niedziela, 24 lipca 2016

Łk 11, 1-13
Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»… I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».

Pierwsza rozmową człowieka wierzącego, rozpoczynającą każdy dzień jest cichy, osobisty i bardzo intymny dialog. „Bóg nas budzi przez modlitwę”, a my przypominamy Bogu o tym, że o Nim pamiętamy. Modlitwa chrześcijanina, nie tylko pozwala stanąć w obecności Boga, ale nade wszystko staje się pierwszym, najbardziej naturalnym westchnieniem duszy. Modlitwa ludzi wierzących podtrzymuje świat w istnieniu ! „Modlitwa- pisze M. Sahdona- jest wszechmocna, jak Bóg; panuje na ziemi i trwa w niebie. Modlitwa to Bóg pośród ludzi”. Chrystus uczy swoich uczniów modlitwy, nawet więcej- przykazuje im, że powinni zwracając się Boga, zachowywać jak dzieci. Prostota i ufność dziecka jest wstanie najwięcej dla siebie i innych wyprosić. „Proście, a będzie wam dane…” Modlitwa zawsze jest skuteczna i owocna, nawet wtedy kiedy może męczyć, czy być naznaczona rutyną. Trwać w modlitwie jak dziecko i wołać: Abba ! Tatusiu. Modlitwa, którą pozostawia nam Chrystus jest najpiękniejszą modlitewną narracją zrodzoną z tęsknoty za lepszym światem. „Modlitwa Pańska jest rzeczywiście streszczeniem całej Ewangelii”- powie Tertulian. Każdy w tej modlitwie powinien poszukać siebie- poszukać w roli proszącego i uwielbiającego dziecka. „Modlitwa Pańska jest najdoskonalszą z modlitw… W niej prosimy nie tylko o to, czego możemy słusznie pragnąć, ale także w kolejności, w jakiej należy tego pragnąć. Modlitwa Pańska nie tylko uczy nas prosić, ale także kształtuje wszystkie nasze uczucia” (św. Tomasz z Akwinu). Kierowanie próśb do Boga nie jest rzeczą typową tylko dla chrześcijan. Jest naturalną konsekwencją wiary w osobowego Boga. Objawienie Ewangelii w sposób całkowity potwierdza, że Bóg jest Ojcem. Ale jednocześnie Jezus przynosi nowość, gdyż to przez Niego i w Jego Duchu zostajemy wprowadzeni do tego dialogu, który tylko w Nim i przez Niego jest możliwy. Najpiękniejszym momentem Eucharystii jest czas przygotowania się do przyjęcia Komunii. Po doksologii kapłana rozpoczyna się recytacja lub śpiew Modlitwy Pańskiej. Wezwanie „Ojcze”- Tato- przeistacza ludzie słowo pragnienia w dziecięcą miłość. Towarzyszy temu gest oranta. Zawsze proszę uczestników liturgii, aby wspólnie ze mną podnieśli ręce ku górze. Ten gest nadaje modlitwie wymiar wertykalnego uniesienia; cały człowiek staje się modlitwą. Bóg dotyka wspólnotę wierzących łaską i udziela największy dar: miłość, której nie może w całej pełni udzielić żaden naturalny ojciec. Komunia Miłości ! Po tych słowach można przyjąć Święte Świętych i przyoblec się w Chrystusa. Kończę to rozważanie słowami modlitwy anonimowego chrześcijanina z IV wieku. „Któż jest zdolny wysławiać tajemnice Twojej łaski ? Staliśmy się godni mieć udział w darze. Strzeżmy go aż do końca, abyśmy stali się godnymi usłyszeć błogosławiony, najsłodszy i święty Jego głos mówiący: „Nuże, błogosławieni Ojca, przyjmijcie jako dziedzictwo przygotowane wam królestwo”.

