czwartek, 12 stycznia 2017


Znalezione obrazy dla zapytania miniatur holy spiritHbr 3, 7-14

Bracia: Postępujcie, jak mówi Duch Święty: «Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak podczas buntu, w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mnie ojcowie wasi, wystawiając na próbę, chociaż widzieli dzieła moje przez lat czterdzieści. Rozgniewałem się przeto na to pokolenie i powiedziałem: Zawsze błądzą w sercu. Oni zaś nie poznali dróg moich, toteż przysiągłem w swym gniewie: Nie wejdą do mego odpoczynku». Baczcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co zwie się «dziś», aby ktoś z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu. Jesteśmy bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.

Po wielu latach zagłębiania się w chrześcijaństwo dostrzegam nade wszystko jego walory pentakostalne, charyzmatyczne- mistyka głębi która urzeczywistnia się przez działanie Ducha Świętego. Wielu ludzi jest fałszywie przekonanych, iż chrześcijaństwo jest nazbyt moralizatorskie, osadzone na przepisach moralnych i instrukcjach próbujących „urobić” dobrego człowieka. Tak naprawdę pierwszym impulsem który przechodzi przez wnętrze Kościoła jest tchnienie Ducha Świętego- Przewodnika, Pocieszyciela, Miłości urzeczywistniającej nieustanną świeżość działania Trójcy Świętej. Wszystko co się dzieje w środku Kościoła: liturgia, sakramenty, międzyludzkie relacje- w tym wszystkim pośredniczy Ruah. Jeżeli mówimy, że „Kościół jest pełen Trójcy”, to żarem który rozgrzewa go od środka jest Ogień. Duch rozkrusza najtwardsze człowiecze serca, burzy ludzkie mury wrogości, przyprowadza do zdroju łaski. Święty Serafin z Sarowa wielokrotnie przeze ze mnie przywoływany mówił o celu chrześcijańskiego życia: „ Modlitwa, post, czuwanie i wszelkie inne uczynki chrześcijańskie, chociaż są dobre same w sobie, jednak nie stanowią celu życia chrześcijańskiego, jakkolwiek są środkami do osiągnięcia tego celu. Prawdziwy natomiast cel życia chrześcijańskiego polega na osiągnięciu Ducha Świętego”. W tym otwarciu człowieka tkwi istota chrześcijańskiego życia- uczłowieczenia, uświęcenia i przebóstwienia. „Cóż może być wspanialszego od posiadania Ducha Świętego”- mówił jeden z Ojców pustyni. Nasze uduchowienie rozpoczyna się już w momencie Chrztu Świętego. Przez sakrament następuje wejście do Kościoła, włączenie w Chrystusa , odrodzenie w źródle. Człowieczy trud który zostaje zaspokojony przy studni życia. „Przez chrzest- pisał św. Grzegorz Palamas- wierzący staje się  synem światłości, jednym ciałem z Chrystusem, uczestnikiem Ducha Bożego. Przez chrzest bowiem dostępujemy odrodzenia i stajemy się dziećmi Bożymi, istotami niebieskimi bardziej niż ziemskimi, bardziej wiecznymi niż doczesnymi, gdyż Bóg wprowadza mistycznie do naszych serc łaskę niebiańską i wyciska pieczęć usynowienia przez namaszczenie świętym olejem i naznacza nas Duchem Świętym na dzień odkupienia, jeśli na pewno zachowamy aż do końca to wyznanie wiary i dopełnimy je czynami”.   

