niedziela, 12 marca 2017

Mt 17, 1-9

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».

Kiedy Mojżesz stał na górze przed żarzącym się ognistym krzewem, prosił Boga, aby ten ujawnił mu swoje imię. Był pewnie przerażony i nie spodziewał się, że usta Najwyższego wypowiedzą: „Jestem, który jestem”. To był pierwszy moment przełamania „świętej anonimowości” i przedstawienia się człowiekowi. Bóg przemawiając na Synaju, nie ukazał swojej postaci. Sam Mojżesz pomimo swoich predyspozycji wizjonerskich nie otrzymał od Boga łaski widzenia Jego oblicza, choć pragnął jej i o nią prosił: „Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę” (Wj 33,18). Choć Biblia mówi często o Bogu w sposób antropomorficzny, nigdy jednak nie ma mowy o widzialnej postaci Boga. Będzie musiało upłynąć wiele wieków, za nim już inny- święty Mędrzec poczuje wewnętrzne drżenie, mieszające się z nieprawdopodobnym szczęściem: „Oczy moje widziały zbawienie twoje”( Łk 2,30). Ale to był dopiero przedsmak tego, co dopiero wydarzy się na Górze Tabor. Tam nastąpi wejście w Światłość- zapowiedź triumfu życia- Paschy jako przemienienia dotykającego samej czeluści piekła. „Bóg zstępuje do otchłani, człowiek wznosi się ku niebu- pisze K. Ware- W Chrystusie Bóg utożsamia się z nami, uczestnicząc bezgranicznie w naszym ludzkim stanie. W wyniku tego, my- ludzie dostępujemy pojednania z Bogiem, uczestnicząc maksymalnie w Boskim życiu”. To wydarzenie Zmartwychwstania do którego przygotowuje trzech uczniów, jak również każdego z nas Chrystus na Górze. Ten akord jest potrzeby, aby utrwalił się obraz tak intensywny, że nic nie będzie go wstanie wymazać. Za nim Syn Człowieczy wejdzie się w ciemność śmierci, utrwali w sercach uczniów chwilę spowitą niestworzonym światłem; doświadczenie jeszcze bardziej intensywne niż to, które przeżywał Mojżesz i Symeon. To coś więcej niż nieprawdopodobne spotkanie które pozostawia człowieka w bezruchu i nieopisanym zdumieniu. Wraz z zalewającym zewsząd światłem uczniowie wchodzą w emanację Boskich Energii. Wydarzenie staje się dynamiczną i pełną ekspresji obecnością Boga, którego można poznać w działaniu. Energie udzielając się człowiekowi przyjmują formę światła- pełna intensywności Boska Światłość, której ucieleśnieniem jest przemienione ciało Chrystusa. Intensywność tego doznania odbiera mowę i spowija rozum niemożliwością odnalezienia jakiegokolwiek wytłumaczenia- jak to możliwe ? Dopiero widząc to „widowisko” jesteśmy wstanie zrozumieć całą pełnię Bożej ekonomii: „Bóg stał się człowiekiem, aby odczłowieczeni ludzie, mogli stać się prawdziwymi ludźmi” (J. Moltman). W przemienionym Chrystusie dostrzegamy zaproszenie do synergii i bycia wyniesionym ponad ciągłą walkę ze światem i ciałem. Od tego momentu „chrześcijanin to ten, który, gdzie nie spojrzy, wszędzie dostrzega Chrystusa i raduje się Nim” (A. Schmemann). Czytając dzisiejszą Ewangelię i rozmyślając o możliwości przebóstwienia człowieka, warto odnieść się jeszcze do przesłania jakie niesie ikona. „Na ikonach widzimy świat rzeczywisty, a nie iluzoryczny. Widzimy jednak świat, przemieniony światłem Bożym” (P. Floreński). Nie bez przyczyny każdy początkujący adept sztuki ikonopisania, powinien jako pierwszą- wykonać ikonę Przemienienia. Dzięki temu można łatwo poznać, czy malarz jest rzeczywiście człowiekiem duchowym i czy potrafi widzieć świat tak, jak widzieli go Apostołowie pełni zachwytu i kontemplacji. W tej tradycji wyraża się mądrość wiary i koncentracja na tym, co najbardziej istotne. Najważniejszy jest Chrystus rozświetlający cały świat. Przy nim wszystko inne blednie. Pewnie dlatego pejzaż obecny w ikonie staje się czymś pominiętym mało istotnym- od figlarnym dodatkiem. Najważniejsza jest Światłość- przenikliwa i wsączająca się przez oczy, rozświetlając dusze uczniów.  Kończę to rozważanie słowami modlitwy kardynała Newmana: „Nich spojrzą i nie widzą już mnie, lecz tylko Jezusa. Pozostań ze mną, a wtedy zacznę świecić, jak Ty świecisz; tak świecić, aby być światłem dla innych, światło, Jezu, będzie całe od Ciebie, nie będzie nic mojego. To ty będziesz świecił na innych poprzez mnie.”

