wtorek, 9 maja 2017

J 12, 44-50

Jezus tak wołał: «Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał. Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś słyszy słowa moje, ale ich nie zachowuje, to Ja go nie potępię. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić.

Na płaszczyźnie ontologii obecność Boga jest całkowicie transcendentna i niemożliwa do uchwycenia. „Bóg jest absolutnie nieosiągalny” pisał Nowosielski próbując odsłonić subtelne paradoksy nieprzedstawialności Boga w przestrzeni sztuki sakralnej. Jednocześnie Ten Nieprzedstawialny i nieuchwytny ludzkiej percepcji w osobie Chrystusa stał się ikoną Boga. Ikona a zatem podążająca za nią ikonografia posiada charakter apofatyczny- „pokazuje rzeczywistości niepokazywaną” jak to doskonale wyraził o. Paweł Floreński. Dzisiejsza Ewangelia jest najlepszym komentarzem do zaistnienia obrazu. Sztuka poczęła się ze „Słowa które stało się ciałem”. Praesentia- to łacińskie słowo, które można tłumaczyć jako ujawnienie się osoby lub bycie naprzeciw niej; najwłaściwiej oddaje fenomen poznania który „utrwala” ikona. „Ikona nie uznaje dla siebie żadnej innej miary niż jej własna, niekończona i niezmierzona. Podczas gdy idol mierzy boskość zasięgiem spojrzenia tego, kto następnie go wyrzeźbi, ikona ukazuje w widzialnym nie tylko twarz, na której niewidzialne daje się oglądać tym lepiej, że jego objawienie otwiera przepastny bezmiar, jakiego ludzkie oczy nie zaprzestaną nigdy zgłębiać” (J. L. Marion). W tym kluczu należy rozumieć ikonę w wymiarze epifanicznym, przekraczającym zwyczajny język religijnej prezentacji. „Oczy są mądrzejsze od uszu, a we wczesnym Kościele najbardziej rozpowszechnioną metaforą poznania było widzenie”. Chrześcijaństwo poznało Boga patrząc w ludzką twarz, w rozświetloną światłem twarz Chrystusa. Cyryl Aleksandryjski napisał w komentarzu do historii o niewidomym człowieku, że kiedy zapytał on: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył ?”, Jezus nie powiedział: „Poszukaj natury Boga przez analogie”, lecz: „Jest nim Ten, którego widzisz i który patrzy na ciebie”. Wskazał na rzeczywistość swego ciała, którą można zobaczyć. Rzecz jasna widzenie oznacza w tym wypadku coś więcej niż tylko uchwycenie kogoś wzrokiem, jest również wejściem w relację z Tym który pozwala się zobaczyć i dotknąć. Dlatego chrześcijanie wschodni nie tylko patrzą na ikony, lecz je dotykają, całują, zapalają przed nimi kadzidło i świece, ozdabiają kwiatami, kierują przed nimi modlitwy. Święty Jan Damasceński wielki teolog i obrońca kościelnej sztuki napisze: „Odważnie rysuję portret niewidzialnego Boga nie jako niewidzialnego, lecz jako Tego, który się pojawił dla naszego zbawienia i istniał w ciele i krwi”. Zatem w obrazie Jezusa nie jest sportretowany ani Jezus-człowiek, ani niewidzialny Bóg, lecz obraz Boga, który stał się ciałem. Dlatego każdy chrześcijanin winien wyznać słowami wielkiego teologa: „Widziałem Boga w ludzkiej postaci i moja dusza została zbawiona”.

 

 

poniedziałek, 8 maja 2017

J 10, 22-30

Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».

