wtorek, 28 października 2025

 

Intryguje mnie codzienność z fabułą nieprzewidzianych sytuacji, dreszczykiem emocji, czy wydarzeniami których staję się częścią- na kształt kamienia w murowanego w fundament nadwyrężonego przez czas domu. Identyfikuję się ze spostrzeżeniem Parandowskiego: „Pisarz nigdy nie jest bezinteresownym obserwatorem, jeszcze mniej roztargnionym przechodniem, każde zjawisko, choćby najbłahsze, najbardziej banalne, porusza w nim nie tylko ten czy inny zmysł, ale i wyobraźnię, która je rozszerza, i słowa, które je mimowolnie, odruchowo kształtują. Z takiej przelotnej obserwacji wynosi się czasem jedno zdanie, jedną metaforę, jeden wyraz- ziarna, zawsze zdolne zakiełkować, i może jakaś inna chwila podniesie je do kłosu.” Rzeczywistość jest nabrzmiała od tematów z którym warto lub nie się konfrontować. Spaceruję po kobiercu złotych liści które muskane wiatrem, wykonują swój popisowy balet. Wiatr i deszcz nastraja do refleksji nad przygodnością wszystkiego, co zatrzymują oczy i ku czemu rozpościerają się ręce. Przemoczony i zmęczony natłokiem dziejących się w tych dniach spraw, zatrzymuję się i patrzę. Kruchość materii zatopionej w śnie i pocałunkowi śmierci. Tylko cmentarz ku możliwemu pocieszeniu nielicznych, rozbłyska niepoliczalną liczbą zniczy i barwnością chryzantem które w polskiej tradycji stawiamy na grobach zmarłych- jako wyraz pamięci i tęsknoty. Zgiełk ludzi, pomimo niego potrafię wytworzyć w sobie atmosferę ciszy i zadumy. Miał rację Maeterlinck mówiąc, że „inteligencja to zdolność, przy której pomocy pojmujemy ostatecznie, że wszystko jest niepojęte.” Narodziny, dojrzewanie, przekwitanie, konfrontacja z chorobą i cierpieniem, nieunikniona i najwyżej trochę odwleczona w czasie śmierć- to topografia człowieka wrzuconego w świat i przekraczającego go zarazem- przy wszystkich subtelnościach niewiadomych. Z jednego łona się wychodzi przez prawidła biologii, do innego się wstępuje przez wiarę. Możemy się szamotać, ale nie zmienimy tej kolejności zdarzeń i temporalności którą uparcie regulują zegary. Kiełkowanie świadomości: „Oczekuję wskrzeszenia zmarłych i życia wiecznego” które odmawia się wyuczenie i instynktownie od dziecka, zdając sobie sprawę, że jest się częścią liturgicznego oczekiwania Paschy. „W śmiertelnej czasowości ciała jedna kropla wieczności daje pełnię chwili, w której nasze żyły napełnią się istnieniem”(O. Clement). Często śni mi się moja śmierć i pogrzeb. Widzę siebie z pewnego dystansu. Jakby kilka malarskich perspektyw nałożyło się na siebie, tworząc trudną do opisania sublimację kadrów. Postacie stojące nad moim wystygłym ciałem i dłoń anonimowej postaci, kładąca sudarium na moją nieruchomą i nic nie mówiącą twarz. Próbuję ruszyć powieką, ale nie mogę. Ciasno mi w tej drewnianej trumnie która kojarzy się z kołyską i skrępowaniem jakiemu jest poddane niczego świadome dziecko. Przygniata mnie ciężar wspomnień, a zarazem podrywa niewidzialna siła ku górze. To jedynie migawkowy sen, bądź projekcja naznaczona intensywnością przeżyć pod ciężarem których umysł może płatać figle lub prowokować do głębszego namysłu. „Wchodzi się do raju dzisiaj, kiedy się jest biednym i ukrzyżowanym”- wspominał o tej natychmiastowości przejścia Bloy. Mam zwyczaj przypominać moim uczniom, że jakbym odszedł natychmiastowo i nie zapowiedzenie z tego grajdołka, to mają na mój grób przynieść jedynie żywe i pachnące kwiaty. To jest warunek sine qua non mojego zmartwychpowstania. Kwiaty, których zapachem była odurzona Maria Magdalena z obrazu Fra Angelica, próbując dotknąć się Mistrza. Choć jedna z tych pociech po drugiej stronie Raju !

niedziela, 26 października 2025

 

Gdy zebrał się wielki tłum i z miast przychodzili do Niego; rzekł w przypowieściach: «Siewca wyszedł siać ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je. Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci. Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je. Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny». Przy tych słowach wołał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»(Łk 8, 4-8).

