wtorek, 31 maja 2022
Duch Święty jest wielkim Doktorem Kościoła- powiedział wiele wieków temu święty Cyryl Jerozolimski. Ten Trzeci z Wspólnoty Boskich Osób- Mistagog Piękna i Miłości w sercu świata rozdartego podziałami i tęsknotami, potrafi szeptać wprost do ludzkiego serca. Wczoraj przechodząc w centrum Szczecina zaszedłem do małej- niepozornej księgarni z literaturą religijną. Po kilku sekundach zorientowałem się, że jestem w środowisku jakieś nieznanej mi denominacji protestanckiej. Sprzedawca uprzejmy, choć dociekliwy, sprawiał wrażenie „etatowego pastora” głodnego rozmowy o chrześcijaństwie, a nade wszystko Bogu. Nasza krótka, choć rzeczowa rozmowa, zeszła na tory miedzykonfesyjnych różnic i poszukiwania wspólnego mianownika w przestrzeni rezonowania Ewangelii. Nie próbowaliśmy się przeciągać na swoje strony, lecz wsłuchiwać się w inność i odmienność perspektyw postrzegania tego samego, choć wyrażonego w zupełnie odmienny sposób. Chrześcijaństwo- prawosławie, katolicyzm i protestantyzm- oś podziałów i zapętlonych dróg, które być może biegną do tego samego celu. „Łaską ugiąłeś czas niegodziwy. Zburzyłeś mury przeszłości. Schyliłeś niebo zgubionym. I drogę dałeś światłości”- otrzymałem na odchodne tworzywo słowa, penetrujące z niekwestionowaną dozą mistyki świat i zagubionego w nim człowieka. Żar wiary tlący się w ludziach na których również schodzi dar Pięćdziesiątnicy- Ognia zapalającego świat od wewnątrz i czyniącego zdezorientowanych uczniów Mistrza z Nazaretu- podobnymi Bogu. „Chrystus jest ośrodkiem, w którym zbiegają się wszystkie linie i z jednego, i z drugich czyni jedno Ciało”(św. Maksym). Wyszedłem ubogacony, choć z dozą płochliwego rozczarowania. Protestantyzm bez liturgii w której ogniskuje się sakramentalne życie Kościoła- wydał mi się czymś niepełnym, wybrakowanym, oczekującym na poruszenie niewidzialnej dłoni. Przypomniałem sobie słowa starożytnego poety Efrema: „Kto spożywa to ciało z wiarą, razem z nim spożywa ogień Ducha Świętego.”
czwartek, 26 maja 2022
Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba (Łk 24,50-51).
Wniebowstąpienie Chrystusa wbrew wszelkim ludzki wyobrażeniom jest wydarzeniem transcendentnym przy kontemplacji którego muszą wycofać się nasze zmysły, a umysł musi pozwolić przeniknąć się drganiu wiary. „Ten bowiem, który niewidzialną mocą zawsze wśród nich był obecny, teraz już odszedł w swej cielesnej postaci”(św. Grzegorz Wielki). Nasz Zbawiciel nie jest podróżnikiem międzyplanetarnym przekraczającym światy, zaginając ramy czasu i przysparzając naukowcom pole do mędrkowania. „Gdzie więc nie ma Tego, który napełnił to, co niebieskie, podziemne i ziemskie”- pyta św. Ambroży. On przemierza drogę wieczności do której wynosi to, co cielesne- nasze. „Historia przebiega w czasie historycznym, ale nie może ona ani w nim pozostać, ani w nim się skończyć- pisał M. Bierdiajew- W głębi duszy wiemy, że życie w czasie dokonuje się w wieczności.” Odejście- Przejście- Wstąpienie Chrystusa jest uobecnieniem wieczności, przekroczeniem uwarunkowań jakie niesie czas i przestrzeń, to zjednoczenie ludzkości z Ojcem. „Absolutny Logos będzie spoglądać na mnie z wieczności ludzkim obliczem”(K. Rahner). Nowy