niedziela, 11 czerwca 2017


Jezus powiedział do Nikodema: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego».(J 3, 16-18)

Na najważniejsze słowa zapisane w Starym Testamencie: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem- Panem jedynym” (Pwt 6,4)- chrześcijanie odpowiadali z całym przekonaniem że, są monoteistami. Przez całe wieki historii chrześcijanie podkreślali, że chrześcijański monoteizm, pomimo dogmatu Trójcy, jest równie niepodważalny jak żydowski. Wyznawcy Chrystusa wielokrotnie powoływali się na tekst Szema, uzasadniając, że w istocie jest jeden Bóg, nie zaś trzech, lecz jest on Bogiem Trójjedynym. „Wierzę w jednego Boga”- tymi słowami rozpoczyna się pierwszy artykuł chrześcijańskiego wyznania wiary. Pierwsze słowa Symbolu wprowadzają nas w poznanie tajemnicy Wspólnoty Osób która jest w absolutnej jedności. Chrześcijanie zatem wierzą w jednego i prawdziwego Boga, który uobecnił się w Chrystusie. Zbawiciel odsłania prawdę o Bogu jako wspólnocie życia i miłości. „Wiara w Trójcę Świętą nie jest rezultatem abstrakcyjnych spekulacji teologicznych, lecz wizją Boga objawionego w Chrystusie”. Credo odsłania Boga jako Ojca powołującego świat z miłości (Stworzyciela), Syna Odkupiciela i Ducha Świętego dokonującego uświęcenia Kościoła i świata. „Teologia chrześcijańska- powie W. Łosski- nie zna abstrakcyjnego bóstwa: nie można pomyśleć Boga poza trzema Osobami. Słowo „ousia” i „hipostasis” są prawie synonimami, jak gdyby w tym celu, aby złamać nasz rozum i nie pozwolić na obiektywizację Bożej istoty poza Osobami, i ich „wiecznym ruchem miłości”. Ten Bóg jest konkretny, bowiem Jedno Bóstwo jest równocześnie wspólne trzem hipostazom i właściwe każdej z nich: Ojcu jako Źródłu, Synowi jako Zrodzonemu i Duchowi jako pochodzącemu od Ojca… Trójca jest więc pierwotną tajemnicą, Święte Świętych Bożej rzeczywistości, samym życiem Boga ukrytego, Boga żywego.”Podkreślają to liczne teksty którymi posługuje się liturgia wschodnia: „Ponieważ jesteś źródłem i korzeniem, jako Ojciec jesteś niejako pierwotną podstawą równej w istocie Boskości Syna i Świętego Ducha Twego. Pozwól więc tryskać mojemu sercu trój-słonecznym blaskiem i oświeć je przez udział w świetle bosko działającym”. Trzeba zatem odważnie stwierdzić, że chrześcijaństwo nie dorasta do tej Tajemnicy. „Boga pojąć rozumem jest rzeczą trudną; wypowiedzieć Go zaś jest rzeczą niemożliwą”- przekonywał św. Grzegorz z Nazjanzu. Pokora rozumu musi być tak wielka, iż w pewnym momencie ustępuje miejsca gnosis duszy. „Aby Boga poznać i znaleźć, nie trzeba wchodzić do nieba; znajdziesz Go we własnej duszy”- pisała św. Teresa z Avili. Każdego dnia chrześcijan staje wobec Trójcy Świętej; kreśląc znak krzyża i wypowiadając przy tym imię Trójjedynego Boga. Ten prosty gest uświadamia każdemu z nas wartość i sens naszego Chrztu. Bowiem kiedyś zanurzono nas w sadzawce chrzcielnej lub polano głowę wodą, wymawiając przy tym słowa: „Ja cię chrzczę (lub chrzci się ) w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. To wydarzenie interesująco i z wielką przenikliwością teologiczną komentuje św. Ireneusz z Lyonu: „Dlatego chrzest naszego odrodzenia dokonuje się przez te trzy artykuły, obdarzając nas zrodzeniem ku Bogu Ojcu przez jego Syna w Duchu Świętym. Ci, którzy noszą Ducha Świętego, kroczą ku Słowu, to jest w kierunku Syna. Syn zaś prowadzi ich do Ojca. Ojciec zaś udziela im niezniszczalności”. Zatem chrześcijaństwo jest piewcą i strażnikiem prawdy o Bogu który jest Komunią Osób. Kończę słowami wybitnego teologa o. Pawła Floreńskiego: „We wszystkim co nas spotyka, tkwią niemożliwe do pogodzenia  sprzeczności. By rozwiązać ten problem, pozostaje tylko jedna droga: wybrać to, co proponuje Trójca Przenajświętsza, lub umrzeć jako głupiec”.

