Piękny jest dzień, gdy
poranek budzi się skropiony kroplami deszczu. Gdzie spieczona i spragniona wody ziemia staje się pragnieniem; każda jej cząstka nasyca się
życiem, aby rodzić i oddawać światu życie. Bóg rozszczelnia portal niebiańskich
przestworzy i zsyła deszcz błogosławieństwa. „Nadzieja wychodzi w pięknym
słońcu i wraca w deszczu”- pisał J. Renard. Dla starożytnych ludzi wychowanych w kulturze Biblii, spadający z
nieba deszcz był obrazem obfitości i łaski jaką hojnie udzielał w swojej
opatrzności Bóg. „On niebo okrywa chmurami, deszcz przygotowuje dla ziemi i
sprawia, że góry wypuszczając trawę”(Ps 147, 8). Dobrze to rozumieli nomadzi i
fellahowie wyczekujący deszczu niczym największego daru niebios. Pustynia którą
przemierzali koczowniczo jawiła się jako kraina pragnienia wody. Na pustyni
człowiek uczył się modlitwy pragnienia i rozbijał namioty: „moja dusza
pragnienie Ciebie jak zeschła ziemia”(Ps 143,6). Człowiek spragniony zrobi
wszystko, aby odnaleźć źródło wody. Pomimo kaprysów natury, zaczyna spoglądać
na niebo lub zabiera się do szukania wody- w pocie czoła zaczyna kopać studnie.
Każda drobina wilgotnego piasku przesiewanego przez dłonie, wzmaga jedynie szczęście
połączone ze świadomością, że święto
jest już blisko. „Domagaj się mleka swej wielbłądzicy, syna swej kobiety, ale o
wodę proś Boga”- słyszymy w starym arabskim przysłowiu. Na pustynnych oazach
studnie wydają dźwięki; rezonują zawartością najszlachetniejszej cieczy, której
wartość nie przelicza się już na pieniądze. Od niej zależy życie własne i
innych ! Nie bez przyczyny greckie słowo nymphe
tłumaczy się tyle co „źródło” i „dojrzałą dziewczynę,” a nawet „brzemienną”-
niosącą w sobie życie. Krople deszczu spadające tanecznie na pełną wypieczonych
bruzd ziemię, wskrzeszają na powrót raj- miejsce uobecnionego Edenu-
najpiękniejszego ogrodu, gotowego na powrót do zamieszkania. Stąd oaza, miejsce
zatrzymania i pokrzepienia witalnych sił, staje się przestrzenią epifaniczną.
Studnia nie jest jedynie szczeliną w sercu pustyni, a sercem istnienia pośród
śmierci. Historia zbawienia rozpoczyna się przy studniach patriarchów i przy
studni nowego poznania, gdzie Chrystus staje się „wodą żywą” wytryskującą ku życiu
wiecznemu. Kościół staje się studnią sakramentów. „Wychodząc więc od tych
studni, przebiegnij całe Pismo w poszukiwaniu studni i dojdź aż do Ewangelii, a
znajdziesz tam studnię, nad którą siedział nasz Zbawiciel, odpoczywając po
trudach wędrówki..., gdy przyszła tam Samarytanka i chciał zaczerpnąć wody ze
studni”(Orygenes). Od najdawniejszych czasów znakiem wody była falista,
zygzakowata, czy spiralna linia. Falista wstęga zdobiąca średniowieczne portale
i opowiadająca o przepływaniu wewnątrz bytów życia. Romantyczny poeta Novalis w
jednej z pieśni określił Boga jako „ocean życia.” Dlatego chrześcijanie rodzą
się w wodzie jako nowe- przeistoczone istoty- są „rybami.” Wyglądają deszczu
który ożywi pustynię, napełnia źródła, rozpędza rzeki- aby powrócić ostatecznie
do rahamim kolebki Życia.
środa, 29 kwietnia 2020
poniedziałek, 27 kwietnia 2020
W świecie pełnym
drżenia, napięć, podszeptów i słów, które z taką skutecznością modelują całe
społeczności ludzkie i kształtują obraz odbitego w telewizyjnych ekranach
świata, słowo Ewangelii staje się niczym cichy śpiew słowika. Świat obywający
się bez tajemnic, a w nim mikroskopijny pochód ludzi wiary, których
zaintrygowało i porwało światło wydobywające się z pustego grobu Chrystusa.
