niedziela, 31 maja 2020


Bez Ducha Świętego- Bóg jest daleko. Chrystus pozostaje w przeszłości, Ewangelia jest martwą literą, Kościół zwykłą organizacją, władza panowaniem, misja propagandą, kult archaizmem, a działanie moralne człowieka - działaniem niewolników. Ale w Duchu Świętym kosmos zostaje uszlachetniony przez zrodzenie Królestwa, a Chrystus Zmartwychwstały uobecnia się, Ewangelia staje się mocą życia, Kościół urzeczywistnia komunię trynitarną, władza przekształca się w służbę, liturgia jest pamiątką i antycypacją, działanie ludzkie zostaje przebóstwione.

Zielone Świątki- to było jak trzęsienie ziemi: niespodziewane, paraliżujące, zatrzymujące dech w piersiach mężczyzn zabarykadowanych w Wieczerniku przed możliwymi prześladowaniami. Hagia- Pneuma- Panhagion- Zoe- zstąpiło niczym lawa z krateru nieba wszystko czyniąc napełnionym ogniem i światłem. Wszystko zostaje przeniknięte łaską, wszystko drży, wibruje, budzi się w ogromnym oddechu życia, jak dziecko z tysiącem uśmiechów, jak szum który podrywa wody morza czyniąc z nich nieokiełznany żywioł, namiętność która rzuca ku sobie w objęcia kochanków. To spektakularne wydarzenie utrwalone na kartach najstarszego apostolskiego świadectwa, pozwala nam pośrednio poczuć atmosferę tej prawdziwie doświadczonej i zinterpretowanej w duchu wiary historii. Świadectwo wzmacnia naszą wiarę, że „istnieje owocne doświadczenie Absolutu” (J. Maritain). Tak bardzo przełomowa chwila wydobywa z łona rozczarowania, lęku i zwątpienia, ludzi napełnionych mocą; przekonanych o sile Chrystusowej Obietnicy. W pieczęci charyzmatycznej miłości, „Bóg złączył się z człowiekiem na wieki”(Ch. Peguy). Człowiek i świat stał się przenikniętym energiami Królestwem Bożym- Soma pneumatikón. W oczach apostołów zabłysło niestworzone światło, a cudowna woń świętości uwiodła ich zmysły i przyoblekła w zbroję odwagi. Tajemnica działania Ducha jest tajemnicą przeobrażenia samego człowieka. „Przebóstwienie jest duchowym wzrastaniem, które dokonuje w Kościele Duch przez zbawczy akt Chrystusa” (N. Nissiotis). Odtąd cała teologia łaski stanie się doktryną o przebóstwieniu- o „nowym stworzeniu” rozgrzanym do czerwoności człowieku wiary poruszającym się w przestrzeni obecności Trójcy Świętej. Tak więc w Pentekoste  nie czcimy osobno trzeciej Boskiej Osoby, lecz świętujemy Trójjedynego Boga, który przez zesłanie Ducha czyni Kościół uświęconym i przeobrażonym. Święty Grzegorz Teolog pisał: „Stary testament głosił Ojca w sposób zupełnie wyraźny, Syna raczej jakby przez zasłonę. Nowy Testament ukazał nam Syna całkiem jasno, ale bóstwo Ducha Świętego tylko zaznaczył. Teraz wreszcie Duch Święty między nami przebywa wyraźniej, objawiając nam prawdę o sobie.” Wszystko zostaje od środka przeniknięte pięknem: człowiek, przyroda, kultura..., stając się odzwierciedleniem „niebiańskiego życia na ziemi.”

czwartek, 28 maja 2020


J 14, 15-21

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie».

