wtorek, 11 października 2016


Piękno powstaje, kiedy materia świata przyjmuje moc, siłę, światło komunii. Kiedy człowiek chce wyrazić miłość, jaką odczuwa do drugiego, przyjaźń, która łączy go z innym, i bierze jakąś rzeczywistość świata, aby uczynić z niej dar dla tej osoby, materia przemienia. To działanie, które jest samo w sobie oddziaływaniem artystycznym na materię świata, uczestniczy w działaniu Boga na materię świata w sakramencie. Tłem, na którym należy pojmować twórczość artystyczną, jest zatem Eucharystia, w której materia świata, dzięki pracy człowieka i zstąpieniu Ducha, staje się otwarta na przyjęcie Chrystusa.

Ivan Rupnik

poniedziałek, 10 października 2016


Łk 11, 29-32
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz».
W najstarszych przykładach plastyki chrześcijańskiej spotykamy przedstawienia biblijnej postaci Jonasza. Malowidła katakumbowe, sarkofagi i odnalezione przez archeologów figurki ukazujące postać starotestamentalnego Proroka, stały się wszechstronnie eksplorowanym materiałem do zilustrowania chrześcijańskiej doktryny wiary i światopoglądu pierwszych wyznawców- nadzieja na  wybawienie i zwycięstwo życia nad śmiercią. Ewangeliści przytaczają słowa Chrystusa, który mówi o „znaku Jonasza” jakim ma być dla Żydów Jego zmartwychwstanie po trzech dniach i trzech nocach pobytu w łonie ziemi. Chrystus wskazuje, iż Jego słuchacze zdają się być ślepymi na znaki czasu i porównuje ich do zatwardziałych Niniwitów, których wzywał do nawrócenia Jonasz. Patrystyczna literatura pierwszych wieków Kościoła przywołuje przykład Jonasza chcąc wskazać na prawdziwość dogmatu o zmartwychwstaniu ciał, budując tym samym polemikę z wyznawcami judaizmu i rosnącymi w siłę herezjami. Wnętrze ryby jest obrazem „przepastnej otchłani” (Ps 69,15). Być „połkniętym przez rybę” znaczyło- przekroczyć próg wieczności. Widzimy tu paralelę z ikonograficznym tematem Zstąpienia Chrystusa do Otchłani, które „jest nierozerwalnie związane ze zbawieniem. Skoro Adam umarł, poniżenie Zbawiciela, który przyjął jego naturę, musiało sięgnąć tej samej głębi, do której zstąpił Adam. Innym słowy, zstąpienie do Otchłani obrazuje kres poniżenia Chrystusa i jednocześnie objawia początek Jego chwały…” (L. Uspieński). Poza wątkiem paschalnym związanym z postacią proroka, możemy również dostrzec silny element soteriologiczny- „Jonasz został zaliczony do paradygmatów ocalenia i wiecznej szczęśliwości.” Wyrażają to przeniknięte teologiczną głębią teksty liturgiczne: „Zstąpiłeś w otchłań ziemi, skruszyłeś wieczne wrota i uwięzionych tam, Chryste, uwolniłeś, i po trzech dniach, jak prorok Jonasz z wnętrza ryby, wyszedłeś z grobu”.     

sobota, 8 października 2016

Ga 3, 27-29
Wszyscy bowiem przez wiarę jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą.
Apostoł wskazuje na wymiar usynowienia, który dokonuje się w wierzących przez Chrystusa. Wiara i Chrzest- czynią z grzesznego człowieka nowe istnienie, zapoczątkowują paschalny wymiar egzystencji. Człowiek który do tej pory jawił się jaki byt podzielony, rozdarty przez namiętności, niepogodzony z własnym losem, w Chrystusie i przez Chrystusa odkrywa nowy- dynamiczny sens istnienia. Tragiczna samotność i dezorientacja człowieka, skupionego na lęku przed cierpieniem i śmiercią, zostaje wypełniona obecnością Tego, który przeszedł przez śmierć i pokruszył jej moce. „Człowiek jest skazany na sens”- pisał Merleau- Ponty, dopowiem- na wzbicie się ponad własne człowieczeństwo i bezsilność- odkrywając zakryty do tej pory horyzont Królestwa Bożego. Ewangelia- Dobra Nowina zwiastuje szczęście z odnalezionego zbawienia: „stare rzeczy przeminęły, oto wszystko stało się nowe”, ponieważ człowiek „w Chrystusie jest nowym stworzeniem” (2Kor 2,17). W starożytnej katechezie chrzcielnej biskup Werony Zenon wołał do katechumenów: „Radujcie się w Chrystusie, moi bracia i wszyscy ożywieni gorliwym pragnieniem, pośpiesznie przyjmijcie niebiańskie dary. Zdrój, w którym rodzimy się do życia wiecznego, już was zaprasza zbawiennym ciepłem. Nasza matka gorąco pragnie wydać was na świat; jednak nie jest ona wcale poddana prawu, jakie rządziło połogiem naszych matek. Wasze matki jęczały w bólach rodzenia. Ale matka niebiańska, radosna, wydaje na świat radosnych; wolna wydaje was na świat wyzwolonych z więzów grzechu”. Mamy to szczególne zaproszenie do chrztu i odkrycia wiary odnawiającej oraz będącej źródłem szczęścia. Od momentu wejścia w sakramentalne źródło życia, świętość staje się charakterystyczną cechą Kościoła. Przyobleczenie w Chrystusa, staje się trudną do drogą naśladowania i odkrywania doskonałości w tych wszystkich ludziach, którym się udało zrealizować ideał ewangelicznej doskonałości; pomimo walki z ciałem i światem. Oni się nie zniechęcili, przeniknięci światłem łaski- wpatrzeni w Chrystusa przekroczyli swoje człowieczeństwo, stając się napełnionymi Bogiem. „Twoje światło o Chryste lśni na twarzach Twoich świętych”.

