poniedziałek, 10 grudnia 2018


Iz 35, 1-10

Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Szaronu. oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: «odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg przychodzi...    

Adwent – to pora metamorfozy. Opisy czasu mesjańskiego tak pogłębione i podane do lektury Kościołowi oczekującemu Pana, zapowiadają odnowę świata i człowieka; pustynia zamieni się w ogród, Liban nawodni nieurodzajnie spękaną ziemię- wszystko się zazieleni- stanie się nowym Edenem. Chrześcijanie - duchowi nomadzi wyruszą ku Źródłu które nasyci po brzegi ich łaknące dusze. „Schyłek świata to znak, że Królestwo Boże jest blisko, że stoi już u drzwi” – pisał E. Trubieckoj. Uderza mnie w lekturze tekstu u Izajasza obecność Boga pośród materii, jego przyjście zwiastuje błogosławiony „początek”, kiedy przechadzał się po ogrodzie i cieszył się uobecnionym pięknem powołanego z miłości stworzenia. W tym retrospektywnym ujęciu przyszłość wydaje się świętem życia i piękna- przebóstwienia. „Tak oto raj był piękny i dobry: Słowo Boże przechadzało się stale i rozmawiało z człowiekiem, zapowiadając rzeczy przyszłe, ponieważ będzie zamieszkiwało i rozmawiało z nim, i będzie razem z ludźmi, ucząc ich sprawiedliwości”(św. Ireneusz z Lyonu). Adwent jest przygotowaniem na zstępujące piękno, uobecnieniem świętości jaśniejącej na obliczu Bogaczłowieka. „Za czasów Izajasza mogło się wydawać, że świat nie potrzebuje odnowy: był młody jeszcze i płodny, a jednak prorok zapowiedział jego odnowienie. Nowe oznacza w Biblii to, co jest Boże, święte, nie sprofanowane. Odnowa może być niczym innym, jak powrotem do tego stanu” (J. Pasierb). Nasz świat jest również przestrzenią wybrakowaną i sprofanowaną- nie chodzi tu o niszczenie środowiska naturalnego, lecz o erozję ludzkich serc- pustynię- siedlisko śmierci, samotności, alienacji, pustki. Współczesny człowiek przechadza się po cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Wielu przestało wypatrywać znaków, a ich oczy utraciły nadzieję. Chrześcijaństwo spowite tęsknotą, przypomina o dynamice wiary, stając się refleksyjnym- otwartym na życie w Chrystusie i komunię w Duchu Świętym. „Bóg staje się człowiekiem, aby zbawić utraconego człowieka”- twierdził św. Maksym Wyznawca. Wcielenie Chrystusa i Jego powtórne przyjście posiada znaczenie kosmiczne, kosmogoniczne, to nowy dzień stworzenia- pełnia- partycypacja w Bogu, radość ponownych narodzin świata !

niedziela, 9 grudnia 2018


Mt 11,11-15

Jezus powiedział do tłumów: „Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść.  Kto ma uszy, niechaj słucha”.

