środa, 15 stycznia 2020


Prawdziwi sprawiedliwi zawsze myślą o sobie, że nie są godni Boga

W kalendarzu liturgicznym przypada dzisiaj wspomnienie świętego Serafina Sarowskiego (ur. 1759). Jakoś odruchowo zestawiam zawsze postać tego prawosławnego świętego Ojca z postacią średniowiecznego mistyka- ubogiego brata świętego Franciszka z Asyżu (ur. 1182). „Sam Bóg jest życiem  tych, którzy mają z Nim wspólnotę”(św. Ireneusz z Lyonu). W Kościele Wschodnim i Zachodnim istnieją ludzie wypełnieni światłem, miłością, pięknem, prostotą i niewyobrażalną siłą modlitwy; otwarci na żar Ducha Świętego. Pomimo, że dzielą ich wieki historii są do siebie bardzo podobni; posiadają identyczny zmysł wiary i wrażliwości na otaczający świat. „Przemienienie, dzięki któremu piękniejsi są ci, którzy są piękni.” To są cudowni mężowie, którzy posiadali zmysł postrzegania wszystkiego w świetle Chrystusa- „Świadkowie Przemienienia” i „Płomienie chrześcijaństwa,” „Ziarna Zmartwychwstania.” Patrzymy na ich barwne życie i uświadamiamy sobie głębię słów, które rodzą się w drganiu nieustannie dziejącej się wewnątrz świata i Kościoła Pięćdziesiątnicy: „Celem życia chrześcijańskiego jest zdobywanie Ducha Świętego.” Serafin miał oczy wypełnione po brzegi światłem. Dostrzegali to szczególnie ci, których serca były miejscem wewnętrznej szamotaniny a umysły rozbijały się o falę dręczących pytań. „Najwyższy zranił mnie Duchem, napełnił mnie swoją miłością i rana stała się dla mnie zbawieniem... Cała ziemia jest Twoją świątynią, miejscem obecności Twych dzieł” (Ody Salomona). W oczach Starca odbijało się piękno Przemienienia i światło emanujące z ciała Zmartwychwstałego Pana. Homo Paschalis- którego najdrobniejsze włókno człowieczeństwa przenikała rezurekcyjna radość odkupionego człowieka. Franciszek pod koniec życia tracił wzrok, ogarniała go powoli zalewająca ciemność. Noszący stygmaty cierpienia nie przestawał być wędrownym trubadurem Boga i Pani Biedy. Wchodził po omacku w świat cieni i śmierci, ale pomimo tego dramatycznego doświadczenia podyktował jednemu z braci Cantico di frate Sole. Wychwalając piękno stworzenia mówił o Słońcu jako „bratu” i „panu.” Rozstawał się ze światem który dobrze znał i kochał, aby następnie wejść w brzask nowego- świetlistego dnia o którym nuciło jego serce. „Członki jego się rozpływają. Duch jego jest poza sobą. Serce jego unosi się w ślad za Bogiem”(św. Izaak Syryjczyk). Wezwał na pomoc Boga i otrzymał od Niego największą łaskę- zapewnienie o zbawieniu: „Bracie, ciesz się więc- usłyszał w swojej duszy- i raduj się w swych cierpieniach i utrapieniach, a o resztę bądź tak spokojny, jakbyś już był w moim królestwie.” Tajemnica tych dwóch Świętych polegała na radości niewyczerpanej, inspirującej, emanującej na zewnątrz i przeobrażającej serca napotkanych ludzi: „zbawiam cie, ponieważ cię miłuję.” Promieniująca radość ! W świecie zalegającej zewsząd pustki i udzielającego pesymizmu, potrzeba ludzi radosnych i transparentnych- „świętych obdarzonych geniuszem”(S. Weil). Człowiek modlitwy i pokory- jak wspaniale pisał ów rosyjski wędrowiec- wiedzący „że wszystko się modli, wszystko wyśpiewuje chwałę Bożą.”

niedziela, 12 stycznia 2020


Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicy i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie» (Mt 3,13-17).

