niedziela, 16 listopada 2014



 

Czy ten, który potrafił przywrócić światło, nie wiedział, czego chciał ślepiec? Lecz chce, byśmy prosili Go o to, o czym wcześniej już wie, że Go poprosimy i nam tego udzieli. Upomina nas bowiem, żebyśmy natrętnie się modlili, a jednak mówi: Ojciec wasz wie, czego wam potrzeba, zanim Go poprosicie. Do tego więc zachęca, by prosić, zachęca do tego, by pobudzać serce do modlitwy. Dlatego również ślepiec od razu dorzucił: „Rabbuni, abym przejrzał”. Oto ślepiec u Pana szuka nie złota, ale światła, lekceważy szukanie czegokolwiek oprócz światła, ponieważ nawet jeśli ślepiec miałby wszystko, czego by pragnął, bez światła nie może zobaczyć, co posiada. Naśladujmy zatem tego człowieka, o którym słyszymy, że został zbawiony na ciele i duszy, i nie szukajmy u Pana fałszywych bogactw, ani ziemskich darów i przemijających zaszczytów, ale światła, tego światła, które możemy oglądać tylko wraz z aniołami, którego żaden początek nie rozpoczyna, ani żaden koniec nie ogranicza, do którego to prawdziwego światła drogą jest wiara. Dlatego słusznie do ślepca, który miał być oświecony, najpierw powiedział: Idź, twoja wiara cię ocaliła. I natychmiast – mówi – przejrzał i szedł za Nim drogą.

Będą Czcigodny

 




Łk 18,35-43

Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

Jezus ma moc uzdrawiania i pragnie aby każdy kto z wiarą przychodzi odszedł zdrowy. Jego działanie ma na celu ukazanie Bożej Miłości, która podnosi, uzdrawia z poczucia lęku i bezradności. Człowiek chory to ten, który zostaje pozbawiony sensu życia, zepchnięty na margines życia społecznego, pozbawiony nadziei i w jakimś sensie odarty z poczucia wartości siebie. Człowiek będący niewidomym jest pozbawiony światła, nie widzi nawet konturów świata który stanowi odzwierciedlenie piękna samego Boga. Chrystus chce wyprowadzić z ciemności wołającego o zmiłowanie człowieka. Tu nie chodzi o litość i prezent odzyskania wzroku, tylko po, to aby widzieć kontury czy cienie, ale żeby kolory świata rozświetliły jego serce przez możliwość widzenia tego co przekracza percepcję oczu- dar wiary. Pan działa przez spojrzenie i słowo. Słowo odsyła nas do liturgii miłosierdzia: "Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło krzyknie ( Iz 35, 5-6)". Chrystus dotyka oczy i serca… zbawia łaską całe człowieczeństwo. Każdy z nas jest w jakiś sposób niewidomy, nie chodzi o fizyczną niemożliwość widzenia rzeczywistości, ale o ślepotę duchową, która wydaje się bardziej zatrważająca…, grzech który przynosi stan ciemności. Jezus jest Światłością rozpraszającą ciemności. Wczoraj wieczorem otrzymałem sms... następującej treści od kobiety która doświadczyła przez moją posługę miłości miłosiernej Jezusa: „Dziękuję Bogu za Księdza, po jednej spowiedzi, jakieś trzy lata temu Bóg odmienił moje serce. Cierpienia nie brak, ale Pan jest przy mnie”. Cudowne doświadczenie światłości, siły którą przynosi wiara. "W Twojej światłości oglądamy światło"- to znaczy pełnię szczęścia. Gdzie jest Jezus z mocą uzdrawiania tam jest pełnia radości, ponieważ On przyszedł po, to aby ci, którzy nie widzą widzieli, a ci którzy widzą stali się niewidomymi". A Jezus nie może uleczyć tych którzy, którzy nie uznają własnej ślepoty. Może otworzyć "oczy" tylko takim, którzy potrafią pokornie prosić: „zmiłuj się nade mną” i uzdrów mnie z ciemności.  

