poniedziałek, 11 czerwca 2018


Mt 10,7-13

Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy...

Sztuka obfituje i mnoży tak wiele przedstawień tego posłania apostołów w świat; utrwalone w obrazach i fantastycznych rzeźbach, takich jak w romańskim portalu w Vezelay, opowiadają o dynamiczności i potwierdzają głębię Pięćdziesiątnicy. „Wzywać Ducha naturalnie i z prostotą- pisała S. Weil- krzyk wołanie. Gdy umieramy z pragnienia, gdy jesteśmy chorzy z pragnienia...” Bowiem Duch czyni słowo Dobrej Nowiny źródłem, zdolnym nasycić spękaną glebę ludzkich serc. Ewangelia jest dynamiczna i wymaga ekspresji w proklamowaniu i rzeźbieniu autentycznych podstaw, które przekonają świat o potencjale Chrystusowego Zbawienia. Być w drodze, nie oglądać się  wstecz, nie obmyślać naprzód strategii, pozwolić się porwać przygodzie wiary, promieniować radością... Bezinteresowny i na wskroś przejęty misją uczeń, jest wstanie uczynić więcej, niż najbardziej elokwentni luminarze teologii, czy populistyczni kaznodzieje z wielotysięcznych stadionowych trybun- łechtających słowem pragnienia drzemiące w ludziach i mnożących miracula. Duch najmocniej tchnie w ludzi, którzy są najmniej pretensjonalni w przyjmowaniu łaski. To prostaczkowie- ewangeliczni szaleńcy, często illitterati, najpiękniej potrafią opowiadać o Bogu i przekonywać do Niego. Pierwszymi głosicielami Ewangelii, którzy oznajmili ją światu, byli prości rybacy z Galilei. To ich nauczanie przemieniło ówczesne społeczeństwa i potrafiło nawet najbardziej wyrafinowaną kulturę intelektu zaprzyjaźnić z chrześcijańskim humanizmem i fascynacją Bogiem, który zstępując ku ludziom stał się miłosierną i ofiarną miłością. Ich prostota i milczenie zrodzone z kontemplacji słów i gestów Mistrza, przeistoczyło się w kerygmat przepowiadany w zgiełku zatłoczonych miast, wsi i dróg na których zostaną odciśnięte ślady wędrownego i zwilżonego krwią męczenników Kościoła. Uwierzyć współcześnie słowu Jezusa, poddać się mocy Parakleta, wgryźć się w egzystencję tak mocno, aby sprowokować lawinę pytań o Boga. Wołać ile tylko tchu w gardle: Bóg jest potrzebny światu. On niesie ciebie i twoje grzechy na swoich dłoniach ! Stać się „dealerem miłości” i kimś kto potrafi zrobić taki skandal czyniąc możliwym, to co wydaje się niemożliwe. Ciągle powracają mi w pamięci przeczytane przed laty słowa francuskiego księdza G. Gilberta: „Żyj tak, by patrząc na ciebie, było nie do pomyślenia, że Bóg nie istnieje.”

niedziela, 10 czerwca 2018


2 Kor 4, 16-18

Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.

