niedziela, 29 września 2019


Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony (Łk 14, 1-11).

Świat w którym przyszło nam żyć jest światem ludzi sukcesu- zarozumiałych karierowiczów, dla których nie istnieją żadne granice w drodze do osiągnięcia własnego celu. „Świat jest wstanie letargu; śpi pogrążony w grzesznym śnie”(św. Jan z Kronsztadu). Rzeczywistość należy do silnych, przedsiębiorczych, pozbawionych wahań i emocji- „gigantów kreatywności,” próbujących urządzić świat jak wielką idealnie funkcjonującą korporację zapewniającą liczne profity. Ludzi bez wyrazu, pozbawionych uśmiechu- eksploatujących do granic możliwości rzeczywistość. Słowa Jezusa o pokorze rezonują w świecie dusznych pragnień, krótkowzrocznych podniet, egoistycznych i narcystycznych impulsów. W mądrości chasydów jest opowieść o ludziach którzy mają swoje wyznaczone miejsca. Pewien uczeń pytał mędrca: „Dlaczego więc ludziom jest niekiedy tak ciasno ?” Nauczyciel odparł: „Bo jeden chce zająć miejsce drugiego.” Zagubił się człowiek współczesny i stracił z horyzontu najbardziej fundamentalne ludzkie wartości: pokorę, małość, wrażliwość, delikatność, współuczestniczenie w egzystencjalnym bólu innych. W tych filarach humanistycznej wielkości- dostrzega dzisiaj jedynie słabość- anachronicznej i nieprzystającej do świata jednostki. Ludzie pierwszego miejsca zapomnieli, że w kolejce po wieczność, ci ostatni będą najbardziej uprzywilejowanymi- ponieważ, nie stracili ze wzroku brata, nie opróżnili  serca z miłości, nie sprzedali własnej duszy w imię popularności i poklasku. „Pokora rodzi olbrzymów”- pisał Chesterson. Tworzy ona ludzi o sercu pojemnym, promieniującym dobrocią i łagodnością- cechami które podcinają nogi tym, którzy widzą jedynie czubek własnego nosa. Chrześcijanie są pokornymi osłami dźwigającymi ciężary świata który zmierza ku bankructwu miłości. „Pokora nie jest tylko warunkiem autentyczności i prawdziwości cnót, lecz także warunkiem przemienienia w Chrystusie. Ale ma ona w sobie wysoką wartość, nadaje człowiekowi piękno”(D. Hildebrand). Chrześcijaństwo pomimo licznych przeciwności, winno iść drogą posłuszeństwa i pokory; promieniować niewzruszonym spokojem i odwagą przeciwstawiania się wszelkim przejawom pomniejszania innych. „Pytaj serca- pouczał św. Augustyn- Jeśli jest pełne miłości, masz w sobie Ducha Bożego.” Masz w sobie siłę, aby pójść pod prąd !