Dobra Nowina o Życiu. Cieszę się, że chrześcijaństwo przestało być ekspansyjne,
moralizatorskie, narzucające się, pozbawione jakiegoś istotnego wpływu na losy
świata. Nie musi już budować strategii, aby chronić coś przed nieuchronnym
wejściem w niebyt. Przestało być skostniałe i przemądrzałe; przytulone do
powabów świata. Im bardziej obrastało w piórka, tym silniej było poddane
prześmiewczym intrygom demona i krytycznym spojrzeniom ludzi wrogich i
opryskliwych. „Prawdziwa wiara zaczyna się bowiem wtedy, gdy chrystianizm
ustępuje miejsca samemu Chrystusowi i
gdy ten, kto już wierzy lub dopiero pragnie uwierzyć, kończy z abstrakcyjnymi
rozważaniami nad ideologią czy moralnością chrystianizmu i po prostu wychodzi
na spotkanie Jezusa”( A. Leonard). Teraz żyje siłą Ducha który zstępując, czyni
wszystko nowym. „Królestwo Boże jest wewnątrz człowieka” (J. Bohme). Jego siłę
nie mierzy się już orężem władzy, lecz pełnym pokory i ubóstwa byciem w zgiełku
świata. To, co mnie ciągle urzeka w chrześcijaństwie to mistyka czasu i
przestrzeni. Obecność Boga, którego spojrzenie i dar miłości przechodzi delikatnie
i niezauważenie, niczym kropla wody drążąca monolit skały. „Nikt nie jest tak
dobry i tak pełen współczucia, jak Bóg”- pisał mnich Marek Eremita. Jest to
kraina tajemnic – nie tych sekretnych, zawoalowanych, niedostępnych dla
ciekawskich oczu gapiów, czy szukających sensacji obsesyjnych tropicieli historii.
Misterium obecnie przeżywanej chwili- liturgia pragnienia zrodzona z mozolnej
wędrówki ku pełni istnienia. Pustynia na końcu której znajdują się studnie i
namioty patriarchów. „Świat tworzy we mnie miejsce Jego odbioru.” Wielu ludzi
ma ambicję zamknięcia w swojej dłoni świata, bycia kimś ważnym- dostrzeżonym-
dokonującym rzeczy nieprzeciętnych, epatujących wobec innych siłą władzy. Ja odkrywam przestrzeń wolności i zadowolenia
z obecności Boga, którego piękno objawia się i zstępuje w migotliwie
odczuwalnych poruszeniach duszy. „Dla mnie głównym dowodem na istnienie Boga
jest radość, którą odczuwam, myśląc, że Bóg istnieje”(Rene Le Senne). Wychylam
się ku przyszłości i odczuwam szczęście na samą myśl o świecie w którym
wszystko będzie nieustannie przeżywanym świętem przemieniania. Trzeba przebić
się przez powierzchnię sensu i odnaleźć się tam, gdzie doświadczenie Obecności
staje się komunią miłości- sakramentem. Filozofia spotkania w której grzesznik
wpada w objęcia Miłości i staje się istotą przebóstwioną. Nie chcę pisać tylko
o jednej stronie życie i trzymać się kurczowo tego, co jest aktualnie- dzisiejsze.
„Wszystkie gałęzie wznoszą się ku niebu”( G. Bernanos). Fascynuje mnie drugi
horyzont wieczności, drugi brzeg do którego zawija się w podekscytowaniu i
nadziei. Tęcza która pojawi się na horyzoncie nocy, wokół której pojawi się
świetlista mandorla zamykająca Chrystusa przyjaciela ludzi. Boga w którego
oczach płonąć będzie zachwyt jak w siódmym dniu stworzenia świata. „I będą
oglądać Jego oblicze, a imię Jego na ich czołach. I odtąd już nocy nie będzie”
(Ap 22, 4-5). Zawsze były we mnie silnie odczuwalne nastroje futurystyczne w
których historia naznaczona cyklem narodzin i śmierci jawiła się jedynie jako pogodne
przejście. Historia której ostatnim akordem będzie „wspólne dzieło wskrzeszenia”(N.
Fiodorow). Piękno przyszłości naznaczone namacalnością innego świata
wyrywającego się wszelkim naiwnie i pozornie wielkim dociekaniom eschatologii. Przesłaniu
Apokalipsy obce jest fatum, lęk i pełne urojeń katastroficzne niebezpieczeństwo.
