Kilka dni temu włócząc
się uliczkami Florencji, zaszedłem do bazyliki San Spirito, a w jej zakrystii
zobaczyłem krucyfiks autorstwa Michała Anioła. Okrzepły w przeświadczeniu, iż
renesansowy rzeźbiarz tworzył tylko zmysłowe, sensualne i przesadnie muskularne
ciała, moim oczom odsłoniła się smukła, krucha i ascetyczna figura Chrystusa.
Ten ujmujący oczy widok pozostawił mnie przez chwilę w zupełnej ciszy, poza
zgiełkiem przesuwających się przez przestrzeń kościoła turystów. Zupełnie inny
od rzeźb które emanowały siłą antycznej nagości i erotyzmu- jakiejś przesadnie
wykreowanej rasy ludzi którą można chociażby dostrzec na freskach z kaplicy
Sykstyńskiej. „Na Golgocie, jakby utożsamiony z Hiobem, przeżywa naszą rozpacz
wobec Bożego milczenia, może nawet opuszczenia przez Boga. Zmartwychwstaje w
tajemnicy”- pisał Clément. Nagi i wątły
skazaniec o delikatnie zaciśniętych ustach i ujmująco dramatycznie opadniętej
pod wpływem wewnętrznie tłumionego bólu głowie. Ciało lekko skręcone i wyrwane
przez rzeźbiarza ze statycznego unieruchomienia na drzewie kaźni. Bezpośredni
stosunek widza ze Skazanym wyraża się przez nagość; ciało na powrót
przemienione i odarte z potrzeby zatrzymania i uprzedmiotowienia. Chrystus nie
posiada perizonium – jest nagi i odarty z materii – zawstydzająco spokojny i
przekonujący znaczniej mocniej, niż epatujące bólem i krwią przedstawienia
gotyckiego średniowiecza. Bierdiajew kiedyś powiedział, że On wszedł w naszą
egzystencję w uniżeniu „był incognito i
to było jego kenozą.” Akt oddania w
całej rozciągłości ciała po przeszywający na wskroś wymiar ducha. To „Boski Eros” – przezwyciężający chaos stworzenia i
pociągający świat ku sile paschalnego świadectwa wiary. „Przez Chrystusa cała
nasza natura zostaje naprawiona”(św. Grzegorz z Nyssy). Stałem naprzeciw
odartego ze wszystkiego Boga i poczułem się poruszony tak mocno, iż pociekła mi
po policzku łza. Otchłań grzesznika przyzywająca daru miłosierdzia !