Adam będzie wyczekiwał z tęsknotą rajskie dzieci odkupione i opieczętowane krwią Nowego Przymierza. „Dzięki Ukrzyżowaniu, Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu Bogaczłowieka zdejmujemy z siebie ziemską postać i oblekamy się w postać niebiańską. Zakończył się okres naszego wygnania z Raju, ponieważ jego drzwi podobnie otworzyły się, aby nas przyjąć”(N. Vasiliadis). Sztuka próbuje nieporadnie i milcząco odsłonić przed oczami ludzi tę scenę. W zachodniej ikonografii na ten obraz nakładają się jakby dwa kadry: Przemienienie i Zmartwychwstanie- stanowiące wizję apoteozy Chrystusa; akcentujące akt wstępowania. Unosi się do góry z rozłożonymi horyzontalnie dłońmi lub widzimy jedynie wyłaniające się z obłoku nogi. Na ikonach Pan przedstawiony jest już po uniesieniu się do nieba- najczęściej w pozycji frontalnej, wpisany w podkreślający Jego majestat świetlistą mandorlę- krąg sfer kosmicznych, w których promieniuje Jego chwała. W tyglu promieni słońca dokonuje się namacalne dotknięcie Domu Ojca. Góra Oliwna staje nowym miejscem Przemienienia. Mistrz prawą ręką błogosławi, a w lewej trzyma zwój Ewangelii. Aniołowie proklamują apostołom, że wstępujący do nieba Chrystus powróci powtórnie: „Ujrzycie Króla w chwale”(Iz 33,17). Jak powie święty Augustyn „objawi się wszystkim, nawet tym, którzy w Niego nie wierzą.” Wniebowstąpienie antycypowane w liturgii jest świętem nadziei i wiary w życie wieczne „królestwo Boże jest pośród nas”(Łk 17, 21), to znaczy w głębi ludzkiego serca które pełne tęsknoty oczekuje na Jego Paruzję. Od tej pory Kościół będzie wyczekiwał Parakleta, który będzie utrwalał dzieło Jezusa. Wspólnota pocieszona i przeobrażona charyzmatami będzie, jak pisał Chomiakow: „żywym przybytkiem Ducha Bożego, niosącym w swoim łonie Chrystusa, swego Zbawcę i Głowę.”
środa, 25 maja 2022
Pojutrze opatrzone licznymi dywagacjami, wskazuje kruchość życia wydanego niespodziewanie przychodzącej śmierci. „Żyjemy wszyscy w czasie i wiemy o tym”(R. Ingarden). Pandemia, wojna na Ukrainie, gospodarcze i ekonomiczne tąpnięcia pokazują jak silnymi mechanizmami uwarunkowane jest życie człowieka. Człowiek jest trybikiem skomplikowanej i obliczonej na zyski lub straty „maszyny.” To dramatyczna konstatacja ! Nagle przecierasz oczy i zdajesz sobie sprawę, iż los nie jest schowany tylko w twojej dłoni; ktoś potrafi w niego bezpardonowo ingerować. Zawsze istnieje jakiś symboliczny próg na którym dokonuje się konfrontacja z niewiadomym scenariuszem historii. Owa chimeryczność zdarzeń której jestem częścią, a która nie pozostaje bez wpływu na otaczającą mnie zewsząd rzeczywistość. „Człowiek wiedzie swoje życie, by dowiedzieć się o rzeczach, o których wiedział, by uświadomić sobie niebezpieczeństwo, które spływało po nim nie budząc jego niepokoju, by usłyszeć ponownie muzykę lub słowa, które znał na pamięć, by usłyszeć je, jakby ich nigdy przedtem nie słyszał i dzisiaj usłyszał je po raz pierwszy, by ujrzeć na nowo, przecierając oczy, ten sam krajobraz, wypełniony tymi samymi przedmiotami, krajobraz, który nigdy dotąd nie zwrócił jego uwagi”- pisał V. Jankélévitch. Prawda o obecności śmierci- jej powszechności, wydaje się aż nazbyt namacalna i