środa, 9 listopada 2016


1 Kor 3.9b-11.16-17
Bracia: Jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten - który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście.
Można z całą pewnością powiedzieć, iż Bóg potrzebuje przestrzeni, aby móc manifestować swoją wielkość i chwałę. On „zdobi się wspaniałością i przyodziewa się w piękno”. Człowiek zaczarowany tym pięknem staje naprzeciw- uchyla kotarę i próbuje przebić się wzrokiem ku Niepoznawalnemu. Wchodząc do świątyni, chce być blisko- przekraczając własną egzystencję- wchodząc w życie Boga, aby śledzić każdy Jego ruch, gest, słowo. Ciało Chrystusa jako zjednoczenie wiernych, które rodzi się przez chrzest i działanie Ducha Świętego. Grzegorz z Nazjanzu wyjaśnia sens przynależności do Chrystusa i fakt największego uprzywilejowania jaki stał się udziałem człowieka, „że wszyscy staliśmy się jednością w Chrystusie, który staje się całkowicie wszystkim dlatego, że jest w nas”. W człowieku dokonuje się objawienie żywego Boga. Serce staje się naczyniem łaski- tabernakulum- miejsce przebywania Najświętszego. Od momentu kiedy Duch Święty przeszedł w powiewie ognia przez wnętrza uczniów zalęknionych w Wieczerniku, rozpoczęło się permanentne przeistoczenie całych pokoleń ludzi- uchrystusowienie. Mistyczne Ciało w którym pulsuje oddech życia- miejsce przebóstwienia. „Kościół przedstawia się jako miejsce metamorfozy za pośrednictwem sakramentów i liturgii, jako Eucharystia w najgłębszym znaczeniu tego słowa oraz życie Boże w istocie ludzkiej”(P. Evdokimov). Kościół jest „harmonijną wspólnotą wierzących”, wszczepioną w Chrystusa i mającą wydać owoce świętości. Kościół Wschodni śpiewa: „Bo Ty jesteś Święty, Boże nasz, i w świętych znajdujesz odpoczniecie”. To odpoczniecie dokonuje się w Ciele jakim jest Kościół. Duch zstępuje i bierze w posiadanie ciało, niczym kochanek swoją oblubienicę. Chrześcijaństwo jest zdumiewające, odkrywamy w nim tyle przestrzeni: Ciało- człowiek miejsce zamieszkania Boga oraz Ciało- wspólnota ciał stopionych miłością w jedno z Chrystusem. Boski paradygmat !

