sobota, 9 grudnia 2017


Oto błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia” (Łk 1,48)

Wczoraj pochylałem się nad sceną Zwiastowania; jakkolwiek byśmy podglądali tę scenę nigdy nie osłabnie nasza duchowa ciekawość, wnikliwość wiary. Intymność i podniosłość wydarzenia u początku ewangelicznego przesłania, otwiera na zachwyt i uwielbienie które wyśpiewuje całą sobą Dziewica. Święty Ireneusz komentując Zwiastowanie pisał, że „Maryja pełna wielkiej radości zawołała proroczo w imieniu Kościoła: Wielbi dusza moja Pana...” Ona wprowadziła Kościół w zachwyt wypełnionej po brzegi miłością Oblubienicy Baranka.  „Magnificat nie zostało wypowiedziane tylko jeden raz, w ogrodzie Hebronu, ale po wszystkie wieki zostało włożone w usta Kościoła. Najpoważniejszym dowodem, który pochodzi od Boga, jest to, że prowadzi do Boga” (P. Claudel). Bogurodzica duchowo i werbalnie wyraziła całe piękno ziemi, które w cudownym zrywie serca połączyło się z pięknem Boga. O czym nam przypomina liturgia Kościoła ? Gaudete in Domino ! Radujcie się w Panu. Przyjąć postawę Niewiasty rozpromienionej perspektywą nadchodzącej Paschy; która swoją przejrzystością i pokorą, otwiera na Chrystusa, aby rozpromienił ludzkość blaskiem bijącego światła z Namiotu jakim jest łono Dziewicy. Raduj się, ziemio obiecana. Raduj się, namiocie Boga oraz Słowa...(Akatyst). „W łonie Maryi, zapłodnionym przez Ducha, Słowo stało się ciałem- powie O. Clement- w łonie Kościoła, zapładnianego przez Ducha, nie przestają się rodzić synowie w Synu.” Kościół gromadzi się naprzeciw Orantki, rozpościera dłonie w modlitewnym porywie szczęścia, wołajac: „Wielkie rzeczy uczynił nam Wszechmocny !”

piątek, 8 grudnia 2017


Łk 1,26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”...  

W czasie Adwentu scena Zwiastowania jest nieustannie rozważana w liturgii Kościoła. Jej znaczenie jest niezwykle ważne dla głębszego zrozumienia zamysłu Boga i pełnej dyspozycyjności Maryi w planie Zbawienia. „Ty zrodziłaś Syna bez ojca, tego Syna, którego Ojciec zrodził przed wiekami bez matki”- wyraża to poetycki geniusz bizantyjskiej hymnografii. Potężna moc daru napotyka wreszcie źródło, drążone i oczyszczane przez całe wieki oczekiwania, źródło przyjmowania, córę Syjonu. Synergia miłości ! Maryja jest nową Ewą otrzymującą zwiastowanie w Niej bierze początek Raj i z niej wytryśnie Życie. Jej Boskie macierzyństwo, posługując się refleksją św. Augustyna, jest owocem posłusznej wiary. Arka Przymierza i Tabernakulum Boga, której drzwi uchylają się dla oczekujących Miłości. Liturgia obdarza Maryję chwałą, której gra słów może zaskakiwać: „Chwała odpowiadająca Bogu.” Recz jasna nie Maryi, będącej stworzeniem, ale Maryi – Theotokos, miejscu wcielenia i największemu uobecnieniu daru. „Zwiastowanie zapowiada zesłanie Ducha Świętego i łączy całe stworzenie podnosząc je przez swoje działanie w Duchu na mocy Logosu wcielonego. Maryja jako Theotokos jest uosobionym człowieczeństwem w pełnej łączności z Bogiem, w Trójcy Jedynym” (N. Nissiotis). Wydarzenie spotkania Niewiasty i Zwiastuna, dokonało teologiczną erupcję i poruszyło wyobraźnią całe rzesze ludzi próbujących zrozumieć to jedno wydarzenie w którym Nieogarniony zstąpił w Ogniu Miłości. Nie można czytać tego opisu beztrosko i sentymentalnie; jest tu obecna intymność i duchowa dynamika; najbardziej wolne od jakiegokolwiek nacisku ludzie „tak.” Od tego momentu Maryja będzie znajdować się poza lękiem i objęciami śmierci. Najświętsza, stanie się Przewodniczką i Matką ogarniającą swym przenikliwym spojrzeniem duchowy wysiłek swych dzieci. Tak jak „Król bez miasta i domu” odnalazł w Niej bezpieczna przestrzeń, tak każdy chrześcijanin- choćby najbardziej wykluczony- może odnaleźć tę część własnego Nieba.  