Chrystus jest bardzo powściągliwy w pochwałach konkretnych osób, jakby chciał uświadomić swoim odbiorcom, iż na jakiekolwiek wyróżnienie trzeba ciężko zapracować. Świadectwem pieczętującym doskonałość, ma być całe życie wypełnione wiernością i pokorą. Jest jeden wyjątek; rekomenduje człowieka, wobec którego nie posiada żadnych wątpliwości- chodzi o Jana Chrzciciela- zostaje postawiony jako wzór do naśladowania. On jest nawet więcej niż prorokiem- jest burzycielem sumień, jego przejście przez pustynię życia powoduje duchowe poruszenie. Kiedy postawił stopy na pustyni, to miejsce zatracenia, bezdomności- siedlisko demonów i przerażającej samotności, przemieniło się w rozkwitającą oazę. Jego słowo miało taką moc, iż ludzie najbardziej obojętni pragnęli zmienić swoje życie i otrzymać obmycie wodą z Jordanu. Jest On nazwany poprzednikiem Pańskim- Prodromos, był bowiem prorokiem na styku dwóch Testamentów i bezpośrednio poprzedził nadejście Mesjasza- prostował drogi, kształtował ludzie sumienia, a nade wszystko wskazał na Baranka. Według pobożnej legendy, anioł miał wyprowadzić młodego i pełnego duchowego zapału Jana na pustynię i podarował mu szatę ze zwierzęcej sierści, która rzekomo miała stanowić nierozerwalny atrybut jego osoby. Na pustyni kształtował się charakter Jana- duchowy profil człowieka nieugiętego, bezkompromisowego, całkowicie oddanego Bogu. Jest jednym z najbardziej popularnych świętych; są mu poświęcone liczne baptysteria, dedykowane kościoły, powierzane wstawiennictwu krainy. Potrafił być w cieniu, ascetyczny, pełen realizmu życiowego. Był „duchowym szaleńcem”, ale nigdy fanatykiem. Jego serce przepełniał jeden cel- pozwolić zajaśnieć Światłości. On sam jest niczym Anioł Światłości, nie bez przyczyny ikonografia Kościoła Wschodniego, przedstawia Jana Chrzciciela ze skrzydłami. „Anioł Pustyni”. Jest to nawiązanie do mesjańskiego proroctwa Malachiasza o Aniele Przymierza, który ma poprzedzić przyjście oczekiwanego Pana (Ml 3,1). Jan- Anioł Pustyni, nazwany w liturgii „aniołem na ziemi” i „człowiekiem nieba” jest wzorem życia pustelniczego, określanego jako życie anielskie, a tym samym zapowiedzią przebóstwionego człowieczeństwa”. Orygenes napisze o Proroku: „Duch więc, który byłe w Eliaszu, przyszedł do Jana, i moc, która w nim była, w tym także się objawiła. Tamten został uniesiony do nieba, ten zaś był poprzednikiem Pańskim i umarł przed Nim, aby zstąpiwszy do otchłani przepowiedzieć tam Jego przyjście”. Zdaje się, że wstąpił w ciemności świata niczym na skrzydłach wiary. „Wszechmogący wieczny Boże, daj sercom naszym postępować w prostocie dróg Twoich, której uczył św. Jan Chrzciciel, głos wołający” (Sakramentarz z Werony).

sobota, 8 grudnia 2018


Łk 1,26-38

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus… Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym… Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!”Wtedy odszedł od Niej anioł.