Myślę, że centralną kwestią wiary i refleksji teologicznej- podyktowanej nieskromną ciekawością było zagadnienie zbawienia. Pierwsi chrześcijanie widzieli w Chrystusie Kyriosa i uznawali Go za Boga, który wraz Ojcem odbiera cześć i uwielbienie, będąc głową odkupionej ludzkości. Przekonanie to znacząco wpłynęło na kształt późniejszej jak również dzisiejszej duchowości chrześcijańskiej. Nie bez przyczyny średniowieczny myśliciel św. Bernard miał powiedzieć: „Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga”. Wskazał tym samym że życie człowieka jest oczekiwaniem na Tego, który przynosi wyzwolenie. Wiele debat które się przetoczyły przez dzieje Kościoła najwyraźniej odzwierciedlają zbawczy sens Wcielenia i Odkupienia. Tradycja patrystyczna a wraz z nią późniejsza myśl zbudowała wyrazisty komentarz: On przyszedł jako Pasterz, wszedł w środek Owczarni- aby szukać, odnaleźć i włożyć na ramiona grzeszników. To zaufanie wobec zbawiającego Bogaczłowieka, nie tylko oddaje piśmiennictwo wieków ale nade wszystko najstarsza sztuka Kościoła. Jeżeli miałbym wskazać jakieś wyjątkowe dzieło sztuki o charakterze jednoznacznie głęboko duchowym to jest nim mozaika ukazująca Dobrego Pasterza z Mauzoleum Galli Placydii w Ravennie V wiek.  W mozaice nad wejściem Chrystus przedstawiony jest jako Dobry Pasterz. Atrybutami jego boskości są złota tunika i purpurowy płaszcz, aureola i krzyż, zastępujący kij pasterski. Sylweta Chrystusa wygięta w swobodnej pozie, stanowi centrum kompozycji obrazu, wokół której zostaje zbudowana po mistrzowsku z dwóch stron bukoliczna sceneria z owieczkami wpatrzonymi w swojego Pasterza. To najpiękniejszy obraz Kościoła- wpatrzony w Chrystusa, wypełniony miłością i absolutnym zaufaniem wobec Tego, który za chwilę poprowadzi stado ku wzgórzom. W tym miejscu zdają się wiarygodnie wybrzmiewać słowa Ruperta Mayera: „Żyjąc w obecności Boga, pozostajemy zawsze na wyżynach”. Sposób w jaki artysta oddał miękkość wełny owiec i naturę skalistego pejzażu jest nie tylko wyrazem mimetyzmu w sztuce, ale nade wszystko odzwierciedleniem świata już przemienionego- idealnego- będącego kalką rzeczywistości niebiańskiej. To świat które jest już zbawiony, przeszedł paschę wraz z Tym który umarł i zmartwychwstał. Jest jeszcze jedno przesłanie teologiczne oparte na ewangelicznym fragmencie i podniesione przez obraz- to przebóstwienie widziano jako odzyskanie nieśmiertelności. Święty Augustyn podkreślał: „Bóg chce uczynić ciebie bogiem… Jak uczestniczył w twojej śmiertelności, przybierając człowieczeństwo, tak dał ci udział w nieśmiertelności podnosząc cię”. Pasterz nigdy się nie zniechęca poszukiwaniem, nie znudzi się kołataniem do serca człowieka. Tego nie ma w żadnej innej religii; taka bliskość Boga wobec człowieka jest tylko w chrześcijaństwie. Kiedy jestem okaleczony, wyniszczony, poturbowany przez życie, czy krawędzi wątpliwości- On przychodzi z darem miłości i zbawienia. Piękny Młodzieniec z moim życiem na swoich ramionach !

niedziela, 7 maja 2017

J 10, 1-10

A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych».

