niedziela, 8 maja 2016

Łk 24, 46-53
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni w moc z wysoka». Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jeruzalem, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

Ewangelia kieruje nasz wzroku ku górze; próbujemy naszą wyobraźnią ogarnąć w całej rozpiętości scenę Wniebowstąpienia Chrystusa. Mamy tutaj do czynienia z nieprawdopodobnym „teatrum form”- realizm chwili, przesycony transcendencją. Dla nas współczesnych retrospekcja tego wydarzenia jest o tyle trudna, bowiem jesteśmy obarczeni mnóstwem wyobrażeń tego momentu i nawarstwieniem pobożnych komentarzy próbujących tę scenę uczynić bliższą i bardziej przystępną. Pomimo tych barwnych determinant, jest to Święto Nieba. Jednym słowem mamy do czynienia z duchowym wrażeniem- Impresja Sacrum w swej intensywności podobną do wydarzenia Przemienienia na Górze Tabor. Zmysły, logika i cały aparat pojęciowy ugiął się pod naporem łaski i bliskości Chwały Bożej. Takie chwile można opatrzyć tylko jednym słowem- zdumienie. Scena wstępowania Chrystusa do Ojca, została przetransponowana za pomocą aktywności wzroku; to znamienne- „jeśli w tradycji biblijnej przeważa słuch, to w naszej cywilizacji dominuje wzrok. Obraz przemawia z całą mocą, prawdziwą mocą uwodzenia… Człowiek który patrzy i decyduje się, by patrzeć, cały jest w ruchu, im bardziej używa oczu, tym bardziej porusza się jego ciało i poruszony jest umysł” (A.Cencini). Apostołowie byli całkowicie poruszeni tak urokliwą wizją Chrystusa- ciała i dusze były przepełnione niewypowiedzianym szczęściem i postawą uwielbienia, ponieważ nikt dotąd: „nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił- Syna Człowieczego” (J 3,13). Wyczerpujący komentarz teologiczny tego faktu, daje nam w swojej homilii św. Leon Wielki: „Jak w czasie świąt wielkanocnych zmartwychwstanie Pańskie było dla nas powodem do radości, tak Jego wstąpienie do nieba jest dla nas nową przyczyną wesela. Bo przecież czcimy pamiątkę owego dnia, w którym Chrystus wyniósł naszą słabą ludzką naturę na tron Ojca, ponad wszystkie wojska niebieskie, ponad chóry anielskie i wszystkie moce niebios. Przez ten porządek dzieł Bożych zostaliśmy utwierdzeni i zbudowani, aby jeszcze cudowniej okazała się łaska Boża, która sprawiła, że nie osłabła nasza wiara, nie zachwiała się nadzieja i miłość nie ostygła, kiedy sprzed naszych oczu zabrano to, co słusznie budziło nasze uwielbienie.” Ciekawą ilustracją tej teologicznej refleksji jest wczesnochrześcijańskie wyobrażenie Wniebowstąpienia, utrwalone w reliefie z kości słoniowej z IV wieku. Scena Wniebowstąpienia została ukazana w kontekście paschalnym- Chrystus razem z trzema niewiastami u grobu. Prawicę Jezusa chwyta Bóg Ojciec, a w lewej ręce trzyma Jezus zwój z nowym prawem Ewangelii. Przesłanie ideowe odsłania związek ze Starym Testamentem, upatrując w wkraczającym do nieba Chrystusie Mojżesza sięgającego po Tablice Przymierza. Przekaz Ewangelii i refleksy sztuki, przeniknięte impulsem wiary, niosą również ładunek antropologiczny- jesteśmy ludźmi w drodze, którzy przemierzając drogi życia w naszym ciele, powinniśmy kierować nasze spojrzenie ku górze- skąd wychyla się spowite światłem oblicze przebóstwionego Pana. „Nie jesteś przeznaczony do nieustannego trudu- pisał Quoist- wiecznej walki, ciągłej rozrywki. Nie sądź też, ze jesteś skazany na życie w nierozsądnym lub grobowym spokoju. Nie zapisano ci w dzieciństwie ani mąk Tantala, ani prac Syzyfa, ani zniechęcenia egzystencjalistów, ani fałszywego raju hedonistów. Twoje miejsce jest na górze. Tam dopiero zakotwiczysz łódź swego życia, przy brzegach wieczności”. Tak rozumiana droga- jest wznoszeniem się, już tu i teraz do innego wymiaru bytowania. Wieczność jest jeszcze przed nami zakryta, ale wytężamy siły, aby przebić się przez mur nieuchwytności, ku nadziei- której spełnienie jest w Chrystusie. Przyjdzie taki moment- jak pisał O. Casel- „kiedy wpadniemy w ramiona Ojca na wieczną jedność i agape. Wtedy będziemy świętować nasze assumpio, nasze wzięcie; wtedy będziemy mogli zaśpiewać: Suscipe me Domine, weź mnie Panie ! (Ps 119). Cielesna śmierć stanie się tylko czymś zewnętrznym, a wzięcie stanie się kiedyś ascensio przemienionego ciała”. Teraz póki co, pozostaje nam rozsądnie wpatrywać się w Niebo i wołać: Marana Tha !