Apokalipsę przenika świetlista nadzieja,
a jej uobecnieniem jest Jeździec na białym koniu który dokonuje zwycięstwa nad
mocami zła. Jutro jest piękniejsze niż dzisiaj, ponieważ oczekiwanie staje się
uobecnieniem, a pragnienie miłości- staje się jej posiadaniem. „Niewidzialna
moc wiary- twierdził P. Evdokimov- wyryła na murach i sarkofagach znaki świadectwa,
które rozsiewają blask życia wiecznego.” Sztuka intuicyjnie próbuje ukazać te
perspektywy wieczności; zawrzeć w źrenicy oka to, co jawi się jedynie jako
lustrzane odbicie- coś jakby do końca nieokreślone kształtem. Chrystus żywy-
zmartwychwstały młodzieniec- takim go ukazują ikony i rzeźbiarskie romańskie
portale- w których to jak pisała S. Weil „Bóg oczekuje, że będzie rozpoznany
przez człowieka.” Uprawiana przeze mnie teologia jest już prostodusznym traktatem
o wieczności- intuicją, marzeniem, lub tęsknotą-„ drzwiami” które z dziecięcą
ciekawością uchylam i wypatruję w miłosnym drżeniu Tajemnicy. niedziela, 26 kwietnia 2020
Sztuka i wypełniające
ją od środka piękno, nie jest skamieniałe od nadmiaru nieustannie powtarzanych
rozszyfrowań i powtórzeń. Sztuka ciągle żyje, im mocniej pulsuje w niej
imperatyw piękna. „Oczyma duszy widzę raj. Uduchowionym przystoją oczy
duchowe...” (św. Efrem Syryjczyk). Ciągła próba reinterpretacji dzieł kultury
jest widomym świadectwem estetycznych poruszeń i filozoficznych zamyśleń nad
ideami które się nigdy nie przedawniły. W kulturze- niczym w źródle czasu
wyłaniają się na powierzchnię sprawy intrygujące człowieka; wyłonione ze
śmierci i skierowane ku na powrót tętniącemu życiu. Wielka sztuka musi przejść
przez śmierć; zrodzić się w objęciach śmierci- w potrzasku nicości i niebytu-
aby następnie się unieśmiertelnić w uszlachetnionym i naznaczonym mozołem
egzystencji, finalnym dziele artysty. Kultura jest przeniknięta pierwiastkiem
transcendentnym, pulsuje w niej wieczność wyrażająca się permanentnym stanem
napięcia. Ramy historii detonują od nadmiaru pierwiastka życia tryskającego z
pod spękanych i nabrzmiałych dłoni człowieka- wytwórcy. Sztuka niesie piękno na
marach historii wchodząc w zaułki obojętności i lekceważącej blask zachwytu nieobecności. Zbyt płytkim byłoby stwierdzenie, iż sztuka rodzi się z nadmiaru fascynacji lub rumienieje pod wpływem
przygodnych, niekiedy błahych impulsów
duszy. Sztuka jest religijną filozofią- orbitowaniem ku Absolutnemu Pięknu,
przekraczaniem czasu. Dla Pseudo-Dionizego piękno jest jednym z imion boskich.
To, co dostrzegamy oczami ciała jest jedynie zatrzymaniem się nad początkiem
piękna- „refleksem Boga.” Sztuka pozwala odkryć obecność Boga, przechadzającego
się po świecie jak po wielkiej pracowni w której tkani są ze świetlistego
tworzywa wiary- prorocy Królestwa Niebieskiego. „Człowiek to ktoś, kto nosi w sobie
coś większego niż on sam”- pisał A. Exupery. Niesie w sobie „prometejski” żar
wieczności- rozdzielające się języki ognia- owoce wiecznie trwającej
Pięćdziesiątnicy. „Droga przebóstwienia jest więc drogą ku pięknu” (M.I.
Rupnik). Artysta potrafi pokazać w nowy sposób piękno drzewa które zwiodło
Adama, jako drzewo kosmiczne- na którym zatriumfowała Miłość. „Zasadniczy
argument przemawiający za Bogiem zawiera się w człowieku i w jego powołaniu.
