środa, 4 lutego 2026

 

Czas ferii zimowych sprzyja podróżom i odwiedzaniu miejsc które znalazły się na peryferiach zapomnienia. Zima nie odpuszcza i w swojej ostrości nadaje kolorytu spacerom, czyniąc je nad wyraz ascetycznymi. To okazja do różnej maści przemyśleń na tematy do których zabrania nie miałem zwyczajnie czasu. Jakieś miesiąc temu miałem wymianę udręczonych myśli z będącym w moim wieku „filozofem”- zdeklarowanym ateistą, pouczającym mnie o konstytucyjnym prawie człowieka do wolności sumienia, a tym samym do niewiary. Sugerował mi w nieskładnym bełkocie, iż chrześcijaństwo niesie ucisk, przymusza do religii i odbiera rzekomo wolność tym, którzy chcą żyć po swojemu i podłóg własnej moralności lub jej braku. Kiedy podjąłem dyskusję, odpierając z gruntu błędne i urojone założenia, mój przedmówca odwołał się w pewnym momencie do przykazania miłości, szacunku i poszanowania. Asekuracja tonącego w sytuacji zagrożenia i porażki. Pokrętna i oparta na strachu logika, próbująca z ludzi wiary uczynić jakiś intelektualnych prostaków zamkniętych w murach swych świątyń („spożywających teleportowanego w chlebie Boga”) i nie wychylających głowę na zewnątrz, ponieważ mogliby dotkliwie poruszyć jakąś przerdzewiałą strunę sumienia świata. Z pomocą w tych rozterkach przyszła mi lektura Filozofii wina Hamvasa. To małe arcydzieło poświęcone nie tylko medytacji nad najsubtelniejszym z napojów którym się raczy od zamierzchłych czasów człowiek, lecz wspaniały traktat obnażający niemoc i głupotę rozumowania ateistów- poważnie zapętlonych w swoich konstrukcjach myślowych i nic nie wnoszących poważnie do nauki, czego inni zapalczywi śmiałkowie- mocujący się z Bogiem by nie artykułowali i ostatecznie weszli w obłok zapomnienia. Hamvas przedstawia ich jako ludzi zagubionych, cherlawych i kalekich którym jedynie należy współczuć, a na pewno nie stosować wobec nich żadnej perswazji. Należy postrzegać ich jak dzieci opóźnione w rozwoju, próbujące poruszać się we mgle. Z nieukrywaną satysfakcją przytaczam cytat tego węgierskiego intelektualisty: „Ateistyczna bigoteria nazywa się materializmem i opiera się na trzech dogmatach: człowiek pochodzi od zwierzęcia, nie posiada duszy, istnieje tylko życie doczesne. A to dlatego, że ateiści potwornie boją się Pana Boga. Böhme mów o nich, że żyją pogrążeni w gniewie bożym. Znają tylko Boga gniewnego, przed którym się kryją. Mówią, „nie ma Boga” i myślą, że w ten sposób przestaną się bać. Ale nieprawda, jeszcze bardziej się boją, tak bardzo, że nie znoszą nawet widoku imienia Boga.” Współczuję mojemu rozmówcy, że większą część życia poświęci na batalię z Tym który jest Miłością. Pewnego dnia zamknie oczy, a obecność Tego wypieranego i spotwarzanego okaże się druzgocząco inna. Rozumiem, że można nie lubić chrześcijan- ponieważ wielu z nich jest dalekich od przesłania i mądrości Ewangelii, ale to jedynie margines, jakaś cząstka statystyczna, zaciemniająca czy umniejszająca pięknu całości które skłania do życia innego niż to, które zajmuje mrówka dla której śmierć wszystko kończy. Odkryć Boga w płatkach śniegu, skutej lodem rzece szukającej swego ujścia w zakleszczeniu śmierci, drzewach smaganych wiatrem, pierwszych promieniach słońca i twarzy dziecka kierującej swój wzrok i dłonie ku górze- miejscu docelowego spełnienia w Nim. Wiara jest łaską ! Jeśli jej nie masz, nie wykrzykuj swego bólu, nie obrażaj innych i nie próbują się mocować z rzeczywistościami których nie uniesiesz, bo do ich ciężaru potrzebna jest przestrzeń serca.  