„Żyjemy otoczeni nieskończoną wielością tajemnic”- te słowa napisał Lew Szestow próbując ukazać jak mały jest człowiek, jak mały jest jego rozum aby zgłębić tajemnicę Boga i świata. Myślę, że jedną z takich tajemnic jest wyjątkowa, subtelna i życiodajna obecność Ducha Świętego. Trzeba zatem zachować pokorę i milczenie wobec tej Tajemnicy, bowiem „dramat zbawienia odbywa się za zasłoną” (S.Weil). Lepiej będzie jak pragnienie poznania „Gołębicy” stanie się pragnieniem ożywczego źródła. W historii chrześcijaństwa były momenty w których nawet zapominano o Duchu, trochę nieświadomie marginalizując Jego obecność. Nawet sam św. Augustyn przyznaje, że „ludzie uczeni napisali wiele książek o Ojcu i Synu. Natomiast Duch Święty nie stał się przedmiotem studiów tak obfitych, tak starannie prowadzonych przez uczonych i wielkich komentatorów boskich Pism, by można było łatwo pojąć także Jego własny charakter, z powodu którego nie możemy Go nazwać ani Synem ani Ojcem, ale jedynie Duchem Świętym”. Pewien ewangelicki teolog nawet stwierdził, że Duch Święty jest dzisiaj w dużej mierze „nieznanym Bogiem”. Nawet pomimo eksplozji tak wielu charyzmatycznych ruchów i wspólnot w różnych kościołach, wielu chrześcijan zatrzymuje się tylko na zewnętrznych znakach, okraszonych pewną nadzwyczajnością, niż na samej osobie Ducha Świętego. A przecież jak powie św. Bazyli Wielki: „Stworzenie nie posiada żadnego daru, który by nie pochodził od Ducha. Jest On Uświęcicielem, który nas na powrót jednoczy z Bogiem”. Nie sposób zliczyć, ile to razy Duch Święty wtargnął niczym żywioł w historię i osobiste życie każdego człowieka. „Duch nazwany jest Królestwem i daje początek królowaniu Boga w nas” (M. Kabasilas). Każdy z nas przeżył w swoim życiu małe zwiastowania i pięćdziesiątnice- poruszenia serca i duchowe rewitalizacje. Ile to razy w kryzysach wiary, ucieczkach i wejściach w grzech- On przypominał o zmartwychwstałym Chrystusie i jego darmowej miłości. Kościół od wieków wołał i nie przestaje wołać z głębi swego jestestwa: eltheto to Hagion Pneuma sou eph hemas Kai katharisato hemas- niech przyjdzie Duch Twój na nas i oczyści nas. Dzięki Jego dynamizującej obecności Kościół staje się comunio sanctorum- wspólnotą uświęconą i przebóstwioną. Modlę się słowami Brata Rogera z Taize: „Duchu Święty, tchnienie miłości Chrystusa. Ty składasz w każdym człowieku wiarę, która jest bardzo prostym zaufaniem, tak prostym, że wszyscy mogą je przyjąć. Znany czy nieznany, w naszych ciemnościach rozpalasz ogień, który nigdy nie zagaśnie”.

wtorek, 26 maja 2020


Powstają synowie, by szczęście jej uznać, i mąż, ażeby ją sławić (Prz 31,28).