 

 

 

Człowieku, o zbawienie staraj się bez przerwy. Skończy się staranie, gdy się czas wypełni.

Angelus Silesius

sobota, 15 listopada 2014




Mt 25,14-15.19-20


Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: »Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem«”.


Przez ten tydzień interpretowaliśmy teksty które zwracały naszą uwagę na potrzebę czujności. Zostaliśmy duchowo przebudzeni przez Słowo które zdemaskowało w nas poczucie duchowego lenistwa, bierność i apatię duchową. Trzeba stanąć wreszcie na nogi, podjąć określone zadania, uruchomić w sobie pokłady duchowej kreatywności. Przypowieść o talentach rozwija ten wątek, wskazując na przedmiot oczekiwania i określając zadanie chrześcijanina, które polega na „wzięciu się do roboty”. Za dużo jest bowiem pustych deklaracji i powierzchownych haseł, trzeba zacząć działać. Należy w misję ewangelizacji włączyć cały kapitał który otrzymaliśmy w pakiecie od Boga. Każdy z nas otrzymał talent, podobnie jak uprzywilejowani słudzy z przypowieści. Czym dla nich był talent ? Według uczonych była to równowartość sześciu tysięcy denarów, czyli w przeliczeniu przekazana pensja za dwadzieścia lat pracy. Ogromna suma którą każdy ze sług otrzymał, to jak szczęśliwy los na loterii. Jednocześnie pięć talentów mogło jako waluta płatnicza być przekazana w kruszcu metalu szlachetnego, którego waga wynosiłaby trzydzieści kilogramów. Sługa który otrzymał pięć talentów, musiał poradzić sobie z takim ciężarem. Ale są i tacy którzy przechodzą ponad tymi wartościami finansowymi widząc w talentach nie tyle co środek płatniczy, ale słowo „talent” o szerszym znaczeniu takim jak: umiejętności, predyspozycje, zdolności itd. Już od dziecka w prostej wykładni tej przypowieści słyszeliśmy o tym jak bardzo powinniśmy rozwijać nasze talenty które są darem. Choć tak  naprawdę chodzi o coś o wiele głębszego. „W przypowieści chodzi o nowego człowieka, o Słowo Boże, o wiarę, o nadzieję, o miłość, modlitwę, o tę miłość która charakteryzuje naszą relację do Chrystusa”. Nie wolno stanąć w miejscu i przyglądać się powierzonym talentom. Chodzi o cały szereg działań jakich dokonujemy, aby były zgodne z Ewangelią, a nie tylko z pazerny budowaniem własnych interesów. Chodzi o to, abyśmy nie wyszli na leniwe sługi, kiedy Pan przyjdzie powtórnie, nasze talenty muszą być w obiegu, tworzyć życie, ferment, powinny zmieniać świat. „Marnujemy życie wtedy, gdy się nie angażujemy. Wiara staje się „nieużyteczna”, gdy nie prowadzi do niczego niezwykłego, do niczego zadziwiającego. Miłość umiera wówczas gdy nie rodzi żadnych niespodzianek. Bóg dał nam odważne serca, dłonie do rozdawania, abyśmy Jego dary zanieśli innym. Jak śpiewał Sojka „Na miły Bóg, życie nie po to tylko jest, by brać. Życie nie po, by bezczynnie trwać. I aby żyć siebie samego trzeba dać”.