piątek, 10 marca 2017

Ps 130

U Pana jest bowiem łaska,
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela
ze wszystkich jego grzechów.

Myślę, że każdy piątek Wielkiego Postu przeżywa się bardziej intensywnie niż wciągu pozostałych dni roku. Jesteśmy bardziej skłonni do zatrzymania się i duchowego zamyślenia; mniej skoncentrowani na sobie. Nasza uwaga skupia się na Chrystusie rozpostartym na „Krzyżu symbolu odkupionego człowieka”. Krzyż musi nas prowokować do ważnych pytań, w końcu to znak naszego ocalenia. „Kto szuka prawdy, zawsze wracać będzie do pytania o to, jak można przezwyciężyć śmierć” (N. Fiodorow). To w tym znaku chrześcijanin odkrywa sens własnej egzystencji i perspektywę zaskakującej przyszłości. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5,24), ten sam św. Paweł powie jeszcze mocniej „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6,14). Chyba nie ma głębszej i mocniejszej teologii Krzyża; to symbol nowego życia, którym zostają naznaczeni ci, którzy przeszli przez kąpiel chrzcielną, przywdziali szaty godowe i stoją z rozpromienioną twarzą oczekując nadejścia Zbawiciela. Tym znakiem jesteśmy opieczętowani i wciągu całego naszego życia powtarzamy go, odkrywając w nim siłę do przezwyciężania zła i wykrzesywania siły dobra. W czasie nabożeństw cerkiewnych wierni wielokrotnie żegnają się znakiem krzyża. Idąc za myślą Guardiniego- opasują się znakiem zbawienia, będąc przekonani, że to co czynią identyfikuje ich ze Zwycięskim Mistrzem, jak również napełnia siłą, czyniąc z grzeszników „wojowników światłości”. W tym geście zawiera się również wspomnienie własnego chrztu, jak również gotowość do walki ze złym duchem. Już najstarsi Ojcowie Kościoła zachęcali do tej praktyki swoich wiernych: „Gdy coś zaczynamy i gdy już coś robimy, na początku i końcu, w czasie ubierania się i nakładania butów, przed kąpielą, gdy podchodzimy do stołu, gdy zapalmy świece, gdy udajemy się na spoczynek lub siadamy na krześle, w czasie codziennej krzątaniny kreślimy na czole znak krzyża” (Tertulian). To świadectwo uświadamia nam że pierwsi chrześcijanie sygnowali każdy najdrobniejszy szczegół własnego życia. Święty Jan Chryzostom objaśnia głębię tego gestu zewnętrznego: „Gdy tylko żegnasz się znakiem krzyża, weź sobie do serca wszystko, co jest w krzyżu; stłum gniew i wszelkie powstałe namiętności ! Gdy się żegnasz, wypełnij swoje czoło wielką ufnością, uczyń swoją duszę wolną… Nie powinno się jednak czynić znaku krzyża tak po prostu- jednym palcem, lecz najpierw sercem, pełnym najgłębszej wiary. Gdy w ten sposób kreślisz go na swoim czole, nie zbliży się do ciebie żaden nieczysty duch, ponieważ widzi broń, która go rani, miecz, który zadał mu cios śmiertelny”. Jest chyba jeszcze jeden ważny element tej refleksji. Wierzący nie tylko nakreśla na swoim ciele znak krzyża, ale przyjmuje postawę odzwierciedlającą znak zbawienia. Już w malarstwie katakumbowych chrześcijanie ukazani zostali jako oranci- z podniesionymi dłońmi, wpatrzeni w niebo, rozpromienieni radością i nadzieją. W absydach wczesnochrześcijańskich kościołów umieszczano krzyż lub świętych którzy go odzwierciedlali. Człowiek patrzący na rozświetlony krzyż pragnął nadejścia Chrystusa- który wchodząc w świat uczyni go cieniem, a wszystko napełnione łaską stanie się „nowym stworzeniem”.