Zwiastowanie – to najpiękniejsze wydarzenie utkane ze słów na kartach Ewangelii. Nie ma drugiej takiej samej sceny; tu wszystko przeniknięte jest tajemniczością, intymnością, rozgrywającą się bardziej w głębinach serca, niż na oczach ciekawskich gapiów. Czytamy ten fragment w ważniejsze święta poświęcone Matce Odkupiciela. Opowieść o Maryi- Owieczce Baranka, rozpina się wokół dwóch obrazów- Zwiastowania i testamentu z Krzyża. W pierwszym młoda, piękna Dziewczyna z Nazaretu otwiera swoją kobiecość na łaskę i przyjęcie daru Życia- błogosławione i płodne macierzyństwo, a w drugiej odsłonie trzyma w swoich dłoniach umęczone, wyżłobione od ludzkiej nienawiści i sadyzmu- ciało Syna (Pieta).   Pokorna Służebnica Pana- w tym określeniu zawiera się cała duchowa głębia Jej osoby. Wymownie o tej rzeczywistości łaski, pisze jeden ze wschodnich teologów: „Na fiat Stwórcy odpowiada fiat stworzenia: „Oto ja służebnica Pańska”. Anioł Gabriel jest jakby pytaniem, które Bóg stawia wolności człowieka: czy rzeczywiście chce on być zbawiony i przyjąć Zbawcę ? Działanie Ducha Świętego przez linię „przodków” i czystość Tej, która jest gratia plena, odbierają złu wszelką broń…” Najpokorniejsza z kobiet świata staje się Pneumatophorą- nosicielką Ducha i Theotokos- nosicielka Chrystusa. „To Duch Święty tworzy Chrystusa w umysłach wszystkich ludzi na podstawie udziału Maryi w wydarzeniu wcielenia” (M. Nissiotis). Chciałbym również wzmocnić moją refleksję obrazem. Myślę o scenie zwiastowania, którą wymalował pokorny brat Fra Angelico. Tylko głęboko wierzący artysta potrafiłby z taką prostotą i urokliwą aurą świętości zbudować tak głęboką scenę. Sam artysta ponoć mawiał, że obcował z Chrystusem i przystępował do pracy jedynie w stanie łaski. „Jest malarzem raju i jego szczęśliwości”. Uchwycił na obrazie coś znacznie więcej, niż tylko sacra conversacione- święty dialog, między Maryją, a zwiastującym dobrą wieść Archaniołem. Maryja namalowana tak delikatnie- transparentnie, jakby w Niej i przez Nią emanowało światło. Tylko lekko zarumienione policzki na twarzy, przekonują nas, że jest prawdziwie cielesna. Piękna dziewczyna, zdająca się być obleczoną w świętość. Nie jest tylko wytworem wyobraźni kontemplującego słowa Ewangelii zakonnika. Odkrywamy w tej scenie piękno i szczęście. Maryja klęczy przed posłańcem, dłonie złożone na piersi- wyrażające modlitwę, wygląda tak, jakby ktoś w jednym momencie wszedł w strumień jej modlitwy uwielbienia. Na pierwszy rzut oka wydaje się być zastygłą w swojej hieratycznej pozie, ale to tylko pewien refleks oka. Tu wszystko żyje… opowiada o cudzie życia. Archanioł stojąc przygląda się młodziutkiej „kandydatce”, przez którą objawi się światu miłość. Posłaniec trochę naśladuje układem dłoni, gest Służebnicy. Intymność spotkania koresponduje z surowością wnętrza- tu nie ma nic, oprócz tego, co zdaje się być najważniejszym- pragnienia Boga i zgodą Maryi. Paleta kolorów, którymi posłużył się Fra Angelico, wyraża sugestywnie niematerialną zwiewność i cud zatrzymanej w kadrze obrazu intymności. Zostajemy zaproszeni do kontemplacji życia Maryi i przeżywania wiary w sposób zupełnie wyjątkowy. Pragnę zakończyć słowami modlitwy, przypisywanymi św. Janowi Damasceńskiemu: „Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie, anioły chóry i ludzki ród. O święta Świątynio i Raju duchowy, dziewictwa Chlubo, w Ciebie wcielił się Bóg i dzieckiem był Przedwieczny Bóg nasz. Wnętrzności bowiem Twoje uczynił ołtarzem i łono Twoje było większe od nieba. Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie”.

