niedziela, 25 stycznia 2026

 

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.”(Łk 19, 1-10).

Chrystus przybywa do Jerycha które w starożytności cieszyło popularnością i było czymś na kształt kurortu odwiedzanego przez ówczesny establishment. Miejsce ekscentryczne i wytworne jak dzisiejszy Dubaj- synonim zbytku, luksusu i marzeń, za kulisami którego unosił się, nie zapach piękna a zaduch grzechu z eleganckimi domami uciechy i peryferiami zapomnienia o Bożym świecie. W taką rzeczywistość wchodzi Mistrz, a poprzedza tę wizytę fama, która zbiera ciekawski tłum i postronnych gapiów, przywykłych i wyczekujących czegoś spektakularnego. Z tego ścisku wyłania się jeden człowiek którego odnotowuje Ewangelia. Celnik Zacheusz- postać karykaturalna, nie lubiana, o zamulonym sumieniu. Karzeł wzbogacony na czyjejś krzywdzie, osobnik odpychający w którego kieszeniach brzęczy zabrudzony chciwością trzos. On też chce być w centrum wydarzeń. Wyprzedza wszystkich i wspina się na sykomorę. Słyszę trzask pękających gałęzi, kapryśny szum drzewa zauważenia i prawdy. Kołyszę się na gałęzi jak dzieci które łączą zabawę z obserwacją otaczającego ich krajobrazu z perspektywy ptaka rozsiadłego w gnieździe. „Judaizm, z właściwą sobie tajemnicą i wzniosłością, głosił, że gdyby człowiek zobaczył Boga, umarłby- pisał Chesterton- Chrześcijaństwo sądzi, z  jeszcze bardziej katastroficzną nieuniknionością, że jeżeli widzi Boga, będzie żyło wiecznie.” Wbrew nieprzewidywanym okolicznością chwili, zostaje wypatrzony, widowisko zostaje przerwane głębokim spotkaniem dwóch spojrzeń które zmieniają tak wiele. Wstrzymanie oddechu i gwałtowny paraliż zmysłów. Człowiek tragicznie bezradny traci równowagę, przez jego wnętrze przechodzi łaska. Droga do domu grzesznika- od komory celnej do Kościoła- prowadzi przez drzewo, które zawsze odnosi chrześcijanina do rzeczywistości Krzyża; dramatu obumarcia dla grzechu i świata. Wysiłek poruszonego gwałtownie serca. Przejść w świat inny, zbawić siebie ! „Zbawienie świata jest wyparciem zła w sferę niebytu, umocnieniem świata prawdziwego i zniszczeniem świata fałszywego”(M. Bierdiajew). Przy gwizdach gawiedzi, z sykomory schodzi mężczyzna już przemieniony, nasycony światłem, uleczony z kompleksów, cwaniactwa, pazerności, egoisty prowadzącego pasożytniczą egzystencję. Skrucha i zadośćuczynienie staje się praxis nowego myślenia i działania. Metanoia, zwrot od tego, co było zerwaniem ze śmiercią duszy- „idolatrią samego siebie”- jak mówił św. Andrzej z Krety. Każdy z nas ma swoją sykomorę na którą się wdrapuje, aby z jej perspektywy dostrzec peryferia swojej małości i szczyty doskonałości wymagającej nieustannej pracy.  

środa, 21 stycznia 2026

 

