czwartek, 9 kwietnia 2015


Łk 24,35-48  

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec wszystkich.  

Łamanie chleba- o którym czytamy w Ewangelii, przesyconej światłem spotkania ze Zmartwychwstałym Panem; odsyła nas jednoznacznie do misterium Eucharystii. Jeszcze mocniej wybrzmiewa ten tekst w tak szczególnym dniu, kiedy Kościoły Wschodnie, rozpoczynają celebrację Triduum Paschalnego- kontemplując wydarzenie z Wieczernika. W Wielki Czwartek będą rozbrzmiewać teksty Liturgii Świętego Bazylego, poprzedzone wieczernią- wschodnimi nieszporami. Teksty liturgiczne będą opowiadać historię pożegnalnej kolacji- Paschalnej Pamiątki Pana, wyrażoną w geście umycia uczniom nóg i słów ustanowienia sakramentu Eucharystii. Jednocześnie w tym jakże ważnym momencie przenikniętym miłością Jezusa do swoich uczniów, zostanie wydobyta tajemnica ludzkiej nieprawości, którą ewokować będzie zdrada Judasza. Wyraża to poetycka głębia modlitewnych hymnów: „Przyjmij mnie dzisiaj, Synu Boży, jako uczestnika Twej wieczerzy mistycznej, gdyż nie zdradzę Twym wrogom tajemnicy, ani też nie pocałuję Ciebie jak Judasz, lecz jak łotr wyznaję Ciebie: Pamiętaj o mnie, Panie, w Twoim Królestwie”.  W ślad za mistagogią liturgiczną podąży dogmatyczna sztuka- jaką jest ikona, wizualizując to wydarzenie, otwierając oczy wiernych na miłość Jezusa- rozdającego siebie jako Pokarm. „Przyjdźcie wierni, nasyćmy się gościnnością Pana i nieśmiertelną ucztą w Wieczerniku.” Ostatnia Wieczerza rozumiana była jako historia powiązana z Komunią Apostołów pojmowaną jako „theoria”, interpretująca tę pierwszą w sensie liturgicznym. Najwcześniej Komunia Apostołów w sztuce monumentalnej pojawia się w Kapadocji. Ostatnia Wieczerza pojawia się mimo wszystko znacznie później w apsydach kościołów Gruzji i Czarnogóry. Programy apsyd soborów św. Zofii w Kijowie i w Ochrydzie stanowią punkt kulminacyjny tendencji ikonograficznej dającej się prześledzić od IV wieku. Najpełniej tę tematykę teologiczną Eucharystii, rozwinęła sztuka bizantyjska, przesycona splendorem i bogatą symboliką, zaczerpniętą od sformułowań Ojców Kościoła i myślicieli chrześcijańskich. Do takich przedstawień można zaliczyć fresk, z XI wieku, z Ochrydy, który powstał w Kościele św. Zofii, pod tytułem „Komunia Apostołów”, umieściłem  powyżej współczesny, nawiązujący do tego przedstawienia fresk. W Komunii Apostołów, która zgodnie z przepisami została umieszczona w apsydzie, stojący za stołem ofiarnym Chrystus błogosławi nie rozłamany jeszcze chleb. „W tradycyjnym schemacie ikonograficznym Chrystus rozdziela wśród apostołów przełamany chleb i wino. Ta pozornie drobna różnica kryje w sobie istotę dyskusji teologicznej, które towarzyszyły tamtym czasom, pomiędzy biskupem Leonem, a Michałem Cezariuszem. Ten spór wywołał całą lawinę dyskusji pomiędzy łacinnikami a Bizantyjczykami, odnośnie stosowania chleba w liturgii. Podczas gdy Rzymianie wprowadzili używanie chleba niekwaszonego, Bizantyjczycy trwali przy chlebie kwaszonym. Polecając przedstawiać Chrystusa z małym bochenkiem chleba, arcybiskup Leon dał wyraz swego stanowiska w spornej kwestii. Jak ważna była to dla niego spraw, zaświadcza jeszcze inny fragment fresku z tego samego kościoła, a mianowicie scena „Mszy św. Bazylego”, który również błogosławi opatrzony krzyżem chleb i wino w kielichu.” W tradycji prawosławnej niejako zbierającej całe doświadczenie ikonograficzne poprzednich wieków, temat „Wieczerzy”, nie należy do cyklu Dwunastu Wielkich Świąt, które są umieszczone na ścianach ikonostasu, ale je zamyka w sobie. W sercu celebrowania „Boskiej Liturgii”, kapłan mówi: „Wspominając przeto to zbawienne przykazanie, a także wszystko co się dla nas dokonało, krzyż, grób, po trzech dniach zmartwychwstanie, wstąpienie na niebiosa, zasiadanie po prawicy, drugie i pełne chwały ponowne przyjście, To, co Twoje, od Twoich, Tobie przynosimy, za wszystkich i  za wszystko”  Jest to synteza Eucharystii i całego misterium zbawienia,  wyrażona w liturgicznych czynnościach Kościoła W tak rozumiane Misterium wpisuje się ikona, jako owoc historyczno-teologicznej refleksji chrześcijaństwa Wschodniego. Ikona tutaj nie staje się tylko jedynie obrazem Chrystusa, świadectwem Jego obecności