Wczoraj pochylałem się
nad sceną Zwiastowania; jakkolwiek byśmy podglądali tę scenę nigdy nie osłabnie
nasza duchowa ciekawość, wnikliwość wiary. Intymność i podniosłość wydarzenia u
początku ewangelicznego przesłania, otwiera na zachwyt i uwielbienie które wyśpiewuje
całą sobą Dziewica. Święty Ireneusz komentując Zwiastowanie pisał, że „Maryja
pełna wielkiej radości zawołała proroczo w imieniu Kościoła: Wielbi dusza moja Pana...” Ona
wprowadziła Kościół w zachwyt wypełnionej po brzegi miłością Oblubienicy
Baranka. „Magnificat nie zostało
wypowiedziane tylko jeden raz, w ogrodzie Hebronu, ale po wszystkie wieki
zostało włożone w usta Kościoła. Najpoważniejszym dowodem, który pochodzi od
Boga, jest to, że prowadzi do Boga” (P. Claudel). Bogurodzica duchowo i
werbalnie wyraziła całe piękno ziemi, które w cudownym zrywie serca połączyło
się z pięknem Boga. O czym nam przypomina liturgia Kościoła ? Gaudete in Domino ! Radujcie się w Panu. Przyjąć
postawę Niewiasty rozpromienionej perspektywą nadchodzącej Paschy; która swoją
przejrzystością i pokorą, otwiera na Chrystusa, aby rozpromienił ludzkość
blaskiem bijącego światła z Namiotu jakim jest łono Dziewicy. Raduj się, ziemio obiecana. Raduj się,
namiocie Boga oraz Słowa...(Akatyst). „W łonie Maryi, zapłodnionym przez
Ducha, Słowo stało się ciałem- powie O. Clement- w łonie Kościoła,
zapładnianego przez Ducha, nie przestają się rodzić synowie w Synu.” Kościół gromadzi
się naprzeciw Orantki, rozpościera dłonie w modlitewnym porywie szczęścia,
wołajac: „Wielkie rzeczy uczynił nam Wszechmocny !”
sobota, 9 grudnia 2017
piątek, 8 grudnia 2017
Bóg
posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy
poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię
Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z
Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”...
W czasie Adwentu scena Zwiastowania
jest nieustannie rozważana w liturgii Kościoła. Jej znaczenie jest niezwykle
ważne dla głębszego zrozumienia zamysłu Boga i pełnej dyspozycyjności Maryi w
planie Zbawienia. „Ty zrodziłaś Syna bez ojca, tego Syna, którego Ojciec
zrodził przed wiekami bez matki”- wyraża to poetycki geniusz bizantyjskiej hymnografii.
Potężna moc daru napotyka wreszcie źródło, drążone i oczyszczane przez całe
wieki oczekiwania, źródło przyjmowania, córę Syjonu. Synergia miłości ! Maryja
jest nową Ewą otrzymującą zwiastowanie w Niej bierze początek Raj i z niej
wytryśnie Życie. Jej Boskie macierzyństwo, posługując się refleksją św. Augustyna,
jest owocem posłusznej wiary. Arka Przymierza i Tabernakulum Boga, której drzwi
uchylają się dla oczekujących Miłości. Liturgia obdarza Maryję chwałą, której
gra słów może zaskakiwać: „Chwała odpowiadająca Bogu.” Recz jasna nie Maryi,
będącej stworzeniem, ale Maryi – Theotokos, miejscu wcielenia i największemu
uobecnieniu daru. „Zwiastowanie zapowiada zesłanie Ducha Świętego i łączy całe
stworzenie podnosząc je przez swoje działanie w Duchu na mocy Logosu
wcielonego. Maryja jako Theotokos jest uosobionym człowieczeństwem w pełnej
łączności z Bogiem, w Trójcy Jedynym” (N. Nissiotis). Wydarzenie spotkania
Niewiasty i Zwiastuna, dokonało teologiczną erupcję i poruszyło wyobraźnią całe
rzesze ludzi próbujących zrozumieć to jedno wydarzenie w którym Nieogarniony
zstąpił w Ogniu Miłości. Nie można czytać tego opisu beztrosko i sentymentalnie;
jest tu obecna intymność i duchowa dynamika; najbardziej wolne od
jakiegokolwiek nacisku ludzie „tak.” Od tego momentu Maryja będzie znajdować
się poza lękiem i objęciami śmierci. Najświętsza, stanie się Przewodniczką i
Matką ogarniającą swym przenikliwym spojrzeniem duchowy wysiłek swych dzieci. Tak
jak „Król bez miasta i domu” odnalazł w Niej bezpieczna przestrzeń, tak każdy
chrześcijanin- choćby najbardziej wykluczony- może odnaleźć tę część własnego
Nieba.