piątek, 27 września 2019


Istnieje słuszne przekonanie że artysta powinien pozostawić po sobie już inny świat- rzeczywistość napełnioną głębią maksymalnego przeżywania życia. Niczym boomerang powraca do mnie pytanie francuskiego konceptualisty Bena Vautiera: „Dlaczego sztuka nieustannie się zmienia ?” Przemiana jest pewnie nieunikniona, ale niepokojące są wewnętrzne procesy- oderwania od tego, co najbardziej fundamentalne i dynamizujące jej rację istnienia. Żyjemy w świecie gdzie kultura próbuje się oderwać od swych liturgicznych i teologicznych źródeł istnienia. „Pan artysta świat buduje nie z atomów lecz z odpadków”- z poetycką nutą i przewrotnie pisał Z. Herbert. Artyści zbyt łatwo poddali się pokusie alienacji, osamotnienia, paraliżującej wnętrze pustki, zagłuszanej krzykiem dekadencji. „Impulsem sztuki nowoczesnej jest często pragnienie zniszczenia piękna”(B. Newman). Destrukcja, wulgarność i szokowanie stały naiwnymi metodami współczesnej, niczym nieskrępowanej kreacji wyzwolonego człowieka. „Sztuka awangardowa stała się nawykiem, martwą literą o niewielkich konsekwencjach duchowych...”(D. Kuspit). Od Saturna Goi pożerającego własne dzieci, coś zaczęło się psuć. Już wcześniej badacze zdiagnozowali sztukę przed zaistnieniem obrazu i po obrazie, lub obecnie w stanie atrofii (po końcu sztuki). Warhol był przekonany, że sztuka może zrodzić się jedynie z tego, co osobiście pasjonuje artystę. Myślę, że poruszał się tylko na powierzchni świata który dostarczał mu jedynie podniet w sferze tego, co zewnętrzne- banalne i krótkowzroczne- zredukowane do przedmiotów wyniesionych do rangi estetycznych fetyszy konsumpcyjnego i wiecznie niezaspokojonego społeczeństwa. „Wulkaniczne wybuchy farby, łagodne jej spływanie po płaszczyźnie obrazu, ruch linii i nieokreśloność plam- mają zapewne wyrażać stan współczesnych umysłów, niepokój naszych czasów”(M. Ernst). Georgies Mathieu, otumaniony dźwiękami muzyki wytryskiwał na ogromne płótno farby, jakby chcąc uobecnić w swym procesie malarskiego wycieńczenia stan rozpaczliwego chaosu. „Sztuka rodzi się z ograniczeń, ze skrępowania, a umiera od nieokiełznanej wolności” (A. Gide). U Polloca i jego naśladowców- action painting- sztuka była czymś poza refleksyjnym, automatyzmem wprawiającym w ruch liczne wiaderka z farbą. Mamy do czynienia z eksperymentami na „ciele sztuki” które ostatecznie doprowadzą do wyeksponowania fekaliów w blaszanej puszce, czy fotografowania krucyfiksu zanurzonego w urynie. „Względność gustów to wymówka, wymyślona przez epoki o zepsutym smaku”(N.G. Davila). Ciężko jest jednak obronić sztukę kontrowersyjną, afiszująca się skandalem i podszytą podskórnie chęcią zdetonowania od środka tego, co jest święte. Być może rozpędzony pociąg sztuki musi wyhamować w miejscu, gdzie trzeba zacząć poruszać się w sferze humanistycznego postrzegania rzeczywistości. Przestać