Rodowód
Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak
ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary,
których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama… Jakub
ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc
w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do
przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego
do Chrystusa czternaście pokoleń… (Mt 1,1-25).
Im intensywniej jesteśmy
zanurzeni w strumieniu czasu, tym bardziej potrzebujemy pełnego nadziei
przesłania o narodzeniu Bogaczłowieka. W Ewanegelii czytamy genealogię
Chrystusa- czas z którego strumienia wyłania się fryz postaci- historia
oczekująca na objawienie Obecności. Litania imion będąca wypadkową żydowskiej
kultury pamięci, zakorzenionej w przeszłości którą przenika duch
starotestamentowych proroctw. Nasz świat co napawa niepokojem jest opróżniony z pamięci
która jest nośnikiem łaski, skupiony na tym, co jedynie dzieje się teraz.
Pozbawiony cudowności człowiek, poddany zapomnieniu, zracjonalizowany,
przewidywalny, banalny, posiadający na wszystko gotowe odpowiedzi- potrzebuje
oczekiwania na cud. Człowiek nowoczesności jest niezdolny do posługiwania się
językiem mistyki, apofatycznego westchnienia, wyobraźni wybiegającej poza
horyzont pewności i żaru ognia zapalającego wszystko zewsząd. „On jest słońcem,
gwiazdą, ogniem, wodą, tchnieniem, rosą, chmurą, opoką niewzruszoną, kamieniem,
jednym słowem wszystkim co jest i niczym z tego co jest”- pisał o Przedwiecznym
Pseudo- Dionizy, odkrywając Obecność w świecie. Poznanie przeniknięte pokorą i
miłością. „Gdyby świat nie mówił tyle o Tobie- pisał Claudel- moja tęsknota nie
byłaby tak wielka.” Chrześcijaństwo spowite jest tęsknotą i wyczekiwaniem;
wyglądaniem Światła. Musi w nas zadrżeć cudowna prostota dziecka wypatrującego
pierwszej gwiazdy na niebie. Mądrość żydowska powie, że „cud ostatni jest
większy niż pierwszy.” Tym cudem jest bezsprzecznie Betlejem w sercu każdego
człowieka. Cud przyjścia i nawiedzenia- dostrzeżony wzrokiem, usłyszany uchem,
obecny i rozpościerający się w namiocie ludzkiego serca. Przedwieczny z miłości
uzewnętrznia się w świecie w kruchej i rozpraszającej ciemność nocy osobie
małego Dziecka. Jeśli Bóg nie narodzi się w nas, my sami pozostaniemy obcy dla
samych siebie. Samotni wygnańcy na pustyni postnowoczesności ! Miał rację
Angelus Silesius pisząc: „Choćby Chrystus tysiąc razy narodził się w Betlejem,
ale nie w tobie, pozostaniesz wiecznie zagubiony.” Czekam na Boga mojej
tęsknoty- spożytego w noc zstępującego światła !