Świat miał twórców prawdziwego piękna, którzy sami byli piękni, ludzi
obdarzonych wielką głębią, ludzi mocnych duchem... to wszystko pozwala odkryć
Boga” (M. Bierdiajew). Bóg istnieje i podnosi świat z gruzów duchowej nędzy-
przekonują katakumbowe malowidła na których anonimowi chrześcijańscy twórcy
utrwalili cudowne oblicze Chrystusa- „Pięknego młodzieńca”- Pasterza niosącego
na swoich ramionach owieczkę. Bogaczłowieka wyrywającego istotę ludzką z
zaklętego kręgu śmierci ku zmartwychwstaniu. „Gardząc śmiercią wskazał nam
drogę, jaką iść winniśmy, dał nam wzór, jaki mamy naśladować”- pisał św.
Grzegorz Wielki. Taki obraz Boga przeniknął do ikonografii młodego Kościoła;
zrodził się tyglu wszechobecnego prześladowania i nieustannego potwierdzania
wiary męczeństwem. Kościół w uścisku śmierci mógł jedynie wyzwolić taką energię
miłości i piękna. „Uduchowione formy” malarstwa przekonujące o tym, że
Zbawiciel jest zakochanym w grzeszniku Bogiem, a „świeci są ziarnami
zmartwychwstania.” Nawet najbardziej dramatyczna historia zostaje rozświetlona
nadzieją. „Sztuka katakumb to przede wszystkim sztuka krzewiąca wiarę”-
przekonywał w znakomitym studium poświęconym ikonie Leonid Uspieński. Dobry
Pasterz staje się najstarszym wyobrażeniem zatroskanego o los świata i kościoła
Boga. „Z obrazu Chrystusa przenosimy oczy ducha na nieograniczony obraz Boga” (T.
Studyta). Pasterz- Wcielona, Ukrzyżowana i Zmartwychwstała Miłość- przekonuje
świat o tym, „że dostąpi zbawienia ten, kto zbawia innych.”
czwartek, 23 kwietnia 2020
Bardzo silnym
wyróżnikiem chrześcijaństwa jest tęsknota. „Szukajcie Królestwa Bożego” to
tyle, co pragnienie uobecnienia tęsknoty ! W psalmach możemy usłyszeć stan
miłosnego oczekiwania: „Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedy więc
przyjdę i ujrzę oblicze Boże ?”(Ps 42,3). Można tęsknić za wieloma sprawami- do
tych prozaicznych po te wysokie- zawieszone niczym gwiazdy na niebie. Jedni
tęsknią za dalekimi horyzontami szczęścia, jeszcze inni za zasobami
materialnymi, są i tacy których tęsknota przeobraża się w język bezwarunkowej
wiary. „Z tęsknotą nasze serca otwarliśmy dla niebiańskiego strumienia płynącego
z Twojego zdroju, zdroju życia, który u Ciebie jest, abyśmy na tyle zroszeni
jego wodą, na ile to było dla nas możliwe, zdołali dosięgnąć myślą owej
wielkiej tajemnicy”- pisał w Wyznaniach św.
Augustyn. Istnieją również tęsknoty fałszywe, złowieszcze- podszyte utopią
szczęścia i samorealizacji. Tęsknoty niewolnicze i bluźniercze, czyniące z
ludzi byty groteskowe, pełne parodii, śmieszne i pędzące na oślep. Boję się
ludzi którzy przestali tęsknić i rozmyślać nad światem który może być
usensowniony przez obecność przenikającego wszystko Życia. Kiedy myślę o
„Obecności” i „Życiu” to moja myśl orbituje w kierunku Boga Miłości- bliskiego
i przychylnego człowiekowi, który w Ewangelii pochyla się nad ludzkim,
zagmatwanym w gąszczu zdarzeń losem. U Bierdiajewa przeczytałem zaskakującą
myśl, która we mnie pulsuje nieustannie: „Tęsknota może pobudzić świadomość
istnienia Boga, ale jest także przeżyciem opuszczenia przez Boga. Tęsknota
zawiera się między transcendencją i otchłanią niebytu.” Myślę, że w tęsknocie istnieją
ogromne pokłady nadziei, pozwalające przechodzić bezkresne poczucie samotności,
lęku i nieuświadomionych do końca chimer wewnętrznie pustoszących duszę. „Wiara,
którą kocham najlepiej, mówi Bóg, jest nadzieją”- powie Ch. Paguy. W tęsknocie
rodzą się ludzie świetliści i prawi- przez których dusze przechodzi snop
energii- ożywcze tchnienie wydobywające się z ust Przedwiecznego i Tęskniącego.
