sobota, 14 grudnia 2019


Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy „Bóg z nami” (Mt 1, 23).

Literatura starożytna zachowała dla nas tak wiele mitów i legend mówiących o zapłodnieniu kobiety, która ma urodzić dziecko boga. Sprowadzają się one zazwyczaj do dwóch scenariuszy: albo kobieta zostaje wybrana na małżonkę przez boga, który łączy się z nią cieleśnie, albo jakiś przedmiot – opieczętowany aurą cudowności- wnika w ten czy inny sposób w jej ciało. Już u początku kształtowania się cywilizacji i kultur, towarzyszyło ludziom przekonanie, że macierzyństwo jest jakimś bezpośrednim włożeniem dziecka do łona matki. Nie rozumiano procesu poczęcia i etapów kształtowania się życia w łonie kobiety. Śmiertelne kobiety w wielu zachowanych źródłach piśmienniczych, były oddawane bogom lub też były dla nich zastrzeżone, często określano je jako „poświęcone bogom,” stąd nie mogły należeć do żadnego ziemskiego mężczyzny. Wymagano również aby zachowały dziewictwo do momentu „świętej inicjacji.” I tak w mitologii greckiej Zeus połączył się z Danae pod postacią złotego deszczu. W Egipcie tebański Amon oświadczał swojej wybrance: „Ja jestem twoim ojcem... Posiadłem cię.” Owidiusz wspomina o tradycji, według której Mars urodził się z Junony dotkniętej kwiatem, bez współudziału Jowisza. Pentameron ukazuje młodą dziewczynę, która stała się brzemienna po skosztowaniu listka z krzaku różnaego. Nana poczęła Attisa po zjedzeniu jabłka granatu. Takie ciąże wywołane spożyciem czegoś spotykamy również poza światem klasycznym i jego barwnych mitów. Legenda z wyspą Trobrianda opowiada o matce herosa która stała się brzemienna pod wpływem kliku kropel wody spływających ze stalaktytu. Chrześcijaństwo, w którym postać Dziewicy Maryi wiąże się z ideałem dziewictwa, jak i boskiego macierzyństwa, wyróżnia się tym, że nie wyrasta ze sfery mitu, czy barwnego podania, ale z faktu historycznego otulonego cudowną tajemnicą ingerencji Boga. „Wcielenie – powie bizantyjski myśliciel Mikołaj Kabasilas- było nie tylko dziełem Ojca, Jego Mocy i Jego Ducha, ale także dziełem wolności i wiary Dziewicy. Bez zgody Najczystszej, bez Jej wiary, ten plan byłby nie do zrealizowania...” Cała dogmatyczna wykładnia Kościoła przez wieki pochylająca się wybraną przez Boga Kobietą, zawierała się w dwóch istotnych określeniach: Matka Boża i zawsze Dziewica- Theotokos i Aeiparthenos. „Za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy”- takie sformułowanie znajduje się w Credo, a ma swoje źródło w przekazie Nowego Testamentu. „Człowieczeństwo przynosi ofiarę najczystszą – Dziewicę, i Bóg czyni Ją miejscem swoich narodzin i Matką wszystkich żyjących, doskonałą Ewą” (P. Evdokimov). Dlatego Kościół Wschodni w Wigilię Bożego Narodzenia w sposób podniosły wyśpiewuje: „Cóż ofiarujemy Tobie, o Chryste ? Niebo ofiaruje Tobie aniołów, ziemia przynosi Tobie dary, a my ludzie, ofiarujemy Tobie Matkę Dziewicę.” To Jej człowieczeństwo, Jej ciało stało się ciałem Chrystusa. Już św. Grzegorz z Nazjanzu ostrzegał Kledoniusza: „jeśli ktoś nie uznaje Maryi za Theotokos, to staje się obcy Bogu.” Niewiarygodna jest w teologii świadomość przenikającego się macierzyństwa i dziewiczości, jakby tych dwóch elementów nie można było odseparować od siebie. „Teologia zajmuje się sprawami nadprzyrodzonymi i ciągle napotyka na tajemnice- pisał Newman- których rozum nie może wyjaśnić ani do których nie może się przystosować.” Zamieszkanie Boga w ciele Kobiety- Oblubienicy, należy zatem kontemplować w pokornym milczeniu, bez niegrzecznej ciekawości podyktowanej chęcią racjonalnego i absolutnego wyjaśnienia wszystkiego. Żar Ognia- Duch Święty- Miłość, schodzi niczym lawa (nasienie Boga)- napełniając łono Dziewicy Życiem. „Słowo wcielone w komórkę jajową zagnieździ się w całym splendorze materialności kobiecego ciała, które obdarzy Je kojącą łaską łożyska, pępowiny, płynu owodniczego, śluzu. Zacznie mu też tykać biologiczny zegar, który zatrzyma ciało Boga w ciele matki przez około czterdzieści tygodni, a później na mocy tej samej konieczności wymusi urodziny, Świat stanie otworem. Popychany ku niemu skurczami macicy, spiralnym ruchem zacznie przesuwać się w dół, aż Józef, który nie ma o tym wszystkim pojęcia, zobaczy czubek głowy” (R. Koziołek). Jakże brakuje słów aby pisać o tym cudzie, niech to zostanie przesłonięte zasłoną tajemnicy; wydarzenie ciągle fascynujące i popychające w przestrzeń wiary i zdumienia. Bądź błogosławioną Matko Życia i Matko Światłości.

