Zabrałem na wakacyjny
wypoczynek dwie kluczowe powieści Dostojewskiego. Jeżeli przychodzi mi szukać
jakiegoś mądrego i dotykającego ludzkich rozterek moralnych komentarza, to często
powracam do twórczych- literackich intuicji Fiodora. Osobiście uważam, że cała
wielka i dotknięta dylematami moralnymi literatura jest jakimś „przypiskiem” do
rosyjskiego geniusza pióra. „W historii myśli rosyjskiej Dostojewski zajmuje
wyjątkową pozycję- pisał W. Zenkowski- Artysta najwyższej miary, a jednocześnie
bardzo głęboki i oryginalny myśliciel,
który w genialny sposób przeniknął najbardziej złożone tajemnice ducha
ludzkiego. Dostojewski człowiek głębokiej i żarliwej wiary, prorok kultury
prawosławnej i jeden z najwybitniejszych jej twórców…” Jest on mistrzem w
penetrowaniu ludzkich postaw, skrzętnie skrywanych myśli, otchłani z której
wyskakują ukryte demony i topią się w świetle wschodzącego na horyzoncie Słońca.
„Nazywają mnie psychologiem, ale to nie prawda, jestem realistą w najwyższym
sensie tego słowa, to zaś oznacza, że ukazuję głębię duszy ludzkiej”- mówi o
sobie sam pisarz. Kiedy się czyta jego dzieła, człowiek staje się ich częścią-
uczestniczy namacalnie w tych splotach akcji i piętrzących się w przywoływanych
postaciach rozterkach moralnych. Zaczynasz wzbraniać się od zalegającego nagle
zła lub przeżywać radość zmartwychwstania, aż do końcowego akordu jakim jest
nadzieja spływająca gwałtownie w serce najbardziej wykolejonego ludzkiego bytu.
Autor obnaża to, co inni jedynie dotykają za pomocą wygładzonych słów i
powierzchownych metafor. W żadnej innej literaturze nie dostrzeżemy takiej
sinusoidy uczuć, ryzykownych i granicznych sytuacji, owej przepaści do której
potrafi zaprowadzić człowieka i postawić go przed lustrem bolesnej prawdy o
sobie. Nawet największe zwątpienie i grzech jest opromieniony nadzieją, spowity
blaskiem prawie niezauważalnie wiary w człowieka- jego zmartwychwstały los-
zaskakujący zwrot ku miłości Boga. Pobrzmiewa tu echo nauczania świętego Izaaka
Syryjczyka- duchowego mistrza Dostojewskiego: „Ten, kto widzi swój grzech, jest
większy od tego, który wskrzesza umarłych.” Postacie z jego powieści szamoczą
się ze sobą, egzystują w klaustrofobicznych przestrzeniach życia, alienują się
i buntują, aby finalnie stać się kimś wolnym (wyjść z podziemia)- istotą
odkupioną. Spacerujemy wraz z nimi krętymi drogami i w pewnym momencie
przestaje nam być do śmiechu, ponieważ stajemy się częścią fabuły która opowiada
o stanach konwulsyjnie wijącej się duszy. Dostojewski wyprowadził antropologię
i psychologię na szerokie tory. Otworzył zaryglowane furtki ku tajemnicy
człowieka i jego samoświadomości. „Jestem przeklęty, podły i zdegenerowany, ale
całuję skraj szaty osłaniającej mego Boga… Idę drogą diabelską, ale jestem Twoim
synem, Panie, i kocham Ciebie, odczuwam radość, bez której świat by nie istniał”-
powie jeden z szamoczących się ze sobą bohaterów powieści. Wieczne wahania
Mitii między dwiema przepaściami które nosi w sobie. Odrzucenie lub przyjęcie
miłości Boga, odwieczne dylematy ludzkości konfrontującej się z mocą Ewangelii.