środa, 11 stycznia 2017


Mk 1, 29-39

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Poruszające są cuda Jezusa, nie tylko czyniąc ewangeliczną fabułę ciekawą i pełną ekspresji, ale nade wszystko wskazują na wrażliwość Boga. Wielokrotnie o tym pisałem, ale uzdrawiające działanie Chrystusa jest liturgią- którą odbiera się wnętrzem, a nade wszystko zmysłami. „Jest wiele cudów, kiedy Pan nie ogranicza się jedynie do słowa, ale dokonuje szczególnych działań, które stanowią jakby sposób dokonywania cudu” (S. Bułgakow). Jezus nie tylko rozumie cierpienie teściowej Piotra, czy dręczenie tłoczących się wokół Niego opętanych. Posługuje się językiem miłosierdzia tworzącym swoisty dyptyk sytuacyjny: dostrzegł i przez dotyk przyniósł ulgę w cierpieniu. Dotyk wyrażając pragnienie, staje się metaforą spotkania z Bogiem: „Pragnę Cię kochać i kocham to, że pragnę Ciebie- pisał Wilhelm z Saint Thierry- I w ten sposób biegnę,  pochwycić Tego, który mnie pochwycił”. Dla wielu mistyków doświadczenie bycia zauważonym przez Boga i dotknięcie- zmysłowo odczuwalne, było często interpretowane jako poznanie i znak bliskości Boga. Spojrzenie i dotyk przybiera tu całą paletę, dzięki której manifestuje się miłość do poranionego przez grzech i chorobę stworzenia. Jezus kładzie dłonie w taki sposób, jak Jego miłujący Ojciec który moc swojej prawicy rozciągał błogosławiąc swojemu ludowi. Miłość jest pasją Boga, a pełne czułości spojrzenie i muśnięcie dłonią jest uwiarygodnieniem tego za czym tęskni skołatane serce człowiecze. Kiedy my wstydzimy się, czy lękamy przyjść aby dotknąć się choć Jego skrawka szaty, to On wychodzi z inicjatywą i rozdaje w obfitości miłość Ojca. Chrześcijanie doskonale wiedzą, że istnieje „ewangelia dotyku”, która może w tym fragmencie ma swój punkt najwznioślejszy, tak istnieje „ewangelia rąk” bandażująca rany krwawiącego świata, „ewangelia spojrzenia” niosąca otuchę i pociechę- oczy w których można zobaczyć miłość.  Każdy z nas nosi w sobie możliwość choroby i śmierci, dlatego potrzebujemy Chrystusowego zauważenia i dotyku- Sakramentu Uzdrowienia przychodzącego przez posługę Kościoła. Wyraża to wschodnia modlitwa odmawiana przez kapłana nad chorym: „Nie kładę na głowie chorego mojej grzesznej ręki, ale Twoją rękę silną i potężną w świętej Ewangelii”.

wtorek, 10 stycznia 2017

Mk 1, 21-28

W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego! » Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: «Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne». I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

Pojawienie się Chrystusa wyzwala natychmiastową manifestację ducha nieczystego. Słowo Chrystusa uzdrawia w tej chwili. Ten, który jest źródłem człowieczego ubezwłasnowolnienia, musi wyjść na zewnątrz- opuścić przestrzeń swojej pasożytniczej wegetacji. Kiedy zło wchodzi w człowieka jest niczym wirus, urzeczywistnia stan paraliżującej samotności, poczucia rozpaczy i świadomości duchowego obumierania. Bóg nie chce, aby człowiek był więźniem księcia tego świata. To doświadczenie otchłani zostaje skruszone wyzwalającą siłą obecności Chrystusa Lekarza. „Zachowaj twego ducha w piekle, ale nie rozpaczaj”- pocieszał chwiejnych w wierze święty starzec Sylwan. Chrześcijaństwo przekonane o uzdrawiającej mocy Jezusa, niesie przesłanie nadziei- przywracając zdrowie ducha i ciała. Kościół przynosi lekarstwo na zranienia tego świata; interioryzuje to, co potrzaskane duchowo i obumarłe. Rozlewająca się łaska z sakramentalnego źródła przywraca harmonię ducha i sprawia, że to co mroczne- demoniczne, zostaje ujarzmione. „Człowiek naprawdę może wyspowiadać swoją duszę i otrzymać uzdrowienie, gdyż każdy grzech stawia człowieka na zewnątrz Ciała Chrystusa. Włączony na powrót w Kościół człowiek może płakać łzami duchowymi” (P. Evdokimov). Tutaj dostrzegamy jakże głęboką filantropię Boga, która przepływa przez Kościół przynosząc powiew wolności dzieci Bożych. Miłosierdzie wytryskujące z serca Boga. „Widzialny Kościół służy niewidzialnemu Chrystusowi w rozdawaniu widzialnym ludziom niewidzialnych darów. Istotne zadanie Kościoła polega na rozdawaniu całej ludzkości łaski posiadanej przez chwalebne człowieczeństwo Chrystusa… To w nim obecny jest Chrystus zmartwychwstały, aby pełnić swoje wspaniałe dzieła.” (J.Danielou).  Uderzyło mnie zdanie które wyczytałem u Roznanowa: „Nie przypadkiem starożytne świątynie były pełne cielców, owiec, gołębi- zdrowia jeszcze sprzed pojawienia się człowieka, natomiast nowe świątynie pełne są kalek, niewidomych, sparaliżowanych”- a nade wszystko zniewolonych przez demony. To jest nowość którą niesie chrześcijaństwo, czyniąc z Kościoła wielką „Bożą lecznicę”. W tym egzorcyzmie świata zawiera się powszechna i eschatologiczna pełnia Kościoła- ostateczny triumf miłości Boga do swojego stworzenia. Szatan  pozbawiony został władzy…, a spojrzenie Syna Człowieczego podniesie świat z cienia śmierci, rozpaczy i niemocy.   