czwartek, 12 grudnia 2019


Włożyłem moje słowa w twe usta i w cieniu mej ręki cię skryłem, bym mógł rozciągnąć niebo i założyć ziemię, i żeby powiedzieć Syjonowi: „Tyś moim ludem !” (Iz 51, 16).

Czas w którym jesteśmy obecnie zanurzeni jest szczególny po każdym względem- otwiera zmysły na obecność Tego, który nadchodzi. Czy w epoce brzęczących telefonów, migotliwych ekranów komputerów, przyśpieszenia cywilizacyjnego, będziemy potrafili mówić językiem wiary? Żyjemy w epoce wirtualizacji rzeczywistości i wszechobecnie rozlegającego się dźwięku- przeraźliwego krzyku istot samotnych i próbujących zwrócić na siebie uwagę. Taka sytuacja staję źródłem zagubienia i zakłopotania; wewnętrznego wyjałowienia. „Nasze marzenia o przyszłości są odtąd nierozerwalnie związane z naszymi lękami”- pesymistycznie i obok chrześcijaństwa spowitego nadzieją- diagnozował Emil Cioran. Pomimo wszystkiego chcemy usłyszeć szept Obecności. Wielu ludzi nie potrafi słuchać i dialogować z innymi ponieważ poddali się banalnej bieganinie za własnym cieniem i sprawami grawitującymi nieustannie ku ziemi. „Ten, kto nie słucha Boga, nie ma światu nic do powiedzenia”(H. Balthasar). Postęp zdaje się otępił człowieka, pozbawił czujności i wrażliwości na słowo, które jest niczym ziarno wkładane do zakiełkowania w sercu. Jaspers twierdził, że „wiara jest aktem istnienia, w którym człowiek realizuje transcendencję w swojej rzeczywistości.” Jakże trudne jest wychylenie własnego życia ku temu, co naprawdę ważne i przekraczające nas samych oraz świat do którego jesteśmy kurczowo przyssani. „Najtrudniej jest być z Jezusem na co dzień”- rozmyślał ksiądz Twardowski. Odkryć na nowo bliskość Boga, którego głos przedziera się przez bełkot próżnej codzienności: Pamiętam o Tobie. Jesteś moim ukochanym dzieckiem !

