Gdy
oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań,
weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo
Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy
Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda.
Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka:
Z Egiptu wezwałem Syna mego…(Mt 2,13-23).
Istnieje taka sytuacja w
życiu człowieka która wszystko zmienia. Rozciągnięta w czasie noc i towarzyszący
jej intensywny sen, przez który objawia się przynaglenie, przebłysk prawdy o
aktualnej sytuacji życia i pewność która rozprasza zalegające uprzednio
wątpliwości i pozory. „To zawsze od snu zaczynają się wielkie rzeczy”- pisał
Ch. Bobin. Zwinięty niczym ślimak na sienniku, ociężały od nadmiaru emocji,
zmęczony i niczego się nie spodziewający. Poruszenie i wizja ! Stróżka potu
ścieka po czole, a oczy zasklepione ciężarem istnienia, rozwierają się leniwie
ku Misterium. „Niech się więc śluzą podwójną otworzą oczy me, czyniąc to na
chwałę Bożą”(A. Marvell). Józef dojrzał do swojej roli wewnątrz gwałtownie
przeżywanego snu- muśnięcia i szeptu anioła, kreślącego w skołatanej głowie
męża Maryi- krajobraz jutra na który padał cień zazdrości, zagrożenia, zemsty i
śmierci. Ów mąż Boży zaczyna rozumieć sens i rolę Maryi i Dziecka które
przetarło szlak niegościnnej nocy i napełniło błogosławieństwem świat
zasklepiony w sobie. Rozproszyły się wątpliwości i rozterki targające sercem
mężczyzny. Prawda Wcielenia porusza każdym włóknem jego człowieczeństwa. Odpiera
natarczywe myśli o kłopotliwym położeniu. Uda się ze swoją rodziną do Egiptu,
chroniąc Życie którego stał się na kartach Ewangelii niemym świadkiem i obrońcą.
Będzie nosił w pamięci zemstę Heroda i przelaną krew niewiniątek w Betlejem. Te
zabite niemowlęta- „kwiaty męczenników”- jak powie Prudencjusz, będą
pierwocinami ofiarnej miłości która niczym strumień płynie ku Miłości która na
krzyżu, zebranej w kielichu Eucharystii. Czy to pokorne Dziecię mogło tak bardzo
zaszkodzić obsesyjnemu tyranowi ? „Mój Bóg potrafi zająć ostatnie miejsce-
pisał ks. Hryniewicz. Jest Bogiem pokornym, zdolnym do uniżenia, wręcz
bezbronnym wobec ludzkiej wolności, a przecież przemożnym w swoim umiłowaniu
ludzi i ostatecznie zwycięskim. Jego mocą jest miłość, On przekonuje i
przemienia…” W obliczu ogromu zła, poczucia ludzkiej niepewności, płaczu
pozostawionych i nieutulonych dzieci,
pozostają spulchnione łzami prześladowanych- słowa układające się w
modlitwę o miłość. Miłość wzbijającą człowieczeństwo ku górze, wskrzeszającą
świat z poczuciu absurdu i bezsensownej spirali zła. „Lepiej zapalić jedną małą
świeczkę niż przeklinać ciemności”- powiedział mądry rabin. Rozniecić w sobie
płomień miłości i oświetlić nim drogę drugiego człowieka- szczególnie tam gdzie
dobro zostało zatarte, albo przykryte obojętnością ludzkich oczu.