czwartek, 6 grudnia 2018


Dzień świętego Mikołaja (gr. Nikolaos, ros. Nikolai ) jest świętem dzieci. Obdarowywanie prezentami jest echem urokliwej legendy związanej ze świętym który miał rzekomo uratować trzy dziewczęta od prostytucji, podrzucając im do domu trzy złote kule na posag, dzięki czemu mogły wyjść za maż. Stąd w tradycji utrwalił się zwyczaj obdarowywania prezentami. Dzisiaj również dorośli odkrywając w sobie promyki wspomnień z dzieciństwa, próbują przeżywać radośnie ten dzień jako moment wzajemnej wdzięczności w postaci drobnych prezentów. O czekoladowych lub lukrowanych pierniczkowych mikołajach i drobnych upominkach pod poduszką marzy każde dziecko, a i dorosłym potrafią się zaszklić ze wzruszenia oczy. Święty Mikołaj Cudotwórca czy Mikołaj komercyjnej rozrzutności ? Obecnie w kulturze europejskiej zatarła się bardzo mocno prawda o prawdziwej postaci Biskupa z Miry, stolicy Licji w Azji Mniejszej (IV w.) na rzecz starszego- lekko głupiutkiego i humorystycznego starszego pana rozdającego dzieciom prezenty i przyodzianego w czerwony kubrak z białym futerkiem. W czasach walki z Kościołem i komunistycznej ateizacji zastępowano świętego „Gwiazdorem” czy „Dziadkiem Mrozem.” Dziś jest to symbol marketingowej zachęty do robienia zakupów. Nastąpiło zlaicyzowanie postaci świętego na rzecz urokliwego i lekkostrawnego dobrodzieja, wyrywając go z chrześcijańskiej tradycji i właściwej mu roli duchowego przewodnika, wrażliwego pomocnika i skutecznego wstawiennika u Boga. Myślę, że warto odfałszować osobę poczciwego i barwnego duchowo Mikołaja. U naszych wschodnich sąsiadów Rosjan święty Mikołaj obok Najświętszej Maryi Panny jest najbardziej czczonym świętym. Ludzie są tak bardzo zakochani w jego osobie, że widnieje jego wizerunek na każdej ikonie zdobiącej wnętrze cerkwi i domowego modlitewnego kąta. Stare ruskie przysłowie powiada, że „nawet gdyby Bóg zniknął któregoś dnia, zawsze mamy świętego Mikołaja.” Ikony stanowią niezwykle autentyczny przekaz o człowieku szlachetnym, dobrodusznym i wypełnionym na wskroś miłością do Boga i człowieka. Imię Mikołaj oznacza dar przekonywania ludu (gr. nikło- tłumaczy się tyle co przekonywać, interweniować za kimś ). W tradycji chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu św. Mikołaj cieszył się wielką estymą; był czczony wśród ludu prostego i przenikniętego pierwiastkiem wrażliwej uczuciowości wiary. Święty uważany za opiekuna nie tylko ludzi, ale również i zwierząt. Jest patronem dziewcząt pragnących wyjść za maż, kobiet oczekujących potomstwa, ludzi zajmujących się różnorodną profesją: żeglarzy, kupców, młynarzy, pasterzy, rybaków, pielgrzymów. Zwracano się do Niego o ochronę w chwilach niebezpieczeństw, a szczególnie w czasie podróży, czy  pątniczego szlaku. Najstarsza ikona z jego wizerunkiem pochodzi z końca X wieku- jest proweniencji bizantyjskiej i znajduje się w klasztorze świętej Katarzyny na górze Synaj. Widnieje na niej święty jako starszy mężczyzna o przenikliwym spojrzeniu, z wysokim czołem „łysy starzec, o zaokrąglonej brodzie”(Hermeneja). Najczęściej ukazywany jest w szatach biskupich z charakterystycznym atrybutem jakim jest trzymana w dłoni księga Ewangelii. Święty ukazywany jest w dwóch wariantach ikonograficznych- całopostaciowo lub półpostaciowo w formie popiersia. Nawet gdybyśmy odmitologizowali św. Mikołaja z wielu legend które narosły przez wieki wokół jego osoby, to i tak będzie promieniowała dla wierzących postać człowieka napełnionego Bogiem i dobrocią do świata. Wyobraża on ludzkie ojcostwo, którego najpiękniejszym darem jest miłość i czuła troska. Kończę to rozważanie fragmentem Stichiry ku czci świętego Mikołaja. „Tym, którzy w wierze i miłości. Zawsze czczą Twoją sławną pamięć. Rozwiązujesz biedy, napaści i nieszczęścia, ojcze, twymi modlitwami do Boga.”

środa, 5 grudnia 2018


Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego (J 14,8-9)