„Tylko Żyjący- może uczynić wyłom we wszystkich determinizmach, może
przekształcić nieobecność w miłość.” Wiele zawdzięczam ludziom którzy we mnie
podsycali tęsknotę za Bogiem. Ludziom spacerującym po ścieżkach tęsknoty-
intrygującym o inteligentnym przenikliwym spojrzeniu, przepastnym sercu i stawiających
prowokacyjne pytania, niejednokrotnie wyprowadzające mnie z wygodnej drogi
duchowego lenistwa. Tęsknota pozwalała przez wieki historii wzbijać się ludziom
ponad świat szarości, wojny, niewyobrażalnych cierpień i porzucenia. Tęsknota
jest terapeutyczna i kształtuje odważnych-
wizjonerskich ludzi ducha. „Człowiek staje się bezgraniczną przestrzenią Boga.”
W samym sercu piekła gułagu, anonimowy więzień przeniknięty tęsknotą pisał: „A
jednak była tam Wielkanoc: wielka, święta, duchowa, niezapomniana. Została ona
pobłogosławiona obecnością wśród nas naszego zmartwychwstałego Boga-
błogosławiona cichymi syberyjskimi gwiazdami i naszym smutkiem. Jakże radośnie
biją nasze serca w łączności duchowej z wielkim Zmartwychwstaniem !”wtorek, 21 kwietnia 2020
Wyszedłem rano na krótki
spacer. Nabierałem hausty ożywczego powietrza i patrzyłem się jak dziecko w
unoszące się ponad horyzontem domów słońce; soczyste jak z obrazów Vincenta van
Gogha. „Witam Światło wcześnie rano- pisał hinduski poeta R. Tagore- Słońce
niekończącego się dnia. Chwila wieczności. Pozdrawia cię człowiek, którego
nadzieja nie umiera.” Pomyślałem o ludziach pędzących do pracy- o twarzach
zakrytych maskami, gdzie tli się jeszcze nuta niepewności, obawa o własne
zdrowie. „Inni to twarze”- powie E. Levians, choć zakryte, jednak twarze na
które skraplają się migocące promienie słońca. Pogoda jest piękna, krajobraz
wiosny pulsuje intensywnością barw i zapachów; przyobleczony w kostium
oblubienicy wyczekującej miłośnie oblubieńca. „Ptak na gałęzi, lilia pośród
pól, jeleń w lesie, ryba w morzu, niezliczone zastępy ludzi radośnie
oznajmiających: Bóg jest miłością ! Zaś poniżej, niczym ton niosący wszystkie te
głosy, niczym bas huczący ponad wszystkimi tymi jasnymi sopranami, de profundis, rozlega się głos poświęconych:
Bóg jest miłością !”(S. Kierkegaard). Wszystko jest takie rezurekcyjne-
przemienione, spowite siłą zstępującego Życia. „Istnieje wzrok, którego nie
potrafi ciemnością zasnuć żadna ślepota. Wzrok miłości”(G.H. Grudziński). Wiara pozwala patrzeć na świat pięknymi i
niczym niezmąconymi oczami dziecka, pozwala przeżywać duchową intensywność w
tak subtelny i głęboki sposób. Współczesnemu człowiekowi, brakuje tego
edenicznego i świetlistego spojrzenia. Wychodzimy powoli z czasu pandemii, z
oglądania zaniepokojonych i przygaszonych lękiem ludzkich twarzy. Być nasyconym
Życiem ! Chrześcijaństwo w tym czasie proklamuje prawdę o Zmartwychwstaniu: „Chwała
Tobie, który objawiłeś nam Światłość.” Bóg żyje, wystarczy wsłuchać się w śpiew
ptaków, zobaczyć otwierające się niczym kielichy pąki drzew, intensywność
zieleni i fantastyczną paleta barw, którą kładzie na płótno świata największy
Boski Artysta. Bóg żyje i króluje w swej chwale. Jego boskie energie przechodzą
przez ciało świata i otwierają go na wieczne piękno. Kosmiczna liturgia, której
trwanie przenika poza czas i zamyka wszystko w dłoniach Piękna „rozlewającego
łaskę na całe stworzenie”(św. Grzegorz z Nyssy). W ten sposób świat staje się
ikoniczny, a człowiek staje się „obrazem obrazu”- istotą wychyloną ku
wieczności- „płomieniem rzeczy.” W przyszłości, powie Orygenes, „wszyscy znajdą
spełnienie w Człowieku doskonałym i staną się jednym słońcem.”niedziela, 19 kwietnia 2020