Jakże cudowna i porywająca ducha jest postać Aloszy z Braci Karamazow- człowieka dziecięcej, prostodusznej wiary i
miłości; zdumiewający los człowieka opromienionego blaskiem świętości. Duchowe przesłanie Dostojewskiego nie utraciło nic ze swojej aktualności. Proklamuje on ewangeliczną nadzieję w
której człowiek staje się na nowo umiłowanym dzieckiem Boga. Świat choć
najbardziej grzeszny, wątpiący i przygnieciony obecnością zła, może otworzyć się
na duchowe odrodzenie. Pisarz, powie Evdokimov „rzuca w świat ową sól, o której
mówi Ewangelia i bez której wszystko byłoby bez smaku; pobudza Piękno, bez
którego nie powstałoby nic na tej ziemi. Jego wiara wprowadza Boga w duszę tak,
że zapuszcza w niej korzenie jak krzak gorejący. Dostojewski całe swoje życie
namiętnie rozszyfrowywał człowieka i w końcu odczytał w nim Imię Chrystusa.” Jego
dzieła przekonują mnie, że literatura może być profetyczna i teologiczna,
opowiadająca o człowieku szukającym w pocie czoła i rozterkach, tej drugiej- intrygującej strony świata w
Tym, który jest ostateczną odpowiedzią i sensem świata.
środa, 15 lipca 2020
niedziela, 12 lipca 2020
W
owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Nim i nie mieli co jeść, przywołał do
siebie uczniów i rzekł im: «Żal
Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do
domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka». Odpowiedzieli
uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?» Zapytał
ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem». I polecił ludowi usiąść na ziemi. A
wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby
je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi
odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Jedli do sytości, a
pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech
tysięcy ludzi. Potem ich odprawił (Mk 8,1-9).
Kolejny już raz
Chrystus karmi rzesze upieczonym w cudzie miłości chlebem i rybami. Zmysły
szaleją a radość z ponownego bycia nakarmionym przemienia zwyczajny dzień w
święto wspólnoty. Ludzie nie tylko otrzymują strawę słowa- katechezę, ale
również przedsmak liturgii miłości. Już w najstarszej ikonografii
chrześcijańskiej kosz wypełniony chlebami i rybami wskazywał na Eucharystię-
dar obfitości miłującego i karmiącego swoje dzieci Boga. „Pożywamy Cię, Panie i
pijemy, nie po to, aby Cię tylko spożyć, lecz aby żyć dzięki Tobie”(św. Efrem).
Kościół żyje dzięki Eucharystii dostrzegając w niej najgłębsze i życiodajne
źródło szczęścia. „Jeśli szukasz pokarmu- On jest chlebem”(św. Ambroży) oraz „wypaloną
w cierpieniu Rybą”(św. Augustyn). Liturgia jest wielkim świętem miłości,
hojności i obdarowania. „Kościół jest tajemnicą, a
zatem również sakramentem”- miejscem przemiany w Chrystusa. Bóg udziela się
człowiekowi w tak nieprawdopodobny sposób, że dar Komunii staje się aktem
największego zjednoczenia- miłosnego bycia naprzeciw Tego, który jest
wszystkim: „Królestwo Boże jest w was.” Hans U. von Balthasar posługuje się
oblubieńczą symboliką Eucharystii, tak bliską myśleniu Ojców Kościoła: „Kościół
rodzi się z Chrystusa, jak Ewa rodzi się z żebra Adama: wytryska z przebitego
boku Pana uśpionego na Krzyżu, w cieniu śmierci i otchłani. I dlatego właśnie
jest on Jego ciałem, jak Ewa była ciałem Adama... I dlatego jest ona Nim, ale i
nie jest w Nim, jest Jego ciałem i oblubienicą, którą On miłuje, którą żywi i o
którą się troszczy jak o własne ciało, i którą czyni płodną jak swoją
małżonkę...” Współczesny człowiek również jest głodny. Nie szuka już chleba
doczesności, ale strawę duchową- Pokarm nieśmiertelności, aby stać się pragnieniem
dla innych.