czwartek, 7 grudnia 2017

Iz 55, 6

Szukajcie Pana, gdy można Go znaleźć,
wzywajcie Go, gdy jest blisko 

Niektórzy ludzie dziwią się kiedy im się mówi o wysiłku jaki powinien im towarzyszyć na drodze adwentowego przygotowania. Pozwolić sobie na błogosławiony trud wychodzenia naprzeciw Tego, którego kroki są wstanie usłyszeć ludzie oderwani od zgiełku a przyobleczeni w tęsknotę. Mądrzy Ojcowie pustyni przychodzą nam z pomocą w przezwyciężaniu duchowego lenistwa i nadmiernej ospałości. „Abba Mojżesz zapytał abba Sylwana: „Czy może człowiek każdego dnia na nowo się nawracać ?” Jeśli jest gorliwy,” odpowiedział abba Sylwan „może każdej godziny nawracać się wciąż na nowo.” Być może tym trudem człowieka wiary winna być owa powściągliwość i przemiana serca. Jeszcze inny przenikliwy Starzec powiedział: „Jeśli na zewnątrz człowiek nie będzie postępował czujnie, nie jest możliwe ustrzec wnętrza.” Zatem należy uważnie czuwać i szukać siebie w Bogu. „Niech wasze drzwi będą otwarte dla Niego, kiedy nadejdzie, otwórzcie wasze dusze, otwórzcie szeroko wasz wewnętrzny umysł, tak, ażeby mógł ujrzeć bogactwa prostoty, skarby pokoju, słodycz łaski”- przekonywał swoje duchowe dzieci św. Ambroży. Jak mamy zharmonizować te różne aspekty ? Mamy nie tworzyć pozorów. Powinniśmy wyobrażać sobie, że czas który jest nam dany- jest wyjątkowy, bez możliwości cofnięcia wskazówki zegara. Otworzyć Ewangelię i zobaczyć siebie w jej świetle- bez emocjonalnej egzaltacji, lecz w prawdzie. „Ten czeka na Chrystusa – pisał Newman- kto ma wrażliwy, chłonny, ochoczy umysł; kto nie śpi ożywiony bystrą gorliwością aby Go uhonorować; kto Go wygląda we wszystkim co się wydarza; i kto nie byłby zaskoczony, kto nie byłby ani nadmiernie podniecony ani przytłoczony, gdyby odkrył, ze On właśnie nadchodzi... To więc znaczy czuwać – być oderwanym od tego, co obecne, a żyć tym, co niewidoczne...” Człowiek wiary powinien odkryć w sobie optymizm paschalny i eschatologiczny: „Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci.” W tym zawiera się perspektywa ucznia wychylonego ku Godom Baranka !