W holenderskiej przestrzeni publicznej rozgorzała na nowo kwestia dotycząca chrześcijańskich obrazów- a dokładnie chrystologicznych dzieł wielkiego mistrza baroku Caravaggia. Wystawa która miała promować europejską kulturę i miasto Utrecht, złamało się pod naporem aktywistów muzułmańskich i protestanckich „potomków ikonoklazmu”. Powracają na nowo echa dawnej ikonoklastycznej historii z pierwszych wieków chrześcijaństwa i niderlandzkiej nowożytności. „Obrazy należy usunąć, aby wymazać z serc ich wspomnienie” (H. Belting). Pobrzmiewa ciągle złowieszcza ideologia szermierzy reformacji, próbujących ze sztuki uczynić medium podejrzane, bałwochwalcze, obce rzekomo pragnieniu Boga. Reformacja jawiła się jako panowanie słowa, które wyparło znaki i symbole religii. Podobnie postępuje islam, deprecjonując przekaz wiary za pomocą obrazu. „Królestwo Boże jest królestwem, w którym się słucha, a nie ogląda”- pisał Luter w Wielkim Katechizmie. Jakie to smutne, że nie dojrzało jego serce i wzrok do poznania o wiele głębszego. „Błogosławione są wasze oczy...” - przekonywał Chrystus uczniów, wskazując na wzrok jako organ poznania wcielonego Boga. Piszę o tych niepokojących zjawiskach w dniu w którym Kościół wspomina w liturgii wielkiego obrońcę sztuki świętego Jana Damasceńskiego (675- 749). Dorastanie do dojrzałej myśli teologicznej starożytnego Kościoła miało swoich płodnych Ojców, którzy od początku postawiali sobie za cel obronę świętych wizerunków i niejednokrotnie było im dane w obronie tej sprawy przypłacić wygnaniem, torturami, czy życiem. Nie sposób pominąć tych wielkich osobowości bizantyjskiego Kościoła i ich zaangażowania na płaszczyźnie teologii ikony. W Źródle poznania, które dedykował swemu duchowemu bratu, Kosmasowi biskupowi Maiuma, przedstawił imponującą syntezę tradycji, która tworzy pewien piśmienniczy tryptyk, stanowiąc fascynującą i ciągle aktualną propedeutykę teologii. W końcu najważniejsze dzieło w których znajduje się odpowiedź na zarzuty ikonoklastów i przejrzysty komentarz wiary to Wykład szczegółowy prawdziwej wiary, w którym twierdzi, że nie ma takiego człowieka, który by nie posiadał z natury wszczepionego poznania istnienia Boga. Homilie Jana Damasceńskiego sprawiły, że zyskał sobie przydomek Chrysorohas (płynący złotem). Jemu zawdzięczamy pierwszą autentyczną syntezę myślenia o ikonie, jak również ukształtowania odpowiedniego aparatu pojęciowego w dyskursie na ten temat. W swoich trzech Mowach apologetycznych przeciw tym, którzy potępiają święte obrazy, Jan wydobył istotę nauczania Kościoła na temat Chrystusa i w sposób zdecydowany zabrał stanowisko w tej sprawie. Wykazał w swojej argumentacji, że zakaz malowania ikon kwestionuje podstawową prawdę wiary we Wcielenie, w to, że Bóg istniejąc poza czasem i przestrzenią objawił się w ludzkiej osobie, w człowieku Jezusie narodzonym z Maryi. Ze względu na to, że Bóg przyjął ludzką twarz, możemy go przedstawiać za pomocą obrazów. Ponieważ Słowo Boże, przedwieczny Syn Boży, przybrało ludzkie ciało – argumentuje Jan – możliwe jest – co więcej konieczne – by je przedstawiać  i dlatego zachęca: „maluj na obrazach Tego, który stał się widzialny, i przedstawiaj Go tak, by mógł być oglądany.” Ikonoklazm w przekonaniu bizantyjskiego teologa był pewnym rodzajem doketyzmu, który oznaczał brak poszanowania dla tajemnicy Boskiego człowieczeństwa. Zdaniem teologa kult ikon jest najwłaściwszym sposobem w jaki Kościół daje świadectwo o tym, że Bóg pojawił się w ciele w osobie Jezusa Chrystusa. „Odważnie rysuję portret niewidzialnego Boga nie jako niewidzialnego, lecz jako tego, który się pojawił dla naszego zbawienia i istniał w ciele i krwi.” W tym obrazie Jezusa nie jest przedstawiony ani Jezus – człowiek, ani niewidzialny Bóg, lecz obraz Boga, który stał się ciałem. Jan Damasceński postrzegał rolę obrazu, nie tylko w funkcji  katechetycznej, ale jako ważny aspekt mistagogii chrześcijańskiej. Uważał, że bez ich obecności nie sposób ująć pełnej prawdy o Chrystusie – Wcielonym Bogu. „Przez poznanie zmysłowe bowiem powstaje w umyśle pewne wyobrażenie, które pobudza naszą zdolność rozróżniania i jako cenny skarb jest przechowywane w pamięci.” W przekonaniu teologa istotą sporu dotyczącego ikon nie była sztuka religijna jako taka, ale pytanie o to, w jaki sposób Bóg pozwolił się zobaczyć ludzkim oczom. Podkreślał wielokrotnie rolę widzenia w wierze, wzrok określał najszlachetniejszym ze zmysłów, dzięki któremu skraca się dystans poznawczy między ludźmi a Bogiem: „Ujrzałem Boga w ludzkiej postaci i zbawiona została dusza moja. Oglądam obraz Boga, tak jak Go widział Jakub, a jednak w całkiem inny sposób.”  Oczami duszy przenikamy materialny obraz i odkrywamy prototyp w całym jego egzystencjalnym wymiarze. Prototyp w swej pełnej istocie, w swym bycie osobowym jest obecny w materialnym obrazie, i jako taki może być w nim rozpoznany za pomocą duchowej percepcji. Dopiero tajemnica inkarnacji czyni obraz Boga możliwym do uchwycenia wzrokiem. Zakaz wykonywania wizerunku Boga w Starym Testamencie tam mocno przenikający żydowską teologię i ikonoklastyczne argumenty chrześcijan VIII wieku stał się zdezaktualizowany wobec Wcielenia Logosu tak często przywoływanego przez ortodoksyjnych Ojców- głównie św. Jana Damasceńskiego. Od tej pory autentycznym obrazem będzie sam Bóg przyjmujący ciało jednego człowieka, ażeby otoczyć chwałą całą ludzkość. Dziękujemy dzisiaj Bogu za tego wielkiego Teologa- proroka piękna, obrońcę kultu ikon, charyzmatycznego męża przekonującego Kościół, że Obraz jest równie ważny jak usłyszane Słowo- prowadzące człowieka ku przyjęciu Boga.

