Chciałbym w tym tekście
podjąć temat niezwykle delikatny i przysparzający być może mi krytyków, a
zarazem dojrzewający we mnie od dłuższego czasu. Myślę tu o dylematach i
dramatach mężczyzn. To pokłosie doświadczeń, refleksji, rozmów i spotkań z
mężczyznami poranionymi przez płeć silniejszą – kobietę towarzyszkę – próbując odwrócić
tym samym kalki, stereotypy i utrwalone powszechnie przekonania, że to
mężczyźni krzywdzą, będąc uważani za sprawców przemocy tak psychicznej jak i
fizycznej. „Bóg stworzył człowieka i znajdując go wyraźnie samotnego, dał mu
towarzyszkę, by lepiej odczuwał samotność”(P. Valéry). Istnieje niezauważalna i
milcząca przestrzeń dramatu mężczyzn prześladowanych przez Erynie, będących niezawinionymi ofiarami tych „delikatnych”, „wrażliwych”,
„współczujących”, „czułych” i „łaknących miłości kobiet” o których nikt z
zewnątrz nawet nie pomyśli, że są mistyfikatorkami i dewastatorkami świata
mężczyzny, który każdego dnia doznając bólu, zwija się niczym poczwarki owadów
w kokon. Niewiasta sięgająca po owoc autonomii – Gorgona sprowadzająca nerwicę, depresję, cierpienie, guzy
nowotworowe od spiętrzonego stresu, aż po pocałunek śmierci. Na jednym z
internetowych forów przeczytałem: „W skali roku cztery tysiące mężczyzn
popełnia samobójstwo. W Polsce wychodzi jedenaście samobójstw dziennie. O czym
my mówimy, systemowa hekatomba na mężczyznach, a o tym cisza w mediach.”
Samobójstwo z powodu utraty domu przez kobietę po rozwodzie i alienację
dziecka. W ciśnieniu zbiorowej świadomości, proklamowanej przez media i
utrwalanej przez poradnie psychologiczne, to mężczyzna jawi się jako źródło zła,
zniewolenia, siły wymierzonej w kruchą kobietę za której plecami chronią się
niczego winne i bezbronne dzieci. Ten mit eksploduje pod naporem danych z
których jasno wynika, iż jest coraz więcej mężczyzn którym świat sypie się na głowę
pod naporem cynicznych, wyrachowanych i obliczonych na zysk działań kobiet. Istot
z premedytacją eliminujących mężczyzn i niszczących ich krok po kroku, wykorzystując
do tego instrumenty prawa i instytucje, potrafiąc z premedytacją i zimną
kalkulacją z mężczyzny zdrowego na umyśle, uczciwego, kochającego męża i ojca,
uczynić przestępcę, czy niewolnika który na skraju bezdomności musi zapewnić
finansowy byt kobiecie, która to koniec końców okazuje się zręczną
mistyfikatorką. „Miłość zostaje sprofanowana zanim jeszcze udało się odkryć,
czym była”(P. Evdokimov). Pamiętam jak wiele lat temu w rozmowie niezwykle
szczerej, pewien mężczyzna wyznał mi, że jest ofiarą przemocy swojej żony.
Cicha i spokojna, przykładna matka i skuteczna pracowniczka firmy, zakładając
maski – okazała się femme fatale- inteligentną,
przebiegłą i wyrafinowaną sadystką. Każdego dnia niszczyła i gasiła go jak
papieros w popielniczce. Poniżała przed dziećmi i szantażowała. Z obawy przed
wybiciem tego szamba na zewnątrz, założyła mu niebieską kartę (narzędzie
niezależnych i przedsiębiorczych kobiet) i docisnęła go do końca w majestacie
prawa i biurokracji, stojącej zawsze po jednej ze stron. Po jakimś czasie
dowiedziałem się, że ten mężczyzna targnął na swoje życie. Odcięty od miłości
dzieci i pozbawiony środków do życia, wybrał najbardziej tragiczną drogę
rozwiązania tej sprawy. Deptany latami nie wytrzymał presji i lęku przed
wyjściem z tego impasu. Spotkałem wielu bezdomnych, wyrzuconych za drzwi, ograbionych
z godności z nalepką na czole alkoholik, niczym trędowaty od którego trzeba
uciekać. Znam mężczyznę, którego notorycznie kobieta poniewiera przezywając od
nieudaczników. Bije go dłonią po potwarzy, wykazując przy tym irracjonalną
przyjemność z zadawanego mu bólu. Żyje w labiryncie i moczy się w środku nocy na
myśl o kolejnym dniu partnerskiej gehenny. To tylko klika kadrów które podsuwa
mi w tym momencie pamięć, a są ich dziesiątki. Na początku XX wieku potrzeba
równości popychała kobietę do współzawodnictwa z mężczyzną, dogonienia i dorównania
mu w wielu przestrzeniach codziennej egzystencji. Kobieta – „wezwanie bytu” –
wdrapuje się po drabinie kariery wykorzystując ku temu wszystkie swoje