sobota, 23 lipca 2016

Ga 2,19-20
Bracia: Ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

To, co nadaje niepowtarzalny sens mojemu życiu, to świadomość nieustannej bliskości Boga. Nie potrafię tego wytłumaczyć komuś stojącemu z boku; złożyć w klarowny przekaz właściwe słowa, czy przekonać kogoś do skali odczuwanych przeze mnie religijnych emocji. Chyba trzeba to wypowiadać jako wyznanie duszy grzesznika; tylko nabrzmiałe w emocje słowa, mogą nieudolnie do tego uczucia przybliżyć. Strasznie trudno jest opowiadać o intensywności wiary i wbrew pozorom bardzo bliskiej relacji z Chrystusem. „Miłość do Boga, jeżeli ma się ją w sobie, nie jest możliwa do stwierdzenia. Nie jest przedmiotem naszej świadomości. Bo to Bóg w nas kocha Boga, a Bóg nie jest przedmiotem” (S. Weil). Dobrze rozumiem św. Pawła, choć duchowo, nie dorastam Mu do pięt. Grzesznik jestem i już ! Przynależność do Chrystusa sprawia, że moje życie przeistacza się w cudowne doświadczenie wolności; nawet wtedy kiedy inni próbują mnie przekonać, że tak nie jest…. „W Nim poruszamy się i jesteśmy”- powie odważnie Apostoł. Odkrywam te słowa z ciągle nowym dynamizmem. Gdziekolwiek się znajduję, każde nowe miejsce, napotkany człowiek, staje się przestrzenią skracającą dystans do Chrystusa. Lubię to hezychastyczne stwierdzenie: oddychać w każdej chwili Bogiem ! Nawet jeśli wpadnę w wir niepokoju, niepewności, chwilowej destabilizacji, to jestem głęboko przekonany o Jego bliskości. „Jakieś tajemnicze prawo powoduje, że człowiek, który dotyka Boga, w tej właśnie chwili promienieje pięknem…”(D. Solle). Nie wyobrażam sobie życia bez Boga. Podpisuję się całym sobą pod słowami protestanckiego pastora Bonhoffera: „Odkąd Bóg stał się człowiekiem, wszelkie rozważania na temat człowieka- z pominięciem Chrystusa- byłyby bezpłodną abstrakcją… (Człowiek) odchodząc bowiem od Chrystusa, odchodzi od swojej istoty”. Zachowam się niestosownie i niczym duchowy plagiator Pawła, wyznam z drżeniem duszy: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”.

piątek, 22 lipca 2016

J 20,1.11-18
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień od niego odsunięty. Maria stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego w miejscu głowy, a drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!”A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: „Nauczycielu”. Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi po wiedział”.

W liturgii Kościoła przypada dzisiaj Święto św. Marii Magdaleny. Ewangelia przeznaczona na ten dzień jest przeniknięta paschalną nadzieją i radością. Mamy do czynienia z kobietą na wskroś dotkniętą promieniującym z pustego grobu światłem, opromieniającym Zwycięzcę śmierci. Nawrócona grzesznica, ocierająca się o tajemnicę Życia, które eksplodowało niczym wulkan w poranek wielkanocny. Maria Magdalena wzbudziła tyle zainteresowania i sensacji swoim życiem, że historia chrześcijaństwa nadała jej zasłużony przydomek „świętej grzesznicy”. A tradycja Kościoła Wschodniego pójdzie jeszcze dalej, nazywając ją równą i Świętą Apostołom. Pierwsza córa Kościoła, której dane było po zmartwychwstaniu spotkać Chrystusa. Wcale nie było Jej łatwo. Nawet będąc w pełni zrehabilitowaną w oczach Boga, można być podejrzliwie postrzeganą w oczach innych ludzi- a szczególnie pierwotnego Kościoła. Ilu to ludzi do dzisiaj jest zazdrosnych o miłość ? Maria Magdalena, a wraz z Nią uczniowie, stają się „sakramentem” obecności zmartwychwstałego Pana. Usłyszała znajomy głos: Miriam ! Odpowiedziała w entuzjazmie chwili: Rabbuni !- krzyknęła i przypadła Mu do nóg. Nie dotykaj Mnie- przestrzegł ją Jezus. Ale idź oznajmić moim braciom. Maria, oszalała ze szczęścia, ledwie rozumiejąc co się stało, wybiegła pędem z ogrodu i biegła ile tylko sił w nogach. Serce jej biło tak mocno, jakby miało za chwilę wyskoczyć. Wpadała do zabunkrowanych w Wieczerniku uczniów, aby wykrzyczeć im radosną wieść; ale nikt nie potraktował jej poważnie. Wszyscy myśleli, że zwariowała z rozpaczy- wszystko co mówiła przez łzy radości- wydawało im się czczą gadaniną. Dopiero później sami przekonali się, że On naprawdę żyje, a ta której niedowierzali jest wybranym narzędziem łaski. Kiedy na drodze własnego życia spotkała Chrystusa- tylko On stał się dla niej największą wartością, sensem życia; przywrócił Jej nie tylko utracone piękno człowieczeństwa (kobiecości), ale nade wszystko czystość serca. Bruno Forte pisał: „Człowiek czystego serca żyje w obecności Bożej i Bóg żyje w nim, w otchłaniach jego duszy nasyconej światłem, pięknem, miłością.” Jawnogrzesznica porzuciła dawne grzeszne życie- mamy tu do czynienia z antropologią nawrócenia, tak bliską doświadczeniom każdego człowieka- każdego z nas. Od tej pory będzie spoglądać w niebo jak na obrazie Reni Guido i smakować się miłosnym spojrzeniem Chrystusa. Wpatrując się w osobę św. Marii Magdaleny możemy postawić sobie mnóstwo pytań, tych wypieranych, niechcianych- ulokowanych na peryferiach naszej duszy. Zapytam za o. H. Nouwenem: „Do kogo należymy ? To najistotniejsze pytania dotyczące życia duchowego. Czy należymy do świata i jego trudów, jego ludzi i nie kończącego się łańcucha spraw pilnych i naglących, czy też należymy do Boga i Ludu Bożego ? Nie jest to pytanie tak trudne, by nie można było na nie odpowiedzieć. Nasze milieu- ludzie i wydarzenia, które omawiamy i nad którymi bolejemy, którymi się cieszymy i za które jesteśmy wdzięczni- pokazuje wyraźnie, do kogo rzeczywiście należymy, Tragedią jest, że dla większości z nas to milieu jest dalekie od Bożego milieu”. Maria Magdalena wierzyła, kochała i należała do Chrystusa- Piękny Kwiat Kościoła. A Ty ?