poniedziałek, 7 listopada 2016


Ps 24  
Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, *
świat cały i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.
Kosmologiczna wrażliwość Psalmisty kieruje nasze spojrzenie na Boga, który nieustannie dokonuje cudownego aktu stworzenia. Ten proces, nie zakończył się wraz z szóstym dniem zanotowanym na kartach Księgi Genesis. Każdego dnia ziemia pokrywa się kobiercem kwiatów i rozkwitem zaskakujących form życia. Mikrostruktury rozszerzają swoje horyzonty, odsłaniając kontury wyczekiwanego obrazu Królestwa Bożego. „Stworzenie odbija niepojęte piękno i niezmierzoną mądrość dobrego Boga i Przyjaciela człowieka, ale także Jego majestat i potęgę. Teofania !”- napisze M. Quenot. Gra aktualizujących się w czasie form, staje się świadectwem zaistnienia nie tylko bytów- ale nade wszystko utrwaleniem piękna. „Niech się stanie świat”- życzenie i pragnienie Boga, dokonującym się  w tajemniczym atelier schowanym przed oczami wścibskich gapiów. Czy w zabieganym i zadyszanym świecie potrafimy dostrzec kontury Bożego działania ? Bowiem Stwórca w poszczególnych rzeczach zawarł: ład, proporcję i matematyczną precyzję. Precyzyjny i bezbłędny do granic możliwości. Pasjonat- Artysta, niczym muzyk posługujący się światem jak instrumentem, wygrywając wielką rapsodię bez zbędnego gąszczu notatek. Boska kreatywność nie ma sobie równych, nadając światu cel;  zestawiając paletę barw, aranżując fakturę- czyniąc ze świata niewyobrażalną harmonię form, dźwięków, ozdobników i zapierających w piersiach impresji. „Nic nie zostało zrobione bez przyczyny, nic z przypadku: wszystko zawiera niewypowiedzianą mądrość”- pisał Bazyli Wielki. Święty Paweł podkreśla, iż wszechświat jest wypełniony obecnością Boga, zaś Wcielenie wprowadza całą naturę w dzieło zbawienia. „Bo w Nim zostało wszystko stworzone, i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne… Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone…, wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1,16). Istnieje silna i nierozerwalna więź pomiędzy Chrystusem a stworzeniem: „Wszystko w Nim ma istnienie”. Atanazy Wielki mówił, że w dziele sztuki ogląda się nie tylko samo dzieło, ale też artystę, że źle czyni, kto podziwiając budowlę nie pamięta o architekcie. Świat dla wielu myślicieli chrześcijańskich był piękny- nie sam z siebie, bo taki przekształciłby się zbyt łatwo w próżny kult materii. Był nim dlatego, że jest dziełem Boga. „Często zapomina się, że stworzenie świata nie jest prawdą z zakresu filozofii, lecz artykułem wiary. Filozofia starożytna nie zna stworzenia w absolutnym sensie tego słowa. Demiurg Platona nie jest Bogiem stworzycielem, lecz raczej tym, który nadaje porządek światu, rzemieślnikiem, twórcą kosmosu, który to termin oznacza porządek, ozdobę” (W. Łosski). Świat zatem jawi się nam jako wielka księga. Trzeba ją czytać  z namysłem- cierpliwie. Każdy fragment naszej rzeczywistości jest fantastyczną opowieścią o Bogu- Jego wirtuozerii, geniuszu i miłości- tak płodnej, że wszystko jeszcze stabilnie stoi na swoim miejscu. Zakończę to rozważanie modlitwą zaczerpniętą ze wschodniego obrzędu chrztu: „Ty bowiem własną mocą z niestnienia do bytu przywiódłszy wszystko, Twoją władzą utrzymujesz stworzenie i Twą opatrznością rządzisz światem, Ty z czterech żywiołów złożyłeś stworzenie, czterema porami krąg roku uwieńczyłeś. Przed Tobą drżą wszelkie duchowe moce, Ciebie wielbi słońce…, Ciebie słucha światło, przed Tobą drżą w leku otchłanie, Tobie służą źródła. Ty rozciągnąłeś niebo jak namiot, Ty utwierdziłeś ziemię na wodach, Ty morze ogarnąłeś piaskiem, Ty dla oddychania rozlałeś powietrze”. Bądź wielbiony Panie !

