środa, 30 września 2026

 

Człowiek myśli bo ma ręce. Sztuka nie istnieje bez dotyku. Muśnięcie dłoni, dukt pędzla czy dłuta, batuta w dłoni dyrygenta, pióro pisarza, zdają się czasami bardziej składne i przekonujące niż wypowiadane w zadyszce słowa, którymi się tka od tak banalną codzienność. Amiel w swoim dzienniku zanotował intrygujące słowa: „Możesz polegać tylko na tym, co trzymasz w dłoni.” Dłonie to narzędzie sztuki w akcie wyłaniania i stawania się form. Archai to pierwszy ślad odciśniętej dłoni na ścianie prehistorycznej jaskini – linii papilarnych bezimiennego, kto nie zdołał sklecić słów – a już tworzył, przekraczając determinizmy ślepego losu i śmierci. Wyrytowany na kawałku kości ornament staje się sekretem, a nawet ukrytą wiadomością z przeszłości o której nie sposób zbyt wiele powiedzieć. Dłonie gestykulujące w powietrzu i tańczące na wietrze w tak muzyki która wydobywa się w z ukrytych źródeł życia. Ręka prawa bądź lewa służebnie wykonujące podszepty umysłu i wyuczone od dziecka schematy, a najczęściej porywy serca do którego tembru przyłącza się ekspresyjnie ciało w tych odrostach cielesności. Srebrny palec przemierzający drogę świętego tekstu Tory – sacrum pod powierzchnią słów Boga. „Dotyk wypełnia naturę tajemniczymi siłami. Bez niego pozostało jak urocze krajobrazy ciemni – jasne, płaskie i chimeryczne” – pisał w Życiu form Focillon. Ręce rzeźbiarza rozkruszają grudy gliny, ścierają na ostrości i porowatości kamienia, mocują z twardością materii którą muszą oswoić i ujarzmić. Odrętwiałe od bólu i zaschniętej krwi na koniuszkach palców, rejestrują każde włókno, czy szczelinę marmuru przez które przechodzi żywioł uobecnienia się i światła kruszącego ciemność niebytu: „…każde miejsce tego głazu widzi cię. Musisz twoje życie zmienić”(R.M. Rilke). Ręce malarza są zgoła inne, przebarwione i eteryczne, jakby uszlachetnione barwami których drobiny pozostają niczym mikroskopijny ornament na skórze, która też jest czymś na kształt pergaminu czy płótna naciągniętego na kościec i mięśnie. Zaschnięty atrament na powierzchni, gdzie linie przecinają się lub biegną równolegle, wieszcząc zdaniem cygańskich wieszczek – mniej, a może bardziej szczęśliwe życie; o długości nie wspominając. „O pióro ! Tyś mi żagle anielskiego skrzydła…”(C. Norwid). Dłonie artystów nawiedzają moje życie, ich szelest i ruch opowiada o kolejnym powziętym i ponawianym nie bez oporów akcie tworzenia. Dłonie Verdiego piszącego partyturę Traviaty, czy Vivaldiego kreślącego Cztery pory roku, oddając tragizm i euforie w tak rozpoznawalnym przez ogół brzmieniu muzyki. Obawiam się widoku palców odciśniętych i zdeformowanych od wystukiwanej mechanicznie klawiatury telefonu, czy komputera. To takt niewolniczy, odbierający dotykowi coś na kształt poruszenia czy ekstazy. Jednym z najlepszych sposobów poznania kogoś jest przypatrzenie się dłoniom, ich fakturze, pracowitości i zdolności do czułego przybliżenia. Dotyk zakochanego Apolla dłuta Berniniego, próbującego przyciągnąć do siebie drżące i wystraszone ciało Dafne. Igraszka miłości wystawionej na odtrącenie oddania i utratę zespolenia dusz. Gest wyciągniętej dłoni Stwórcy ze sklepienia Sykstyny, powołujący proch to znaczy Adama do życia. Artysta w atelier z dłonią na kształt menory. Taniec młodzieńczych ciał spowitych błękitem z obrazów Chagalla, pobudzonych drganiem skocznych dźwięków które wygrywa skrzypek na dachu – przekraczając irytującą umysł melancholię istnienia i zakrzep dramatycznej historii XX wieku.  Chrystus wyłaniający się z ikonopu, kreślący milcząco znak krzyża. Miłosierna dłoń Obecności, dająca schronienie zagubionej i dotkniętej cierpieniem ludzkości.