Ewangelia jest księgą składającą się z wielu zdań, a w każdym ze zdań jest wiele krajobrazów poruszających zmysły choćby przypadkowego i niezorientowanego w egzegezie czytelnika. Jest tam szum drzew oliwnych, studnie dla strudzonych samotników, bryza wiatru z nad pustyni, stuk kopyt osiołków, zapach ryb ułowionych w nocnym zmaganiu z żywiołem wody, figowce smagane wiatrem i ziarna które rolnik z nadzieją rozrzuca, iż wpadną w płodne łono ziemi i staną się powszednim chlebem. U Orygenesa czytam: „Cała rzeczywistość zmysłowa, włącznie z niebem i tym, co zawiera, dla tego, kto się w nią wpatruje, jest jak owe białe pola gotowe do żniwa, albowiem odsłania się jej logos ukazujący się tym, którzy upodobnili się do obrazu Boga i zyskali oczy podobne do oczu Boga, które widziały, że stworzenie jest dobre.” Błogosławiona materia przez którą zwiastowana jest prawda o wieczności ! Galilea i jej odczucie ziemi rozsianej pośród górzystych wzniesień; krajobrazu nieprzewidywalnego w swych kaprysach. W takiej scenerii osadzona jest przypowieść o siewcy. Tu się zaczyna rezonowanie słowa- pęcznienie ziarna w uszach słuchaczy wrośniętych w ziemię i czerpiących z niej życie. Alegoria podąża drogą historii zbawienia. Trzeba porzucić mentalność człowieka wielkomiejskiej cywilizacji, aby zrozumieć sens Królestwa Bożego które przychodzi w ukryciu, pośród pasma niepowodzeń. Chrystus przekonuje nas, że Królestwo jest zasiewem- znojnie powtarzaną czynnością, nawet jeśli ten świat zamarzony przez Boga, musi przejść przez proces obumarcia, zakleszczenia w szczelinach i cierniach ludzkiego odtrącenia. Siewcę przenika nadzieja wzrostu i przekonanie o ostatecznym sukcesie. „Bóg jest hojny. Nie sieje tylko na dobrej glebie, nie chce nawet wiedzieć, kto jest chwastem, a kto żyzną ziemią. Nie wolno nam zatem ograniczać zasiewu tylko do żyznej ziemi…czy też do tej, którą my uważamy za żyzną”(A. Maillot). Największym zadaniem dla dzisiejszych chrześcijan to ocalić ziarno wiary. Osłonić je przed żywiołem zniszczenia, zagubienia i podeptania. Religia jest uchwyceniem tego sensu- zespoleniem z Tym, który zasiewa i uczestniczeniem w procesie wzrostu ziarna.

czwartek, 23 października 2025

 

Od dwóch dni udziela mi się pesymizm filozofów którzy życie postrzegali jako źródło zmagań, cierpień i uwierających serce niedostatków. „Największe cierpienia ludzi mają swe źródło w miłości”(E. Cardenal). Każda chwila jest jakimś nieprawdopodobnym wyzwaniem, piętrzącym się bólem w konfrontacji z sytuacjami których autorami są inni- a zarazem tak bardzo bliscy ludzie- stojący naprzeciw, choć odwróceni ciągle plecami. „Szczęśliwy, kto swe życie wśród własnych przeżył pól. Dom, który widział go chłopcem, teraz siwą jego głowę osłania. Szczęśliwy, kto wspiera się laską na tej samej ziemi, gdzie niegdyś pełzał jak dziecko, i wspomina długie lata pod jednym spędzone dachem”- porusza, więcej targa mną, antyczny tekst nieznanego autora- zamieszczony na marginaliach przetartej przez czas książki. Chciałbym mieć tę łaskę starca powłóczającego nogami po ziemi z której się wyrosło i wychylało miarowo ku wyczekiwanej dorosłości. Spojrzenie na historię, ludzi i rzeczy staje się nostalgiczne i tak wyraźne w oglądzie, że trudno ten stan znieść, uporać się z żywiołem obrazów i podszeptów szturmujących już aż nazbyt nadwyrężony umysł. Ostatnio słabo sypiam. Noc przerywana pauzami ciszy i wątle wyszeptanej modlitwy ust spracowanych i chropowatych- dialogu z Obecnością- tak lubię nazywać Boga Biblii, Patriarchów, Proroków i Apostołów których wspólnym doświadczeniem był Ogień, podrywający ich ze snu i wyruszenia w nieznane. Chciałbym mieć ich siłę i determinację, spokój i cierpliwość wyciągania z ciała świata drzazg i zaleczania ran. Bandażowania strapień i daru uśmiechu, nawet jeśli pojawia się w nie porę i rozwesela natarczywą pszczołę która zgubiła trasę do ula. Wędrówki pod prąd, naprzeciw świata przyjemności i bezmyślności, wchłaniającej człowieka pustki. Kalkuluję sumiennie moje sukcesy i niepowodzenia, upadki i wzloty, rozpadliny trosk i podekscytowanie zalegającym niespodziewanie i Bóg wie z skąd szczęściem, a nastającym po nim gwałtownie fiaskiem. „Do ogłuchłych muszę krzyczeć, dla słabo widzących muszę pisać dużymi literami”- to zadanie pokornego sługi który próbuje rozkruszyć zawiłość własnej egzystencji niczym orzech; wyłuskać smak i zapach czegoś, co nada wszystkiemu świeży sens. Święty Izaak Syryjczyk twierdził, że „milczenie jest tajemnicą świata, który ma nadejść.” Stąd będę milczał i wyczekiwał świtu !