niedziela, 6 listopada 2016


Łk 20, 27. 34-38
Jezus powiedział do saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzewie, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją».
W odpowiedzi na liberalną eschatologię saduceuszów, Chrystus nakreśla wizję przyszłości- której najważniejszym wydarzeniem będzie zmartwychwstanie człowieka i jego status w wieczności. Problem z którym trzeba się zmierzyć, napęczniał w ogniu polemiki której tłem było żydowskie prawo lewiratu. Brat umiera pozostawiając swoją żonę wdową, aby zapobiec przed wejściem w rodzinę kogoś obcego, następny z braci bierze kobietę za żonę. Jeżeli następny mąż umiera, to kolejny ją poślubia- mamy do czynienia z wewnątrzrodzinną narracją następstwa, przypieczętowaną „uświęconą tradycją prawa”. Jednak saduceuszów nie interesuje wykładania tego przepisu prawnego. „Posługują się nim do konstrukcji groteskowego przykładu, w którym pewna kobieta poślubia kolejno siedmiu braci i postanawia umrzeć dopiero po pogrzebaniu ostatniego męża. Saduceuszom chodzi o pokazanie absurdalności wiary w zmartwychwstanie”(A. Pronzato). Dla chrześcijan- z perspektywy czasu, tego typu konstrukcja myślenia jest delikatnie mówiąc dziwna. Trzeba pamiętać, że eschatologia w czasach Jezusa była jeszcze mocno w powijakach. Chyba bardzo umknął dyskutantom fakt, że Bóg którego przed nimi roztaczała mądrość Tory, jest Bogiem życia i Bogiem zmartwychwstania.  Dlatego Chrystus wskazuje na fakt zmartwychwstania jako kontynuację twórczego działania Boga, jak również sposób zmartwychwstania- przekraczający ludzkie możliwości poznawcze i jakiekolwiek analogie. W przyszłej rzeczywistości będą obowiązywały inne standardy, a wszystko, co ma znamiona pewników i utartych schematów, zostanie przemienione- nowa jakość istnienia i bytowania (pozbawiona zaistniałych wcześniej relacji małżeńskich). Ludzie stając się uczestnikami zmartwychwstania będą bardziej upodobnieni do Boga i pozbawieni roztrząsającej przeszłość pamięci- nowe istnienie. „Przy wskrzeszaniu ciał tych, którzy odeszli- sugeruje Cyryl Jerozolimski- Bóg przywróci identyczną materię, z której one kiedyś się składały, ale zmieni ich jakość i udzieli im blasku i piękna odpowiedniego do ich nowego stanu”. Tak przedstawiona perspektywa jest niezwykle klarowna dla chrześcijan, którzy nadzieję pokładają w Bogu (który dla kochających Go przygotował niewidzialne dobra). Zmartwychwstanie zatem pozostaje niekwestionowanym artykułem wiary Kościoła. „Chrześcijańska pewność zmartwychwstania nie opiera się jednak na spekulacji- napisze H. Balthasar- lecz na fakcie zmartwychwstania Jezusa i Jego ponownego spotkania się z uczniami, z którego to faktu dla przemiany obecnego „Starego Eonu” w przyszły „Nowy Eon” wynikają dwie rzeczy: tożsamość osoby, nie tylko jej ducha, lecz również ciała, a tym samym całych należących do tej osoby ziemskich dziejów- Jezus pokazuje uczniom swoje rany: „to Ja Jestem !” Jednocześnie bez jakiegokolwiek problemu przechodzi w nowy stan bytowania- jako przebóstwiony Kyrios. „Być może chrześcijańska nadzieja wyraża się niekiedy z emfazą wtajemniczonego, kogoś, kto więcej wie o Bogu i jego wieczności niż o ciemnym lochu teraźniejszości- pisał K. Rahner. Naprawdę zaś jest tak, że to absolutne spełnienie pozostaje tajemnicą, którą musimy czcić w milczeniu, odsuwając wszystkie obrazy i pogrążając się niejako w tym, co niewyrażalne”. Należy siebie w pokorze pozostawić zapewnieniu Chrystusa, który nieustannie nas zapewnia: „Ja jestem droga, prawdą i życiem !”

piątek, 4 listopada 2016

Flp 3, 20-21

Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała tą mocą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować.

„Wędrówką jedną życie jest człowieka…”- pisał Stachura dotykając pośrednio i duchowo człowieczej włóczęgi po nieznanych ścieżkach. Ludzie wierzący w przeciwieństwie od tych nie wypatrujących drugiego brzegu, mają jakoś bardziej sprecyzowany kierunek przemierzanej w trudzie drogi. W chrześcijaństwie, nie można zagubić pewnego realizmu eschatologicznego- zrozumienia, że Kościół to wydarzenie, w którym dokonuje się przejście Jezusa i przeprowadzenie każdego z nas do innej egzystencji. Dobrze to wyraził Bousset: „Kościół nie ma tu zatem swojego mieszkania; nie zatrzymuje się, przechodzi. Jest wędrowcem, nie buduje własnego siedliska. A swoje dzieci naucza, aby nie przyzwyczajały się do życia tu, na ziemi, aby im budowały tu swojej siedziby; ponieważ są jakby w gospodzie, przejazdem”. Wiara to nie jest pakiet, który sobie możemy zakupić w prosperującym „towarzystwie ubezpieczeniowym”- z hasłem niczym neon świecącym; w razie egzystencjalnego niepowodzenia- masz zagwarantowane niebo. Chrześcijaństwo autentyczne jest o wiele bardziej radykalne, niż się komuś może zdawać. Niesamowite są słowa jednego ze wschodnich teologów: Kościół ma jeden fundamentalny cel- „przygotować świat na ostateczne przemienienie, kiedy śmierć zostanie ostatecznie uśmiercona, a ludzkość i wszechświat, poprzez łono Kościoła, narodzą się w Królestwie… W ten sposób Kościół objawia się jako miejsce duchowe, w którym człowiek staje się terminatorem eucharystycznej egzystencji, staje się autentycznie kapłanem i królem: dzięki liturgii odkrywa świat przemieniony w Chrystusie i odtąd współpracuje przy jego ostatecznej metamorfozie”. Ktoś może zapytać jak do tego dojrzeć, jak to ma się zrealizować w naszym życiu. Odpowiedzi udziela sam Bóg- abyśmy uwierzyli w Tego, który jest posłany.