Niedziela Chrztu Pańskiego- zwana jest również Świętem Jordanu.  Podniosłość i barwność tego wydarzenia może być jedynie przyćmiona przez uroczystą celebrację wielkanocnej Paschy. Liturgia tego dnia- pełna radości i przywołująca wydarzenie z nad Jordanu, uzmysławia każdemu wiernemu moment osobistych- duchowych narodzin. „Tajemniczym żywiołem jest woda- pisał R. Guardni- Jest czysta i prosta; „wstydliwą” nazwał ją święty Franciszek... Istnieje tylko po to, by służyć innym, oczyszczać, pokrzepiać... Pełna tajemnicy jest woda.” Chrześcijan przez odradzające obmycie stał się uczestnikiem chrystusowej światłości i uświęcenia które przeniknęło kosmos, ziemię i wszelkie stworzenia. Wyraża to poetycki język liturgii: „Objawiłeś się dzisiaj światu i Światłość Twoja, Panie, zaznaczyła się w nas, rozumnie śpiewających Tobie: Przyszedłeś i objawiłeś się, Światłości niedostępna”. Chrystus przyszedł, by być światłością świata, która oświeca ludzi będących w ciemności, stąd wydarzenie to jest określane mianem: „Święta Światła”. Zstąpienie w wody Jordanu jest również wejściem w głębię człowieczego świata, aby go przebóstwić – wypalić ogniem miłości. „Dzisiaj wody Jordanu zamieniają się w lekarstwo dla ludzi przez zjawienie się naszego Boga. Dziś strumieniami wody, na które tchnął ogniem, napawa się całe stworzenie” (św. Sofroniusz). Tego dnia  błogosławi się w baptysterium lub w naczyniach uprzednio przygotowanych wodę. Obrzęd wielkiego poświęcenia tej życiodajnej materii, cieszy się w tradycji wschodniej wielką czcią i ma znaczenie uświęcające, uzdrawiające  i egzorcyzmujące. Wielka Hagisma uważana jest za jeden z ważnych misteriów dzięki któremu dokonuje się uobecnienie mocy Chrystusa. Każdy wierny zabiera ze sobą pobłogosławioną wodę, aby pokropić nią dom, spożywać w chwili wytchnienia i naznaczać nią wszystko to, co separuje od bliskości Boga. Liturgia ta uczy człowieka szacunku do Bożych darów natury- wody, która podtrzymuje życie wielu stworzeń. „Ujrzały Cię, wody Boże, ujrzały Cię wody i ulękły się. Jordan cofnął się wstecz, widząc Ducha Świętego w postaci gołębicy, zstępującego i unoszącego się nad sobą, a góry zaczęły podskakiwać, spostrzegłszy Boga w ciele, obłoki zaś wydały głos, dziwiąc się przychodzącej Światłości ze Światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego”.

piątek, 10 stycznia 2020


Chwalcie Go, nieba najwyższe i wody, co są ponad niebem... (Ps 148,4).

