naszego
życia, o nieuchronności upływu czasu. Myślę, że w każdym człowieku pojawia się
jakaś bardzo osobista eksploracja własnej historii- narracyjna- spleciona
emocjami, radościami lub smutkami. Spoglądam na kalendarz w telefonie
komórkowym i uświadamiam sobie, że z każdym dniem jestem starszy, a jeszcze
tyle spraw pozostaje niezrealizowanych- istnieją jako idee- koncepty. Wielką
bezradność wobec czasu wyraża również starotestamentalny mędrzec Kohelet:
„Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam
wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje
wiatr, i znowu wraca na drogę swego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a
może wcale nie wzbiera… To co było, jest tym co będzie, a to, co się stało,
jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego pod słońcem” (Koh 1,6-9).
W Biblii Bóg objawia się w czasie historii. Ta historia nieprzerwanie trwa, zahaczając
się o moją historię ! W tych „dramaturgiach” usadowionych w cyklach czasu
dokonuje się odwiecznie istniejący dialog pomiędzy Stwórcą i stworzeniem. Świat
został stworzony wraz z czasem i od tego momentu wszystko zostało przeniknięte
obecnością Niepoznawalnego. Święty Grzegorz z Nazjanzu mówił: „Pierwszy
człowiek został stworzony w taki sposób, ze czas płynął, nawet jeśli człowiek
pozostawał niezmienny”. To, czas w którym przeszłość zostaje zachowana, a
teraźniejszość- otwarta na nieskończoność eonów: jest to „pamiątka Królestwa”,
fakt odwołania się i bycia w pełni obecnym dla spojrzenia wiecznego Boga. Należy
wiec rozróżnić czas świecki – skażony- negatywny czas upadku i czas święty, odkupiony-
ukierunkowany na zbawienie. Bóg jest Panem czasu, podobnie jak jest Panem stworzenia,
Panem moich zdumień. Historia utkana z czasu stanowi manifestację
przewyższającej wszelkie zmiany i znajdującej się poza nimi boskiej woli
zbawczej. Jak głosi jeden z midraszy: „Bóg dla nas każdego dnia stwarza świat
na nowo”. To nieustanny ruch któremu poddaje się natura. „Przecież obecna
ziemia sama może bilion razy się powtarzała, wskrzeszała się, lodowaciała,
pękała, rozsypywała się, rozkładała na elementy i znowu wody pokryły ziemię,
potem znowu kometa, znowu słońca, znowu ze słońca ziemia- ten proces może już
nieskończoną ilość razy się powtarza, i wciąż tak samo do najmniejszego
szczegółu…” Epoki przyjmują swój własny rytm, przyśpieszony lub zwolniony. Ale
każda z tych przepływających w nurcie czasu chwil może wewnętrznie otworzyć się
na wieczność. Wszystkie wydarzenia które zostały zapisane w Ewangelii prowadzą
do wypełnienia się czasu: cudowne Narodzenie, Przemienienie, Zmartwychwstanie,
Wniebowstąpienie, Pięćdziesiątnica i Paruzja. Ojciec Kościoła św. Hilary
napisze: „Bóg stał się czasowy, abyśmy my, ludzie czasowi, stali się wieczni”.
Chrystus nie niszczy czasu ale go wypełnia, odnawia jego wartość i odkupuje go.
Prawdziwe wydarzenia nie rozpływają się, lecz zostają złożone w pamięci Boga.
Tego doświadczamy w liturgii każdego dnia, to nie tylko powrót do przeszłości-
zatrzymanie ważnych wydarzeń w pamięci, ale antycypacją – urzeczywistnienie
tego co było, tu i teraz. Chenu pisze
„iż misterium dokonało się i dokonuje się w historii, a z drugiej strony
historia zawarta jest w misterium Chrystusa”. Ekonomia zbawienia której jestem
częścią i w której dokonuje się moja i moich bliskich przeobrażenie, wraz z
przemianą świata. Jest w człowieku pragnienie przekroczenia czasu, dotknięcia
wieczności. Eliade rozmyślał o stosunku człowieka religijnego do czasu:
„Człowiek religijny nie chce żyć w czasie określonym przez język współczesny
jako teraźniejszość historyczna; stara się osiągnąć czas święty, który pod
pewnymi względami można przyrównać do wieczności, podczas gdy człowiek
niereligijny wie, że w przypadku czasu zawsze chodzi o doświadczenie ludzkie, w
które nie może się wpisać żadna obecność boska”. W chrześcijaństwie zawsze jest
ta perspektywa ostateczna, „zapach wieczności” unoszący się wraz z
odmierzającym zegarem życia. Życie nie kończy się na tym co teraz, ale
przechodzi w wieczność- Święto Spotkania- totalne usensownienie, bycie
naprzeciw Prawdy. Kiedy anioł Apokalipsy ogłasza koniec
policzalnego, odmierzonego zegarkiem- matematycznego, podzielonego na odrębne
chwile, koniec niedokończonego trwania czasowego i przejście w trwanie
zakończone, to dokonuje się rekapitulacja. Czas wpada do oceanu, jak rzeka
pokonująca setki kilometrów której ostatecznym celem jest wpaść w kipiące fale
bezkresnego morza. Dziś kończy się stary rok a pod osłoną nocy- rozpocznie nowy.