czwartek, 3 listopada 2016


Łk 15, 1-10
W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.
Dzisiejsza przypowieść w sposób szczególny adresowana jest do tych chrześcijan, którym jest niekiedy za ciasno i zbyt duszno w Kościele. Żyje obok nas mnóstwo wrażliwych, głębokich wewnętrznie ludzi, których denerwuje tłum- „pastwisko” w którym się znajdują i jakby nie do końca byli usatysfakcjonowani tym stanem rzeczy. Czasami nie są to ucieczki podyktowane pokusą łatwego życia- bez moralnych zasad, czy kościelnego szablonu dobrego wychowania. Bardzo często wrażliwość, nie pozwala im przechodzić i przeżywać wiary, tak jak tego chcieliby inni. Obok tych wrażliwych „buntowników”, jest duża grupa niezadowolonych z siebie i Boga ludzi. Często rozczarowani instytucją, dysonansem między ideałem a praktyką życia. Tacy ludzie przyjmują często postawę lekceważącą, kontestującą, uniezależniającą się od Kościoła i Przewodnika. „Bóg i człowiek są wolni wobec siebie nawzajem; jest to wolność tragiczna, jedyny warunek miłości.” Tego typu rozterki, stoją często u podstaw o wiele głębszych dramatów rozgrywających się w sercu człowieka. Czasami obserwując tego typu zjawiska, rodzi się pytanie: Dlaczego owca, której było tak dobrze, odeszła od takiego pasterza ? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ono jest złożone i pewnie wielowarstwowe. Może zamiast kierować wzrok na zachowanie stada, trzeba skoncentrować się na Bogu. Co w takiej sytuacji robi Bóg ? Szuka zagubionego człowieka- więcej grzesznika. Nie potrafimy psychologicznie zrozumieć intencji zdeterminowanego w poszukiwaniach Boga. Idzie za zagubioną owcą, która oddaliła się tak bardzo, że może nie da się jej już odnaleźć. Pasterz ryzykuje, choć nie rezygnuje- może to dla wielu truizm, ale On kocha zagubionych, zatraconych, uciekających po urwistym stoku, czy zaszywających się na odludziu. W naturze miłującego Boga, jest owa zdumiewająca zdolność do wychodzenia naprzeciw, włóczenia się za zadufanymi w sobie ludźmi. Przypowieść w której scenariusz wczytujemy się jakbyśmy byli odtwórcami dwóch ról, nie sugeruje, iż Bóg z zasady bardziej kocha grzesznych ludzi, a tym sprawiedliwym dostarcza jakąś stałą dawkę miłości. Nic bardziej mylnego. Swoją miłością ogarnia wszystkich, ponieważ zdaje sobie sprawę, że każde oddalenie człowieka przyniesie moment w którym człowiek zacznie błagać o ratunek. „Zastanawiające są proporcje podane w przypowieści: jedna zagubiona owca, oddalona od pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu. Proporcja 99:1 ma swój głęboki sens symboliczny. Nie chodzi o dosłowną interpretację liczb, gdyż jest porównanie hiperboliczne, a więc z natury swej przesadne. Jedna owca nie może być czymś więcej niż 99 pozostałych. Przesada jest tu jednak zamierzona. Jej celem jest podkreślenie uczucia bólu z powodu utraty i troski o odnalezienie zguby.” (W. Hryniewicz). Chrześcijaństwo przez całe wieki historii postrzegało Chrystusa- Pasterza, jak przynoszącego ocalenie, wytrwałego w odnajdywaniu zakochanego w człowieku Boga. Na wczesnochrześcijańskim sarkofagu z via Salaria w Rzymie (IIIw.), został ukazany Chrystus jako piękny młodzieniec, trzymający na swoich ramionach barana. Idylliczność wyrzeźbionej sceny jest tak sugestywna, iż pierwszym skojarzaniem jest poczucie wszechobejmującego szczęścia i spokoju wypisanego na twarzy Młodzieńca i bezruchu niesionego zwierzęcia. W tym miejscu właściwie wybrzmiewa mistyka słowa Anioła Ślązaka: "Wiem, ze beze mnie, Bóg nie może żyć ani chwili. Jeśli zostanę unicestwiony, musi oddać ducha". Od tego momentu Chrystus staje w centrum ludzkiego losu, a zbawienie staje się udziałem roztrzaskanych poczuciem wolności i obmytych łzami grzeszników !