piątek, 9 czerwca 2017

Ps 146

Chwal, duszo moja, Pana.
Będę chwalił Pana do końca mego życia,
będę śpiewał mojemu Bogu,
dopóki istnieję.

W kalendarzu liturgicznym Kościoła Zachodniego przypada na ten dzień wspomnienie św. Efrema Syryjczyka ( 306-373). Urodził się w mieście Nibis na granicy rzymsko-perskiej. Jego zdolności, a nade wszystko talent do „składania słów” objawiły się bardzo wcześnie, tak iż miejscowy biskup przydzielił mu odpowiedzialne stanowisko w Kościele, czyniąc go diakonem i powierzając mu zadanie interpretowania ksiąg Pisma Świętego. Jest to czołowa postać starożytnego Kościoła syryjskiego. Związany był z Edessą, gdzie zrodziła się semicka forma chrześcijaństwa odmienna w stosunku do chrześcijaństwa grecko i łacińskojęzycznego, które rozwinęło się w basenie Morza Śródziemnego. Efrem stoi u początku syryjskiej tradycji literackiej; „cieszy się powagą jako egzegeta, apologeta, kaznodzieja i poeta” (B. Altaner). Hymny tego wielkiego Mistrza teologii stały się częścią liturgii syryjskiej, ustanawiając standardy dla późniejszej hymnografii w tym języku, jak również wysoki kunszt poezji który po nim podejmą inne nieprzeciętne umysły- przekładając teologię na język poezji (Narsaj, Jakub z Sarug).  Tradycja chrześcijańska określa św. Efrema jako „harfę Ducha Świętego.” Wpisuje się on w zastęp najwcześniejszych chrześcijańskich poetów antyku chrześcijańskiego, obok św. Ambrożego piszącego po łacinie, czy Romana Melodosa posługującego się językiem greckim. „Hymny Efrema pisane były według stałego wzorca: wersety bądź strofy śpiewane przez solistę przeplatane są refrenem śpiewanym przez chór lub całe zgromadzenie. Na część śpiewaną przez solistę składało się od czterech do dziesięciu dwuwierszy, każdy najczęściej po siedem sylab. Refren miał formę zwykłego wersu powtarzanego po każdej strofie. Każdy hymn miał własną melodię” (R.L. Wilken). Tworzył on hymny na potrzeby głównie liturgii; każdy z nich czerpał z Ewangelii i stanowił swoisty komentarz muzyczny do danego obchodu liturgicznego- Narodzenie Pańskie, Zmartwychwstanie, ku czci Eucharystii. Poezja Efrema podobnie jak malowidła i mozaiki chrześcijańskich artystów, odznacza się silnym komponentem narracyjnym. Pragnę przywołać fragment poematu eucharystycznego; odzwierciedla wielką miłość i mistyczną wrażliwość autora: „Z Twej szaty, Panie, bije zdrój lekarstwa, w Twym płaszczu mieszka ukryta siła. Odrobina śliny z ust Twych jest wielkim cudem, bo powstałym w niej błocie kryło się jasne światło. W Twym chlebie żyje ukryty Ducha, który nie może być spożyty; w Twym winie płynie Ogień, który nie może być wypity. Duch w Twym chlebie, Ogień w Twym winie, są wielkimi cudami, jakie przyjmują nasze wargi. Pan zstąpił na ziemię do ludzi, czyniąc ich nowymi stworzeniami. Jak aniołom, tak i ludziom dał Ogień i Ducha, by stali się wewnętrznie Ogniem i Duchem”. Jak niezwykły żar emanuje z jego tekstów, wprawiając Kościół w muzyczne drżenie- czyniąc go wspólnotą doksologiczną. Późniejszy pisarz syryjski Jakub z Sarug, powiedział o nim następująco: „Efrem okazał się drugim Mojżeszem dla kobiecego rodu i nauczył kobiety wyśpiewywać chwałę najsłodszymi pieśniami”. Jeżeli liturgia jest dziełem sztuki, to poezja jest jej cudownym ozdobnikiem. „Wszechmogący Boże, ześlij w nasze serca Ducha Świętego, pod którego tchnieniem święty Efrem, diakon, opiewał w hymnach Twoje misteria i całe życie poświęcił Twojej służbie”.