Będziemy składać sobie życzenia, aby nowy rok był bardziej udany, pomyślny,
szczęśliwy i obfitujący w sukcesy. Niech każda chwila naszego czasu zbawienia
będzie przeżyta dobrze, nie warto jej marnotrawić na banalność, powierzchowność.
Człowiek wiary doskonale zdaje sobie sprawę, iż czas nie jest czymś
efemerycznym- utraconym- bezpowrotnym. Czas jest święty, ponieważ w nim Bóg
przedziera się przez niebiosa i staje naprzeciw – Ten, który Jest.poniedziałek, 31 grudnia 2018
U końca kalendarzowego
roku zawsze nachodzi mnie mnóstwo retrospektywnych wspomnień i cudownych miejsc
odgrzebywanych w pamięci, nadgryzionych zębem czasu. „Wszystko płynie i nic nie
pozostaje takie samo”- pisał Heraklit, oddając prawdę o przygodności naszego
życia, o nieuchronności upływu czasu. Myślę, że w każdym człowieku pojawia się
jakaś bardzo osobista eksploracja własnej historii- narracyjna- spleciona
emocjami, radościami lub smutkami. Spoglądam na kalendarz w telefonie
komórkowym i uświadamiam sobie, że z każdym dniem jestem starszy, a jeszcze
tyle spraw pozostaje niezrealizowanych- istnieją jako idee- koncepty. Wielką
bezradność wobec czasu wyraża również starotestamentalny mędrzec Kohelet:
„Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam
wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje
wiatr, i znowu wraca na drogę swego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a
może wcale nie wzbiera… To co było, jest tym co będzie, a to, co się stało,
jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego pod słońcem” (Koh 1,6-9).
W Biblii Bóg objawia się w czasie historii. Ta historia nieprzerwanie trwa, zahaczając
się o moją historię ! W tych „dramaturgiach” usadowionych w cyklach czasu
dokonuje się odwiecznie istniejący dialog pomiędzy Stwórcą i stworzeniem. Świat
został stworzony wraz z czasem i od tego momentu wszystko zostało przeniknięte
obecnością Niepoznawalnego. Święty Grzegorz z Nazjanzu mówił: „Pierwszy
człowiek został stworzony w taki sposób, ze czas płynął, nawet jeśli człowiek
pozostawał niezmienny”. To, czas w którym przeszłość zostaje zachowana, a
teraźniejszość- otwarta na nieskończoność eonów: jest to „pamiątka Królestwa”,
fakt odwołania się i bycia w pełni obecnym dla spojrzenia wiecznego Boga. Należy
wiec rozróżnić czas świecki – skażony- negatywny czas upadku i czas święty, odkupiony-
ukierunkowany na zbawienie. Bóg jest Panem czasu, podobnie jak jest Panem stworzenia,
Panem moich zdumień. Historia utkana z czasu stanowi manifestację
przewyższającej wszelkie zmiany i znajdującej się poza nimi boskiej woli
zbawczej. Jak głosi jeden z midraszy: „Bóg dla nas każdego dnia stwarza świat
na nowo”. To nieustanny ruch któremu poddaje się natura. „Przecież obecna
ziemia sama może bilion razy się powtarzała, wskrzeszała się, lodowaciała,
pękała, rozsypywała się, rozkładała na elementy i znowu wody pokryły ziemię,
potem znowu kometa, znowu słońca, znowu ze słońca ziemia- ten proces może już
nieskończoną ilość razy się powtarza, i wciąż tak samo do najmniejszego
szczegółu…” Epoki przyjmują swój własny rytm, przyśpieszony lub zwolniony. Ale
każda z tych przepływających w nurcie czasu chwil może wewnętrznie otworzyć się
na wieczność. Wszystkie wydarzenia które zostały zapisane w Ewangelii prowadzą
do wypełnienia się czasu: cudowne Narodzenie, Przemienienie, Zmartwychwstanie,
Wniebowstąpienie, Pięćdziesiątnica i Paruzja. Ojciec Kościoła św. Hilary
napisze: „Bóg stał się czasowy, abyśmy my, ludzie czasowi, stali się wieczni”.
Chrystus nie niszczy czasu ale go wypełnia, odnawia jego wartość i odkupuje go.
Prawdziwe wydarzenia nie rozpływają się, lecz zostają złożone w pamięci Boga.