Dzisiaj w kalendarzu przypada dzień Matki. To wyjątkowe wspomnienie, ponieważ wyzwala głębko dziecięce i pełne wdzięczności postawy. Mądre żydowskie przysłowie powie: „Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył matkę.” Samo brzmienie słowa – mama- w ustach małego dziecka przekonuje nas o prostodusznej naiwności, czystości i pełnej miłości postawie uwielbienia dla Kogoś, kto jest jedną z pierwszych i najważniejszych osób na drodze życia. Święty Makary mówił, że w jej oku odbija się światło, „że cała staje się okiem.” Twarz mamy to pierwszy widok wieczności po wyjściu istoty ku istnieniu. „Miłość matki jest jedyną miłością niezwyciężoną, wieczną jak narodziny”- pisał A. Malraux. Jej pieszczoty, pocałunki, przytulenia i przekraczające ramy czasu towarzyszenie kształtuje oblicze indywidualnej historii jako chwili przyobleczonej w święto. W człowieku pozostają zagruntowane, niczym na malarskim płótnie cudowne wspomnienia związane z towarzyszącą obecnością matki. Tam gdzie jest matka jest przepełniony miłością dom, tchnienie wiary, zapach kwiatów, ciepło emanujące siłą dobra, piękno człowieczeństwa obłaskawiającego promykami szczęścia, oparcie przed złem kryjącym się za ścianą świata. Istnieje pewna duchowa i psychologicznie pojmowana pępowina głębokich relacji pomiędzy dzieckiem a Tą, której łono było dla nas „nieprzeniknionym i tajemniczym sanktuarium”(G. Flaubert). Pewnie istnieje w nas taka spontaniczna i nieskrępowana postawa idealizowania własnych matek, tak jak  one zawsze widzą swoje dziecko w jak najlepszym świetle. Poetycka wrażliwość pozwala nam widzieć w najbliższej nam z kobiet, subtelnego i asystującego naszym stawianym nieudolnie krokom anioła stróża. Mamy mają przenikliwe i pełne uprzedzającej miłości spojrzenie. Widzą dalej niż wymaga tego czas, miejsce i zmieniające się okoliczności życia. Matki najczęściej umierają przepracowane od dawanej w obfitości miłości. Ich życie jest darem- ofiarą z siebie. Uśmiech i łzy matek mają coś z sakramentalności- stają się wiecznie pulsującym źródłem miłości, które w nich urzeczywistnia Bóg. Przedłożenie delikatności Tego, który przytula po ojcowsku, a kocha głęboko jak matka. Obecność kobiecości i macierzyństwa, wstrząsa światem męsko centrycznym, czyni areną głębokich- duchowych przemian; kształtuje cywilizację piękna i łagodności przemieniającej rządzę władzy w pełną delikatności wrażliwość. Mężczyzna uczy się transcendować świat, będąc wpatrzonym w oczy matki. Losy świata spoczywają w ramionach matki, jak to subtelnie oddaje jeden z wersetów Koranu: „raj leży u stóp matki.” Powieściopisarz Jean Giraudoux w Sodomie i Gomorze twierdził, że epoka w którym kobieta przestała dawać miłość- „to koniec świata.” W końcu myślę o mojej mamie, które zawsze traktuje mnie jak tego malutkiego- rozrabiającego i mnożącego liczne pomysły na zabawę dziecka. Matki towarzyszącej moim sukcesom i porażkom, śmiejącej i płaczącej ze mną w chwilach osobistych porażek i prób. Niewiasty dźwigającej krzyż i pomnażającej euforię szczęścia, kiedy widzi mnie w dobrym zdrowiu i niezachwianej wierze w ludzi. Dziękuję Ci, za życie..., wiarę, każdy impuls miłości. Niech Bóg zachowa Cię w zdrowiu, a Maryja Niebieska Matka wyprasza siłę do pomnażania miłości. Niech wypełnia twe serce wiara biblijnych matek: Sary, Rebeki, Lei, Racheli i Maryi- Matki Jezusa i Kościoła.  

niedziela, 24 maja 2020



A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (J 17, 3).

Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie- dwa wielkie wydarzenia przejścia. Jedno jest przejściem ze śmierci do życia- Paschą, drugie to powrót do Ojca. „Odejście może być zasługą. Chrystus odszedł od Ojca i przyszedł na świat. Odszedł od swojej rodziny. Odszedł od Matki. Odszedł w ogrójcu od uczniów. Odszedł na krzyż. Odszedł do Ojca w dniu wniebowstąpienia... Wszystkie odejścia przygotowują nas do odejścia ostatecznego”(J. Pasierb). Teraz Ojciec uwielbia Syna „wywyższył Go i nadał Mu imię przewyższające wszelkie imię, aby na mię Jezus zginało się każde kolano mieszkańców nieba, ziemi i podziemia” (Flp 2,9-10). Osnową tych triumfalnych aktów jest uobecnienie się Chwały Bożej. Pomimo odejścia które jest konieczne, pragnieniem Jezusa jest, aby w uczniach wypisał się obraz Boga. Syn- Ikona- objawiający miłość do świata. „Bóg jest miłością”- pisał św. Jan Apostoł. Miłość staje się najpiękniejszym i najbardziej wiarygodnym słowem Ewangelii. Tylko przez miłość może utrwalić się wielki dar Obecności i obfity dar Ducha Świętego. Los innych zostaje opromieniony nadzieją życia. Spojrzenie i dotknięcie Mistrza pozostaje na Ciele Kościoła- stygmatyzuje go przebaczającą i uzdrawiającą miłością. Orygenes wskazywał na to, że Chrystus czeka, by Jego chwała rozbłysła w całym Jego Ciele. Tylko zlodowaciały od naporu egoizmu człowiek jest wstanie minąć się z tak wielką tajemnicą. Jak mawiał Peguy: „Trzeba sobie zadać gwałt, by nie wierzyć.” Świat który się kurczy do niewielkich rozmiarów telefonu komórkowego i na nowo niecierpliwie łaknie oraz szuka Boga. W autodestrukcji myślenia i działania, światopogląd chrześcijański staje się fundamentem stabilizacji i pokoju. Kerygmat rozbrzmiewa z nową siłą świadectwa. Wielu tak bardzo należy do struktur tego świata, że zapomniało iż należą jedynie do Niego. Jeżeli Wcielenie jest „wylaniem się Boga poza siebie”- ja twierdził Mikołaj Kabasilas, to Wniebowstąpienie jest preludium do otwarcia niebios i zstąpieniem Ognia- Pięćdziesiątnicą- napełnienie żarem wiary i odrzuceniem paraliżującego lęku. „Bóg wychodzi od siebie ku człowiekowi, a człowiek porzuca swoją samotność i spotyka Innego”(P. Evdokimov).  Wiara paschalna i asystencja Ducha Świętego będzie towarzyszyć wspólnocie wierzących aż do kolejnego spotkania- ostatecznej proklamacji miłości. Wywyższenie Chrystusa i rozlanie na Kościół łaski, czyni każdego z osobna istotą apostolską- misyjną- gotową do wzięcia spraw w swoje ręce. Wiara podpowiada nieustannie, że Ten który jest Umiłowanym swojej Oblubienicy, jest jednocześnie Panem świata i w Nim dokona się ostateczne zwycięstwo miłości.

czwartek, 21 maja 2020


 Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich.  A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba (Łk 24,50-51).