paraliżująca. Zdawać się mogło, że nasza epoka będzie spokojną egzaltacją po koszmarach jakimi był stygmat dwudziestego wieku. Czas jest kolisty, a przepływając poza milczącymi przyzwalaniami na przemoc- odsłania maski, pozwalając uchwycić realną twarz zła. Nasze istnienie nie jest uwarunkowane jedynie biologią- skurczami i rozkurczami serca, czyniąc nas „życiem pośród życia.” Jesteśmy uwikłani w historię i jej porywisty nurt. „Pojmuję niespodziewanie, że jestem śmiertelny”- powie Arseniew w powieści Bunina, relacjonując śmierć swojej siostrzyczki Nadii. Dwiema rzeczywistościami które chronią człowieka od pesymizmu egzystencjalnego są religia i kultura. Ta pierwsza roztacza fascynujący i niezgłębiony poznawczo horyzont nadziei, a druga kieruje spojrzenie w stronę piękna- afirmatywnego i ocalającego duszę od zatracenia w mieliźnie obojętności i bezduszności. Już starożytni uważali że sztuka dokonuje katharsis, czyli oczyszczenia z zalegającego wnętrze brudu. „Niestety ! Przez wolę diabła, który dąży do zniszczenia harmonii świata, piękno zostało rzucone z szyderczym śmiechem w okropną otchłań”(M. Gogol). W tej paradoksalnej i przewrotnej ikoniczności świata, jedynym który odnawia ludzką twarz i przywraca odczucie piękna to Ukrzyżowany i Zmartwychwstały Chrystus. „Smutna to filozofia, która nie chce zrozumieć, że wieczność sięga już teraz w życie sprawiedliwe, w życie, którego wzorem jest Syn Człowieczy”(P. Czaadajew). Ukradkiem spoglądam na ikony zawieszone na ścianie mojego pokoju i przekonuję się, że wszystko jest oczekiwaniem na ostateczne przeobrażenie. Przychodzą mi na myśl słowa Bernanosa z Radości życia: „I niemal w tej samej, niedającej się obliczyć jednostce czasu rozbłysło światło wszędzie i wszystko przykryło.”
niedziela, 22 maja 2022
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?” Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość»(J 16, 16-20).
Bardzo enigmatyczne wydają się słowa Chrystusa; chwila w której uczniowie będą dostrzegać Pana, a zarazem chwila, gdzie będzie całkowicie nieuchwytny dla ich cielesnych oczu- a jednak ciągle obecny. Jak rozumieć ową chwilę ? Czy można wytyczyć jakieś granice poznawalności lub jej braku ? W tych skądinąd ważnych pytaniach zawiera się perspektywa paschalna i eschatologiczna. „Cechą charakterystyczną naszego gatunku stanowi twórczy niepokój prowadzący ku nowym terenom zainteresowań i odkryciem poziomów rzeczywistości wykraczającej poza dostępne bezpośrednio dane wrażeniowe”(J. Życiński). Płynący czas i przenikająca oczy i serce mądrość, mogą czynić wyobrażenie jutra świetlistym egzystowaniem w nadziei. „Nadzieja widzi, czego jeszcze nie ma, a co będzie. Kocha to, czego jeszcze nie ma, a będzie”(Ch. Péguy ). Człowiek wierzący z dozą większej pewności, potrafi uchwycić transcendentny sens egzystowania Zmartwychwstałego Pana oraz własnej drogi, przecinającej się z drogą Mistrza. Dla ludzi poszukujących, sceptycznych, wątpiących lub niewierzących, takie zjawiska „uobecniania i znikania”- będą irracjonalnymi i trudnymi do zrozumienia fenomenami. „Ciało Zmartwychwstałego nie uleciało w przestworza. Nie przekroczyło stratosfery, by schronić się w dziesiątym, empirejskim niebie.