niedziela, 19 października 2025

 

Wkrótce potem udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a podążali z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy przybliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, przystanęli – i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!» A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.. (Łk 7,11-16).

W życiu ludzi objawiają się sytuacje dramatyczne, przeniknięte bezradnością i niemocą, przewartościowujące wszystko, o czym się do pewnego momentu nie myślało, a już na pewno nie przewidywało. Życie płynie jak rzeka, łącząc dwa brzegi- życie i śmierć. Wypędzeni z łona matek wchodzimy w te nurt który nas zagarnia i ostatecznie wrzuca w objęcia nieuniknionego odejścia. „Nasz świat jest taki kruchy i taki kruchy jest każdy z nas”- zanotował w swoim Dzienniku Green. Najbardziej obawiamy się choroby i śmierci która odziera ze wszystkiego i odbiera aż nazbyt wiele. „Jeśli nie przełkniesz jednocześnie śmierci i strachu, nigdy nie zrobisz nic dobrego”(św. Teresa z Avila). Dobrze to czuła matka której twarz zalana łzami i przygnieciona stratą, szukała nadziei wbrew tragicznym uwarunkowaniom chwili. Jej oczy mają ciężar kamieni które się podnosi wbrew ciężarowi rozpaczy. Chłopiec milczy, jakby ktoś go obezwładnił i zaszył usta ciszą wieczności. Patrzę na ciebie synku i pragnę wydrzeć ciebie, przebudzić, ponownie wydać światu w bólach połogu. Śmierć nie jest wybredna. Odbiera młodą latorośl, a stary korzeń pozostawia do wegetacji w ziemi. Wbrew tej pochmurnej konstatacji, wola życia przeniknięta wiarą- zmienia tak wiele- jeśli nie wszystko. Nie potrafimy w żaden sposób opisać słowami uczuć rodzica idącego w kondukcie za ciałem swojego dziecka. Najbliższa rodzina, przypadkowi gapie i dźwięk trzeszczenia mar na których spoczywał unieruchomiony snem śmierci młodzieniec. Przewodniczyłem przed laty ceremoniom pogrzebu w którym byłem ja i kobieta niosąca na swoich rękach małą trumnę z ciałem kilkutygodniowego dziecka. Nie miałem odwagi wymówić jakiegokolwiek słowa. Zdobylem się jedynie na przytulenie. Odczucie kruchej ziemskości zostaje, zostaje poddane wskrzeszeniu i nieśmiertelności. Tę ostrość widzenia spraw, oddają słowa starca Zosimy z powieści Dostojewskiego: „Bóg wziął nasiona z innych światów, aby rozrzucić je tutaj…wszystko żyje dzięki uczestnictwu w tamtym świecie.” Czułość Chrystusa przewyższa nasze wyobrażenia. Rozszczelnia uścisk śmierci i bezbarwne ciało zmarłego, nasyca ciepłem- coś na kształt przebudzenia, czy „nowych narodzin.” Miłość ma moc wskrzeszenia !