poniedziałek, 3 grudnia 2018


Iz 2, 1-5

Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stać będzie mocno na szczycie gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: «Chodźcie, wstąpmy na górę Pańską, do świątyni Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo pochodzi z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem».

Spojrzenie proroka Izajasza jest głębsze, wyostrzone i wertykalne. Człowiek wiary wchodzi w doświadczenie głębi poprzez mozolną wspinaczkę ku górze. Ojcowie Kościoła nazywają świat domem Boga- oikos tou Theou. Biblia lubi nas prowadzić przez teologiczne symbole. To, co stworzone, odsyła do tego, co niestworzone. Dobrze to rozumieją ci, którzy namacalnie przeżywają mistykę gór. Gueryk z Igny twierdził, „że ludzkie zmysły nie są przystosowane do niewidzialnego i dlatego potrzebne są rzeczy widzialne, aby je przekroczyć.”W Biblii góry stają się miejscami epifanicznymi- przestrzeniami spotkania z Bogiem mającym coś ważnego do zakomunikowania człowiekowi. „Ty, który wszędzie jesteś obecny i wszystko napełniasz.” Dotkniętemu cudownością świata, pogrążonemu w zdumieniu człowiekowi z wierzchołka góry wszystko wydaje się harmonijne, zespolone i piękne. „Góra jest najbliższa nieba- twierdził M. Eliade – i fakt ten nadaje jej podwójną sakralność.” Miejsce na wskroś transcendentne, a zarazem najbardziej właściwa przestrzeń milczącej kontemplacji i subtelnej komunikacji. Wstępowanie na szczyt jest dynamiką łaski, rozwojem oraz wewnętrznym przeobrażeniem. To upragnione miejsce staje się świątynią- Szekina. Mówimy o pejzażu duszy; miłosnym uścisku oblubienicy skaczącej po pagórkach jak łania i rzucającej się w ramiona Miłości. Na szczycie- „miejscu wysokim”- człowiek staje się przejrzysty i niczym nieskrępowany. Jak mówił P. Claudel „istoty żywe” stają się na powrót „świetlistymi posłańcami.” U szczytu uświadamiamy sobie, że świat zawiera się w Bogu, a my jesteśmy jego pierwocinami. Partycypacja w świetlistości, bycie w nowym eonie. „Zbliżając się do światła, dusza staje się światłością” (św. Grzegorz z Nyssy). Adwent przypomina nam o kosmicznym zbawieniu i cudownym muśnięciu stworzenia naznaczonego cieniem śmierci. Na wschodnich ikonach najważniejsze sceny rozgrywają się w krajobrazie górskim. Święte skały wyrastające z ziemi ku niebu po których święci atleci ducha napinają dusze, a ich oczy stają się świetliste od nadmiaru świętości. To punkt w którym wszystkie poziomy egzystencji wchodzą w spełnienie- oddychają wiecznością. Liturgia oczekiwania nieustannie kieruje nasze spojrzenie ku górze- miejscu które wystrzeli ponad pagórki- Królestwu do którego dostęp mają ci, których oczekiwanie przeistoczyło się w miłość.  „Teraz widzimy Ciebie, wszystkich Królu- głosi- apostichesa paschalna- nie oczyma cielesnymi, a miłością naszych serc...”