środa, 6 grudnia 2017


Żłóbek, żłób ? To proste słowo- sielskie- przeniknięte zapachami wiejskiego ciepła, było dla wielu pokoleń źródłem cudownych uczuć i kanwą dla wielu kolęd. Opowiada o największej pokorze Narodzenia, „pokorze tak wielkiej, że aż niemiłej pierwszym chrześcijanom, którzy w licznych legendach mnożyli towarzyszące Narodzeniu cuda, aby w ten sposób uwydatnić jego znaczenie” (J. P. Roux). Kilkanaście dni przez obchodami Narodzenia Pańskiego w medialnej prasie europejskiej podniosła się po raz kolejny dyskusja nad tematem eksponowania szopek przedstawiających tajemnicę Wcielenia. Poprawność polityczna europejskich „mędrców” zagalopowała tak daleko, że przestraszyła na zachodzie samych producentów akcesoriów do konstruowania szopki: żłóbka z Małym Jezuskiem, Marii, Józefa i zwierzaków. Powodem zniknięcia szopek z przestrzeni publicznej nie jest (zabrzmi to komicznie) podłoże finansowe, czy brak inwencji w składaniu tego typu rzeźbiarskich elementów, lecz chroniczna głupota i laicyzacja przestrzeni publicznej; nie pomnę już o braku wiary. To smutne, że dokonał się taki regres w kulturze duchowej i materialnej kontynentu na którym nawet przerywano wojny w Noc Narodzenia, aby móc odśpiewać Adeste Fideles i zaprzestać  choć na chwilę zabijania w imię pokoju, który przyniósł schodzący z niebiańskich pieleszy Emanuel. „Naczelny Sąd Administracyjny Francji uznał za nielegalne organizowanie i ustawiani szopek bożonarodzeniowych w budynkach publicznych. Zdaniem sądu umieszczanie szopek przedstawiających Narodzenie Chrystusa narusza ustawodawstwo i zasady świeckości państwa”- przeczytałem z nieukrywaną irytacją na jednej ze stron internetowych. Takie prawa powinny natychmiastowo rodzić oburzenie chrześcijan i mobilizować ich do przeciwstawiania się takim przepisom. To nie tylko jawne separowanie wartości chrześcijańskich od życia publicznego, ale nade wszystko wysublimowany sposób ateizacji indywidualnych i społecznych przekonań ludzi wierzących. Komu tak naprawdę przeszkadza szopka z Jezuskiem, wołkiem i osiołkiem ? Zdaje się, że impertynenckim i pozbawionym rzetelnej wiedzy laickim ignorantom. Nawet Umberto Eco- znany ze swoich krytycznych poglądów i ostrych przytyków w stronę chrześcijaństwa, pisał: „Szopkę mógł stworzyć tylko ktoś taki jak Święty Franciszek, którego wiara wyrażała się w rozmowach z wilkami i ptakami, ponieważ szopka jest najbardziej ludzką i najmniej transcendentną rzeczą, jaką można wymyślić, by upamiętnić narodziny Jezusa. W tej świętej diatromie nic oprócz gwiazdy betlejemskiej i dwóch aniołków, które latają nad chatą, nie odwołuje się do kwestii teologicznych, a im więcej jest w niej postaci, tym bardziej celebruje ona codzienne życie i pokazuje dzieciom, jak ono wyglądało w czasach, a może budzi tęsknotę za nienaruszoną naturą.” Oczywiście bym polemizował z mądrym Eco na temat rzekomego braku teologicznego przesłania szopki, ale zostawiam to na boku. Niemniej są to symptomatyczne zjawiska jakieś erozji myślenia i kultury ludzi odpowiedzialnych za przyszłość starego kontynentu. Nie wiem w jaki sposób zareagowałby sam św. Franciszek na tak absurdalne inicjatywy. Kontemplował on Narodzenie Dziecięcia  i widział w tym afirmację największej miłości. Dlatego w noc Narodzenia polecił zbudować szopkę i umieścić w niej figury, aby wzmocnić przekaz o Miłości, która stała się Ciałem. Według przekazu zanotowanego przez Tomasza z Celano św. Franciszek wezwał swego przyjaciela Jana Velito z Greccio i rzekł mu: „Pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony na sianie w towarzystwie wołu i osła.” Tak na marginesie, rzeźby do pierwszej szopki miał wykonać Arnolfio di Cambio, najlepszy uczeń Niccola Pisano. Franciszek chciał, aby misterium tego wydarzenia było tak dosłowne i ujmujące serce, iż przemieni serca samych patrzących. Cóż, trzeba nam będzie wielkie dzieła sztuki wyrzucić do lamusa; wyeliminować z ikonosfery i zamilknąć ! Czy celem tych ataków liberalnych i oświeconych „przewodników” po ścieżkach nowoczesności nie jest przypadkiem usunięcie Bogaczłowieka w niepamięć- intelektualny i kulturowy niebyt ? Nie sposób obrócić w niepamięć najważniejszy fakt w historii ludzkości, w którym to Maryja „porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie” czy może w jasłach, stojącym luźno mniejszym żłóbku dla owiec. Być może zdobędzie się na odwagę któryś z europejskich decydentów, aby powiedzenia prawdę i wykrzyczeć – niczym Biedaczyna z Asyżu, że „Miłość nie jest kochana !”

wtorek, 5 grudnia 2017


Łk 10, 21-24

Jezus rozradował się w duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie... Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli».

