Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i
rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w
twoim domu.”(Łk 19, 1-10).
Chrystus
przybywa do Jerycha które w starożytności cieszyło popularnością i było czymś
na kształt kurortu odwiedzanego przez ówczesny establishment. Miejsce
ekscentryczne i wytworne jak dzisiejszy Dubaj- synonim zbytku, luksusu i
marzeń, za kulisami którego unosił się, nie zapach piękna a zaduch grzechu z
eleganckimi domami uciechy i peryferiami zapomnienia o Bożym świecie. W taką
rzeczywistość wchodzi Mistrz, a poprzedza tę wizytę fama, która zbiera
ciekawski tłum i postronnych gapiów, przywykłych i wyczekujących czegoś spektakularnego.
Z tego ścisku wyłania się jeden człowiek którego odnotowuje Ewangelia. Celnik
Zacheusz- postać karykaturalna, nie lubiana, o zamulonym sumieniu. Karzeł
wzbogacony na czyjejś krzywdzie, osobnik odpychający w którego kieszeniach brzęczy
zabrudzony chciwością trzos. On też chce być w centrum wydarzeń. Wyprzedza
wszystkich i wspina się na sykomorę. Słyszę trzask pękających gałęzi, kapryśny
szum drzewa zauważenia i prawdy. Kołyszę się na gałęzi jak dzieci które łączą
zabawę z obserwacją otaczającego ich krajobrazu z perspektywy ptaka rozsiadłego
w gnieździe. „Judaizm, z właściwą sobie tajemnicą i wzniosłością, głosił, że
gdyby człowiek zobaczył Boga, umarłby- pisał Chesterton- Chrześcijaństwo sądzi,
z jeszcze bardziej katastroficzną
nieuniknionością, że jeżeli widzi Boga, będzie żyło wiecznie.” Wbrew nieprzewidywanym
okolicznością chwili, zostaje wypatrzony, widowisko zostaje przerwane głębokim spotkaniem
dwóch spojrzeń które zmieniają tak wiele. Wstrzymanie oddechu i gwałtowny
paraliż zmysłów. Człowiek tragicznie bezradny traci równowagę, przez jego
wnętrze przechodzi łaska. Droga do domu grzesznika- od komory celnej do
Kościoła- prowadzi przez drzewo, które zawsze odnosi chrześcijanina do
rzeczywistości Krzyża; dramatu obumarcia dla grzechu i świata. Wysiłek
poruszonego gwałtownie serca. Przejść w świat inny, zbawić siebie ! „Zbawienie
świata jest wyparciem zła w sferę niebytu, umocnieniem świata prawdziwego i
zniszczeniem świata fałszywego”(M. Bierdiajew). Przy gwizdach gawiedzi, z
sykomory schodzi mężczyzna już przemieniony, nasycony światłem, uleczony z kompleksów,
cwaniactwa, pazerności, egoisty prowadzącego pasożytniczą egzystencję. Skrucha
i zadośćuczynienie staje się praxis nowego
myślenia i działania. Metanoia, zwrot
od tego, co było zerwaniem ze śmiercią duszy- „idolatrią samego siebie”- jak
mówił św. Andrzej z Krety. Każdy z nas ma swoją sykomorę na którą się wdrapuje,
aby z jej perspektywy dostrzec peryferia swojej małości i szczyty doskonałości
wymagającej nieustannej pracy.