piątek, 6 maja 2016

J 14,6-14
Jezus powiedział do Tomasza: „Ja jestem drogą, prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Pokaż nam Ojca»? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła…

W przeciwieństwie do apostołów, nie możemy naszym wzrokiem zobaczyć Jezusa na sposób fizyczny. Jesteśmy zdani na świadectwo uczniów, ich intensywność przeżywanej wiary i mądrość Kościoła- który w teologicznych kategoriach próbował i ciągle próbuje zgłębić prawdę o Bogu-Człowieku. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”- słyszymy z oddali czasu Chrystusowe słowa nadziei. „Człowiek jest językiem na który trzeba przekładać Boga”- pisał Guardini. Jednocześnie tam, gdzie wyczerpuje się język teologii, wchodzi sztuka z kulturą tworzenia i aktualizowania najbardziej nieuchwytnych idei, za pomocą artystycznego kształtowania materii. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”- to nie tylko wyznanie potwierdzające bardzo bezpośrednią, intymną i nierozerwalną relację w łonie Trójcy Świętej. To pierwszy „manifest” powołujący do życia sakralną sztukę- na dodatek usankcjonowany przez samego Boga. Ten, który był całkowicie nieuchwytny dla ludzkiej percepcji- osłonięty tajemnicą i opatrzony w Starym Testamencie prawem radykalnej niemożliwości przedstawienia- teraz zajaśniał ludzkim oczom. „Słowo czekało na Obraz”- jak pisał Jan Paweł II kontemplując malarską wizję Kaplicy Sykstyńskiej. Najpiękniejszy z synów ludzkich, a zarazem Wcielony Bóg- ukazał się w całej pełni. Jego widzialne człowieczeństwo, stało się obrazem niewidzialnego Bóstwa. „Zabłysnąłeś, zajaśniałeś jak błyskawica, rozświetliłeś ślepotę moją. Rozlałeś woń, odetchnąłem nią- i oto dyszę pragnieniem Ciebie..”, pisał w Wyznaniach św. Augustyn. Jak wielka jest siła sztuki, która wypisuje kontury Niepoznawlanego; wydobywa za pomocą malarskich środków ludzką Twarz Boga ! „Chrystus uwalnia ludzi od mitologii i od bożków nie w sposób negatywny, przez usunięcie obrazu, lecz pozytywnie, objawiając prawdziwą ludzką postać Boga… Bóg sam w sobie przekracza każdy obraz, lecz Jego Oblicze, zwrócone ku światu, przyjmuje to, co widzialne, znajduje obraz adekwatny do tajemnicy swojej Filantropii i jest nim postać ludzka. Ponad możliwą otchłanią upadku Bóg, według Ojców, wyrzeźbił ludzkie oblicze, patrząc w swojej Mądrości na człowieczeństwo Chrystusa”(P. Evdokimov). Każdy ma pragnienie oglądania Chrystusa, nie tylko w obrazie, ale również w Nim samym- in Persona. Kultura przygotowuje nas do tego pełnego oglądu, który nastąpi w przyszłym świecie. Jak na razie musimy zdać się na kroczenie po tropach teologii i sztuki. Niech pociechą będą słowa św. Teodora Studyty: „Malowidło jest dla nas świętym światłem, zbawienną pamiątką, która nam ukazuje Chrystusa w Jego narodzeniu, chrzcie, w czynieniu cudów, na krzyżu, w grobie i wstępującego do nieba. W tym wszystkim nie jesteśmy wprowadzani w błąd, bo wszystko to rzeczywiście kiedyś się wydarzyło. Bo oglądanie obrazów przychodzi z pomocą rozumieniu duchowemu, a w konsekwencji umacnia się nasza wiara w tajemnicę zbawienia”.