Odkrywam w chrześcijaństwie zdumiewającą dążność ku poznaniu Boga; pochwyceniu, przybliżeniu się, zachwycie, który może nawet spowodować jakieś ekstatyczne unieruchomienie, bezwład. „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich” (Ps 44). Ten, którego miłuję, musi być kimś budzącym największą radość, podziw i poczucie piękna. Myślę, że tak postrzega te rzeczywistości Kościół przeżywający czas oczekiwania- Adwentus; nie jest to kolejny splot narracji okraszonych ckliwym oczekiwaniem na Święta Narodzenia Pańskiego, lecz rzeczywistą próbą kontemplacji oblicza Wcielonego Boga. „Widzieć Chrystusa to znaczy widzieć Boga i całą ludzkość. Ta tajemnica wzbudziła we mnie gorące pragnienie, by zobaczyć twarz Chrystusa”- pisał H. Nouwen, wpatrując się w ikonę Chrystusa Zbawiciela ze Zwienigorodu. Chrześcijanin jest człowiekiem pragnienia, wychylającym się ku źródłu i pędzącym na oślep niczym wariat. Święty Augustyn w jednym z komentarzy pisał: „Niech przyjdzie do nas..., niech przyjdzie do nas On sam, Oblubieniec. Kochajmy Go ! Ileż brzydoty znalazł On w nas ! A mimo to kocha nas.” Ukaż mi Panie swoją twarz ! – to moja codzienna modlitwa pragnienia, przyzywania i miłości. Spoglądam na ikony zawieszone na ścianie mojego pokoju. Oblicze Chrystusa w tylu ikonograficznych wariantach, a jedno wspólne przesłanie: „Jestem z Tobą, przez wszystkie dni aż do skończenia świata.”  Ikony opowiadają mi o tym miłosnym zapewnieniu i rodzą odwagę przedzierania się przez duchową powierzchowność świata. „Ikona ma swe miejsce w sercu wyznania wiary Kościoła- powie Ch. Schonborn- Stanowi jakby jego rekapitulację.” Dzięki ikonie Zbawiciela spoglądamy z nadzieją w stronę przyszłego świata. Pomaga nam w tym aramejski zwrot, tak silnie zakorzeniony we wczesnochrześcijańskiej liturgii: „Marana tha”, co się tłumaczy: „Pan wraca !” lub „Przyjdź, Panie !” Jeśli naprawdę Kościół stanie w tęsknocie i z głęboką wiarą, wtedy bez wątpienia usłyszy odpowiedź: „Zaiste, przyjdę niebawem” (Ap 22,20).  