Obraz Chrystusa Dobrego Pasterza towarzyszy od początku chrześcijaństwa.To najpopularniejszy wypowiedziany językiem malarskim obraz najważniejszej postaci w historii zbawienia. Obok rzadkich wizerunków przedstawiających Chrystusa wprost istnieje cała gama związanych z tym tematem wyobrażeń symbolicznych, malowanych w katakumbach lub rzeźbionych jako motyw dekoracyjny na sarkofagach. Wśród tych, które odwołują się do postaci ludzkiej, najważniejsze miejsce zajmuje przywołany już, typ Dobrego Pasterza, istniejący już od I wieku. Wiele jego przykładów występuje w rzymskich katakumbach Domicylii. Obraz ten łączy się ściśle z przedstawieniem baranka, zaczerpniętym z tekstów biblijnych, jak również stanowi silne odwołanie do kultury pogańskiej, której motywy w sposób umiejętny zostały przetransponowane do sztuki chrześcijańskiej i nabrały całkowicie nowej w przekazie treści.  Przedstawienie Dobrego Pasterza jest znakomitym przykładem na to, w jaki sposób w sztuce wczesnochrześcijańskiej motywy antyczne wiązane były z biblijno-chrześcijańskimi ideałami. Warto zaznaczyć że dla pierwszych wyznawców, sposób obrazowania i różnorodność tematów, miała jeden najważniejszy cel, jakim był przekaz wiary. Katecheza w obrazie, która stanowiła pewien teologiczny język wypowiedzi. „Toteż sens chrześcijańskich symboli odsłaniano katechumenom stopniowo, w miarę postępowania ich przygotowań do Chrztu. Poza tym kontakt miedzy chrześcijanami a światem zewnętrznym także wymagał swoistego języka- szyfru. Chrześcijanie nie byli zainteresowani, by odsłaniać pogańskiemu i wrogiemu światu swoje tajemnice”. Stąd odczytywanie przedstawienia miało dla dwóch różnych grup ludzi, całkiem inny przekaz. Motyw mężczyzny niosącego zwierzę na plecach przetrwał w wielu przestawieniach sztuki antycznej. Najsłynniejszym przykładem jest Moschoforos w ateńskim muzeum na Akropolu, będący zapewne przedstawieniem mężczyzny niosącego zwierzę ofiarne. W sztuce antycznej występują poza tym jeszcze inne motywy, np:  pasterz i bóg Hermas niosący barana. W wielu kulturach pasterz posiada znaczenie symboliczne o kontekście religijnym. W Psalmach mamy odniesienie jednoznaczne do obrazu troskliwego Boga: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego…” (Ps 23). O częstym przedstawianiu w sztuce pierwszych wieków Chrystusa jako Dobrego Pasterza zdecydowały Jego własne słowa, kiedy odwołuje się do motywu zagubionej owcy (Łk 15, 3-7). Mówi jednocześnie o sobie, jako o Dobrym Pasterzu: „Ja jestem Dobrym Pasterzem. Dobry Pasterz daje życie swoje za owce”, albo „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15,24). „Chrześcijaństwo przyjmuje ten typ ikonograficzny i nadaje mu konkretny sens dogmatyczny: Dobry Pasterz- Bóg wcielony- bierze na ramiona zbłąkaną owcę, tzn. upadłą naturę ludzką, ludzkość, którą wprowadza do swojej chwały”. W tej scenie zawiera się cała wykładnia misji Jezusa- odnaleźć to co zagubione, poranione, będące w stanie upadku.  Pisze o tym Klemens Aleksandryjski: „Boski Pedagog jest godny zaufania, bo został ozdobiony trzema i to najpiękniejszymi darami: mądrością, życzliwością i autorytetem. Mądrością- bo jest mądrością Ojca; autorytetem- bo jest Bogiem i Stwórcą; życzliwością- bo On sam siebie za nas złożył w ofierze”. W tym jakże przemawiającym do wyobraźni obrazie, ciągle aktualnym, a może dzisiaj w poczuciu ludzkiej samotności jeszcze bardziej; potrzeba poczuć miłość Boga dla którego jesteśmy ważni, który każdego z nas cierpliwie szuka, aby przyprowadzić do swojej owczarni jaką jest Kościół. Bóg niesie ciebie na swoich ramionach a jedyne ślady jakie widzisz na ziemi, to odbicie Jego stóp”. Pragnę zakończyć słowami modlitwy którą napisał św. Symeon Nowy Teolog. W tych słowach każdy może zawrzeć osobiste pragnienie bycia niesionym na „ramionach Boga”. „Tak, Pasterzu współczujący, dobry, łagodny, który chcesz zbawić wszystkich w Ciebie wierzących, zmiłuj się nade mną, wysłuchaj mojej modlitwy, nie gniewaj się, nie odwracaj ode mnie swojego oblicza, ale naucz mnie spełniać Twoją wolę. Nie szukam bowiem spełnienia mojej woli, lecz Twojej, abym Tobie służył, o Miłosierny !”.