się idiotycznie naigrywać i wszystko sprowadzać do bezpardonowego języka pogardy, kpiny, kloacznego epatowania indywidualnością. Wielką sztukę tworzą artyści pokorni- oni są olbrzymami, zwiastunami oraz prorokami piękna. „Jestem taki malutki- wszyscy inni nad podziw ogromni, piękni, zacni, prawie murowani- pisał o ludowym, pokornym, kalekim, naiwnym malarzu łemkowskich pejzaży Nikiforze Tadeusz Kubiak- Aż strach wśród tych olbrzymów z pędzelkami chodzić wśród złocistości świata szaremu jak słodzik.” Współczesny twórca stał się celebrytą, epatującym dionizyjskim i niszczącym pierwiastkiem- prześmiewczo mieszającym na palecie odpryski antysztuki. „Istnieje coś gorszego niż człowiek zdemoralizowany- mianowicie człowiek który się przyzwyczaił”(E. Mounier). Człowiek powierzchowny, miałki, którego ekspresja już nie kołysze duszy, przestrzeń spowija ciemnością. Człowiek przyzwyczajony i tendencyjny, który brzydotę wstawił zbyt gwałtownie w miejsce piękna. Jakże trudno jest być dzisiaj artystą z moralnym kręgosłupem, z głową w której buzują twórcze idee- gdzie świat materii spotyka świat ducha i bierze nad nim prymat. „Zbyt mocno wrośnięci jesteśmy w przestrzeń i czas, abyśmy mogli całkowicie się od nich oderwać, nigdy nie potrafimy uchwycić aktualnej rzeczywistości własnego ja. Istnieje więc tylko możliwość zwycięstwa, do którego dążymy. Istnieją w nas zaczątki działań, których wstępny etap rozgrywa się w życiu ludzkim, lecz które mogą osiągnąć pełny rozwój gdzie indziej, na płaszczyźnie wyższej niż ludzka, a raczej na płaszczyźnie wewnętrznego życia człowieka”- z delikatną nutą nadziei rozmyślał Rene Habachi. Zaczątki działań, poryw duszy- kulturalny wzlot nad przeciętnością i próżnym przekonaniem, że jest się kimś wyjątkowym. Artysta o cherlawej duszy może być jedynie plagiatować innych, cytującym formy i przywłaszczającym je jako swoje własne.  Jest zbyt mały, aby wzbić się wyżej- ku transcendencji i tłumaczyć świat własnej duszy podłóg pierwotnej harmonii Raju. „Kultura jest ruchem, kultura jest miłością. Historia nie rozpoczyna się od pierwszego oburzenia człowieka, nie rozpoczęła się od Kaina; zaczęła się od pierwszego zachwytu człowieka, od ofiary złożonej Bogu przez Abla. „Bogu” to znaczy całemu światu...”(W. Rozanow). Sztuka powinna być spoiwem w świecie antywartości. „Oczyszczenie sztuki może dokonać się przez oczyszczenie człowieka- przekonywał M. Janocha- A oczyszczenie człowieka zaczyna się od dostrzeżenia brudu. Brudu nie zobaczy się w ciemności. Do tego potrzebne jest światło...”Sztuka świetlista- symfonia w chaotycznym bełkocie słowa i obrazu. „Gdybym nie miał farb malowałbym błotem”- przekonywał E. Delocroix. Błotem, które Chrystus w Ewangelii wziął w swoje boskie dłonie i położył na oczy niewidomego, a ten przejrzał.  Od tej pory świat stał się świetlisty- napełniony Pięknem !  