czwartek, 9 marca 2017

Mt 7, 7-12

Jezus powiedział do swoich uczniów «Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków».

Chrześcijaństwa nie można pogodzić z postawą bierności, stagnacji lub świętego spokoju. Jeżeli ludzie wierzący przestaną stawiać światu ważne pytania to wtedy skazani są na rozmycie się w obojętności i ślepym marszu w przeciwnym kierunku niż ten, którym powinni podążać. Szukanie…, przepychanie się przez tłum obojętnych i nieporuszonych niczym gapiów jest najważniejszym zadaniem uczniów Chrystusa. „Żyjemy w cywilizacji pustych słów, pustych obrazów- pisał O. Clement- w której wyolbrzymione potrzeby rozpalają żądzę, pieniądz kształtuje marzenia, a reklama zajmuje miejsce ascezy będącej dobrowolnym wyrzeczeniem się własnych potrzeb na rzecz dzielenia się, umożliwiającej wyzwolenie od namiętności i wsłuchanej w pokorne i demaskujące śmierć słowa życia, słowa zmartwychwstania”. Chrześcijanie wchodząc w sam środek pulsującej rzeczywistości mają doprowadzać do takich sytuacji, które pozwolą uobecnić się zakrzyczanym i przykrytym woalem obojętności wartościom. Postawić w centrum człowieka- pokazać głód jego duszy, wydobyć tęsknoty, odsłonić horyzonty. Zamiast socjologicznych i doraźnych ochłapów pozornej miłości, uobecnić twórczą miłość- która potrafić podnieść z kolan wylęknionych i zrezygnowanych życiem ludzi. Święty Bazyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa dawał taką wskazówkę: „Musimy żyć z takimi ludźmi, którzy nam są bliscy duchowo”. Dzisiaj to zbyt mało, te słowa w wymagają dopowiedzenia: dzisiaj musimy szukać człowieka poranionego, zagubionego, łaknącego, aby go nakarmić Bogiem. W tym pragnieniu zawiera się głęboka odpowiedzialność za człowieka- brata. „Dobry Boże, świat zmierza ku upadkowi- modlił się starzec Sylwan z Atosu- lecz Ty otwierasz mi drogę do życia wiecznego. Panie, nie mogę pójść tam sam, cały świat musi Cię poznać”. Jeśli prosząc o chleb chcemy, aby nasze pragnienie było szczere , pozbawione dwuznaczności, czy chęci wyeksponowania siebie, trzeba spełnić jeden warunek: dzielić się…, rozdać swoje życie, połamać je tak, jak wspólnota w czasie liturgii łamie eucharystyczny Chleb- Ciało Boga i nasyca nim Ciało- Kościół. „We wszystkim czyńcie Eucharystię”- nawoływał św. Paweł przypominając wierzącym o ich eucharystycznym sposobie życia. Strzec Makary z Pustelni Optyńskiej pisze: „Jezus jadał wraz z faryzeuszami i celnikami. Wzywał swych uczniów do tego, by postępowali za Jego przykładem, gdyż tylko w taki sposób będą modli stać się dziećmi Ojca Niebieskiego, który sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i dobrymi… Słońce nie zmienia się przecież z powodu tego, co oświetla, i nie staje się mniejsze, gdy wysusza błoto. Tak samo chrześcijanin nie powinien zmieniać wyrazu twarzy w zależności od tego, z kim rozmawia. Powinien zachowywać się przyjaźnie wobec wiernego, jak i niewiernego, wobec świętego, jak i grzesznika”.