W chrześcijaństwie jest tak mocno zarysowana perspektywa eschatologiczna. Człowiek wiary jest istotą wychyloną ku wieczności, koncentrując się na tym, co ostateczne- poddane przeobrażeniu w Bogu. W wielokrotnie cytowanym przeze mnie starożytnym Liście do Diogeneta, dowiadujemy się kim są wierzący w Chrystusa: Chrześcijanie „są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba... Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie.” Ludzie żyjący w kręgu ciągle dokonującej się tajemnicy. Istnieje Misterium, przed którym całe pokolenia ludzi zatrzymywały się w poznaniu i miłosnym uniesieniu duszy. Bóg, który przedarł się z wieczności, wszedł w naszą historię podnosi nas nieustannie ku Sobie. Skraca dystans i zstępuje ze „szczytów transcendentnego milczenia” stając się Życiem w nas. „To w ciele naszego Pana objawiła się światłość Ojca. Zajaśniawszy bowiem z Jego ciała, przeniknęła ona w nas, i w ten sposób człowiek, będąc przyobleczonym w światłość Ojca, osiągnął niezniszczalność”(Ireneusz z Lyonu). Człowiek wchodzi w permanentny dialogu miłości, wędruje ku rzeczywistości która wydaje się pozornie niemożliwa do pomieszczenia dla umysłu i serca. Bóg wszystko przekracza i oczekuje jedynie dziecięcego- prostodusznego zaufania. „Wierzący musi ciągle abstrahować od rzeczy tego świata, brać rzeczy tego świata w nawias zapomnienia, aby myśleć o Bogu, który jest ponad ludzkim zrozumieniem”- przekonywał D. Staniloae. Mamy tu do czynienia z teologią oczywistości, w której dokonuje się rozpoznanie i zakochanie w Bogu. „Królestwo Boże- mówił z prostotą Fiodorow- jest dostępne dla ruchu molekuł i atomów we wszechświecie, co sprawia, że zmartwychwstanie i przemienienie wszystkich jest możliwe.” Każda chwila egzystencji staje się momentem epifanicznym, fascynującym, orientującym spojrzenie na Tym, który pomimo świadectwa wierzących jest ciągle odtrącany i spychany w przestrzeń zapomnienia narcystycznego świata. Wpatrywać się w to, co nieuchwytne, niewidzialne, irracjonalne, jest tak naprawdę ewangelicznym szukaniem Królestwa Bożego; odkrywaniem pięknej perły, pomimo wszystkich oporów płynących z zewnątrz. „Tam gdzie nie ma Boga, nie ma i człowieka”- pisał M. Bierdiajew. Sens egzystencji jaśnieje dopiero w blasku Chrystusowej obecności i dokonującej się inwazji wieczności. „To, co widzialne przemija”- naucza św. Paweł świadom tego, że wszystko, co dobre i piękne, tak naprawdę rozpościera się przed nim. Ostatnia księga Biblii- Apokalipsa opowiada o gorącym oczekiwaniu i nowym stworzeniu, w którym człowiek wyśpiewuje wraz innymi bytami pieśń pochwalną przed wschodzącym Słońcem- Chrystusem, które rozgrzewa świat żarem miłości.