Mitologia grecka podaje, że wszystkie istoty żyjące miały swój początek w rzece Okeanos, „która opasuje świat.” W licznych kulturach religijnych u początku zaistnienia świata pojawia się wątek akwatyczny. „Wody symbolizują wszelką potencjalność- pisał M. Eliade- Są fons et origo- rezerwuarem wszelkich możliwych postaci istnienia: poprzedzają każdą formę i stanowią podwalinę jakiegokolwiek procesu stwarzania świata.” Symbolika wody wiąże się jednoznacznie ze śmiercią i odrodzeniem. Sakralność wody stanie się charakterystycznym elementem chrześcijaństwa- materią sakramentalną- obmyciem z grzechów i odrodzeniem nowego człowieka. „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże”- woła natchniony Psalmista. Chrześcijaństwo będzie antycypować wydarzenie zanurzenia, któremu się poddał Chrystus wchodząc w wody Jordanu. „Woda symbolizuje życie, jak ogień symbolizuje miłość”(M.Quenot). Nad rzeką dokonuje się Teofania- „objawienie Trójcy Świętej, to znaczy owej wewnętrznej płodności, w której to Bóg udziela się wiecznie, w całkowitym, nie podlegającym podziałowi darze, który powraca do jedności poprzez własną nieskończoność. Życie Boskie jest bowiem miłością”(L. Bouyer). Święty Ambroży wyjaśnia, że Chrystus wszedł do Jordanu nie po to, aby się uświęcić, jak gdyby potrzebował sakramentu odrodzenia, ale aby uświęcić wody. Jego zstąpienie w żywioł śmierci jest początkiem paschalnego uświęcenia kosmosu, którego osnową jest pulsujące życie w każdej cząstce powołanej uprzednio do życia materii. Święty Cyryl Jerozolimski ukazuje zanurzenie w baptysterium katechumenów jako zstąpienie do wód śmierci, które są mieszkaniem smoka morskiego, na wzór Chrystusa wchodzącego do Jordanu w czasie chrztu, aby zniszczyć moc ukrytego tam Rahaba. „Ikona Epifanii ukazuje rzeczywiście Jezusa wchodzącego do wody Jordanu, jak do płynnego grobu. Ma on kształt groty, obejmującej całe ciało Pana. Ikona Epifanii ukazuje uprzednie zstąpienie do piekieł: „Wstąpiwszy w wody związał siłacza”(P. Evdokimov). Sadzawka chrzcielna staje się miejscem powtórnych narodzin- te pierwsze były wielomiesięcznym kołysaniem dziecka w łonach płodowych matki. Drugie narodziny dokonują się poprzez wodę i Ducha. Kościół staje się Matką poczynającą w swym łonie niebiańskie dzieci. W starożytnej katechezie pełnej radosnej euforii biskup Werony Zenon głosił: „Skaczcie z radości moi bracia w Chrystusie i wszyscy ożywieni żarliwym pragnieniem, śpieszcie otrzymać niebieskie dary. Źródło wieczne już nas zaprasza swoim zbawczym ciepłem. Nasza matka pragnie nas wydać na świat... Rodzi was pełna radości; wolna wydaje na świat uwolnionych od więzów grzechu.” Wody sakramentalne na powrót rodzą istoty żyjące, tak jak to było w pierwszym akcie stwórczym Boga. „Niech wody wydadzą istoty żyjące”(Rdz 1,20). Podczas celebracji chrztu Kościół rodzi dzieci Ojca, które dzięki epiklezie stają się dziećmi światłości i współuczestnikami Paschy Chrystusa. „Woda zamyka się nad ochrzczonym niczym grób- pisał O. Clement- Żeby grób stał się rodzącym łonem, konieczna jest transcendentna ingerencja Ducha Świętego... On przyobleka początkową, ale w pełni realną światłością całą istotę osoby chrzczonej: serce, rozum, pragnienia, wszelkie zdolności i wszystkie zmysły.” Jest jeszcze jeden bardzo ważny wymiar fizyczny. Ciało człowieka składa się w wody, poddane działaniu czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Życie w nas pulsuje, a każda kropla wody opowiada o początku jakim jest w nas Źródło. Zakończę to rozważanie słowami modlitwy Wielkiej Hagismy, którą będę w niedzielę odmawiał nad wodą: „Dzisiaj strumieniami wody, na które tchnął ogniem, napawa się całe stworzenie. Dzisiaj grzechy ludzi obmywają wody Jordanu. Dzisiaj otwiera się dla ludzi raj i wschodzi Słońce sprawiedliwości.”

środa, 8 stycznia 2020




O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga ! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi !


