czwartek, 13 września 2012
Łk 6,27-38
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.
Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.
Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.
Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać.
Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych.
Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.
Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.
Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.
Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać.
Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych.
Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.
"Miłujcie nieprzyjaciół waszych". Gdzieś wewnętrznie rodzi się pytanie kto jest moim nieprzyjacielem, być może ten który dotyka agresywnie wartości które są mi bliskie, z którymi się identyfikuje. Byłem wczoraj jakiś rozdrażniony kiedy usłyszałem o zaplanowanej akcji w Lublinie w której to jawnie promuje się ateizm. Dzisiaj rano przy kawie z moimi współbraćmi dość ostro wymienialiśmy między sobą myśli o promocji ateizmu we współczesnej kulturze i przestrzeni medialnej. Ateistyczna kampania bilbordowa organizowana przez Fundację Wolność od religii ze współpracy Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i różnego rodzaju sprzyjające stowarzyszenia ateistyczne oraz portale o proweniencji ateistycznej. Hasła które się pojawiły są niedalekim echem przeszłości: "Nie wierzę w Boga ? Nie jestem sam..."Nie zabijam. Nie kradnę. Nie wierzę..."Człowiek jak coś takiego widzi i słyszy od razu czuje się atakowanym, udało się wszystko inteligentnie przeprowadzić organizatorom. Rodzi się pytanie jak się zachować: wybuchnąć agresją- wtedy będę taki jak owi "oświeceni" i wtedy bardzo łatwo jest przejąć ich zły język...a może trzeba zachować spokój i modlić się za tych, co nas oczerniają...postawa ewangeliczna, najtrudniejsza do zrealizowania. Już wiele lat temu prawosławny teolog Evdokimov z wielką przenikliwością wskazywał jakie są źródła ateizmu, jego słowa są profetyczne kiedy czyta się je z perspektywy czasu. Pisał: "Presja środowiska społecznego i świeckiej kultury jest tak duża, że religia po prostu nie interesuje już człowieka. "Pytanie, czy w głębi nieba ktoś jest, nie dotyczy już człowieka" twierdzi Simone Beauvoir....We współczesnej mentalności, w świecie pochrześcijańskim, odartym ze świętości i zeświedczonym, nie ma miejsca dla Boga i Ewangelia nie wywołuje już wstrząsu. Widok wierzących już nikogo nie porusza, w tym świecie nic już się nie wydarza, nie ma w nim już cudów. Wiara religijna wydaje się dziecięcym studium ludzkiej świadomości, korzystnie zastąpionym przez technikę, psychoanalizę i solidarność społeczną. Dzisiejsza cywilizacja wcale nie występuje przeciwko Bogu, ale tworzy ludzkość "bez Boga". Jak mówią socjologowie "ateizm stał się masowy", choć nie doszło do żadnego zerwania. Ludzie żyją na powierzchniach samych siebie, tam, gdzie z definicji Bóg jest nieobecny. Stać sie ateistą to nie tyle wybierać, jeszcze mniej negować, ile płynąć z prądem, aby być takim jak wszyscy. Dla przeciętenego człowieka być wierzącym, obojetnym lub ateistą to ostatecznie kwestia temperamentu, a jeszcze częściej - opcji politycznej.... Na ateistyczną formułę: "Jeżeli Bóg istnieje, człowiek nie jest wolny" Biblia odpowiada: "Jeżeli istnieje człowiek, Bóg jest już wolny". Człowiek nie może powiedzieć Bogu nie, Bóg nie może już powiedzieć nie człowiekowi, bo według świętego Pawła "w Nim (Bogu) było tak" (2Kor 1,19), tak Jego Przymierza, które Chrystus powtórzył na Krzyżu, Tak wiec "jestem wolny" znaczy "Bóg istnieje". To sam Bóg gwarantuje wolność wątpienia, aby nie gwałcić sumień." Jak chrześcijanin ma się zachować wobec tak skandalicznych wydarzeń ? ma uzbroić się w miłość...przecież wielu z tych ludzi tak zwanych racjonalistów będzie i tak stało której słonecznej niedzieli na Eucharystii w kościele, bo znajomi zaproszą ich na jakieś wydarzenie sakramentalne swojego dziecka i będą słyszeli Ewangelię wolności. Wielu spotka się z symbolami które są w przestrzeni ich życia od wieków, i będą ciągle tam stały nawet jeżeli ich już nie będzie. Jak ma dojść do ateisty przesłanie o Bogu który go kocha i chce jego dobra ? Może się to dokonać tylko przez nas samych...tylko nasze życie może stać sie opowieścią o wierze która ma sens. "Bóg może wszystko, ale nie może zmusić człowieka aby Go pokochał" mówili już Ojcowie Kościoła. My mamy się uzbroić w cierpliwość, dobroć i łagodność, przyobleczeni w miłość pozwolimy Bogu aby zdobywał tych którzy przestali już wierzyć.