Tego doświadczamy w liturgii każdego dnia, to nie tylko powrót do przeszłości-
zatrzymanie ważnych wydarzeń w pamięci, ale antycypacją – urzeczywistnienie
tego co było, tu i teraz. Chenu pisze
„iż misterium dokonało się i dokonuje się w historii, a z drugiej strony
historia zawarta jest w misterium Chrystusa”. Ekonomia zbawienia której jestem
częścią i w której dokonuje się moja i moich bliskich przeobrażenie, wraz z
przemianą świata. Jest w człowieku pragnienie przekroczenia czasu, dotknięcia
wieczności. Eliade rozmyślał o stosunku człowieka religijnego do czasu:
„Człowiek religijny nie chce żyć w czasie określonym przez język współczesny
jako teraźniejszość historyczna; stara się osiągnąć czas święty, który pod
pewnymi względami można przyrównać do wieczności, podczas gdy człowiek
niereligijny wie, że w przypadku czasu zawsze chodzi o doświadczenie ludzkie, w
które nie może się wpisać żadna obecność boska”. W chrześcijaństwie zawsze jest
ta perspektywa ostateczna, „zapach wieczności” unoszący się wraz z
odmierzającym zegarem życia. Życie nie kończy się na tym co teraz, ale
przechodzi w wieczność- Święto Spotkania- totalne usensownienie, bycie
naprzeciw Prawdy. Kiedy anioł Apokalipsy ogłasza koniec
policzalnego, odmierzonego zegarkiem- matematycznego, podzielonego na odrębne
chwile, koniec niedokończonego trwania czasowego i przejście w trwanie
zakończone, to dokonuje się rekapitulacja. Czas wpada do oceanu, jak rzeka
pokonująca setki kilometrów której ostatecznym celem jest wpaść w kipiące fale
bezkresnego morza. Dziś kończy się stary rok a pod osłoną nocy- rozpocznie nowy.
Będziemy składać sobie życzenia, aby nowy rok był bardziej udany, pomyślny,
szczęśliwy i obfitujący w sukcesy. Niech każda chwila naszego czasu zbawienia
będzie przeżyta dobrze, nie warto jej marnotrawić na banalność, powierzchowność.
Człowiek wiary doskonale zdaje sobie sprawę, iż czas nie jest czymś
efemerycznym- utraconym- bezpowrotnym. Czas jest święty, ponieważ w nim Bóg
przedziera się przez niebiosa i staje naprzeciw – Ten, który Jest.sobota, 29 grudnia 2018
Homo
ludens – Biblia jak również świecka kultura rozpostarta
pomiędzy wstrzemięźliwością a momentami rozrywki będzie opowiadała o barwnym i
intensywnie przeżywanym życiu człowieka. „Jest czas płaczu i śmiechu, czas
żałoby i radosnego tańca” (Koh 3,4). W świąteczny okres Narodzenia Pańskiego
wpisany jest również karnawał, który wraz z nowym rokiem wprawia świat w eksplozję
śmiechu, maskarad, zabawy i tanecznego korowodu. „Taniec to ukryty język duszy”
(M. Graham). Od niepamiętnych czasów ludzie zapominali o codziennych smutkach,
zmartwieniach i przywiązaniu do codziennych- schematycznych zajęć, oddając się zabawie
i rozweselając ciała winem, śpiewem i miłosnymi pląsami. „Śmiech jest
właściwością człowieka” – pisał filozof Arystoteles. Często poskromiony i
zamknięty w gorsecie dobrych manier śmiech, zdawał się wybuchać nieposkromienie
w czasie karnawału. „Bawimy się i wiemy, że się bawimy, a więc jesteśmy czymś
więcej niż rozumnymi istotami, ponieważ zabawa nie jest rozumna” (J. Huizinga).
Człowiek oddawał się niejako w „niewolę żywiołów tego świata” (Ga 4,3), aby
następnie wejść na drogę duchowego oczyszczenia „aby ciało zwiędło, a dusza
urosła”- jak przekonywali Ojcowie Pustyni. Karnawał jest po dziś dzień
przejawem kultury ludycznej, kiełkującej oddolnie, epatującej cielesnością
poddaną sile muzyki- zjawiskiem równie żywotnym co w dawnych wiekach, choć
objawiającym się w innych formach. Zdawać się może, że współczesna kultura
ponowczesności naznaczona jest „karnawałowością” posługując się językiem M.
