środa, 21 stycznia 2026

 

Życie unosi wspomnienia rzucając je na ziemię. Istnieją w życiu momenty zwrotne, wymagające powrotu do miejsca i ideałów od których zaczęło się osobistą wędrówkę. Nie bez wahania dokonuje się takich wyznań- upubliczniania ich, spraw które kryją się za fasadą serca i przebudzonego w sekwencjach ciemnej nocy, która paradoksalnie była dla mistyków przyszywającą byt udręką- bólem istnienia w cieniu Misterium. Skrzętnie i odrętwiale notuję myśli w notatniku, aby nic nie uronić. Już nie mam takiej łatwości pisania i przeżywania egzystencji jak podrostek, który oszalały w pędzie poznania wylewał na kartkę słowa jak sprinter maratonu, pragnący zdobyć laur zwycięstwa, stanąć na podium, obdarować świat uśmiechem pewności  i spełnienia. Wykrzyczeć rzeczy wielkie jak drobiny kwiatów unoszonych przez podmuch wiatru i wir światła- naiwne marzenie nowicjusza wchodzącego w świt możliwości, fikcji, kapryśnej ułudy i szczęścia. On przeminął i pozostał jedynie ktoś spoglądający na siebie i zewnętrzność z ociężałością pielgrzyma, wyczekującego celu drogi i szeptów Piękna. Natchnienie opuszcza nawet tych którzy spacerując w cieniu drzewa oliwnego, wypatrują Boga i żywią nadzieję, że jutro przyniesie bukiet nowych szans i wrażeń. W udręce tej chwili pytam za André Bretonem „Kim jestem ?” i nie mogę znaleźć jednej i wyczerpującej wszystko odpowiedzi. Lękam się utracić to, co może przeminąć bezpowrotnie. Próbuje w desperacji ocalić wspomnienia w których się chroniłem przed niebezpieczeństwem utraty tego, co przenika wątła nic świętości i niepoznania. „Moc Boża bowiem potrafi znaleźć do niemożliwości”- twierdził św. Grzegorz z Nyssy. Ciągle wypatruję tego wtargnięcia, czekając cierpliwie i podekscytowanie. Zgadzam się z poczciwym Proustem: „Kochamy tylko to, czego nie mamy do końca.” Wszystko jest świętą tęsknotą, drżeniem duszy u bram Raju.