środa, 8 marca 2017

Ps 51  

Stwórz, Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

Serce jest szczególnym miejscem „gdzie sam Bóg ma dostęp i gdzie dokonuje się spotkanie człowieka z Bogiem”. W tekstach Nowego Testamentu serce jest ośrodkiem wszystkiego, co jest z ducha. Wiara nie jawi się jak sfera myśli, uczuć, czy intuicji, ale wyłącznie serca. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam został dany” (Rz 5,5). Jednocześnie serce ucieleśnia „świętość ukrytą w głębinach każdej ludzkiej duszy”. Serce jako miejsce spotkania, nawiedzenia, przebóstwienia; organ duchowych możliwości poznawczych: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”- pisał Exupery w Małym Księciu. Aby spotkać Boga trzeba wejść w głąb własnego serca do najskrytszej, tajemnej i niezniszczalnej komnaty, aby odnaleźć duchowy skarb. Według Marka Mnicha, to o tym ukrytym skarbie wspomina w swoim nauczaniu Chrystus: „Królestwo Boże jest pośród was” (Łk 17,21), lub kiedy mówi o „dobrym skarbcu swego serca” (Łk 6,45). W duchowości wschodniej często pojawia się problem serca. Wiara która rodzi się w głębi serca, jak również realizacja życia duchowego której impuls nadaje rytm bicia serca. Serce jest również przestrzenią przechowywania uczuć i pamięci o Bogu- sanktuarium mistycznych poruszeń, rozedrgania duszy, ale również duchowej walki. „Serce jest jak małe naczynie. Chociaż są w nim smoki i lwy, jak i zatruwające jadem stworzenia oraz wszelkie rodzaje nieprawości, są w nim także wyboiste ścieżki i wielkie przepaści- to jest w nim również Bóg, są aniołowie, jest życie i Królestwo, jest światło, są aniołowie, są niebiańskie miasta i skarby łaski: jest w nim wszystko” (św. Makary). Często mistycy stawiali pytania: mamy oczy którymi widzimy świat, uszy które wychwytują dźwięki, rozum który analizuje rzeczywistość i oddziela fałsz od prawdy. Zatem jaka zdolność pozwala nam dostrzec Boga ? Wielu mistyków odpowie jednogłośnie: tym duchowym organem jest przeobrażone miłością serce. „Jeśli wiara jest relacją do osobowego Boga- rozmyślał Boris Wyszesławcew- wynika z tego, że wobec Bóstwa nie jest możliwa żadna inna relacja, jak tylko relacja w głębi jestestwa, w głębi serca. Bóg bowiem, jest dotykalny tylko dla serca”.  Średniowieczny mnich Durandus, nazywał serce mistycznym ołtarzem, na którym cielesne popędy, oczyszczane ogniem Ducha Świętego i uszlachetnione uczynkami miłości, są składane Bogu w ofierze. Benedyktyn Henri le Saux, pojmował serce jako „miejsce naszego pochodzenia, w którym dusza niejako wychodzi z Bożych rąk i budzi się dla samej siebie”. Tylko przebudzone serce, staje się zdolnością do uchwycenia bliskości Boga. „Zajrzałem w swoje serce; to tam dostrzegłem Go; Nie było Go nigdzie indziej”. Dlatego psalmista woła do Boga o dar czystego serca- przejrzystego, lśniącego niczym tafla wody. To przestrzeń odzyskania nadziei, odkrycia duchowego celu, odnalezienia ukrytego skarbu. „Serce niezgłębione”- zwornik transcendencji, w której stworzenie spotyka się ze Stwórcą. Wątła miłość człowieka odpowiada na wielką miłość Boga. Chodzi oto, aby zstąpić w głębię serca- a w niej odnaleźć Boga.

