wtorek, 26 maja 2026

 

Na zewnątrz upał i ścieranie się z przeciwnościami losu. Słońce wypraża wszystko, nie pomijając niczego i nikogo. Kaprysy pogody na którą nie ma się wpływu i trzeba się jej poddać z inteligencją mikroskopijnej istoty, szukającej schronienia w cieniu napotkanego drzewa lub architektury, użyczającej cierpliwie swej przestrzeni w podcieniu, czy okapie nad schowanym od podwórza wejściu zakiszonej przez czas kamienicy. Nawet niewierzący zachodzą do średniowiecznych kościołów, ponieważ w nich można odnaleźć przyjemny i rześki chłód, połączony z błogostanem ciszy której jest w naszym świecie deficyt. „Cierpienie zadaje pytania” – twierdził Paul Riceur. Nie można zginać się pod naporem balastu, niezrozumienia, odtrącenia, czy fałszywych twierdzeń zawistnych ludzi. Trzeba odpowiadać na najtrudniejsze pytania w pozycji mędrca który nie ma nic do stracenia, a zarazem jest zaopatrzonym w to, czego nikt nie jest mu wstanie odebrać – rozwagi miłowania rzeczy trudnych. Na co dzień spotykam ludzi pięknych, zamieniających ze mną choć kilka słów w drodze do pracy, czy po pracy. Ludzi wierzących lub nie, wrażliwców z duszą i umysłem otwartym na to, co zaskakujące i nieodkryte. Opowiadających z dziecięcą wręcz szczerością o życiu, rodzinie, niespełnionych marzeniach i projektach które choć mgliste, mogą uczynią przyszłość bardziej znośną i strawną. Pytania o Boga, wiarę i nieśmiertelność – graniczne i niewytłumaczalne – wymagające głębszego namysłu i nadziei pozwalającej sięgnąć wzrokiem poza horyzont widoczności lub jej braku. Mam przyjaciela który jest muzułmańskim Uzbekistańczykiem prowadzącym mały kebab i rozmawiającym ze mną o sprawach religii i życia z taką przenikliwością i mądrością, że może zawstydzić nie jednego chrześcijanina. Dobrzy ludzie ! Zatrzymując się z nimi na chwilę proszą o modlitwę i błogosławieństwo na egzystencję, której ciężar uwiera i odciskając się chorobami duszy i ciała. „Człowiek jest istotą bardzo złożoną, po co ją wyjaśniać drogą logiki ?” – pyta Sołżenicyn w Oddziale chorych na raka. Istnieją też ludzie zagubieni, uwikłani w złu, podli, cyniczni i wyrachowani, którzy z wielką łatwością maskują swoje słabości i przerzucają niesprawiedliwe sądy na innych. Pozbawieni miłości w dzieciństwie i uczeni języka siły i konfrontacji. Liberalni cynicy kryjący się za błazeńską maską poprawności, kulturalnej etykiety, czy wiedzy z której czerpią potrzebne instrumenty, aby innych zdeprecjonować, poniżyć i wyeliminować. Żonglują epitetami i komunałami o przekazie miałkim i w gruncie rzeczy ich samych zawstydzającym. Narcystyczne istoty kroczące w umysłach prostych i bezbronnych ku wyznaczonemu celowi który w istocie okazuje się bezdenną pustką- zasysającą dobro – niczym „czarną dziura.” W tym miejscu przypomina mi się fragment wiersza Kawafisa: „Wśród lęku i podejrzeń, z zamętem w myślach i trwogą w oczach, rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów, aby uniknąć oczywistej grozy, która jest już przed nami. A jednak się mylimy: nie ma jej na drodze.” Od pierwszego Adama który usłyszał niewygodne i przeszywające ostrzem prawdy pytanie: Gdzie jesteś i czemu się ukryłeś ? – przenika nas jakiś trudny do uzasadnienia rodzaj niepokoju przysłaniającego widok Raju. „Zdobądź spokój wewnętrzny, a inni znajdą przy tobie zbawienie- to słowa świętego Serafina z Sarowa które powtarzam w oczekiwaniu na kolejną Pięćdziesiątnicę. Spotkać Żyjącego na drodze prawdy. Podążać ku Oceanowi przejrzystości który mały chłopiec z wizji św. Augustyna chciał przelać w dołek piasku. Nie zdołał !