piątek, 5 maja 2017


Żydzi sprzeczali się między sobą, mówiąc: «Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». (J 6, 52-59)
Eucharystia jako sakrament obecności Chrystusa jest wydarzeniem Kościoła i wielką „dramaturgią” rozgrywającą się w przestrzeni świata- przenikając na wskroś całe stworzenie. O tym kosmicznym i meta-teologicznym wymiarze liturgii pisał o. Teihard de Chardin: „Nie ma nic cenniejszego od tej cząstki ciebie, która żyje w innych, która jest w tobie. Wysoko na wysokościach wszystko jest jednym.”Niebieskie ciało Pana nie należy już w istocie do tego świata- transcenduje go, przenosi go na inny ontologiczny plan istnienia. Człowiek przez spożywanie wchodzi w komunię z Bogiem. „Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus był widzialnie obecny w swej ziemskiej postaci i był obecny także w inny sposób, niebieski już, przez antycypację, w połamanym przez siebie i pobłogosławionym chlebie oraz winie. Nie jest możliwe żadne pomieszanie tych dwóch stanów. Na planie eucharystycznym wstąpienie do nieba znosi obecność ziemską i historyczną, możliwa jest teraz jedynie obecność liturgiczna”- pisał P. Evdokimov. Spożywanie tego Pokarmu jest uczestniczeniem w rzeczywistości futurystycznej- przebóstwionej- obiektywnie trudnej po ludzku do wyobrażenia. Kiedy wchodzimy w komunię jesteśmy z Bogiem w jego wiecznym „teraz”. Jesteśmy częścią arcydzieła stworzenia i intensywności Trójcy udzielającej dar miłości. W Eucharystii nasz świat dotknięty grzechem i kruchością istnienia wychyla się ku wieczności. Niewidzialna brama otwiera się ku Królestwu Bożemu. „We wspomnieniu eucharystycznym zacierają się granice przeszłości, teraźniejszości i przyszłości… w naszej liturgii wspominamy przyszłość” (C. Kern). Chrystus Arcykapłan w czasie każdej Boskiej Liturgii wchodzi z orszakiem aniołów i świętych zacierając tym samym granice czasu; niebo zstępuje na ziemię, a człowiek zostaje podniesiony ponad racjonalny i pozbawiony granic świat. „Stoją w świątyni Twojej chwały stoimy w niebiosach”(Troparion). Kościół staje się wspólnotą spotkania z niebianami. Wyraża to bizantyjski Hymn Cherubinów opowiadający o uczestniczących w liturgii jako tych, którzy „Cherubinów mistycznie przedstawiają”, kontemplując wraz z duchowymi towarzyszami „Króla wszystkich”.


czwartek, 4 maja 2017

J 6, 44-51

…Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».