Pod koniec stycznia zostanie wydana moja książka pt. Mikroteologia kultury. Rozmyślania o wierze i sztuce. To zbiór swobodnych tekstów- pisanych na skrawkach papieru i zrodzonych z mozolnej wędrówki przez świat kultury i duchowości. „Pisarstwo jest formą modlitwy”- przekonywał tych którzy mocują się z alchemią słowa Kafka. Każde autentycznie szczere i ocierające się o sprawy ducha pisarstwo staje się w moim skromnym zdaniem modlitwą pragnienia; pokornym westchnieniem skierowanym ku Bogu. „Nie należę do świata, który przemija. Przedłużam prawdę, która nie umiera”(N.G. Davila). To rzemiosło wymagające ! W jakimś sensie uważny i przenikliwy artysta słowa, staje się „teologiem”- mędrcem prowadzącym maluczkich po peryferiach tajemniczego świata Boga. „W sztuce przejawia się najpierw to, co zadomowi się w życiu”(M. Jastrun). Słowo przetrawione, przenikające z umysłu do serca. Słowo wydobyte i wypisane na stronnicach książki, której zakończenie zawsze jest spowite wielką niewiadomą i niepewnością. Historia ludzkości zaczęła się od słowa- Genesis- wypowiedzianego przez usta Przedwiecznego i tego powtarzanego- Adamowego, odprysku pozyskanej łaskawie mądrości w przestrzeni pierwszego Paradisum. W ludziach ciągle żyje słowo: zapisane, wypowiedziane, wykrzyczane, wyszeptane, poprzedzone pauzą, bezszelestne w kostiumie milczenia, otwierające na Ikonę. Jesteśmy tkani słowami o sile prometejskiej i ikaryjskiej. Czytelnicy biorąc do ręki różne książki, nieustannie ekscytują się eksplozją błyskotliwych skojarzeń, wyprofilowanych- niczym rzeźbiarski fryz pięknymi zwrotami, erudycją, czy paletą dowcipnych dygresji i wtrąceń. W każdym przedłożonym czytelnikowi słowie tli się życie i namiastka intymności duszy- potencja skierowania oczu ku światu subtelnemu- naznaczonemu pierwiastkiem nieśmiertelnym. Istnieje słowo podniosłe- przynoszące powiew zbawienia i słowo zmurszałe, które niesie rozpad i śmierć. Słowo życiodajne i wyświechtane- brukowe. Jeżeli teologia jest spleciona ze słów: tąpnięć, poruszeń, natchnień, mistycznych zachwytów i bólu istnienia, to aby być prawdziwą musi wchodzić prze ciasny portal niedowierzania. „Wierzę, ponieważ to jest absurdalne”(Terulian). Słowo, które niesie kerygmat musi przejść przez hiobowe udręczenie i ciemne noce, aby stać się żywiołem podnoszącym dachy domów. W moich rozważaniach próbowałem dokonać zespolenia słowa- Logos i obrazu Icon. Słyszeć słowo i "patrzeć w oczy ikony." Ta korelacja dwóch wielkich gałęzi sztuk splata się w miłosnym uścisku i staje się opowiadaniem teologicznym w pełnym tego słowa znaczeniu. Przeczytałem kiedyś u Przybylskiego takie zdanie: „Malowanie materii, snu czy przeczucia wyprzedza bowiem myśl artysty poza mowę wewnętrzną, poza bezgłośne słowa... W kolorystycznym transie przekazuje milczenie. Milczenie malarstwa jest milczeniem ejdetycznego oglądu bytu.” Ostatecznie cała rozciągłość myślenia, sprowadza się do fundamentalnej prawdy: „Słowo stało  się Ciałem.” Idźmy dalej: „Słowo stało się Obliczem.”