 
 

czwartek, 5 maja 2016

J 16, 16-20
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?” Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość».

Bardzo enigmatyczne zdają się słowa Chrystusa; chwila w której uczniowie będą dostrzegać Pana, a zarazem chwila, gdzie będzie całkowicie nieuchwytny dla ich cielesnych oczu- a jednak ciągle obecny. Jak rozumieć ową chwilę ? Czy można wytyczyć jakieś granice poznawalności lub jej braku ? Człowiek wierzący z łatwością uchwyci transcendentny sens egzystowania Zmartwychwstałego Pana. Dla ludzi poszukujących, sceptycznych, wątpiących lub niewierzących, takie zjawiska „uobecniania i znikania”, będą irracjonalnymi i trudnymi do zrozumienia fenomenami. Teologia jest trudną dziedziną, łatwo można ją przyrównać do wspinaczki wysokogórskiej. Wspinanie jest wyczerpującym procesem dochodzenia do uchwycenia prawdy; czasami tak obarczonym różnymi determinantami, że można zaniechać dalszej drogi ku górze… Przebijanie się przez długi gąszcz zawiłości, w pewnym momencie zostaje oświecony światłem. Wskazówki nie są wyczerpujące, ale pozwalają na krocznie dalej. Życie Jezusa posiada pewien bardzo istotny aspekt: jest zapoczątkowaniem przyszłości, która jest wydarzeniem meta- racjonalnym, przekraczającym wszystkie możliwe standardy poznawcze. Jak pisał o. Sergiusz Bułgakow „W chrześcijaństwie powinno się przywiązywać taką samą wagę zarówno do tego, że Chrystus wcielił się, ukazując się na ziemi i przebywając wśród ludzi, cierpiał i zmartwychwstał, jak i do tego, że wzniósłszy się do nieba, znowu odsunął się od świata, znowu, chociaż nie w dotychczasowym sensie, stał się wobec niego transcendentny, przebywa na niebiosach, „siedząc po prawicy Boga”. Dlatego właśnie czekamy na drugie chwalebne przyjście Chrystusa, które będzie katastroficznym przełomem w życiu świata, końcem obecnego eonu”. Z drugiej strony, obok nadziei powtórnego przyjścia Pana, uobecnia się ciągle Jego obecność w Kościele- prawdziwa- szczególnie na sposób sakramentalny. Celebracja liturgii powoduje „szczelinę” w czasoprzestrzeni, dotykając niejako na sposób cielesny świata Boga. Wchodzimy w Jego czas, a przez to nasza indywidualna historia staje się święta, ponieważ jest naznaczona obecnością Transcendentnego Przyjaciela ludzi.  Człowiek w pewien ograniczony, a zarazem śmiały sposób próbuje materializować przestrzeń, w którym dokonuje się cykliczny szereg spotkań. Świątynia staje się miejscem spotkania dwóch światów. „Wnętrze kościoła jest Wszechświatem. Ołtarz to Raj usytuowany na Wschodzie… W przeciwieństwie do strony wschodniej kościoła strona zachodnia to obszar ciemności, żałoby, śmierci, obszar wiecznego pomieszkania zmarłych oczekujących na zmartwychwstanie w dzień Sądu. Środek kościoła to ziemia… Cztery części wnętrza kościoła symbolizują cztery strony świata” (M. Eliade)- oczekujące na objawienie się Pana historii i czasu. Nie bez znaczenia poeta John O Donohue przetłumaczył greckie słowo architekton jako „tkanie wyższego porządku”. Wedle jego przekonania za dziełami architektury kryje się pragnienie zamieszkania w pięknie. Stąd ludzkie budowanie przestrzeni dla zamieszkania Boga, staje się miejscem spotkania- miejscem epifanicznym. Ewangelia nam podpowiada końcową scenerię spotkania; Chrystus przyjdzie przyobleczony w Chwałę (Piękno). Dlatego przez całe wieki historii budowniczowie reżyserowali przestrzeń kościołów tak, aby stanowiła przedsionek Niebieskiego Jeruzalem i punkt najwygodniejszego uchwycenia Paruzji. Dlatego Rilke pisał: „Każda kamienna drobina cię widzi…” W ślad za materialną drobiną stoi człowiek, wychylający głowę ku uchwyceniu najważniejszego wydarzenia. W tym kluczu interpretacyjnym zdają się interesująco wybrzmiewać słowa rosyjskiego pisarza Czechowa: „Dzisiejsza kultura to początek pracy w imię wielkiej przyszłości, pracy, która będzie trwała jeszcze dziesiątki lat po to, żeby ludzkość poznała prawdę rzeczywistego Boga, to znaczy, żeby jej nie zgadywała… tylko poznała istotnie, jak już poznała aksjomat, że dwa razy dwa to cztery”.
 