historycznej. Jest w sposób szczególny, ilustracją głębi teologicznej Eucharystii, w której rzeczywistość materialna, kosmiczna, staje się dotknięciem Chrystusa przez działanie Ducha Świętego. „W scenie „Komunii Apostołów”, Judasz jako zdrajca zastąpiony zostaje przez postać Pawła, natomiast Chrystus jest przedstawiony wyraźnie jako celebrans, Ten, który „ofiaruje i jest ofiarowany”. Często podzielona na dwie, scena ta ukazuje z jednej strony Chrystusa podającego swoje ciało pod postacią chleba, a z drugiej strony swoją krew pod postacią wina. Chociaż Wieczerza chronologicznie poprzedza Mękę i Zmartwychwstanie, to jednak misteryjnie je w sobie zawiera. Eucharystia jest bowiem „memoriałem Krzyża i Grobu”. Na początku III wieku święty Hipolit Rzymski napisał w tekście liturgicznym: „Aby uśmiercić śmierć i rozerwać więzy szatana, zdeptać moc Hadesu, poprowadzić sprawiedliwych ku światłości i ogłosić Zmartwychwstanie, On wziął chleb…”. Kościół prawosławny w „Boskiej Liturgii” postrzega ofiarę chwały, wspomnienie Śmierci i Zmartwychwstania.” Najbardziej rozpowszechnionym przedstawieniem „Uczty Mistycznej”, jest to, na które wskazują prawosławne podręczniki, „Hermenei”. Już Dionizjusz z Furny podaje bardzo proste wskazanie, jak ukazywać owo tajemnicze wydarzenie. „Dom, w środku stół z chlebami i misami z jadłem; stoi też na nim dzban z winem i kubki. Przy stole siedzi Chrystus z apostołami: po lewej Jan spoczywający na Jego piersi, po prawej Judasz wyciągający rękę ku misie patrzący na Chrystusa.” To przedstawienie na stałe zagości szczególnie w ikonografii rosyjskiej, jako wdzięczny temat. Jezus na tej ikonie jest jedyną postacią namalowaną całościowo, ciała apostołów są widoczne tylko częściowo. I tylko Jezus posiada nimb (aureolę), reszta jest jej pozbawiona. To wskazuje iż wieczerza odbywa się przed odkupieńczą męką Jezusa i przed wylaniem na apostołów Ducha Świętego (na ikonie Zesłania Ducha Świętego wszyscy uczniowie będą posiadali aureole). Szata Jezusa odzianego w purpurową tunikę i niebieski płaszcz, świadczy o Jego Boskości i królewskiej godności. Na ikonie widzimy swoisty dramatyzm; dynamika postaci, ich gestów i wyrazu twarzy świadczy, iż dokonuje się coś ważnego. Apostołowie zwracają się ku sobie, jakby z niedowierzaniem chwili i jednoczesnym spojrzeniem na siebie, kto jest zdrajcą. Piotr najstarszy spogląda na Mistrza, piękna wymiana spojrzeń, Jan w modlitewnym geście, na co wskazują jego dłonie, pochyla się ku piersi Zbawiciela, jakby niedowierzał tej dziejącej się przed nim, chwili prawdy. Jedyną postacią, która już zamyka swoje serce i zmysły na słowa Pana, jest Judasz, powoli zaprzedający swą duszę diabłu. On jako jedyny odbiega od kompozycyjnego ustawienia ciał uczniów. W tle sceny widać Jerozolimę, centrum świata, nad całością unosi się welon, który jest spuszczany, z boskiego tronu, co świadczy o obecności Boga, w tych ważnych dla historii świata chwilach. Cała kompozycja orientuje się wokół stołu i naczyń, stanowiących przyszłe liturgiczne naczynia łaski. Obecność chleba i kielicha, świadczy o materii sakramentalnej wziętej ze świata i konsekrowanej mocą Ducha Świętego. Celem ikonopisarza nie było przedstawienie tylko martwej natury w doskonałej aranżacji miejsca,  raczej intencja aby wskazać na to, co duchowe, mało zauważalne, niedostępne dla oka widza. „Dotyczy to nie tylko ikony Wieczerzy Mistycznej”; dla ikony mistyczna, a więc spowita boskim światłem, jest każda osoba i cała stworzona rzeczywistość, dlatego że sam Bóg wcielił się, dotknął materii i przeznaczył ją do wiecznego, przemienionego światłem istnienia.” Chrystus dał swoje ciało „za życie świata” i umył uczniom nogi, na znak pokory i głębokiego zrozumienia naszego człowieczeństwa. Dał nam przykład do naśladowania, abyśmy w codzienności życia uczyli się odkrywać w pełni wartości, które nam pozostawił, a które są wieczne. On jest Barankiem, dawanym i wiecznie niespożytym, darem miłości Boga Ojca i twórczej mocy Ducha Świętego. Mam taką szczerą nadzieję, iż tradycja wschodniej pobożności zachwyci wielu, poruszy serca, otworzy oczy, abyśmy kiedyś ubogaceni wzajemnie mogli wejść na Ucztę Niebiańską Baranka; czego sobie i  naszym braciom wschodnim życzę.