środa, 25 września 2019


Nadziwić się nie mogę, że tak szybko chcecie od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową (Ga 1, 6-7).

Daje się dzisiaj zauważyć pewne zakłopotanie w ludziach których droga rozpoczyna się w chrześcijaństwie, a następnie podąża w poszukiwaniu odpowiedzi na innych ścieżkach. Obecny kryzys zdawać się może niedostateczną świadomością tego, kim właściwie jest człowiek Ewangelii. „Co się zdarzyło. Wkradł się jakiś podstęp. Ktoś inny wyszedł z „ubogiego żłóbka”- z właściwą dla siebie ironią diagnozował rzeczywistość Rozanow. Przestaliśmy widzieć twarz Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, a jedynie dobrodusznego i uśmiechniętego kaznodzieję z Galilei. Sytuacja wewnątrz wielu wspólnot chrześcijańskich jest skomplikowana, odzwierciedlają się bowiem liczne poglądy, które bardzo często rozmijają się z przesłaniem Dobrej Nowiny- intencją i pragnieniem Chrystusa. Niektórzy chrześcijanie postępowi chcieliby zreinterpretować na nowo Ewangelię w duchu tego świata- zrelatywizować- pozostawiając to, co jest dla nich wygodne; przerzucić pomost na lewą stronę przepaści. Chcieliby słowo Chrystusa rozrzedzić w różnych synkretycznych naukach, tak aby wszystko było możliwe do przyjęcia dla innych- lekkostrawne i nie wymagające jakiekolwiek duchowej korekty ze strony człowieka. A przecież Ewangelia nie zwiastuje tak powszechnie proklamowanej na dachach tolerancji- tak pojemnej, że można tam upchać ludzkie grzechy i przyzwolenie na nieograniczone niczym eksploatowanie wolności. „Poznanie prawdę, a prawda was wyzwoli”(J 8,32). Słowo musi być skandalem ! "Nie chodzi o dostosowanie chrześcijaństwa do ludzi, ale o przystosowanie ludzi do Chrystusa"(H. Lubac). Wiara jest głęboko przemyślanym i dojrzale wyartykułowanym ludzkim Tak. „Chrześcijaństwo jest naśladowaniem Bożej natury”(św. Grzegorz z Nyssy). Świat który szkicuje Mistrz z Nazaretu jest światem radykalnych decyzji, osobistej rewizji życia- nawrócenia i obumarcia dla grzechu. W Jego słowach rozbłyska piękno przemienienia. „Kiedy pragnienie miłości Chrystusowej nie zwycięża w tobie aż tak, żebyś z radości Chrystusa stał się beznamiętny we wszelkim cierpieniu swoim: wówczas wiedz, ze świat żyje w tobie bardziej, niżeli Chrystus”(św. Izaak Syryjczyk). Bóg przyjmuje tylko wolnych, tych których serca są gorące- którzy wykrzykują z głębi jestestwa swoje: Hosanna ! Jak w czasach rzymskich katakumb, stajemy na rozdrożu: albo wybieramy Prawdę i żyjemy, albo idziemy na kompromis i stajemy poza Chrystusem. Wielki Inkwizytor w powieści Dostojewskiego, wróg wolności i przeciwnik Chrystusa, mówi do Niego z wyrzutem: „Zapragnąłeś wolnej miłości człowieka, żeby poszedł za Tobą, olśniony i zachwycony Tobą.” Ten jazgot Inkwizytora dobiega ze zgiełku świata, rozlega się na ulicach,  zatruwa serca- „Wieża Babel” którą próbują wznieść fałszywi prorocy prawdy. Poza Chrystusem istnieje jedynie pustynia i irracjonalny bunt- miejsce ślepej włóczęgi, wyjałowienia, osierocenia i tęsknoty. Ewangelia wręcz przeciwnie- opowiada o człowieku uzdrowionym, przeobrażonym i zmartwychwstałym- „nowym stworzeniu,” który nie decyduje się na łatwe kompromisy lecz staje się znakiem przemieniającej miłości Krzyża. Jak wielu jest jeszcze pogan, których całkowicie nie obmyła woda chrztu ! „Świat rozświetlony w Chrystusie, przeniknięty dynamizmem Zmartwychwstania, pozostaje jednak widocznie zniekształcony zaślepieniem ludzi”(O. Clement). Spotkałem ostatnio chrześcijanina- katolika, któremu kompletnie nie przeszkadza przenoszenie filozofii buddyjskiej na grunt chrześcijański. Nie widzi w tym żadnego problemu; nie istnieje żaden dysonans duchowy ! Coś najbardziej absurdalnego- chrześcijanin z metryki, uwiedziony utopią oświecenia i nirwany. Niepokojącym obrazem fermentu duchowego jest umieszczanie w wielu niemieckich kościołach Biblii obok Koranu. W imię postępowej tolerancji i poprawności politycznej można przeoczyć to, co dla chrześcijan jest fundamentalne- Żywe Słowo Boga- przyjmowane i proklamowane własnym życiem. „Nie ma dzisiaj innej drogi, jak tylko być dobrym zaczynem i fermentem- pisał W. Hryniewicz- Obawy, że chrześcijaństwo będzie się zmniejszało i kurczyło do rozmiarów diaspory, nie są pozbawione racji. Ale i nad tym nie trzeba lamentować. Niech będzie mniejsze, nie chodzi o liczby. Owszem trzeba pokazywać piękno chrześcijaństwa, to jest nasz obowiązek: „Idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody.” Wiele lat temu poruszyły mnie przeczytane zapiski Małego Brata Jezusa- Karola de Foucauld. „O czym marzę w sekrecie, to coś bardzo prostego, małego liczebnie, przypominającego wspólnoty pierwotnego Kościoła. Mała rodzina, maleńka i bardzo prosta.” Wspólnota w której słowo Chrystusa rozbrzmiewa bezkompromisowo, z całą mocą i przemienia świat od środka- rezonując zbawczą siłą miłości „mocą działania na chwałę Bożą.”

niedziela, 22 września 2019


Gdy zbliżał się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego- jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz” (Łk 7,11-17).

