Czasami
kroki czasu się zatrzymują i wtedy zapada cisza, czasem straszna…
Każdy dzień to pewnego rodzaju gra miedzy beztroską a niepokojem wobec
nieprzewidzianych kaprysów jutra. „Nie chodzi o to, żeby przewidywać
przyszłość, ale żeby ją tworzyć”( Denis de Rougemont). Człowiek targuje się z
Bogiem o odrobinę świętego spokoju i poczucie stabilizacji – towaru luksusowego
– reglamentowanego dla tych, których nie niosą plecy wpływowych olbrzymów.
Świat bez gwarancji bezpieczeństwa, zawieszony na nadwyrężonej gałęzi którą
napręża grawitacja kłamstwa i przemocy. Jakże wielu ludzi nie ma odwagi być
sobą. Czekają na instrukcję obsługi życia i klucze do wyjść ewakuacyjnych. Lęk
przed wejściem w śmierć z otwartymi oczami ! Spóźnienie dociera do nas bolesna
informacja, że wojna za naszą wschodnią granicą nie skończy się za szybko, a
nawet przybiera coraz bardziej dramatyczne oblicze, rozszerzając w źrenicy oka
pole śmiercionośnego rażenia. Jak coś się zacznie dziać to uciekaj do schronu
którego nie ma, słyszymy podprogowe komunikaty w mediach. Ponieważ instrukcja
obsługi na wypadek wojny, nie przewidziała braku miejsca schronienia, gdzie należy
przeczekać preludium dramatu – rozsiąść się w fotelu i wyczekiwać rozbłysku. Politycy
z szyderczym uśmiechem informują opinię publiczną, że na wypadek zagrożenia
mają przygotowany plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami – od takimi jak na
wakacyjny biwak. Z nieprzejrzystego cienia wychodzi zło, skrzętnie pudrowane
i kamuflowane, przebudzając stan paniki i bezradności. W
życiu każdej istoty nadchodzi dzień, kiedy trzeba wyruszyć w podróż z której
się już nie wraca. Cywilizacja rozdrażnionych i neuropatycznych wędrowców
których oko – niczym Cyklopa – fiksuje wszystko w samozachowawczym i
gorączkowym pędzie chwili. Dusze wrażliwców inaczej przeżywają kaprysy
historii, jej powtórzeń, tąpnięć, niespodziewanych zwrotów akcji.
„Niebezpieczeństwo kryje się w uleganiu podszeptom pychy prowadzącej człowieka
do tego, że sam siebie chce uczynić Bogiem”- twierdził nieprzedawnienie
Blondel. Kiedy byt kruchy i przygodny uwierzy w to, że jest kimś na kształt
nadczłowieka, to wtedy z wielką łatwością wyciągnie zawleczkę lub detonuje
ładunek w tłumie uśmiechniętych i niczego nieświadomych przechodniów. Niegdyś
Baudelaire zapytany o miejsce, gdzie pragnąłby żyć, odparł: „Gdziekolwiek,
gdziekolwiek… byle tylko poza światem !” Pragnienie opuszczenia miejsca i wydostania
się poza siebie, trapi wielu współczesnych ludzi refleksyjnie i zaangażowanie
obserwujących antagonizmy politycznej gry miedzy przepychającymi się mocarstwami.
„To świat finansów ze swoją Świątynią – pisał Evdokimov – Giełdą i jej żądnymi
luksusu westalkami, polityczny świat ambicji i chciwości, zbiorowej neurozy,
szalonych namiętności i wypaczonego erosa. Świat chwiejący się nad przepaścią,
bez żadnej stabilności, utkany z mgieł i zaludniony widmami, który w każdej chwili
grozi tym, że zniknie tak, rozwiewa się dym i topnieje w ogniu wosk.” Potrafią
to dostrzec ci, którzy wyłączyli telewizory i wygasili poczytne strony
internetowe, przecierając oczy nad ogromem wszędobylskiej głupoty i kłamstwa.
Pewien młody mnich przyszedł do zaprawionego w ascetycznym życiu pustelnika i
zapytał: „Mistrzu, naucz mnie, jak ocalić moją duszę i zdobyć zbawienie.” Mądry
starzec spoglądając na niego odparł: „Zanim cię nauczę, idź i usiądź u podnóża
wzgórza które widzisz i policz ziarenka piasku. Jak to uczynisz to wróć.” Uczeń
nigdy nie wrócił, piasek, drobiny kamieni, czy partykuły liści niesionych przez
wiatr – zawsze znajdziemy coś wokół siebie, co zaspokaja naszą potrzebę
nieskończoności.