środa, 15 października 2025

 

Słoneczne popołudnie to przywilej nielicznych, przemierzających miasto wbrew obezwładniającej sile hałasu i ludzkiej obojętności. Intensywnie rozmyślam nad życiem i dokonuję pewnego rodzaju streszczeń i podsumowań. Oparty o barierkę w tramwaju spoglądam ukradkowo na ludzi, widząc w nich coś więcej niż otępiałą pracą i pogonią zbiorowość, lecz sumę indywidualnych historii czekających uzewnętrznienia w dobrze skrojonych i na miarę ich potencjału słowach. W mitologii greckiej matką muz była Mnemosyne- Pamięć ! Dla mnie to nie bogini, lecz rezerwuar wspomnień, galeria zarejestrowanych poruszeń, natychmiastowych natchnień, sentencji i obrazów za pomocą których można rzeźbić wizję świata o wiele bardziej interesującą, niż ta- do której potrafi przywyknąć nasza uwikłana w poznanie czegokolwiek- sfera zmysłów. Tak jak w przeczytanych książkach zachowują się idee i barwne opowieści, tak pamięć określa świadomość tych którzy twórczo i niebezboleśnie przeżywają życie w sobie i innych. Gdyby nie ta błogosławiona predyspozycja notowania świata w labiryncie naszych synaps i utrwaleń, czyniących z człowieka istotę na wskroś intrygującą i twórczo percypującą świat; wbrew pokusie stagnacji i bezmyślnej nonszalancji- to wszystko wydawałoby się jedynie płochym zadowoleniem lub bolesnym rozczarowaniem. „Ludzi dręczy mniemanie, jakie mają o rzeczach, a nie rzeczy same”- odsłania nam jedną z wypartych prawd mądrość Epikura. W miejsce ideałów lęgną się kłamstwa które przywdziewają kostium prawdy. Przestałem oglądać telewizję, ponieważ wyjawia umysł i nic konstruktywnego nie wnosi, poza dojmujący niepokój o kształt jutra. „Media są ekranem świata, na którym bez przerwy pojawiają się coraz to nowe, wybrane obrazy. Ale kto je wybiera i według jakiego kryterium- pyta wciąż aktualnie Kapuściński. To jedna z tych władz, aż nazbyt kosztowna dla człowieka z wyraźnie ukształtowanym poglądem i wysublimowanym smakiem, którego jakość wzrasta wraz wyostrzoną obserwacją, a nie narzucaną wprost manipulacją, dobiegającą natarczywie z trzeszczących niczym stado szerszeni ekranów. Wolę pobiec ku słowom szeleszczącym milcząco w nieprzeczytanych i wymagających wtargnięcia książkach. Ponieważ „słowo jest bramą do nowej perspektywy, materią dla dalszej syntezy.” W przygodnym i rozdzieranym sporami świecie człowiek „już nigdzie nie ma domu, tęskni więc do stron, w których mógłby się poczuć choć trochę jak u siebie.” Wczoraj rozmawiałem z moim przyjacielem który uparcie i niezmienne podróżuje do Florencji, delektując się malarstwem renesansowych mistrzów. Zna każdy zakamarek tego miasta ze smaczkami, których nie potrafią dostrzec grupy turystów wlepione w przewodniki lub bezmyślnie zawierzające opowieściom lokalnych przewodników. Efektem tych twórczych tułaczek mojego rozmówcy są opowiadania o których istnieniu dowiedziałem się dopiero wczoraj z dozą nieukrywanego zadziwienia i szacunku. Najboleśniejsze jest to, że nikt ich nie przeczyta poza gronem wtajemniczonych osób. Pozostaną w folderze, co do którego pewności otwarcia nie ma za jakieś kilkanaście lat. Pamięć to ważna sprawa, a to co w niej przechowujemy nie jest tylko nasze; czasami wymaga opowiedzenia, zobrazowania, zaufanie powierzenia innym- coś na kształt testamentu- być może jedynego który przyjął papier.   

niedziela, 12 października 2025

 

Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,31-36).