czwartek, 7 grudnia 2017
Iz 55, 6
Szukajcie Pana, gdy
można Go znaleźć,
wzywajcie Go, gdy jest blisko
wzywajcie Go, gdy jest blisko
Niektórzy ludzie dziwią się
kiedy im się mówi o wysiłku jaki powinien im towarzyszyć na drodze adwentowego
przygotowania. Pozwolić sobie na błogosławiony trud wychodzenia naprzeciw Tego,
którego kroki są wstanie usłyszeć ludzie oderwani od zgiełku a przyobleczeni w
tęsknotę. Mądrzy Ojcowie pustyni przychodzą nam z pomocą w przezwyciężaniu
duchowego lenistwa i nadmiernej ospałości. „Abba Mojżesz zapytał abba Sylwana: „Czy
może człowiek każdego dnia na nowo się nawracać ?” Jeśli jest gorliwy,”
odpowiedział abba Sylwan „może każdej godziny nawracać się wciąż na nowo.” Być może
tym trudem człowieka wiary winna być owa powściągliwość i przemiana serca.
Jeszcze inny przenikliwy Starzec powiedział: „Jeśli na zewnątrz człowiek nie
będzie postępował czujnie, nie jest możliwe ustrzec wnętrza.” Zatem należy
uważnie czuwać i szukać siebie w Bogu. „Niech wasze drzwi będą otwarte dla
Niego, kiedy nadejdzie, otwórzcie wasze dusze, otwórzcie szeroko wasz
wewnętrzny umysł, tak, ażeby mógł ujrzeć bogactwa prostoty, skarby pokoju,
słodycz łaski”- przekonywał swoje duchowe dzieci św. Ambroży. Jak mamy zharmonizować
te różne aspekty ? Mamy nie tworzyć pozorów. Powinniśmy wyobrażać sobie, że
czas który jest nam dany- jest wyjątkowy, bez możliwości cofnięcia wskazówki
zegara. Otworzyć Ewangelię i zobaczyć siebie w jej świetle- bez emocjonalnej
egzaltacji, lecz w prawdzie. „Ten czeka na Chrystusa – pisał Newman- kto ma wrażliwy,
chłonny, ochoczy umysł; kto nie śpi ożywiony bystrą gorliwością aby Go
uhonorować; kto Go wygląda we wszystkim co się wydarza; i kto nie byłby
zaskoczony, kto nie byłby ani nadmiernie podniecony ani przytłoczony, gdyby
odkrył, ze On właśnie nadchodzi... To więc znaczy czuwać – być oderwanym od
tego, co obecne, a żyć tym, co niewidoczne...” Człowiek wiary powinien odkryć w
sobie optymizm paschalny i eschatologiczny: „Chrystus umarł, Chrystus
zmartwychwstał, Chrystus powróci.” W tym zawiera się perspektywa ucznia
wychylonego ku Godom Baranka !