Bachtina. Życie zdaje się być ciągłą zabawą okraszoną coraz to nowymi bodźcami –
stymulatorami doznawanej przyjemności. W średniowieczu mówiło się o takiej
tendencji jako o folgowaniu ciału i było to zjawisko na wskroś naganne. Wspomniany
przeze mnie badacz twierdził, że karnawał uwalnia społeczności od panującej na co
dzień prawdy. Człowiek zakotwiczony w wirze zabawy jest silnie zdeterminowany
własną cielesnością; ciało staje się miejscem często irracjonalnej komunikacji i
nawiązywania interakcji, jak również moralnych nizin. Kiedy włączamy odbiorniki
telewizyjne lub wchodzimy na internetowe strony, to wszystkie te media buzują
od nadmiaru ludycznej przyjemności, a niekiedy rozrywkowego ekshibicjonizmu-
wszystko jest talk show. Ciała
pięknych dziewcząt prężących się i nęcących patrzących powabami „energetycznej
materii”. Cały przemysł zbudowany na zaspokajaniu ludzkich potrzeb, wabi swoich
klientów- wręcz się prześciga w coraz to bardziej wymyślnych ofertach uczynienia
z życia dynamicznej imprezy. Jeden z badaczy J. Grad wysunął niezwykle ważną
tezę. W jego przekonaniu kultura współczesna przestała kontynuować tę dawną-
barwną tradycję karnawałową, „bowiem nie narodziła się z ducha zabawy.”
Współczesny człowiek płynnego społeczeństwa przemieszcza się na fali
permanentnej przyjemności, zapominając o pauzie- gdzie powinien nastąpić moment
„przepasania własnego ciała”- zapanowania nad jego żywiołowością. „Zamiast
przemienić się w aniołów, przemieniają się w bydlęta; zamiast wzbić się w górę,
uniżają”- pisał Montaigne. Dzisiejszy karnawał bardziej przypomina antyczne-
hedonistyczne bachanalia, niże te średniowieczne pełne spontanicznej
wesołkowatości jarmarczne przytupy i utrzymane w dobrym tonie dowcipy. „Człowiek
pozbawiony korzeni, zdesakralizowany, staje się powszechny. Jest tylko postacią
socjologiczną (groteskową)... To nic innego jak produkt z supermarketu” (M.
Davy). W chrześcijańskim przekonaniu karnawał jest czasem potrzebnym- swoistym
wentylem dla żywiołowości ciała. „Fenomen karnawału, polega na tym że opiera
się on na sprzecznościach, że jest heterogeniczny i pluralistyczny...profanum może brać początek z sacrum i odwrotnie, a pogańskie
współistnieć z chrześcijańskim” (W. Dudzik). Taniec miał odzwierciedlać radość towarzyszącą
aniołom niebie poruszającym się zwiewnie przed obliczem Najwyższego. Zabawa
jest częścią życia, tak jak profanum musi
się zawrzeć w sacrum. Zabawa również
zapośrednicza coś z języka kultycznego- religijnego, stając się widowiskiem w
którym życie przeżywa się na sposób radosny i niczym nieskrępowany. Biblijny
Dawid tańczył przed Bogiem, a Chrystus pierwszy cud uczynił na weselu w Kanie, przemieniając
wodę w smaczne wino radości. Czyż Kościół nie jest Szulamitką w tańcu
uwielbienia ? Karnawał wpisuje się zatem w rytm liturgicznego roku, jest
częścią uświęconej historii zbawienia- „inkarnacji Boga, przez którą sacrum stało się obecne w profanum.” Niech zachętą do przyzwoitego
przeżywania karnawału będą słowa św. Augustyna: „Wielbię taniec uwalnia od
człowieka od ciężaru spraw, wiąże oddzielonego ze wspólnotą... Taniec to
metamorfoza przestrzeni, czasu i człowieka zagrożonego lękiem istnienia... Istoto
ludzka ! Ucz się tańca. Bo inaczej, cóż poczną z Tobą aniołowie w niebie.”czwartek, 27 grudnia 2018
Umiłowani: To wam oznajmiamy, co było od
początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co
patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, bo życie objawiło się. Myśmy je
widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a
nam zostało objawione...
W Oktawie Bożego
Narodzenia oczami Maryi i Józefa Kościół nieustannie kontempluje cud narodzin
Dziecięcia. „Zimowa Pascha” której duchowy sens odsłaniają ewangeliczne teksty rozbrzmiewające
w naszych uszach i sercach. Piękna Owieczka- Maryja – powiedzą Ojcowie Kościoła,
ofiarowuje światu Baranka- Chrystusa-
Wcielone Piękno ! Bóg przyszedł do nas i jest tutaj; na sposób anamnetyczny i
sakramentalny. „Musimy najpierw dostrzec Jezusa jako człowieka- pisał T. Hopko-
Musimy zobaczyć Go jako konkretną, ludzką istotę- Żyda, rabina, proroka. Musimy
dostrzec Go jako dziecko Maryi, syna stolarza, Nazarejczyka. Potem w tym
spotkaniu, kiedy nasze oczy są otwarte i serca czyste, możemy zobaczyć jeszcze
więcej... Możemy poznać Go nie jako zwykłego Syna Boga, ale jako Bożego Syna,
zrodzonego z Ojca przed wiekami. Możemy rozpoznać Go jako Boże Słowo w ludzkim
ciele.” Tylko w taki sposób nasza ludzka, obwarowana ograniczeniami percepcja
zostanie wprowadzona w świetlistość- blask prawdy- nasze Betlejem. Od momentu
Jego przyjścia wszystko jest naznaczone nowością istnienia i odczuwania;
przestrzeń i czas pęcznieją od nadmiaru triumfu Życia, które wyłoniło się z
milczenia. „Przez narodzenie tego Dziecka wszystko się zmieniło- twierdził K.