 


Chryste, daj nam w każdej chwili ku Tobie kierować wzrok. Tak często zapominamy, ze Ty w nas mieszkasz, że Ty się w nas modlisz, że Ty w nas miłujesz. Twój cud w nas to Twoje zaufanie i Twoje przebaczenie, zawsze nam dane w tej jedynej komunii, która nazywa się Kościołem.  (br. Roger z Taize)


 




Łk 18,1-8


Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: «Obroń mnie przed moim przeciwnikiem». Przez pewien czas nie chciał». Lecz potem rzekł do siebie: «Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie»”. I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”


Dwie osoby z dzisiejszej Ewangelii, różne osobowości, statusy społeczne, odmienne problemy i spojrzenia na rzeczywistość. Sędzia wydaje się człowiekiem egoistycznym, hermetycznym, wygodnym oraz porządkującym swoje życie według kryterium osobistej korzyści. Jest to obraz człowieka, po którym niczego nie można się spodziewać. Twardy, nieczuły, o zbywającym stosunku do innych ludzi, wyzuty z poczucia obowiązku i służby. Przeciwieństwem jest wdowa, kobieta bezbronna. Nie zajmuje ważnego miejsca, nie ma siły przebicia w załatwianiu czegokolwiek, nie dysponuje rekomendacjami czy jakąkolwiek ochroną prawną. Na dobrą sprawę musi podejmować walkę na dwóch stronach: ze swoim przeciwnikiem i napuszonym sędzią. Jest narażona na totalną obojętność z tych dwóch flanek. A jednak nie poddaje się. Nachodzi non stop sędziego, zawraca mu nieustannie głowę. Nie zniechęca się jego uporem, nic i nikt jej nie zatrzyma aby wyegzekwować swoje racje. Przychodzi moment że sędzia się poddaje, ma wyraźnie tego wszystkiego dosyć, dla świętego spokoju postanawia wziąć ją w obronę. Jak jest najprostsza nauka dla nas. W wierze trzeba być czasami natrętnym, nie odpuszczać po pierwszym, drugim lub dziesiątym razie. Czasami może się okazać że to, co w nas jest słabe, może wznieść ku ostatecznemu zwycięstwu. Trzeba uwierzyć w swoje siły. Nie wolno zniechęcać się swoją niemocą, „moc w słabości się doskonali”. Chrześcijaństwo które przestało się naprzykrzać Bogu, jest wstanie powolnej agonii, poddało się…to bolesne. Stagnacja i wygodnictwo mogą uśmiercić wewnętrznie. Przypowieść kończy się niepokojącym pytaniem Mistrza „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie ?” Okazuje się w tak pulsujące rzeczywistości to my musimy przekonać Go o jakości naszej wiary. Tu nie ma miejsca na tłumaczenia czy wymawiania się… Jak jest jakość naszej modlitwy ? Czy otwieramy jeszcze Ewangelię aby tam poszukać siebie w Bogu i znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania czy problemy ? „Nasze zmęczenie wyprzedza miłość Ojca, który nas wysłuchuje. W ten sposób kanał wiary zostaje przerwany i odpowiedź nie dochodzi do adresata”. Często w roztargnieniu, bezmyślności, kiedy nam wiele spraw zaczyna się sypać… narzekamy, że Bóg jest głuchy, że nie troszczy się o nas. A tak naprawdę to my nie słuchamy już siebie, a na dodatek mamy szczelnie zatkane wszystkie zmysły na Boga. Przykład wdowy powinien przywrócić nam równowagę duchową, odnowić zapał modlitwy, poruszyć umysł do podjęcia zmian. Schematy…schematy stają się zabójcze dla wiary. Kiedy Pan przyjdzie zobaczy nas w prawdzie, nie skryjemy się za naszymi zabawkami, przyzwyczajeniami i schematami. Może warto się tym przejąć, od tego zależy nasze życie wieczne.

czwartek, 13 listopada 2014


Powinniśmy jednak wiedzieć, ze nieprzyjaciel będzie usiłował przy pomocy chytrego oszustwa naśladować zbawienne przyjście Chrystusa, aby wprowadzić w błąd wszystkich wiernych, a zamiast Syna Człowieczego, który- według oczekiwań- ma nadejść w majestacie swego Ojca, poprzez powtórne i kłamliwe znaki przygotować przyjście syna zatracenia, aby zamiast Chrystusa wprowadzić na ten świat Antychrysta.


Rufin z Akwilei