środa, 6 grudnia 2017
Żłóbek, żłób ? To
proste słowo- sielskie- przeniknięte zapachami wiejskiego ciepła, było dla
wielu pokoleń źródłem cudownych uczuć i kanwą dla wielu kolęd. Opowiada o
największej pokorze Narodzenia, „pokorze tak wielkiej, że aż niemiłej pierwszym
chrześcijanom, którzy w licznych legendach mnożyli towarzyszące Narodzeniu
cuda, aby w ten sposób uwydatnić jego znaczenie” (J. P. Roux). Kilkanaście dni
przez obchodami Narodzenia Pańskiego w medialnej prasie europejskiej podniosła
się po raz kolejny dyskusja nad tematem eksponowania szopek przedstawiających
tajemnicę Wcielenia. Poprawność polityczna europejskich „mędrców” zagalopowała
tak daleko, że przestraszyła na zachodzie samych producentów akcesoriów do konstruowania
szopki: żłóbka z Małym Jezuskiem, Marii, Józefa i zwierzaków. Powodem
zniknięcia szopek z przestrzeni publicznej nie jest (zabrzmi to komicznie) podłoże
finansowe, czy brak inwencji w składaniu tego typu rzeźbiarskich elementów,
lecz chroniczna głupota i laicyzacja przestrzeni publicznej; nie pomnę już o
braku wiary. To smutne, że dokonał się taki regres w kulturze duchowej i
materialnej kontynentu na którym nawet przerywano wojny w Noc Narodzenia, aby
móc odśpiewać Adeste Fideles i
zaprzestać choć na chwilę zabijania w
imię pokoju, który przyniósł schodzący z niebiańskich pieleszy Emanuel. „Naczelny
Sąd Administracyjny Francji uznał za nielegalne organizowanie i ustawiani
szopek bożonarodzeniowych w budynkach publicznych. Zdaniem sądu umieszczanie
szopek przedstawiających Narodzenie Chrystusa narusza ustawodawstwo i zasady
świeckości państwa”- przeczytałem z nieukrywaną irytacją na jednej ze stron internetowych.
Takie prawa powinny natychmiastowo rodzić oburzenie chrześcijan i mobilizować
ich do przeciwstawiania się takim przepisom. To nie tylko jawne separowanie
wartości chrześcijańskich od życia publicznego, ale nade wszystko wysublimowany
sposób ateizacji indywidualnych i społecznych przekonań ludzi wierzących. Komu
tak naprawdę przeszkadza szopka z Jezuskiem, wołkiem i osiołkiem ? Zdaje się,
że impertynenckim i pozbawionym rzetelnej wiedzy laickim ignorantom. Nawet
Umberto Eco- znany ze swoich krytycznych poglądów i ostrych przytyków w stronę
chrześcijaństwa, pisał: „Szopkę mógł stworzyć tylko ktoś taki jak Święty
Franciszek, którego wiara wyrażała się w rozmowach z wilkami i ptakami,
ponieważ szopka jest najbardziej ludzką i najmniej transcendentną rzeczą, jaką
można wymyślić, by upamiętnić narodziny Jezusa. W tej świętej diatromie nic
oprócz gwiazdy betlejemskiej i dwóch aniołków, które latają nad chatą, nie
odwołuje się do kwestii teologicznych, a im więcej jest w niej postaci, tym
bardziej celebruje ona codzienne życie i pokazuje dzieciom, jak ono wyglądało w
czasach, a może budzi tęsknotę za nienaruszoną naturą.” Oczywiście bym polemizował
z mądrym Eco na temat rzekomego braku teologicznego przesłania szopki, ale
zostawiam to na boku. Niemniej są to symptomatyczne zjawiska jakieś erozji
myślenia i kultury ludzi odpowiedzialnych za przyszłość starego kontynentu. Nie
wiem w jaki sposób zareagowałby sam św. Franciszek na tak absurdalne
inicjatywy. Kontemplował on Narodzenie Dziecięcia i widział w tym afirmację największej miłości.