Wieczorem
w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były
zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do
nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się
zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak
Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i
powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im
odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Wiele razy próbowałem
sobie wyobrazić przerażonych, zrezygnowanych uczniów zabarykadowanych przed
światem. Poczuli się naprawdę osieroceni i samotni. Mistrz był dla nich
wszystkim; dopiero teraz sobie to uświadomili w całej pełni. „Miłość wszystko
okupuje i wszystko zbawia”(F. Dostojewski). Ostatnie chwile bycia z Jezusem
przemykały przez ich myśli w setkach różnych odsłon i skojarzeń. Dopiero teraz
coś do nich zaczęło docierać, brzmieć w zasklepionych strachem umysłach. Marzyli
o spokoju i pytali siebie jeden przez drugiego: Co z nami będzie dalej ? W to
napięcie wchodzi zmartwychwstały Pan. Pokazuje im swoje rany i pozwala się
nawet dotknąć. „On przyjdzie do każdego- pisał M. Maliński- Tak jak przyszedł
do nich. Pogrzebany, niechciany, zapomniany albo oczekiwany- w radości i
smutku. Przyjdzie, abyś mógł Go dotknąć, uwierzyć, że nie darmo niesiesz krzyż,
cierpisz rany, idziesz w samotności. Że nie na darmo.” Wyprowadza apostołów z rozdzierającego
serca lęku, tak jak wtedy kiedy sparaliżowani siedzieli w łodzi bojąc się
rozszalałego żywiołu wody. „Oczyśćmy zmysły, a ujrzymy Chrystusa Jaśniejącego w
niedostępnym świetle swego Zmartwychwstania- słyszymy podczas Jutrzni
Paschalnej- I usłyszymy wyraźnie, jak mówi: „Witajcie.” Mistrz pokazuje swoje
chwalebne rany- trofea Krzyża- znaki „przemiany cierpienia w drogę zwycięstwa”
(M. Bierdiajew). Tchnienie Ducha wytryskującego z przebitych ran uobecnia
dynamizm zmartwychwstania; piękno przemienienia człowieka i świata- radość
obecności Królestwa Bożego. „Wspaniałość Jego podobna do światła, promienie z
rąk Mu tryskają, w nich to ukryta moc Jego”(Ha 3,4). Dlatego Ewangelista-
umiłowany uczeń Jan a zanim napełniony entuzjazmem Wielkanocy Kościół wyzna:
dotykaliśmy Go własnymi rękoma. Nasz twarze spowijało światło ! Ciało, które
było martwe, złożone w grobie, owinięte całunami- jawi się przed nimi
zmartwychwstałe- ożywione tchnieniem Ojca, świetliste obfitością Ducha Świętego.
Od niedowierzającego Tomasza Kościół wyzwolił się ze sceptycyzmu, niepoprawnych
pytań, czy aroganckiego dociekania. Kończę to rozważanie modlitwą brata Rogera
z Taize. Litanią utkaną z pytań: „Gdybyś nie zmartwychwstał, Chryste, Panie, do
kogo byśmy poszli, aby odkrywać jasność Bożego oblicza ? Gdybyś nie
zmartwychwstał, nie trwalibyśmy razem w poszukiwaniu Twojej komunii i nie
znajdowalibyśmy u Ciebie przebaczenia, świeżości źródeł. Gdybyś nie
zmartwychwstał, skąd czerpalibyśmy energię, aby do końca życia iść za Tobą i
stale na nowo Cię wybierać ?” Zmartwychwstał i wszystko zostało przeniknie
sensem.
Zstąpienie świętego Ognia w bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie:
https://www.youtube.com/watch?v=ug-7nIqTvmw
Zstąpienie świętego Ognia w bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie:
https://www.youtube.com/watch?v=ug-7nIqTvmw
czwartek, 16 kwietnia 2020
W Kościele starożytnym
okres paschalny obfitował w bogactwo rytów, znaków i symboli, które plastycznie
odsłaniała przed oczami wiernych liturgia Kościoła. „Zmartwychwstał w Nim
świat. Zmartwychwstało w Nim niebo. Zmartwychwstała w ziemia. Będzie bowiem nowe niebo i nowa ziemia”(św.
