środa, 29 kwietnia 2020


Piasek morski, krople deszczu i dni wieczności któż może policzyć ? (Syr 1,2).

Piękny jest dzień, gdy poranek budzi się skropiony kroplami deszczu. Gdzie spieczona i spragniona wody ziemia staje się pragnieniem; każda jej cząstka nasyca się życiem, aby rodzić i oddawać światu życie. Bóg rozszczelnia portal niebiańskich przestworzy i zsyła deszcz błogosławieństwa. „Nadzieja wychodzi w pięknym słońcu i wraca w deszczu”- pisał J. Renard. Dla starożytnych ludzi wychowanych w kulturze Biblii, spadający z nieba deszcz był obrazem obfitości i łaski jaką hojnie udzielał w swojej opatrzności Bóg. „On niebo okrywa chmurami, deszcz przygotowuje dla ziemi i sprawia, że góry wypuszczając trawę”(Ps 147, 8). Dobrze to rozumieli nomadzi i fellahowie wyczekujący deszczu niczym największego daru niebios. Pustynia którą przemierzali koczowniczo jawiła się jako kraina pragnienia wody. Na pustyni człowiek uczył się modlitwy pragnienia i rozbijał namioty: „moja dusza pragnienie Ciebie jak zeschła ziemia”(Ps 143,6). Człowiek spragniony zrobi wszystko, aby odnaleźć źródło wody. Pomimo kaprysów natury, zaczyna spoglądać na niebo lub zabiera się do szukania wody- w pocie czoła zaczyna kopać studnie. Każda drobina wilgotnego piasku przesiewanego przez dłonie, wzmaga jedynie szczęście połączone ze  świadomością, że święto jest już blisko. „Domagaj się mleka swej wielbłądzicy, syna swej kobiety, ale o wodę proś Boga”- słyszymy w starym arabskim przysłowiu. Na pustynnych oazach studnie wydają dźwięki; rezonują zawartością najszlachetniejszej cieczy, której wartość nie przelicza się już na pieniądze. Od niej zależy życie własne i innych ! Nie bez przyczyny greckie słowo nymphe tłumaczy się tyle co „źródło” i „dojrzałą dziewczynę,” a nawet „brzemienną”- niosącą w sobie życie. Krople deszczu spadające tanecznie na pełną wypieczonych bruzd ziemię, wskrzeszają na powrót raj- miejsce uobecnionego Edenu- najpiękniejszego ogrodu, gotowego na powrót do zamieszkania. Stąd oaza, miejsce zatrzymania i pokrzepienia witalnych sił, staje się przestrzenią epifaniczną. Studnia nie jest jedynie szczeliną w sercu pustyni, a sercem istnienia pośród śmierci. Historia zbawienia rozpoczyna się przy studniach patriarchów i przy studni nowego poznania, gdzie Chrystus staje się „wodą żywą” wytryskującą ku życiu wiecznemu. Kościół staje się studnią sakramentów. „Wychodząc więc od tych studni, przebiegnij całe Pismo w poszukiwaniu studni i dojdź aż do Ewangelii, a znajdziesz tam studnię, nad którą siedział nasz Zbawiciel, odpoczywając po trudach wędrówki..., gdy przyszła tam Samarytanka i chciał zaczerpnąć wody ze studni”(Orygenes). Od najdawniejszych czasów znakiem wody była falista, zygzakowata, czy spiralna linia. Falista wstęga zdobiąca średniowieczne portale i opowiadająca o przepływaniu wewnątrz bytów życia. Romantyczny poeta Novalis w jednej z pieśni określił Boga jako „ocean życia.” Dlatego chrześcijanie rodzą się w wodzie jako nowe- przeistoczone istoty- są „rybami.” Wyglądają deszczu który ożywi pustynię, napełnia źródła, rozpędza rzeki- aby powrócić ostatecznie do rahamim kolebki Życia.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020