Myślę, że zakulisowo każdy ma w swoim życiu jakiś wrogów- zewnętrznych lub wewnętrznych- którzy na peryferiach naszej niewidoczności w sposób ukradkowy o nas źle pomyśleli, wyrazili jakąś krzywdzącą opinię, hejtowali, złorzeczyli, a może przyłożyli rękę do jakiegoś naszego niepowodzenia, cierpienia w życiu osobistym lub zawodowym. „Zaciśnięta dłoń jest śmiercią”(L. Bloy). Nasz świat zużyty i zmęczony jest naznaczony mechanizmami ludzkiego cynizmu, wyrachowania, zazdrosnego uprzykrzenia komuś życia tylko dlatego, że  ten drugi ma więcej powodów do zadowolenia niż ci, którym się coś nie udało i próbują swoją winę za niepowodzenie scedować na innych. „Człowiek jest zamknięty w samym sobie i wszystko widzi przez siebie i w odniesieniu do siebie samego. Człowiek jest oszalały na punkcie samego siebie, na punkcie swojego „ja”. Wszyscy jesteśmy grzeszni przez egocentryzm”- pisał M. Bierdiajew. Wrogość to jednostka chorobowa- zakrzep serca, niepotrafiącego kochać, rozpadającego się przy pierwszym potencjalnym odruchu bycia naprzeciw bliźniego. To jakiś rodzaj kalectwa i duchowej niepełnosprawności. Kilka mrocznych myśli i wyszeptanych słów, może zmienić wszystko.- nakreślić kontury piekła „drwiny szydzącej ze wszystkich.” Paskudnie upodlić i zranić to perfidna strategia nieprzyjaciół. Tylko bezinteresowna miłość i przebaczenie, przynosi moc zmartwychwstania. „Miłość jest prawem ludzkiego serca, prawem każdej moralnej, rozumnej istoty- pisał Cyryl Pawłow- Prawo to jednoczy wszystko, co żyje, wszystkie stworzenia w jedną integralną harmonię. A jeśli ludzkość nie podporządkuje się temu prawu, to skazuje się na cierpienie, błąd i śmierć.” Biegnący tłum ludzi będących analfabetami miłości; kapryśnych istot w pośpiechu depczących wartości w imię których egzystencja może być przestrzenią zadomowienia, międzyludzkiego szacunku i współodpowiedzialności za siebie. Trzeba odważyć się na przebaczającą miłość. „Pokochać wroga- to najlepszy sposób, żeby uczynić go przyjacielem”(J. Tołmaczew). W tym świecie przepastnego egoizmu, podglądactwa i zazdrości rozlewanej różnymi kanałami, Chrystus pokazuje swoje przebite dłonie, aby przez nie rozlała się dobroć, łagodność i miłosierdzie na zasklepione i przeszyte chłodem ludzkie dusze. Na początek tej wielkiej szkoły miłości, zasadne jest modlitewne westchnienie: Panie, Boże nasz, którego… miłosierdzie jest bez granic i miłość ku ludziom niewypowiedziana… Przemień nas w siebie.

wtorek, 7 października 2025

 

Za oknem taniec różnobarwnych drzew przeistaczających się muśnięciami śmierci. Bruzdy uwierających myśli obficie szturmujące przedsionku duszy. Wszystko jest wielkim wyziewem życia- przeobrażeniem, uświadamiającym nam istotom refleksyjnym- ulotność chwil i migawkowość pragnień po które sięgamy nienasycenie. Mistyczna muzyka natury docierająca nawet do tych, co mają przytępiony słuch i wydaje się, że już nic nie słyszą, a tak naprawdę słyszą, ale boleśnie. Konwulsja śmiertelnych bytów zagarniętych w wir życia, szept ust Przedwiecznego trzymającego wszystko w dłoniach, niczym różnobarwnego motyla któremu nadmiar wolności odbiera tlen do życia. Przenikają mój umysł słowa greckiego poety Kawafisa: „Jeśli nie możesz ukształtować swojego życia, tak jak chcesz, przynajmniej o to się staraj tak, jak możesz: aby go nie upodlić w ciągłym ze światem obcowaniu, w bieganiu i gadaniu.” Człowiek dzisiejszy za wiele mówi, a za mało kontempluje to, co wymaga zachwytu, zatrzymania i uwagi. Młóci słowa jak słomę, nie pozostawiając miejsca na wtargnięcie poruszeń które mogą obezwładnić i rzucić na kolana. Takie życie jak pisał Iwaszkiewicz „staje się pustynią, wyschłą równiną bez zdarzeń.” Młodzi kurczowo zaciskający w dłoni telefon, stawiają pytania sztucznej inteligencji- substytutowi ludzkiego geniuszu i lenistwa- nie dostrzegając tego, że odpowiedzi na nie udziela natura i stojący naprzeciw ich człowiek- o wyczulonym i zadrażnionym łamigłówką egzystencji spojrzeniu i słuchu. Jesteśmy nasyceni złymi informacjami o wojnach, wszędobylskiej śmierci, łzach osieroconych dzieci i gwałtach jakie jedna istota może zadać drugiej. Świat pozbawiony barw postarza nas i odbiera tlen do życia naznaczonego sensem. Każdego dnia Kain niesie na swoich ramionach zwłoki zabitego brata. Widzimy powtarzalność tej drogi i ciężaru, który spada na kolejne plecy tych, dla których przemoc jest silniejsza niż język miłości, którego lekcję wynosi się z rodzinnego domu, religii, szkolnej ławki, wpatrywania się w oczy pięknej istoty w cieniu orzechowego drzewa. Nitkowata ludzka natura, zapętlająca w kokon obojętności i unicestwienia, może być rozsupłana przez wrażliwców- potrafiących zrezygnować z siebie w imię szlachetniejszych spraw i ideałów- gotowych na poświęcenie a nawet męczeństwo, oplatając złotą aureolą głowę świadka odbijającego na zarysowanej powierzchni świata obraz Boga. Filozofia codzienności przeniknięta wewnętrznym autorytetem, staje się przestrzenią wolności w której człowiek- byt zagubiony i ślepy- zostaje dostrzeżony, odnaleziony i podniesiony ku górze- naprzeciw Innego.