Pan użalił się nad nią... Wydaje się, że głównym motywem wskrzeszenia dokonanego przez Jezusa było współczucie. „Żeby zobaczyć cud, potrzebne są odpowiednie oczy”(I. Evangelu). Nikt nie prosił Go o dokonanie cudu; Mistrza poruszają łzy matki, smutek po utracie ukochanego dziecka. W geście Jezusa uobecnia się najbardziej ludzkie i współczujące oblicze Boga- miłość zrywająca pęta śmierci. Nadzieja osuszająca potok łez i ludzką bezradność. „Przyjął śmiertelne ciało, aby, cierpiąc za wszystkich w ciele, w którym przyszedł- powie św. Atanazy- obrócić nicość Pana śmierci.” Wraz z pojawieniem się Bogaczłowieka świat zostaje wyrwany z objęć śmierci, poderwany do życia. „Zbliżył się do śmierci tak bardzo, że dotknął śmiertelności i własnym ciałem dał początek Zmartwychwstaniu”(św. Grzegorz z Nyssy). Ten cud jest już przedsmakiem paschalnego zwycięstwa nad śmiercią, pokonania i odebrania jej władzy. „Ja Jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto we Mnie wierzy nie umrze.” Wystarczy majestatyczny gest wstrzymania konduktu żałobnego i polecenie zmarłemu, by wstał. Jest ludzki, gdy „głęboko się wzrusz,” „rozrzewnia się,” a później będzie płakał nad grobem przyjaciela Łazarza. „Oto jak go miłował !”(J 11,33). Antoni Bloom pisał: „W śmierci jest również moc życia, która nas dosięga. Jeżeli nasza miłość jest wierna, jeżeli zdolni jesteśmy do tego, aby pamiętać nie tylko umysłem, ale i sercem, wówczas o tych, których kochaliśmy na ziemi można powiedzieć słowami Chrystusa: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje”(Mt 6,21). Żyjemy w świecie zdehumanizowanym w którym śmierć została przesłonięta zobojętnieniem, a człowiek umiera w zapomnieniu. „Cywilizacja, w której żyjemy, która robi absolut z życia w plątanego w śmierć, z życia, jakby śmierci nie było, systematycznie ukrywa tę ostatnią.” Samotność przechodzenia na drugą stronę, brak towarzyszenia ze strony bliskich czy znajomych, chłód  świata w którym jedynie liczy się życie „przekazywane drogą płciową.” Chrześcijaństwo jest religią zmartwychwstania, którego przepowiadanie streszcza się w jednym podniosłym wezwaniu: „Chrystus prawdziwie zmartwychwstał !” Słowo Boże rozbrzmiewa od dwóch tysięcy lat i jest dobrą nowiną przeciwko samotności i lękowi przed cierpieniem, rozpaczą, bólem i przechodzeniem. Śmierć Chrystusa zadała „śmierć śmierci” a Jego paschalne zwycięstwo otworzyło bramy Raju dla każdego wierzącego.