sobota, 1 grudnia 2018


Ps 25

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń,
Boże i zbawco, w Tobie mam nadzieję.

Adwent - to czas oczekiwania na dwa fundamentalne wydarzenia- Wcielenie i  Paruzję. Wyrażają to dobrze słowa wczesnochrześcijańskiego pisarza Nowacjana: „Jak zapowiedział Izajasz: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel, co się tłumaczy: Bóg z nami”, tak samo Chrystus mówi: „Oto Ja jestem z wami aż do skończenia świata”. Wobec tego On jest Bogiem z nami, a nawet o wiele bardziej: On jest też w nas”. Z niezwykłą subtelnością wyraża istotę tego czasu oczekiwania J. Pasierb: „Adwent to świt. Adwent to daleki tłumny fryz pełen postaci i zdarzeń, nieczytelny i pozbawiony sensu, gdyby w Betlejem za panowania cesarza Augusta w Rzymie i różnych tetrarchów w Palestynie, nie narodziło się dziecko, któremu nadano imię Jezus, a którego matką była Maryja. Adwent to mała izba w domu cieśli, gdzie zjawił się żonie archanioł, którego imię Gabriel znaczy „Zwiastujący człowieka”. Adwent to pustynia, na której widać wyniosłą postać odzianą w skórę wielbłąda. Adwent to liturgia. Adwent to nasze życie. Adwent to nasza śmierć i nasze zmartwychwstanie. Adwent to ostateczne przyjście Chrystusa”. To czas dopełniania się i zbliżania, czas wzrostu i rozwoju, oczekiwania i tęsknoty. Czas przychodzenia Tego, który jest zawsze, znajomy i nieznany. Czas ufności i radości…, naszego powrotu, hebrajskiego szub, co znaczy zmienić się, czas proroctwa i świadectwa…” Już dwunastowieczny cysterski mistyk Elred z Rievaulx postawił ważne pytanie: „Jak może przyjść do nieba i na ziemię Ten, który je wypełnia ?” – po czym udziela odpowiedzi- „Był zatem obecny i nieobecny jednocześnie.” Liturgia tego czasu pozwala nam odkrywać jego Obecność. Niech to będzie czas duchowego wzrostu, czujności i odważnego świadectwa w przepowiadaniu bliskości Boga do człowieka. Mamy nieść Jezusa wraz z Maryją, po to, aby nasze życie zostało wypełnione światłem… Mamy Go począć duchowo, aby wejść w kontemplację cudownej bliskości Boga który przychodzi aby przemienić i przebóstwić „Bóg staje się człowiekiem aby człowiek mógł stać się uczestnikiem boskiej natury”. Najważniejsze to mamy zachować czujność serca, aby nic i nikt nie wyprowadził nas z równowagi. Bóg będzie przychodził w każdej chwili, w delikatnych impulsach serca, partykułach ludzkiej dobroci. Nie bądźmy zajęci sobą ! Świat już wystarczająco mocno szaleje w tej afirmacji siebie; zbyt wielu ludzi kręci się wokół własnej osi. Pozwólmy sobie na tęsknotę za Bogiem. Exupery napisał znane słowa: „Jeśli chcesz zbudować statek, naucz ludzi tęsknoty za odległymi morzami”. W tęsknocie znajduje się niewypowiedziana siła, która nas uzdalnia aby skutecznie ominąć te wszystkie fałszywe pragnienia. Zapytajmy siebie o naszą najgłębszą tęsknotę...Bóg za mną tęskni, czy ja potrafię zatęsknić za Nim ?