Chrystus zmartwychwstały, wiecznie obecny w sercu Kościoła. Miłość zdeponowana w murach świątyń, zamknięta w złotych tabernakulach, przełamywany Chleb Wieczności i rozdzielany dla spragnionych i łaknących miłości. Chleb Żywy ! Przez tyle wieków chrześcijaństwa nie potrafimy w słowach wyrazić tej Tajemnicy. Mówimy lapidarnie i z pokorą: Misterium fidei ! Każda teologiczna refleksja jest tylko jakimś okruchem prawdy o Tym, który postanowił pozostać na ziemi w sakramentalny sposób. Dobrze to oddają słowa Blondela: „Ty jesteś celem całego stworzenia. Aby zaistniały wszystkie relacje bytów skończonych i ograniczonych, trzeba było, abyś popatrzył naszymi oczyma; aby zaistniała materia, trzeba byś wziął ją do siebie. I ściśle łącząc się z naszym ciałem, wypełniasz swe pełne miłości dzieło stworzenia… Ty czynisz z każdego centralny punkt perspektywy; Ty jesteś w każdej hostii; Ty wszędzie widzisz rzeczy tak, jak my je widzimy; Ty jesteś z nami; Ty pragniesz być z każdym człowiekiem”. Miał rację pewien średniowieczny mistyk: Eucharystia jest „jak pocałunek miłości” wielokrotnie powtarzany i intensyfikujący miłość Oblubieńca do swojej Oblubienicy Kościoła. Każda Eucharystia wiernie oddaje narrację biblijną, a przez powtarzanie wydarzenia z Wieczernika i nowego rytuału Chrystusa umacnia wiarę w realną i namacalną obecność Boga. Kluczowym słowem które utrwaliło się w liturgii jest greckie anamnesis- upamiętnienie, co w szerszy sposób należy rozumieć jako „wspominanie przez uobecnienie”. W liturgii dokonuje się synteza czasu i przestrzeni, wieczności i teraźniejszości- odwieczna epifania miłości Trójcy Świętej. Święty Jan Chryzostom w swojej anaforze umieścił słowa uwielbienia: „dzięki czynimy Tobie, i Jednorodzonemu Synowi Twojemu, i Duchowi Twojemu Świętemu”. Eucharystia- „Manna” wędrującego i doświadczanego w cierpieniach Kościoła stanowi centralny elementem kultu chrześcijańskiego, a jej wspólnotowa celebracja jest  nieustannym świętem wspólnoty sprawiając, że na twarzach ją przyjmujących pojawia się blask wieczności. „Liturgia to wieczny powrót dzieł wielkiej miłości Boga do nas” (M. Gogol). Współczesność naznaczona kryzysem wiary, obojętnością, marazmem, wymaga od chrześcijan bycia świadkami „Manny” która niesiona w ciemność świata powoli przywrócić prymat miłości i wiary w obecność Chrystusa. Kończę to rozważanie starożytną modlitwą biskupa Serapiona: „Prosimy uczyń nas żywymi ludźmi i daj nam ducha światłości, abyśmy poznali Ciebie, Prawdziwego, i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś. Daj nam Ducha Świętego, abyśmy mogli wypowiedzieć i objaśnić niewypowiedziane tajemnice Twoje”.

środa, 3 maja 2017

J 19,25-27

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.