czwartek, 21 lipca 2016

Mt 13, 10-17
Uczniowie przystąpili do Jezusa i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją… Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli».

Obok różnorodnych sposobów interpretowania Ewangelii, istnieje miejsce dla historii Boga wyrażonej, czy wypowiedzianej na sposób obrazu. Tu nie chodzi tylko o jakiś sztucznie poszukiwany chrystomorfizm w sztuce, ale nieustanne powracanie do źródła, którym jest Chrystus. On prawdziwie odsłania swoje oblicze i sprawia, że ludzka percepcja może przybliżyć się do tajemnicy Jego Osoby. Nie mamy tu do czynienia z obrazem-metaforą, ale rzeczywistością realną- postrzegalną cieleśnie. „Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą…” Szczęśliwe, ponieważ widzą Oblicze Najświętszego- Wcielonego Boga. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie ?” (J 14,8-10). Mamy tu do czynienia z chrystologią opowiedzianą na sposób ikoniczny: widzieć, zobaczyć, uchwycić, zatrzymać wzrok na Kimś wyjątkowym. Cała paleta odgałęzień postrzegania. Spojrzenie w twarz i oczy Chrystusa, to chyba największe marzenie człowieka wierzącego. Zdaje się, że miał rację antyczny poeta Horacy, kiedy przekonywał o większej sile malarstwa, niż słowa: „to, co przekazujemy za pośrednictwem uszu, działa na duszę o wiele wolniej niż to, co stawiamy przed oczami wiernych”. Siła oddziaływania obrazu jest o wiele większa, niż najpiękniej sformułowane słowa- wydrukowane w pięknie wydanych książkach. Mamy więc do czynienia z „boską ikonosferą” w której, nie tyle reprodukuje się obrazy Boga- Człowieka, a raczej dociera się do faktu, że On Nieogarniony pozwolił się zwizualizować. Przez wieki historii próbowano chrześcijaństwo pozbawić ikonicznych korzeni wiary (ikonoklazm, protestantyzm z obsesyjną negacją obrazu, wrogie ideologie…). A przecież chrześcijaństwo, to w całej rozciągłości i głębi- religia Słowa i Obrazu, przez które dokonuje się transfer duchowych darów i permanentna Teofania. Tak jak nie możemy pozbawić naszego wzroku widzenia, tak również na płaszczyźnie duchowego oglądu rzeczywistości, nie możemy pozbawić siebie kontemplatywnego poszukiwania Oblicza Boga. „Ukazanie się Boga nadaje barwę rzeczom”- pisał Exupery. A cóż dopiero dokonuje się w ludziach ? „Gdy ukaże się Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3,4). Możemy prześledzić kompleksowo całą sztukę chrześcijaństwa- zachodu i wschodu: od malowideł katakumbowych, przez splendor bizantyjskich mozaik, twórczość Leonarda, Michała Anioła, Caravaggia i na powrót wracając do ruskiej ikony. Nie wspomnę już o sztuce współczesnej próbującej scalić doświadczenia wieków i próbując wystrzelić w kulturze moderny, z czymś zupełnie nowym. Jednak najbliższa jest mi sztuka ikony. Jest w tym rodzaju sztuki, nie tylko dogmatyczna wierność tradycji teologicznej, ale święta powściągliwość, peryferyjność, odniesienie do kanonów, a nade wszystko skierowanie wzroku ku Królestwu Bożemu. Status i rozumienie tworzenia przez artystę jest zupełnie inne, niż zachodnich malarzy- pozbawione pokusy eksponowania siebie i salonowej rywalizacji. Zachodnie malarstwo często mnie rozprasza i rozczarowuje silnym natężeniem pierwiastka ludzkiego. Ikona jest zupełne innego formatu…, otwiera przestrzenie duszy. Boska i pokorna sztuka- zrodzona z modlitwy i liturgii, prostoty serca oraz oszałamiającego zachwytu. Kiedy człowiek spokojnie modli się przed ikonami w pewnym momencie one same zaczynają mówić. Postać Chrystusa z ikony przeszywa nas wzrokiem; nie można tak łatwo odwrócić wzroku w innym kierunku. Człowiek czuje się wziętym w posiadanie. „Ikona przypomina, że chrześcijaństwo jest „religią twarzy”. Być chrześcijaninem znaczy bowiem odkryć objawiające się nam w najstraszniejszym strapieniu na zawsze żywe i miłujące oblicze, oblicze Chrystusa. W Chrystusie zaś oblicze Matki Bożej i wszystkich grzeszników, którzy pragną, by zostało im przebaczone: żadne z tych spojrzeń nie osądza, wszystkie są przyjmowaniem” (O. Clement). To od nas zależy w jaki punkt będą się wpatrywały nasze oczy. Warto sobie uświadomić, że jesteśmy zaproszeni do modlitwy wzroku- wiara rodzi się ze słuchania, jak również z widzenia piękna Boga.