Wniebowstąpienie Chrystusa wbrew wszelkim ludzki wyobrażeniom jest wydarzeniem transcendentnym przy kontemplacji którego muszą wycofać się nasze zmysły, a umysł musi pozwolić przeniknąć się drganiu wiary. „Ten bowiem, który niewidzialną mocą zawsze wśród nich był obecny, teraz już odszedł w swej cielesnej postaci”(św. Grzegorz Wielki). Nasz Zbawiciel nie jest podróżnikiem międzyplanetarnym przekraczającym światy, zaginając ramy czasu i przysparzając naukowcom pole do mędrkowania. „Gdzie więc nie ma Tego, który napełnił to, co niebieskie, podziemne i ziemskie”- pyta św. Ambroży. On przemierza drogę wieczności do której wynosi to, co cielesne- nasze. „Historia przebiega w czasie historycznym, ale nie może ona ani w nim pozostać, ani w nim się skończyć- pisał M. Bierdiajew- W głębi duszy wiemy, że życie w czasie dokonuje się w wieczności.” Odejście- Przejście- Wstąpienie Chrystusa jest uobecnieniem wieczności, przekroczeniem uwarunkowań jakie niesie czas i przestrzeń, to zjednoczenie ludzkości z Ojcem. „Absolutny Logos będzie spoglądać na mnie z wieczności ludzkim obliczem”(K. Rahner). Nowy Adam będzie wyczekiwał z tęsknotą rajskie dzieci odkupione i opieczętowane krwią Nowego Przymierza. „Dzięki Ukrzyżowaniu, Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu Bogaczłowieka zdejmujemy z siebie ziemską postać i oblekamy się w postać niebiańską. Zakończył się okres naszego wygnania z Raju, ponieważ jego drzwi ponownie otworzyły się, aby nas przyjąć”(N. Vasiliadis). Sztuka próbuje nieporadnie i milcząco odsłonić przed oczami ludzi tę scenę. W zachodniej ikonografii na ten obraz nakładają się jakby dwa kadry: Przemienienie i Zmartwychwstanie- stanowiące wizję apoteozy Chrystusa; akcentujące akt wstępowania. Unosi się do góry z rozłożonymi horyzontalnie dłońmi lub widzimy jedynie wyłaniające się z obłoku  nogi. Na ikonach Pan przedstawiony jest już po uniesieniu się do nieba- najczęściej w pozycji frontalnej, wpisany w podkreślający Jego majestat świetlistą mandorlę- krąg sfer kosmicznych, w których promieniuje Jego chwała. W tyglu promieni słońca dokonuje się namacalne dotknięcie Domu Ojca. Góra Oliwna staje nowym miejscem Przemienienia. Mistrz prawą ręką błogosławi, a w lewej trzyma zwój Ewangelii. Aniołowie proklamują apostołom, że wstępujący do nieba Chrystus powróci powtórnie: „Ujrzycie Króla w chwale”(Iz 33,17). Jak powie święty Augustyn „objawi się wszystkim, nawet tym, którzy w Niego nie wierzą.” Wniebowstąpienie antycypowane w liturgii jest świętem nadziei i wiary w życie wieczne „królestwo Boże jest pośród nas”(Łk 17, 21), to znaczy w głębi ludzkiego serca które pełne tęsknoty oczekuje na Jego Paruzję. Od tej pory Kościół będzie wyczekiwał Parakleta, który będzie utrwalał dzieło Jezusa. Wspólnota pocieszona i przeobrażona charyzmatami będzie, jak pisał Chomiakow: „żywym przybytkiem Ducha Bożego, niosącym w swoim łonie Chrystusa, swego Zbawcę i Głowę.”