 .

wtorek, 7 marca 2017

Ps 34  

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Wielki Post jest poszukiwaniem prawdziwego, nienawarstwionego od mnóstwa własnych wyobrażeń pełnego piękna oblicza Boga. Chrześcijaństwo głosi nieprzerwanie prawdę, że to spotkanie dokonuje się w tajemnicy skrzyżowanych ramion krzyża. Najpiękniejsza twarz chrześcijańskiego Boga, to twarz Ukrzyżowanego Króla- bezradnego i opuszczonego, a zarazem zwycięskiego w akcie największej miłości. Ten, kto jest „ukrzyżowany z Chrystusem”, kto doświadczył co znaczy być krzyżowanym jest najbliżej poznania tajemnicy Bogaczłowieka. Nie chodzi to o rzeczywiste doświadczenie cierpienia, ale duchową świadomość w której moja droga pokrywa się z drogą Chrystusa. Święty Grzegorz z Nazjanzu powie: „Wczoraj dałem się ukrzyżować razem z Chrystusem, dzisiaj razem z Nim okrywa mnie chwała; wczoraj dałem się z nim zabić, dzisiaj wracam do życia. Wczoraj zszedłem z Nim do grobu, dziś z Nim z martwych powstaję”. Droga Boga i droga człowieka w pewnym momencie schodzą się razem- krzyżując się tworzą wspólne przesłanie o niezgłębionej miłości Baranka. Zawsze na mnie wielkie wrażenie robi wczesnośredniowieczna scena Ukrzyżowania, stanowiąca fragment większego programu malarskiego z kościoła Sant Angelo in Formis w Kapui. Mamy w tym przedstawieniu niezwykłą symbiozę zachodniej wizji zanurzonej w estetycznej tradycji Bizancjum. Chrystus Zwycięski niejako ogarniający swoimi rozpostartymi rękoma świat. Jest niczym Feniks powstający z popiołów śmierci- dumny i zwycięski. Twarz pełna świetlistości, szeroko otwarte oczy z których emanuje spokój i życie. „Krzyż przywracający życie”, z którego płynie pieśń paschalnego triumfu: „Chrystus zmartwychwstał !” Jeżeli psalmista zaprasza nas do kontemplacji pełnej świetlistości twarzy Boga, to jedyne co możemy zobaczyć to oblicze Bogaczłowieka- Tego który wyrwał się objęciom śmierci i stanął rozpromieniony blaskiem poranka wielkanocnego. Klemens Aleksandryjski pisał w słowach pełnych mocy: „Połóżmy więc kres, połóżmy kres zapomnieniu prawdy. Wyzbądźmy się niewiedzy i ciemności, które przesłaniają nasz widok, jak mgła, aby wpatrywać się w Tego, który rzeczywiście jest Bogiem, wzniósłszy ku Niemu to wołanie: Witaj, o światłości !  To światło jest życiem wiecznym i wszystko, co ma w nim udział, żyje, podczas gdy noc unika światła, rozprasza się z lęku i ustępuje miejsca dniowi Pańskiemu. Wszystko stało się światłem niezniszczalnym i zachód przemienił się we wschód”. Ta przemiana zachodu we wschód ukazuje paschalną perspektywę przyszłości. Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa, nie tylko napełnia serce człowieka nadzieją na dar nowego życia, ale stawia go naprzeciw Zwycięskiego Pana. Ta świadomość nadaje naszemu życiu nie tylko duchowego kolorytu, ale intensywności w poznaniu i rozkochaniu się w Bogu, bowiem kiedy zamkniemy oczy zobaczymy Boga.  

 

niedziela, 5 marca 2017

Mt 4, 1-11

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem»… Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”». Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu.