Każdy z nas wyszedł z łona matki. Nasze ziemskie matki otaczamy szacunkiem, miłością, ciepłem i pamięcią. Nasza Ojczyzna i Kościół jest również jak dziecko, niesione i tulone do policzka Niebieskiej Matki. Ona jest szczególna, ponieważ jako jedyna skróciła dystans pomiędzy człowiekiem, a Bogiem. Często o Maryi myślimy posługując się ozdobnikami teologii, czy pochlebstwami poezji. Jej zwyczajność i nadzwyczajność- paradoksalnie zawiera się w matczynym spojrzeniu, oczach wypełnionych miłością, zapobiegliwością oraz urzeczywistnianiem dobra. Częstochowa to stolica Królowej Polski, „konfesjonał narodu”. Najważniejsze miejsce naszej historii i najbardziej przeniknięte modlitwą sanktuarium środkowej Europy. Miejsce nawróceń, wylanych łez, uzdrowionych dusz, przywróconych sensów istnienia. Miejsce z którego wrócili do życia ci, którym nie dawano już żadnych szans. Ilu wielkich tego świata klękało przed Ikoną Czarnej Madonny. Królowie zdejmowali korony, uginali kolana, pokornieli. Pokolenia przechodziły przez jasnogórską kaplicę szukając siły, wsparcia, pociechy, a nade wszystko wiary. Maryja niejednokrotnie trzymała na swoich kolanach krwawiące ciało Narodu, tak jak swojego martwego Syna na Golgocie. Tyle pochlebstw, zasług, orderów i wotów. Wszystko dla pięknej i skromnej Dziewczyny z Nazaretu, której „fiat” tak bardzo zmieniło losy świata. Najstarszy opis wizerunku Czarnej Madonny podaje kronikarz Jan Długosz: „Obraz Maryi Najchwalebniejszej i Najdostojniejszej Dziewicy i Pani, Królowej Świata i Królowej naszej… wykonany dziwnym i rzadkim sposobem malowania… o przeładnym wyrazie twarzy, która spoglądających przenika szczególną pobożnością- jakbyś na żywą patrzył”. Rzeczywiście ikona Maryi tak bardzo ujmuje i przejmuje do głębi, zwłaszcza wyrazem oczu i śladami dramatycznych nacięć twarzy. Jej oczy zatrzymują i magnetyzują niewypowiedzianym spokojem; to duchowe lustro sumienia. Z przed cudownego Obrazu ludzie wychodzą inni…, odmienieni. „Maryja- Oblubienica Słowa, z gwiazdą na czole- cała w światłości wewnętrznej, otulona ciemnym płaszczem człowieczeństwa. Ona jedyna może mieć na tym płaszczu lilie- znak Dziewictwa, Niepokalanego Poczęcia” (A. Nottebaert). Wszystko w Niej jest doskonałością. „Błogosławiona Maryja”- pisze Honoriusz z Autun- „przedstawia Kościół, również będący dziewicą i matką. Jest On Matką, ponieważ dzięki użyźnieniu przez Ducha Świętego codziennie daje Bogu nowych synów w chrzcie. A jednocześnie jest dziewicą, ponieważ zachowuje nienaruszoną całość wiary…” Dzięki Maryi Kościół i Naród- człowiek jest pełen Boga. To my jesteśmy ewangelicznymi synami i córkami, powierzonymi Maryi pod Krzyżem. Każdy z nas jest dzieckiem Niewiasty, która przyobleczona w atrybuty łaski otwiera bramy Ojczyzny Niebieskiej.