środa, 11 grudnia 2019


 Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym (Mk 1, 8),

W prawosławnej teologii piękno, nadzieja i miłość są ściśle powiązane z osobą Chrystusa i Ducha Świętego. Piękno nie jest tylko kategorią estetyczną, ma ono wymiar soteriologiczny; przeobraża i podnosi człowieka ku górze. „Piękno jest manifestacją wewnętrznego sensu świata, odblaskiem Bożego światła, paschalną formą nadziei”- pisał W. Hryniewicz. Chrystus- Nowy Adam jest uobecnieniem tego piękna. Również Duch Święty- Źródło życia w swojej receptywności i dynamizmowi jest Pięknem przenikającym struktury ludzkiego wnętrza i przywracającym na powrót harmonię świata. Bóg istnieje, wystarczy posłuchać szumu wiatru, kołysania konarów drzew, zapachów ziemi i ciepła promieni słońca; materii przenikniętej energetycznością zstępującej Gołębicy. „Gdy wschodzi słońce, ciemność znika”(P. Birault). Katabatyczny sens Obecności ! Bóg istnieje w wielki przypływie życia, w pierwszym krzyku dziecka otwierającym oczy ku zalewającemu zewsząd światłu dnia. „Jeśli Syn- powie św. Ambroży- i Duch Święty wzajemnie i obopólnie się posyłają, podobnie jak Ojciec ich posyła, to wynika to z ich współistotnej wspólnoty.” Wspólnota miłości i obdarowania, której odpryski piękna, dobra, miłości oraz nadziei skraplają się na glebę udręczonych serc. Abyśmy mogli zrozumieć samych siebie i rozświetlić naszą wędrówkę wiary ku nadchodzącej przyszłości, potrzeba zgłębić działanie Ducha w nas. Adwent jest również czasem charyzmatycznym-  pentakostalnym, rozpostartym pomiędzy Zwiastowaniem a Pięćdziesiątnicą eschatologiczną. Duch Święty przygotowuje nas na nową rzeczywistość- na triumfalne nadejście Baranka Apokalipsy. „Pan powierzył Duchowi Świętemu człowieka- swoje własne dobro”(św. Ireneusz z Lyonu). Życie ludzkie zostaje przeniknięte i przeobrażone delikatnymi muśnięciami Parakleta. „Paruzja Ducha Świętego” której początek zdaniem Bułgakowa został zainicjowany w Wieczerniku- spowitym ognistymi językami, będzie miał swoją ostateczną pełnię w Paruzji Chrystusa. Tak jak podczas Epifanii Duch zstąpił na Jezusa i uświęcił wody Jordanu, tak u końca czasu, będzie Ogniem przetapiającym Kościół w piękną Oblubienicę- bez skazy i grzechu; przyobleczoną w szatę godową. Dlatego z otchłani bytu nieustannie rozlega się wołanie: „Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź, Panie !”

niedziela, 8 grudnia 2019


Jezus im odpowiedział: „Idźcie i oznajmicie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi (Mt 11, 4-6).