poniedziałek, 9 stycznia 2017


Mk 1, 14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

Tyle razy zastanawiałem się nad tymi opisem powołania galilejskich rybaków, iż umknęła mi jedna niezwykle istotna kwestia. Dlaczego właśnie rybaków ? Takich z samego końca- cuchnących smrodem wymoczonych w wodzie sieci ludzi o spracowanych dłoniach i mało przyjemnym wyrazie twarzy, kiedy tylko wracają do domu z niczym. Pobożna egzegeza w tej scenie fabrykuje tyle sensów i znaczeń, że można zapomnieć iż powołanie- to odór potu z ciężko wykonanej pracy i niepewność towarzysząca każdemu wypłynięciu. Bóg wybrał na swoich pomocników- zwykłych roboli, których życie było rozpostarte między łodzią a życiem rodzinnym na pół gwizdka. „Rybacy wiedzą, że morze jest niebezpieczne, a sztorm straszliwy, jednak nigdy nie traktują tych niebezpieczeństw jako wystarczającego powodu do tego, by pozostać na brzegu”. Może właśnie w nich Chrystus dostrzegał to, co zakryte było przed oczami pewnych siebie i dobrze usytuowanych mądrali. Zwyczajni ludzie byli Mu potrzebni, aby naprawiać świat prostotą Ewangelii. Prostaczkowie emanują entuzjazmem i potrafią zatracić siebie w imię ważnej sprawy. W przygodę wiary nie wchodzi się z własnym scenariuszem. Wiara podobnie jak i łaska wybrania, nie jest naszą zasługą czy napinaniem intelektu. To bezinteresowny i przepełniony miłością dar Boga. Ciebie potrzebuję, nie tego zarozumiałego stojącego z boku ! „Nasze wrastanie w Chrystusie- pisał Merton- jest wzrastaniem w miłości. Miłość rodzi się i umacnia nas przez działanie Ducha Świętego w chwilach próby, wymagających ofiary, ponieważ właśnie wtedy jesteśmy przynagleni i zmuszeni przez okoliczności do dokonywania heroicznych wyborów, przez które umacnia się nasza jedność z Chrystusem i uczymy się poznawać Go takim jakim jest. Bowiem Chrystus bez krzyża nie jest naszym Chrystusem”. Wczoraj rozmawiałem z pewnym kandydatem do kapłaństwa który stwierdził, że jest już wystarczająco dobrze przygotowany do tego daru i nie rozumie po co tyle trudu, aby przesuwać w czasie jego święcenia. Po chwili ciszy zapytałem o jego osobistą relację do Chrystusa, czy potrafi zdobyć się na trud wypełniony tęsknotą i pokorną miłością. Może za nim zacznie się zadawać pełne ludzkiej naiwności i kalkulacji pytania, warto zapytać siebie- czy potrafię wypłynąć na głębię ! Ktoś kto twierdzi, że już jest gotowy, często stoi ciągle na brzegu dostrzegając tylko siebie- a nie Chrystusa. Powołanie jest zawsze naznaczone rewizja życia, gotowością ryzyka, zroszeniem łzami, trudem, pozostawieniem tej ulubionej części siebie na brzegu.

niedziela, 8 stycznia 2017


Mt 3, 13-17

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. a oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».

