Pomimo pociechy jaką mi
daje wiara, przeżywam dogłębnie uczucie osierocenia i starty. Wczoraj odeszła
moja mama. Przestałem być dzieckiem: wyczekiwanym, kochanym, darem i
towarzyszem tych najgłębszych rozmów i sekretów – jakie można po Bogu powierzyć
matce. Na karcie została odnotowana przez lekarza przyczyna zgonu: „Zatrzymanie
akcji serca i oddechu. Cukrzyca. Niewydolność nerek. Zapalenie płuc.
Niezdolność oddechowa. Niezdolność krążenia.” Przez kilka dni towarzyszyłem Jej
w tej „Drodze Krzyżowej” przy szpitalnym łóżku; dzieląc ból, mętne spojrzenia, utraty
świadomości i cierpienie które mi sobie trudno wyobrazić a na które próbowałem
reagować modlitwą. Uśmiechałem się jak mały chłopiec który wracając z
przedszkola dopytywał: „Czemu jesteś smutna ?” Mama nie była smutna, toczyła
być może największy bój swojego życia. Rozłąka ! Wróciłem do pustego domu, zderzając
się z ciszą i przedmiotami które znam od zawsze. To miejsce jest teraz jak
muzeum – pełne wspomnień i rzeczy – które od dziecka mi coś przypominają i
stanowią dorobek życia naszych życiodawców. Dom bez rodziców. Dom bez matki
jest miejscem ogołoconym. W pokoju mamy unosi się jeszcze jej zapach. Choć
uprzątnąłem wszystkie rzeczy, to i tak wrył się w te ściany jakiś ślad. Pozostawiłem
jeden sweter w który lubiła i się z nim nie rozstawała. Zniknięcie ukochanej
istoty przynosi pustkę i chłód. „Nieobecność znaczy dokładnie nie-obecność
tutaj, istnienie „gdzieś indziej,” jest to istnienie, które odwraca się plecami
i patrzy gdzie indziej”- pisał M. Oraison. Jestem przekonany, że mama na mnie
patrzy i się uśmiecha, ale tak materialnie i namacalnie brakuje mi jej. Rano z
przyzwyczajenia wszedłem i zapytałem czy zrobić kawę, a tam zaścielony tapczan
i cisza. Kiedy pozwolono mi ją zobaczyć w osobnym pomieszczeniu, zawiniętą w
jedynie w prześcieradło. Wyglądała jak larwa która wleciała w arktyczny prąd
powietrza. Blada twarz kobiety. W kieszeni płaszcza miałem pachnący olejek
różany do błogosławieństwa. Uczyniłem znam krzyża na czole i wonność
przeniknęła miejsce o którym się mówi szeptem lub wypiera ze świadomości.
„Kiedy mówisz komuś: „Kocham cię” to tak , jak gdybyś mówił „Nigdy nie umrzesz”
– twierdził Bloy. Cmentarz i powolnie poruszający się kondukt pogrzebowy. Przy
śpiewie psalmów i błagalnych ektenii, odprowadziłem mamę do wyścielonej komnaty
ślubnej, aby na nowo połączyła się z mężem i weszła do Raju. Nie mówię żegnaj,
bo to chwilowa rozłąka. Do zobaczenia tam, gdzie wszystko jest przemienione i dotknięte
promieniami Paschy Chrystusa !