Ambroży). Odzwierciedlało to głęboki zmysł misteryjnego wymiaru egzystencji. Noc
paschalna otwierała oczy wierzących na wieczność, a wszystkie znaki
sakramentalne uświadamiały ochrzczonym bogactwo łaski i pomnażały tęsknotę w
duszach za wiecznością – egzystencją w objęciach miłującego Boga. Chrzest był „kąpielą
wieczności” oraz nakarmieniem ciała i duszy pierwocinami tego świata. Liturgia
włączała materię tego świata w obręb modlitewnego i epikeltycznego poruszenia-
ukazując ich spełnienie w uświęceniu i ożywczym nasyceniu człowieka. „Wszystkie
cudowności, jakie widzimy w świecie- mówi św. Grzegorz z Nyssy- dostarczają
imionom boskim ich materii, za pomocą których określamy Boga jako mądrego,
potężnego, dobrego i świętego.” Tak drewno stało się materią na krzyż i
rozkwitło jako życiodajne drzewo życia, mirra niesiona przez kobiety- stała się
paschalnym balsamem miłości i czułości, tak również inne elementy tego świata:
oliwka, mleko i miód, chleby, woda i wino- staną się elementami świata już
przebóstwionego, do którego będzie miał dostęp człowiek opieczętowany wiarą. „Jeśli
w ziemi zbierają soki, jeśli woda odbywa swój zapładniający cykl, jeśli przez
słońce i przez deszcz niebo i ziemia poślubiają się nawzajem, jeśli człowiek
trudzi się, sieje, zbiera zboże i winne grona... dzieje się tak dlatego że w
końcu praca człowieka uczyni z ciała ziemi kielich ofiarowany rozbłyskowi Ducha”(O.
Clement). Takim pożywieniem który był
istotną częścią starożytnej liturgii chrzcielnej było podanie neofitom mleka zmieszanego
z miodem. Ten zwyczaj nie zachował się w tradycji zachodniej, ale w rycie
koptyjskim i ormiańskim po dziś dzień bezpośrednio po chrzcie i Eucharystii podaje
się do wypicia ten słodki napój. Pierwszy pokarm które otrzymują nowonarodzone
dzieci w łonie Kościoła. „Jaśniejący bielą, którzy jak mleko zgęstnieli”- pisał
św. Ireneusz z Lyonu. Kiedy Jonatan za pomocą łaski włożył sobie trochę miodu
do ust, „oczy jego nabrały blasku”(1 Sm 14,27). Miód ożywia ludzkie możliwości
odczuwania i przeżywania wiary. Ludziom zwracającym się ku Bogu, miód spływa z
boskiej pasieki i otwiera oczy ich wnętrza. Według św. Augustyna w Kościele
znajduje się ul pszczeli, z którego spragnione dzieci biorą „słodki miód
Chrystusa- czyli pokarm na życie wieczne.” Dzieci napełnione słodyczą, których
twarze jaśnieją blaskiem Paschy. Było to piękne odwołanie do
starotestamentalnej tradycji wejścia Izraela do Kanaanu- krainy wszelkich
tęsknot- opływającej mlekiem i miodem (Wj 3,8). Mistyczne zjednoczenie z Bogiem
i promieniowanie miłości oddaje z poetycką siłą księga Pieśni nad Pieśniami.
Mleko w ogrodzie Oblubieńca należy do nadprzyrodzonych pokarmów życia (Pnp
5,1). W Nowym Testamencie symbolizuje początek wiary i tęsknotę za wiecznością
(1 Kor 3,2., 1P 2,2). Również wspomniana ikonografia wczesnochrześcijańska
ukazuje Chrystusa Dobrego Pasterza, którym w naczynku podaje mleko owieczkom: „I
weszłam i zobaczyłam olbrzymi ogród, a pośrodku ogrodu siedział siwy człowiek
ogromnego wzrostu; ubrany był w strój pasterza i doił owieczki. Naokoło niego
ujrzałam wielotysięczny tłum ludzi w białych szatach. Człowiek ten odwrócił
głowę i zobaczył mnie, i rzekł do mnie i dał mi trochę mleka z tego, które
wydoił, a ja przyjęłam ze złożonymi rękami i spożyłam”- czytamy w świadectwie
świętych Perpetuy i Felicyty. Mleko i miód- napój odkupionych dzieci Kościoła !
Subskrybuj:
Posty (Atom)