 

 

 

środa, 8 kwietnia 2015


Zmartwychwstały Chrystus czyni z życia ludzkiego nieustanne święto

św. Atanazy
The Supper at Emmaus - Rembrandt




Łk 24,13-35
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. Zapytał ich: „Cóż takiego?” Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali…  Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.


Poznanie zmartwychwstałego Pana, zawsze dokonuje się przez wiarę. Czasami potrzeba zmierzenia się z daną sytuacją, aby jakaś niewidzialna „zasłona” opadała z oczu, aby móc zobaczyć Jego obecność. Pierwsi uczniowie nie byli neutralnymi świadkami tej prawdy, nie pisali o tym doświadczeniu, jako o czymś, co zaistniało w ich życiu jako fenomen- ale bardziej jako, coś niewyobrażalnego, pozostawiającego intensywny ślad w pamięci i sercu. Kiedy dzisiaj próbujemy jakoś zrozumieć prawdę o zmartwychwstaniu; to nasz rozum ustępuje miejsca sercu- tajemnicy. Zrozumienie tego faktu, wykracza poza wszelkie spekulacje, analogie czy porównania… „Nie mieści się ono w kategoriach zaczerpniętych ze świata naznaczonego znamieniem śmierci. Jest wielkim i niepojętym przełomem w dziejach świata, przekroczeniem granic historii, wypełnieniem czasu, wejściem w nowe życie przyszłego wieku”. To sam Chrystus, na tyle na ile tylko pragnął odsłonić tajemnicę życia, na tyle pozwolił aby ludzkie oczy, uchwyciły największy cud Jego przemienionej obecności. „Ukazania się Zmartwychwstałego uczą paradoksalnej prawdy o Jego trwałej i głębokiej obecności, pomimo zniknięcia i odejścia. Zmartwychwstanie wprowadziło przemianę w sam sposób obecności Chrystusa. Uczniowie wędrujący do Emaus zdołali rozpoznać Pana dopiero w momencie, gdy zniknął im z oczu”. Czasami trzeba przebić się przez niemożność uchwycenia wzrokiem tajemnicy. Przebić się przez ciemność zwątpienia i niewiary, aby po jakimś geście lub słowie, stwierdzić w absolutnej pewności chwili- to jest rzeczywiście Pan ! Świetnie to napięcie uchwycił Rembrandt, obrazując ewangeliczną scenę „Wieczerzy w Emaus”. W drugi dzień świąt na obiedzie u moich bliskich widziałem na ścianie kopię tego obrazu. Ten obraz jest szczególny, bardzo intymny w swojej wypowiedzi. „Rembrandt jest mistrzem psychiki ludzkiej i mistrzem światłocienia… Zredukowanie światła i powiększenie obszarów ciemności, zatopienie w niej kształtów aż do utraty widoczności pewnych fragmentów ma konsekwencje nie tylko optyczno-kompozycyjne, ale też emocjonalno- nastrojowe. Współdziałanie światła i cienia, ich wzajemna gra i walka stanowi potężny czynnik ewokacji psychicznej, kreowania atmosfery niedomówień, mistycyzmu…” Rembrandt zdumiewa nas wielką różnorodnością środków wyrazu. Nakładał z farby gęste, kleiste plamy, gdy chciał przedstawić szczególnie ważne detale poszczególnych elementów od dużej wartości. Dopiero w tak ujętym kontekście, można uchwycić niezwykłość wypowiedzianej pędzlem opowieści o spotkaniu uczniów ze Zmartwychwstałym Panem w czasie kolacji. Urzeka mnie to przedstawienie; ten wypisany spokój na twarzy Chrystusa, piękne duże oczy jakby wpatrzone w każdego człowieka, który będzie próbował dokonywać oglądu estetycznego dzieła. Nie można przejść obojętnie wobec tego spojrzenia, za tym wzrokiem idzie zapewnienie Mistrza- „Jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Artysta wnikliwie studiował twarze ewangelicznych postaci, usiłując odsłonić najbardziej głębokie stany duszy, każdy przelotny odruch psychiczny, tajemnicę wnętrza, którą będzie można zarejestrować wzrokiem na zewnątrz. W twarzy człowieka dostrzegał odbicie jego wnętrza, w najdrobniejszych rysach odnajdywał ślady przeszłości, na tym polegała anamnetyczna, a zarazem symboliczna funkcja sztuki. Stoimy tu wobec transcendentnej i niewyobrażalnej tajemnicy obecności Boga-Człowieka. Za chwilę weźmie w swoje dłonie chleb i dokona rytuału, po którym będzie rozpoznawany, za każdym razem kiedy Kościół będzie przywoływał w misterium miłości, Jego bliskość. Wpatrzeni uczniowie którzy całą drogę opowiadali o wydarzeniach dla nich niepojętych, trudnych- z którymi przyszło im się zmierzyć. To obraz nas samych, przemierzających życie w pośpiechu, opowiadających w rozgoryczeniu o swoich wątpliwościach w wierze, w wiecznie powtarzających się pytaniach, wobec których wcale Bóg nie przechodzi obojętnie, tylko my mamy oczy i uszy, skrępowane nie możnością uchwycenia tak wielkich spraw. Czasami trzeba umieć cierpliwie poczekać, pozwolić aby zmysły nas zawiodły; zdać się na intuicję. Po chwili niewypowiedzianego natężenia, dostrzeżemy, że Ten który u progu dnia z nami zasiadł do stołu, jest Umiłowanym naszej duszy. Taki scenariusz jest jednym z najbardziej możliwych- spotkanie dokonuje się w intensywności naszego zaufania i wiary. Odbija się niczym refleks na naszej twarzy i dźwięczy w uszach, przesłanie wypowiedziane przez św. Jana- tego, który ujrzał i uwierzył. „W tym, kto wyzna, że Jezus jest Synem Boga, Bóg pozostaje, a on w Bogu. My poznaliśmy miłość, którą Bóg ma do nas, i jej zawierzyliśmy. Bóg jest miłością: kto pozostaje w miłości, pozostaje w Bogu, a Bóg w nim” (1J 4,15-16).