Rahner- wszystko zmierza pod nieubłagalnym naporem miłości przed Boże oblicze,
a czas jest już objęty wiecznością. Wszelka nadzieja jest już właściwie posiadaniem,
bowiem świat posiadł już Boga.” Święta w których pulsuje entuzjazm życia i
radości, nie są jedynie momentami ckliwej romantyki- nie można ich zredukować
do rodzinnej sentymentalnej uczuciowości. Chrześcijanie nie są infantylnymi
dziećmi; postrzegają głębiej- widzą sercem i wyznają sercem, iż Bóg jest pośród
nas. Święta przypominają nam również o tym, że nie możemy zatrzymywać naszego
życia dla siebie. Być darem dla nieba tak jak życie pierwszego świętego
męczennika Szczepana którego liturgia przywoływała nam wczoraj. Radość Narodzin
jest również spowita cieniem krzyża- umieraniem i owocowaniem. Bóg stał się człowiekiem,
aby człowiek mógł przejść drogę Krzyża i wzbić się ku niebu - niczym ogrzany
promieniami słońca ptak. Ten czas jest naznaczony błogosławieństwem i
radykalizmem. Pijmy wino wesela i bądźmy atletami gotowymi na umieranie dla
grzechu i bezsensu świata. Niech rozbrzmiewa antyfona wieczerni z całą mocą: „Przyjdźcie
wierni, zacznijmy Święto ! Śpiewajcie z mędrcami i pasterzami ! Zbawienie przyszło
z dziewiczego łona, wzywając wiernych ku życiu.”
poniedziałek, 24 grudnia 2018
Lęk
ogarnia piekło, bo Stwórca stał się sercem stworzenia ! Boże Narodzenie- Misterium bliskości
Boga, który stał się Człowiekiem. Ukazał boskość w tym, co na ziemi
niewątpliwie najpiękniejsze: w małym Dziecku. „Bezcielesny przyjmuje ciało,
Słowo się materializuje, Niewidzialny daje się widzieć, Nietykalny daje się
dotknąć, Bezczasowy poczyna się w czasie, Syn Boga staje się synem
człowieczym...” (św. Grzegorz z Nazjanzu). Kontemplacji tego wydarzenia
towarzyszy mi radość i wzruszenie prostaczka; człowieka który nie zdoła do
końca pojąć ogromu zstępującej w świat i jego historię Miłości. Ten, który do
tej pory był nieogarniony, przyszedł w ciele Dziecięcia. „Pan przyszedł na
świat nie wśród złota i srebra, lecz wśród błota” (św. Hieronim). Słowo wyszło
z ciszy, wykluło się niczym wątłe piskle z łona Tajemnicy; przeszedł niebiańską
szlak i znalazł miejsce pod sercem najpiękniejszej ziemskiej Kobiety Maryi.
„Wszechmogący objawia się w delikatnej słabości Dziecka, nieskończona Cisza
wypowiada się poprzez Słowo ‘streszczone” w ciele, Piękno Całkowite ofiaruje
się we fragmencie, w szopce. To tam znajduje się brama otwierająca przejście do
nieskończonej ciszy Boga, skąd pochodzi życie, ku któremu wzdycha niespokojne
serce” (B. Forte). Każdy nosi w sobie ewangeliczny moment narodzin
najcudowniejszego Dziecięcia; swoje własne, pełne ciepła wyobrażenie o tym, co
stało się w Betlejem. Ludzkie oblicze Boga, sprawia że człowiek odnajduje swoją
własną, pełną wewnętrznego i przemienionego piękna twarz. „Twarzyczka
Dziecięcia rozdarła na zawsze matowość świata, sprawiając, że wytrysnęło w nim
światło zmartwychwstania” (O. Clement). W Noc Narodzenia Bóg wchodzi w serce
stworzenia, a człowiek- grzeszny, kruchy, wątpiący i zasklepiony w sobie,
zostaje wyniesiony ku wieczności; promieniując siłą miłości scalającej
wszystko. Pewnie dlatego w tym czasie nasila się tyle dobra i ludzkiej
życzliwości, a skamieniałe ludzkie serca kruszą się od nadmiaru miłości
przebaczającej i wskrzeszającej świętość. Ludzie stają się bardziej
bogopodobni, ośmielę się powiedzieć- rozrzutni w okazywaniu sobie dobroci. Boże
Narodzenie nie jest tylko świętem cudownego człowieczeństwa- wydobywaniem
dobroci z pod warstw zaprószonego ludzkiego wnętrza. Jest to również święto
radości Boga. Święty Leon Wielki w homilii na święto Narodzenia Pańskiego,
mówi: „Niech się weseli święty, niech się raduje grzeszny.” Raduje się również
Bóg Ojciec, ponieważ w Słowie które stało się Ciałem, uobecniła się pełnia
łaski. „W Nim bowiem wybrał nas... według postanowienia swej woli, ku chwale
majestatu swej łaski” (Ef 1,4). Philantropia – miłość do człowieka.