środa, 4 maja 2016

J 16, 12-15
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi».

Ewangelia według św. Jana stanowi nie tylko bardzo dojrzałą refleksję teologiczną młodej wspólnoty Kościoła, ale nade wszystko stanowi żywe świadectwo działania Ducha Świętego- tu i teraz, w konkretnych wydarzeniach życia. Duch Święty budzi w wiernych poczucie wspólnoty, własnej tożsamości, roztacza horyzont myślenia, tak jak Chrystus by tego pragnął. Pogłębienie łaski chrzcielnej i wymiaru wspólnotowego, staje się źródłem zdumiewającego dynamizmu. Czas Kościoła- jako wydarzenie misji, świadectwa i kerygmatu. „To, że Duch nie przebywa obok słowa, lecz w nim, podkreślił z naciskiem św. Jan, uznając, że właściwym działaniem Ducha w dziejach jest przypomnienie. Duch Święty nie mówi sam z siebie, lecz z „tego, co Jezusa”. Można Go poznać po wierności raz wypowiedzianemu słowu. Jan buduje tutaj chrystologię i naukę o Duchu w sposób ściśle paralelny”( J. Ratzinger). Nie mamy do czynienia za jakimś konstruktem teologicznym, ale jednoznacznym wskazaniem, iż dzieło które pozostawia Chrystus, prowadzone jest duchu prawdy- przez Parakleta. Potwierdzają to świadectwa wczesnochrześcijańskie. Nowacjan pisał następująco: „Ten Duch dał uczniom siłę, by się nie bali, przez imię Pana, ani władców świata, ani udręk. Tenże sam Duch daj podobne dary, jak klejnoty, Oblubienicy Chrystusa, Kościołowi. To On budzi w Kościele proroków, poucza w nim doktorów, ożywia języki, dostarcza siły i zdrowia, dokonuje w Kościele cudów, udziela umiejętności rozróżniania duchów, jest przy tych, którzy kierują, podsuwa rady, rozporządza innymi darami łaski. W ten sposób dokonali i wykańcza budowę Kościoła Pana wszędzie i we wszystkim”. Jednym słowem całe życie wspólnoty wierzących funkcjonuje dzięki asystencji udzielonego przez  Ojca i zgodnie z zapowiedzią Chrystusa Ducha Świętego. Na dwunastowiecznej rzeźbie romańskiej ze słynnego klasztoru San Domingo de Silos, która ukazuje scenę z wątpiącym apostołem Tomaszem- wkładającym swój palec w bok Chrystusa, została wypowiedziana ciekawa katecheza o otrzymaniu Miłości. To symboliczna scena, nie tylko piękna przez niezwykle umiejętne opracowanie tematu i biegłe dłuto artysty, ale nade wszystko duchowy przekaz wiary. Przebity bok Chrystusa- to źródło nieustannie rozlewającej się Miłości na Kościół. Odpieczętowany kanał łaski, udrożniony przez ciekawość i wątpliwość serca Apostoła. Przez wylanie Ducha Świętego następuje nowe stworzenie- rozdarta Miłość Ojca oraz męka Syna wylewają w otchłań naszej śmierci, żar Miłości, czyniąc nas „chrystusami” w Chrystusie.