wtorek, 19 maja 2020


Jedną z moich ulubionych- religijnych form spędzania czasu jest piesza pielgrzymka. Wielokrotnie na stronie mojego bloga pisałem o osobistych doświadczeniach wędrowania do miejsc w których namacalnie odczuwa się obecność Boga. „Dzięki łasce Boga jestem człowiekiem, chrześcijaninem; sądząc z czynów- wielkim grzesznikiem, z powołania pielgrzymem bez dachu nad głową, najniższego stanu, tułającym się z miejsca na miejsce”- wyzna w przypływie prostodusznej szczerości, anonimowy rosyjski pielgrzym. Już od dzieciństwa- a właściwie od momentu kiedy sprawnie zacząłem się poruszać na dwóch nogach wybiegałem z entuzjazmem na pątniczy szlak. Rodzice nie potrafili zatrzymać mnie w domu. Pakowałem w pośpiechu torbę i wybiegałem z rozpromienioną twarzą ku przygodzie. Oczami wyobraźni widziałem Jezusa przemierzającego ze swymi uczniami zapętlone ścieżki galilejskich miejsc. Mistrza, który nie miał gdzie głowy skłonić i odkrywał szare meandry ludzkiej egzystencji. Łuskał kłosy zboża, podziwiał powaby flory i fauny, pił z beduińskich studni i oddychał rytmem wolnych ptaków. Jestem pielgrzymem ! Kiedy zbyt długo bywam w jednym miejscu to czuję jakieś wewnętrzne uwieranie i natychmiastowe przynaglenie do wyjścia w drogę. „Każdego dnia odkrywam nowe miejsce w mojej duszy”(K. Gibran). W drodze dane mi było doświadczyć wspaniałych ludzi. Zapukać do różnych drzwi. Uczynić obce miejsca własnymi i poznać wypróbowanych przyjaciół z którymi do dzisiaj mam intensywny uczuciowo kontakt. Najwięcej duchowych poruszeń doznałem w drodze; teologicznych zamyśleń i odpowiedzi na pytania które nurtowały mój umysł. Wędrowanie pozwala zgłębić prawdę o tym, że chrześcijanin jest człowiekiem drogi przeistoczonym w modlitwie pragnienia- przechodniem który twardo stąpa po ziemi, ale oczy ma utkwione ku górze. „Nie ma nic piękniejszego niż chwila przed podróżą, chwila w której horyzont jutra nas odwiedza i mówi nam o swoich obietnicach”(M. Kundera). Maj to miesiąc szczególny w tradycji polskiej, gdzie wielu ludzi nawiedza miejsca związane z kultem Maryi, a krajobraz podążających wędrowców nikogo za specjalnie nie dziwi. Zrobiłem sobie takie osobiste postanowienie, że gdy zakończy się okres pandemii to wybiorę się pieszo na  szlak do jednego z najbliższych sanktuariów maryjnych. Być może moja ukochana Góra Polanowska z cudownym spojrzeniem z wizerunku Maryi Bramy Niebios. Nigdy nie postrzegałem pielgrzymki jako turystyki religijnej, czy skrajnie dewocyjnej formy pobożności która jest kalką zamierzchłych czasów; chwilowym powiewem szaleńczej wolności. Pielgrzymowanie jest również wewnętrzną wędrówką w głębiny własnego jestestwa, któremu towarzyszy cisza spleciona z muzyką otaczającej zewsząd natury. Wzbraniam się przed miejscami do których maszerują tłumnie ludzie, aby udowodnić sobie na ile są wstanie pokonać ograniczenia własnego ciała. Jestem daleki aby sobie cokolwiek udowadniać. Pragnę jedynie zmierzyć się ze szczęściem które wędrującemu biedaczynie świętemu Franciszkowi, pozwoliło wyśpiewać Pieśń słoneczną. Indywidualna pielgrzymka stwarza przestrzeń spotkania rozedrganego wewnętrznym impulsem wiary. Otwiera zmysły na poznanie rzeczy i spraw które do tej pory nam umykały; traciliśmy je z zasięgu wzroku. „Wiara jest przede wszystkim otwarciem i spojrzeniem. Dla tego, kto widzi wszystko jest święte”- pisał J. J. Antier. Dla człowieka wiary świat staje się „sakramentem obecności” a ziemia po której stąpa- kobiercem życia na którym odcisnęły się ślady spacerującego Boga. Wolność odnaleziona na kamienistej ścieżce. Piękno odkryte w ukwieconych polach. Liturgia źródła którą wyśpiewuje pochwalnie świat Temu, który swymi świetlistymi palcami wzbudza wszystko do istnienia. „Świat to księga- powie św. Augustyn- a ci, którzy nie są wędrowcami, czytają tylko jedną stronę.” Mądry człowiek wie, że nie trzeba przemierzać wielu kilometrów, aby odkryć bliskość Boga. Droga jest potrzebna jedynie człowiekowi, aby zrozumiał siebie i zaakceptował swój los. „Nie możesz podróżować ścieżką, sam nie będąc ścieżką”- głosi buddyjski aforyzm. Droga jest wpisana w chrześcijańską duszę. Droga to Chrystus- spotkany, odkryty i przyjęty.