wtorek, 7 stycznia 2020


W dniu dzisiejszym prawosławni chrześcijanie posługujący się kalendarzem juliańskim obchodzą Uroczystość Narodzenia Pańskiego. Radość świętowania rozciąga się w czasie i pozwala nam głębiej wnikać oczyma wiary w Misterium Wcielenia. Bóg który zszedł na ziemię przechodząc przez łono ziemskiej Kobiety, napełnił świat światłością- wydobył go z mroku smutku i zapomnienia. Z milczenia wieczności przychodzi Miłość rozkruszająca skamieniałe ludzkie serca. Grzesznik znalazł się w sercu Boga. Epifania ! Zstąpił On ku ludziom i napełnił ich serca blaskiem i ciepłem miłości. „Lęk ogarnęło piekło, bo Stwórca staje się sercem stworzenia”, a Gwiazda Betlejemska ogłosiła Słońce Sprawiedliwości zrodzone z Dziewicy: „Przez niezachodzące Słońce i Stworzyciela, który na niebie niezmierzoną światłość, stałaś się świątynią. Boża Oblubienico i nieskalana Dziewico”- akcentuje liturgia wschodnia. Wraz z Maryją otuloną światłem i przebóstwioną, do tej synergii zostaje zaproszony Kościół. Teraz już Chrystus jednoczy w sobie jako Głowie wszystko i doprowadza do końca wszystko. „Nic nie jest poza Nim. Wcielenie zarazem podtrzymuje świat jako stworzenie Boga, ale i tajemniczo wstrząsa światem jako uwikłanym w przemoc, kłamstwo i ułudę. Świat jest wytrącony z letargu w swym porządku logicznym i koniecznym, przenikniętym śmiercią. On buntuje się przeciw Wcieleniu, odrzuca swą metamorfozę. Światło jaśnieje w ciemnościach, ale ciemności, nie mogąc go zgasić, nie przyjmują go… Przy narodzeniu Bóg i człowiek zamieniają się jakby swoim życiem. Boski zalążek, moc ostatecznej metamorfozy, wszedł w świat. Bogoczłowieczeństwo dokonane w Chrystusie, proponowane ludziom, wszystkiemu nadaje cel…” (O. Clement). Ten proces przemiany świata odsłania ikona narodzenia Chrystusa. Ikona nie ukazuje historycznej narracji z Betlejem, nie ma tu reportażu zaspokajającego ciekawość; lecz jest teologicznym traktatem wskazującym na ustąpienie symbolicznych ciemności świata i zajaśnienie Światłości. „Kłaniamy się Twemu Narodzeniu Chryste, daj nam ujrzeć Twoja Boską Teofanię”. Jego światłość wyznacza punkt zbieżny w ikonie, aby całą kompozycję skierować na Jego przyjście. W następstwie tego otrzymujemy subtelną grę światła i ciemności. Tylko przez takie skontrastowanie nasz racjonalny i obciążony mnóstwem pytań może zedrzeć zasłonę niepoznawalności i przybliżyć oczy duszy ku „Światłości nieznającej zachodu”. Z ciemną grotą ostro kontrastują promienie światła „spadającego z wysokości”, które są reminiscencją hymnu Zachariasza- jaśnieją „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,7). Gwiazda bożonarodzeniowej ikony ogniskuje na sobie spojrzenie i emanuje strumieniem światła w kierunku Przedwiecznego złożonego w ciemnościach groty. Gwiazda oznacza tę, którą ujrzeli utrudzeni wędrówką mędrcy ze Wschodu. Wchodząc głębiej w symbolikę- to gwiazdą jaśniejącą na nieboskłonie jest sam Chrystus. „Światłość w ciemności świeci”. Komentuje to w swojej homilii św. Ambroży: „Gwiazda jest widzialna jedynie przez mędrców, nie widać jej tam, gdzie mieszka Herod; tam gdzie przebywa Chrystus, znowu staje się widzialna i wskazuje drogę. Zatem ta gwiazda to droga, droga- Chrystus, ponieważ w tajemnicy wcielenia Chrystus jest gwiazdą, bo „wschodzi z Jakuba, a z Izraela podnosi berło”. Zatem gdzie jest Chrystus, tam i gwiazda, On bowiem jest „Gwiazdą świecącą poranną”. Tak więc wskazuje na siebie swoim własnym światłem”. Wychodzący promień z gwiazdy dzieli się na trzy blaski, wskazując obecność Trzech Osób Boskich w ekonomii zbawienia. Narodzenie dziecięcia jest Teofanią Boga. Na zewnątrz groty usytuowana została Maryja. Jest Ona przyodziana w purpurę, zmęczona po bólach rodzenia, odwrócona plecami do swojego dziecięcia. „Witaj, Gwiazdo, zwiastująca nam Słońce”. To za Nią wzeszła Światłość, którą w skrytości i ludzkiej ograniczoności kontempluje ziemska Matka. Finałem tej ikonograficznej wizji jest spowijająca wszystko radość wypisująca się na twarzach adorujących aniołów. Oni dostrzegają już świat przemieniony, a my wraz z nimi kontemplujemy pierwsze Jego przyjście i to ostatnie na końcu czasów.  