środa, 12 września 2012
Łk 6,20-26
W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:
„Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy was zelżą i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.
Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”.
Błogosławieństwa wypowiedziane przez Chrystusa to takie streszczenie Dobrej Nowiny...życzenie szczęścia tym ktorzy poszukują sensu i nadziei. Występuje tu takie słowo makarioi co się tłumaczy jako "błogosławieni" - pełni szczęścia. To zaproszenie do wejścia w medytację o człowieku który "spaceruje" ku szczęściu, a programem jego życia jest miłość przeżywana w głębi serca, rozlewająca się na zewnątrz. Chcieć uwierzyć w to, że można być szczęśliwym...Zapytałem pewnej znajomej mi osoby czy potrafi przytulić kogoś kto jest obcy i poraniony, tak aby poczuł się kochanym...odpowiedziała iż to trudne i wymaga odwagi. Człowiek błogosławieństw musi być odważny, Jezus przez tak wyrażone myśli w formie życzeń, chce ukazać drogę która przemienia świat. "Błogosławieni których moc jest w Tobie, którzy zachowują ufność w swym sercu..."(Ps 84,6). Wypowiadając błogosławieństwa Pan zaprasza nas do odkrycia głębszego sensu życia, maksymalnego wysiłku skierowanego w stronę własnej głębi, umiejetności rezygnacji z własnego egoizmu. "Błogosławieństwa to apel o odkrywanie głebszego nurtu własnego istnienia. Dzięki nim mogę spogladać na siebie, innych ludzi i świat nowymi oczyma. Dzięki nim mogę zrozumieć jak piękne jest dobro...Blogosławieństwa mówią o nas samych. O ludziach zdanych na Kogoś większego niż nasze życie. O ludziach zdanych na Kogoś, kogo bardziej obchodzi nasz los...są dla wszystkich których nadzieja ustawicznie wybiega w przyszłość. Błogosławieństwa mówią o naszym życiu. Czasem to życie staje się bezgłośnym wołaniem o uśmiech Boga"-pisał ks. Hryniewicz. Zawsze kiedy czytam błogosławieństwa zostaję wypełniony jakimś poczuciem sensu, że będzie dobrze...łzy zamienią się w zdroje radości, problemy przemienią się w sytuacje możliwe do przyjęcia, ludzie którzy wydają się irytujacy, staną się możliwi do dialogowania ponieważ ich serca się powiększyły. Błogosławieni to tacy którzy wierzą że świat może być lepszy...
wtorek, 11 września 2012
Łk 6,12-19
Zdarzyło się, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga.
Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.
Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu, przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia.
A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.
Zdarzyło się, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga.
Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.
Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu, przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia.
A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.