środa, 20 lipca 2016

Mt 13, 1-9
Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!»

Locus theologicus przypowieści jest próbą orientacji myślenia uczniów i zgromadzonych tłumów na rzeczywistość Królestwa Bożego. To, co jest nieuchwytne, zakryte, trudne do uchwycenia, czy zrozumienia- zostaje przez Chrystusa przetransponowane na barwny język rolniczego środowiska Galilei. Nie trzeba być fellahem, żeby zrozumieć wielowarstwowy sens opowieści. Słuchacze Chrystusa połykali każde słowo, ponieważ odzwierciedlało ich codzienny trud życia. Siewca wyszedł siać- prozaiczna czynność rolnika, często naznaczona niepowodzeniem i nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak: zmiana klimatu, nieurodzajna gleba, niszczycielskie działanie innych ludzi, dzikie zwierzęta, czy ptaki wydziobujące ziarna. Larange pisał, że w Palestynie można zobaczyć „chmary wróbli, które podążają za siewcą i chwytają ziarno, zanim wpadnie ono w ziemię”. Rolnik niesie ziarno w „worku zawieszonym na plecach lub na szyi, albo w torbie utworzonej przez podniesione poły ubrania” (H. Kahlefeld). Jaki zatem jest ukryty sens przypowieści ? Doskonale wiemy, że nie chodzi o zwyczajny opis pracy rolnika. Chrystus mówi nam, że królestwo jest zasiewem, a On sam jest siewcą. Misją Boga-człowieka jest sianie, po to aby rozkwitnął nowy świat Boga. Aby ziarno wydało urodzajny plon. „Stojący na brzegu ludzie odkrywają w końcu, że to oni są ziemią, na którą pada ziarno. Uczniowie zaś dowiadują się, że aby „łowić ludzi” trzeba siać !” Bóg hojnie zasiewa, mając nadzieję że cały plon wzejdzie. Zasiewa nawet tam, gdzie zwyczajnie inny rolnik nie odważyłby się zasiać- stwierdzając, iż to marnotrawienie ziarna i czasu. Nabiera pełne garście i rozrzuca tam gdzie popadnie. Siewca nie jest marnotrawcą, doskonale wie, że miłość raz ofiarowana kiedyś zostanie zwrócona. On daje siebie bez ograniczeń- taka postawa określa limes Jego Królestwa Miłości i Pokoju. Ziarno można rozumieć na kilka sposobów jako symbol: nasienia nowej rzeczywistości, oraz zmartwychwstania. Ziarnem jest słowo Boże. Stąd też ziarnem są nazwani „synowie tego Królestwa” (Mt 13,38). Ziarno to Chrystus zasiany w błogosławionym łonie Najświętszej Dziewicy- Misterium Obecności. Wcielony Bóg „rozkwitający” w historii świata. Ziarno to również zapowiedź eucharystycznej obecności Pana w centrum liturgicznej wspólnoty Kościoła. Zmielone ziarno staje się materią uświęcenia i przebóstwienia świata. „Jak bowiem chleb pochodzący z ziemi, skoro tylko otrzyma wezwanie Boga, nie jest już zwyczajnym chlebem, lecz Eucharystią złożoną z dwóch rzeczy, ziemskiej i niebieskiej- tak nasze ciała, uczestniczące w Eucharystii, nie podlegają już skażeniu, ponieważ mają nadzieję zmartwychwstania”- objaśniał przyjmującym sakrament św. Jan Damasceński. Najbardziej aktualnym przesłaniem dla nas jest świadomość tego, że również każdy z nas jest zasianym ziarnem. Bóg jest cierpliwym fellahem, będzie czekał na nasz plon, rzecz jasna na miarę naszych możliwości.