piątek, 10 lipca 2020
W moim życiu brałem
udział w wielu różnych spotkaniach, wykładach, dyskusjach poświęconych
obecności i roli ikony w sztuce. Zawsze pojawiało się pytanie o mój stosunek do
ikony- wyjątkowość tej materii, której poświęciłem wiele lat wnikliwych studiów
i rozmyślań. Myślę, że w ikonach intrygują mnie najbardziej „oblicza”- twarze
spowite transcendentną aurą przyciągania. Magnetyzujące percepcję i dotykające
jakby namacalnie duszy. Nie bez znaczenia, pierwsza i najbardziej intrygująca „Ikona
Twarzy” bywa określana jako „nie uczyniona ludzką ręką” i objawia pięknego,
dojrzałego mężczyznę Chrystusa. Przemieniona twarz wcielonego Boga- na całunie-
a później powtarzana malarsko na tak wielu przesyconych wonnością żywic deskach
niosących najbardziej proste i poruszające przesłanie: Bóg odsłonił swoją twarz
i stał się uobecnionym Pięknem ! „Zamknął to, co nie cielesne w
cielesności”(św. Jan Klimak). Energie Ducha promieniują z twarzy
zmartwychwstałego Chrystusa. Tego nie potrafi oddać nawet najbardziej
wyrafinowana ikonografia Zachodu. "Chrześcijaństwo jest religią twarzy"- pisał O. Clement. Lubię spoglądać w ludzkie twarze,
ponieważ tak wiele można z nich wyczytać. Narzucają mi się z powodu
tajemniczości, świetlistości, szczęścia, miłości, bólu, beznadziejności czy
dramatycznego wchodzenia w śmierć. Twarz jest utkanym pergaminem prawdy o
człowieku ! Mój ulubiony myśliciel Bierdiajew powie, że „nie ma na świecie
niczego bardziej znaczącego, bardziej wyrażającego tajemnicę istnienia, niż
ludzkie oblicze.” Oblicze rozumiane nie jako maska- persona- interpretowana w nurcie greckiej teatralności. Oblicze
jako ktoś będący przede mną- Prawdziwy- Bliski. Pamiętam twarze moich przodków
zatrzymane w starych czarnobiałych fotografiach. Ile tam jest nawarstwień
historii; pięknych spojrzeń w których zatrzymują się utkane z czasu wydarzenia.
Ktoś pięknie powiedział że fotografia jest literaturą oka (możliwie najbardziej
oszczędną biografią stworzoną w ułamku sekundy za pomocą spustu migawki aparatu).
Ich oblicza są intrygujące pomimo matowości, monochromatyczności i nadgryzienia
papieru zębem czasu. „Bliskość drugiego oznacza twarz”- powie Levians. Twarz
zapraszającą do milczącego dialogu- anamnezy. Sztuka fotografii utrwala pamięć
o innych- emocjonalnie bliskich twarzach. Pamiętam jak stałem u wezgłowia
trumny mojego Ojca. Tej chwili towarzyszyło ogromne skupienie i modlitwa którą
nie potrafiły podjąć usta. Wszystko we mnie drżało od bezmiaru uczuć i
synowskiej miłości którą tak trudno się przekuwa w pełne szczerości wyznania. Widziałem
jego twarz przemienioną- pierwszy raz tak dziecięco spokojną i wyrażającą
milcząco pożegnanie z rodziną. Takich twarzy zatrzymanych na okruchach
wieczności widziałem później wiele razy. Zawsze było to dla mnie ujmujące
przeżycie. „Wiedz, że każda twarz jest cudem, jest wyjątkowa. Nigdy nie
spotkasz dwóch absolutnie identycznych twarzy. Bez względu na to, jak piękne
lub brzydkie, są to rzeczy względne. Każda twarz jest symbolem życia, a każde
życie zasługuje na szacunek”- wyjaśniał arabski poeta Tahar Ben Jelloun. Zawsze
mnie intrygowało jak wyglądały na górze Tabor twarze apostołów nasycone
nadmiarem światła emanującego z ciała przemienionego Chrystusa. Zapewne były świetliste,
jak świetlisty jest Bóg w swojej istocie. „W każdym człowieku przebywają dwie
istoty: jedna przebudzona w ciemności, druga drzemiąca w świetle”(K. Gibran). Istnieją
również oblicza szpetne, wulgarne, na których wypisuje się demoniczny i
paskudny uśmiech zła. Twarze lubieżne i szkaradne z których spojrzenie
paraliżuje- przynosi zniszczenie dobra, życia i światła. Oblicza spowite pustką
i ciemnością, naznaczone mętnym i obłędnym spojrzeniem oczu Takie twarze stają
niewolniczymi maskami bólu i unicestwienia, odzwierciedlają one istoty „cienie”
systemów totalitarnych niosących zbiorowe żniwo śmierci. Maska Gorgony
przeraża, ale jeszcze bardziej zapiera dech w piersi ktoś, kto opróżnił serce z
miłości do stworzenia; zaczął pochłaniać życie i wydalać jedynie śmierć. Ściany
śmierci naznaczające XX wiek w których „ciemność staje się czarnym światem, a
jęk i krzyk mordowanych rozbrzmiewa jak modlitewny lament” (G.H. Grudziński). Historia
pokazała nam twarze obozowych demonów śmierci, ku przestrodze przyszłych
pokoleń. Twarz Boga i twarz człowieka. Twarz miłosiernego Piękna i stworzonej
przygodności będącej jedynie w drodze ku obliczu świetlistemu- przebóstwionemu.