W świecie pełnym drżenia, napięć, podszeptów i słów, które z taką skutecznością modelują całe społeczności ludzkie i kształtują obraz odbitego w telewizyjnych ekranach świata, słowo Ewangelii staje się niczym cichy śpiew słowika. Świat obywający się bez tajemnic, a w nim mikroskopijny pochód ludzi wiary, których zaintrygowało i porwało światło wydobywające się z pustego grobu Chrystusa. Dobra Nowina o Życiu. Cieszę się, że chrześcijaństwo przestało być ekspansyjne, moralizatorskie, narzucające się, pozbawione jakiegoś istotnego wpływu na losy świata. Nie musi już budować strategii, aby chronić coś przed nieuchronnym wejściem w niebyt. Przestało być skostniałe i przemądrzałe; przytulone do powabów świata. Im bardziej obrastało w piórka, tym silniej było poddane prześmiewczym intrygom demona i krytycznym spojrzeniom ludzi wrogich i opryskliwych. „Prawdziwa wiara zaczyna się bowiem wtedy, gdy chrystianizm ustępuje miejsca samemu Chrystusowi  i gdy ten, kto już wierzy lub dopiero pragnie uwierzyć, kończy z abstrakcyjnymi rozważaniami nad ideologią czy moralnością chrystianizmu i po prostu wychodzi na spotkanie Jezusa”( A. Leonard). Teraz żyje siłą Ducha który zstępując, czyni wszystko nowym. „Królestwo Boże jest wewnątrz człowieka” (J. Bohme). Jego siłę nie mierzy się już orężem władzy, lecz pełnym pokory i ubóstwa byciem w zgiełku świata. To, co mnie ciągle urzeka w chrześcijaństwie to mistyka czasu i przestrzeni. Obecność Boga, którego spojrzenie i dar miłości przechodzi delikatnie i niezauważenie, niczym kropla wody drążąca monolit skały. „Nikt nie jest tak dobry i tak pełen współczucia, jak Bóg”- pisał mnich Marek Eremita. Jest to kraina tajemnic – nie tych sekretnych, zawoalowanych, niedostępnych dla ciekawskich oczu gapiów, czy szukających sensacji obsesyjnych tropicieli historii. Misterium obecnie przeżywanej chwili- liturgia pragnienia zrodzona z mozolnej wędrówki ku pełni istnienia. Pustynia na końcu której znajdują się studnie i namioty patriarchów. „Świat tworzy we mnie miejsce Jego odbioru.” Wielu ludzi ma ambicję zamknięcia w swojej dłoni świata, bycia kimś ważnym- dostrzeżonym- dokonującym rzeczy nieprzeciętnych, epatujących wobec innych siłą władzy.  Ja odkrywam przestrzeń wolności i zadowolenia z obecności Boga, którego piękno objawia się i zstępuje w migotliwie odczuwalnych poruszeniach duszy. „Dla mnie głównym dowodem na istnienie Boga jest radość, którą odczuwam, myśląc, że Bóg istnieje”(Rene Le Senne). Wychylam się ku przyszłości i odczuwam szczęście na samą myśl o świecie w którym wszystko będzie nieustannie przeżywanym świętem przemieniania. Trzeba przebić się przez powierzchnię sensu i odnaleźć się tam, gdzie doświadczenie Obecności staje się komunią miłości- sakramentem. Filozofia spotkania w której grzesznik wpada w objęcia Miłości i staje się istotą przebóstwioną. Nie chcę pisać tylko o jednej stronie życie i trzymać się kurczowo tego, co jest aktualnie- dzisiejsze. „Wszystkie gałęzie wznoszą się ku niebu”( G. Bernanos). Fascynuje mnie drugi horyzont wieczności, drugi brzeg do którego zawija się w podekscytowaniu i nadziei. Tęcza która pojawi się na horyzoncie nocy, wokół której pojawi się świetlista mandorla zamykająca Chrystusa przyjaciela ludzi. Boga w którego oczach płonąć będzie zachwyt jak w siódmym dniu stworzenia świata. „I będą oglądać Jego oblicze, a imię Jego na ich czołach. I odtąd już nocy nie będzie” (Ap 22, 4-5). Zawsze były we mnie silnie odczuwalne nastroje futurystyczne w których historia naznaczona cyklem narodzin i śmierci jawiła się jedynie jako pogodne przejście. Historia której ostatnim akordem będzie „wspólne dzieło wskrzeszenia”(N. Fiodorow). Piękno przyszłości naznaczone namacalnością innego świata wyrywającego się wszelkim naiwnie i pozornie wielkim dociekaniom eschatologii. Przesłaniu Apokalipsy obce jest fatum, lęk i pełne urojeń katastroficzne niebezpieczeństwo. Apokalipsę przenika  świetlista nadzieja, a jej uobecnieniem jest Jeździec na białym koniu który dokonuje zwycięstwa nad mocami zła. Jutro jest piękniejsze niż dzisiaj, ponieważ oczekiwanie staje się uobecnieniem, a pragnienie miłości- staje się jej posiadaniem. „Niewidzialna moc wiary- twierdził P. Evdokimov- wyryła na murach i sarkofagach znaki świadectwa, które rozsiewają blask życia wiecznego.” Sztuka intuicyjnie próbuje ukazać te perspektywy wieczności; zawrzeć w źrenicy oka to, co jawi się jedynie jako lustrzane odbicie- coś jakby do końca nieokreślone kształtem. Chrystus żywy- zmartwychwstały młodzieniec- takim go ukazują ikony i rzeźbiarskie romańskie portale- w których to jak pisała S. Weil „Bóg oczekuje, że będzie rozpoznany przez człowieka.” Uprawiana przeze mnie teologia jest już prostodusznym traktatem o wieczności- intuicją, marzeniem, lub tęsknotą-„ drzwiami” które z dziecięcą ciekawością uchylam i wypatruję w miłosnym drżeniu Tajemnicy.