Pragnę wszystkim moim
najbliższym z rodziny, współbraciom kapłanom, przyjaciołom, znajomym i
czytelnikom mojego bloga złożyć z serca płynące życzenia świąteczne. Niech
Chrystus – Światłość ze Światłości, Wcielone Piękno, napełnia wasze serca
głębią wiary, miłością i pokojem. Promieniujcie błogosławieństwem. Christos
rażdajetsia. Sławitie Jeho !
niedziela, 23 grudnia 2018
Ostatnie chwile
adwentowego oczekiwania. Przedświąteczny zgiełk wyrażający się w
przygotowaniach domów do wigilijnej wieczerzy. W świątyniach wszystko oczekuje
w napięciu na liturgię której piękno i blask przeszyje ciemność chłodnej nocy.
To już jutro wejdziemy w czas łaski. Zabrzmi w naszych uszach wielki Psalm
obwieszczający nadejście tak bardzo oczekiwanego Mesjasza: „Niech się cieszy
niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły
sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu
wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia
Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i
emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone
staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej
gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia
wcielonego Boga. „Tajemnicę widzę,
dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób
miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży-
wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze
liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia,
rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a
niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już
nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem
górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z
podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało,
przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej
homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje
się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem
niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót
osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa:
„Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja
się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy
teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców
Kościoła; odnowienie człowieka i
przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”.piątek, 21 grudnia 2018
Jesteśmy przyzwyczajeni
od dzieciństwa do sentymentalnych i pełnych ciepła szopek bożonarodzeniowych. Taki wdrukowany kod kulturowy-
Chrystus narodził się w szopce. To przekonanie jest w nas taki silne i
kształtuje całą gamę wyobrażeń na temat miejsca narodzin Mesjasza. Od
dzieciństwa pamiętam jak z moim ojcem budowałem szopkę, to był mój dziecięcy
świat w którym dojrzewała wiara i pewnie rozkwitała ckliwa wyobraźnia tego
zbawczego wydarzenia. Najpierw musiała być drewniana konstrukcja z mnóstwem
siana, aniołków, świecidełek i innych dodatków. Najpierw zaplanowane miejsce
dla owieczek i baranków, osiołka a jakże, dopiero finalnym momentem była
reprezentacja dzieciątka na białym prześcieradełku. Chrześcijaństwo zachodnie
dzięki kulturze skrzętnie przechowywało to wyobrażenie przestrzeni narodzenia
Boga- Człowieka w swojej wyobraźni. Muszę niestety zburzyć nasze dziecięce,
czasami infantylne wyobrażenia. Dzięki ikonografii renesansowej promieniującej
na inne epoki sztuki, utrwalił się w powszechnym przekonaniu model szopki jako
tego szczególnego miejsca przyjścia na świat dzieciątka Jezus. Mówimy że
pierwszą szopkę zbudował święty Franciszek z Asyżu aby jeszcze mocniej
kontemplować Wcieloną Miłość którą odrzucił świat. „Przyszedł do swoich, a swoi
Go nie przyjęli”. Chyba źle odczytali wierzący intencję Franciszka, on nie
zbudował szopki wprowadzając ją do kościoła i czyniąc częścią liturgicznego
misterium, ale poszedł zabierając ze sobą braci i odprawił Mszę Świętą do
szopki, tym samym wchodząc w klimat ubóstwa, opuszczenia, chłodu i narodzin
Dziecięcia pośród zwierząt. Franciszek miał cudowną wyobraźnie i oczyma wiary
widział więcej niż my dzisiaj. Według przekazu zanotowanego przez
Tomasza z Celano św. Franciszek wezwał swego przyjaciela Jana Velito z Greccio
i rzekł mu: „Pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę
bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę
naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony na
sianie w towarzystwie wołu i osła.” Tak na marginesie, rzeźby do pierwszej
szopki miał wykonać Arnolfio di Cambio, najlepszy uczeń Niccola Pisano. Franciszek
chciał, aby misterium tego wydarzenia było tak dosłowne- iż przemieni serca samych
patrzących. Tak naprawdę narodzenie Chrystusa miało miejsce w
grocie. Od najdawniejszych czasów chrześcijanie pielgrzymujący do miejsc
związanych z życiem Pana, a udając się do Betlejem zwiedzali jedną z grot. Do
grot zaganiali pasterze swoje stada przed nocą która była zimna, jak również
chroniąc swój bezcenny żywy inwentarz przed drapieżnikami wykradającymi owce ze
stada. To w grocie Maryja powiła Dzieciątko, ponieważ nie było miejsca dla nich
w mieście. Bóg narodził się pośród zwierząt, w smrodzie, wilgoci i śpiewie
czteronogich adorantów. Położony na gnoju, bo gdzież tam było sianko narodził
się Król królów i Pan panów ! Taka aura towarzyszyła Jego przyjściu, a grota
stała się niemym świadkiem największego cudu historii. Wyraz temu przekonaniu
daje w swoich słowach Roman Melodos: „Panna porodziła dzisiaj Ponadnaturalnego,
a ziemia proponuje grotę Niedostępnemu”. Natomiast wielu Ojców Kościoła
porównywało ciało Panny w grocie do kwitnącego i życiodajnego ogrodu w Edenie.