piątek, 20 września 2019


Myślę, że istnieje metafizyka sztuki. Jej religijna poświata którą emituje w przestrzeni zwątpienia i niewiary. Jakaś zagospodarowana malarsko przestrzeń w której artysta widzi intensywniej i głębiej; dostrzega owo egzystencjalne napięcie które towarzyszy człowiekowi wiary. „Sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż nicość”- pisał M. Proust. Artysta jako jedyny w sposób najbardziej właściwy i wyrazisty potrafi otworzyć inne oczy- spojrzenia- na to, co zwiastuje ukradkiem mądrość Ewangelii. Kiedy przyglądam się obrazom D. Morellego, V. Polenova, M. Nesterova, P.P. Chavannesa, G. Rouaulta,  A. Chmielewskiego i wielu innych twórców zmagających się z żywą obecnością Boga i wewnętrznym drganiem duszy (mistyką), dostrzegam jak kultura obrazu- staje się żywą teologią- opowieścią o szamotaninie i ostatecznie szczęściu człowieka obcującego z Bogiem. Malarstwo o którym pisał Gogol, które chrześcijaństwo wydobyło z nicości i zamieniło w olbrzyma „które wydostało się z granic zmysłowego świata.” To malarskie rozprawy o przyjaźni z Tym, który stał się najpiękniejszym z synów ludzkich- Wcielonym Bogu. Gdyby tak można było sportretować nasze impulsy duszy, nadać im formę i nasycić kolorem. Gdyby dukt pędzla mógł oddać poryw modlitwy- dialog pomiędzy pyłkiem a Istnieniem. Wielka sztuka musi zmagać się z pytaniami o Boga, rozniecać żar, czasami wstrząsać posadami sumienia, nawet jeśli roztrzaska się o niezrozumienie lub odrzucenie. Czasami eidos musi wejść w milczenie, aby doświadczyć „widzenia w niewidzeniu,” aby dostrzec świetlistą twarz Bogaczłowieka. Domeną sztuki jest intensyfikacja piękna na wszelki możliwy sposób.  To świadczy o jej filokaliczności i teofaniczności. Paul Valery był przekonany, że znakiem obecności dzieła sztuki jest stan natchnienia, w który ono nas wprowadza. Jednak ów stan to zbyt mało, chodzi o coś znacznie bardziej głębszego, bogatszego i fascynującego poznawczo. Artysta musi wzbudzić głód- łaknienie głębi- tęsknotę za sacrum.  „Dzieło sztuki ma wyrażać to, co nie jest poddane śmierci”(C. Brancusi). Zadaniem sztuki jest roztaczanie horyzontu wieczności; szkicowanie przeplatających się dróg, którymi będzie można dotrzeć do krainy idealnego i ostatecznego piękna. „Nie chcę tworzyć obrazu, chcę otworzyć przestrzeń, stworzyć dla sztuki nowy wymiar, związać ją z kosmosem w całej jego rozciągłości, z nieskończonym poza płaską powierzchnią obrazu”- rozmyślał włoski abstrakcjonista Lucio Fontana. W tych słowach zawiera się jakaś utajona tęsknota za światem transcendentnym- przestrzenią w której Prawda staje się dostrzegalna w całej pełni, a rzeczywistość zostaje przeniknięta energiami Ducha. W apokryficznej Ewangelii św. Tomasza czytamy wymowne słowa włożone  usta Chrystusa: „Obrazy ukazują się człowiekowi, a światłość, która jest w nich, ukryta jest w obrazie światłości Ojca. On ujawni się, a jej obraz ukryty jest w Jego światłości.” Końcowym akordem kultury jest przebóstwienie, spojrzenie na Tego, który jest światłością świata.

środa, 18 września 2019


Kogo prócz Ciebie mam w niebie ? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia (Ps 73, 25).