wtorek, 7 kwietnia 2015


Od samego początku chrześcijaństwo było głoszeniem radości, tej jedynej możliwej na ziemi radości… Kiedy pozbawia się chrześcijaństwo funkcji obwieszczania  tej radości, staje się ono niezrozumiałe. Tylko jako radość Kościół był zwycięski w świecie i stracił on świat, gdy stracił tą radość, gdy przestał dawać jej świadectwo. Ze wszystkich oskarżeń przeciwko chrześcijaństwo najstarsze wygłosił Nietzsche stwierdzając, iż chrześcijanie nie mają radości… „Nie bójcie się; bo oto opowiadam wam wesele wielkie”- „A oni złożywszy pokłon, wrócili do  Jeruzalem z weselem wielkim…” (Łk 2,10; 24,52). I my musimy odzyskać na powrót poczucie tej wielkiej radości

o. Aleksander Schmemann
J 20,11-18
Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli siedzących, jednego przy głowie, a drugiego przy nogach, w miejscu, gdzie leżało ciało Jezusa. I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi powiedział”.
Żyjemy tajemnicą zmartwychwstania Chrystusa. Każdego dnia liturgia będzie przywoływała obrazy ewangeliczne, w których to ludzie będą doświadczali obecności Pana- który żyje. Chrystofanie – cudowne momenty w których dane było doświadczyć daru Życia. Świadectwa paschalne, nie stanowią tylko przeżyć konkretnych ludzi, którzy w sposób emocjonalny i bardzo indywidualny zderzyli się z tajemnicą obecności Zmartwychwstałego Pana, ale „ukazanie się”, jest nade wszystko osobistym spotkaniem z żywą osobą Chrystusa. Gdzie przez usłyszane słowo następuje rozpoznanie, taki przykładem są słowa skierowane do bliskiej Mistrzowi, kobiecie; „Mario !” Bardzo ważne jest aby nie czynić z byt pochopnej egzegezy tego, zdaje się poruszającego spotkania. Słowa które Chrystus kieruje do Marii Magdaleny, nie należy tłumaczyć, jak to się powszechnie czyni jako „nie dotykaj mnie”- noli me tangere. Tu nie chodzi komunikat w którym zakazuje się czegoś, jakiejś czynności już dokonującej się. „Przestań mnie dotykać”, „nie zatrzymuj mnie”. Maria spontanicznie już dotknęła Jezusa, objęła stopy, podobny gest uczyniły również niewiasty z innych opisów Ewangelii (Mt 28,9). „Nie byłoby zatem sprzeczności pomiędzy tym tekstem a nakazem skierowanym do Tomasza. Być może słowami rychłego „wstąpienia do Ojca” Jezus uprzedza niejako możliwość zarzutu ze strony Marii- „Przecież jeszcze nie wstąpiłeś do Ojca !” - celem zatrzymania Go dłużej przy sobie”. Takim motywem dość ważnym, dla którego Maria nie powinna zatrzymywać Mistrza, nie jest jednak jakiś nowy sposób Jego obecności. Chodzi raczej o przynaglenie do tego, aby jak najprędzej pobiegła i oznajmiła pozostałym o tym cudzie. Pośpiech jest raczej motywacją, ku zaniesieniu dobrej nowiny, tym