Jesteśmy coraz bliżej przeżywania tajemnicy Wcielenia. Z każdym dniem jest coraz trudniej a droga staje się bardziej wyboista i wymagająca duchowej koncentracji. „Milcz, abyś miał do powiedzenia coś, co warto usłyszeć. Milcz również po to, aby móc słuchać samego siebie”(L. Vesto). Świat naigrywa się i lekceważy chrześcijan w ich przeżywaniu Adwentu. „Niektórzy powiedzieli wszystko, zanim jeszcze otworzyli usta”(E. Canetti). Nie jest łatwo w otaczającej nas przestrzeni galerianych fajerwerków, podsycania apetytu na zakupy, czy kolorowych świecidełek- zbyt nachalnie przywołujących atmosferę świąt- zachować czujność serca i dostrzec to, co naprawdę ważne. „Brudne lustro nie może przyjmować odbicia i wizerunku. Tak człowiek zajęty codziennymi troskami, nie jest wstanie nasycić się światłością”- pisał św. Bazyli. Musimy wymknąć się ukradkiem tej fasadowej konsumpcyjno- marketingowej bieganinie. Odkryć w sobie krajobraz pustyni na której rozkwita wolność dziecka Bożego. „Wiara jest tajemnicą którą nosimy w sobie. Jesteśmy słabymi istotami, a nosimy w sobie Boży skarb- wiarę” (M. D. Philippe). Miejscem przepowiadania Jana jest pustynia; miejsce wolne od zamętu- przestrzeń duchowego mocowania się z sobą i nieprzyjacielem próbującym za wszelką cenę odwrócić naszą uwagę. Na „pustyni miasta” można odnaleźć ślady stóp Tego, który przychodzi prawie niezauważenie. „Gdyby nie było Boga, świat byłby skandalem”(C. Caretto). W zgiełku miasta- kotłującej się w uszach kakofonii- przedziera się głos nadchodzącego Baranka, który „czyni wszystko nowym.” Muszę zachować spokój, aby zobaczyć wokół siebie strumień przenikający ludzkie serca, promieniowanie łaski. Spojrzenie i dotyk Jezusa- sakramentalny dar miłości ! Boga potrzebujemy przede wszystkim po to, abyśmy zdołali pojąć w całej rozciągłości naszego płytkiego myślenia, że nie my jesteśmy Bogiem i nie powinniśmy być kapryśni w tej nędznej próbie zamiany ról. „Pan wyciąga do ciebie swoją rękę. Daj mu swoją !”- przekonywał św. Jan Chryzostom.

sobota, 7 grudnia 2019


Być chrześcijaninem to oddychać nadzieją- łapać zasysać żwawo powietrze, nieustannie być w drodze zbawienia, którą w trudzie trzeba pokonać, aby dojść do Źródła. Człowiek jest istotą tragiczną, ale wyzwoloną. Wbrew temu co głosił Epikur, że „Substancja tego ogromnego świata jest wydana śmierci i zniszczeniu”- chrześcijanie odkrywają horyzont nowej egzystencji. Pragną przyłożyć do ziemi ucho, „aby móc usłyszeć szmer ukrytych źródeł i niewidoczność kiełkowania” (J. Maritain). Przejście przez duchową pustynię, otwiera zmysły na niepoznane dotąd obszary obecności Boga. Pustynia zaczyna śpiewać dla tych, którzy widzą oczami duszy horyzont wieczności- skapanej w kroplach spadającego w darze światła. Wiara w ten świat musi się otworzyć na zmartwychwstanie. Wschód jest krainą Objawienia. Czas zaczyna się kurczyć, a pod stopami wypełnionego tęsknotą pielgrzyma zaczyna drżeć ziemia na której utrwaliły się ledwie zarysowane stopy Boga. Idziemy za Nim, choć może nie rozumiemy do końca sensu i celu tej włóczęgi. Żyjemy i poruszamy się w przestrzeni wiary- wątpiącej, nieporadnej, migotliwej niczym lampa oliwna lub głębokiej - intensywnej niczym żar ognia. „Światło pochodni jest obrazem oświecenia wewnętrznego” (Dionizy Areopagita). Chrześcijanin jest dzieckiem Dnia Ósmego. „Ów dzień rozświetlony jest nie przez materialne słońce, lecz przez prawdziwe światło- powie św. Grzegorz z Nyssy- słońce sprawiedliwości, które prorok nazywa wschodem, bo słońce to nigdy nie zachodzi.” Człowiek w pulsującym od nadmiaru łaski Ciele Kościoła, wychyla się niczym kwiat ku wschodowi Słońca- Tego, które wzeszło w poranek wielkanocny. Słońca którego świetlista aura rozpromieni twarze zmęczonych poszukiwaczy w dniu przeobrażenia- przeistoczenia świata w Królestwo Życia- Wieczność ! „Ten ósmy dzień jest figurą zmartwychwstania Chrystusa, które nastąpiło nazajutrz po szabacie; jest figurą chrztu, który jest początkiem nowej epoki i pierwszym dniem nowego tygodnia; wreszcie jest figurą ósmego dnia, który nastąpi po całym czasie świata” (J. Danielou). Człowiek wiary jest istotą na wskroś paschalną i apokaliptyczną, zorientowaną ku chwili odrodzenia i przeobrażenia. „Nie zapominajcie, że życie jest chwałą,” przekonywał Rilke. Każdy nasz krok który stawiamy, spojrzenie, słowo i gest- czyni z prozy życia liturgię tęsknoty- proroczą zapowiedź wydarzenia już zanurzonego w Bogu. Paschalna egzystencja Jezusa staje się darem odkupionej ludzkości. Na tę chwilę odczuwamy tę rzeczywistość na sposób sakramentalny jako przedsmak pełni istnienia. „Sakramenty są naszym pielgrzymowaniem do Emaus, do Eschatonu- pisał E. Schillebeeckx- Idziemy u boku Pana i choć Go nie widzimy, wiemy, że jest blisko nas.” Z każdym dniem jesteśmy bliżej wschodu Słońca. W dniu ósmym „Bóg bez zasłony zbliży się do człowieka, a człowiek w swej nagości do Boga”(G. Greshake). Bóg wyjdzie ku nam i przyjmie nas wszystkich. Katarakty serca się otworzą, z oczu popłyną zły szczęścia. Serce zabije jak uczniom w drodze do Emaus. Życie objawi się w całej pełni. Pustynia rozkwitnie i stanie się Rajem !