sobota, 9 czerwca 2018


Od wielu lat przyglądam się licznym ikonom, odczytuję ich ikonograficzny sens, przedzieram się przez historyczne warstwy symbolicznych znaczeń; mimowolnie rozpościera się przede mną świat do którego tak intensywnie wzdychały całe pokolenia utalentowanych i napełnionych Bożym Duchem malarzy. Największe jednak wrażenie robią na mnie rosyjskie ikony, być może ma to silny związek z moją słowiańską duszą. Piękno tych ikon emanuje ze spokojnych i pełnych temperamentu linii, delikatności i czystości. Kolory opowiadają o ziemi która niczym matka nosi człowieka i rozpościera fascynującą paletę barw. Słowianie kochają ziemię, zdejmują buty aby poczuć jej chropowatość i zapach, całują, kiedy są przygniecieni licznymi grzechami. Łazariew opisuje paletę Rublova: „Niezrównane piękno chłodu jasnych kolorów... ikony trzyma widza na uwięzi. Lazur, róż, błękit, przytłumione odcienie fioletu i czerwieni są tak doskonale połączone ze złotym tłem, ze aż budzą skojarzenie muzyczne. Rublov użył kolorów dla ukazania cech duchowych.” Piękno staje się symfonią barw rozedrganych w mistycznym prowadzeniu pędzla. Wrażliwość i głębia tonów mówią tak wiele o ludziach smaganych wątpliwościami i upadkami, zmartwychwstaniem i dumnym kroczeniem w blasku przemienionego Chrystusa. „Kolorowa kontemplacja”- jak mówił E. Trubieckoj, przeistaczająca oczy zakochanego w Bogu ludu, wychylonego ku wieczności, zanurzonego w pięknie poranka i wschodzącego Słońca. „Człowiek jest uczestnikiem kosmicznego dramatu i przeżywa ten dramat aż do kulminacyjnego momentu, kiedy przerażenie i trwoga w cudowny sposób przemieniają się w radość i pokój.” Myślę, że każdy człowiek – choćby przypadkowo spotykając się z kulturą rosyjskiego prawosławia nie pozostaje taki sam. Każdy kto przez chwilę stanie w środku cerkwi, bez wątpienia zrozumie to, co Kościół wyśpiewuje w radosnym uniesieniu serc: „Światłość twoja rozbłyska na obliczu świętych.” Jak bardzo zaciera się granica pomiędzy zwyczajnością a światem transcendentnym- przenikniętym muśnięciem zstępującego delikatnie Piękna. „Na ikonach widzimy świat rzeczywisty, a nie iluzoryczny. Widzimy jednak świat, przemieniony światłem Bożym” (P. Floreński). Pozostaje zachwyt który trwa nieskoczenie długi czas. „Wiara jest dowodem tych rzeczywistości , których nie widzimy” (Hbr 11,1)- ale ikona pozwala uchylić przestrzeń tajemnicy i poruszyć, aż do przeszywającego duszę zdumienia. „Trzeba duchowej dojrzałości, by móc poznać ikonę”(P. Evdokimov). Patrząc na każdą z ikon- nośników Boskiego Piękna, trzeba spróbować wejść w atmosferę zaistnienia każdego z tych dzieł. Spróbować wyobrazić sobie otoczenie, w którym powstało w przypływie natchnienia każde konkretne przedstawienie. Zobaczyć kaplice, klasztory, schowane przed zgiełkiem świata pustelnie, gdzie twarze świętych spoglądały na losy konkretnych miejsc. Ikony towarzyszyły ludziom oo kołyski po trumienne łoże w którym następowała Pascha. Sołouchin w swoich bardzo osobistych listach o kulturze rosyjskiej napisał: „Najczęściej myślę sobie, że dawni mistrzowie malowali po prostu modlitwę. Tego żądał czas, takie było zadanie malarstwa, jego, że tak powiem strona praktyczna, utylitarna. Mianowicie było tak: zbliża się człowiek wierzący do ikony, ażeby się pomodlić, a tu się okazuje, że jego modlitwa już została wypowiedziana i namalowana.” Tylko na Wschodzie można zobaczyć tak wielką czułość ludu składającego szczere pocałunki na deskach które zatrzymują świętość; opisują ją i czynią możliwym do zrealizowania. Poeta i mistyk R. M. Rilke tak pisał o prawosławnej Rosji: „W tym kraju groby są górami, ludzie są otchłaniami... we wszystkich kierunkach wszystko wydaje się bezgraniczne... W ciemnych zakątkach izb stoją stare ikony jakby kamienie milowe Pana Boga, a blask małego światełka wychodzi poza ich ramy jak dziecko błąkające się w gwieździstej nocy. Ikony te są jedynym punktem stałym, niezawodnym znakiem na drodze, i żaden dom nie może się bez nich odejść.” Ten zachwyt nad rosyjską duszą spowodował, że poeta bezgranicznie zakochał się w Rosji i wielokrotnie do niej podróżował. Ja sam nie uważam siebie za rusofila, jestem synem swojego narodu- Polakiem, który z dobrego słowiańskiego skarbca wydobywa rzeczy dobre i szlachetne. Jeżeli chcemy spróbować zrozumieć kulturę chrześcijańskiego Wschodu, to rosyjska ikona będzie doskonałym przewodnikiem na drodze wiary i estetycznego zdumienia. „To sztuka- jak mówił wizjoner A. Biełyj- która przynosi nowe życie i ocalenie ludzkości.”


czwartek, 7 czerwca 2018


2 Tm 2, 8-15

Najmilszy: Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida. On według Ewangelii mojej powstał z martwych. Dla niej znoszę niedolę aż do więzów jak złoczyńca; ale słowo Boże nie uległo spętaniu. Dlatego znoszę wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie, wraz z wieczną chwałą. Nauka to godna wiary: Jeżeli bowiem z Nim współumarliśmy, z Nim także żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, z Nim też królować będziemy. Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego.

Gdy człowiek myśli o Bogu, znajduje się w samym centrum jego myśli. Kiedy naśladuje Chrystusa, staje się przedłużeniem jego cierpliwej i pełnej współczucia miłości. Powołaniem człowieka wiary jest szukanie, poznanie, naśladowanie i życie w Bogu. „Każda istota duchowa jest ze swej natury świątynią Bożą, stworzoną, aby przyjąć w siebie chwałę Bożą”- twierdził Orygenes.  Jest to bardzo trudna i pełna wyrzeczeń droga. Łatwo jest wyznać wiarę w momencie podekscytowania, euforii, czy podniosłej chwili. (Tak również w drugą stronę, niektórym się zdaje, że jak się wygumkują z metrykalnej księgi Kościoła, to staną się „wolnymi ludźmi”. Chyba są naiwni i śmieszni). Zbyt łatwo można ulec amnezji i odwrócić się plecami od Tego, któremu wszystko zawdzięczamy, w imię płytkich zachcianek i źle pojmowanej wolności wyboru. Wielu nazywa siebie chrześcijanami, lecz nie są zdolni umrzeć dla spraw, które ciągle spychają ich w dół. Łatwiej być pobożnym aktywistą, niż mistykiem próbującym się jak najdłużej utrzymać na fali rezygnacji z siebie i własnych zachcianek. „Nasz świat nawet nie próbuje odnieść się do Boga żywego- pisał N. Chatzinikolau- który pozwala się dotknąć poprzez uczucia i odkryć przez rozum. Takiego Boga raczej się przekreśla... A Bóg jest razem z nami. To przekonanie stanowi źródło naszej siły.” Dlatego Apostoł mówi: Pamiętaj na Jezusa- tak jakby chciał uchronić człowieka przed zapomnieniem o Bogu i skupieniem na sobie. Święta Teresa z Avila w jednej ze swoim modlitw wyraziła to zgoła inaczej: „Niech nic cię nie niepokoi, nic nie przeraża. Wszystko przemija. Bóg pozostaje. Cierpliwość osiąga wszystko. Kto ma Boga, nie brakuje mu niczego. Bóg sam wystarcza.”  