wtorek, 19 lipca 2016

Mt 12, 46-50
Gdy Jezus przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim rozmawiać. Ktoś rzekł do Niego: «Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą pomówić z Tobą». Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».

Z pewnością można ten fragment Ewangelii interpretować z pozycji kogoś, kto stoi na zewnątrz lub jest w środku. Te dwie perspektywy postrzegania mogą być zbieżne lub okazać się paradoksalnie spójne. Można widzieć sytuację oczami Maryi i krewnych Chrystusa, lub wewnętrznie się irytować, ponieważ bliscy Nauczyciela stoją w kolejce na „audiencję”. Maryja jest na zewnątrz, ale tak naprawdę jest najbliżej swojego ukochanego Syna. W kontekście tych dwóch osób, przypominają mi się słowa symbolicznego dialogu z powieści Pasternaka. „Każdy z nas jest w innej sytuacji, rozumiesz ? Tobie skrzydła dane są po to, byś ulatywał na nich w obłoki, a mnie kobiecie, po to, by przypaść do ziemi i skrzydłami słaniać pisklę przed niebezpieczeństwem”. Ten dialog Lary z Żywago pokazuje jakże odrębne role mężczyzny i kobiety. Można w tym wyznaniu znaleźć jakąś duchową tożsamość i ewangeliczną parabolę. Chrystus jest tym, który próbuje swoich słuchaczy wznieść ku górze, a Jego Matka otula miłością i trzyma kurczowo przy sobie. Trzeba mieć ogromną wrażliwość, aby to pojąć, zrozumieć, scalić wewnętrznie. Maryja doskonale rozumie Jego intencje i z wielką łatwością odczytuje te najbardziej niewypowiedziane myśli. To wszystko ma jeden cel- ukształtowanie człowieka wiary. Zachowanie Chrystusa i cierpliwa postawa Maryi pokazują jedno- aby realizować wolę Ojca, trzeba nauczyć się czekania, bycia cierpliwym, pozostawania na zewnątrz przez nieokreśloną chwilę. „Chrystus należy do tych, którzy mają pokorne mniemanie o sobie, nie zaś do tych, którzy wynoszą się ponad wspólnotę”( św. Klemens Rzymski). Bratem i siostrą Jezusa jest ten, który potrafi przyjąć w całej pełni i prostocie serca depozyt Ewangelii. Bowiem w przepowiadaniu Słowa urzeczywistnia się obecność Chrystusa wszędzie tam, gdzie następuje głoszenie pełne duchowej wolności i dyspozycyjności. Braćmi są ci, którzy przyjmują Słowo Życia i zamieniają je w czyn. W ludziach na zewnątrz i wewnątrz możemy dostrzec oblicze Kościoła, który jest posłany aby ewangelizować- tzn. obwieszczać zbawcze misterium Chrystusa. Mogą to zadanie podjąć tylko ludzie nieprzeciętni, genialni, pozbawieni lęku, przeniknięci wyobraźnią, jednocześnie niezwykle zwyczajni- tylko tacy mogą być największymi szaleńcami ducha. Nasza codzienność potrzebuje takich świadków, których słowa będą naprawiały zepsuty świat, podnosiły ku górze, ukazywały sens i całkiem nowe horyzonty myślenia. „Wielkim nieszczęściem, wielką biedą naszego czasu nie jest to, że istnieją bezbożni, lecz że są przeciętni chrześcijanie”- pisał ze smutkiem Bernanos. Będąc uczniem Chrystusa nie można pozostać w miejscu, trzeba wyjść, aby wobec drugiego człowieka być bratem, siostrą, matką- ikoną Kościoła zatroskanego o przybliżenie Królestwa Bożego.  