czwartek, 8 czerwca 2017

Czy można żyć bez sztuki ? To pytanie stawiają różne osoby: artyści, intelektualiści, przygodni obserwatorzy zachodzących zmian w kulturze i języku plastycznej wypowiedzi. To pytanie ważne, natarczywe, szczególnie dla osób za których wytworami ukryta jest głęboka filozofia życia. Jestem świeżo po lekturze książki bp. Michała Janochy pt. „Piękno w ciemności świeci”. Z tej książki wtrąciłbym jedno zdanie- jako diagnozę pewnego stanu rzeczy: „Myślę, że cechą wielkiej sztuki jest to, że ona nie potrafi przemawiać poza warstwą semantyczną- przez samą swoją formę, bo dobro i piękno są czymś ponadczasowym. Wielkie dzieła sztuki poruszają nas nadal, chociaż czasem nie znamy ich kontekstu historyczno-kulturowego, w którym powstały. Może inaczej niż dawniej, ale jednak na nas działają. Natomiast sztuka współczesna rzeczywiście bywa bezradna bez komentarza. To jest duży znak zapytania”. Po tych słowach można pójść o jeden krok dalej i postawić pytanie: Czy to, co nosi znamiona nowoczesności i ekstrawagancji, niejednokrotnie połączonej z szokiem, niesie równie silnie znamię piękna zdolnego poruszyć tak mocno wrażliwość dzisiejszych odbiorców ? Czy nie jest tak, że często twórcy silą się na nowoczesność, zapominając że ich powołaniem jest być przekazicielami piękna. Tylko piękno umożliwia artyście przejrzystość jego sztuki- wyzwala ją z przeciętności, kiczu, wulgarności i dalekosiężnego rozkładu na skutek dopasowania się do standardów artystycznej mody i salonowej cyganerii. Dzięki pięknu sztuka staje przestrzenią epifaniczną i liturgiczną, a artysta staje się kapłanem i piewcą świata, który potrafi wyjść poza sferę profanum. Jeden z moich uczniów wykonał cykl malarskich prac podejmujących temat Dekalogu. Od strony formalnej obrazy okazały się niezwykle kolorystyczne, plakatowe, namalowane z rozmachem.  Pod względem treści okazały się absolutną klapą. Forma nie była wstanie udźwignąć treści. Pozostał tylko marketing doznaniowy ! jak pisał Marshall McLuhan, „Sztuką jest to, co ci uchodzi na sucho”. Surrealistyczne przedstawienia osób rzekomo osadzone w „ramach” teologicznych Bożych Logoi, stały się tylko miałkim moralizowaniem, ale czymś na wskroś satyrycznym.  