Kończę to rozważanie modlitewnym westchnieniem Zbigniewa Herberta: „Jeśli z nas
trudno zrobić anioły. Przemień nas w psy niebieskie, kundle o zmierzwionej
sierści. Ćmy o szarej twarzy, zgasłe oczy żwiru...”
czwartek, 9 lipca 2020
Potem rzekł do swoich uczniów: «Dlatego powiadam wam: Nie martwcie
się o życie, co będziecie jeść, ani też o ciało, w co macie się przyodziać.
Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. Przypatrzcie
się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O
ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki... I wy nie pytajcie, co będziecie jedli i co
pili, i nie bądźcie o to zatroskani. O to wszystko bowiem zabiegają narody
świata, a Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego
królestwo, a te rzeczy będą wam dodane (Łk
12,22-31).
Jakże aktualnie wybrzmiewają
słowa Jezusa w kontekście współczesnej nam rzeczywistości. „Dla niektórych osób
posiadanie dużej ilości pieniędzy jest jak siedzenie w ogrodzie Eden przed
drzewem poznania dobra i zła”(Y. Boyer). Świat zabieganych, zmęczonych, samotnych,
stłamszonych pogonią za pieniądzem ludzi, kształtuje istoty kruche i
zalęknione. Jaki przerażony jest współczesny człowiek w tej pogoni za
materialnym szczęściem. Ile sił pochłania nieustanna troska o jutro-
wyimaginowane szczęście posiadania pieniądza, władzy, sukcesu, zauważenia i
wdrapania się na piedestał dla tych dobrze ubranych - „coś znaczących”- których
twarze mienią się w ulotnie smakowanej chwili blasku medialnych fleszy. Jaka w
tym wszystkim pobrzmiewa nostalgiczna- egzystencjalna pustka, wtrącająca istoty
wolne w trybiki maszyny dehumanizującej i uprzedmiotawiającej. „Wszystkie te
rzeczy, które bierzemy za cele są tylko środkami”(S.Weil). Nie chodzi w tym
wszystkim o szczęście człowieka, ale o przynoszących wymierne korzyści,
podporządkowanych- systemowych wyrobników, którzy są gotowi zamienić dar
samostanowienia o sobie na postawę uległości, czy materialistycznego
niewolnictwa. Jakieś zapędy totalitarne wybrzmiewają również dzisiaj: „Jesteś
moim tworem i bez reszty należysz do mnie.” Świat jako „kapitalistyczna
plantacja,” „globalna fabryka” której granica dzieli ludzi na bogatych i
biednych- posiadających wszystko i tych, którzy żyją pragnieniem posiadania
choć odrobiny więcej. Tych którzy uporczywie marzą o szczęściu, albo już
przestali o nim śnić. „Pomiędzy bogatym a innymi istotami leży zawsze pieniądz,
który eliminuje opory, fałszuje słowa i zachowania ludzkie”(E. Mounier). Jaka
głęboka i dramatyczna melancholia wybrzmiewa z postawy która chce rozmienić rzeczywistość
na przyjemne chwile, których kwantyfikatorem i trampoliną jest wypracowany w
pocie czoła pieniądz. „Nienasycona przynęta pieniędzy, podobnie jak siła, ma
swoją cenę: godność”(P. Carvel). Zachłanność na „filmowe życie celebrytów,”
papierową sielankę jest w jakiś sposób uśmiercaniem teraźniejszości,
uśmiercaniem czasu jako daru. „Życie zwrócone ku pieniądzom jest śmiercią”(A.
Camus). Ekonomia, biznes, bezwzględna kreatywność nastawiona strategię sukcesu,
wyzuta z emocji i współczucia, ostatecznie nie może przynieść szczęścia.