niedziela, 26 kwietnia 2020


 Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje swoje życie za owce (J 10, 11).

Sztuka i wypełniające ją od środka piękno, nie jest skamieniałe od nadmiaru nieustannie powtarzanych rozszyfrowań i powtórzeń. Sztuka ciągle żyje, im mocniej pulsuje w niej imperatyw piękna. „Oczyma duszy widzę raj. Uduchowionym przystoją oczy duchowe...” (św. Efrem Syryjczyk). Ciągła próba reinterpretacji dzieł kultury jest widomym świadectwem estetycznych poruszeń i filozoficznych zamyśleń nad ideami które się nigdy nie przedawniły. W kulturze- niczym w źródle czasu wyłaniają się na powierzchnię sprawy intrygujące człowieka; wyłonione ze śmierci i skierowane ku na powrót tętniącemu życiu. Wielka sztuka musi przejść przez śmierć; zrodzić się w objęciach śmierci- w potrzasku nicości i niebytu- aby następnie się unieśmiertelnić w uszlachetnionym i naznaczonym mozołem egzystencji, finalnym dziele artysty. Kultura jest przeniknięta pierwiastkiem transcendentnym, pulsuje w niej wieczność wyrażająca się permanentnym stanem napięcia. Ramy historii detonują od nadmiaru pierwiastka życia tryskającego z pod spękanych i nabrzmiałych dłoni człowieka- wytwórcy. Sztuka niesie piękno na marach historii wchodząc w zaułki obojętności i lekceważącej blask zachwytu nieobecności. Zbyt płytkim byłoby stwierdzenie, iż sztuka rodzi się z nadmiaru fascynacji lub rumienieje pod wpływem przygodnych, niekiedy błahych  impulsów duszy. Sztuka jest religijną filozofią- orbitowaniem ku Absolutnemu Pięknu, przekraczaniem czasu. Dla Pseudo-Dionizego piękno jest jednym z imion boskich. To, co dostrzegamy oczami ciała jest jedynie zatrzymaniem się nad początkiem piękna- „refleksem Boga.” Sztuka pozwala odkryć obecność Boga, przechadzającego się po świecie jak po wielkiej pracowni w której tkani są ze świetlistego tworzywa wiary- prorocy Królestwa Niebieskiego. „Człowiek to ktoś, kto nosi w sobie coś większego niż on sam”- pisał A. Exupery. Niesie w sobie „prometejski” żar wieczności- rozdzielające się języki ognia- owoce wiecznie trwającej Pięćdziesiątnicy. „Droga przebóstwienia jest więc drogą ku pięknu” (M.I. Rupnik). Artysta potrafi pokazać w nowy sposób piękno drzewa które zwiodło Adama, jako drzewo kosmiczne- na którym zatriumfowała Miłość. „Zasadniczy argument przemawiający za Bogiem zawiera się w człowieku i w jego powołaniu. Świat miał twórców prawdziwego piękna, którzy sami byli piękni, ludzi obdarzonych wielką głębią, ludzi mocnych duchem... to wszystko pozwala odkryć Boga” (M. Bierdiajew). Bóg istnieje i podnosi świat z gruzów duchowej nędzy- przekonują katakumbowe malowidła na których anonimowi chrześcijańscy twórcy utrwalili cudowne oblicze Chrystusa- „Pięknego młodzieńca”- Pasterza niosącego na swoich ramionach owieczkę. Bogaczłowieka wyrywającego istotę ludzką z zaklętego kręgu śmierci ku zmartwychwstaniu. „Gardząc śmiercią wskazał nam drogę, jaką iść winniśmy, dał nam wzór, jaki mamy naśladować”- pisał św. Grzegorz Wielki. Taki obraz Boga przeniknął do ikonografii młodego Kościoła; zrodził się tyglu wszechobecnego prześladowania i nieustannego potwierdzania wiary męczeństwem. Kościół w uścisku śmierci mógł jedynie wyzwolić taką energię miłości i piękna. „Uduchowione formy” malarstwa przekonujące o tym, że Zbawiciel jest zakochanym w grzeszniku Bogiem, a „świeci są ziarnami zmartwychwstania.” Nawet najbardziej dramatyczna historia zostaje rozświetlona nadzieją. „Sztuka katakumb to przede wszystkim sztuka krzewiąca wiarę”- przekonywał w znakomitym studium poświęconym ikonie Leonid Uspieński. Dobry Pasterz staje się najstarszym wyobrażeniem zatroskanego o los świata i kościoła Boga. „Z obrazu Chrystusa przenosimy oczy ducha na nieograniczony obraz Boga” (T. Studyta). Pasterz- Wcielona, Ukrzyżowana i Zmartwychwstała Miłość- przekonuje świat o tym, „że dostąpi zbawienia ten, kto zbawia innych.”

