niedziela, 11 stycznia 2026

 

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka:
Z Egiptu wezwałem Syna mego…(
Mt 2,13-23).

Istnieje taka sytuacja w życiu człowieka która wszystko zmienia. Rozciągnięta w czasie noc i towarzyszący jej intensywny sen, przez który objawia się przynaglenie, przebłysk prawdy o aktualnej sytuacji życia i pewność która rozprasza zalegające uprzednio wątpliwości i pozory. „To zawsze od snu zaczynają się wielkie rzeczy”- pisał Ch. Bobin. Zwinięty niczym ślimak na sienniku, ociężały od nadmiaru emocji, zmęczony i niczego się nie spodziewający. Poruszenie i wizja ! Stróżka potu ścieka po czole, a oczy zasklepione ciężarem istnienia, rozwierają się leniwie ku Misterium. „Niech się więc śluzą podwójną otworzą oczy me, czyniąc to na chwałę Bożą”(A. Marvell). Józef dojrzał do swojej roli wewnątrz gwałtownie przeżywanego snu- muśnięcia i szeptu anioła, kreślącego w skołatanej głowie męża Maryi- krajobraz jutra na który padał cień zazdrości, zagrożenia, zemsty i śmierci. Ów mąż Boży zaczyna rozumieć sens i rolę Maryi i Dziecka które przetarło szlak niegościnnej nocy i napełniło błogosławieństwem świat zasklepiony w sobie. Rozproszyły się wątpliwości i rozterki targające sercem mężczyzny. Prawda Wcielenia porusza każdym włóknem jego człowieczeństwa. Odpiera natarczywe myśli o kłopotliwym położeniu. Uda się ze swoją rodziną do Egiptu, chroniąc Życie którego stał się na kartach Ewangelii niemym świadkiem i obrońcą. Będzie nosił w pamięci zemstę Heroda i przelaną krew niewiniątek w Betlejem. Te zabite niemowlęta- „kwiaty męczenników”- jak powie Prudencjusz, będą pierwocinami ofiarnej miłości która niczym strumień płynie ku Miłości która na krzyżu, zebranej w kielichu Eucharystii. Czy to pokorne Dziecię mogło tak bardzo zaszkodzić obsesyjnemu tyranowi ? „Mój Bóg potrafi zająć ostatnie miejsce- pisał ks. Hryniewicz. Jest Bogiem pokornym, zdolnym do uniżenia, wręcz bezbronnym wobec ludzkiej wolności, a przecież przemożnym w swoim umiłowaniu ludzi i ostatecznie zwycięskim. Jego mocą jest miłość, On przekonuje i przemienia…” W obliczu ogromu zła, poczucia ludzkiej niepewności, płaczu pozostawionych i nieutulonych dzieci,  pozostają spulchnione łzami prześladowanych- słowa układające się w modlitwę o miłość. Miłość wzbijającą człowieczeństwo ku górze, wskrzeszającą świat z poczuciu absurdu i bezsensownej spirali zła. „Lepiej zapalić jedną małą świeczkę niż przeklinać ciemności”- powiedział mądry rabin. Rozniecić w sobie płomień miłości i oświetlić nim drogę drugiego człowieka- szczególnie tam gdzie dobro zostało zatarte, albo przykryte obojętnością ludzkich oczu.