wtorek, 3 maja 2016

J 19,25-27
Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Każdy z nas wyszedł z łona matki. Nasze ziemskie matki otaczamy szacunkiem, miłością, ciepłem i pamięcią. Nasza Ojczyzna i Kościół jest również jak dziecko, niesione i tulone do policzka Niebieskiej Matki. Ona jest szczególna, ponieważ jako jedyna skróciła dystans pomiędzy człowiekiem, a Bogiem. Często o Maryi myślimy posługując się ozdobnikami teologii, czy pochlebstwami poezji. Jej zwyczajność i nadzwyczajność- paradoksalnie zawiera się w matczynym spojrzeniu, oczach wypełnionych miłością, zapobiegliwością oraz urzeczywistnianiem dobra. Częstochowa to stolica Królowej Polski, „konfesjonał narodu”. Najważniejsze miejsce naszej historii i najbardziej przeniknięte modlitwą sanktuarium środkowej Europy. Miejsce nawróceń, wylanych łez, uzdrowionych dusz, przywróconych sensów istnienia. Miejsce z którego wrócili do życia ci, którym nie dawano już żadnych szans. Ilu wielkich tego świata klękało przed Ikoną Czarnej Madonny. Królowie zdejmowali korony, uginali kolana, pokornieli. Pokolenia przechodziły przez jasnogórską kaplicę szukając siły, wsparcia, pociechy, a nade wszystko wiary. Maryja niejednokrotnie trzymała na swoich kolanach krwawiące ciało Narodu, tak jak swojego martwego Syna na Golgocie. Tyle pochlebstw, zasług, orderów i wotów. Wszystko dla pięknej i skromnej Dziewczyny z Nazaretu, której „fiat” tak bardzo zmieniło losy świata. Najstarszy opis wizerunku Czarnej Madonny podaje kronikarz Jan Długosz: „Obraz Maryi Najchwalebniejszej i Najdostojniejszej Dziewicy i Pani, Królowej Świata i Królowej naszej… wykonany dziwnym i rzadkim sposobem malowania… o przeładnym wyrazie twarzy, która spoglądających przenika szczególną pobożnością- jakbyś na żywą patrzył”. Rzeczywiście ikona Maryi tak bardzo ujmuje i przejmuje do głębi, zwłaszcza wyrazem oczu i śladami dramatycznych nacięć twarzy. Jej oczy zatrzymują i magnetyzują niewypowiedzianym spokojem; to duchowe lustro sumienia. Z przed cudownego Obrazu ludzie wychodzą inni…, odmienieni. „Maryja- Oblubienica Słowa, z gwiazdą na czole- cała w światłości wewnętrznej, otulona ciemnym płaszczem człowieczeństwa. Ona jedyna może mieć na tym płaszczu lilie- znak Dziewictwa, Niepokalanego Poczęcia” (A. Nottebaert). Wszystko w Niej jest doskonałością. „Błogosławiona Maryja”- pisze Honoriusz z Autun- „przedstawia Kościół, również będący dziewicą i matką. Jest On Matką, ponieważ dzięki użyźnieniu przez Ducha Świętego codziennie daje Bogu nowych synów w chrzcie. A jednocześnie jest dziewicą, ponieważ zachowuje nienaruszoną całość wiary…” Dzięki Maryi Kościół i Naród- człowiek jest pełen Boga. To my jesteśmy ewangelicznymi synami i córkami, powierzonymi Maryi pod Krzyżem. Każdy z nas jest dzieckiem Niewiasty, która przyobleczona w atrybuty łaski otwiera bramy Ojczyzny Niebieskiej.