„Wolność człowieka polega na tym, że poza królestwem cezara istnieje jeszcze
królestwo Ducha”- pisał M. Bierdiajew. Jakże boimy się zaufać Bogu ! Jakie
trudne jest wyrwanie się z paraliżującego umysł lęku przed nadchodzącym jutrem
i możliwością chociażby utraty pracy. Boimy się, że Bóg może zburzyć wygodne
życie uposażonych, a tych którzy ciągle czują twardość ziemi, uczynić bardziej
uprzywilejowanymi- odrobinę bardziej uśmiechniętymi. Dla Niego nie istnieją
różnice klasowe, pochodzenie, zasobność kont bankowych, rozmaite zabezpieczenia
czyniące kogoś wyżej postawionym od innych. W oczach Boga odbija się jedynie
bogactwo wnętrza- piękno człowieczeństwa kołysanego przypływem nadziei,
szlachetnością postaw, dobrodusznością i wrażliwością dziecka postrzegającego
innych jako bezinteresowny dar. W tej perspektywie zaczynamy rozumieć, że
„Kościół jest miastem ubogich..., w którym bogacze są jedynie tolerowani”(Bossuet).
Dzieci Kościoła są liliami polnymi, wolnymi ptakami- szybującymi wysoko i
obłaskawionymi ciepłem promieni słońca. „Ubodzy w duchu, albowiem do nich
należy królestwo niebieskie.”
wtorek, 7 lipca 2020
I
wam, uczonym w Prawie, biada ! Bo wkładacie ludziom ciężary nie do uniesienia,
a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie... Biada wam, uczonym w
Prawie, bo wzięliście klucze poznania samiście nie weszli, a przeszkodziliście
tym, którzy wejść chcieli... (Łk 11,45-54).
Istnieją takie
fragmenty w Ewangelii których nie da się wygładzić, pominąć, zbyć milczeniem.
Słowa przeszywające umysł i serce, stawiające odbiorców w chwili prawdy o sobie
samych. Zwielokrotnione „biada”- staje się litanią oczyszczenia i rzucenia
światła prawdy na ludzi którzy mienią się w oczach żydowskiej wspólnoty
religijnej, jako sprawiedliwi, nieskazitelni i posiadający wszelkie możliwe
prerogatywy do interpretowania Bożej mądrości. Wiele razy Mistrz z Nazaretu
będzie zderzał się z ciasnym i pozbawionym głębszej refleksji myśleniem faryzeuszów;
ich pokrętnym, dwulicowym postępowaniem oraz instytucjonalną- zewnętrzną
pobożnością. Brak wrażliwości i niedojrzałość tej przewodzącej wspólnocie
religijnej grupie osobników wpisze się na stałe w ewangeliczny krajobraz
wymiany poglądów, a nawet inwektyw kierowanych pod adresem Jezusa. Pan nie
pozostaje im dłużny. Stanowczo wypowiedziane „biada” ma być sejsmicznym
wstrząsem serca i dobrze uargumentowanym wywodem obnażającym skostniałe
struktury fałszu i grzechu. „Miłość bez upominania nie jest miłością”- powie
nam mądrość Talmudu. Wyrzuty Jezusa nie są pozbawione ładunku emocjonalnego,
siły perswazji i ekspresji, którą współcześni znawcy od wizerunku określiliby
mianem perswazyjnej. „Wielka wina człowieka na tym polega, że człowiek w każdej
chwili może się nawrócić, a tego nie czyni”- mówi pewien rabin w Opowieściach chasydów Bubera. Po raz
pierwszy ktoś w tak bezpośredni sposób dokonuje diagnozy chorób, które
zadomowiły się w najbardziej uprzywilejowanej grupie społecznej. To nie jest
tylko pojedynek na słowa, lecz również ważne przesłanie przestrogi dla Apostołów
i Kościoła któremu będą przewodzili w posłudze miłości. Wiele razy Mistrz
będzie przyrównywał myślenie i ślepotę uczniów do powierzchownej, pełnej
wyrachowania postawy faryzeuszów. „Jeszcze nie rozumiecie ?” Tyle słów mocy,
cudów i znaków- a ciągle wątpliwości kotłują się w tych umysłach. „O
nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia.” Nie można uważać się za
sprawiedliwych i zaciskać w dłoniach kamienie, byle obronić własną
„nieskazitelność.” Pokaż mi przedmiot twojej miłości, a powiem ci, kim jesteś. To
przesłanie Ewangelii trzeba sobie dobrzej przyswoić, zmierzyć się z nim, uczynić
osobistym rachunkiem sumienia, aby słowo „biada” nie naruszyło spokojnych tonów
naszego ucha. W strukturach władzy, na szczytach hierarchicznych drabin rządu
dusz, wszystko inne musi ustąpić przed miłością- „sakramentem brata” o którym
już tak wiele pisałem. Jakże piękne w tym kontekście wydają się słowa św.