czwartek, 6 października 2016


Ga 3, 1-5

O, nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy z powodu posłuszeństwa wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, czyni to dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy też z powodu posłuszeństwa wierze?

Paweł Apostoł w swojej katechezie przypomina chrześcijanom o konieczności orientacji swojego życia ku Chrystusowi. Istnieje tylko jedna prawda i jeden obraz w którym należy się „przeglądać”- to nakreślony obraz Chrystusa Ukrzyżowanego. Krzyż jest gwarantem właściwego postępowania, z niego bowiem wypływa dla chrześcijanina Miłość- Duch Święty. Wierzący uzdolniony mądrością krzyża, będzie potrafił właściwie postępować i oceniać rozsądnie różne sytuacje życiowe. Postępować w Duchu jest równoznaczne z podążaniem po śladach Jezusa. Jednak życie w Duchu może być osiągnięte jedynie przez tajemnicę Krzyża, nie ma innej drogi. Wszelkie inne obierane ścieżki są utopią. Wspólnota wierzących nieodzwierciedlająca kształtu krzyża, będzie stanowiła zlepek indywiduów kierujących się swoją własną wizją i realizującą swoje własne, często sprzeczne z duchem Ewangelii potrzeby. Krzyż musi być zawsze punktem odniesienia, ogniskując na sobie spojrzenie zjednoczonej w miłości brata wspólnoty Kościoła. Dla chrześcijan wszystkich wieków, bez względu na kontekst kulturowy czy geograficzny, krzyż był, jest i będzie punktem odniesienia- spoiwem ortodoksji. „Wierzący wyśpiewywali jego chwałę, wywyższali jego symbol, wysławiali pochodzące odeń dobra- pisał Allen Leonard. Ale równocześnie bardzo często zapominali o związanym z krzyżem skandalu. Otaczali czcią jego symbol, jednak unikali jego dyscypliny. Wielbili jego błogosławieństwa, starając się zarazem pozbyć jego ciężaru. Krzyż zawsze wywoływał jakieś głębokie uczucie dyskomfortu, obrażał ludzką dumę i osiągnięcia, znieważał ludzkie poleganie wyłącznie na sobie. Dlatego chrześcijanie, wyznając ważność Jezusowej śmierci za nas, byli jednocześnie kuszeni na różne sposoby, by przekształcić radykalny przekaz krzyża w nauczanie jakoś bardziej dostosowane do możliwości ludzkiego rozumu, ludzkiej wrażliwości i wymagań”. W kulturze wszechobecnego indywidualizmu i pychy, można stracić z przed oczu Znak największej wolności. „Krzyż pokazuje nam, że Bóg zdecydował się wypełnić swoją wolę mocą cierpiącej miłości”. A co się dzieje z nami. Czy z horyzontu naszego wzroku zniknął najważniejszy punkt odniesienia ? Próbował na to pytanie udzielić odpowiedzi wielki teolog Balthasar: „W chrześcijaństwie człowiek wierzący, który głosi swoją prawdę i daje świadectwo, może dotrzeć zawsze tylko tam, gdzie rzeczywistość tego, co zaświadcza, już jest prawdziwa. Chrystus umarł za wszystkich braci i zmartwychwstał, egzystencja ich wszystkich jest dotknięta przez to wydarzenie… Tylko ten, kto jest posłuszny Kościołowi, ma pewność, że w swoim posłuszeństwie wobec Chrystusa nie idzie za swoją własną przemądrzałością”.