środa, 2 listopada 2016

Rz 6,3-9

Bracia: Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Przyjmując więc chrzest zanurzający nas w śmierć, zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie. To wiedzcie, że dla zniszczenia grzesznego ciała dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy.

Lubię spacerować po cmentarzu, rozmyślać i formułować zagmatwane pytania podążając ścieżką mądrych oraz odważnych ludzi. „Dlaczego istnieje coś raczej niż nic ?”- dociekał przenikliwie filozof Leibniz. Trzeba jakoś wyjść z tego impasu. Czy ten świat w którym się rodzimy, wzrastamy, zdobywamy potrzebne umiejętności, kochamy i przeżywamy paletę różnorodnych emocji- jest jedynym z możliwych obszarów naszego przebywania ? „Ten, kto nie może zobaczyć, co jest za zasłoną, nie ma prawa powiedzieć, że tam nie ma niczego”(H. Kung). Mamy prawo nosić w sobie głębokie przeświadczenie o niezwykłym świecie Boga. Chrześcijaństwo elastycznie posługuje się słowem: Nadzieja. Jestem przekonany, że nosimy w sobie obraz wieczności. Nadzieja uchyla niewidoczne drzwi naszej wyobraźni podprowadzając na paluszkach, cichutko ku Temu, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Zdecydowanie łatwiej się żyje i umiera, będąc człowiekiem głęboko wierzącym. Noszę w sobie głębokie przekonanie, że spełnią się słowa Chrystusa które skierował do Natanaela: „Zobaczysz jeszcze większe rzeczy” (J 1,50). Święty Paweł uświadamia nas w czytaniu, że przyszłość dokonuje się w nas-już teraz- na sposób sakramentu Chrztu. Zanurzenie w wodzie i wynurzenie jest uczestnictwem w śmierci i życiu zmartwychwstałego Pana. O ile jednak wody chrztu są grobem, w którym zostaje pogrzebany grzeszny człowiek, o tyle są one również ożywczym środowiskiem, w którym zostaje powołane do życia nowe stworzenie. Dwa razy wychodzimy z „płynnego łona”- jedno jest matczynym środowiskiem, drugie to przestrzeń Kościoła, który inicjuje naszą wędrówkę ku wieczności. „I ów Człowiek, który z nieba zstąpił i przyjął śmiertelność, trzy dni był pod ziemią i znów wrócił do życia, tak też winien każdy, przez ludzką naturę z Nim złączony, dla osiągnięcia tego samego celu tj. ożywienia zamiast ziemią dać się okryć wodą i trzykroć się w niej zanurzyć, by przez to naśladować daną po trzech dniach łaskę zmartwychwstania”- pisał św. Grzegorz z Nyssy. Każdy wierzący przez ożywczą kąpiel wszedł w Triduum Chrystusa Zwycięzcy. W ten sposób sakrament wtajemniczenia jest realnym zstąpieniem razem z Chrystusem w Jego śmierć, jak również udziałem w triumfie zmartwychwstania.  Wieczność jest Boża i ludzka. Współpracujemy z Bogiem, aby ją osiągnąć. Cała nasza historia jak również sekwencje towarzyszących naszemu życiu wydarzeń, są wzlotem ponad teraźniejszość. Nieustannie transcendujemy naszą egzystencję. Dzięki temu przyszłość- jak wyraził to w swoich intuicjach rosyjski filozof Frank- nie jest po prostu przed nami, lecz stanowi część historii, teraźniejszość przeczuwaną, przeduczestniczącą, już realną. „Ponieważ Bóg istnieje, ja jestem nieśmiertelny- pisał z eschatologiczną wrażliwością Dostojewski- Moja nieśmiertelność jest nieodzowna choćby dlatego, że Bóg nie zechce zgasić na zawsze płomienia miłości, który zapłonął dla Niego w moim sercu”.  