czwartek, 23 kwietnia 2020


Bardzo silnym wyróżnikiem chrześcijaństwa jest tęsknota. „Szukajcie Królestwa Bożego” to tyle, co pragnienie uobecnienia tęsknoty ! W psalmach możemy usłyszeć stan miłosnego oczekiwania: „Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedy więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże ?”(Ps 42,3). Można tęsknić za wieloma sprawami- do tych prozaicznych po te wysokie- zawieszone niczym gwiazdy na niebie. Jedni tęsknią za dalekimi horyzontami szczęścia, jeszcze inni za zasobami materialnymi, są i tacy których tęsknota przeobraża się w język bezwarunkowej wiary. „Z tęsknotą nasze serca otwarliśmy dla niebiańskiego strumienia płynącego z Twojego zdroju, zdroju życia, który u Ciebie jest, abyśmy na tyle zroszeni jego wodą, na ile to było dla nas możliwe, zdołali dosięgnąć myślą owej wielkiej tajemnicy”- pisał w Wyznaniach św. Augustyn. Istnieją również tęsknoty fałszywe, złowieszcze- podszyte utopią szczęścia i samorealizacji. Tęsknoty niewolnicze i bluźniercze, czyniące z ludzi byty groteskowe, pełne parodii, śmieszne i pędzące na oślep. Boję się ludzi którzy przestali tęsknić i rozmyślać nad światem który może być usensowniony przez obecność przenikającego wszystko Życia. Kiedy myślę o „Obecności” i „Życiu” to moja myśl orbituje w kierunku Boga Miłości- bliskiego i przychylnego człowiekowi, który w Ewangelii pochyla się nad ludzkim, zagmatwanym w gąszczu zdarzeń losem. U Bierdiajewa przeczytałem zaskakującą myśl, która we mnie pulsuje nieustannie: „Tęsknota może pobudzić świadomość istnienia Boga, ale jest także przeżyciem opuszczenia przez Boga. Tęsknota zawiera się między transcendencją i otchłanią niebytu.” Myślę, że w tęsknocie istnieją ogromne pokłady nadziei, pozwalające przechodzić bezkresne poczucie samotności, lęku i nieuświadomionych do końca chimer wewnętrznie pustoszących duszę. „Wiara, którą kocham najlepiej, mówi Bóg, jest nadzieją”- powie Ch. Paguy. W tęsknocie rodzą się ludzie świetliści i prawi- przez których dusze przechodzi snop energii- ożywcze tchnienie wydobywające się z ust Przedwiecznego i Tęskniącego. „Tylko Żyjący- może uczynić wyłom we wszystkich determinizmach, może przekształcić nieobecność w miłość.” Wiele zawdzięczam ludziom którzy we mnie podsycali tęsknotę za Bogiem. Ludziom spacerującym po ścieżkach tęsknoty- intrygującym o inteligentnym przenikliwym spojrzeniu, przepastnym sercu i stawiających prowokacyjne pytania, niejednokrotnie wyprowadzające mnie z wygodnej drogi duchowego lenistwa. Tęsknota pozwalała przez wieki historii wzbijać się ludziom ponad świat szarości, wojny, niewyobrażalnych cierpień i porzucenia. Tęsknota jest  terapeutyczna i kształtuje odważnych- wizjonerskich ludzi ducha. „Człowiek staje się bezgraniczną przestrzenią Boga.” W samym sercu piekła gułagu, anonimowy więzień przeniknięty tęsknotą pisał: „A jednak była tam Wielkanoc: wielka, święta, duchowa, niezapomniana. Została ona pobłogosławiona obecnością wśród nas naszego zmartwychwstałego Boga- błogosławiona cichymi syberyjskimi gwiazdami i naszym smutkiem. Jakże radośnie biją nasze serca w łączności duchowej z wielkim Zmartwychwstaniem !”

