poniedziałek, 27 kwietnia 2026

 

W świecie którym przyszło nam żyć jest tak wiele zmiennych sytuacji i wydarzeń, iż trudno prorokować o kształcie następnego dnia. „Po co iść tropem tego, co już się skończyło”- pyta w Mistrzu i Małgorzacie Bułhakow. Rzeczywistość rozpięta na osi dwóch imperializmów i dwóch podstarzałych, labilnych przywódców z zapalnikiem nuklearnym w dłoni, nie wróży nic dobrego – stając się źródłem dojmującego niepokoju. „Nieograniczona władza w ręku ograniczonych ludzi prowadzi do wybuchu okrucieństwa”(A. Sołżenicyn). Zimna wojna tak naprawdę się nigdy nie zakończyła, przybierając różnej maści mistyfikacje i znieczulenia, odwracając uwagę patrzących od sedna narastających i ukrytych pod powierzchnią problemów. Ambicja wymieszana z szaleństwem o rząd nad światem i eksploracje jego dóbr w sposób nieograniczony jest tym rodzajem szaleństwa które leczy się doraźnie i ryzykowanie. Zawsze znajdzie wariat który w imię rozhuśtanego ego, będzie chciał strawić świat w płomieniach, uprzedzając tym samym najbardziej mroczny – quasi apokaliptyczny scenariusz końca. Civitas diaboli utkane z pozorów i bezszelestnie wypluwające z siebie okruchy dobra. Choć z pozoru żyje się i oddycha spokojnie, to z tyłu głowy kłębią się myśli o kształt jutra, konstruowanego słowami i poczynaniami polityków, których działania jakże często nie skupiają się na dobru ludzkości lecz wymiernym interesom uprzywilejowanej jednostki lub grupy zaciskającej pętlę władzy i przywilejów, modelującej rzeczywistość podłóg własnego widzimisię. Trzeba być naiwnym wierząc młócącym o pokoju ustom którzy napierając na szkło kamery próbują wypaść lepiej i utrzymać korzystną dla siebie pozycję politycznego poparcia. Pogarda dla ludzkich problemów, nieszczęść, życiowych dramatów jest tak dostrzegalna, że człowiek się wewnętrznie kotłuje i krzyczy, choć ma przeświadczenie że nikt tego nie usłyszy. Im bardziej woła się o pokój, tym silniej trzeba się zbroić – błędne koło – pozycjonujące człowieka w stanie napięcia i cieniu zbliżającej się katastrofy. Powyżej umieściłem poruszającą pracę niemieckiej artystki Käthe Kollwitz pod znamiennym tytułem Nasion nie należy mielić. To praca nad wyraz antywojenna i ciągle aktualna, próbując uchronić młode pokolenie przed absurdem i okropnościami wojny. Zapora macierzyńskiej miłości przed złem, które odbiera resztki człowieczeństwa; tragiczne fatum wojny, wyszarpuje i przerywa szczęście dzieciństwa. Przecięta pępowina, rozdarty płaszcz matczynej opieki, wydarcie z domu i gwałt na rodzicielskiej i synowskiej miłości. Odbieranie życia innym i zarazem wola przetrwania w chaosie śmierci jest doświadczeniem na wskroś piekielnym i silnie stygmatyzującym historię każdej jednostki. Po tym już nic pozostaje takie jakie było. Wszystko wokół staje się inne, skarłowaciałe i moralnie upośledzone. Zbombardowane miasta, przerwane życia, zmasakrowane ciała wydane w ręce obcych i zbiorowych dołów. Bydlęce wagony, duszący fetor fekaliów i swędzącego ciało brudu, głód, kradzieże, to jedynie sekwencja kadrów powracających raz jeszcze, kiedy wystrzeli się pierwszą kulę z karabinu, czy naruszy spokój i intymność czyjegoś domu. Zawłaszczenie terytorium i człowieka, rozpoczyna się od wyniesienia telewizora i mikrofalówki, czy zdjęcia obrazu ze ściany. Kto rzetelnie na Ukrainie policzył straty: zamordowanych cywili, zgwałconych kobiet, okaleczonych i wywiezionych gdzieś tam na obcą ziemię dzieci, starców wywleczonych na pola i pozostawionych sobie ? Tchórzostwem jest rozprawianie o pieniądzach włożonych w wojnę, kiedy przestało się wspominać i opłakiwać umarłych, prześladowanych – których życie zdeptano natychmiast bez zbędnych formalności i tłumaczeń. Pieniądze których jest ciągle niewystarczająco, wchłaniają się w kieszenie nadętych i skorumpowanych oligarchów, które uszczuplone, finalnie wychodzą jako ochłapy dobroci, rzucone zrozpaczonym i bezsilnym ofiarom konfliktu. Nie akceptuję tego stanu rzeczy i bulwersuję się na takie widmo niesprawiedliwości. Zgadzam się z Tarkowskim, że „koniec cywilizacji może nastąpić, zanim spadnie pierwsza bomba atomowa. Stanie się to z chwilą, kiedy umrze ostatni człowiek, który wierzy w Boga: bez wiary w nieśmiertelność duszy – to już koniec, śmierć, cywilizacja zwierząt.” Myślę, że Rosja może zakończyć tę wojnę, ponieważ ma ogromne siły duchowe – sumienie - którego nie potrafi zrozumieć egoistyczny i skupiony na sobie świat zachodu. To jakieś trudne do pojęcia starcie cywilizacji na peryferiach których działają wrogie siły, podsycające militarny klincz i ciągle rozdrapujące zabliźniające się rany. „Możemy zrozumieć się nawzajem – pisał Hesse – lecz wyjaśnić samego siebie każdy może tylko sam.” Trzeba uważnie wsłuchać się w głos dwóch stron i z właściwym ciężarem odpowiedzialności poszukać drogi wyjścia z tego impasu. Pragnienie pokoju zawsze przechodzi przez granicę serca człowieka. Prawosławie budząc sumienia, ciągle przypomina, iż kochać bliźniego w jego grzechu to najtrudniejsza sprawa !