środa, 11 lutego 2026

 

W kulturze pośpiechu, masowości, zalogowania i algorytmów, człowiek zdaje się być niczym zagubione dziecko we mgle. Wszystko naznacza jakiś rodzaj nerwowego podekscytowania zmieszanego z niepewnością o kształt jutra. Biegniesz, ale nie wiesz dokąd- bez celu i samotnie- choć w tłumie podobnie odczuwających zmęczenie świata osób. Kurczymy się do rozmiarów mrówki, mozolnie wdrapującej się na szczyt kolektywnie usypanego kopca. Przestrzenie budzące niepokój i skurcz serca. Wszędzie jesteśmy w zasięgu spojrzenia, tego nachalnego i zamkniętego w soczewce kamery rejestrującej fragment po fragmencie, odartego z anonimowości świata. Każdy twój krok jest ukradkowo rejestrowany przez jakieś medium przeliczające ryzyko podejmowanych przez ciebie decyzji. Wszystko poddane jest nachalnej obserwacji i psychologizacji mnożącej diagnozy i gotowe recepty na zwiększenie rzekomo wydajności życia. Ta poza sensualna obecność „instytucji” które pragną mieć jak największy wpływ na życie jednostki- sekretna kontrola myśli i wyjście naprzeciw skrycie tłumionych potrzeb, które co zaskakujące, zostają obnażone za pomocą nadesłanej reklamy i zasłyszanego z eteru pragnienia- czekającego na ukonkretnienie. Niegasnące źrenice oczu w których niczym lustrach odbija się przemierzany odcinek ludzkiej egzystencji. Jesteśmy peselami- bezimiennymi numerami w kartotece globalnej administracji- rozporządzającej wolnością i naginającej ją do potrzeb jednostek którym wydaje się że mają jakiś realny wpływ na własne życie, a tak naprawdę są okradane z konieczności wyboru i dopływu świeżego tlenu. Nawet moje pieniądze zdeponowane w banku nie są moimi, ponieważ kiedy chcę je wybrać, ktoś pyta mnie nachalnie i bezpardonowo: „po co i na co ?” Zamknięto nas w ekranach telefonów i aplikacji, które uczyniły z wielu ogłupiałych niewolników wmawianej samorealizacji i sukcesu. Sztuczna inteligencja wyhodowała rzeszę bezrefleksyjnych troglodytów. Nasz świat się skurczył i stał się miałkim we wszystkich wymiarach bytowania. Dzieci przestały się uczyć i twórczo przeżywać świat. Zamknięci w świecie komputerowych gier i ekranie telefonu- mikro więzienia. Młodzież jest przygnieciona koniecznością istnienia i odpowiedzialnego wchodzenia w dorosłość, ponieważ przekraczając jej granicę, widzą jedynie gonitwę posiadania i tracenia zdrowia przez swoich rodziców. Przestaliśmy spadać z nieba na ziemię, lecz przyssaliśmy się do plastikowych urządzeń, stając się częścią krzemowego podzespołu i efemerycznej grupy, którą można podejrzeć, ocenzurować, czy zdeptać. Wmawia się nam, że możemy żyć dłużej, poza parametrami naszej biologii, poddając się liftingom ciała i odkładania starości na później. Rozpaczliwa utopia młodości. Iluzoryczne przeświadczenie, iż człowiek stwarza sam siebie, trzymając swój los w odrętwiałych i spracowanych dłoniach. „Człowiek jest tym, kim sam siebie uczyni”(P. Evdokimov). Niepohamowane łaknienie rzeczy, prowadzące uzależnienia, atrofii sumienia i duchowej pustki. To budzi niepokój i rozdziera dusze tych, co potrafią spoglądać trzeźwo i refleksyjnie w przyszłość. Przestaliśmy żyć w kręgu tajemnic, stając się wegetatywnie bierni wobec wczorajszego dnia który przemija bezpowrotnie. W przekonaniu Freuda, choroby umysłowe są następstwem sytuacji bez wyjścia. Człowiek mistyfikuje otaczającą go rzeczywistość, nagina jej granice i zasklepia się w autoafirmacji siebie. Wszyscy płacimy za to szaleństwo cywilizacji załamaniem nerwowym, depresjami, nowotworami i rezygnacją ocierającą się o śmierć. „Jak patrzysz na świat, tak świat spogląda na ciebie”- twierdził Max Stirner. Czy można kochać to, co nasyca nas trucizną, a nawet śmiercią ? Przestaliśmy być wydani pięknu, obezwładniającemu umysł zdumieniu, wezbraniu duszy wiecznością której ślad można odkryć w tym, co nas otacza i w jakiś sposób przenika. Życie pod naciskiem konieczności i wskazówek które kolportuje się z tak wielką siłą autorytetu- utkanego jakże często z włókien kłamstwa. Trzeba być naiwnym, krótkowzrocznym i umysłowo oschłym, aby nie zauważyć tych niepokojących mechanizmów codzienności i ich reperkusji. Wszystko gotowe do użycia, podstawione pod nos, nie wymagające myślenia, a zarazem tak silnie tłamszące wolność i chęć decydowania o własnym losie. „Wszyscy jesteśmy rozwiedzeni z życiem- mówił Dostojewski- mniej lub bardziej okaleczeni.” Rzeczywistość przestała być odczuwalna, a stała się wirtualną, zachowującą pozory naginanej do wyimaginowanych potrzeb materii. Jest faktem niewątpliwym, że wewnątrz tego naporu zjawisk jesteśmy poddani jeszcze większemu drganiu niepewności i zagubienia. Japońska mądrość obwieszcza: „Szczęście przychodzi do domu, gdzie słychać śmiech.” Pośród tych niepokojących symptomów codzienności, tylko człowiek duchowy się ostanie i zdoła podnieść kruche istnienia ku Życiu.