poniedziałek, 18 lipca 2016

Mt 12, 38-42
Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Chcemy zobaczyć jakiś znak ! To przewrotne pytanie, ale nie jest adresowane tylko do Chrystusa. To pytanie dotyka każdego z nas, jest zwróceniem się do wspólnoty Kościoła, aby pokazała swoje prawdziwe oblicze. Tylko nawrócona wspólnota uczniów, która rozpoznała zmartwychwstałego Pana, może w całej pełni zmierzyć się z tym pytaniem i udzielić na nie wyczerpującej odpowiedzi. To trudne wyzwanie wymaga zdarcia pozorów, narosłych wyobrażeń, wszelkich ozdobników, które mogą zafałszowywać twarz chrześcijaństwa. „W życiu codziennym oblicze Kościoła nie jaśnieje takim blaskiem, jakim powinno promieniować. Staje się często obliczem, w którym trudno rozpoznać twarz Zmartwychwstałego. Przesłania ludziom Boga i zaciera sens Chrystusowego zmartwychwstania” (W. Hryniewicz). Wtedy mamy do czynienia z zniekształconym obliczem, skrzętnie ukrywającym prawdziwą kondycję wspólnoty wierzących. Jak pisał J. Klinger: „Wygląd całego Kościoła w ciągu wieków może być również zniekształcony i być jakby kamieniem obrazy dla tych, którzy wątpią”. Znamiona grzechu i nieprawości jeszcze mocniej stają się widoczne w życiu wierzących; trwanie w permanentnym stanie doskonałości może rodzi frustracje i przygnębienie, a każdy przeciętny obserwator z zewnątrz będzie czekał na jakieś uchybienie, upadek, czy zgorszenie, aby szybko opowiedzieć o chrześcijanach jako pozerach moralności. Wielu niewierzących, czy sceptycznie nastawionych krytykantów chrześcijaństwa nie potrafi zrozumieć, że prawdziwym znakiem świętości Kościoła jest osoba Chrystusa Zmartwychwstałego. Grzechy wierzących ludzi, nie mogą być stemplem, który automatycznie opieczętowuje wszystkich i wszystko. Grzechy nie dyskwalifikują, ale motywują do jeszcze większej i wytężonej walki duchowej. „Kościół nieskalany, który tworzą skalani grzechem ludzie”- jak mówił św. Ambroży. Wielkość chrześcijaństwa mierzy się wiernością wobec Chrystusa- Jonasza, który zwycięski wyszedł z paszczy ziemi. W Nim został unicestwiony grzech i paraliżujący lęk, gdzie śmierć została raz na zawsze zwyciężona, a wszelka łza niepewności i smutku jest otarta z ludzkich oczu. Syn Człowieczy był trzy dni i trzy noce w łonie ziemi- to symbol przejścia Zwycięscy przez ramiona śmierci. Najpełniej oddaje to ikona „Zstąpienia do piekieł”. „Żyjący, który dzierży klucze śmierci i otchłani”. Otacza Go mandorla, świetlista aureola ciała uwielbionego. W lewej ręce trzyma zwój, ogłoszenie zmartwychwstania tym, którzy są w piekłach; „moją prawą ręką udzieliłem im chrztu życia”. Stopami depcze połamane bramy piekieł” (P. Evdokimov). W ślad za ikonografią podążają apokryficzne teksty, niosące paschalną nadzieję zwycięstwa: „ I Pan wyciągnął rękę, uczynił znak krzyża nad Adamem i wszystkimi świętymi i trzymając prawą rękę Adama  wyszedł z piekieł, a wszyscy święci szli za Nim”. „Znak Jonasza” to największe przesłanie miłości oraz triumfu życia nad rozpaczą śmierci. Jeśli chrześcijanie szukają siły do dawania świadectwa światu, powinni kontemplować to zwycięstwo; ponieważ każdy z wierzących jest wyposażony w atrybuty chwały, którymi przyodziany był największy wojownik Chrystus. On jest kimś większym niż Jonasz !