Gdy Jezus
wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana,
zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie
wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko
sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie
zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział:
«Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus
spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj
wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem
przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony,
miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich
uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego»…
Myślę, że każdy człowiek wierzący przeszedł
podobną drogę ewangelicznego młodzieńca. Młodość określają specyficzne
zachowania: spontaniczność, krótkotrwały idealizm, iluzoryczność własnego „ja”,
chwilowe fascynacje przybierające na sile niczym sinusoida- niekiedy tak
intensywnie, że człowiek głupieje. Każdy ma swoją drogę młodzieńca, pełną
gwałtownych zrywów i szybkich rezygnacji. Młodzieniec, który przychodzi do
Chrystusa nosi w sobie fascynację i własne wyobrażenia bycia szczęśliwym.
Pewnie się nie spodziewał, że ideał który tak szczelnie nosił w sobie, będzie
musiał zmierzyć się z wymaganiem i projektem, który już posiada Bóg. Zderzenie
dwóch pragnień i pomysłów. Jeden szybujący ponad, drugi zakłada postawę
rezygnacji z siebie i porzucenia tego wszystkiego, co wydaje się być oczywistym
i nieodzownie potrzebnym. Musiała szybko posmutnieć twarz młodzieńca. Nie
potrafił porzucić siebie- odszedł rozczarowany. Ewagriusz z Pontu- wielki
mistyk i praktyk życia duchowego, a jednocześnie jeden z najbardziej twórczych
„psychologów” pustyni, napisał mądre słowa w komentarzu do modlitwy Ojcze Nasz:
„Nie módl się o spełnienie swych własnych pragnień; niekoniecznie muszą się
zgadzać z wolą Boga. Raczej módl się tak, jak się nauczyłeś, słowami: bądź wola
Twoja we mnie. I w każdym sprawie proś Go, aby spełniała się Jego wola. Bo
przecież chce On tego, co dobre i korzystne dla twojej duszy- ty zaś nie zawsze
tego szukasz”. Nasza rzeczywistość w której żyjemy również nie sprzyja tak
poważnym decyzjom na miarę poszukującego sensu życia młodzieńca. Łatwo jest
realizować swoje pragnienia, marzenia, czy pomysły; zdecydowanie trudniej jest
zmienić kierunek i pójść niewiadomą ścieżką- bez gwarancji, zabezpieczeń,
ryzykując bardziej stratami niż zyskiem. Thomas Merton- mnich żyjący pośród
pulsującego świata dogłębnie scharakteryzował lęk przed porzuceniem
czegokolwiek. „Wielu ludzi religijnych, którzy powiadają, że kochają Boga, lęka
się samej myśli o ubóstwie, które miałoby z sobą przynieść głód, brud i brak
poczucia bezpieczeństwa. A tymczasem ciągle spotyka się ludzi, którzy żyją
pośród biednych nie dlatego, że kochają Boga, ani nawet nie dlatego, że kochają
biedaków, lecz wyłącznie z tego powodu, że nienawidzą bogaczy i chcą w
biedakach wzbudzić taką samą nienawiść, jaka drzemie w ich sercach”. Sztuka
życia polega na przyjęciu „ubóstwa z miłości”- ponieważ tylko w taki sposób
można spotkać Boga, przybliżyć się do Niego i zafascynować Nim innych. Mniszka
Maria Skobcowa apelowała z całych sił, aby chrześcijanie potrafili w poczuciu
osobistej wolności pójść za Chrystusem i przyczynić się do naprawy świata.
„Chrześcijanie są więc wezwani do wypowiedzenia słowa uzdrawiającego i naprawczego,
do przywrócenia do życia nawet tego, co martwe”. Odkrywanie naszego ubóstwa-
porzucenia wszystkiego dla Chrystusa dokonuje się w naszym osobistym
przyzwoleniu, wewnętrznym- zgadzam się. „W końcu wszyscy jesteśmy ubodzy. Lecz
nawet na twarzach najbardziej dotkniętych grzechem, pulsuje maleńki promyk
światła. Ikonograf na początku tworzenia ikony oznacza sfery strefy światła na
twarzach malowanych postaci” (M.P.Jegou). Chrześcijanin, który odpowiedział
pozytywnie na przynaglenie Chrystusa, stał się ubogim, owiniętym w miłość,
przenikniętym światłością- transparentnym tak mocno, iż można dostrzec kontury
Królestwa Bożego.