Koniec kalendarzowego
roku, topnienie czasu w klepsydrze i oczekiwanie na jutro- które wyłoni się po
hucznej, przeprutej wystrzałami fajerwerków sylwestrowej nocy. Przywitaniu
nowego roku zawsze towarzyszy refleksja o kształt historii w której człowiek
okazuje się nie tylko widzem, lecz również głównym bohaterem w kluczu
jednostkowo interpretowanej rzeczywistości. „Słowa posiadają ogromną moc łączenia
i konfrontacji z tym, co bez nich pozostałoby rozproszone w czasie zegarów i
mierzalnej przestrzeni”- powie Claude Simon. W moim rodzinnym domu wprawiłem w
ruch jeden z zabytkowych zegarów mojego ojca, wiszących na ścianie i
czekających na poruszenie. Jego bicie przenika duszę domu w którym upływ czasu
tak silnie był zbratany z miłością jego mieszkańców. Teolog z racji twórczo
wykonywanej profesji, stając na progu widzenia- interpretuje wiele docierających
do niego danych z perfekcją wytrwanego obserwatora, mędrca, proroka i świadka. „Droga,
którą podróżujemy przez czas, jest usiana gruzem wszystkiego, czym zaczynaliśmy
się stać, wszystkiego, czym mogliśmy się stać”(H. Bergson). Każdy świt po
intensywnie przeżytej nocy, to rezerwuar nowych szans i nowych możliwości które
mają już ukryty wymiar eschatologiczny. Bowiem przeszłość i przyszłość stapiają
się w poczuciu wieczności której intuicyjne oczekiwanie jest przywilejem
nielicznych. Świadomość przygodności i towarzyszące jej rozdarcie zostaje
przezwyciężone przez odczucie życia które jest w Bogu, a które niczym odkryta
żyła wody, przedziera się koleinami, żłobiąc wnętrze człowieka. „Czas niesie ze
sobą śmierć i śmierć ma miejsce w czasie. Lęk przed przyszłością jest przede
wszystkim lękiem przed śmiercią. Śmierć jest wydarzeniem wewnątrz samego życia
i śmierć jest końcem życia”- pisał Bierdiajew. Chrześcijaństwo nieprzerwanie
proklamuje, że Chrystus wyzwala nas od paraliżującego lęku przed śmiercią,
bowiem w Nim czas staje się uobecnieniem wieczności- nowego eonu- bytu przeobrażonego w miłości. Człowiek wiary
nie może być ślepym na wieczność. Upojenie teraźniejszością nie może mu
przysłonić perspektywy końca i wyłaniającego się z niej początku. Los człowieka
jest zawsze losem Boga. Uświadamia nam tę prawdę tajemnica Wcielenia, kiedy
Nieogarniony i Przedwieczny, zstępuje do nas w postaci bezbronnego Dziecka-
stając się absolutnym centrum- przenikając wszystkie wymiary świata potężnym
dynamizmem łaski. Żegnam stary rok z ulgą człowieka wyzwolonego. Dusza nie wisi
mi na ramieniu, a do oczu nie cisną się łzy bezradoności. Mijający czas był dla
mnie najtrudniejszym i obfitującym w dramatyczne wydarzenia okresem życia.
Wiele napięć i trosk jest za mną, pozwalając mi z ulgą odetchnąć i zaczerpnąć
łyk świeżego powietrza. Mam nadzieję, że przyszłość będzie obfitowała w wiele
dobra i nade wszystko przyniesie wewnętrzny spokój, wbrew napierającym
kapryśnie determinizmom i fatalizmom ze strony ludzi. Umacnia mnie w drodze
pełna teologicznej głębi myśl Dostojewskiego: „Ponieważ Bóg istnieje, ja jestem
nieśmiertelny. Moja nieśmiertelność jest nieodzowna choćby dlatego, że Bóg nie
zechce zgasić na zawsze płomienia miłości, który zapłonął dla Niego w moim
sercu.”
