czwartek, 24 września 2026

 

Czasami kroki czasu się zatrzymują i wtedy zapada cisza, czasem straszna… Każdy dzień to pewnego rodzaju gra miedzy beztroską a niepokojem wobec nieprzewidzianych kaprysów jutra. „Nie chodzi o to, żeby przewidywać przyszłość, ale żeby ją tworzyć”( Denis de Rougemont). Człowiek targuje się z Bogiem o odrobinę świętego spokoju i poczucie stabilizacji – towaru luksusowego – reglamentowanego dla tych, których nie niosą plecy wpływowych olbrzymów. Świat bez gwarancji bezpieczeństwa, zawieszony na nadwyrężonej gałęzi którą napręża grawitacja kłamstwa i przemocy. Jakże wielu ludzi nie ma odwagi być sobą. Czekają na instrukcję obsługi życia i klucze do wyjść ewakuacyjnych. Lęk przed wejściem w śmierć z otwartymi oczami ! Spóźnienie dociera do nas bolesna informacja, że wojna za naszą wschodnią granicą nie skończy się za szybko, a nawet przybiera coraz bardziej dramatyczne oblicze, rozszerzając w źrenicy oka pole śmiercionośnego rażenia. Jak coś się zacznie dziać to uciekaj do schronu którego nie ma, słyszymy podprogowe komunikaty w mediach. Ponieważ instrukcja obsługi na wypadek wojny, nie przewidziała braku miejsca schronienia, gdzie należy przeczekać preludium dramatu – rozsiąść się w fotelu i wyczekiwać rozbłysku. Politycy z szyderczym uśmiechem informują opinię publiczną, że na wypadek zagrożenia mają przygotowany plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami – od takimi jak na wakacyjny biwak. Z nieprzejrzystego cienia wychodzi zło, skrzętnie pudrowane i  kamuflowane,  przebudzając stan paniki i bezradności. W życiu każdej istoty nadchodzi dzień, kiedy trzeba wyruszyć w podróż z której się już nie wraca. Cywilizacja rozdrażnionych i neuropatycznych wędrowców których oko – niczym Cyklopa – fiksuje wszystko w samozachowawczym i gorączkowym pędzie chwili. Dusze wrażliwców inaczej przeżywają kaprysy historii, jej powtórzeń, tąpnięć, niespodziewanych zwrotów akcji. „Niebezpieczeństwo kryje się w uleganiu podszeptom pychy prowadzącej człowieka do tego, że sam siebie chce uczynić Bogiem”- twierdził nieprzedawnienie Blondel. Kiedy byt kruchy i przygodny uwierzy w to, że jest kimś na kształt nadczłowieka, to wtedy z wielką łatwością wyciągnie zawleczkę lub detonuje ładunek w tłumie uśmiechniętych i niczego nieświadomych przechodniów. Niegdyś Baudelaire zapytany o miejsce, gdzie pragnąłby żyć, odparł: „Gdziekolwiek, gdziekolwiek… byle tylko poza światem !” Pragnienie opuszczenia miejsca i wydostania się poza siebie, trapi wielu współczesnych ludzi refleksyjnie i zaangażowanie obserwujących antagonizmy politycznej gry miedzy przepychającymi się mocarstwami. „To świat finansów ze swoją Świątynią – pisał Evdokimov – Giełdą i jej żądnymi luksusu westalkami, polityczny świat ambicji i chciwości, zbiorowej neurozy, szalonych namiętności i wypaczonego erosa. Świat chwiejący się nad przepaścią, bez żadnej stabilności, utkany z mgieł i zaludniony widmami, który w każdej chwili grozi tym, że zniknie tak, rozwiewa się dym i topnieje w ogniu wosk.” Potrafią to dostrzec ci, którzy wyłączyli telewizory i wygasili poczytne strony internetowe, przecierając oczy nad ogromem wszędobylskiej głupoty i kłamstwa. Pewien młody mnich przyszedł do zaprawionego w ascetycznym życiu pustelnika i zapytał: „Mistrzu, naucz mnie, jak ocalić moją duszę i zdobyć zbawienie.” Mądry starzec spoglądając na niego odparł: „Zanim cię nauczę, idź i usiądź u podnóża wzgórza które widzisz i policz ziarenka piasku. Jak to uczynisz to wróć.” Uczeń nigdy nie wrócił, piasek, drobiny kamieni, czy partykuły liści niesionych przez wiatr – zawsze znajdziemy coś wokół siebie, co zaspokaja naszą potrzebę nieskończoności.