wtorek, 1 listopada 2016

1 J 3,1-3
Najmilsi: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.
Uroczystość Wszystkich Świętych- określiłbym jako dzień Nieba. Wszystko powinno być przeniknięte euforią radości, a odpryski tego szczęścia powinny wypisywać się na twarzach współczesnych chrześcijan. Niestety cień cmentarnego gwaru i prześcigania się w świeczkomanii, skutecznie oddala nasze myśli od rozmyślania nad osobistą świętością. Ile mądrych przesłań i cudownych ludzkich tropów przebiega gdzieś obok nas- a człowiek głuchy i ślepy. Stają przed nami rzesze Przyjaciół Boga- Orędowników, utalentowanych geniuszów pięknego człowieczeństwa, a wielu ludzi nie chce o nich słuchać- zamykając ich sylwetki w pobożnych annałach zamierzchłej historii. A przecież ich droga życia jest również naszą drogą życia. Dzisiaj spowici aurą transcendentnego blasku innego świata, a niegdyś tacy sami jak my. Spoglądają na nas z rozlicznych ikon, obrazów, rzeźbionych ołtarzy- opowiadających apoteozę niebiańskiego Kościoła. Symeon Nowy Teolog porównuje świętych do ogniwa złotego łańcucha: „Przenikając każdego, od pierwszego po ostatniego, od stóp do głów, Trójca Święta łączy ich wszystkich w jedno… połączeni z tymi, którzy odeszli wcześniej i podobnie jak oni napełnieni światłem, święci każdego pokolenia stają się częścią złotego łańcucha, w którym każdy święty jest oddzielnym ogniwem, zjednoczonym wiarą, uczynkami i miłością. Tak oto w Jednym Bogu tworzą oni jeden łańcuch, którego nie da się tak łatwo rozerwać”. Dalecy, a zarazem niesamowicie nam bliscy. Nosimy ich imiona, zmagamy się z tymi samymi dylematami, przeżywamy religijne rozterki i podobne uniesienia serca. „Jakże więc nie czcić tych, którzy byli i są oddanymi sługami, przyjaciółmi, synami Boga ? Bo cześć, jaką się okazuje najlepszym współsługom, jest dowodem miłości względem wspólnego Pana. Byli oni też skarbnicami i czystymi mieszkaniami Boga i stali się miejscem Jego przebywania, jak sam powiedział: Zamieszkam w nich i będę z nimi przebywał, i stanę się ich Bogiem” (św. J. Damasceński). Doktrynalne podstawy kultu świętych, mają swoje źródło od początku chrześcijaństwa w przekonaniu, iż świętość jest celem wyznawców Chrystusa. Wiara w skuteczność świętych modlitwy świętych była tak powszechna i oddolna w Kościele starożytnym, że przeszła do liturgicznych celebracji. „Udając się na grób męczennika lub innych zmarłych, chrześcijanin myśli o pomocy, jaką mógłby uzyskać dzięki ich orędownictwu. Wiele inskrypcji to prośby zwrócone do zmarłego, żeby modlił się do Boga za żyjących. Czasem oznaczają one życzenie, by osiągnął spoczynek, spokój albo chwalebne zmartwychwstanie. Chętnie oddawano duszę skromnego zmarłego pod niebiańską opiekę sławnemu męczennikowi, aby stał się jego poręczycielem i wprowadził go przed oblicze Boga” – tak opisywał wiarę we wstawiennictwo świętych w pierwotnym Kościele M. Simon. Świadectwo życia świętych, jest nie tylko doskonałym przykładem ludzkiej doskonałości, ale nade wszystko receptywności- otwartości na działanie Ducha Świętego. Istota świętych i ich kultu nie może być inaczej wyrażona jak przez fakt, że Bóg jako Duch Święty ukazuje Siebie jako przedziwnego w swoich świętych. „W świętych czcimy przebóstwienie natury człowieka, Bożą miłość do nich i w nich” (J. Florowski). W tych wypełnionych miłością i łaską „naczyniach”, odkrywamy naszą przygodę wiary i ostateczne zwieńczenie naszej drogi- Zbawienie. Zakończę to rozważanie słowami ks. Twardowskiego: „Powoli nie prędko proszę się nie pchać. Najpierw trzeba wyglądać na świętego ale nim nie być, potem ani świętym nie być ani na świętego nie wyglądać. Potem być świętym tak żeby wcale tego nie było widać i dopiero na samym końcu święty staje się podobny do świętego”. Życzę świętości !