Będę szczery. Jestem zmęczony ars nova, krótkodystansowymi wyścigami miałkich i nonszalanckich „mistrzów pędzla”. Żeby mnie nie posądzono o nienawiść do współczesności, to powiem że jest kilku twórców nowoczesnych którym mógłbym przykleić wizytówkę- Wielcy. Wielka sztuka jest odporna na upływ czasu i zmieniające się gusta „roznegliżowanego” towarzystwa. Stało się to, czego Baudelaire się obawiał: „Każdego dnia sztuka coraz bardziej traci szacunek do samej siebie, kłaniając się zewnętrznej rzeczywistości”. Artysta stał się kimś kto dekonstruuje, a nie powołuje coś do istnienia- przestał wydobywać z materii piękno. Miał rację wiele lat temu mówiąc o „końcu sztuki” Donald Kuspit „w sztuce współczesnej entropia staje się dominująca do tego stopnia, że sztuka coraz bardziej wydaje się porażką twórczej inwencji. Nie chodzi już o twórczą intuicję i twórczą wyobraźnię”. Może remedium na ten stan rzeczy jest chrześcijańska sztuka ikony. „ W ikonie symbolizm się dokonuje i przekracza: przemieniona twarz nie jest już symbolem, lecz rzeczywistością. Wszelka cielesność wokół niej staje się duchowa, jakby wewnętrznie rozsłoneczniona. Przemieniona jest sama przestrzeń, które utożsamia się z przestrzenią, w której poruszał się Chrystus między Wielkanocą a Wniebowstąpieniem… Wokół twarzy, na których objawia się niewyczerpaność osób, rzeczy są jakby uwewnętrznione, sprowadzone do ich duchowej istoty”. W taki sposób sztuka powraca do łona kultury, stając się na powrót kultem. To znak, że Królestwo Boże jest już „tu i teraz”. Rahner wspominał, że kultura jest przeniknięta znamieniem eschatycznym: „Ziemska kultura nie jest z pewnością samym Królestwem Bożym, ale jest czymś w rodzaju znaku, obietnicy, rodzajem sakramentalnego znaku, że Bóg kocha świat, że nie pozwala mu utonąć w chaosie demonizmu”. Dlatego IKONA jest filokaliczną wizją piękna- „Nie ma i nie może być nic piękniejszego od Chrystusa”. To uosobione Piękno przywraca równowagę kulturze, wyzwala artystę ku penetracji transcendencji. Ciasna i psychologiczna estetyka, zostaje dotknięta pięknem absolutnym, subtelnym, stanowiącym odbicie Wieczności. Wejście w ikonę jest fascynującą przygodą- pozwalającą na zobaczenie sztuki i rolę artysty w wymiarze filozoficznym i teologicznym. „Ci malarze są wciąż przede wszystkim skupieni na tym, co duchowe- pisał krytyk sztuki Jean Daleveze- bardziej zainteresowani sferą duszy niż sferą ziemi, zwróceni raczej ku niebu niż ku życiu codziennemu… Ich cel to głosić chwałę tajemnic religii, wyrażać wiarę i tę wiarę przekazywać”. Sztuka ikony nie jest zarezerwowana dla pobożnych malarzy którym brakuje wyobraźni; ikona oczyszcza percepcję, przywraca pokorę, polaryzuje w stronę piękna które ma źródło w Bogu. „Będąc ekspresyjną, sztuka może wyrażać różne treści. Będąc wolną, może stać się podobną do ikony…, lub zmienić charakter i przestać być sztuką”.