Kiedy człowiek autentycznie dotknie się Jezusa, wtedy zostaje wzięty w posiadanie miłości. Powołanie uczniów to nic innego jak spojrzenie w serce aby wydobyć pragnienie i miłość, które porwa do cudownej przygody do przemiany siebie i świata...to metamorfoza serca, która rozpoczna się w akcie wezwania prostych mężczyzn nad brzegiem jeziora. Wybiera tych których chce, których profile twarzy miał przed sobą kiedy schodził z góry po rozmowie z Ojcem. Już znał ich imiona, sytuacje życiowe, wady i zalety które w przyszłości będą czyniły Kościół mozaiką wspólnot ogarniętch charyzmatem Mistrza z Nazaretu. Wiara uczniów była poddawana ciągłej próbie, to polaryzowało ich postawy od wielkiego zachwytu i entuzjazmu chwili, po zwątpienie, lęk i chęć ucieczki. Wiele razy stawiali sobie nurtujace pytania, szczegolnie wtedy kiedy widzieli znaki i cuda, one sprawiały że to, co po ludzku wytlumaczalne rozpływało się w tym co nie ogranione i niewytłumaczalne. Ile to razy zobaczyli swoją kruchość i słabość, brak radykalizmu i chęć eksponowania siebie...to były ich etapy wiary, zbliżania się do prawdy o sobie i misji która została złożona w depozycie ich serca. Dopiero kerygmat wydarzenia Paschy odsłoni zasłonę, to będzie ich egazmin z wierności...próba chwili która wyryje w ich wnętrzach stygmaty miłości na całe życie. Musiało być doświadczenie Krzyża...zobaczyć rany jeszcze świeże z których płynie miłość...tu jest życie i łaska, ucieczka i strach był wpisany w katechezę próby, a później z tego wszystkiego zrodzi się odwaga. Akceptacja misterium Krzyża rodzi odwagę wyjścia na zewnątrz. Po Zmartwychwstaniu kiedy jest obecny z chwalebnymi ranami męki, kształtuje spojrzenie uczniów ku nadziei, aby opuścił ich strach. W wieczerniku wszystko staje się jasne, pytania są zbędne: "Panie, wiesz wszystko, i nie potrzebujesz, by Cię ktoś pytał". Zapytasz a co, ze mną. Czego Bóg oczekuje konkretnie od mojej osoby ? Można zostawić wszystko i wybrać się w drogę za Panem, a później zwątpić pójść swoją drogą i powiedzieć wszystko mam w nosie. "Nie potrafimy odpowiedzieć tym samym- przynajmniej nie na taką samą miarę. Chcemy Ci, dać siebie, ale nasz dar rzadko jest całkowity, nawet jeśli jest deklarowany..są w nas, i w naszym życiu obaszary, których nie chcemy Ci dać lub które chcemy oddać tylko częściowo. Są dary, którymi chcemy Cię raczej kupić niż bezinteresownie ucieszyć; są i takie, którymi chcemy samych siebie wykupić, by należeć całkowicie do siebie, a nie do Ciebie". Albo pójść przedzierając się przez trudne doświadczenia ze świadomością zwątpienia ze swoją rana na której spoczywa dotyk Jezusa, wiedząc że wszystko będzie dobrze, ponieważ mnie przeprowadzi przez rozczarowania, podniesie mnie z grzechu i rozleje miłość...wzbudzi ucznia.
poniedziałek, 10 września 2012
Łk 6,6-11
W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę.
Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go.
On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Podnieś się i stań na środku”. Podniósł się i stanął.
Wtedy Jezus rzekł do nich: „Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić? życie ocalić czy zniszczyć?”
I spojrzawszy wokoło po wszystkich, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa.
Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi.
W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę.
Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go.
On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Podnieś się i stań na środku”. Podniósł się i stanął.
Wtedy Jezus rzekł do nich: „Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić? życie ocalić czy zniszczyć?”
I spojrzawszy wokoło po wszystkich, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa.
Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi.
Teologia żydowska w swojej wielkiej drobiazgowości i gorliwości o wypełnienie Prawa będzie próbowała ukazać czym jest Szabat. Abraham Heschel powie: Szabat jest "Duchem w formie czasu. Poprzez nasze ciała należymy do przestrzeni; nasz duch, nasze dusze wznoszą się ku wieczności, dążą ku świętości. Szabat jest wspinaniem się na szczyt...ujrzenia świętości poprzez powstrzymanie się od profanum". Jezus uzdrawia człowieka który miał uschłą rękę, do tego czyni to w uświęcony przez Boga dzień szabatu...spoczynku w którym człowiek staje w swoistym bezruchu aby wypowiadać Stwórcy uwielbienie za dzieło stworzenia. Dlaczego Jezus świadomie uzdrawia gdyż wie że chodzi tu o zbawienie człowieka chorego. Faryzeusze dobrze rozumieli ten gest milości, stąd ta wściekłość...Przecież Szabat to wspinaczka na szczyt, jak więc człowiek z uschłą ręką wdrapie się na szczyt góry i doświadczy obecności Bożej Chwały. Pan daje mu szansę na wyruszenie w górę, na nowe życie ku uświęceniu i odnowieniu serca. Dobrze czynić, to znaczy pozwolić wejść na szczyt i ujrzeć Światlość. "Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu? Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, którego dusza nie lgnęła do marności i nie przysięgał kłamliwie" (Ps 24).