Życie unosi wspomnienia rzucając je na ziemię. Istnieją w życiu momenty zwrotne, wymagające powrotu do miejsca i ideałów od których zaczęło się osobistą wędrówkę. Nie bez wahania dokonuje się takich wyznań- upubliczniania ich, spraw które kryją się za fasadą serca i przebudzonego w sekwencjach ciemnej nocy, która paradoksalnie była dla mistyków przyszywającą byt udręką- bólem istnienia w cieniu Misterium. Skrzętnie i odrętwiale notuję myśli w notatniku, aby nic nie uronić. Już nie mam takiej łatwości pisania i przeżywania egzystencji jak podrostek, który oszalały w pędzie poznania wylewał na kartkę słowa jak sprinter maratonu, pragnący zdobyć laur zwycięstwa, stanąć na podium, obdarować świat uśmiechem pewności  i spełnienia. Wykrzyczeć rzeczy wielkie jak drobiny kwiatów unoszonych przez podmuch wiatru i wir światła- naiwne marzenie nowicjusza wchodzącego w świt możliwości, fikcji, kapryśnej ułudy i szczęścia. On przeminął i pozostał jedynie ktoś spoglądający na siebie i zewnętrzność z ociężałością pielgrzyma, wyczekującego celu drogi i szeptów Piękna. Natchnienie opuszcza nawet tych którzy spacerując w cieniu drzewa oliwnego, wypatrują Boga i żywią nadzieję, że jutro przyniesie bukiet nowych szans i wrażeń. W udręce tej chwili pytam za André Bretonem „Kim jestem ?” i nie mogę znaleźć jednej i wyczerpującej wszystko odpowiedzi. Lękam się utracić to, co może przeminąć bezpowrotnie. Próbuje w desperacji ocalić wspomnienia w których się chroniłem przed niebezpieczeństwem utraty tego, co przenika wątła nic świętości i niepoznania. „Moc Boża bowiem potrafi znaleźć do niemożliwości”- twierdził św. Grzegorz z Nyssy. Ciągle wypatruję tego wtargnięcia, czekając cierpliwie i podekscytowanie. Zgadzam się z poczciwym Proustem: „Kochamy tylko to, czego nie mamy do końca.” Wszystko jest świętą tęsknotą, drżeniem duszy u bram Raju.

niedziela, 18 stycznia 2026

 

Prawosławie przeżywa dzisiaj wigilię Święta Jordanu- Teofanii- upamiętniającej chrzest Chrystusa. Liturgia tego dnia, pełna dynamiki radości, przenosi nas do  wydarzenia z nad Jordanu, uzmysławiając sakramentalny moment duchowych narodzin. W liturgii antycypujemy ewangeliczne wydarzenie Jordanu- słuchając Ewangelii i poddając się jej drżeniu- a przez ikonę stajemy się naocznymi świadkami misterium odrodzenia i uświęcenia. „W swoim Narodzeniu- twierdził św. Hieronim- Syn Boży przychodzi na świat w sposób ukryty, a w swoim Chrzcie ukazuje się na sposób widzialny.” Trójca Święta objawia się nad brzegiem Jordanu, tak uobecnia się Jej działanie na sposób sakramentalny i charyzmatyczny wypełniając obficie serce Mistycznego Ciała- jakim jest Kościół. „Gdy chrzciłeś się Panie, w wodach Jordanu, objawiła się Trójca najgodniejsza pokłonu. Rodzica bowiem głos dał o Tobie świadectwo, nazywając Ciebie ukochanym Synem, Duch zaś w postaci gołębicy świadczył o prawdziwości słowa Ojca. Objawiłeś się, Chryste Boże, i świat oświeciłeś, chwała Tobie” (Troparion). Zstąpienie Ducha Świętego pod postacią gołębicy wyraża ruch Ojca, który zwraca się ku swojemu Synowi. Kościół wynurzył się z wody, stając się paschalnym i trynitarnym znakiem miłości Boga. „Woda jest źródłem życia, Jordan źródłem wody Ewangelii”- napisał św. Cyryl Jerozolimski. Przez swoje zstąpienie do rzeki Bóg- Człowiek odnowił świat i człowieka, antycypując tym samym śmierć i chwalebne zmartwychwstanie. Teofania- Święto Światłości- ciało Najczystszego zanurza się całkowicie w żywiole śmierci, rozpromieniając ciemność blaskiem swojej boskiej mocy. „Odtąd w Chrystusie przestrzeń śmierci zmienia się w przestrzeń Ducha, ciężar lęku staje się brzemieniem wiary, a przez wiarę Boże światło napełnia człowieka” (O. Clement). Święty Ambroży wyjaśniał katechumenom, że Chrystus wszedł do Jordanu nie po to, aby się uświęcić, jak gdyby potrzebował sakramentu odrodzenia, ale by uświęcić wody.” Chrześcijanin przez odradzające obmycie stał się uczestnikiem chrystusowej światłości i uświęcenia które przeniknęło kosmos, ziemię i wszelkie stworzenia. Wyraża to poetycki język liturgii: „Objawiłeś się dzisiaj światu i Światłość Twoja, Panie, zaznaczyła się w nas, rozumnie śpiewających Tobie: Przyszedłeś i objawiłeś się, Światłości niedostępna”.   Zstąpienie w wody Jordanu jest również wejściem w głębię człowieczego świata, aby go przebóstwić – wypalić ogniem miłości. „Dzisiaj wody Jordanu zamieniają się w lekarstwo dla ludzi przez zjawienie się naszego Boga. Dziś strumieniami wody, na które tchnął ogniem, napawa się całe stworzenie” (św. Sofroniusz). Tego dnia licznie zgromadzona wspólnota wiernych udaje się procesyjnie nad wodę, aby powtórzyć  ten wielki moment łaski. Obrzęd wielkiego poświęcenia wody cieszy się w tradycji wschodniej wielką czcią i ma znaczenie uświęcające, uzdrawiające  i egzorcyzmujące. Wielka Hagisma uważana jest za jeden z ważnych misteriów dzięki któremu dokonuje się uobecnienie mocy Chrystusa. Krzyż zanurzony w wodzie, przenika ją łaską i czyni materią błogosławieństwa- zdrowia duchowego i fizycznego. Każdy wierny zabiera ze sobą pobłogosławioną wodę, aby pokropić nią dom, spożywać w chwili wytchnienia i naznaczać nią wszystko to, co separuje od bliskości Boga. Liturgia ta uczy człowieka szacunku do Bożych darów natury- wody, która podtrzymuje życie wielu stworzeń. „Ujrzały Cię, wody Boże, ujrzały Cię wody i ulękły się. Jordan cofnął się wstecz, widząc Ducha Świętego w postaci gołębicy, zstępującego i unoszącego się nad sobą, a góry zaczęły podskakiwać, spostrzegłszy Boga w ciele, obłoki zaś wydały głos, dziwiąc się przychodzącej Światłości ze Światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego”.