A jednocześnie, skoro jest ciałem, to musi gdzieś być- pisał Fabrice Hadjadj- Owe wstąpienie nie jest oddaleniem, ponieważ Ojciec będący celem jest również naszym Ojcem. Jest szerszym i intymniejszym obcowaniem niż to, które można osiągnąć poprzez dotyk na tym świecie. To możliwość mistycznego dotyku zdolnego dosięgnąć głębi duszy.” Życie Jezusa posiada pewien bardzo istotny aspekt: jest zapoczątkowaniem przyszłości, która jest wydarzeniem meta- racjonalnym, przekraczającym wszystkie możliwe standardy poznawcze. „Niebo to rzecz dla człowieka niepojęta, ziemia- mieści się w jego rozumieniu. On sam jest stworzeniem z pogranicza nieba i ziemi”- powie Karl Barth. Z drugiej strony, obok nadziei powtórnego przyjścia Pana, uobecnia się ciągle Jego obecność w Kościele- prawdziwa i w pewien sposób namacalna- w wymiarze sakramentalnym. Celebracja liturgii powoduje „szczelinę” w czasoprzestrzeni, dotykając niejako na sposób cielesny świata Boga. Wchodzimy w Jego czas, a przez to nasza indywidualna historia staje się święta, ponieważ jest naznaczona obecnością Transcendentnego Przyjaciela ludzi. „Wszystko, co się dla nas stało”- wspomina Kościół, dostrzegając już bieg dziejów w światłości spowijającej koniec, mającej swoje spełnienie w „wiecznej pamięci Boga.” W łonie Kościoła są już zasiane pierwociny Raju- przedsmak Królestwa w którym Zmartwychwstały Pan jest gościnny nawet dla ostatnich i pozbawionych nadziei. „Tu właśnie- wyśpiewuje grzeszny Kościół za świętym Efremem- zrywany jest codziennie owoc, który wszystkim daje życie.”
A jednocześnie, skoro jest ciałem, to musi gdzieś być- pisał Fabrice Hadjadj- Owe wstąpienie nie jest oddaleniem, ponieważ Ojciec będący celem jest również naszym Ojcem. Jest szerszym i intymniejszym obcowaniem niż to, które można osiągnąć poprzez dotyk na tym świecie. To możliwość mistycznego dotyku zdolnego dosięgnąć głębi duszy.” Życie Jezusa posiada pewien bardzo istotny aspekt: jest zapoczątkowaniem przyszłości, która jest wydarzeniem meta- racjonalnym, przekraczającym wszystkie możliwe standardy poznawcze. „Niebo to rzecz dla człowieka niepojęta, ziemia- mieści się w jego rozumieniu. On sam jest stworzeniem z pogranicza nieba i ziemi”- powie Karl Barth. Z drugiej strony, obok nadziei powtórnego przyjścia Pana, uobecnia się ciągle Jego obecność w Kościele- prawdziwa i w pewien sposób namacalna- w wymiarze sakramentalnym. Celebracja liturgii powoduje „szczelinę” w czasoprzestrzeni, dotykając niejako na sposób cielesny świata Boga. Wchodzimy w Jego czas, a przez to nasza indywidualna historia staje się święta, ponieważ jest naznaczona obecnością Transcendentnego Przyjaciela ludzi. „Wszystko, co się dla nas stało”- wspomina Kościół, dostrzegając już bieg dziejów w światłości spowijającej koniec, mającej swoje spełnienie w „wiecznej pamięci Boga.” W łonie Kościoła są już zasiane pierwociny Raju- przedsmak Królestwa w którym Zmartwychwstały Pan jest gościnny nawet dla ostatnich i pozbawionych nadziei. „Tu właśnie- wyśpiewuje grzeszny Kościół za świętym Efremem- zrywany jest codziennie owoc, który wszystkim daje życie.”