Dam ci życie- odpowiedział Bóg
i wszystkie chwile mojego życia...
Ześlę Swojego Ducha, by dać ci prawdziwe życie...
Wtedy ujrzysz drogę którą powinieneś pójść i poznasz jej kierunek.
Ty możesz pójść moimi śladami
niedziela, 9 września 2012
Mk 7,31-37
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.
Jezus ma moc uzdrawiania i pragnie aby każdy kto z wiarą przychodzi odszedł zdrowy. Jego działanie ma na celu ukazanie Bożej Miłości, która podnosi, uzdrawia z poczucia lęku i bezradności. Człowiek chory to ten, który zostaje pozbawiony sensu życia, zepchnięty na margines życia społecznego, pozbawiony nadziei i w jakimś sensie odarty z poczucia wartości siebie. Słowo odsyła nas do liturgii miłosierdzia: "Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło krzyknie ( Iz 35, 5-6)". ks. Tomas Halik teolog pisał refleksję nad tym fragmentem Ewangelii: "Dzisiejsza opowieść jest nam bliska co najmniej z dwóch powodów: stała się inspiracją do obrzędów, które zaczynają i kończą przygotowanie dorosłych do chrztu. Na poczatku katechumentau kapłan dotyka oczu, uszu i ust, piersi i ramion tych, którzy wkraczają na drogę przygotowan do źródła chrztu, i modli się nad nimi, aby nauczyli się szukać Chrystusa, słuchali Jego słowa, wyznawali Go ustami i mieli Go w sercu i aby wzieli na siebie Chrystusowe jarzmo. I bezpośrednio przed chrztem czytany jest ten fragment Ewangelii, a ksiądz powtarza każdemu katechumenowi wezwanie Jezusa; Effatha- czyli otwórz się !". Chrześcijanin to człowiek otwarcia na łaskę, aby miłość Boża dotykała zranionego przez grzech i chorobę człowieczeństwa tak w wymiarze ducha jak i ciała, co będzie procesem uzdrawiającym...otwierającym na moc przeobrażajacą i przemieniającą . Pięknie pisał o tym św. Grzegorz z Nazjanzu: "Jeśli byłeś głuchy i niemy, niechaj ci zabrzmi Słowo, a raczej zatrzymaj to, które ci zabrzmiało ! Nie zamykaj uszu na naukę i upomnienie Pańskie, jak żmija na zaklęcia. Jeśli byłeś ślepy i w ciemności, rozjaśnij swe oczy, byś nie zasnął śmiertelnie. "W światłości Pańskiej ogladaj światłość", w duchu Boga patrz na Syna, na potrójną i niepodzielną Światłość. Jeśli przyjmujesz całe Słowo, sprowadzasz do swej duszy wszelkie uleczenia Chrystusowe, które każdy w części otrzymał..." Jezus dzisiaj mówi do każdego z nas: Effatha- otwórz się, bądź zdrowy, wolny i żyj pełnią szczęścia, krzycz na całe gardło aby wypowiedzieć światu że Bóg jest Wielki i czyni cuda !
"Jezu, proszę Cię, przyjdź do mego serca.
Uzdrów to, co we mnie potrzebuje uzdrowienia.
Znasz mnie lepiej niż ja sam.
Proszę wlej Swoją miłość w każdy zakątek mego serca, wszedzie tam, gdzie odkryjesz we mnie chore dziecko.
Dotknij je, pociesz i podnieś..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)