niedziela, 5 października 2025

 

„Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynił, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać… Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim (Łk 5,1-11).

Brzeg jeziora Genezaret- słońce rzuca refleksy światła na spokojną toń wody. W kadrze wyobraźni zatrzymują się dwie łodzie. Niewyraźna twarz nieznajomego człowieka stojącego na brzegu; kontury twarzy niewidoczne, oczy lśniące i pełne zaufania, ledwo zauważalne z daleka- otulone promieniami. Gra spojrzeń przełamująca anonimowość. Za plecami wyjątkowej postaci kłębiący się tłum, interesanci ze spółki rybackiej, ciekawscy przechodnie, zwyczajni ludzie czekający na świeżo ułowione ryby, które będzie można nabyć po przyzwoitej i niewygórowanej cenie. W łodziach spracowani rybacy, o oczach zaropiałych i znużonych, mało rozmowni, lekko podenerwowani, utrudzeni całonocnym i pozbawionym sukcesu połowem ryb. Łodzie rybackie wydają się stare, trzeszczące, trudne do określenia kolorystyczne- lekko zbutwiałe i wyeksploatowane, skropione potem i zroszone krwią od przecinających dłonie sieci rybackich. Taką scenerię odsłania przed nami Ewangelia. Pomiędzy wierszami istnieje pewna doza intymności- Mistrz i Szymon- oraz ja na własnym brzegu wybrania i powołania. Wydaje się, że każde słowo wypowiedziane przez Chrystusa ociepla atmosferę niepowodzenia i zawodowego rozgoryczenia. Jednak zrezygnowanie i marzenie o zacienionym domu z łóżkiem, nie bierze góry nad intrygującym przynagleniem- „Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów”. W tych słowach zawiera się cała, jeszcze tak słabo uchwytna przez spracowanych mężczyzn, przygoda wiary. W tych słowach zostaje zawarta najbardziej zapierająca dech w piersiach misja do przekroczenia siebie, swojego życia, osobistych planów. Z tego zawierzenia słowom i ryzyka, pomimo lęku oraz niedowierzania dokona się cud- tak wielkie mnóstwo ryb wypełniło sieci, tak mocno, iż zaczęły się rwać. Na twarzach mężczyzn wypisuje się dawno zagubiony uśmiech; jak to wytłumaczyć, zmierzyć się z tym, ogarnąć rozumem- nie sposób. Tutaj potrzeba wiary. Podekscytowanie uwikłane w pytanie na krawędzi zmęczonego umysłu: Jak to możliwe ? To wydarzenie zmieniło tych ludzi, zmieniło Szymona Piotra. „Nie bój się ludzi będziesz łowić”- będą rozbrzmiewać te słowa, przez całe wieki Kościoła w posłudze posłanych, świadków, męczenników, charyzmatyków, błogosławionych szaleńców- opromienionych światłem poranka, łaską tak obficie rozlaną na synów świtu. „Zbawić siebie- pisał Bierdiajew- znaczy przeobrazić ten świat, żeby nie panowała nad nim śmierć, żeby wszystko, co żywe, w Nim zmartwychwstało.” Zrozumieją to uczniowie po zmartwychwstaniu kiedy Chrystus podzieli z nimi smaczne ryby ułowione i usmażone na kamieniach. Będą wracać do tych chwil i iść przed siebie, nazanczeni stygmatem miłości.