czwartek, 15 stycznia 2026

 

W życiu każdego człowieka istnieją mikro celebracje które przemieniają prozaiczność powszedniego dnia w drobne święta wytchnienia i spokoju. Wypicie ciepłej kawy w ulubionej filiżance; lektura książki której słowa poruszają wyobraźnią i przenoszą w krajobrazy tak bliskie, iż można do nich podróżować nie opuszczając wygodnego fotela; zapach i smak potraw które niczym afrodyzjak wywołują wypieki na twarzy; co najważniejsze- twarze tych których oczy sekretnie przechowują tajemnicę miłości i oddania- detonując siłą obdarowania i niegasnącej czułości. Im bardziej świat jest rozproszony, tym bardziej człowiek powinien być zwartym w sobie. Spójnym i harmonijnym w percepcji zewnętrznej i wewnętrznej. Mądrość hinduizmu powie, że każdy człowiek jest „milczeniem rzeczy tajemnych.” Jeżeli potrafimy na drobne detale życia spoglądać z dozą tęsknoty i spełnienia, wtedy jesteśmy zadomowieni w sobie i szczęśliwi. Etruskowie rzeźbili kwiaty na sarkofagach swoich ukochanych, nie umieszczając na nich żadnego imienia, żadnej inskrypcji, wieku, zajmowanej pozycji społecznej, czy pochlebnego aforyzmu wbijającego w błogostan najbliższych po starcie bliskiego. Dla nich, ci którzy tam spoczywali byli kwiatami- sublimacją piękna i miłości. Jakie to poetyckie i podnoszące na duchu. Jakże możemy wiele się uczyć od kultur nam tak odległych, które jakże często z wyższością, uważamy za obce, a co gorsza barbarzyńskie. Grecy przekazali nam mądre odpowiadanie o królu Midasie, którego Bachus obdarował nietypowym i jakże pożądanym przez wielu darem przemienia wszystkiego, co dotknie w złoto. Jednak ta obietnica i dar miała złowieszcze i dramatyczne konsekwencje. Kiedy w przypływie szczęścia wziął w swoje ramiona córkę którą kochał, to nagle przemieniła się w złoty posąg. Morał tego mitu jest prosty. Nie pragnij zbyt wiele, a na pewno tego, co wprowadzi ciebie w zaułek samotności oblepionej blaskiem feralnego kruszcu. Cieszyć się z drobnym rzeczy, ponieważ za nimi ukryta jest niezawodna pewność i szlak ku krainie szczęścia. „Świat istnienia znajduje się wyżej niż świat posiadania”- powie Hamvas. Człowiek ze swojej natury przeznaczony jest do diakonii piękna, będąc jak powie św. Grzegorz z Nyssy „muzyczną kompozycją, cudownie skomponowanym hymnem na cześć wszech- twórczej mocy.” Droga od ledwie dostrzegalnych aktów codzienności, wiedzie ku liturgii źródła- ostateczności na której spoczywa pocałunek Obecności !