Chrzest- to sakrament mojego narodzenia do wiary. Warto zatrzymać się nad momentem swoich duchowych narodzin. Pomyśleć o moim zaistnieniu jako człowieka wierzącego, o początku przygody jaką jest łaska wiary i wszczepienie w Kościół. Najcudowniejszy moment w życiu człowieka, kiedy się jest w łonie swojej mamy, pływa się w wodach płodowych, czerpie się pokarm i ciepło. To naturalne środowisko staje się przestrzenią rozwoju i wzrostu. Tak podobnie jest z innym łonem w które zostajemy włączeni to Kościół-Matka. W jej wodach zostaje nam udzielone życie, to narodziny w Bogu, który czyni mnie przybranym swoim dzieckiem, co za godność… jakie wybranie! Jesteśmy w tym matczynym łonie zanurzeni aby narodzić się,  jako nowe stworzenie. Chrześcijanie są jak ryby w wodzie tak w starożytnym Kościele św. Ambroży określał  wyznawców  którzy przez sakrament chrztu zostali włączeni w nurt życia. Chrześcijanie nosili zawieszone na szyi małe ryby z metalu, kamienia albo macicy perłowej z napisem: "Zechciej zbawiać" lub "Zbawiaj". Już najstarsi Ojcowie Kościoła pisali:   "Rodzimy się z wody, tak jak nasza ryba Ichthys" i możemy być ocaleni jeżeli pozostaniemy w wodzie". Chrzest staje się „kąpielą wieczności”, odrodzeniem, całkowitym odnowienie tworzywa ludzkiego bytu na obraz Boga. Jest to uzdrowienie naszej natury po grzechu Adama, uzdrowienie i obmycie w miłości Jezusa. Jak powie jeden z teologów wschodnich: „Sakrament chrztu wyraża symbolicznie całą krzywą zbawienia: potrójne zanurzenie obrazuje triduum i zstąpienie do piekieł; wynurzenie jest powrotem do Dnia, który nie zna końca. Wartość wody chrzcielnej płynie z oczyszczającej krwi Chrystusa, a u progu nowego życia znajduje się Krzyż. Odrodzenie następuję z wody i Ducha Świętego”. Ojcowie Kościoła powiedzą że, Kościół wznosi się na wodach… początkiem świata jest woda, a początkiem Ewangelii Jordan. Jordan uważano za świętą rzekę i granicę Ziemi Świętej, oddzielającą ją od gór Moabu i pustyni jordańskiej. To obmycie było dla Żydów znakiem przyjęcia wiary, święte obmycia rytualne były często praktyką, dlatego Jan Chrzciciel obmywał wodą za znak nawrócenia. Wielu pogan którzy w Starym Testamencie doświadczając nawrócenia przychodziło najpierw aby przystąpić do obmycia w Jordanie lub znanej z kart Ewangelii sadzawce Siloam, nad którą to Jezus uzdrowił niewidomego do urodzenia. Podobnie w chrześcijaństwie ale już w innym sensie teologicznym, każdy katechumen zanurzony, czy polany wodą staje się chrześcijaninem, to znaczy należącym do Chrystusa. Od tego momentu swoim życiem ma wyrażać postawę gotowości do walki ze złem świata, wyrzekać się jednocześnie mocy nieprzyjaciela jakim jest demon. Dzięki sakramentowi z wody- materii uświęcenia i Ducha stajemy się wierzącymi, przybranymi dziećmi Boga. Tak woda staje się bogatym symbolem i ożywczą materią sakramentalną, za pośrednictwem której dostępujemy łaski. WIERZĘ- ponieważ z Chrystusem zostałem zanurzony w wodach Jordanu, z Nim kroczę przez życie... wraz z Nim zostałem przybity do Krzyża, i wraz z Nim wejdę do Raju w misterium Zmartwychwstania Zakończę słowami starożytnej modlitwy utrwalonej na chrześcijańskim nagrobku, jako życzenie dla każdego ochrzczonego: „Niech Chrystus zaprowadzi cie na miejsce ochłody, gdzie płynie żywa woda”.

czwartek, 5 stycznia 2017

Mt 2, 1-12

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon»… Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytajcie starannie o dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. i otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.  