środa, 7 czerwca 2017


Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń,
Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.
Ps 25

„Módl się o to, abyś umiał się modlić”- mówił Gogol. Jest bardzo wielu ludzi, którzy usiłując się modlić chcieliby wdrapać się szybko na sam szczyt życia duchowego. To nic bardziej mylnego. Pośpiech i chęć uzyskania szybkich efektów jest zaprzeczeniem istoty modlitwy. Poproszono kiedyś starca Makarego, aby wyjaśnił następujący wiersz Psalmu: „Medytacja mego serca jest przed Twoim obliczem”. Po krótkim zastanowieniu ów święty starzec odparł: „Nie ma innej doskonałej medytacji poza zbawiennym i błogosławionym Imieniem naszego Pana Jezusa Chrystusa mieszkającym nieustannie w Tobie”. W tej pełnej prostoty wypowiedzi zawiera się kwintesencja życia modlitwy. Wzywać imienia Chrystusa to tyle, co stawać w centrum hojnie udzielanego przez Boga błogosławieństwa. Jak zapewnia Pasterz Hermasa: „Imię Syna Bożego wielkie jest, niezmierzone i cały świat dźwiga”. Czasami silimy się na modlitwę twórczą, inteligentną, wysublimowaną- próbując naśladować wielkich mistyków lub wyjść na elokwentnych wyrobników modlitwy. A w gruncie rzeczy chodzi o to, aby stawać w prostocie serca i oszczędności słów. Filoteusz z Synaju przynosi poradę: „Skup twój rozproszony umysł poprzez pamięć o Jezusie Chrystusie”. Krótka i pełna głębi modlitwa stawia człowieka w obecności Boga. Miał rację średniowieczny teolog Ruysbroeck: „Człowiek wewnętrzny wchodzi w siebie w prosty sposób, ponad wszelką aktywnością i wszelkimi wartościami, by oddać się prostemu wpatrywaniu w miłość owocującą. Tam bezpośrednio spotyka Boga. Tam jaśnieje proste światło, promieniujące z jedności Boga.” Nie szukajmy w modlitwie ucieczki czy izolacji od spraw lub ludzi. Wejdźmy w modlitwę w taki sposób, jak oddychamy powietrzem, czy wykonujemy cały szereg innych czynności. Czasami w pośpiechu odmawiam modlitwę serca: „Panie Jezu Chryste. Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznym !” W taki sposób nawiguję dialog z Bogiem i wyciszam się w zgiełku miasta. To modlitwa drogi, rytmu bicia serca, postawionych na ziemi stóp. Miał rację rosyjski Pielgrzym: „Przenosimy się w Jego obecność i prosimy o łaskę”.

wtorek, 6 czerwca 2017


Nie jest łatwo mówić o Duchu Świętym. Bardzo często żarliwe i niepozbawione intelektualnej giętkości dyskusje o Trzecim z Trójcy, kończą się ostatecznie na Chrystusie. Wtedy z pokorą trzeba oznajmić gremialnie, że Ten o którym myślimy jest „Duchem Chrystusa”. Łatwiej jest rozmawiać o kimś, kogo możemy sobie wyobrazić, a samo słowo „Duch” wytwarza na wstępie jakąś zasłonę niepoznawalności, tajemnicy, niemożliwości uchwycenia fizycznym wzrokiem. Zdaje się, że w tym przypadku trzeba mocniej patrzeć sercem niż wzrokiem. Nawet sztuka z całym swoim wachlarzem narzędzi i pełnych umiejętności twórców stawała bezradna wobec tak Tajemniczej Postaci. Nie posiadamy obrazu Jego Osoby. Trudno jest mówić o affectum devotionis- kiedy nasz wzrok zatrzymuje się na symbolach takich jak: gołębica, płomień ognia czy kropla deszczu. Dostojewski nie wahał się stwierdzić, że „bezpośrednim uchwyceniem Piękna jest Duch Święty”. Ikona zatem jest uchwyceniem Piękna całkowicie transcendentnego. Bóg jest „w Duchu”, „przez Ducha” i „z Duchem”- próbował objaśniać św. Bazyli Wielki. Zatem piękno hipostazy Ducha Świętego zostaje zamknięte w symbolach- „ukryte piękno jest lepsze od jawnego”. Rublov w swojej genialnej ikonie Trójcy Świętej próbował „pogłębić” symbol i pokazać Ruah jako uobecnienie najdoskonalszego piękna w utkanym z materii światła i nasyconym kolorem liści Aniele. „Zielony kolor w symbolice ikonograficznej oznacza życie wieczne, jest kolor nadziei, rozkwitu, duchowego przebudzenia… Gest jego ręki dosłownie sprzyja szybkiemu podjęciu decyzji, Duch daje natchnienie, uświęca i pociesza”- napisze I. Jazykowa. „Tym sposobem Duch Święty staje się darem Trójcy Bożej, który wchodzi w ludzką historię dyskretnie i z pełnym szacunkiem wobec ludzkiej wolności” (S. Babolin). Zatem stajemy wobec symbolicznego wyobrażenia które w sposób o wiele mocniejszy koncentruje uwagę naszego wnętrza na Misterium „Duszy” w naszej w duszy.  Pozostaje tylko zawołać za św. Augustynem: „Daj mi siebie, Boże mój, daj mi siebie znowu. Kocham Cię ! A jeśli moja miłość jest za mała, to daj mi więcej miłości !”