Dlatego w noc Narodzenia polecił zbudować szopkę i umieścić w niej figury, aby
wzmocnić przekaz o Miłości, która stała się Ciałem. Według przekazu
zanotowanego przez Tomasza z Celano św. Franciszek wezwał swego przyjaciela
Jana Velito z Greccio i rzekł mu: „Pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co
ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w
Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak
został położony na sianie w towarzystwie wołu i osła.” Tak na marginesie,
rzeźby do pierwszej szopki miał wykonać Arnolfio di Cambio, najlepszy uczeń
Niccola Pisano. Franciszek chciał, aby misterium tego wydarzenia było tak
dosłowne i ujmujące serce, iż przemieni serca samych patrzących. Cóż, trzeba
nam będzie wielkie dzieła sztuki wyrzucić do lamusa; wyeliminować z ikonosfery
i zamilknąć ! Czy celem tych ataków liberalnych i oświeconych „przewodników” po
ścieżkach nowoczesności nie jest przypadkiem usunięcie Bogaczłowieka w
niepamięć- intelektualny i kulturowy niebyt ? Nie sposób obrócić w niepamięć
najważniejszy fakt w historii ludzkości, w którym to Maryja „porodziła swego
pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie” czy może w
jasłach, stojącym luźno mniejszym żłóbku dla owiec. Być może zdobędzie się na
odwagę któryś z europejskich decydentów, aby powiedzenia prawdę i wykrzyczeć –
niczym Biedaczyna z Asyżu, że „Miłość nie jest kochana !” wtorek, 5 grudnia 2017
Jezus
rozradował się w duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, ojcze, Panie nieba i
ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je
prostaczkom. Tak, ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie... Potem zwrócił się
do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo
powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie
ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli».
Odkrywam w
chrześcijaństwie zdumiewającą dążność ku poznaniu Boga; pochwyceniu,
przybliżeniu się, zachwycie, który może nawet spowodować jakieś ekstatyczne
unieruchomienie, bezwład. „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich” (Ps 44). Ten,
którego miłuję, musi być kimś budzącym największą radość, podziw i poczucie
piękna. Myślę, że tak postrzega te rzeczywistości Kościół przeżywający czas
oczekiwania- Adwentus; nie jest to
kolejny splot narracji okraszonych ckliwym oczekiwaniem na Święta Narodzenia
Pańskiego, lecz rzeczywistą próbą kontemplacji oblicza Wcielonego Boga. „Widzieć
Chrystusa to znaczy widzieć Boga i całą ludzkość. Ta tajemnica wzbudziła we
mnie gorące pragnienie, by zobaczyć twarz Chrystusa”- pisał H. Nouwen, wpatrując
się w ikonę Chrystusa Zbawiciela ze Zwienigorodu. Chrześcijanin jest
człowiekiem pragnienia, wychylającym się ku źródłu i pędzącym na oślep niczym
wariat. Święty Augustyn w jednym z komentarzy pisał: „Niech przyjdzie do nas...,
niech przyjdzie do nas On sam, Oblubieniec. Kochajmy Go ! Ileż brzydoty znalazł
On w nas ! A mimo to kocha nas.” Ukaż mi Panie swoją twarz ! – to moja
codzienna modlitwa pragnienia, przyzywania i miłości. Spoglądam na ikony
zawieszone na ścianie mojego pokoju. Oblicze Chrystusa w tylu ikonograficznych
wariantach, a jedno wspólne przesłanie: „Jestem z Tobą, przez wszystkie dni aż
do skończenia świata.” Ikony opowiadają
mi o tym miłosnym zapewnieniu i rodzą odwagę przedzierania się przez duchową powierzchowność
świata. „Ikona ma swe miejsce w sercu wyznania wiary Kościoła- powie Ch.