poniedziałek, 4 grudnia 2017


 
Kult ikony został uprawomocniony w Kościele przez gremialnie przyjętą decyzję na siódmej sesji VII Soboru Powszechnego. Ikona Chrystusa przedstawia boską osobę zgodnie z ludzką naturą, którą przejął od swojej Matki. Tak rozumiana koncepcja zarówno jako nosiciela boskości, jak również człowieczeństwa staje u podstaw doktryny chalecedońskiej, a tym samym spójnej teologii obrazu. Od tej pory z wielką pieczołowitością będzie się przywiązywać wagę do wizerunków w taki sposób, aby przedstawiając Boga – człowieka, czy świętych – reprezentowały autentyczną doktrynę. Dorastanie do tak dojrzałej myśli teologicznej miało swoich płodnych Ojców, którzy od początku postawiali sobie za cel obronę świętych wizerunków i niejednokrotnie było im dane w obronie tej sprawy przypłacić wygnaniem, torturami, czy życiem. Nie sposób pominąć tych wielkich osobowości bizantyjskiego Kościoła i ich zaangażowania na płaszczyźnie teologii ikony. Jan Damasceński, którego w kalendarzu liturgicznym dzisiaj wspominamy (675- 749) spośród pierwszych obrońców obrazów odwołuje się do żywej tradycji Ojców Kościoła. W Źródle poznania, które dedykuje swemu duchowemu bratu, Kosmasowi biskupowi Maiuma, przedstawia imponującą syntezę tej tradycji, która tworzy pewien piśmienniczy tryptyk: 1. Rozdziały filozoficzne, gdzie zaznajamia czytelników z licznymi definicjami filozoficznymi zapożyczonymi od Arystotelesa, Porfiriusza i Ojców Kościoła, które przypominają w dzisiejszym znaczeniu propedeutykę teologii. Traktat zawierający sto uwag O herezjach, który stanowi kompilację w formie podręcznika na temat różnych herezji; tu pojawiają się rozważania o monoteletyźmie i islamowi. W końcu najważniejsze dzieło w których znajduje się odpowiedź na zarzuty ikonoklastów Wykład szczegółowy prawdziwej wiary, w którym twierdzi, że nie ma takiego człowieka, który by nie posiadał z natury wszczepionego poznania istnienia Boga. Homilie Jana Damasceńskiego sprawiły, że zyskał sobie przydomek Chrysorohas (płynący złotem). Jemu zawdzięczamy pierwszą autentyczną syntezę myślenia o ikonie, jak również ukształtowania odpowiedniego aparatu pojęciowego w dyskursie na ten temat. W swoich trzech Mowach apologetycznych przeciw tym, którzy potępiają święte obrazy, Jan wydobył istotę nauczania Kościoła na temat Chrystusa i w sposób zdecydowany zabrał stanowisko w tej sprawie. Wykazał w swojej argumentacji, że zakaz malowania ikon kwestionuje podstawową prawdę wiary we Wcielenie, w to, że Bóg istniejąc poza czasem i przestrzenią objawił się w ludzkiej osobie, w człowieku Jezusie narodzonym z Maryi. Ze względu na to, że Bóg przyjął ludzką twarz, możemy go przedstawiać za pomocą obrazów. Ponieważ Słowo Boże, przedwieczny Syn Boży, przybrało ludzkie ciało – argumentuje Jan – możliwe jest – co więcej konieczne – by je przedstawiać  i dlatego zachęca: „maluj na obrazach Tego, który stał się widzialny, i przedstawiaj Go tak, by mógł być oglądany.” Ikonoklazm w przekonaniu bizantyjskiego teologa był pewnym rodzajem doketyzmu, który oznaczał brak poszanowania dla tajemnicy Boskiego człowieczeństwa.  Zdaniem teologa kult ikon jest najwłaściwszym sposobem w jaki Kościół daje świadectwo o tym, że Bóg pojawił się w ciele w osobie Jezusa Chrystusa. „Odważnie rysuję portret niewidzialnego Boga nie jako niewidzialnego, lecz jako tego, który się pojawił dla naszego zbawienia i istniał w ciele i krwi.” W tym obrazie Jezusa nie jest przedstawiony ani Jezus – człowiek, ani niewidzialny Bóg, lecz obraz Boga, który stał się ciałem. Jan Damasceński postrzegał rolę obrazu, nie tylko w funkcji utylitarnej czy katechetycznej, ale jako ważny aspekt mistagogii chrześcijańskiej. Uważał, że bez ich obecności nie sposób ująć pełnej prawdy o Chrystusie – Wcielonym Bogu. „Przez poznanie zmysłowe bowiem powstaje w umyśle pewne wyobrażenie, które pobudza naszą zdolność rozróżniania i jako cenny skarb jest przechowywane w pamięci.” W przekonaniu teologa istotą sporu dotyczącego ikon nie była sztuka religijna jako taka, ale pytanie o to, w jaki sposób Bóg pozwolił się zobaczyć ludzkim oczom. Podkreślał wielokrotnie rolę widzenia w wierze, wzrok określał najszlachetniejszym ze zmysłów, dzięki któremu skraca się dystans poznawczy między ludźmi a Bogiem: „Ujrzałem Boga w ludzkiej postaci i zbawiona została dusza moja. Oglądam obraz Boga, tak jak Go widział Jakub, a jednak w całkiem inny sposób.” Oczami duszy przenikamy materialny obraz i odkrywamy prototyp w całym jego egzystencjalnym wymiarze. Prototyp w swej pełnej istocie, w swym bycie osobowym jest obecny w materialnym obrazie, i jako taki może być w nim rozpoznany za pomocą duchowej percepcji. Dopiero tajemnica inkarnacji czyni obraz Boga możliwym do uchwycenia wzrokiem: „Jeśli jednak sporządzimy wizerunek niewidzialnego Boga, pozostajemy w błędzie; niemożliwe jest bowiem, aby to, co bezcielesne, bezkształtne, niewidzialne i nie dające się opisać, było przedstawione na obrazach. I znów: jeśli tworzymy obrazy ludzi i uznajemy je za bogów oraz oddajemy im cześć jak bogom, to jesteśmy bezbożni. Ale przecież nic takiego nie czynimy. Nie upadamy, jeśli czynimy podobiznę Boga, który stał się ciałem i był widzialny na ziemi w cielesnej postaci oraz dzięki swej niewypowiedzianej dobroci zjednoczył się z ludźmi do tego stopnia, że przybrał nie tylko ich naturę, ale i konsystencję, kształt i kolor ciała. Tęsknimy bowiem za tym, aby oglądać Jego postać […] „Teraz widzimy Go jakby w zwierciadle i niejasno”. Także i obraz jest tylko niejasnym odbiciem dostosowanym do ograniczeń naszego ciała.” Zakaz wykonywania wizerunku Boga w Starym Testamencie tam mocno przenikający żydowską teologię i ikonoklastyczne argumenty chrześcijan VIII wieku stał się zdezaktualizowany wobec Wcielenia Logosu tak często przywoływanego przez ortodoksyjnych Ojców. Od tej pory autentycznym obrazem będzie sam Bóg przyjmujący ciało jednego człowieka, ażeby otoczyć chwałą całą ludzkość.