Ewangelia dzisiejszej Niedzieli przenosi nas na pustynię, jesteśmy świadkami pierwszego i niezwykle ważnego pojedynku Chrystusa z diabłem. To moment kuszenia i próby, pewnie bez którego nie jesteśmy wstanie zrozumieć istoty Wielkiego Postu. Pustynia nie jest miejscem turystycznej włóczęgi, czy egzaltacji- to miejsce duchowej walki, mocowania się ze sobą i z przeciwnikiem naszej duszy. Pustynia to środowisko naszego życia, codzienność przemierzana w pocie czoła i z oczami w których można wyczytać katalog osobistych trosk. Na pustynię wychodzi się po to, aby wiarę pozbawić bałwochwalstwa, serce opróżnić z egoizmu- dostrzec własne grzechy i opłakiwać je. Atanazy Wielki pisał: „Umiłujmy post, bowiem post jest wielką ochroną, wraz z modlitwą i jałmużną. To one wyzwalają człowieka od śmierci. Jak Adam został wygnany z raju za to, że zjadł i przez to wyrzekł się wiary, tak każdy, kto chce, wchodzi do raju przez post i wiarę”. Pustynia jest miejscem wycofania się od wszystkiego, konfrontacji z tym, co uniemożliwia dalsze wędrowanie w kierunku Boga. Święty Izaak Syryjczyk opowiada, że trzeba wyruszyć odważnie w nieznane- szukać i wołać o dar przeobrażającej serce miłości: „Niech Duch Twój, oddany przez Ciebie na krzyżu w ręce Ojca, w miłosierdziu swym doprowadzi mnie do Ciebie. Nie mam odwagi, żeby Ciebie poszukiwać, brak mi ducha pokuty, brak też miłości… Ale Ty, Panie, Boże mój, Jezus Chryste, daj mi łaskę pokuty, potrząśnij mym sercem, abym całą duszą poszukiwał Ciebie, bez Ciebie bowiem nie istnieję…” Na pustyni można zajrzeć w głąb samego siebie, zobaczyć to wszystko co potrzebuje uzdrowienia i ocalenia. W tej duchowej bezsilności możemy zdać się jedynie na Boga. Nie jesteśmy wstanie nie doświadczyć trzech pokus, które stały się doświadczeniem Mistrza. Ilu dzisiaj współczesnych ludzi słyszy ten sam podszept złego ducha. Chcesz rozwiązać problemy ekonomiczne świata; przemienić kamienie w chleb- nakarmić rzesze, to daj mi tylko swoją wolność. Czy tak właśnie nie oskarżał chrześcijaństwa ateistyczny socjalizm ? Wypominał chrześcijaństwu to, że nie uczyniło ludzi szczęśliwymi, nie dało im spokoju, nie nakarmiło ich. Wielki Inkwizytor z powieści Dostojewskiego mówił, że „człowiek szuka nie tyle Boga, ile cudu”. Ilu to karmiło się chlebem rozdawanym przez ręce Kościoła. Najedli się do sytości i poszli swoją drogą. W taką pułapkę próbował wciągnąć demon Chrystusa, a teraz mami tym krótkowzrocznych i chorujących na materializm ludzi. Odpowiedź Pana jest prosta i radykalna: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”- wskazując prymat ducha nad materią. Nie chodzi tu o powszechną i pozbawiającą problemów świata dystrybucję dóbr. „Pokusy zostały odrzucone przez Chrystusa- mówił Bierdiajew- w imię wolności ludzkiego ducha. Chrystus nie chciał by duch ludzki był zniewolony przez chleb, cud i ziemskie królestwo… Tajemnica chrześcijańskiej wolności jest tajemnicą Golgoty, tajemnicą Ukrzyżowania. Prawda ukrzyżowana nikogo nie zmusza. Można ją dobrowolnie przyjąć. Prawda ukrzyżowana zwrócona jest do wolności ducha ludzkiego”. Dzięki pokornemu przemierzaniu pustyni z Chrystusem, chrześcijaństwo uczy się wewnętrznej wolności opartej na zaufaniu; odkrywa przemieniającą radość, odnajduje najcenniejszy dar- miłość samego Boga. Po zmierzeniu z pustynią, chrześcijanin staje się gwałtownikiem zwalczającym zło w swoim wnętrzu, a jego „serce oczyszczone staje się wewnętrznym niebem”.

sobota, 4 marca 2017

Łk 12,35-40

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących swego Pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie...