Przeżywać będziemy jutro szczególną uroczystość, która nie tylko przedłuża radość naszego świętowania, ale jeszcze mocnej akcentuje iż narodzenie Pana staje się Epifanią. To greckie słowo tłumaczy się jako „objawienie” lub „ukazanie”. Kiedyś pod tym terminem mieścił się obchód przynajmniej kilku wydarzeń. Narodzenie w Betlejem wraz z odwiedzinami mędrców, chrzest w Jordanie i cud wina w Kanie- tworzyły niegdyś dość swoisty zlepek treści święta Epifanii, który się rozerwał na części wraz z pojawieniem się uroczystości Narodzenia Pańskiego 25 grudnia. W Jerozolimie, według świadectwa pątniczki Egerii, świętowano 6 stycznia tylko narodziny Jezusa, ponieważ tamtejsza wspólnota chrześcijan zgodnie z uświęconą tradycją udawała się na liturgię nocą do Betlejem. Dopiero gdy Jerozolima przejęła przy końcu V wieku dzień 25 grudnia, powrócił na 6 stycznia chrzest Chrystusa jako temat święta. W tradycji Kościoła Wschodniego chrzest Pana w Jordanie stanowi stałą treść święta obchodzonego 6 stycznia. Podniosłe tropariony święta wskazują na wydarzenie chrztu jak objawienie- Epifanię; obecność Syna Bożego który przyszedł w ciele, oraz Trójcy Świętej. Tego dnia dokonuje się wielkie poświęcenie wody, podczas którego kapłan zanurza w rzece lub naczyniu chrzcielnym krzyż, dokonując błogosławieństwa całego świata. Ale powróćmy do zachodniej tradycji skoncentrowanej na obecności trzech Mędrców- przynoszących dary narodzonemu Dziecięciu. To pełna interesujących wątków fabuła, którą przekazuje szczegółowo Ewangelia. Ten opis fascynował i rozbudzał wyobraźnię wielu pisarzy i artystów. W swoim poemacie T.S. Eliot próbuje zobrazować jak bardzo niebezpieczna i napełniona rozterkami była wyprawa tajemniczych mężów: „Trudny był dla nas ów czas. W końcu jechaliśmy już tylko nocą, zasypiając i budząc się co chwila. Wśród głosów, które w uszach nam śpiewały, że nasz trud jest szaleństwem…” Nie wszystko było tak sentymentalne i zrozumiałe jak nam współczesnym się wydaje. W każdej odważnej wyprawie ku Bogu jest ryzyko, zwątpienie a nawet lęk. Dopiero kiedy się zdoła dotrzeć do długo wyczekiwanego i wypatrywanego miejsca, pojawia się niewyobrażalnie cudowny spokój. Doświadczenie cudu- niepowtarzalne Misterium Narodzin. „W Emmanuelu znajdujemy niebo i ziemię, Boga i stworzenie. Wziął od nas ciało, a dał nam w zamian swoje Bóstwo w cudownej wymianie”(O. Casel). Dzisiejsze święto uświadamia każdemu człowiekowi, iż dokonuje się cudowna wymiana darów. Bóg podnosi człowieka ku sobie, a człowiek stara się ofiarować to, co najbardziej cenne i odpowiednie. Mędrcy przynoszą dary, ale wraz z nimi każdy wierzący składa swój osobisty dar wobec Tego, który dla ludzkości uczynił wszystko. „Pan przyszedł na świat nie wśród złota i srebra, lecz wśród błota”- pisał św. Hieronim. Ten, który jest ubogim i nędzarzem, otrzymuje co w oczach ludzkich cenne. W opisie Epifanii wymienione są trzy dary. Sugeruje to, ilu Mędrców złożyło pokłon Dziecięciu. Tradycja pocerowana pobożnymi legendami i pobożnością wielu pokoleń próbuje przybliżyć nam te zagadkowe postacie: Melchior, król Persów, Baltazar, król Indii i Kacper, król Arabii. Fakt, że udali się do Betlejem z bogatymi darami, otoczeni wystawnym orszakiem, związany był z ówczesnym ceremoniałem dyplomatycznym, z godnie z którym władcy oddawali hołd nowym królom. Natomiast św. Bernard zinterpretował to wydarzenie konkretniej: według niego złoto miało być wsparciem dla ubogich małżonków Marii i Józefa, kadzidło- przeganiać zapach pomieszczenia dla zwierząt, a mirra- zioło lecznicze- miała wzmocnić zdrowie małego Jezusa. Chyba o wiele bardziej przekonująca i głęboka teologicznie jest refleksja św. Efrema:   „Otworzywszy swe szkatuły, ofiarowali Mu dary: złoto- Jego ludzkiej naturze, mirrę- na znak Jego śmierci, kadzidło- Jego Boskiej naturze. Lub też złoto- jako Królowi, kadzidło- jako Bogu, mirrę- Temu, który ma zastać zabalsamowany. Lub też: złoto, ponieważ się je czci, choć ta część zwraca się do jego Pana; mirrę i kadzidło, aby pokazać lekarza, który ma uleczyć ranę Adama”. Święty Hilary puentuje to następująco: „W ten sposób dzięki hołdowi Mędrców zdobywamy pełne poznanie całego planu zbawczego Chrystusa: że jako człowiek umrze, jako Bóg zmartwychwstanie, jako Król będzie nas kiedyś sądził”. Gdy Kościół w dniu dzisiejszym na sposób liturgiczny przywołuje nam to wydarzenie, uświadamia nam jedną, niezwykle ważną sprawę; nastąpiło objawienie Bożej Miłości i my jesteśmy tego świadkami. Kto dzisiejsze święto naprawdę przeżywa podniośle i bez sentymentalnej ckliwości, ale jako misterium, to musi dojść do poznania w wierze i dostrzec w Dziecięciu, którego obdarowali Mędrcy, Syna wiekuistego Ojca, „Bóg z Boga prawdziwego, Światłość ze Światłości…” Kontemplacja tego faktu napełnia duszę szczęściem i uzdalnia nas do złożenia daru z własnego życia: „złoto prawdziwej wiary, kadzidło ofiarnej modlitwy i mirrę cierpliwości i miłości”.

