środa, 18 marca 2026

 

Spędziłem wraz z młodzieżą dziesięć dni w Italii. Trudno w kilku skondensowanych zdaniach oddać uczucia i nasycenie sztuką, które wzbierało i zarazem przygniatało mój umysł i duszę. Gdybym wędrował samotnie to poderwałbym pióro i rozszerzył horyzont do śledzenia niuansów które dostrzegali zafascynowani tym obszarem podróżnicy i literaci. Malowałbym pejzaż wraz z twarzami napotkanych ludzi i kulturą którą obrastały włoskie miasteczka – zapalczywie strzegąc swojej autonomii i pielęgnowanej z pokolenia na pokolenie tradycji. „Włochy nadal są przy mnie”- cytując klasyka i przywołując tym samym urokliwe wspomnienia z miejsc w których dane mi było się zatrzymać na chwilę. Dla człowieka od lat trawiącego sztukę, to kolejne zbliżenie na pozór bliskie miłości której intensywność oszałamia, a później pozostawia na długie chwile samemu; drżącemu naprzeciw napierających muśnięć piękna. Czuję w ustach smak wina i wyrafinowanej kuchni której delektacja zapewne sięga starożytności i bóstw, którym nie obce były uciechy cielesne i wprost misteryjne uniesienia. „Ów most miedzy pierwszym a ostatnim dniem życia człowiek może przejść tylko w ekstazie. A tę ekstazę przynosi wino”- twierdził Hamvas. Gdy wkraczamy w tak napęczniałą od materialnych wytworów historię, może pozostać jedynie pragnienie kolejnego powrotu. Cudowność życia odciśnięta w starożytnych ruinach Rzymu, chrześcijańskiej cywilizacji ukształtowanej na Ewangelii i męczeńskiej śmierci pierwszych wyznawców Chrystusa. Tak zawiłe ślady uwiecznione są skomplikowanych żywotach artystów, dających się ponieść wirtuozerii, przecież nie wolnej od zapomnienia o sobie. Po raz pierwszy byłem w Ravennie i nie rozczarowała mnie swoimi skarbami. Choć przez wiele lat tropiłem ślady bizantyjskiego malarstwa, to tym razem mogłem poczuć jego siłę namacalnie – wzrokiem rejestrując obłaskawiające kolorami panele bazylik i baptysteriów. Teraz rozumiem artystów końca XIX i XX wieku którzy tam kierowali swoje kroki, szukając barw tak czystych i wyrazistych, że źrenicę oka wypełniały łzy radości a powonienie zapach kwiatów. Mauzoleum Galii Placydii „Z niebem lśniącym gwiazdami i niebiesko-złotymi dekoracjami otoczonymi geometrycznymi wzorami trompe-l'oeil w jasnych kolorach, girlandami kwiatów i koszami wypełnionymi owocami, do dziś pozostaje jednym z najbardziej olśniewających ostatnich domów, jakie kiedykolwiek zbudowano. Kto odmówiłby spoczynku pod takim widokiem gwiazd, gołębi, jeleni i winorośli, w towarzystwie Dobrego Pasterza, autorów Ewangelii i św. Wawrzyńca”- pyta Judith Herrin. W tym mieście (niegdyś przyczółku bizantyjskiej cywilizacji Justyniana i Teodory) również odnalazłem grób Dantego, modląc się żarliwie i mając zarazem z tyłu głowy cytat mistrza włoskiej literatury, mówiący o „Miłości, która porusza słońce i gwiazdy” - takie bowiem dostrzegłem dzień wcześniej na weneckim sklepieniu bazyliki św. Marka. Po tych malarskich horyzontach wieczności, przychylam się do myśli Georgesa Mathieu: „Filozof panował nad starożytnym. Naukowiec tymczasowo rządzi światem. Wszystko wskazuje na to, że to artysta będzie panował nad światem jutra.”