Grota jest również obrazem matczynego łona. Jak wyśpiewa nabożeństwo „Akatystu”
do Bogurodzicy: „łono Twoje większe niż niebo i ziemia”. Łono Maryi wskazuje na
łono i serce ziemi. „Człowieczeństwo Boga rozpoczyna się zstąpieniem Jezusa w
głębię ziemi, do ciemności groty”. Dlatego chrześcijański Wschód w narodzeniu Chrystusa dostrzega już wydarzenie Paschy. Takim dogmatycznym
obrazem tych duchowych poszukiwań staje się ikona Narodzenia Chrystusa. „Ikona
zachowuje ścisły związek z tekstami liturgicznymi i przedstawia szczególnie
wstrząsającą ich interpretację: trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza,
to piekło. Aby dotknąć otchłani i stać się „sercem stworzenia”, Chrystus
mistycznie umieszcza swoje narodzenie w głębi otchłani, gdzie zło butwieje w
swym ostatecznym zagęszczeniu. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże
Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w
żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”. Ta wizja
wydaje się jakże odmienna od zachodniego sposobu obrazowania miejsca narodzin
jak również ukazania samego Dziecięcia. Mamy tu do czynienia z Izajaszowym
Mężem Boleści (Iz 53,3). Mamy tu teologiczne paralele do wydarzenia złożenia
Chrystusa do grobu, cieszy wielkiego szabatu- wydarzenia Wielkiej Soboty. Jak
głoszą teksty liturgiczne z wielką dramaturgią i podniosłością chwili: „Życie
się uśpiło, a piekło drży z trwogi”. Chrystus na ikonach złożony jest przez
swoją Matkę w żłobie który przypomina katafalk, jakby grób kamienny. Powijaki
Dzieciątka mają dokładnie ten sam kształt co śmiertelny całun, który anioł
pokaże niewiastom niosącym wonności w poranek zwycięstwa życia nad rozpaczą
śmierci. „Świetliste Dzieciątko odcina się na czarnym tle i antycypuje
„zstąpienie do piekieł”. Ono samo jest „światłem, które w ciemnościach świeci”; „Słońce zaszło wraz z Nim, ale ciało Boga pod ziemią
rozprasza ciemności piekła. „Światło zwycięża ciemności, Życie unicestwia
śmierć”. Chrystus narodzony w grocie, owinięty w całuny, jest niczym innym jak
mistagogiczną wykładnią zstąpienia Słowa do piekieł, tu rozbrzmiewa w oddali
echo słów Ewangelii Janowej: „Światłość w ciemności świeci”. Pewnie warto
byłoby się zapytać gdzie w tej grocie jest miejsce dla mnie ? Do groty trzeba
mieć odwagę wejść, najpierw przejść przez ciemność aby w głębinie skalnej
zobaczyć Światłość położoną w sercu
stworzenia. Tam zobaczymy szczęśliwą Rodzicielkę, zmęczoną po porodzie, ale w
matczynym zachwycie kontemplującą Cud Życia. Ukazana w pozycji leżącej i
wyraźnie dominująca w kompozycji całości, staje się przedstawicielką ludzkości-
Kościołem będącym w akcie adoracji. czwartek, 20 grudnia 2018
Bardzo często próbuje
się zarzucić chrześcijaństwu, iż w miejsce pogańskiego kultu słońca wprowadziło
uroczystość Bożego Narodzenia. Dobrze zatrzymać się nad tym zagadnieniem
odczytując je w kontekście historycznym jak również symbolicznym, choć ten drugi
watek wydaje się nawet o wiele bardziej intrygujący poznawczo. Kościół Wschodni
już w III wieku obchodził Boże Narodzenie ( a właściwie to był cały złożony
zespół świąt – Narodzenie- Objawienie- Chrzest) 6 stycznia, natomiast Kościół
Rzymski w IV wieku zaczął obchodzić odrębną uroczystość Narodzenia Pańskiego.
Przeniesiono to ważne wydarzenie na 25 grudnia, na dzień kiedy to w Rzymie
obchodzono święto pogańskie „sol invictus”- słońca niezwyciężonego. W sposób
naturalny chrześcijaństwo pragnęło przeciwstawić się bóstwu słonecznemu,
wprowadzając w to miejsce Chrystusa- prawdziwe Słońce nieznające zachodu.