poniedziałek, 2 maja 2016




J 15, 26 – 16,4a


Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze…  


Obietnica Ojca- Paraklet- Ten, który jest Pocieszycielem, Obrońcom, Trzecią Osobą Boską wstawiającą się za nami. Oczekiwanie na zstąpienie Ducha Świętego w darach i charyzmatach, napełniało młody Kościół świeżością i nadzieją. To niezgłębiona tajemnica nieustannej żywotności Kościoła; tak jak Duch unosił się na wodami w czasie aktu Boskiej kreacji, tak spoczywa na wspólnocie wierzących- czyniąc wiarę płodną i odważną w każdym momencie historii. To nic innego jak macierzyńska rola Ducha Świętego, wyraża się przez receptywność i życiodajność. „Ze wszystkich Osób Boskich jest On tą, która w sposób szczególny została nam „dana”. Jest On Darem Bożym par excellence i od tego bierze swe imię. W Trójcy Świętej jest On Miłością; to także jest jedno z imion własnych. Ale te określenia przystają matce bardziej niż jakiemukolwiek innemu i w jakiś sposób określają matkę. Nikt na ziemi nie jest tak nam „dany” jak nasza matka, i ona uosabia miłość w tym, co jest najbardziej bezinteresowne, wielkoduszne i oddane”( A. Lemonnyer). Takim Go wymalował Rublov na słynnej ikonie Trójcy. Kobiecy, smukły, czarujący młodzieniec, pełen matczynego spojrzenia- tajemniczy. „Trzeci anioł, najbardziej lekki i uduchowiony, kobiecy niemal, jest świadkiem dialogu dwóch pozostałych, pochyla głowę na znak zgody z nimi"- pisał Ałpatov. Żar Ognia, który na ikonie Zwiastowania z Novogrodu, schodzi niczym lawa (nasienie Boga)- napełniając łono Dziewicy Życiem. Ten, o którym można opowiadać tylko na sposób symboliczny, zostaje dane Kościołowi. Pneuma- tchnienie, wiatr muskający zielone liście drzew. Miłość przenikająca przez materialne mury świątyń, urzeczywistniająca moc sakramentów i użyźniająca glebę ludzkich serc. Chrystus, doskonale przewidział czas prześladowań, trudności oraz męczeństwa. Tylko ofiarowana Miłość, mogła podtrzymywać żar w duszach uczniów. „I chociaż niszczeje w nas człowiek zewnętrzny, jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z każdym dniem” (2 Kor 4,16). Dlatego Kościół w chwilach największych prób, pokornie przyzywał Pocieszyciela. Święty Symeon Nowy Teolog- wielki mistyk, który namacalnie odczuwał działanie Ducha pisał: „Nie boję się śmierci, bo ją przezwyciężyłem. Nie wiem, co to takiego smutek… I ja bez przerwy nocą i dniem widzę światłość”. Pozostawiam na koniec tego rozważania modlitwę Sorena Kierkegarda: „W naczyniu kruchej gliny my, ludzie, niesiemy Najświętszego. Ale kiedy Ty, o Duchu Święty, mieszkasz w człowieku, to mieszkasz w tym, co jest nieskończenie niskie. Ty, Duch świętości, mieszkasz w nieczystości i brudzie; Ty, Duch mądrości, mieszkasz w głupocie; Ty Duch prawdy, mieszkasz w kłamstwie ! O zamieszkaj we mnie na stałe… Obyś pewnego dnia upodobał sobie w tym mieszkaniu, które sam sobie przygotowałeś w nieczystościach, złości i kłamstwie mojego serca”.

niedziela, 1 maja 2016

J 14, 23-29
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie».