poniedziałek, 18 maja 2020


Myślę, że istnieje jakiś głęboki i pełen wewnętrznego kolorytu stosunek człowieka do ziemi. Na płaszczyźnie religii i filozofii- ziemia Gaja stawała w centrum interesującej refleksji, czy medytacji. Człowiek przez całe wieku historii żył w harmonii z ziemią- była ona dla niego matką żywicielką. Kładł się na ziemi, zapisywał w niej swoją postać; ciało stawało się horyzontalne a wzrok przedzierał się ku bezkresowi nieba. W tym kontemplacyjnym zjednoczeniu z materią, czas znikał. Nie bez przyczyny w sferze mitów, wierzeń i rytuałów, funkcjonowało przeświadczenie o „wielkiej macierzy”- sakralnym charakterze ziemi niosącej człowieka przez życie. „Biblia jest pełna barw ziemi- pisał Z. Kubiak- I pełna ciężaru ziemi.” Czujemy jej chropowatość pod nogami, paletę zapachów, wsłuchujemy się w symfonie dźwięków które wydobywają się z jej mikroświata i docierają do naszych zmysłów. „Na początku Bóg stworzył ziemię”(Rdz 1,1)- wyłania się ona z pod nakreślających horyzont widzenia palców Stwórcy. Terra Mater- Staje się symbolem wszelkiego stworzenia, a tym samym wszystkich bytów które wzrastają w jej łonie i stają się dziećmi ożywionej ojczyzny. „Wtedy to Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia” (Rdz 2,7). Imię Adam wywodzi się od hebrajskiego słowa Adamah- co można przetłumaczyć, jako proch ziemi lub ziemia uprawna. Na ów „muł ziemi” Bóg tchnął wolność i umieścił go w czasie. Według przekonania wielu egzegetów „łono matki”- może być równocześnie rozumiane jako łono ziemi. U Ezdrasza czytamy: „Uczyniłem ziemię łonem matki dla wszystkich, którzy w swoim czasie zostali w niej zasiani.” Do tego tekstu wracali w licznych komentarzach Ojcowie Kościoła: „Nagim mnie ziemia wydała, kiedy tu przybyłem, nagim ziemia przyjmie, kiedy stąd odejdę”(św. Grzegorz Wielki). „Gdyż ziemia rozkłada to, co umiera, ale daje wciąż na nowo życie i w tym jest niewyczerpana”(O. Clement). Ziemia postrzegana w potencji płodności- „religijnej misji”- odczuwana i otaczana szacunkiem w prostodusznym zachwycie przez ludzi w nią wrośniętych. „O wielka matko, ziemio wilgotna !”- zapisał w swoich notatkach S. Bułgakow. Postrzega ziemię na sposób liturgiczny; materia przeznaczona na Eucharystię. W anaforze przypomina św. Cyryl Jerozolimski- „wspominamy niebo, ziemię...wszystkie stworzenia.” Jest to myślenie wspólne z tym, które prezentował Dostojewski. Ziemia co daje życie i pożywienie. Wyczuwalna pod stopami. Matka którą kochają dzieci, całują i spulchniają łzami. Zadaniem pierwszych rodziców w ogrodzie Eden było uprawiać i doglądać dzieło stworzenia. Otaczać szacunkiem ziemię ! „Czas przemija, a my jesteśmy daleko... I bogactwo tej ziemi przecieka nam przez palce jak drobny piasek pustynnych wydm” (A. Exupery). Człowiek został zaproszony do uczestniczenia w święcie stworzenia, bycia przyjacielem ziemi; kształtowania w sobie świadomości, że „świat przyrody stworzonej przez Boga jest sakramentem Jego ukrytej obecności” (W. Hryniewicz). Ziemia która rodzi życie, staje się częścią „odkupionego kosmosu” i  „nowej ziemi.” Już święty Ambroży wychwala zmartwychwstanie Chrystusa jako początek zmartwychwstania całego kosmosu: „Zmartwychwstał w Nim świat. Zmartwychwstało w niebo. Zmartwychwstała w Nim ziemia. Będzie bowiem nowe niebo i nowa ziemia.” Nie bez przyczyny piśmiennictwo, a szczególnie malarstwo podkreślało ten mistyczny stosunek do ziemi. „Sztuka przenosi nas do idealnego królestwa, jedynego, gdzie możemy znaleźć czystą radość, czyste szczęście, czystą miłość”(G. Fahr-Becker). Już od najstarszych jaskiniowych malowideł, przez śródziemnomorskie wyobrażenia kultury grecko-rzymskiej, bizantyjskie mozaiki, średniowieczne miniatury i nowożytne malarstwo- ukazujące człowieka spoglądającego na ziemie w niewypowiedzianym zachwycie małego dziecka. „Święta, święta, święta-  ziemia co nas nosi”- wyraził w swoim Sanctus Stachura. Czasami dobrze zdjąć buty i stopy postawić na ziemi. Poczuć jej drżenie, wyczuć wyżłobione ślady Boga przechadzającego się po ogrodzie świata i szukającego przyjaciół. Grzegorz z Nyssy zwracał się w pięknych słowach: „Wygnałeś nas z raju i do raju wzywasz.” Innymi słowy- pozwalasz nam poczuć piękno przemienionej ziemi z której na powrót utkasz Adama- syna „nowej ziemi.”