sobota, 2 grudnia 2017


Od jutra rozpocznie się nowy rok liturgiczny, jesteśmy uczestnikami pulsującego rytmu życia który przepływa w liturgii i zmierza ku wypełnieniu wszystkiego w Bogu. W ten sposób życie chrześcijanina, nieuchronny upływ czasu, wszystkie wydarzenia które splatają się na dramaturgię życia, są odniesione do jednego, wyraźnie określonego celu jakim jest przyjście Pana. Jesteśmy na wskroś przeniknięci duchem biblijnego przepływu czasu który ma charakter linearny, dzieje które płyną do przodu, ku określonemu celowi, wypełnione nadzieją na spotkanie kogoś wyjątkowego. „Można powiedzieć że dzieje mają dwóch bohaterów- Boga i człowieka. Zmierzają do ostatecznego zbawienia”. Wchodzimy w ADWENT- (od łac. adventus- przyjście, pojawienie się monarchy, króla, zwycięskiego wodza; ma to wydarzenie odpowiednik w dwóch ważnych słowach: parusia i epifania). To czas radosnego a zarazem poważnego oczekiwania na przyjście Chrystusa w wydarzeniu Wcielenia i Paruzji- czyli narodzenia; wejścia w ludzką historię, jak również czujnego przenikniętego modlitwą wyczekiwania Jego nadejścia na końcu czasów. Wyrażają to słowa wczesnochrześcijańskiego pisarza Nowacjana: „Jak zapowiedział Izajasz: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel, co się tłumaczy: Bóg z nami”, tak samo Chrystus mówi: „Oto Ja jestem z wami aż do skończenia świata”. Wobec tego On jest Bogiem z nami, a nawet o wiele bardziej: On jest też w nas”. Z niezwykłą sobie subtelnością wyraża istotę tego czasu oczekiwania ks. Pasierb: „Adwent to świt. Adwent to daleki tłumny fryz pełen postaci i zdarzeń, nieczytelny i pozbawiony sensu, gdyby w Betlejem za panowania cesarza Augusta w Rzymie i różnych tetrarchów w Palestynie, nie narodziło się dziecko, któremu nadano imię Jezus, a którego matką była Maryja. Adwent to mała izba w domu cieśli, gdzie zjawił się żonie archanioł, którego imię Gabriel znaczy „Zwiastujący człowieka”. Adwent to pustynia, na której widać wyniosłą postać odzianą w skórę wielbłąda. Adwent to liturgia. Adwent to nasze życie. Adwent to nasza śmierć i nasze zmartwychwstanie. Adwent to ostateczne przyjście Chrystusa”. To czas dopełniania się i zbliżania, czas wzrostu i rozwoju, oczekiwania i tęsknoty. Czas przychodzenia Tego, który jest zawsze, znajomy i nieznany. Czas ufności i radości…, naszego powrotu, hebrajskiego szub, co znaczy zmienić się, czas proroctwa i świadectwa…” Przez cztery niedziele adwentu będziemy przygotować się na te jakże podniosłego wydarzenia. Będziemy zapalać poszczególne świece na wieńcu uplecionym z sosny lub jodły, aby odmierzać czas nadejścia Pana. Wieniec w swojej głębokiej symbolice odsyła nas do drzewa jako symbolu życia ludzkiego czy gałązek, które w cieple domu pozostawały zielone lub rozkwitały. Symbolika adwentowego wieńca jest wielowarstwowa, polifoniczna. Cztery świece zakomponowane na wieńcu wskazują na stopniowe zbliżanie się do Prawdziwej Światłości- Jezusa Chrystusa. Zielone