Na przeżywanie dzisiejszej Niedzieli składa się kilka wątków. Nie tylko trwamy w radości okresu paschalnego, ale przeżywamy doświadczenie Chrystusa Zmartwychwstałego wraz z naszymi braćmi i siostrami z Kościołów Wschodnich. To wszystko dokonuje się w szczególnym czasie miesiąca maja. Przyroda rozkwita w całej krasie, ogniskując ludzkie spojrzenie na najdoskonalszym stworzeniu, jakim jest Maryja. Łąki umajone, góry i doliny zielone opowiadają o najpiękniejszym cudzie Kobiety, na której zatrzymało się spojrzenie Boga. W Maryi- Oblubienicy Ducha Świętego, Bramie Niebios, Przybytku Świętości, chrześcijanie nade wszystko dostrzegają Tą, która wskazuje najprostszą drogę do Chrystusa. Maryja mówi i działa w imieniu Kościoła- jest „figurą Kościoła”. Wspólnota zasłuchanych w słowa Pana i przenikniętych głębią wiary, uczy się jak być na wzór Oblubienicy- „Zamkniętego Ogrodu”, „Błogosławionej Ziemi”, „Świątyni Parakleta”. W Maryi Kościół uczestniczy odtąd „w niebiańskiej liturgii wiecznego Kapłana, w Jego ustawicznym wzywaniu Ojca”. W Niej, ozdobionej znakami współodczuwania, chwalebnie dopełnia się „królewskie kapłaństwo całego ludu Bożego” (Orygenes). Ona również przygotowuje i otwiera każdego chrześcijanina na dar Parakleta. Dzisiejsza Ewangelia opowiada o tym, jak Chrystus pragnie uspokoić swoich wyznawców. Doskonale przewiduje przyszłość- wie, że w sercach braci i sióstr, może pojawić się zwątpienie i brak wiary. On sam odchodząc do Ojca- w stan pełnego uwielbienia, zabezpiecza Kościół, najpierw zapowiadając- a następnie udzielając daru Ducha Świętego. „Podczas ziemskiej misji Chrystusa relacja ludzi z Duchem Świętym wypełniała się jedynie poprzez Chrystusa i w Chrystusie. Natomiast po Pięćdziesiątnicy to relacja z Chrystusem dokonuje się tylko przez Ducha Świętego i w Duchu Świętym” (P. Evdokimov). Kościół staje się miejscem epiklezy- zstępowania Ducha Świętego- Miłości uświęcającej i ożywiającej członki Mistycznego Ciała. To działanie w sposób szczególny uobecnia się i aktualizuje w sakramentach. Liturgia jest przeniknięta ożywczym tchnieniem Ducha, otwiera Źródło Życia- do którego przychodzi człowiek wypowiadając uwielbienie Ojcu przez Chrystusa w Duchu Świętym. „Duch Święty daje Ciało Słowu w momencie Wcielenia i w Liturgii Eucharystycznej, a także Kościołowi, który jest Ciałem mistycznym Chrystusa w Duchu Świętym. W ten sposób poprzez epiklezę i liturgię zostajemy przeniknięci wizją paruzji” (H. Paprocki). Duch prowadzi człowieka i wypisuje niedostrzegalne dla oka kontury przenikniętej światłem przyszłości- Królestwa Bożego. Jednocześnie ten najbardziej subtelny z Trzech, pośredniczy zwyczajnym międzyludzkim relacjom i codziennym wyborom dobra. „Chrześcijanin prowadzony przez Ducha Świętego nie trudzi się zostawiając dobra tego świata, aby biec za dobrami nieba”- pisał św. Jan Maria Vianey. Niech w tym czasie łaski prowadzi nas Maryja- Oblubienica wsłuchana w głos Boga; bądźmy wytrwali i otwarci na nieprzewidziane poruszenia ducha. Kończę ujmującymi za serce słowami o. Congara: „Duch jest tchnieniem. Wiatr gra w gałęziach drzew. Chcielibyśmy pokornie być lirą, którą tchnienie Boże poruszy, by wydobyć dźwięk strun. Napnijmy i nastrójmy struny, podejmując naszą żmudną pracę. I oby Duch Święty wyśpiewał harmonijną pieśń modlitwy i życia !”