wtorek, 5 czerwca 2018


2 P 3, 13-15

Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których zamieszka sprawiedliwość. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby On was znalazł bez plamy i skazy – w pokoju, a cierpliwość Pana naszego uważajcie za zbawienną.

Życie wieczne rozpoczyna się już tu, na ziemi, jako wydarzenie Paruzji. Ewangelia kładzie chrześcijanom na serce zadanie poszukiwania Królestwa Bożego. Cały świat w jakiś trudny do pojęcia sposób wychyla się ku wieczności, próbując wypatrzyć chwili sposobnej. „Należy szukać Pana nie poza sobą, lecz w sobie przez wiarę” (św. Maksym Wyznawca). Człowiek wiary widzi dalej i głębiej, przekraczając ramy dynamicznie kształtującej się historii. „Chrystus jest osią dziejów. To, co było przed Nim, jest tylko prefiguracją, a to, co następuje po Nim, staje się przedłużeniem Wcielenia- i to jest czas Kościoła. Życie Kościoła jawi się jako nowy wymiar istnienia, zasada nowej jakości historycznej otwierającej dzieje ku rzeczom ostatecznym.” Eschatologia w całej rozpiętości oszczędnego w słowach przepowiadania wieczności, jest skierowana ku nadchodzącemu Panu. „W chwili paruzji i eschatologicznego spełnienia dziejów cały świat stworzony osiągnie doskonałe zjednoczenie z Bogiem- pisał W. Łosski- To zjednoczenie dokona się, lub raczej objawi, różnie w każdej z osób ludzkich, które uzyskały łaskę Ducha Świętego w Kościele.” Dlatego ludzkie oczekiwania jest naznaczone wysiłkiem, postawieniem straży przy własnym sercu; zaopatrzeniem własnej lampy w oliwę wiary. Widzialna postać Kościoła przeminie, wszystko co znamy i jest nam tak niezmiernie bliskie, zostanie przeistoczone w ogniu Boskiej miłości. Niemiecki filozof kultury Sedlmayer stwierdził: „Trudno obecnie oczekiwać czegoś innego niż całkowitej zagłady lub- początku regeneracji.” Chrześcijanin, nie podąży tym pesymistycznym tropem, jego serce jest przeniknięte nadzieją, a spojrzenie zatrzymuje się na sklepieniu nieba. „Chwałą Boga jest żyjący człowiek, zaś życiem człowieka jest oglądanie Boga” (św. Ireneusz z Lyonu). Zatem Kościół w pełni zdeterminowany i przeniknięty pewnością, będzie wypatrywał apokaliptycznego Jeźdźcy, który triumfalnie przedrze niebiosa i zstąpi w najmniej przewidzianej chwili. Już teraz czujemy na własnej twarzy podmuch Apokalipsy, już teraz dokonuje się w nas zmartwychwstanie i życie wieczne.

niedziela, 3 czerwca 2018


2 Kor 4, 6

Bracia: Bóg, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa.