Bowiem w narodzinach Chrystusa wzeszło prawdziwe słońce, które oświeciło
ludzkość swoim światłem. Biblia z właściwą sobie radością przenikniętą podziwem
wspomina o słońcu, o jego pełnym blasku. Jego zwycięski obieg po niebie opisuje
Psalm 19, odnoszony przez liturgię zawsze do Chrystusa, który jak oblubieniec z
komnaty nowożeńców wyszedł z dziewiczego łona swej Matki. Izajasz w głębokiej
zadumie spogląda na to ciało niebieskie jak na obraz Boga, który
zajaśnieje sprawiedliwym w królestwie
mesjańskim (Iz 60,19). Boska Mądrość jest „piękniejsza niż słońce” (Mdr 7,29).
W Apokalipsie ukazuje się na niebie „wielki znak” Niewiasty obleczonej w
słońce, będący obrazem Matki Boga i Kościoła. Chrześcijanie od początku
dostrzegali w Chrystusie prawdziwe Słońce. Już w Ewangelii świętego Łukasza,
który to pewnie zetknął się z silnym pogańskim kultem słonecznym Heliosa,
pojawia się skądinąd cudowna modlitwa wypowiedziana przez usta starca
Zachariasza „Dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka
wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci
mieszkają” (Łk 1,78). Nadchodzący Mesjasz jawi się jako „sol salutis”- Słońcem
zbawienia. Już greccy Ojcowie Kościoła opisując narodziny Chrystusa, w
kontekście głębokiej tęsknoty za zbawieniem, porównywali ten cud do narodzin
światła bóstwa słonecznego: „Panna porodziła- teraz wzrasta światło”. Wielki
Pieśniarz Kościoła św. Efrem Syryjczyk podążając w tym nurcie interpretacyjnym
wyraża swój podziw w jednym z hymnów: „Zstąpił Pan światłości Niebiańskiej i
jak słońce promienieje z łona swej Matki… Zwycięża słońce… Pokonana jest zimowa
ciemność, żeby obwieścić, że szatan został pokonany. Zwycięża słońce, by
oznajmić, ze swój triumf świętuje Jednorodzony”. Jutrzenką, która przyniosła
nam Słońce- Chrystusa, była Maryja, Niepokalana Matka Boga, której dziewicze
zrodzenie Jezusa porównuje się do promienia słońca, który przechodzi przez
szkło, ale go nie niszczy: „Transit, sed non frangit”- mówił średniowieczny
pisarz. Można to odczytywać również w sposób trynitarny, dotykając samej
relacji w Trójcy Świętej: „Bóg Ojciec jest słońcem, Syn Jego promieniem, a Duch
Święty- światłem”. Pierwsi chrześcijanie a wraz za nimi następne pokolenia
wyznawców przejęli zwyczaj, podobnie jak starożytni czciciele słońca, zwracać
się w czasie liturgicznej modlitwy w kierunku wschodu słońca. Na wschodzie
bowiem pan przyszedł w fakcie wcielenia, tam był usytuowany raj, ze wschodu
nadejdzie powtórnie w Paruzji. Orygenes powiada w jednej z homilii: „Każdy, kto
w jakikolwiek sposób przyjmuje na siebie imię Chrystusa, staje się synem
Wschodu (Słońca). Tak bowiem napisano o Chrystusie: Oto Mąż a imię Jego- Wschód
słońca” (Za 6,12). W innym tekście pisze następująco: „Któż nie przyzna od
razu, ze wschodnia cześć świata wyraźnie wskazuje na to, że w tym kierunku
symbolicznie się zwracając należy się modlić, jak gdyby dusza miała ujrzeć
wschód prawdziwego słońca”. Wschodni chrześcijanie po przyjęciu Komunii
Świętej, wyrażają śpiewem: „Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha
niebieskiego, znaleźliśmy wiarę, przeto kłaniamy się Trójcy niepodzielnej, ona
bowiem nas zbawiła”. Wtedy kiedy chrześcijanie wielbią Boga- Człowieka jako
prawdziwe Słońce, wylewają się zdroje łaski, dotykamy rzeczywistości nas
przekraczającej. On rozjaśnia nasze ciemności, rozświetla kłębiące się mroki
naszej duszy, otula światłem miłości która rozlewa się z serca miłującego świat
Boga. W noc narodzenia Maryja położyła w żłobie Dziecię z którego emanowało
cudowne światło, rozpromieniło skalną fakturę groty, rozświetliło skrzydła
adorujących aniołów, uspokoiło dręczące myśli i skołatane serce św. Józefa.
Słońce to powstało i zajaśniało dzieciom Adama- nastał nowy dzień, jak ten w
którym Stwórca wypowiedział do życia najjaśniejsze ciało niebieskie. My jesteśmy świadkami tego wschodu Słońca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