piątek, 20 maja 2022
Jakże dojmujące jest przeświadczenie, że tak naprawdę nie istnieje świat bez wojny. Przepastna ludzka wolność zawsze odnajdzie jakiś powód dla którego można unieszczęśliwić tych innych: słabszych, zastraszonych, poddanych gwałtownemu naciskowi ze strony silniejszych. Wolność potężniejszych, odbiera prawo do życia słabszym. Kiedy jedno ognisko zdoła się zagasić, to powstaje inne- okropniejsze i spowite rechotem biesów o ludzkich obliczach. Polityka którą toczy robak pazernego bogactwa, będzie odbierać prawo posiadania czegokolwiek tym, którzy w pocie czoła zdobywają chleb codzienności. „Tkankę świata reprezentuje tkanka pozostająca w stanie furii”- pisał w trochę pobocznym kontekście Andriej Biełyj. Szaleństwo destrukcji stanowi jakąś irracjonalną osnowę historii- jej mroczne i przeklęte strony. Historia jest poddana rezonowaniu śmierci; opłakiwanie umarłych jest obrzędem nieustannie warunkującym kulturę rozpaczy i rozpadu. Człowiek w dramacie egzystencji, po każdej pożodze, instynktownie podnosi się z kolan, aby zdobyć się na wzięcie losu w swoje dłonie. „Prawda jutra karmi się wczorajszym błędem”(A. Exupéry). Byt wychylony ku wolności- pragnie na nowo wzniecać ogień miłości, pozostawiając truchła szczelinom ziemi i ambiwalencji czasu. Pragnie wędrować ku nowym wschodom słońca. Odbudowywać z ruin i popiołów świat wartości, który choć przez chwilę zagwarantuje pauzę pokoju. „Któregoś dnia- czytam u Nabokova porządkującego czas i przestrzeń na podobieństwo zmontowanego montażu filmowego- przeszłość człowieka trzeba uporządkować. Wyretuszować, zrobić dubel. To i owo musi się „wyciąć,” to i owo „wmontować,” pewne uszkodzenia taśmy warto naprawić, za pomocą „przenikania” należy powiązać epizody i dyskretnie skombinować to działanie z odrzuceniem niepotrzebnego, wprawiającego w zakłopotanie „materiału.” Nie można cofnąć filmu historii jednym przyciskiem na pilocie, tak aby zapobiec sekwencją zmieniającym porządek uporządkowanego lokalnie świata. Nie można przekartkować ponownie księgi życia i wyrwać tych stron których litery wypisał atrament zatrzymanych na świadectwo łez. „Wiara jest mocą kochania”(I. Parvu). Tylko Bóg potrafi zedrzeć zasłonę czasu i odkupić człowieka w całej rozciągłości jego aktów. Mityczny Prometeusz „porwał z nieba ogień i przyniósł go na ziemie,” Chrystus w realizmie następujących po sobie wydarzeń- sam stał się Ogniem, Zbawicielem i apokaliptycznym rozjemcą spoglądającym z miłością na zagubione w odmętach wolności stworzenie. „Bóg bierze nas za dzieci i pokazuje nam swoją miłość”(D. Staniloae).Tylko Jego Pascha jest źródłem nieprzerwanej nadziei dla człowieka. Pusty grób z którego bije łuna światła. Życie miażdżące w zarodku śmierć.