Schonborn- Stanowi jakby jego rekapitulację.” Dzięki ikonie Zbawiciela
spoglądamy z nadzieją w stronę przyszłego świata. Pomaga nam w tym aramejski
zwrot, tak silnie zakorzeniony we wczesnochrześcijańskiej liturgii: „Marana tha”,
co się tłumaczy: „Pan wraca !” lub „Przyjdź, Panie !” Jeśli naprawdę Kościół
stanie w tęsknocie i z głęboką wiarą, wtedy bez wątpienia usłyszy odpowiedź: „Zaiste,
przyjdę niebawem” (Ap 22,20).
poniedziałek, 4 grudnia 2017
sobota, 2 grudnia 2017
Od jutra rozpocznie się nowy rok liturgiczny, jesteśmy uczestnikami
pulsującego rytmu życia który przepływa w liturgii i zmierza ku wypełnieniu
wszystkiego w Bogu. W ten sposób życie chrześcijanina, nieuchronny upływ czasu,
wszystkie wydarzenia które splatają się na dramaturgię życia, są odniesione do
jednego, wyraźnie określonego celu jakim jest przyjście Pana. Jesteśmy na
wskroś przeniknięci duchem biblijnego przepływu czasu który ma charakter
linearny, dzieje które płyną do przodu, ku określonemu celowi, wypełnione
nadzieją na spotkanie kogoś wyjątkowego. „Można powiedzieć że dzieje mają dwóch
bohaterów- Boga i człowieka. Zmierzają do ostatecznego zbawienia”. Wchodzimy w
ADWENT- (od łac. adventus- przyjście,
pojawienie się monarchy, króla, zwycięskiego wodza; ma to wydarzenie
odpowiednik w dwóch ważnych słowach: parusia
i epifania). To czas radosnego a
zarazem poważnego oczekiwania na przyjście Chrystusa w wydarzeniu Wcielenia i
Paruzji- czyli narodzenia; wejścia w ludzką historię, jak również czujnego
przenikniętego modlitwą wyczekiwania Jego nadejścia na końcu czasów. Wyrażają
to słowa wczesnochrześcijańskiego pisarza Nowacjana: „Jak zapowiedział Izajasz:
„Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel, co się
tłumaczy: Bóg z nami”, tak samo Chrystus mówi: „Oto Ja jestem z wami aż do
skończenia świata”. Wobec tego On jest Bogiem z nami, a nawet o wiele bardziej:
On jest też w nas”. Z niezwykłą sobie subtelnością wyraża istotę tego czasu
oczekiwania ks. Pasierb: „Adwent to świt. Adwent to daleki tłumny fryz pełen
postaci i zdarzeń, nieczytelny i pozbawiony sensu, gdyby w Betlejem za
panowania cesarza Augusta w Rzymie i różnych tetrarchów w Palestynie, nie
narodziło się dziecko, któremu nadano imię Jezus, a którego matką była Maryja.
Adwent to mała izba w domu cieśli, gdzie zjawił się żonie archanioł, którego
imię Gabriel znaczy „Zwiastujący człowieka”. Adwent to pustynia, na której
widać wyniosłą postać odzianą w skórę wielbłąda. Adwent to liturgia. Adwent to
nasze życie. Adwent to nasza śmierć i nasze zmartwychwstanie. Adwent to
ostateczne przyjście Chrystusa”. To czas dopełniania się i zbliżania, czas
wzrostu i rozwoju, oczekiwania i tęsknoty. Czas przychodzenia Tego, który jest
zawsze, znajomy i nieznany. Czas ufności i radości…, naszego powrotu,
hebrajskiego szub, co znaczy zmienić
się, czas proroctwa i świadectwa…” Przez cztery niedziele adwentu będziemy
przygotować się na te jakże podniosłego wydarzenia. Będziemy zapalać
poszczególne świece na wieńcu uplecionym z sosny lub jodły, aby odmierzać czas
nadejścia Pana. Wieniec w swojej głębokiej symbolice odsyła nas do drzewa jako
symbolu życia ludzkiego czy gałązek, które w cieple domu pozostawały zielone
lub rozkwitały. Symbolika adwentowego wieńca jest wielowarstwowa, polifoniczna.