środa, 5 października 2016


Łk 11, 1-4
Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».
Wielokrotnie na stronie mojego bloga w lapidarnych tekstach przybliżałem się do zrozumienia treści Modlitwy Pańskiej. Przez całe wieki historii Kościoła, ten tekst był komentowany i pochylały się nad nim całe rzesze myślicieli chrześcijańskich. Ojcowie pierwszych wieków, nie tylko często modlili się słowami Chrystusa pozostawionymi apostołom, ale również o nich pisali i dyskutowali wyłuskując duchowe perełki. Modlitwa do Ojca nigdy nie straciła swojej aktualności pomimo nawarstwienia wielu innych, często równie ujmujących modlitw. W tej modlitwie zawiera się życie człowieka opromienionego tęsknotą za ojcowskim spojrzeniem Boga. W niepowtarzalny sposób ujmuje ona nowe życie, które stało się naszym udziałem dzięki Synowi Bożemu. Jedynie ten, który otrzymał ducha synostwa, może mówić razem z Synem: Abba, kochany Ojcze ! Już najstarszy tekst zrodzony w łonie wspólnoty młodego Kościoła pt. Didache, wskazuje na niezwykłą wartość Modlitwy Pańskiej i pokazuje wyraźnie, że trzykrotnie odmawiana przez chrześcijan modlitwa, stanowiła jakby zawias spinający ich egzystencję z życiem duchowym. „Kto miłuje Boga- pisze Ewagriusz- nieustannie przebywa z Nim jak z Ojcem”. Przy samym chrzcie, a potem w ramach Eucharystii każdy wierzący będzie się nią posługiwał jak najdoskonalszą formą wzniesienia swego serca ku Bogu. „Kiedy Jezus objawia tożsamość Ojca i Boga, umieszcza to objawienie w innej tajemnicy, którą tradycyjne formuły zamykają w dwóch kierunkach ruchu: pierwszy jest zstępujący: całe dobro pochodzi od Ojca przez Syna w Duchu Świętym; drugi jest wstępujący: my wznosimy się w Duchu Świętym przez Syna aż do Ojca” (T. Spidlik). Przez modlitwę wchodzimy duchowo do świątyni, którą jest misterium Trójcy Świętej- „środowiska”  w którym dokonuje się odwieczna wymiana darów. W Chrystusie naszym nauczycielu Bóg nieustannie przemawia do ludzi i przez Niego głos poszczególnego człowieka wznosi się do Boga, stając się częścią miłosnego dialogu pomiędzy Ojcem a Jego Słowem. „Ojcze nasz jest spojrzeniem na samego Boga, wielkim płomieniem miłości. Dusza roztapia się w nim i pogrąża w świętym miłowaniu oraz ufnie, ze szczególną i pobożną czułością, rozmawia z Bogiem jak ze swoim Ojcem.”( Jan Kasjan). Modlitwa Pańska odnawia w nas ufność dziecka i uświadamia, że nasze życie złożone w dłoniach Boga będzie wypełnione łaską i miłością. Pozostaje nam w ciszy naszego domu wznieść serce i dłonie ku górze, wymawiając słowa największego miłosnego wyznania: „Abba- Ojcze”.