niedziela, 5 stycznia 2020


Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski ? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon (Mt 2,1-2).


 W Uroczystość Objawienia Pańskiego każdy chrześcijanin wyrusza w duchową drogę aby odnaleźć narodzone Dziecię i ofiarować Mu cenny dar. Idziemy za Mędrcami którzy porzucili swoje wygodne siedziby, przestrzenie intelektualnych poszukiwań, zmagań, pewników i poczucia pewności. Odczytali znaki i wyruszyli w drogę pełną przygód. Nosili już od dawna tęsknotę za Królem który zmieni oblicze świata. Wędrowcy którzy na trwałe zapisali się w ikonografii chrześcijańskiej, w rzeźbiarskiej scenerii szopek, stając się tym samym bliscy ludzkim pytaniom o bliskość Boga. My również jesteśmy nomadami wiary, spragnionymi cudu, nieustannie poszukującymi Boga. Czasami boimy się wyruszyć z naszych wygodnych nisz życiowych ku niewiadomej spotkania. „Dla człowieka wierzącego Bóg nie jest przedmiotem, który można by włożyć do kieszeni, lecz osobą, której nie można znaleźć raz na zawsze, której się ciągle pragnie. Ludzie wierzący to lud, który wędruje przez pustynię ku Bogu”. Im bliżej jesteśmy poznania Boga, tym bardziej czujemy niedosyt, odległość, dystans który zamiast się skracać- wydłuża się coraz bardziej i bardziej. Poszukiwanie Boga staje się pragnieniem niezaspokojonym, połączonym z ogromem egzystencjalnego trudu zrodzonego z wędrówki pod gwiazdami. Tak naprawdę to On nas poszukuje, nie rezygnuje z nas nigdy, nie porzuca drogi z której my schodzimy w pogoni za wygodą i ciekawością przynoszącą duchowe obumieranie. Pięknie napisał Ferid Ed- Did Attar: „Przez trzydzieści lat szukałem Boga, a kiedy na końcu mojej drogi otworzyłem oczy odkryłem że On tam na mnie czekał”. W grocie pasterskiej Syn Człowieczy czekał na człowieka, nie chciał się tylko przedstawić i zamanifestować ubóstwo, ale aby spojrzeć w oczy wędrowców i każdego obdarować miłością. Święty Ambroży pisał o tych którzy złożyli wizytę Dziecięciu: „Śpieszą, by ujrzeć Słowo. Gdy bowiem widzi się ciało Boże, widzi się i Słowo, to znaczy Syna”.  On stał się bezbronnym Dzieckiem, by każdy z nas stał się wreszcie dojrzałym w wierze. Urodził się w żłóbku, by każdy z nas mógł stanąć przy ołtarzu; zstąpił na ziemię, aby każdy z nas mógł wznieść się do gwiazd; nie miał miejsca; aby każdy z nas miał mógł otrzymać gotowe mieszkanie w niebie. Jest za co złożyć Bogu dziękczynienie. W ikonografii chrześcijańskiej od najdawniejszych czasów dwie sceny Narodzenie Dzieciątka i hołd złożony przez Magów łączą się w jedno, a możemy przykłady tej sceny odnaleźć na mozaikach i sarkofagach z V wieku. Ewangelista Mateusz powiada, że Mędrcy nie mieli kłopotu z interpretacją znaku. Wiedzieli, iż zobaczyli gwiazdę Pana całego świata (Mt 2,2), którego narodziny miały zaważyć na dziejach całego świata. Proroctwa mesjańskie były więc w jakiś sposób