wtorek, 21 kwietnia 2020


Wyszedłem rano na krótki spacer. Nabierałem hausty ożywczego powietrza i patrzyłem się jak dziecko w unoszące się ponad horyzontem domów słońce; soczyste jak z obrazów Vincenta van Gogha. „Witam Światło wcześnie rano- pisał hinduski poeta R. Tagore- Słońce niekończącego się dnia. Chwila wieczności. Pozdrawia cię człowiek, którego nadzieja nie umiera.” Pomyślałem o ludziach pędzących do pracy- o twarzach zakrytych maskami, gdzie tli się jeszcze nuta niepewności, obawa o własne zdrowie. „Inni to twarze”- powie E. Levians, choć zakryte, jednak twarze na które skraplają się migocące promienie słońca. Pogoda jest piękna, krajobraz wiosny pulsuje intensywnością barw i zapachów; przyobleczony w kostium oblubienicy wyczekującej miłośnie oblubieńca. „Ptak na gałęzi, lilia pośród pól, jeleń w lesie, ryba w morzu, niezliczone zastępy ludzi radośnie oznajmiających: Bóg jest miłością ! Zaś poniżej, niczym ton niosący wszystkie te głosy, niczym bas huczący ponad wszystkimi tymi jasnymi sopranami, de profundis, rozlega się głos poświęconych: Bóg jest miłością !”(S. Kierkegaard). Wszystko jest takie rezurekcyjne- przemienione, spowite siłą zstępującego Życia. „Istnieje wzrok, którego nie potrafi ciemnością zasnuć żadna ślepota. Wzrok miłości”(G.H. Grudziński).  Wiara pozwala patrzeć na świat pięknymi i niczym niezmąconymi oczami dziecka, pozwala przeżywać duchową intensywność w tak subtelny i głęboki sposób. Współczesnemu człowiekowi, brakuje tego edenicznego i świetlistego spojrzenia. Wychodzimy powoli z czasu pandemii, z oglądania zaniepokojonych i przygaszonych lękiem ludzkich twarzy. Być nasyconym Życiem ! Chrześcijaństwo w tym czasie proklamuje prawdę o Zmartwychwstaniu: „Chwała Tobie, który objawiłeś nam Światłość.” Bóg żyje, wystarczy wsłuchać się w śpiew ptaków, zobaczyć otwierające się niczym kielichy pąki drzew, intensywność zieleni i fantastyczną paleta barw, którą kładzie na płótno świata największy Boski Artysta. Bóg żyje i króluje w swej chwale. Jego boskie energie przechodzą przez ciało świata i otwierają go na wieczne piękno. Kosmiczna liturgia, której trwanie przenika poza czas i zamyka wszystko w dłoniach Piękna „rozlewającego łaskę na całe stworzenie”(św. Grzegorz z Nyssy). W ten sposób świat staje się ikoniczny, a człowiek staje się „obrazem obrazu”- istotą wychyloną ku wieczności- „płomieniem rzeczy.” W przyszłości, powie Orygenes, „wszyscy znajdą spełnienie w Człowieku doskonałym i staną się jednym słońcem.”

