Na zewnątrz upał i
ścieranie się z przeciwnościami losu. Słońce wypraża wszystko, nie pomijając
niczego i nikogo. Kaprysy pogody na którą nie ma się wpływu i trzeba się jej
poddać z inteligencją mikroskopijnej istoty, szukającej schronienia w cieniu
napotkanego drzewa lub architektury, użyczającej cierpliwie swej przestrzeni w
podcieniu, czy okapie nad schowanym od podwórza wejściu zakiszonej przez czas
kamienicy. Nawet niewierzący zachodzą do średniowiecznych kościołów, ponieważ w
nich można odnaleźć przyjemny i rześki chłód, połączony z błogostanem ciszy
której jest w naszym świecie deficyt. „Cierpienie zadaje pytania” – twierdził Paul
Riceur. Nie można zginać się pod naporem balastu, niezrozumienia, odtrącenia,
czy fałszywych twierdzeń zawistnych ludzi. Trzeba odpowiadać na najtrudniejsze
pytania w pozycji mędrca który nie ma nic do stracenia, a zarazem jest
zaopatrzonym w to, czego nikt nie jest mu wstanie odebrać – rozwagi miłowania
rzeczy trudnych. Na co dzień spotykam ludzi pięknych, zamieniających ze mną
choć kilka słów w drodze do pracy, czy po pracy. Ludzi wierzących lub nie,
wrażliwców z duszą i umysłem otwartym na to, co zaskakujące i nieodkryte. Opowiadających
z dziecięcą wręcz szczerością o życiu, rodzinie, niespełnionych marzeniach i
projektach które choć mgliste, mogą uczynią przyszłość bardziej znośną i
strawną. Pytania o Boga, wiarę i nieśmiertelność – graniczne i niewytłumaczalne
– wymagające głębszego namysłu i nadziei pozwalającej sięgnąć wzrokiem poza
horyzont widoczności lub jej braku. Mam przyjaciela który jest muzułmańskim Uzbekistańczykiem
prowadzącym mały kebab i rozmawiającym ze mną o sprawach religii i życia z taką
przenikliwością i mądrością, że może zawstydzić nie jednego chrześcijanina.
Dobrzy ludzie ! Zatrzymując się z nimi na chwilę proszą o modlitwę i błogosławieństwo
na egzystencję, której ciężar uwiera i odciskając się chorobami duszy i ciała. „Człowiek
jest istotą bardzo złożoną, po co ją wyjaśniać drogą logiki ?” – pyta Sołżenicyn
w Oddziale chorych na raka. Istnieją też
ludzie zagubieni, uwikłani w złu, podli, cyniczni i wyrachowani, którzy z
wielką łatwością maskują swoje słabości i przerzucają niesprawiedliwe sądy na
innych. Pozbawieni miłości w dzieciństwie i uczeni języka siły i konfrontacji. Liberalni
cynicy kryjący się za błazeńską maską poprawności, kulturalnej etykiety, czy
wiedzy z której czerpią potrzebne instrumenty, aby innych zdeprecjonować,
poniżyć i wyeliminować. Żonglują epitetami i komunałami o przekazie miałkim i w
gruncie rzeczy ich samych zawstydzającym. Narcystyczne istoty kroczące w
umysłach prostych i bezbronnych ku wyznaczonemu celowi który w istocie okazuje
się bezdenną pustką- zasysającą dobro – niczym „czarną dziura.” W tym miejscu
przypomina mi się fragment wiersza Kawafisa: „Wśród lęku i podejrzeń, z zamętem
w myślach i trwogą w oczach, rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów, aby
uniknąć oczywistej grozy, która jest już przed nami. A jednak się mylimy: nie
ma jej na drodze.” Od pierwszego Adama który usłyszał niewygodne i
przeszywające ostrzem prawdy pytanie: Gdzie jesteś i czemu się ukryłeś ? –
przenika nas jakiś trudny do uzasadnienia rodzaj niepokoju przysłaniającego
widok Raju. „Zdobądź spokój wewnętrzny, a inni znajdą przy tobie zbawienie- to
słowa świętego Serafina z Sarowa które powtarzam w oczekiwaniu na kolejną Pięćdziesiątnicę.
Spotkać Żyjącego na drodze prawdy. Podążać ku Oceanowi przejrzystości który
mały chłopiec z wizji św. Augustyna chciał przelać w dołek piasku. Nie zdołał !