Czy żyjemy już w świecie bezbożnym- pogańskim- a może tak bardzo obojętnym, że wszystko co święte człowiekowi współczesnemu zobojętniało ? To pytanie nie jest jedynie prowokacją mającą na celu zdiagnozowanie religijności człowieka nowoczesnego, światowego i najczęściej polegającego na własnych umiejętnościach. Tym niech się zajmie socjologia lub psychologia religii. Teolog będzie pytał o człowieka. O jego uśpioną tęsknotę za Bogiem; horyzontalne i wertykalne spojrzenie wiary. Teologia nie jest jedynie akademickim dyskursem odrealnionych mędrców w sutannach. Teologia się dzieje pomiędzy człowiekiem i Bogiem, promieniuje i sprowadza sprawy ważne na właściwe tory. Pulsuje wewnątrz chrześcijaństwa i stawia nas wobec naglących problemów współczesności. Jest dyskursem wokół spraw najistotniejszych, choć czasami jeszcze tak niewyraźnie zarysowanych. W końcu jest wzdychaniem za blaskiem prawdy i wiecznością, wokół których może- jeśli tyko zechce orbitować człowiek. „Dajcie człowiekowi świat, a potrzeba drugiego zniknie”- słynna sentencja ateistów zaciskających kurczowo w dłoniach egzystencję. Fałszywie pojmowany dyktat stworzenia nad Absolutem. Można poszerzyć tę myśl: „Dajcie człowiekowi nieograniczoną władzę, pieniądze, medialny rozgłos, a potrzeba Boga umrze w nim śmiercią naturalną.” Obojętność podszyta zuchwałą irytacją i wzmocniona urojoną nienawiścią do tego, co religijne- transcendentne- tworzy człowieka „niezależnego” i „odmitologizowanego” ze wszystkich nawarstwień duchowego pojmowania rzeczywistości. „Człowiek jest bogiem bezsilnym”- już dobry kawałek czasu temu, stwierdził M. Heidegger. Byt bezsilny- ponieważ wydaje mu się, że może urządzić swój własny świat bez pomocy kogokolwiek. Bezsilny- ponieważ może pominąć najbardziej fundamentalne pytania o sens własnego istnienia i przechodzenia na drugą stronę życia. Jeżeli życie człowieka nie jest paschą- przejściem- wówczas wszystko zostaje spowite śmiercią; irytującym bełkotem ślepca potykającego się o własne złudzenia. Myślenie i postrzeganie świata wchodzi w absurdalność śmierci. Merlau- Ponty powiedział: „człowiek nie jest skazany na wolność, jest skazany na sens, co znaczy, że został wezwany do rozszyfrowania sensu egzystencji, przede wszystkim zaś sensu samej wolności.” To w przestrzeni wolności dokonuje się proces wyboru- być w Bogu lub może być poza Nim. Nie wszyscy są zdolni i na tyle odważni, aby jak Rimbaud oznajmić: „Ja to Inny.” W spotkaniach z różnymi ludźmi bardzo często nie ujawniam się, że jest duchownym- teologiem. Rozmowy rozszerzają się na różne tory, ale tym ostatnim- zmarginalizowanym okazuje się rzeczywistość religii, duchowości, aspiracji wzbicia się poza „teraz.” Jeżeli rozmowa poszybuje w kierunku spraw duchowych, to bardzo często okazuje się, że jest to mielizna w której topią się przeciętni „wierzący” w których pulsuje już jedynie duch tego świata. „Z pewnej perspektywy dałoby się nieomal powiedzieć, że w przypadku ludzi współczesnych określających się mianem „areligijnych” religia i mitologia „skryły się” w mrokach ich nieświadomości- jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że ludzie ci głęboko w swym wnętrzu mają możliwość odzyskania religijnego przeżywania życia. Z chrześcijańskiego punktu widzenia dałoby się powiedzieć, że „niereligijność” odpowiada nowemu „upadkowi” człowieka, że człowiek areligijny utracił zdolność do świadomego przeżywania religii, tym samym do zrozumienia i uznania jej, ale w najgłębszej głębi swej istoty ciągle przechowuje wspomnienie o tym, jak było kiedy wierzył” – twierdził M. Eliade. On istnieje, przenika ludzkie myśli, spojrzenia i rozmowy. „On jest nieograniczoną przestrzenią naszej wolności. Bez Niego bylibyśmy jedynie śmiesznymi działkami wszechświata i historii, pęcherzykami na powierzchni nicości. Amebami, których przypadek uczynił organizmami złożonymi”(O. Clement). Spróbować odnaleźć ślady Boga w świecie, a nade wszystko w sobie. Można spotkać Go w drodze jak uczniowie idący do Emaus i przeżywający wewnętrzne rozterki. Wejść w centrum własnego serca, gdzie spaceruje On- pełna miłości Obecność ! Zmierzyć się ze sobą- szamotać, rozbić się o fale niemocy własnego rozumu. Bóg nie zamieszka w kimś kto nie zamieszkał w sobie. „Gdzie jest we mnie to miejsce, do którego mogę Cię zaprosić, mój Boże”- pytał z takim przejęciem poszukujący sensu święty Augustyn. Paradoksalnie Bóg się objawia w tej chwili, kiedy nie ma już w nas naszego próżnego i krzykliwego ja. „Kiedy już nie ma mnie, jest On.” Wtedy zstępuje struga światła, rozszerza się granica wieczności, wytryskuje miłość. Miał rację święty Grzegorz: „Aby zbliżyć się do Niego, musimy iść krokiem miłości.”

wtorek, 17 września 2019


Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku ? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego.” Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym wołaniem wyszedł z niego (Mk 1,23-25).