niedziela, 19 kwietnia 2020


J 20, 19-31

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

Wiele razy próbowałem sobie wyobrazić przerażonych, zrezygnowanych uczniów zabarykadowanych przed światem. Poczuli się naprawdę osieroceni i samotni. Mistrz był dla nich wszystkim; dopiero teraz sobie to uświadomili w całej pełni. „Miłość wszystko okupuje i wszystko zbawia”(F. Dostojewski). Ostatnie chwile bycia z Jezusem przemykały przez ich myśli w setkach różnych odsłon i skojarzeń. Dopiero teraz coś do nich zaczęło docierać, brzmieć w zasklepionych strachem umysłach. Marzyli o spokoju i pytali siebie jeden przez drugiego: Co z nami będzie dalej ? W to napięcie wchodzi zmartwychwstały Pan. Pokazuje im swoje rany i pozwala się nawet dotknąć. „On przyjdzie do każdego- pisał M. Maliński- Tak jak przyszedł do nich. Pogrzebany, niechciany, zapomniany albo oczekiwany- w radości i smutku. Przyjdzie, abyś mógł Go dotknąć, uwierzyć, że nie darmo niesiesz krzyż, cierpisz rany, idziesz w samotności. Że nie na darmo.” Wyprowadza apostołów z rozdzierającego serca lęku, tak jak wtedy kiedy sparaliżowani siedzieli w łodzi bojąc się rozszalałego żywiołu wody. „Oczyśćmy zmysły, a ujrzymy Chrystusa Jaśniejącego w niedostępnym świetle swego Zmartwychwstania- słyszymy podczas Jutrzni Paschalnej- I usłyszymy wyraźnie, jak mówi: „Witajcie.” Mistrz pokazuje swoje chwalebne rany- trofea Krzyża- znaki „przemiany cierpienia w drogę zwycięstwa” (M. Bierdiajew). Tchnienie Ducha wytryskującego z przebitych ran uobecnia dynamizm zmartwychwstania; piękno przemienienia człowieka i świata- radość obecności Królestwa Bożego. „Wspaniałość Jego podobna do światła, promienie z rąk Mu tryskają, w nich to ukryta moc Jego”(Ha 3,4). Dlatego Ewangelista- umiłowany uczeń Jan a zanim napełniony entuzjazmem Wielkanocy Kościół wyzna: dotykaliśmy Go własnymi rękoma. Nasz twarze spowijało światło ! Ciało, które było martwe, złożone w grobie, owinięte całunami- jawi się przed nimi zmartwychwstałe- ożywione tchnieniem Ojca, świetliste obfitością Ducha Świętego. Od niedowierzającego Tomasza Kościół wyzwolił się ze sceptycyzmu, niepoprawnych pytań, czy aroganckiego dociekania. Kończę to rozważanie modlitwą brata Rogera z Taize. Litanią utkaną z pytań: „Gdybyś nie zmartwychwstał, Chryste, Panie, do kogo byśmy poszli, aby odkrywać jasność Bożego oblicza ? Gdybyś nie zmartwychwstał, nie trwalibyśmy razem w poszukiwaniu Twojej komunii i nie znajdowalibyśmy u Ciebie przebaczenia, świeżości źródeł. Gdybyś nie zmartwychwstał, skąd czerpalibyśmy energię, aby do końca życia iść za Tobą i stale na nowo Cię wybierać ?” Zmartwychwstał i wszystko zostało przeniknie sensem.