środa, 18 maja 2022
Za oknem świat opromieniony słońcem i ziemia której witalne drżenie może wyczuć jedynie ten, kto na chwilę zdejmie obuwie i postawi na niej swoje obciążone wędrówką stopy. W przyrodzie istnieje coś na kształt „sakramentalności bytu”- tajemnica przeobrażania się materii w kostium piękna. „Pochwycić obrazy obrazami”- mówił średniowieczny mistyk Henryk Suzo. W drobnych niuansach natury, odkryć rzeczywisty i niczym niezmącony wymiar istnienia w Istniejącym. Wystarczy wyjechać poza miasto, aby usłyszeć melodyjny śpiew szybujących na niebie ptaków, nasycić oczy kolorami dojrzewających zbóż, poddać się najczystszej palecie jaką potrafi oddać muśnięcie pędzla największego Artysty. Staję w paraliżującym umysł zdumieniu i pytam za poetą: „Czy w moich palcach światło przemieni się w glinę.” Przykładasz ucho i słyszysz oddech rodzącej ziemi, kiełkowanie roślin, pęcznienie kwiatów pośpiesznie wychylających swe kielichy ku słońcu. Miejsca, gdzie można „obmyć uszy ciszą”(P. Quignard). Człowiek zadyszanej nowoczesności, nie potrafi już dostrzec procesu wzrostu, owocowania. Cywilizacja więdnie od naporu technicznych innowacji, odbierając oczom- kontemplacyjny i misteryjny charakter postrzegania tego, co zewnętrzne- dogłębnie poruszające. „Współczesna egzystencja nie jest ani Nadejściem, ani rozwojem bytu, ani następstwem wydarzeń, ale współistnieniem pęknięć, rozświetleń i dźwięków, które nachodzą na siebie bez żadnego związku i następstwa”(P. Evdokimov). Współżycie człowieka i natury stanowi jedynie marny afisz obłąkanych ekologów, próbujących rzekomo ratować świat od zagłady. Najpierw trzeba posiąść umiejętność widzenia świata i mądrość współodczuwania go, za nim się napełni usta pustymi frazesami, za którymi skrywa się nić finansowych powiązań i pełna egoizmu- ludzka pustka- naznaczona tak naprawdę nic nie znaczącym aktywizmem. Usłyszeć śpiew wiatru obłaskawiającego korony drzew, stukot polnych kamieni na których archaiczni prorocy układali głowy do spania. Miał rację święty Augustyn: „Każdemu wzruszeniu mojej duszy dopowiada wśród rozmaitości tonów jakiś ton szczególny, który tajemniczym pokrewieństwem jest z owym wzruszeniem związany.” Dostrzec konika polnego przeskakującego zwiewnie, niczym baletmistrz przed premierą mającego się rozpocząć na deskach opery spektaklu. Muzyka świata przybliża nas do niebiańskiej sztuki, która będzie wolna od narcystycznego eksponowania siebie. Tętniący życiem świat uczy nas pokory dorastania i stawania się „nicością wobec Nieskończoności.” Parafrazując Claudela, nasze oczy zaczynają słuchać i poddawać się nastrojom krajobrazu, który roztańczony w kroplach spulchniającego deszczu, wykrzykuje najbardziej nastrojowy hymn uwielbienia. Siadam z moim synkiem na ubitej, gliniastej ziemi i pokazuję mu bociany, zadomowione w gnieździe chłopskiej chaty. Radość dziecka jest najbardziej szlachetną z bezszelestnych modlitw. „Chcę odejść, a wtedy Stworzyciel i stworzenie wymienią między sobą swoje tajemnice”(S. Weil). Uświadamiam sobie, iż Raj jest za drzwiami które wystarczy tylko uchylić !
niedziela, 15 maja 2022
Jezus powiedział do faryzeuszów: „Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: «Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu»(Łk 16,19-31).
