
Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.
W domu rodzinnym w
małym bidermaierowskim sekretarzyku mojego ojca, odnalazłem złożone wszystkie moje
szkolne świadectwa i dyplomy. Szukanie radości przywiązuje nas do przywoływania
przeszłości. Mam nieodparte wrażenie, że to coś więcej niż sentymentalne „muzeum”-
schowek pamięci osiągnięć własnego dziecka. To raczej jakiś fragment życia
naznaczony mozolnym- wieloletnim trudem zdobywania wiedzy i szczęściem
rodziców, iż wyprawa przez krajobrazy nauki została zwieńczona różnorodnymi
sukcesami. Nie zawsze byłem orłem, ale zawsze miałem szacunek do wiedzy i ludzi
którzy jej rozliczne portale przede mną otwierali. „Dla nas wychowanych w
kulcie szacunku dla człowieka, wielką wartość mają zwykłe spotkania, które
czasem przemieniają się w cudowne święta”(A. Exupery). Przed oczami przesuwają
mi się twarze licznych nauczycieli, czerpiących z arkadyjskiej studni mądrości
i życia. Szczególnie w pamięć zapadli mi ci, którzy nie byli standardowi-
potrafiący opowiadać o świecie w sposób intrygujący i przekonywujący. Ci,
którzy podsuwali mądre książki- rozbijali stereotypowe rozumowanie o skały
wielkich idei. Droga życia jest usłana fantastycznymi osobowościami- mentorami-
którzy wrzeźbiają się w pamięć i serce. Powrócę na chwilę do naszych bliskich. Rodzice
zawsze są dumni ze swoich pociech, ale kiedy stają bystrymi i przenikliwie
mądrymi obserwatorami rzeczywistości to ich poczucie dobrze wykonanej pracy
jest intensywniejsze. Dzisiaj na mieście mijałem wielu młodych ludzi
wracających ze świadectwami ukończenia roku szkolnego; jakiś etap jest za nimi-
kolejne krople mądrości przesączyły się do umysłów i wymuszając rzetelną ocenę.
Wiele bojów i rozkruszonych kopi za nimi. Sportowiec dobiegający do mety, jest
świadomy tego- że tam czeka na niego laurowy wieniec zwycięstwa. Ostatnie miesiące
szkoły to dla uczniów i ich belfrów czas napiętego oczekiwania na wakacje.
Trzeba wiele spraw podsumować, zebrać i liczbowo podliczyć. Zważyć ciężar
przekazanej wiedzy. Niekiedy uśmiech na twarzy nauczyciela z przeciętnego lub wdrapującego
się po stromej górze wiedzy ucznia jest większy, niż z tych którym sukcesy przychodzą
łatwo i zawsze są na podium. Syzyfowie są najsympatyczniejsi, ponieważ najmocniej
celebrują odniesione sukcesy; tak na marginesie- oni są najbardziej wdzięczni !
Lubię szczególnie jedno z powiedzeń Talmudu: „Oddech dzieci śpieszących do
szkoły podtrzymuje świat.” Dzisiaj ten oddech się staje się spokojniejszy,
miarowy i uwolniony od naglących potrzeb. Trzeba odpocząć- to znaczy zatrzymać
się, zmienić otoczenie i ludzi; zacząć oddychać innym powietrzem. Zobaczyć
świat z innej perspektywy, poddać się gwałtowności lub zaczerpnąć z miejsc w
których cisza jest na wagę złota. Żyjemy w świecie ciągle naglących działań.
Wszędzie musimy być na czas, poddani presji otoczenia. Czas wolny- lubię to
określenie- ponieważ wolność to Boży dar, a dzieiaj to luksusowy towar.
Zregenerować siły- odnaleźć siebie w sobie- poddać się ulotnym chwilom i zrobić
rzeczy niestandardowe, nieprzewidziane, które nie są zapisane w gęsto utkanym
od różnych planów kalendarzu. Być może to dla jeszcze innych czas w którym
śpiew ptaków, szum morza, czy krajobraz roztaczający się z pasma górskich
szczytów- zasugeruje, że istnieje Bóg- Miłośnik piękna. On pozostawił nam
wystarczającą ilość odpowiednich bodźców, abyśmy zrozumieli wyjątkowość każdej niepowtarzalnej
chwili. Rozumiem zatem westchnienia świętego Franciszka urzeczonego pięknem
świata i powtarzającego: „Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił
Słońce.”