Zstąpienie świętego Ognia w bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie:
https://www.youtube.com/watch?v=ug-7nIqTvmw

czwartek, 16 kwietnia 2020


W Kościele starożytnym okres paschalny obfitował w bogactwo rytów, znaków i symboli, które plastycznie odsłaniała przed oczami wiernych liturgia Kościoła. „Zmartwychwstał w Nim świat. Zmartwychwstało w Nim niebo. Zmartwychwstała w  ziemia. Będzie bowiem nowe niebo i nowa ziemia”(św. Ambroży). Odzwierciedlało to głęboki zmysł misteryjnego wymiaru egzystencji. Noc paschalna otwierała oczy wierzących na wieczność, a wszystkie znaki sakramentalne uświadamiały ochrzczonym bogactwo łaski i pomnażały tęsknotę w duszach za wiecznością – egzystencją w objęciach miłującego Boga. Chrzest był „kąpielą wieczności” oraz nakarmieniem ciała i duszy pierwocinami tego świata. Liturgia włączała materię tego świata w obręb modlitewnego i epikeltycznego poruszenia- ukazując ich spełnienie w uświęceniu i ożywczym nasyceniu człowieka. „Wszystkie cudowności, jakie widzimy w świecie- mówi św. Grzegorz z Nyssy- dostarczają imionom boskim ich materii, za pomocą których określamy Boga jako mądrego, potężnego, dobrego i świętego.” Tak drewno stało się materią na krzyż i rozkwitło jako życiodajne drzewo życia, mirra niesiona przez kobiety- stała się paschalnym balsamem miłości i czułości, tak również inne elementy tego świata: oliwka, mleko i miód, chleby, woda i wino- staną się elementami świata już przebóstwionego, do którego będzie miał dostęp człowiek opieczętowany wiarą. „Jeśli w ziemi zbierają soki, jeśli woda odbywa swój zapładniający cykl, jeśli przez słońce i przez deszcz niebo i ziemia poślubiają się nawzajem, jeśli człowiek trudzi się, sieje, zbiera zboże i winne grona... dzieje się tak dlatego że w końcu praca człowieka uczyni z ciała ziemi kielich ofiarowany rozbłyskowi Ducha”(O. Clement).  Takim pożywieniem który był istotną częścią starożytnej liturgii chrzcielnej było podanie neofitom mleka zmieszanego z miodem. Ten zwyczaj nie zachował się w tradycji zachodniej, ale w rycie koptyjskim i ormiańskim po dziś dzień bezpośrednio po chrzcie i Eucharystii podaje się do wypicia ten słodki napój. Pierwszy pokarm które otrzymują nowonarodzone dzieci w łonie Kościoła. „Jaśniejący bielą, którzy jak mleko zgęstnieli”- pisał św. Ireneusz z Lyonu. Kiedy Jonatan za pomocą łaski włożył sobie trochę miodu do ust, „oczy jego nabrały blasku”(1 Sm 14,27). Miód ożywia ludzkie możliwości odczuwania i przeżywania wiary. Ludziom zwracającym się ku Bogu, miód spływa z boskiej pasieki i otwiera oczy ich wnętrza. Według św. Augustyna w Kościele znajduje się ul pszczeli, z którego spragnione dzieci biorą „słodki miód Chrystusa- czyli pokarm na życie wieczne.” Dzieci napełnione słodyczą, których twarze jaśnieją blaskiem Paschy. Było to piękne odwołanie do starotestamentalnej tradycji wejścia Izraela do Kanaanu- krainy wszelkich tęsknot- opływającej mlekiem i miodem (Wj 3,8). Mistyczne zjednoczenie z Bogiem i promieniowanie miłości oddaje z poetycką siłą księga Pieśni nad Pieśniami. Mleko w ogrodzie Oblubieńca należy do nadprzyrodzonych pokarmów życia (Pnp 5,1). W Nowym Testamencie symbolizuje początek wiary i tęsknotę za wiecznością (1 Kor 3,2., 1P 2,2). Również wspomniana ikonografia wczesnochrześcijańska ukazuje Chrystusa Dobrego Pasterza, którym w naczynku podaje mleko owieczkom: „I weszłam i zobaczyłam olbrzymi ogród, a pośrodku ogrodu siedział siwy człowiek ogromnego wzrostu; ubrany był w strój pasterza i doił owieczki. Naokoło niego ujrzałam wielotysięczny tłum ludzi w białych szatach. Człowiek ten odwrócił głowę i zobaczył mnie, i rzekł do mnie i dał mi trochę mleka z tego, które wydoił, a ja przyjęłam ze złożonymi rękami i spożyłam”- czytamy w świadectwie świętych Perpetuy i Felicyty. Mleko i miód- napój odkupionych dzieci Kościoła !