niedziela, 11 stycznia 2026

 

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka:
Z Egiptu wezwałem Syna mego…(
Mt 2,13-23).

Istnieje taka sytuacja w życiu człowieka która wszystko zmienia. Rozciągnięta w czasie noc i towarzyszący jej intensywny sen, przez który objawia się przynaglenie, przebłysk prawdy o aktualnej sytuacji życia i pewność która rozprasza zalegające uprzednio wątpliwości i pozory. „To zawsze od snu zaczynają się wielkie rzeczy”- pisał Ch. Bobin. Zwinięty niczym ślimak na sienniku, ociężały od nadmiaru emocji, zmęczony i niczego się nie spodziewający. Poruszenie i wizja ! Stróżka potu ścieka po czole, a oczy zasklepione ciężarem istnienia, rozwierają się leniwie ku Misterium. „Niech się więc śluzą podwójną otworzą oczy me, czyniąc to na chwałę Bożą”(A. Marvell). Józef dojrzał do swojej roli wewnątrz gwałtownie przeżywanego snu- muśnięcia i szeptu anioła, kreślącego w skołatanej głowie męża Maryi- krajobraz jutra na który padał cień zazdrości, zagrożenia, zemsty i śmierci. Ów mąż Boży zaczyna rozumieć sens i rolę Maryi i Dziecka które przetarło szlak niegościnnej nocy i napełniło błogosławieństwem świat zasklepiony w sobie. Rozproszyły się wątpliwości i rozterki targające sercem mężczyzny. Prawda Wcielenia porusza każdym włóknem jego człowieczeństwa. Odpiera natarczywe myśli o kłopotliwym położeniu. Uda się ze swoją rodziną do Egiptu, chroniąc Życie którego stał się na kartach Ewangelii niemym świadkiem i obrońcą. Będzie nosił w pamięci zemstę Heroda i przelaną krew niewiniątek w Betlejem. Te zabite niemowlęta- „kwiaty męczenników”- jak powie Prudencjusz, będą pierwocinami ofiarnej miłości która niczym strumień płynie ku Miłości która na krzyżu zebrana została w kielichu Eucharystii. Czy to pokorne Dziecię mogło tak bardzo zaszkodzić obsesyjnemu tyranowi ? „Mój Bóg potrafi zająć ostatnie miejsce- pisał ks. Hryniewicz. Jest Bogiem pokornym, zdolnym do uniżenia, wręcz bezbronnym wobec ludzkiej wolności, a przecież przemożnym w swoim umiłowaniu ludzi i ostatecznie zwycięskim. Jego mocą jest miłość, On przekonuje i przemienia…” W obliczu ogromu zła, poczucia ludzkiej niepewności, płaczu pozostawionych i nieutulonych dzieci,  pozostają spulchnione łzami prześladowanych- słowa układające się w modlitwę o miłość. Miłość wzbijającą człowieczeństwo ku górze, wskrzeszającą świat z poczuciu absurdu i bezsensownej spirali zła. „Lepiej zapalić jedną małą świeczkę niż przeklinać ciemności”- powiedział mądry rabin. Rozniecić w sobie płomień miłości i oświetlić nim drogę drugiego człowieka- szczególnie tam gdzie dobro zostało zatarte, albo przykryte obojętnością ludzkich oczu.

wtorek, 6 stycznia 2026

 