którzy są zalęknieni i pozbawieni nadziei- tym, którzy są przygnieceni dramatem krzyża. To jest główny imperatyw Jezusa- za pomocą świadków, ma rozbrzmiewać radosna wieść o zwycięstwie życia. To również stanowi przesłanie dla nas, dzisiejszych uczniów Jezusa, abyśmy wyszli na zewnątrz- to znaczy, nie lękali się głosić światu kerygmatu. Nasza postawa stanowi niezwykle ważny element w budowaniu Kościoła. Tak tworzy się wiarygodny wizerunek wspólnoty uczniów, przenikniętych wiarą w Zmartwychwstałego. Każde doświadczenie osobiste, jest jednocześnie eklezjalno-twórczym gwarantem autentycznej obecności Boga.

niedziela, 5 kwietnia 2015


Już za ziemskiej pielgrzymki mamy przechodzić od śmierci do życia. Celem wszelkiej zmiany i zwrotu w życiu człowieka jest przestać być, czym się było, a zacząć być, czym się nie było. Nie obojętna to jednak rzecz, dla kogo się żyje i dla kogo umiera; jest bowiem taka śmierć, co wiedzie do życia, jest też takie życie, które sprowadza śmierć. I nie gdzie indziej, tylko tu, w przemijającej doczesności, jedno z dwojga człowiek sobie gotuje; od tego, jak postępujemy, zależy wieczna zapłata. Trzeba więc umrzeć szatanowi, a żyć w Bogu; wziąć stanowczy rozbrat z wszelką nieprawością, aby powstać do życia sprawiedliwego. Niech zginą stare sprawy, aby nowe mogły się narodzić ! Panem naszym niechaj będzie nie tamten, co stojących przywiódł do upadku, lecz ten, co upadłych podźwignął do chwały”- JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁY !  (św. Leon Wielki)
W tym czasie paschalnej nadziei, jesteśmy zaproszeni do zachwytu nad cudem zmartwychwstania Pana, jak niewiasty które wybrały się pośpiesznie do grobu aby namaścić ciało Chrystusa, a miejsce to okazało się puste. Gdzie jest nasz Pan, umiłowany nasz..., gdzie Go przeniesiono? A po chwili zachwyt, przytulenie, padnięcie do nóg, rytuał miłości, temu musiały towarzyszyć łzy głębokiego wzruszenia. Zobaczyć ogród rozkwitający, w nim pusty grób- niemy świadek zmartwychwstania z którego wytryskuje światło i radość. Chcieć przenieść tę radość kerygmatu dla innych, być odważnym świadkiem tego co, serce pomieścić nie może, a przed czym rozum musi ustąpić. Chrystus Zmartwychwstał, radości moja ! takimi słowami św. Serafin z Sarowa pozdrawiał ludzi spotkanych na drodze. Być człowiekiem którego twarz jest rozpromieniona radością. Dzisiaj Jezus nas spotyka i mówi do naszych serc "Witajcie", więcej nawet: Radujcie się..., niech wasze życie będzie pełne błogosławieństwa i łaski, triumfu życia nad rozpaczą śmierci. Spotkaliśmy Pana On się nam ukazał, to powód do dumy, postawy wyprostowanej i opromienionej blaskiem mocy Zmartwychwstałego Pana.