wtorek, 2 maja 2017

Raduj się, ziemio obiecana,

Raduj się, namiocie Boga oraz Słowa,

Raduj się, kwiecie nigdy nie więdnący…

Miesiąc maj który się rozpoczął, pozwala nam odkrywać piękno i kontemplować je w osobie Maryi. Słowa Akatystu- wschodniego nabożeństwa maryjnego jak również Litania Loretańska zakorzeniona w tradycji zachodniej wprowadzają chrześcijan w misterium Niewiasty Baranka i Matki rodzaju ludzkiego. Maryja Nowa Ewa ukwiecona i ozdobiona bukietami modlitw, licznymi wotami, pocałunkami, spojrzeniami kobiet, ich westchnieniami; wyraża pragnienie stania się na wzór najpiękniejszej z kobiet. W rozsianych sanktuariach maryjnych, ławrach, przydrożnych kapliczkach, domowych izbach oraz nowoczesnych mieszkaniach znajdują się rozliczne wizerunki Tej, której piękno i świętość nieustannie inspiruje, zachwyca, wyrywa z obojętności. „Madonna z Częstochowy z historii Polski, Bogurodzica Włodzimierska w historii Rosji, Theotokos z Tinos w historii Grecji- są różnymi płaszczyznami tego samego diamentu- strażniczkami- każda swojej ziemi”. Niebiańska Matka narodów, kultur, języków, nadająca sens światu usychającemu i pozbawionemu pragnienia świętości. „Maryja nigdy nie przesłania Chrystusa- powie patriarcha Atenagoras- stoi obok jako wzór i pierwsza przebóstwiona, Panagija- cała święta”. Najstarsza literatura chrześcijańska próbowała w symbolice kwiatów zawrzeć cały szereg cnót najpiękniejszej owocu rodzaju ludzkiego. Żyjący w piątym wieku chrześcijański pisarz Sedeliusz w pieśni pochwalnej Carmen paschale pisał: „jak pośród ostrych cierni delikatna rozkwitła róża, wolna od kolców, co ranią i krzew macierzysty przyćmiewa swym pięknem, tak z rodu Ewy wyszła święta Maryja: nowa dziewica zmyła winę swej poprzedniczki”. W innych traktatach mistycznych- szczególnie tych przypisywanych tradycji średniowiecznej określano Maryję jako Rosa Speciosa, Rosa Mistica, co pozwalało tworzyć w przestrzeni ikonografii chrześcijańskiej cały szereg wyobrażeń Maryi z różą w dłoni lub umiejscowionej w tajemniczej przestrzeni zwanej Hortus conclusus. „W średniowiecznej poezji Maryja opisywana była jako aloes, koniczyna, różna, hizop, fiołek, oliwka…” Święty Bernardyn ze Sieny modlił się następującymi słowami: „Maryjo, Maryjo, fiołku najpiękniejszy, bądź pozdrowiona”. Wschód chrześcijański będzie opiewał Maryję jako tabernakulum- mieszkanie dla Bożego Syna: „a my opiewamy Ciebie jako arkę mieszczącą samego Boga”. Wszystkie tytuły, pochwały i panegiryki składają się na modlitwę którą dziecko zanosi do Mamy. Jakże wielką siłę posiadają ikony na której utrwaliło się Jej Oblicze. O tej cudownej sile wizerunku wspomina Kiriejewski: „Pewnego razu stałem  w kaplicy, patrzyłem na cudowny obraz Matki Boskiej i myślałem o dziecięcej wierze ludu, wznoszącego do Niej swe modły; kilka kobiet, chorych, starców klęczało i żegnając się, biło pokłony aż do ziemi. Z gorącą nadzieją spoglądałem potem na święte rysy i powoli zacząłem uświadamiać sobie tajemnicę siły cudotwórczej. Tak, nie jest to zwyczajna deska z wizerunkiem… Przez całe wieki wchłaniała ona swe potoki żarliwych modłów, błagalnych westchnień ludzi cierpiących i nieszczęśliwych; musiała wypełniać się siłą bijącą od niej i spływającą na wierzących… Myśląc o tym, jeszcze raz spojrzałem na leżących w prochu starców i kobiety z dziećmi oraz na obraz święty- a wówczas sam ujrzałem, że rysy Bogarodzicy są uduchowione, że patrzą one na tych prostych ludzi z miłosierdziem i miłością. Padłem wówczas na kolana i zacząłem się kornie modlić”. W tym prostodusznym wyznaniu człowieka zawiera się cała kwintesencja pobożności maryjnej. Wielu chrześcijan- protestantów obserwujących wielokrotnie katolików a szczególnie prawosławnych uważa ze ten kult jest nadzwyczaj przesadzony. Tymczasem wielu teologów na wskroś przenikniętych osobą Chrystusa wskazuje, że utrata prawdziwej wiary następuje szczególnie tam, gdzie zanika kult maryjny. To przesłanie niezwykle ważne dzisiaj, kiedy próbuje się rzeczywistość pozbawić macierzyńskiego pierwiastka. W Niej i przez Nią dokonuje się oczyszczenie świata- wyniesienie ku Życiu i Pięknu. „Cóż byłoby z nami- napisze metropolita Filaret- gdyby serce błogosławionej Dziewicy Maryi nie otworzyło się na nieogarnioną zapowiedź wcielenia”. Dlatego należy wołać za natchnionym artystą słowa: „Módl się, Madonno izraelska, Starochrześcijańska, Cyprysowa, Łukaszowa…”