poniedziałek, 5 czerwca 2017


  J 2,1-11

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
Dzień po Pięćdziesiątnicy staje przed nami Maryja jako Pneumatofora- nosicielka Ducha Świętego, Gołębnik Ewangelii. „Zstąpienie Ducha na Theotokos uczyniło Ją zdatną na przyjęcie Chrystusa”- Jej życie od momentu Zwiastowania staje uobecnieniem świętości i łaski, a w Pięćdziesiątnicy rozszerza Jej macierzyństwo na Kościół. „Relacja między Duchem Świętym a Maryją- pisał Schmemann- jest zarówno niepowtarzalna, jak i archetypowa. Jest niepowtarzalna w tym sensie, że objawia nam Maryję jak niepowtarzalną istotę ludzką, niepowtarzalną samą w sobie jako osoba, niepowtarzalną w Jej stosunku do Chrystusa i do Boga, niepowtarzalną dzięki miejscu, jakie zajmuje w Kościele, to jest w stosunku do nas wszystkich i do każdego z nas. Jest archetypowa w tym sensie, że objawia samą naturę Ducha Świętego w Jego związku ze stworzeniem, prawdziwą naturę tego, co nazywamy uświęceniem”. Duch Święty zaprasza Ją i udziela łaski całkowitego oddania się Jemu. W Niej odkrywamy głębię słów Maurice Zundela: „Bóg daje rzeczywiście to, co daje. Daje również to, czego wymaga. I daje po dwakroć to, co otrzymuje”. Wszystkie dary w Niej są pomnożone i bezpośrednio rozdawane dla innych. Odkrywamy w Niej pierwszą chrześcijankę zaangażowaną bezpośrednio w charyzmatyczne dzieło Ducha który utrwala w pamięci świata gesty i słowa Chrystusa. Słyszymy te słowa z Ewangelii, a co najbardziej zaskakujące, one się nigdy nie przedawniły: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” Niewiasta z Kany Galilejskiej- miejsca pierwszego cudu i Wieczernika- skąd wylało się smaczne wino  młodego Kościoła. Ona jest tak transparentna, iż można przez Nią tylko dostrzec miłość Syna. „Znajdujemy się w sercu tajemnicy Boga, który wywraca nasze małostkowe systemy pojęciowe- powie Suenes- nasz nieśmiałe dawkowanie i łamie nasze podziały, nasze uszeregowania; wchodzimy w świat wzajemnego obdarowania, absolutnej bezinteresowności, świetlanego zjednoczenia”. W Niej Duch Święty realizuje swoje arcydzieło, a nam wpatrzonym w Jej pokorę przyjęcia daru i odpowiedzi, pozwala zrozumieć że przebóstwienie jest maksymalnym uczłowieczeniem. „Oddychać z Maryją- oznacza wdychać Ducha Świętego”, aby dawać światu Jezusa. Niech modlitwa będzie zakończeniem tej refleksji: „Drogi Jezu, pomóż mi rozprzestrzeniać Twoją woń wszędzie, dokąd się udam. Zalej moją duszę Twoim Duchem i życiem. Przeniknij i posiądź całą mą istotę tak dogłębnie, aby całe moje życie mogło być Twoim promieniowaniem”.