Zdaniem świętego Jana „cały świat leży w mocy Złego”(1 J 5,19). To bardzo mocne i niezwykle intrygująco rezonujące w ludzkiej świadomości przesłanie. Czy umiłowany uczeń Pana, nie aż nazbyt przesadnie demonizuje otaczającą go rzeczywistość ? Myślę, że wszystko zależy od obranej perspektywy- duchowej wrażliwości. Istnieją bowiem takie obszary ludzkiej wolności w których człowiek odpowiada Bogu swoim nie. Następuje jakaś utrata wolności i odmowa przeżywania życia w stanie łaski. „Zasada zła i obraz diabła nie są samoistną siłą, konkurującą z Bogiem, lecz karykaturą bytu, duchem niebytu” (M. Bierdiajew). To wolność rodzi piekło- samowola- oddalenie od Obecności, wewnętrzne zachwianie prowadzące w rozpostarte ramiona naigrywającego się nieprzyjaciela. „Bóg chciał, aby człowiek miał wolność odrzucania Boga- pisał P. Evdokimov- znaczy wolność bez granic. Ta zawieszająca moc ludzkiego wyboru czyni jego los niepewnym. I jest to, by rzec, piekło boskiej miłości, boski wymiar piekła, boska wizja człowieka pogrążonego w nocy samotności.” Istnieje również na przeciwległym biegunie przepastna ucieczka człowieka w świat ciemności, negacji, fałszywie pojmowanej afirmacji siebie. Rozpacz i zwątpienie w świat może popchnąć na najbardziej krętą drogę oddalenia i wewnętrznej destrukcji, a w konsekwencji ubezwłasnowolnienia jakim jest opętanie; poczucie niemocy nad sobą, nad własnym życiem. Ewangelia nam mówi o miłosierdziu Chrystusa, o wskrzeszającej sile druzgoczącej jazgot demona; o zmartwychwstaniu- które z taką siłą proklamuje chrześcijaństwo. „Bóg przychodzi z pomocą tym, którzy pragną się leczyć, dając im wiarę”- powie Tertulian. Słowo Jezusa ma moc rozsupłać demoniczne pęta i przywrócić wewnętrzną wolność tym, których ciała wyginają się w straszliwych konwulsjach, a dusze ledwo zipią od nadmiaru przeszywającego chłodu. „Grzech zniekształca człowieka, zaś łaska czyni go pięknym”(św. Sylwan z Atosu). Dobra nowina o uzdrowieniu, przebóstwieniu najdrobniejszej tkanki ludzkiego bytu. Pamiętam młodą kobietę której całe ówczesne życie było brodzeniem w grzechu. W dzieciństwie była poraniona przez swojego ojca i brata, wyrzucona z domu- zdana na łaskę losu. Przez wiele lat brnęła w grzechach cielesnych, próbując uśmierzyć broczące rany pamięci. Przeszła przez różne sekty, zasklepiając swoje serce w niemożliwości przebaczenia i przemiany własnego życia. Była zniewolona duchowo. Kiedy położyłem na nią ręce modląc się o uzdrowienie, całe jej ciało wyrywało się do ucieczki, a usta nie potrafiły zdobyć się na przebaczenie swoim krewnym zła i przebaczenia sobie. Miłość Boga tak bardzo ją przepalała od środka, że była jak ten opętany z Ewangelii- pełna wykrzyczanego światu buntu. Otrzymała lekarstwo- przebaczającą i uzdrawiającą miłość Jezusa. Miłosierdzie rozlało się po każdej szczelinie jej udręczonej duszy; twarz stała się świetlista, a oczy po raz pierwszy zobaczyły świat innym, niż do tej pory. Czułe oblicze Mistrza zajaśniało w jej wnętrzu. „Czyste łzy niszczą wszystkie widzialne i ukryte namiętności”(św. Izaak Syryjczyk). Ciemności ustąpiły, dziewczyna narodziła się powtórnie. „Kochająca twarz zwrócona ku samemu Bogu, Bogu, który jest wewnątrz, Bogu, który przemienia człowieka w siebie, i który czyni z jego życia spojrzenie miłości skierowane ku temu Innemu”(M. Zundel). Chodzi o doświadczenie Boga. Człowiek który Go doświadcza pomimo otchłani własnej nędzy i oddalenia, staje się na powrót wolnym.