środa, 4 grudnia 2019


Iz 35, 1-10

Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Szaronu. oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: «odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; on sam przychodzi, by was zbawić». Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód...

Izajasz jest wizjonerem o głębokiej wierze i porywa ogromną siłą poetyckiej ekspresji. Opowiada o świecie przeobrażonym- „edenicznym”, pozbawionym wewnętrznych napięć w którym Bóg postawił swoje stopy i przemienił siłą piękna. „W Jezusie schodzą się wszystkie tęsknoty ludzkości o nieśmiertelności ducha i ciała – mówił Sedlak- Niepotrzebnie przekopaliśmy definitywną granicę między Bogiem a materią. A przecież materia jest zawsze na styku z mocą Bożą, czyli na kontakcie energii Bożej i materii.” Cała natura wraz z człowiekiem uczestniczy w uniwersalnym odrodzeniu, które staje się marzeniem starotestamentalnego proroka. Duchowy pokój i pomyślność są przedstawione w postaci błogosławieństwa i uzdrawiającej mocy przechodzącej przez świat niczym żyła wody. Jest w tej porywającej wizji Shalom, pokój, którego odzwierciedleniem jest przywrócenie pierwotnej szczęśliwości. „Albowiem kraj się napełni znajomością chwały Pana, jak wody napełniają morze” (Ha 2,14). Mamy to do czynienia z kosmoteozą, tak jak ją rozumiał św. Paweł: „wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus Boga” (1 Kor 3,22-23). Eschatologiczne uwielbienie które w symfonii form znajduje swoje źródło w Synu Człowieczym- obleczonym w światłość jutrzenki. W Nim rozpoczęło się odkupienie całego stworzenia. Świat jest niczym poczwarka, poddany przebudzeniu i wyzwoleniu się z kokonu ku kompletnej metamorfozie- syntezie stworzenia - „nowej ziemi” i „nowym niebie.”  Święty Ambroży pisał: „Radować się będzie stworzenie świata, które teraz wzdycha w bólach rodzenia, albowiem marności poddane zostało również to stworzenie, dopóki nie dopełni się odkupienie wszelkiego ciała...” Ten sam autor będzie sławił zmartwychwstanie Chrystusa dostrzegając w nim początek kosmicznego zmartwychwstania: „Zmartwychwstał w Nim świat- zmartwychwstało w Nim niebo – zmartwychwstała w Nim ziemia- Będzie bowiem nowe niebo i ziemia nowa.” Człowiekowi byłoby łatwiej, gdyby uświadomił sobie, że czeka go jeszcze nowe objawienie, objawienie nie tylko Ducha Świętego, ale również nowego człowieka i nowego kosmosu. W tym nowym: oczy niewidomych nigdy już nie zostaną zasłonięte mrokiem, uszy będą słyszały polifonię śpiewu aniołów, nogi i ręce dotkniętych chorobą staną się sprężyste i wychylone ku niebu. „Oto wszystko nowym czynię”- powie apokaliptyczny Jeździec na białym koniu. Epoka końca jest bogoczłowiecza - jak twierdził Bierdiajew- w której czas zostanie odnaleziony i wszyscy wierzący będą uczestniczyć w końcu eonu.