Przypowieść Jezusa jest papierkiem lakmusowym dzisiejszego świata, odzwierciedla współczesne mechanizm narastających przepaści pomiędzy, tymi którzy posiadają wszystko i tymi którzy wegetują w strasznej nędzy. Przypowieść przebija się jeszcze dalej, niż tylko ukazanie dysproporcji społecznej dwóch różnych ludzi. Opis bogacza oddającego się uciechom świata, nie myśląc o innych, zwłaszcza ubogich, stanowi kalkę dzisiejszego portretu psychologicznego- prężnego, silnego, człowieka- boga, dla którego kolekcjonowanie przyjemności i coraz mocniejsze szukanie przeżyć stanowią cel sam w sobie. Interesujące jest to, że w tym opowiadaniu bogacz, nie zostaje nam przedstawiony z imienia. Zastanawiające ! „W mentalności semickiej imię wyraża najgłębszą rzeczywistość osoby, skupia w sobie jej historię. Bogacz z przypowieści nie ma imienia, gdyż nie ma historii. Nie potrzebuje imienia, gdyż jego życie jest puste, daremne, skupione wyłącznie na sobie. Swoją egzystencję zbudował na pustce. Stracił imię, gdyż zagubił prawdziwy sens istnienia”. Życie to nie tylko imprezy, adrenalina, wystrzałowe gadżety poprawiające humor i pozwalające na chwilę uciec od realnych problemów życia. Wielu dzisiejszych ludzi tzw. celebrytów- ludzi z pierwszych stron gazet, będących ciągle na fali sukcesu, próbujących za wszelką cenę zachować poklask i witalność, na końcu tego wielkiego show, niejednokrotnie kończy tragicznie. Świat jest wypełniony ludźmi bez twarzy i serca, którzy zapomnieli jak mają na imię i zastąpili je innymi maskotkami: pieniądze, kariera, władza, seks, interesami, ciągłym udowadnianiem innym, że jestem panem świata. Jest jeszcze druga osoba tego dramatu- żebrak; który nie ma nic, jedynymi jego bogactwem jest towarzystwo psów, które przychodzą lizać mu rany i umilać twardą egzystencję. On jednak posiada imię, Łazarz, które oznacza- „Bóg wspomaga”, „Jahwe udziela pomocy”. Obraz który nam szkicuje słowami Chrystus, odsyła nas do tego, co dokona się w wieczności…, na którą już teraz trzeba zapracować. „Chce nam ukazać radykalną zmianę sytuacji w momencie śmierci, czyli wówczas gdy skończy się przedstawienie”. Kiedy śmierć zagląda w oczy, wtedy budzi się lęk, staje przed oczami całe życie człowieka, ze wszystkimi odcieniami, wtedy zauważamy rozpacz bogacza.To jest ten właściwy czas, aby Słowo Boga mnie poruszyło, abym się nim przejął. Trzeba jak Łazarz schylić się po resztki, których nikt zwyczajnie nie chciałby dotknąć, podnieść. Te resztki można rozumieć, jako wrażliwe oczy serca, odwagę zrezygnowania ze swojej napuszonej dumy, dostrzeżenie drugiego człowieka choćby w najmniej komfortowej sytuacji życia. Piekło jest brakiem miłości…, izolacją, odrzuceniem, byciem tylko ze sobą, permanentnym egoizmem który karmi sam siebie- liczę się tylko ja. Taką wizytówkę mają przyklejoną mieszkańcy otchłani- „liczę się tylko Ja”. Ewangelia musi nas katechizować, podprowadzić pod ważne pytania życiowe. Czy jestem świadomy, że życie przeżywane na fali, kolekcjonowanie dóbr, zaspokajanie wszystkich swoich zachcianek, czy to wszystko jest źródłem szczęścia ? Czy ta beztroska jest wszystkim na co, może się zdobyć człowiek ? Beztroska zamyka nasze serca na drugiego człowieka, tracimy go, z naszego pola widzenia, odpowiedzialności. To zamraża serce i sprawia, ze ten drugi, przestaje dla mnie istnieć. Nawet najdłuższa i najlepiej wyreżyserowana zabawa kiedyś się skończy. A po niej, przyjdzie nam spojrzeć w oczy ludzi, dla których nie mieliśmy nic, poza własną pychą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