Chrystus jest Osobą Boską- Bogiem, który wszedł w ludzką historię i stanął naprzeciw człowieka. Ukazał się w ciele ludzkim, choć pod wieloma względami ograniczonym, ale przenikniętym boskim światłem. W tym „świetlistym ciele” uzewnętrzniło się piękno obecne w samym Bogu. Piękno, które posiada w sobie siłę zbawiania. Dramaturg Otton Ludwig, miał powiedzieć, że „piękno nigdy nie jest gotowe, zawsze może być piękniejsze.” Paradoksalnie Bóg odsłonił swoją świetlistą twarz i ukazał maksimum piękna. „Dusza się daje poznać pięknem Chrystusa” (Teolept). Pełnia tej Epifanii jest wyczerpująca i zbędny jest jakikolwiek komentarz dotyczący tego zdumiewającego oglądu. Filokalia- tłumaczy się jako „umiłowanie piękna”, które zdaniem mistyków promieniuje z oblicza Chrystusa i porywa tych, którzy mają odwagę wejść w niestworzoną światłość. „Zabłysnął w naszych sercach”- powie Apostoł. Utrwalił się na sposób cudu, żaru ognia wypalającego stygmat pamięci. Miał racje Bierdiajew: „Percepcja świata w pięknie jest wyrywaniem się z ułomności tego świata do świata innego.” Człowiek stał się „deską” „podobraziem”- niczym ikona wycięta z pnia drzewa, na której Bóg Ojciec nakreślił rysy nowego Adama. Chrystus jest najpiękniejszym z synów ludzkich. „Nie tylko przywrócił pierwotne piękno stworzeń, utracone i sprofanowane przez grzech i zło. W swej własnej osobie przyniósł źródło wszelkiego piękna. Z Niego wypływają na świat żywe wody piękna. A wszystkie piękności świata- piękno przyrody, cnoty i sztuki- są promieniowaniem Jego piękna” (Ch. Schonborn). Dlatego na ikonach Chrystus ma tak niezwykłą twarz i dobroduszne spojrzenie. Jaśnieje od Niego blask; bliski światła rozmieszczone przez delikatne muśnięcia pędzlem przechodzą na twarz i rozświetlają oczy kontemplującego człowieka. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”(J 14,9)- wszedł w jasność poznania- zachwyt towarzyszący niebianom. Jeżeli zdołamy w każdej chwili naszego życia dostrzegać Chrystusa, wówczas rzeczywistość wokół nas stanie się przemieniona, będzie chwalebnym Kościołem budzącym jutrzenkę jako zapowiedź piękna emanującego z twarzy apokaliptycznego Króla.

piątek, 1 czerwca 2018


Mk 11, 22-25

Jezus im odpowiedział: «Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: Podnieś się i rzuć w morze, a nie zwątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze».

Dla wielu ludzi wiara jest jakąś wielką niewiadomą, nieoznakowaną drogą, zmaganiem intelektu i duszy, dla których to Bóg staje się najważniejszym problemem lub poniekąd fascynującym- filozoficznym epifenomenem. Święty Grzegorz z Nyssy twierdził, że Bóg pozostaje zawsze „poszukiwanym” i tajemniczym. Prawdziwa wiara zawsze rodzi się w tyglu zmagania ze sobą i stopniowego dojrzewania do autentycznej miłości Boga. „On spogląda na mnie, a ja na Niego”- miał odpowiedzieć późniejszemu świętemu zatopiony w modlitwie prosty chłop, codziennie przychodzący do kościoła. Z życia modlitwy otwiera się źródło wiary. Z bliskości i bycia naprzeciw Kochanego, rodzi się trudna do opisania więź miłości. (Tylko mistycy potrafili z łatwością o tym opowiadać). Atmosfera szczerego zaufania, prostoty serca i wychylenie zmysłów ku łasce. Wiara to przeglądanie się Boga w nas; niczym w lustrze. „Otchłań serca dąży ku otchłani Boga”- utkał poetycko w słowach Angelus Silesius. Wiara wymaga odpowiedzi- rozszczelnionej przestrzeni wnętrza; przejścia przez portyk człowieczego „ja” ku Tajemnicy. „Człowiek nie wymyśla życia duchowego, żeby się pocieszyć- pisał P. Evdokimov- Życie duchowe przychodzi z góry, Bóg je inauguruje poprzez dar swojej obecności. Człowiek otrzymuje to objawienie- wydarzenie i odpowiada aktem swojej wiary; formułuje i wyznaje Credo, wypowiada je do „Ty” Ojca wraz z Synem i Jego Duchem.” Miłość, która przepływa przez Wspólnotę Boskich Osób, nagle zaczyna spływać na człowieka- czyniąc go miejscem obecności i intymnego dialogu. Dla kogoś kto się modli w swym sercu, wszystko jest możliwe. Dla kogoś kto się modli, nie istnieją żadne ograniczenia i przeszkody do pokonania. „Jestem Tym, którego miłuję, i ten, którego miłuję, stał się mną” (L. Massignon). Modlitwa odtwarza harmonię świata, a człowiek staje się w dłoniach Boga dziełem wykończonym, przeznaczonym do zakwitnięcia w ogrodach wieczności.