Za chwilę będzie rozbrzmiewał wielki Psalm obwieszczający nadejście tak bardzo oczekiwanego Mesjasza: „Niech się cieszy niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia wcielonego Boga.  „Tajemnicę widzę, dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży- wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia, rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało, przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa: „Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców Kościoła;  odnowienie człowieka i przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”. Nie chodzi tu o ludzkie i naznaczone egoizmem samoubóstwienie, ale duchowy postulat- aby stać się przyobleczonym w miłość, na wzór Bożego Syna. „Bóg przyjmuje ubóstwo mojego ciała po to, żebym ja otrzymał bogactwo Jego Bóstwa”(św. Grzegorz z Nazjanzu). To jest najważniejsze przesłanie płynące z misterium Wcielenia. Nie można zagubić tej świadomości i zasłonić jej gąszczem świątecznych świecidełek, czy nieumiarkowanego obżarstwa. Nasza radość wyrasta z wolności która staje się naszym przywilejem- przywilejem niezasłużonym. Bóg wchodząc w historię, tak wiele nam przebaczył: wiarę przenikniętą własnymi wyobrażeniami, brak zdolności kochania, zatwardziałość naszych serc, ludzkie ucieczki w gąszcze grzechu i pokusę samostanowienia o sobie, a nade wszystko paraliżujący serce egoizm. „Wcielony Chrystus…, spoczął w żłóbku nierozumnych stworzeń. Owinięty w pieluszki zerwał więzy naszych grzechów”(Kosma Jerozolimski). Jedyne, co powinniśmy sobie życzyć- to nie zmarnować  Jego miłości !

niedziela, 4 stycznia 2026

 

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama… Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń… (Mt 1,1-25).

Im intensywniej jesteśmy zanurzeni w strumieniu czasu, tym bardziej potrzebujemy pełnego nadziei przesłania o narodzeniu Bogaczłowieka. W Ewanegelii czytamy genealogię Chrystusa- czas z którego strumienia wyłania się fryz postaci- historia oczekująca na objawienie Obecności. Litania imion będąca wypadkową żydowskiej kultury pamięci, zakorzenionej w przeszłości którą przenika duch starotestamentowych proroctw. Nasz świat co napawa niepokojem jest opróżniony z pamięci która jest nośnikiem łaski, skupiony na tym, co jedynie dzieje się teraz. Pozbawiony cudowności człowiek, poddany zapomnieniu, zracjonalizowany, przewidywalny, banalny, posiadający na wszystko gotowe odpowiedzi- potrzebuje oczekiwania na cud. Człowiek nowoczesności jest niezdolny do posługiwania się językiem mistyki, apofatycznego westchnienia, wyobraźni wybiegającej poza horyzont pewności i żaru ognia zapalającego wszystko zewsząd. „On jest słońcem, gwiazdą, ogniem, wodą, tchnieniem, rosą, chmurą, opoką niewzruszoną, kamieniem, jednym słowem wszystkim co jest i niczym z tego co jest”- pisał o Przedwiecznym Pseudo- Dionizy, odkrywając Obecność w świecie. Poznanie przeniknięte pokorą i miłością. „Gdyby świat nie mówił tyle o Tobie- pisał Claudel- moja tęsknota nie byłaby tak wielka.” Chrześcijaństwo spowite jest tęsknotą i wyczekiwaniem; wyglądaniem Światła. Musi w nas zadrżeć cudowna prostota dziecka wypatrującego pierwszej gwiazdy na niebie. Mądrość żydowska powie, że „cud ostatni jest większy niż pierwszy.” Tym cudem jest bezsprzecznie Betlejem w sercu każdego człowieka. Cud przyjścia i nawiedzenia- dostrzeżony wzrokiem, usłyszany uchem, obecny i rozpościerający się w namiocie ludzkiego serca. Przedwieczny z miłości uzewnętrznia się w świecie w kruchej i rozpraszającej ciemność nocy osobie małego Dziecka. Jeśli Bóg nie narodzi się w nas, my sami pozostaniemy obcy dla samych siebie. Samotni wygnańcy na pustyni postnowoczesności ! Miał rację Angelus Silesius pisząc: „Choćby Chrystus tysiąc razy narodził się w Betlejem, ale nie w tobie, pozostaniesz wiecznie zagubiony.” Czekam na Boga mojej tęsknoty- spożytego w noc zstępującego światła !