atrybucje i zdolności intelektu, wyprzedzając mężczyznę i redukując go do jej doraźnych
zachcianek i namiętności – bankomatu i egoistycznie przeżywanej seksualności. „Gdy
człowiek spada z poziomu człowieczeństwa, nigdy nie staje się zwierzęcy – staje
się demoniczny”- twierdził Hamvas. Z nudów bierze co chce i nic nie daje w
zamian, będąc reżyserką życia w imię proklamowanej wolności i niezależności. Na
progu tej przepastnej wolności stoi on, zaciśnięty w kleszczach i doznający
zadyszki na myśl o powrocie do domu. Dlaczego nie widzimy płaczących i połamanych
mężczyzn ? Ponieważ ich ból jest niewidoczny, wstydliwie skrywany w miejscach
zaciemnionych, wyznawany jedynie na spowiedzi i bojący się ośmieszenia w
społeczeństwie prężącym muskuły i obwieszczającym na każdym kroku prymat inteligencji,
sprytu, siły i władzy. Czy widzieliście jakiś pomnik wystawiony mężczyźnie i ojcu,
afirmujący jego miłość i oddanie ? Odpowiem: Nie ! Istnieją tylko rzeźby szlachetnych
kobiet które odpierając gwałt tego świata, odznaczyły się odwagą i rezygnacją z
siebie w imię epickich idei. Z każdego sądu mężczyzna wychodzi z bagażem
połajań i zobowiązań, niewysłuchany i pokopany jak pies. „Algorytm sądowy
niemal automatycznie przyznaje dom, dzieci i alimenty jednej stronie. Zjawisko
to określa się terminem „inflacji pojęcia przemocy”… Rozwód przestał być tylko
dramatem emocjonalnym. Stał się najskuteczniejszą strategią inwestycyjną…”
Mężczyzna zostaje wyrzucony z domu który przez lata budował, tracił dla rodziny
siły i zdrowie. Jakże często wydzierając swoje serce dla dzieci, będąc gotowym
zrobić dla nich wszystko. Skomli o miłość którą zagarnęła ona, oświetlona
fleszami, z pakietem przywilejów i profitów. Matka Polka z dzieckiem przy
piersi, paradygmat wryty w pamięć i uczucia, jak z ckliwych pasteli Wyspiańskiego.
W kręgu tych mitów orbitujemy, kupując je za dobrą monetę i będąc przekonanymi,
że świat jest taki monochromatyczny, a mężczyzna – „właściciel kobiety” stoi twardo
w jego centrum - rozdając karty i kreśląc przyszłość po swojemu nadwyrężoną od
nieróbstwa ręką. To dobrze sprzedający się fałsz, mający na celu zatuszowanie
rzeczywistości która niczym wahadło zatrzymane natychmiast i celowo, przechyla się w jedno miejsce. Na jednej ze
stron kancelarii, młoda adwokat szczyci się ilością wygranych spraw
rozwodowych. Scenografia pełna patosu, zachęcająca kolejnych klientów którzy
już spakowali torby i wypchali portfel, strzelili focha i zatrzasnęli bezpowrotnie
drzwi mieszkania. Wypadkowa chorobliwej tendencji, której wtóruje banda moralnych
idiotów, niezdolnych do głębszej refleksji i przyklaskującej lepkiej na trzos
palestrze, żerującej na wspólnocie osób, które wedle teologicznej definicji, winny
być jednym ciałem – na dobre i złe. Uzasadnieniu tego świetlanego pasma sukcesów
towarzyszy wklejenie filmu Smarzowskiego pt. Dobry dom, podprogowo i w sumie docelowo objaśniającego kto jest
zły, a kto dobry na planszy życia. Mężczyzna staje się tragiczną wypadkową losu
kobiety, widmowo uciekającej od ocalenia miłości, małżeństwa i rodziny. Mam
świadomość że ten tekst powiał chłodem, ale musiał ujrzeć światło dzienne. Mężczyźni
znani z przechwałek i uśmieszków, skrywają liczne i uwierające tajemnice,
odbierające im jakże często sen i sens życia. Wydani niesprawiedliwym sądom,
pozbawieni godności, rzuceni na pożarcie bezlitosnego systemu prawa – toną w
ściekach sfabrykowanych kłamstw, wyciągając odruchowo dłonie i uczepiając się
czegokolwiek – jakieś dryfującej deski ratunku. Dedykuję wam te przemyślenia,
być może podnosząc was na duchu i dając wątłą nadzieję na blask prawdy,
pośrodku gnieżdżącej się ciemności i strachu. Pragnę podziękować również tym
wspaniałym kobietom, opiekunkom piękna i miłości, żonom potrafiącym podejmować
trudne dialogi, umierać dla egoizmu i spoglądać na Krzyż Chrystusa w chwilach
próby. Kobieta – połowa duszy i pomoc, cerująca każdego dnia tkaninę wierności.
Twórczo wypełniająca świat swoją istotą i promieniującą obecnością, będąc wedle
określenia św. Pawła „Chwałą mężczyzny.”