Chrześcijanie od samego początku byli świadomi swojej odmienności od pozostałych ludzi, którzy „beztrosko” przeżywali życie w poszukiwaniu licznych przyjemności, tylko po to, aby zapomnieć iż są śmiertelnikami. Złudzeniem niewierzących było przeświadczenie, że można przedłużyć swoje życie i oszukać nieuniknioną konieczność przemijania i wejścia w niebyt. Wyznawcy Chrystusa nie byli przywiązani do ziemi i spraw tego świata, towarzyszyło im głębokie przeświadczenie, że wszystko co najlepsze jest dopiero przed nimi. Chrześcijaństwo było i nieustannie jest religią czuwania, niewzruszonego trwania i tęsknoty za Chrystusem, który nadejdzie nagle i niezapowiedzianie. „Apokaliptyka była matką całej chrześcijańskiej teologii”- pisał niemiecki teolog Kasemann. Pierwsi chrześcijanie marzyli o barwnym- pięknym moralnie i duchowo świecie w którym „Bóg będzie wszystkim we wszystkich”. Nie potrafili znaleźć adekwatnego języka, aby móc go opisać, stąd często powracali do licznych zapewnień Pana szukając w nich otuchy i umocnienia serca „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga ? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie ja jestem”. Przyjście Chrystusa i poprzedzające je oczekiwanie jest kluczowym problemem teologii. „Wierzyli, że przyjdzie, ponieważ raz już przyszedł. Jego przyjście w chwale dokonuje się dla wierzących w Niego, gdy sprawują Wieczerzę Pańską. Ich modlitewne Maranatha było wezwaniem do przyjścia Chrystusa i jego spełnieniem w Eucharystii; „O przyjdź Panie Jezu- Pan nadchodzi”. Kościół jest „początkiem dni ostatecznych”. Wstępując do Kościoła wkraczamy w okres eschatyczny, który dla nas już nastąpił. Oczekując chwalebnego przyjścia Chrystusa, za każdym razem spotykamy Go w Eucharystii… Nasze oczekiwanie na Pana, który przyszedł,  który przychodzi i przyjdzie, nie oznacza ani akceptacji, ani też odrzucenia świata”(M. Afanasjew). Ten, na którego czekamy przyjdzie przyobleczony w światło, zdumiewający i pełen miłosnego spojrzenia. Jak Chrystus Sędzia z mozaiki baptysterium San Giovannni we Florencji. My również jesteśmy przeniknięci wewnętrznie tęsknotą za dniem uobecnionego Boskiego piękna- wiecznej miłości, która stanie się udziałem śmiertelników i uczyni ich wiecznymi. Żyjemy w świecie napełniając go paschalną tęsknotą za rzeczywistością przemienioną i napełnioną obecnością Boga. Tak naprawdę przyjście Pana ostatecznie już się zaczęło: w naszej egzystencji, kolejnej wielkopostnej drodze, być może w nieprzewidzianej śmierci i cudzie zmartwychwstania. Bądźmy pełni tęsknoty i jak pisał Orygenes: „Wkraczajmy więc w nowe życie i wobec Tego, który nas wskrzesił z Chrystusem, ukazujmy się codziennie nowi i, że tak powiem piękniejsi, gromadząc piękno naszego oblicza w Chrystusie zwierciadle i w Nim oglądając chwałę Pana, przemieniajmy się w ten sam obraz, gdyż Chrystus, powstając z martwych, z ziemskiego poniżenia wstąpił do chwały Ojcowskiego majestatu”.