 

wtorek, 3 grudnia 2019


Mówił więc do tłumów, które wychodziły, żeby przyjąć chrzest od niego: plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem ? Wydajcie więc owoce godne nawrócenia... (Łk 3,7-8).

Człowiek w szacie z wielbłądziej sierści jest najbardziej ascetyczną i genialną pod względem formatu ducha postacią Ewangelii. „Istnieje światło wewnątrz człowieka światła i oświeca świat”(Ewangelia św. Tomasza). Jego słowa są chropowate i nieprzyjemne dla ludzi których życie naznaczone jest błotem grzechu. Zaprasza nas do ogołocenia siebie z tego wszystkiego, co przeszkadza w przeżywaniu wolności wiary. Na pustyni Bóg czeka na ciebie, aby zdjąć twoje maski i dotknąć chorego serca. „Czym bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej widzimy swą grzeszność”(Abba Doroteusz). Przesłanie które Prorok niesie tłumom, wywołuje wstrząs- tąpnięcie serca i otwarcie oczu na prawdę o własnej duchowej nędzy. „Skrucha wypływa z poznania prawdy” (T.S. Eliot). Dobrze to wyrażają słowa liturgicznego troparionu w dniu wspomnienia Poprzednika Pańskiego: „Ponieważ walczyłeś odważnie za prawdę, tobie dane było obwieszczanie z radością tym, którzy stali nad przepaścią, że oto pojawi się w ciele ludzkim Bóg, który zgładzi grzechy świata.” Ten heros i atleta ducha jawi się jako „nauczyciel tych, którzy przebywają w ciemnościach”(P. Evdokimov). Szaleniec Boży przypomina napotkanym ludziom, że im bardziej przybliżają się i posiadają  Boga- tym bardziej ogarnia ich pragnienie nieustannego szukania Go. „Wierzyć to oświetlać to, co ukryte”- pisał A. Heschel. Jan był płomieniem rozświetlającym ciemności i strapienia zagubionych dzieci Jehowy. Otwierał na pragnienie Źródła: „Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak zeschła ziemia, spragniona wody”(Ps 63,2). Trzeba poczuć się totalnie bez sił, aby na powrót zacząć pragnąć głębi. Człowiek sam nie jest wstanie wydać siebie na świat. Musi zgodzić się na „narodziny z Ducha”(J 3,5). Skrzydlaty posłaniec pustyni jakim go ukazują wschodnie ikony, zwiastujący błogosławieństwo, prostujący ścieżki i formujący ludzkie wnętrza- rodząc w nich pragnienie bycia „nowym stworzeniem.” Każdy nasz Adwent jest podążaniem za znakiem świetlistej gwiazdy, aby odkryć jak być człowiekiem. Tylko nawrócenie- przemiana-- może sprawić, że nasze serce stanie się Betlejem !