znane. Toteż Ojców Kościoła nigdy nie dziwiła wiedza Magów, zdumiewała natomiast ich wiara. „Lecz kim są owi magowie, czyż nie tymi, którzy jak historia poucza pochodzą od Balaama, który przepowiedział, iż wnijdzie gwiazda z Jakuba. Są więc oni nie mniej dziedzicami jego wiary, jak i jego rodu. On widział gwiazdę w duchu, Oni oczami ją widzieli i uwierzyli”. Magowie potraktowali Gwiazdę jako znak, który z jednej strony wzywa do interpretacji, z drugiej zaś stanowi wyznanie wiary. Interpretacja wymaga wiedzy, wiara zaś porywu duszy. Wiara kazała im odczytać ją jako znak poszukiwania. W rękach Magowie przynoszą  dary dla Króla Niebios. Złoto, które jak podaje Ewangelia- złożył Mag o imieniu Baltazar, symbolizowało wówczas bogactwo, piękność i chwalebność. Wiązano je wówczas z adoracją królewską. Ten podarunek był wyrazem czci dla Króla Królów. Mędrcy jak pisze św. Leon Wielki- „zanim jeszcze wyruszyli w uciążliwą drogę, już pojmowali, kogo zwiastuje im znak niebieski. Stąd też zrozumienie ich, że złoto należy mu złożyć w daninie jako Królowi”. Kadzidło które złożył Melchior, palono na Wschodzie jako znak ofiary, wyraz uwielbienia kogoś dostojnego-bóstwa. Mirra przyniesiona przez Kacpra, był to cenny balsam, używano go jako wonność do namaszczenia zwłok. Żydzi mieszali mirrę z winem, uzyskując narkotyk który miał uśmierzać ból. Taki napój podsunęli Chrystusowi w chwili agonii na krzyżu żołnierze rzymscy. Wskazywał on na śmierć. Syn Boży zrodzony według ciała, poniesie śmierć w tym ciele, zostanie pogrzebany i zmartwychwstanie. Można te dary zinterpretować w kontekście jeszcze w aspekcie przekazu moralnego, słowami nieznanego wczesnochrześcijańskiego autora: „Przez złoto oznaczona jest mądrość. Przez kadzidło wyrażona jest moc modlitwy. Przez mirrę z kolei dana jest figura uśmiercania naszego ciała. Narodzonemu więc Królowi złoto ofiarujemy, jeśli błyszczymy przed Jego obliczem, odbijając jasność niebieskiej mądrości. Kadzidło ofiarujemy, jeśli przez święte oddanie modlitwom spalamy na ołtarzu serca myślenie cielesne, ażebyśmy dostąpili tego, że przez niebiańskie pragnienie wydawać będziemy słodką woń dla Boga. Mirrę ofiarujemy, jeśli przez wstrzemięźliwość uśmiercamy występki ciała. Mirra bowiem sprawia że martwe ciało nie gnije. Gnicie zaś martwego ciała oznacza wysługiwanie się tego śmiertelnego ciała zalewowi rozkoszy. Mirrę więc ofiarujemy Bogu, kiedy balsamem wstrzemięźliwości zachowujemy to śmiertelne ciało od zgnilizny rozpusty.”Symboliczna treść podarunków złożonych Bogu-Człowiekowi miała na celu oddziaływać   na całe pokolenia chrześcijan, również na nas współczesnych abyśmy potrafili składać dar ze swojego życia, aby dokonywał się w nas wzrost wiary w Tego, Który przyszedł aby odnowić cały świat. Największym prezentem jaki możemy złożyć to nasza otwartość na Niego. Bóg pragnie być przyjętym i pokochanym.

