W kulturze pośpiechu,
masowości, zalogowania i algorytmów, człowiek zdaje się być niczym zagubione
dziecko we mgle. Wszystko naznacza jakiś rodzaj nerwowego podekscytowania
zmieszanego z niepewnością o kształt jutra. Biegniesz, ale nie wiesz dokąd- bez
celu i samotnie- choć w tłumie podobnie odczuwających zmęczenie świata osób.
Kurczymy się do rozmiarów mrówki, mozolnie wdrapującej się na szczyt
kolektywnie usypanego kopca. Przestrzenie budzące niepokój i skurcz serca. Wszędzie
jesteśmy w zasięgu spojrzenia, tego nachalnego i zamkniętego w soczewce kamery
rejestrującej fragment po fragmencie, odartego z anonimowości świata. Każdy
twój krok jest ukradkowo rejestrowany przez jakieś medium przeliczające ryzyko
podejmowanych przez ciebie decyzji. Wszystko poddane jest nachalnej obserwacji
i psychologizacji mnożącej diagnozy i gotowe recepty na zwiększenie rzekomo wydajności
życia. Ta poza sensualna obecność „instytucji” które pragną mieć jak największy
wpływ na życie jednostki- sekretna kontrola myśli i wyjście naprzeciw skrycie tłumionych
potrzeb, które co zaskakujące, zostają obnażone za pomocą nadesłanej reklamy i
zasłyszanego z eteru pragnienia- czekającego na ukonkretnienie. Niegasnące
źrenice oczu w których niczym lustrach odbija się przemierzany odcinek ludzkiej
egzystencji. Jesteśmy peselami- bezimiennymi numerami w kartotece globalnej
administracji- rozporządzającej wolnością i naginającej ją do potrzeb jednostek
którym wydaje się że mają jakiś realny wpływ na własne życie, a tak naprawdę są
okradane z konieczności wyboru i dopływu świeżego tlenu. Nawet moje pieniądze
zdeponowane w banku nie są moimi, ponieważ kiedy chcę je wybrać, ktoś pyta mnie
nachalnie i bezpardonowo: „po co i na co ?” Zamknięto nas w ekranach telefonów
i aplikacji, które uczyniły z wielu ogłupiałych niewolników wmawianej
samorealizacji i sukcesu. Sztuczna inteligencja wyhodowała rzeszę bezrefleksyjnych
troglodytów. Nasz świat się skurczył i stał się miałkim we wszystkich wymiarach
bytowania. Dzieci przestały się uczyć i twórczo przeżywać świat. Zamknięci w
świecie komputerowych gier i ekranie telefonu- mikro więzienia. Młodzież jest
przygnieciona koniecznością istnienia i odpowiedzialnego wchodzenia w
dorosłość, ponieważ przekraczając jej granicę, widzą jedynie gonitwę posiadania
i tracenia zdrowia przez swoich rodziców. Przestaliśmy spadać z nieba na
ziemię, lecz przyssaliśmy się do plastikowych urządzeń, stając się częścią
krzemowego podzespołu i efemerycznej grupy, którą można podejrzeć, ocenzurować,
czy zdeptać. Wmawia się nam, że możemy żyć dłużej, poza parametrami naszej
biologii, poddając się liftingom ciała i odkładania starości na później.
Rozpaczliwa utopia młodości. Iluzoryczne przeświadczenie, iż człowiek stwarza sam
siebie, trzymając swój los w odrętwiałych i spracowanych dłoniach. „Człowiek
jest tym, kim sam siebie uczyni”(P. Evdokimov). Niepohamowane łaknienie rzeczy,
prowadzące uzależnienia, atrofii sumienia i duchowej pustki. To budzi niepokój
i rozdziera dusze tych, co potrafią spoglądać trzeźwo i refleksyjnie w
przyszłość. Przestaliśmy żyć w kręgu tajemnic, stając się wegetatywnie bierni
wobec wczorajszego dnia który przemija bezpowrotnie. W przekonaniu Freuda,
choroby umysłowe są następstwem sytuacji bez wyjścia. Człowiek mistyfikuje
otaczającą go rzeczywistość, nagina jej granice i zasklepia się w autoafirmacji
siebie. Wszyscy płacimy za to szaleństwo cywilizacji załamaniem nerwowym,
depresjami, nowotworami i rezygnacją ocierającą się o śmierć. „Jak patrzysz na
świat, tak świat spogląda na ciebie”- twierdził Max Stirner. Czy można kochać
to, co nasyca nas trucizną, a nawet śmiercią ? Przestaliśmy być wydani pięknu,
obezwładniającemu umysł zdumieniu, wezbraniu duszy wiecznością której ślad
można odkryć w tym, co nas otacza i w jakiś sposób przenika. Życie pod
naciskiem konieczności i wskazówek które kolportuje się z tak wielką siłą
autorytetu- utkanego jakże często z włókien kłamstwa. Trzeba być naiwnym,
krótkowzrocznym i umysłowo oschłym, aby nie zauważyć tych niepokojących
mechanizmów codzienności i ich reperkusji. Wszystko gotowe do użycia,
podstawione pod nos, nie wymagające myślenia, a zarazem tak silnie tłamszące
wolność i chęć decydowania o własnym losie. „Wszyscy jesteśmy rozwiedzeni z
życiem- mówił Dostojewski- mniej lub bardziej okaleczeni.” Rzeczywistość
przestała być odczuwalna, a stała się wirtualną, zachowującą pozory naginanej
do wyimaginowanych potrzeb materii. Jest faktem niewątpliwym, że wewnątrz tego
naporu zjawisk jesteśmy poddani jeszcze większemu drganiu niepewności i
zagubienia. Japońska mądrość obwieszcza: „Szczęście przychodzi do domu, gdzie
słychać śmiech.” Pośród tych niepokojących symptomów codzienności, tylko
człowiek duchowy się ostanie i zdoła podnieść kruche istnienia ku Życiu.