gałązki jak zostało już wcześniej wspomniane to znak żywej wspólnoty, przenikniętej dojrzewającym życiem. Wieniec zatem stanowi czytelny znak nadziei, że zwycięstwo nie należy do ciemności, lecz do życia. Chrystus jest Słońcem które nigdy nie zachodzi. Jak mamy właściwie przeżyć ten czas ? Przede wszystkim w spokoju i radości serca… Nie pozwólmy się ogarnąć tym wszystkim świecidełkom które będą wodziły nasz wzrok i opróżniały portfele z pieniędzy. Niech to będzie czas duchowego wzrostu, czujności i odważnego świadectwa w przepowiadaniu bliskości Boga do człowieka. Mamy nieść Jezusa wraz z Maryją, po to, aby nasze życie zostało wypełnione światłem… Mamy Go począć duchowo, aby wejść w kontemplację cudownej bliskości Boga który przychodzi aby przemienić i przebóstwić „Bóg staje się człowiekiem aby człowiek mógł stać się uczestnikiem boskiej natury”. Najważniejsze to mamy zachować czujność serca, aby nic i nikt nie wyprowadził nas z równowagi. Dobrze to wyraził o. Pelanowski: „Czuwanie, do którego wzywa Jezus ludzi, wyraża się nie tylko w tym, by czuwać nad własnymi pokusami i uprzedzać je, wyznając Bogu. Czuwanie to nie tylko unikanie miejsc i osób, czy sytuacji, w których na pewno nie potrafilibyśmy oprzeć się grzechom. Nie dotyczy też jedynie troski o to, by inni nie pogrążyli się w bagnie demoralizacji, i miłosiernego ratowaniu ich z dna. Jest jeszcze trzeci rodzaj czuwania, dzięki któremu człowiek przygląda się tym wszystkim wewnętrznym procesom duchowym, uczuciowym, mentalnym, psychicznym, które w nas się dokonują, aby nas nie popchnęły na manowce życia duchowego”. Należy zmobilizować się wewnętrznie aby dokonało się nasze wewnętrzne przeobrażenie, abyśmy przez zderzenie z prawdą o sobie, dostrzegli czas nawiedzenia Boga. Jezus nie mówi: „bądźcie spokojni” lecz „Uważajcie”. Nie mówi nam abyśmy odnotowali sobie wszystko skrupulatnie w kalendarzu naszego telefonu. Ciche kroki nadchodzącej osoby nie pozwolą nam zasnąć, mamy wsłuchać się w szept Boga i spoglądać w światło zapalanych świec, które będzie coraz intensywniejsze wraz z temperaturą naszej duszy. Bóg będzie przychodził w każdej chwili…, w delikatnych impulsach serca. Żeby się tylko nieokazało że jesteśmy zbytnio zajęci sobą. Dzisiaj wielu ludzi nie potrafi już czekać. Wykreślili adwent ze swoich kalendarzy, żyją szybko i intensywnie w oczekiwaniu na prezenty i świąteczne promocje. Brakuje nam tęsknoty za Bogiem. Świat oszalał w tej afirmacji siebie. Samotny człowiek przemierza ulice miasta i tęskni za rzeczami które są nie możliwe, dalekie i alienujące. Pozwólmy sobie na tęsknotę za Bogiem. Exupery napisał znane słowa: „Jeśli chcesz zbudować statek, naucz ludzi tęsknoty za odległymi morzami”. W tęsknocie znajduje się niewypowiedziana siła, która nas uzdalnia aby skutecznie ominąć te wszystkie fałszywe pragnienia. Zapytajmy siebie o naszą najgłębszą tęsknotę...Bóg za mną tęskni, czy ja potrafię zatęsknić za Nim ? To zadanie na adwent… odwagi !