czwartek, 2 stycznia 2020


Pięknie uczynił wszystko w swoim czasie- powie mądrość Talmudu. W moim rodzinnym domu jest bardzo wiele starych, zabytkowych zegarów. Pięknie wyrzeźbione z intarsją i złoconymi krawędziami. Kunsztownie wycyzelowane.  Kiedyś mój ojciec dbał o każdego z nich; nakręcał, sprawdzał jak bije serce, czy sprężyny misternie wykonanych mechanizmów są wszędzie naoliwione. Wszystko to wynikało z troski o czas, którego ów przedmiot był świadkiem. Dukt wyznaczało bicie kowadełek przypominające o tym, że jakaś cząstka naszego „teraz” stała się przeszłością. Jako dziecko budząc się w nocy, liczyłem uderzenia i wyczekiwałem poranka. Kiedy pewnej nocy w czasie snu mojemu ojcu przestało bić serce, jeden z zegarów zatrzymał się; uchwycił moment jego Paschy. To było taki wymowne- zegar jedyny świadek przejścia na drugą stronę. W Ruchomym święcie Hemingway napisał: „Cząstka nas samych umierała co roku, kiedy liście opadały z drzew, a gałęzie były nagie na wietrze w chłodnym, zimowym świetle. Ale wiedziałeś, że zawsze będzie wiosna, tak jak wiedziałeś, iż rzeka popłynie znowu, kiedy odtaje.” Czas biegnie nieubłaganie- nie jest wrogiem naszego bytowania, jesteśmy z nim tożsami i odczuwamy go szczególnie namacalnie wtedy,  kiedy przeglądamy się w lustrze i dostrzegamy szereg zmian zachodzących w ulotnym pięknie ciała. Wytarcie starego czasu wyrzeźbione na ludzkich twarzach- obumieranie, śmierć i narodziny- kolistość czasu w którego nurcie pulsuje życie. Historia każdego człowieka poddana jest drganiu wieczności, posiada swój tajemniczy horyzont eschatologiczny. Każdy człowiek jak pisał L. Kołakowski „żyje w cieniu swojej apokalipsy prywatnej, nieuniknionej, i w gruncie rzeczy nieodległej: własnej śmierci.” Ale ta perspektywa którą dyscyplinuje zegar biologii nie jest ostateczna. W chrześcijaństwie teraźniejszość, przeszłość i przyszłość splatają się w miłosnym uścisku, trwają w oczekiwaniu nas spotkanie z Bogiem. Czas jest częścią liturgii wieczności, stąd przestaje przerażać jego upływ. Czas nie jest utracony, ale przemieniony. „Śmierć jest dla nas paradoksem. Jest ostatnim złem, rozstaniem, z którym nie można się pogodzić, ale jest też światłością z tamtego świata, objawieniem miłości, początkiem przemienienia”(M. Bierdiajew). Pozostaje nam żyć w czasie bez względu na to, czy uporczywie spoglądamy na zegarki. Wszystko zmierza ostatecznie ku źródłu. Najważniejsze aby nie zmarnować żadnej chwili. „Trzeba odważyć się na twórczość”- powiedział patriarcha Atenagoras w rozmowie z Olivierem Clementem. Zdobyć się na twórczość wiary i życia. Codzienność naznaczoną robieniem rzeczy ważnych- pięknych- podnoszących świat ku sprawom najbardziej istotnym. „Kultura to budowanie wartości, dla których warto żyć”- mawiał Z. Herbert. Wszelka aktywność jest synergią, współdziałaniem- odkrywaniem piękna edenicznego. Milczenie, „symbol świata, który nadchodzi”(św. Izaak z Niniwy) przemienia spojrzenie: człowiek zaczyna dostrzegać chwałę Bożą otwartymi oczami. Przyjąć Tego, który Jest „Słowo stało się ciałem i oglądaliśmy Jego chwałę”(J 1, 14).