Cztery świece zakomponowane na wieńcu wskazują na stopniowe zbliżanie się do
Prawdziwej Światłości- Jezusa Chrystusa. Zielone gałązki jak zostało już
wcześniej wspomniane to znak żywej wspólnoty, przenikniętej dojrzewającym
życiem. Wieniec zatem stanowi czytelny znak nadziei, że zwycięstwo nie należy
do ciemności, lecz do życia. Chrystus jest Słońcem które nigdy nie zachodzi.
Jak mamy właściwie przeżyć ten czas ? Przede wszystkim w spokoju i radości
serca… Nie pozwólmy się ogarnąć tym wszystkim świecidełkom które będą wodziły
nasz wzrok i opróżniały portfele z pieniędzy. Niech to będzie czas duchowego
wzrostu, czujności i odważnego świadectwa w przepowiadaniu bliskości Boga do
człowieka. Mamy nieść Jezusa wraz z Maryją, po to, aby nasze życie zostało
wypełnione światłem… Mamy Go począć duchowo, aby wejść w kontemplację cudownej
bliskości Boga który przychodzi aby przemienić i przebóstwić „Bóg staje się
człowiekiem aby człowiek mógł stać się uczestnikiem boskiej natury”. Najważniejsze
to mamy zachować czujność serca, aby nic i nikt nie wyprowadził nas z
równowagi. Dobrze to wyraził o. Pelanowski: „Czuwanie, do którego wzywa Jezus
ludzi, wyraża się nie tylko w tym, by czuwać nad własnymi pokusami i uprzedzać
je, wyznając Bogu. Czuwanie to nie tylko unikanie miejsc i osób, czy sytuacji,
w których na pewno nie potrafilibyśmy oprzeć się grzechom. Nie dotyczy też
jedynie troski o to, by inni nie pogrążyli się w bagnie demoralizacji, i
miłosiernego ratowaniu ich z dna. Jest jeszcze trzeci rodzaj czuwania, dzięki
któremu człowiek przygląda się tym wszystkim wewnętrznym procesom duchowym,
uczuciowym, mentalnym, psychicznym, które w nas się dokonują, aby nas nie
popchnęły na manowce życia duchowego”. Należy zmobilizować się wewnętrznie aby
dokonało się nasze wewnętrzne przeobrażenie, abyśmy przez zderzenie z prawdą o
sobie, dostrzegli czas nawiedzenia Boga. Jezus nie mówi: „bądźcie spokojni”
lecz „Uważajcie”. Nie mówi nam abyśmy odnotowali sobie wszystko skrupulatnie w
kalendarzu naszego telefonu. Ciche kroki nadchodzącej osoby nie pozwolą nam
zasnąć, mamy wsłuchać się w szept Boga i spoglądać w światło zapalanych świec,
które będzie coraz intensywniejsze wraz z temperaturą naszej duszy. Bóg będzie
przychodził w każdej chwili…, w delikatnych impulsach serca. Żeby się tylko
nieokazało że jesteśmy zbytnio zajęci sobą. Dzisiaj wielu ludzi nie potrafi już
czekać. Wykreślili adwent ze swoich kalendarzy, żyją szybko i intensywnie w
oczekiwaniu na prezenty i świąteczne promocje. Brakuje nam tęsknoty za Bogiem.
Świat oszalał w tej afirmacji siebie. Samotny człowiek przemierza ulice miasta
i tęskni za rzeczami które są nie możliwe, dalekie i alienujące. Pozwólmy sobie
na tęsknotę za Bogiem. Exupery napisał znane słowa: „Jeśli chcesz zbudować statek,
naucz ludzi tęsknoty za odległymi morzami”. W tęsknocie znajduje się
niewypowiedziana siła, która nas uzdalnia aby skutecznie ominąć te wszystkie
fałszywe pragnienia. Zapytajmy siebie o naszą najgłębszą tęsknotę...Bóg za mną
tęskni, czy ja potrafię zatęsknić za Nim ? To zadanie na adwent… odwagi !
Subskrybuj:
Posty (Atom)