środa, 4 stycznia 2017

J 1, 35-42

Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.

Za każdym razem kiedy czytam ten fragment Ewangelii to odczuwam jeszcze mocniejsze przynaglenie do głębszego i bardziej świadomego przeżywania Eucharystii. Pójść i zobaczyć, gdzie mieszka Pan. Tyle razy szukamy Boga po omacku, potykając się o różne wyobrażenia, przypuszczenia, idee… Często oczy prowadzą nas w zupełnie inne miejsce niż serce. A przecież On jest w centrum każdej świątyni, zstępujący w świętej wymianie darów, uobecniając się jako Miłość- Pokarm na sposób Sakramentu. W Eucharystii Kościół ukazuje się jak jedna natura zjednoczona z Chrystusem. Nasze człowieczeństwo spotyka się z Jego człowieczeństwem, a przez to dotyka tajemnicy Jego Bóstwa. Komunia- jest najpełniejszym wyrazem tej cudownej synergii. „Przyzwoliłeś mi, Panie, aby ta Świątynia podległa zepsuciu- moje ludzkie ciało- zjednoczyła się z Twoim świętym ciałem, żeby moja krew zmieszała się z Twoją; i odtąd jestem Twoim członkiem przeźroczystym i przeświecającym… Jestem nieprzytomny z zachwytu, widzę siebie takim- o cudzie- jakim się stałem. Jednocześnie bojąc się siebie i wstydząc się siebie, Ciebie uwielbiam i obawiam się Ciebie, i nie wiem, gdzie znaleźć schronienie, do czego używać tych nowych członków ubóstwionych”- tak pisał eucharystycznym zjednoczeniu św. Symeon Nowy Teolog. Ile w tej refleksji jest żaru wiary, świadomości bliskości Nieogarnionego. Takie słowa może złożyć w poemat modlitwy człowiek, który poszedł- zobaczył- uwierzył. Tylko wiara pozwala przenikać nadprzyrodzone światło tajemnicy, a ciało człowieka staje się ołtarzem- miejscem przemienienia. „Usta, choć zamknięte połykają ogień, język choć milczący, poczyna. Nie spala się język ciała od ognistego języka. Jak krzak ciernisty na pustyni, którego nie strawił płomień” (Cirillonas). Bóg przeistoczony w materię świata i człowiek przeistoczony ogniem świętego Pokarmu. Virgil Gheorghiu syn prawosławnego księdza w książce pt. „Od dwudziestej piątej godziny do godziny wieczności” opisuje moment wyjścia wiernych z Boskiej Liturgii w pełnych zdumienia słowach: „Wszyscy wychodzący z Bożej Liturgii wydawali się być przemienieni, odarci z wszelkich ziemskich trosk, uświęceni. I nawet więcej niż uświęceni- przebóstwieni”. Chodźcie i zobaczycie !