niedziela, 1 lutego 2026

 

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik (Łk 18, 10 -14)

Ewangelia dzisiejszej Niedzieli, nie stanowi w żaden sposób wprowadzenia do życia modlitwy, to raczej precyzyjnie sformułowana odpowiedź, skierowana w stronę faryzeuszów, próbujących Mistrza zapędzić w ślepy zaułek teologii, obarczonej uwierającym umysł pytaniem: Jak można się zbawić ? Bowiem dla uczonych w Prawie, jedyną drogą do zbawienia jest wierne i poddane dyscyplinie zewnętrznych aktów – przestrzeganie Prawa. Jezus staje w opozycji do takiej perspektywy i wskazuje na język miłości, przebaczenia i skruchy, jakże odległy od pełnej arogancji i pychy człowieka, przechwalającego się katalogiem spełnionych powinności względem Boga. „Początkiem ludzkiej mądrości jest umiejętność osądzania siebie”- czytam w Apoftygmatach. Świątynia z przypowieści, staje się doskonałą przestrzenią weryfikacji dwóch jakże odmiennych postaw ludzkich. Jeden człowiek, to pozer przechwalający się swoimi zasługami i robiący wokół siebie spektakl radykalnej pobożności, poza którą nie istnieje już rzeczywistość współczucia i miłości bliźniego; tylko konfrontacyjny osąd i pogarda. „Bóg jest przykrywą dla zadufanego „ja”, które instrumentalizuje relację religijną dla własnego wywyższenia. Człowiek, który kryje się poza tą modlitwą, niczego od Boga nie oczekuje, o nic go nie prosi; chodzi mu jedynie o pokazanie się, o przedstawienie Bogu swoich praw, o przedstawienie swojego kredytu”(R. Fabris). Faryzeusz w miejscu dla uprzywilejowanych i celnik w schowany za półmroku krużganka, nie mający odwagi nawet podnieść oczu ku światłu sączącemu się przez przepruwający ścianę świątyni otwór. Bije się w piersi, wskazując na wnętrze które niczym wyschnięta ziemia potrzebuje życia, odrodzenia i łaski. „Twarz obmyta przez łzy – pisze św. Efrem – ma niezatarte piękno.” Zdruzgotany grzechami, obarczony historią osobistych zdrad, znajduje miłosierne westchnienie i pełen współczucia osąd Boga.  W celniku jest marność i nędza zagubionego dziecka. Jest wolny od osądzania kogokolwiek i pragnie jedynie posklejać swoje życie, aby zacząć wszystko od nowa. On najlepiej rozumie trudny los innych – ubrudzonych w rynsztoku, ogłupiałych przez pieniądz, niewiernych, odseparowanych, nieczystych, skazanych na potępienie – takich na których faryzeusze spluwają, lub omijają szerokim łukiem. Życie modlitwy, jego intensywność, głębia, stanowi o jakości zdrowia duchowego i ma wymiar terapeutyczny. „Zacznij od pokornego powiedzenia: jestem grzesznikiem, dzięki Ci składam, Panie, za to, że mnie cierpliwie znosisz… Następnie proś o Królestwo boże, a potem o rzeczy godziwe i nie ustawaj z tego powodu, że ich nie otrzymałeś”(św. Bazyli Wielki). Ten został zaakceptowany i przygarnięty przez Boga. „Odwrócić się od wszystkiego ku jednej twarzy to znaleźć się twarzą w twarz ze wszystkim”(E. Bowen). Przypowieść Chrystusa jest również przestrogą dla chrześcijan, którzy mogą popaść w pułapkę ekskluzywizmu zbawienia i łatwość wykluczenia z niego innych braci. W każdej modlitwie dokonuje się poszukiwanie Boga i współodczuwanie wraz z innymi wielkiego daru miłości i przebaczenia – uchylającego drzwi do Królestwa Bożego. „Daj mi głos celnika dla mojej uzdrowionej duszy – wzdycham za mistykiem Nersesem Snorhali – Ty, który jesteś Wodzem Celników, abym wołał własnymi słowami: Mój Boże, przebacz mi moje grzechy !”