Grzegorza z Nyssy: „Nasz Stworzyciel dał nam miłość jako wyraz naszego
ludzkiego oblicza.” Tam gdzie jest miłość, nie ma zatwardziałości serca. Nie ma
dysonansu wiary i moralności. Miłość sprawia, że granice Królestwa Bożego
przechodzą przez serce Kościoła, czyniąc go wspólnotą autentyczną w
przepowiadaniu i działaniu. „Kochaj Boga dla Niego samego. Kochaj Go we
wszystkich ludziach, którzy noszą Jego obraz w sobie”- pisał F. Czernigowski. W
ten sposób chrześcijanin staje się nadzieją Chrystusa- ikoną Jego Obecności,
znakiem przemiany świata.
niedziela, 5 lipca 2020
Na koniec zaś bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, pełni
braterskiej miłości, miłosierni, pokorni! Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem
za złorzeczenie. Przeciwnie zaś, błogosławcie. Do tego bowiem jesteście
powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo (1P 3, 8-9).
W
chrześcijaństwie istnieje zdumiewająca zdolność do okazywania miłości,
pomnażania jej, oraz twórczej dystrybucji. „Bez miłości wszystko jest niczym”-
zwykła powtarzać św. Teresa z Avili. Ewangelia niesie przesłanie od braterskiej
miłości- budowania komunii- szacunku i wrażliwości wobec każdego człowieka, po
miłość twórczą uskrzydlającą przywołującą ukrytą świętość wewnątrz ludzkiego
bytu. Miłość jest nie tylko ideałem ludzkiej i w pełni dojrzałej postawy wobec
świata, lecz elementem identyfikującym z Chrystusem który w wielką wrażliwością
i współczującą miłością pochylał się trudną egzystencją człowieka. Okazywanie miłości
nie może przybierać nic z hermetyczności, jakiejś niewielkiej grupy osób która
czuje się ze sobą dobrze i z wielką łatwością przychodzi im dzielić się dobrem.
Autentyczne chrześcijaństwo rozdaje miłość dla wszystkich- tych uformowanych w
wierze i tych, których ścieżki są kręte a dusze smagane są wątpliwościami i
licznymi upadkami w grzech. „Jeśli mam być potępiony, wolę, by to było za
zbytek miłosierdzia niż za nadmiar sprawiedliwości”(św. Odylon z Cluny).
Pedagogia serca ! Miłość jest potrzebna tym najbardziej kruchym,
zmarginalizowanym, podatnym na zło i błądzącym. Przebaczająca miłość Boga i
drugiego człowieka sprawia, że w Kościele nie istnieje przestrzeń frustracji,
potępienia, odtrącenia, czy wzgardzenia z powodu obecności zła. „Miłość
drugiego jest obecnością Boga w duszy”(P. Evdokimov).Ten wymiar ciemności
zostaje przeniknięty światłością Chrystusa, Jego miłością która niczym
lekarstwo wylewa się na otwarte rany zasklepionego w grzechu świata. „Miłość Chrystusowa
nie zna granic, nie kończy się nigdy, nie cofa się na widok brzydoty czy brudu”(E.