niedziela, 4 czerwca 2017

J 20, 19-23

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

Zstąpił Ogień ! Wytrysnęło Źródło Życia, poruszyło w posadach grunt pod nogami bojaźliwych i niepewnych własnego jutra apostołów. Młody Kościół poczuł tak wielkie drżenie… Rozległ się tak gwałtowny szum i płomienie ognia przepruły na wskroś mury Jerozolimskiego Wieczernika. Ten żar przepływa przez mury Wieczerników historii. Wielkie bierzmowanie czasu, przestrzeni, stworzenia, a nade wszystko ludzkości zwołanej od tej chwili jako Kościół. Eksplozja Miłości ! Bez Ducha Świętego nie jesteśmy wstanie zrozumieć Kościoła- On jest „duszą Kościoła”, nieustannym źródłem życia, piękna i duchowej harmonii. Duch Święty sprawia, że grzeszna społeczność ludzka staje się wspólnotą uświęconą i przebóstwioną- „nowym stworzeniem”. „Jesteście bowiem kamieniami świątyni Ojca- powie św. Ignacy Antiocheński- przygotowani na budowę, jaką sam wznosi. Dźwiga was do góry machina Jezusa Chrystusa, którą jest Krzyż, a Duch Święty służy wam za linę”. Wydarzenie Pięćdziesiątnicy odsłania życiodajną- napełnioną „szumem z nieba” i „ogniem”- całkowicie nową rzeczywistość. Rodzi się Kościół „wydobyty” z boku Baranka, upieczony w ogniu rozdzielających się niczym języki płomieni. „Duch tworzący, na nowo budujący przez chrzest, przez zmartwychwstanie; Duch poznający wszystko, uczący, wiejący gdzie chce i ile chce, prowadzący, mówiący, posyłający, odłączający, odkrywający, oświetlający, ożywiający, raczej zaś sam światło i życie budujący świątynie; czyniący Bogiem, wtajemniczający, tak że nawet uprzedza chrzest i szukany po chrzcie; czyniący to wszystko, co Bóg, rozdzielony w językach ognistych, rozdzielający dary, czyniący apostołów, proroków, ewangelistów, pasterzy, nauczycieli; rozumy, wieloraki, otwarty, wyraźny, niepowstrzymany…, wielostronny w działaniu” (św. Grzegorz z Nazjanzu). W tej słownej ektenii pochwalnej wyraża się ludzki podziw teologa wobec zdumiewającego działania Tego, którego święty Andrzej Rublov na ikonie wymalował jako najbardziej pokornego sługę miłości. Pięćdziesiątnica to wylanie Ducha, które zapowiedział przed wiekami prorok Joel, Ezechiel i wielu innych posłańców. To wydarzenie które ciągle trwa w intensywności modlitwy Kościoła, który niczym Oranta rozkłada ręce i woła z głębin jestestwa: Przyjdź ! Czy nosimy w sobie ten sam Ogień, co uczniowie w Wieczerniku ? „Kościół dziś nie tryska radością. Ach gdyby płonął w nas ogień Ducha, zobaczylibyśmy, jak ludzie tłumnie by się do nas zbiegali. Przydałoby się, żeby Kościół dziś na nowo pokazał widowisko Pięćdziesiątnicy”- mówił z zakłopotaniem wiele lat temu J.M. Lustiger. Widowisko o którym zostało powiedziane to nic innego jak ludzka asystencja wychylona ku Temu, który potrafi wypełnić serce Kościoła miłością i odwagą przekraczania siebie. „Piećdziesiątnica jest życiem w obecnej, Boskiej mocy Chrystusa- powie Odo Casel- która uzdalnia do heroizmu w życiu moralnym…, (to zarazem pewność), że już teraz jako chrześcijanie chodzimy w nowym życiu, które kiedyś, w wiecznej, przepełnionej szczęściem Pięćdziesiątnicy zwycięsko zajaśnieje i niepodzielnie zapanuje”. Duch Święty- „palec Boży” dotyka każdego z  nas, abyśmy byli mężni i napełnieni wiarą; byśmy poruszając się w miłości, zaowocowali na Dzień w którym Uświęciciel odsłoni nam piękno „Wieczernika” w którym blask Trójcy zajaśnieje oczom ludzkim. I dlatego zdaniem św. Serafina z Sarowa, celem życia chrześcijańskiego jest osiągnięcie Ducha Świętego, bowiem przez niego urzeczywistnia Królestwo Niebieskie.