wtorek, 4 października 2016


Łk 10, 38-42
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
Chyba bardziej do mnie przemawia postawa Marii, jakby fizycznie „zastygłej” w swojej postawie ciała i zasłuchanej w słowach Chrystusa. Ten obraz jest bardzo prosty w swojej konstrukcji, a jednocześnie stanowi wyczerpujący komentarz do tego w jaki sposób stawać przed Bogiem. Modlitwa zrodzona z kontemplacji na miarę każdego wierzącego. Nie można również pominąć zabieganej i zatroskanej o wszystko Marty. Tyle tylko że aktywność Marty jest pewną codziennością wielu ludzi- dynamiczna troska o właściwy profil życia duchowego, codzienna gonitwa wypełniona modlitwą zagłuszaną przez zgiełk świata. Dystans Marii jakoś mnie fascynuje; jej prostota i łatwość wyłączenia się z tego, co na zewnątrz. „Modlitwa jest również twórczością- rodzi się nie w wielomówności, a w głębokiej ciszy, w skupionym i pobożnym milczeniu… Serce, umysł, uczucia powinny „zaniemówić”, słowa i dźwięki opaść na dno”(H. Ałfiejew). Nie chodzi tu o pasywność czy całkowite wyzbycie się aktywności, wręcz przeciwnie- wzlot ku Bogu, który zakłada receptywność- pozwolenie na przybliżenie się Bogu. „Całe nieszczęście człowieka wynika z tego, że nie potrafi przebywać w spokoju w swoim własnym pokoju”- pisał Pascal. Brak wyciszenia powinno się w dzisiejszym świecie zakwalifikować jako jednostkę chorobową dezintegrującą człowieka. Życie z Bogiem i w Bogu rozpoczyna się wtedy kiedy milkną słowa i człowiek jest zdolny do miłosnego spojrzenia. Życie naznaczone mnóstwem niepotrzebnych spraw i zajęć, zabija w nas umiejętność wchodzenia w głębię własnego serca. Wzrok i serce Marii siedzącej u stóp Mistrza nie było niczym zmącone, wszystko przenikało szczęście tak intensywne, że nawet prośby Marty pozostawały gdzieś bardzo daleko. Jej dusza była niczym piórko tańczące na wietrze. Ewagriusz z Pontu wielki znawca życia duchowego pisał o takim stanie: „Duchowe uniesienie jest dziękczynieniem czystego umysłu za dobra, jakie stały się udziałem dzięki Bogu”. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest zachwyt, piękno i potęga miłości przelewającej się przez serce niczym ogromna morska fala. Trwać przed Panem !

niedziela, 2 października 2016

Łk 17, 5-10
Apostołowie prosili Pana: „Przymnóż nam wiary”. Pan rzekł: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna…
Prośba apostołów skierowana o pomnożenie wiary- umocnienie, wiele razy zaprzątała moje myśli. Nawet uczniowie którzy byli tak blisko Mistrza z Nazaretu, nie byli wolni od zwątpienia, niepewności, czy chwilowego ostygnięcia w wierze. Być może nie potrafili do końca powierzyć się Jezusowi. Sam się z tym niejednokrotnie zmagam. „Człowiek w obliczu nocy czuje się niepełny w swoim człowieczeństwie. Widzi ciemność i odczuwa swą ułomność” (W. Hugo). Kiedy przychodziły sytuacje, które nadwyrężały duchowe siły apostołów i powodowały bezsilność, załamywali ręce i biegli do Chrystusa po wsparcie: „Przymnóż nam wiary”. Każdy z nas na jakimś etapie życia dochodzi do momentu w którym trzeba zawołać: dodaj mi sił…, wzmocnij moje serce…, usuń paraliżujący lęk… ratuj bo tonę ! „Odpowiedź Jezusa jest niepokojąca. Jeśli wystarczy wiara tak mała jak ziarnko gorczycy, aby wykorzenić drzewo i przesadzić je w morze, oznacza to, że przyjaciele Jezusa nie potrzebują swojego zapasu wiary, lecz po prostu potrzebują wiary”. To właśnie jej im brakuje. Jest w nich jeszcze zbyt słaba. Boją się przyznać do zwątpienia i spadku temperatury duszy. Wiara jest bezgranicznym zaufaniem Jezusowi. Często nie potrzebuje pytań, dywagacji, zamyśleń teologicznych… Wiara to całkowite powierzenie siebie, bez własnego awaryjnego wyjścia. „Wiara jest drogą pewną. Niesie jednak ze sobą ryzyko. Jak to mówią: jeśli nie rzucisz karty, nigdy nie zaczniesz gry… Nie mamy innej drogi oprócz Chrystusa”. Bo On jest Słowem, prawdziwą Światłością, Życiem wszelkiego życia i nadzieją na przezwyciężenie najbardziej nieprzewidzianych trudności. „Ten Umarły- Żyjący pozostaje w centrum wszystkiego. Z upodobaniem spoglądam, jak dowód Jego miłości rozbłyska w tysiącu istnień ludzkich. On nie musi się ukazać. Widzę, że żyje i że żyje na swój wszechobecny sposób: przemawiając we wszystkim, działając i żyjąc we wszystkich. To pewne, że trzeba wiele wiary w człowieku, by wierzyć w takiego Boga. Boga, przyjaciela ludzi, który posunął się tak daleko, że stał się człowiekiem, aby uczynić nas Bogiem” (P.M. Delfieux). Dzisiejsza Ewangelia podpowiada nam jedno- dla tego, który wierzy, wszystko może okazać się prostsze; a nade wszystko skraca drogę do zaistnienia nieprawdopodobnych zdarzeń, które można śmiało określić cudami. Wiara „przenosi góry”, „przesadza drzewa”, „rozkrusza najtwardsze serca”, „burzy mury izolacji”- pozwala dostrzec obecność Boga.