Stein). W tak pojmowanej przestrzeni miłosierdzia możemy odnaleźć ewangelicznych
niewidomych, prostytutki, zdzierców, czy sprzedajnych uczniów zapatrzonych w
egoistyczną wizję własnego sukcesu. Oni stają się dziećmi troskliwego Boga,
ocierającego łzy i podnoszącego na swoje ramiona tych, którzy stają się
niewyraźni i zapomniani. Dlatego Jezus objawia się jako Boski Lekarz „przywracający
miłość”(M. Kabasilas). Kościół staje się lecznicą, miejscem rehabilitacji
człowieka, gdzie poprzez sakramenty- kanały miłości, człowiek staje się zdolnym
do kochania siebie i innych. Ojcowie Kościoła wpisują tajemnicę człowieka w
wielki dar miłości który przenika Wspólnotę Trójcy Świętej. Tam każdy z nich
istnieje dla Drugiego, promieniując miłością jako darem z siebie. Symeon Nowy
Teolog powie: „Rzeczywiście to wielka tajemnica: Bóg pomiędzy ludźmi to Bóg
pośród bogów przez przebóstwienie.” Miłość otwiera na przemienienie, a człowiek
w najgłębszej istocie własnego bytu staje się oceanem miłości, co paradoksalne zdolnym
widzieć ogrom Bożego odczuwania i miłowania. Ekstatyczne wyjście z siebie i
bycie darem. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje
za przyjaciół swoich”(J 15,13).
czwartek, 2 lipca 2020
Pierwsze dni wakacyjne
dane jest mi spędzać z rodziną w ośrodku wypoczynkowym w lesie. Pomimo
obecności innych ludzi można doświadczyć momentów wyciszenia, zatopienia w
modlitwie i kontemplacji świata natury. „Ziemia uczy nas więcej o nas samych
niż można wyczytać ze wszystkich książek”(A. Exupery). Uciekając od miejskiego
zgiełku, smogu i docierającego z każdej strony hałasu, krajobraz lasu, pól i
jezior wydaje się prawdziwym wybawieniem i błogosławieństwem. Poranny śpiew
ptaków niesiony na skrzydłach wiatru; ta symfonia form oddają coś z
sakramentalności świata tak cudownego pomysłu nieustannie stwarzającego Boga. W
takich skrawkach różnych miejsc świata uświadamiamy sobie prawdę o Bogu
wrażliwym na piękno. Kimś kto z pieczołowitością i subtelnością artysty
powołuje wszystko z miłości do istnienia. „Usiądź na ziemi i przyjrzyj się
trawie, temu co tam się dzieje”- pisał wrażliwym na świat stworzeń wielki
twórca sztuki J. Nowosielski. Patrzył na świat i widział go przemienionym w
Bogu. Jest w tym jakaś głęboka intuicja znamionująca ludzi autentycznie
wrażliwych i głęboko wierzących. Bierdiajew, twierdził, że zmartwychwstanie
Chrystusa jest nie tylko zapowiedzią – jak podaje Apokalipsa- nowego nieba i
nowej ziemi, przeobrażeniem świata materii. Jest to również obietnica dotycząca
każdej rośliny, najdrobniejszego i mikroskopijnego organizmu, zwierzątka które
ostatecznie znajduje swoje miejsce w rajskim- Królestwie Ojca. Biorę mojego synka i chodzę boso po trawie,
opowiadam mu o otaczającym świecie który
również odczuwa radość i smutek, lek i oswobodzenie z niego. Pokazuję mu kopiec mrówek i kokon leśnych pszczół, aby
wiedział że dobrodziejstwo tej ziemi zależy od ciężkiej pracy wielu rozmaitych
stworzeń. Uczę go szacunku do wszystkiego co żyje. Do liścia wiszącego na
drzewie i najdrobniejszego źdźbła trawy którą kołysze muśniecie świętych ust
Przedwiecznego. Otwieram oczy na wschody słońca, każdy rodzący się dzień jako
cud. Błękit nieba odbity w tafli wody nie można porównać z żadnym innym
odczuciem barwy. To budzenie wrażliwości jest niezwykle ważne- to pierwsza ekologiczna
katecheza której przesłanie ma swoją genezę w Edenie. Sakralność i
liturgiczność stworzenia- misterium pulsującego życia, które z taką
bezmyślnością na różne sposoby ludzie unicestwiają. Średniowieczni teologowie
wraz ze świętym Franciszkiem zakochanym w pięknie tego świata, mówili, że
wszystko partycypuje w Bogu, oddycha w Nim, staje się częścią uobecnionej świętości.
„Wszystko co żyje niech chwali Pana”-
proklamują psalmy i hymny pełne ducha. Oddać zachwyt Jezusa na światem.
Podziw dla lilii polnych, ptaków na niebie, łanów zboża które otwierają swoje
kielichy i karmią wędrowców zmierzających
ku wieczności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

