Myślę, że większą część
naszego życia stanowi poszukiwanie przyczyn istnienia, wykreślanie odcinków
które należy pokonać przy licznych obliczeniach, które jakże często okazują się
niesprawdzalne i niepotwierdzalne, co ostatecznie powoduje rozterkę i
dezorientację. W tumulcie zalewających nas sprzecznych wiadomości, martwimy się o kształt
jutra wydanego drapieżnym siłom losu. Eony zagubione w krzywiźnie czasu i
historii ! Wszystko jest pewnego rodzaju grą – pomiędzy względnym spokojem – a
rozpryskiem jakieś zabłąkanego pocisku, skracającego dystans kolejnego wybuchu.
W pogróżkach mocarstw odżyło widomo nuklearnej zagłady. Nawet jeśli to tylko
słowa, to niosą one siłę paraliżującego umysł lęku. Znowu wszystko wrze i stoi
nad przepaścią jakiejś trudnej do określenia katastrofy. Niektórzy ludzie
będący na skraju apokaliptycznego obłąkania, zwiastują bez domieszki błędu
koniec tego zapętlonego w swoich problemach świata. Czy można dać im wiarę ?
„Nic nie jest brudniejsze niż miłość własna”- pisała Yourcenar. Ten brudny osad
zatruwa dusze i jakże często popycha ludzi do egoizmu i szaleństwa przemocy.
Nic nas nie nauczył XX wiek i dramat dwóch wojen światowych – torfowisk
martwych ciał i pogwałconej ze wszech miar wolności. Ciągle przedzieramy się
przez mgłę, przywyknięci do względnego spokoju i bezpiecznego domu w którym nic
złego nie może się nam wydarzyć. Tak bardzo wszyscy byli zbulwersowani kiedy
patriarcha Rosji Cyryl oświadczył w jednym ze swoich wystąpień, o „metafizyce
wojny” i tu zapętlony w spirali zła pasterz Cerkwi miał szczyptę racji.
Ponieważ każde zło rozpoczyna się w sercu człowieka, jego pragnieniach,
zamiarach i planach, czekających na realizację. Kiedyś życzeniem zarośniętego
Marksa, było aby wyjść ze sfery wierzeń do sfery faktów. A te złożone niczym
puzzle potrafią niepokoić. Na świecie są swa rodzaje ludzi. Ci, którzy pukają
do drzwi i wchodzą, ponieważ nikt im ich nie otwiera, oraz drudzy, którzy
pukają do drzwi i cierpliwie czekają – zostając na miejscu- ponieważ drzwi są
zamknięte. Ten pierwszy wariant może okazać się brutalnym wtargnięciem.
„Rodzimy się, żyjemy, umieramy w sercu bagna, gasnącego piekła, w sercu
popiołów – wciąż ciepłych – stworzenia, które rozpaliło miliony ognisk gwiazd
we wszechświecie, które potrafiło utworzyć noc, światło, gwiazdy, ale nie
potrafiło dać człowiekowi istoty ani wielkości, która jak sądzono, była jego
prawem”(J. Lacarriere). Bóg musi szlochać przyglądając jak nieporadnie
posługujemy się wolnością i jak w imię najbardziej szlachetnych haseł wzniecamy
pożogę, spuszczając z łańcuchów wygłodniałe biesy. „Sumienie jest narzędziem
trwałym, ale trudnym w obsłudze. Nigdy nie odstawimy go do kąta, ale prawie zawsze
coś w nim szwankuje. To jakby zegar, którego wskazówki wciąż się poruszają, ale
niestety godzina, jaką wskazują, jest nieprawidłowa… Dziełem mądrości jest
oddalenie się o tych napierających prądów i wyregulowanie naszego zegara według
słońca, to znaczy sumienia Boga, którego nasze sumienie jest tylko zatartym i
zniekształconym obrazem”- rozmyślał Gustave Thibon. Wektor sumienia. To jedyny ratunek dla
niewyraźnej i labilnej przyszłości !
