poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Czy istnieje w nas manichejska pokusa postrzegania świata ? Kultura egzystującego człowieka zbyt łatwo żongluje leksykalnymi przeciwstawieniami: miłość i nienawiść; dobro i zło; życie i śmierć; białe i czarne; światło i ciemność; sacrum i profanum; piękne i brzydkie; trwałe i kruche… Na pierwszy rzut oka odczuwamy jakieś trudny do uzasadnienia przymus do opowiedzenia się ku którymś ze „światów” do którego przyłatane jest owo zgrabne w swej lapidarnej konstrukcji określenie. Słyszymy o kategoriach które paradoksalne wzajemnie się przenikają i wykluczają. Choć brzmi to niezwykle abstrakcyjnie, ale nie pozostaje bez wpływu na nasze życie. Te dwuznaczności szarpią naszym rozumem i sondują otchłanie duszy. Być może są i tacy, którzy uznają za słuszne wybrać drogę środka- jakąś szczelinę, czy wąwóz, którym będzie można przejść przez życie bez zbędnych obciążeń i piętrzących się dylematów. Kiedy nagle zapada ciemność, pojawia się bezradność i obijanie się o ściany niewidoczności. Jeśli jest nadmiar światła, wszystko wydaje się transparentne, rozwibrowane i transcendujące; ubity pod nogami grunt zaczyna drgać od nadmiaru impresji- choć nie jest to emanacja sztucznego światła ! Jakże oportunistyczne i ułomne są te ludzkie rozstrzygnięcia, kotłujące się w umysłach niezdecydowanych, zdezorientowanych, podejrzliwych, stojących jakże często w rozkroku. Tylko konieczność ostatecznych wyborów kształtuje istoty dojrzałe i w pełni odpowiedzialne za profil własnego życia. Istoty zdolne przezwyciężyć chaos. Bycie na rozstaju staje się źródłem niepokoju paraliżującego poruszanie się dalej. Ludzie, twierdził Dante, to stworzenia mające rozum i miłość. Chrześcijanin nie żyje filozofią ying i yang. Przez jego życie nie przebiega płynna granica pomiędzy zaciemnieniem a nadmiarem światła. „We wnętrzu świetlanego człowieka mieszka światło, które oświetla cały świat.” Chrześcijan jest dzieckiem cudu światła, sacrum, piękna- nawet wtedy jeśli daleko jest od Źródła, kiedy zewsząd rozciąga się jedynie pustynia wątpliwości. Człowiek wiary jest ślepcem któremu Bóg otwiera oczy. To jest już inny wymiar świadomości i poznania. „Teraz tęskniłem już nie do tego, by być pewniejszym Ciebie, lecz tylko do tego, by mocniej w Tobie trwać”- wyzna św. Augustyn w Wyznaniach. Również słowa pewnej mniszki ze wspólnoty monastycznej Betlejem poruszyły mnie do głębi: „Zapuść twe korzenie w milczeniu. I to milczenie zwiąże cię z braćmi w sposób o wiele silniejszy od słów.” Nasza codzienność eksploduje od nadmiaru słów i dysonansów rozpinających- zdaje się sztucznie- człowieka pomiędzy jedynie zarysowanym czymś. „Obyś był zimny albo gorący !”- rozbrzmiewa z cała stanowczością głos apokaliptycznego przynaglenia do przemiany życia. Miał rację Mistrz Eckhart: „W tym, kto zawsze przebywa w obecnym teraz, Bóg nieustannie rodzi swojego Syna.” Dla człowieka wiary każda chwila, westchnienie i łyk powietrza, staje się „sakramentem chwili obecnej” w której to nawrócenie i spotkanie, stają się otarciem z Tajemnicą obłaskawiającej Obecności. Stają się wyborem nieobciążonym dylematem i podszytym podskórnie lękiem. W Nim wszystko jest na „tak.”

sobota, 14 sierpnia 2021

O, przedziwny cudzie ! Źródło życia spoczęło w grobie i grób staje się drabiną nieba. Wesel się Getsemani, święty domu Bogurodzicy ! Dziewico, uczyń Twoje sługi godnymi ujrzenia Królestwa Twojego Syna. Raduj się, Raju zachwycający życia wiecznego (św. Nektariusz). Wyrusz, o Panie, na miejsce Twego odpocznienia, Ty i Twoja Arka pełna chwały (Ps 132, 8). Dzisiejszą liturgiczną wigilią rozpoczynamy świętowanie wydarzenia Zaśnięcia i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. „Jakże piękna jesteś, Przyjaciółko moja”- woła Ten, który przez Jej łono zszedł na ziemię i stał się jednym z nas. Kościół przenika zapach kwiatów, ziół i kadzidła. „Teraz wszystko jest napełnione światłością” (Jutrznia paschalna). To duchowa wiosna- jakże zbliżona do poranka wielkanocnego. „Ona okryła sobą całe ludzkie zepsucie i uczyniła godnymi tego, żeby z nimi żył Bóg, i uczyniła ziemię miejscem godnym przebywania Zbawiciela” (M. Kabasilas). Wonności i blask wotywnych świec, przywołują piękno Tej, która zasnęła snem śmierci, a którą wywyższył Jej Syn- a nasz Pan Jezus Chrystus. „Weszła do wiekuistego blasku nieba, jest u Boga, zostaje wzięta do głębi Boskiego morza i żaru. Maryja jest włączona do świętego miasta Bożego”(O. Casel). W zaśnięciu Najświętszej ze wszystkich kobiet i wywyższeniu ku górze- Kościół antycypuje Paruzję i proklamuje prawdę o zmartwychwstaniu każdego z nas. „W Chrystusie zaczęła się już Pascha świata- pisał A. Schmemann- przejście i przetworzenie świata w Królestwo Boże, i ze świętem tej paschy, jej pokojem i radością w Duchu Świętym przeniknięte jest już życie. Albowiem Chrystus zmartwychwstał i nastało królestwo Życia.” Tę drogę zmartwychwstania jako pierwsza pokonuje nowa Ewa- „Niewiasta obleczona w słońce;” a wszyscy podążają za Nią. Cała ludzka historia w Niej odzyskuje swój sens, staje się Oblubienicą Baranka wychyloną radośnie ku nowemu światu. Jej czas zamienił się w wieczność. „Wszystko stało się światłem niezniszczalnym i zachód przemienił się we wschód”(Klemens Aleksandryjski). Starożytność chrześcijańska określała ten dzień jako „Śmierć i zmartwychwstanie Bogarodzicy.” Olivier Clement próbując wyjaśnić głębię tego święta, zestawia ze sobą dwa przedstawienia ikonograficzne. „Pierwsze przedstawia Matkę trzymającą i ochraniającą Dzieciątko, czasami przytula do swego policzka Jego twarzyczkę. Maria- w imieniu całej ludzkości przyjmuje Boga. To pierwsze assumptio- przyjęcie boskości przez ludzkość. Na drugiej ikonie wszystko zostaje odwrócone: Matka nie żyje, jej leżące ciało, jak czarna poczwarka, przecina poziomo kompozycję. Lecz przestrzeń śmierci zostaje otwarta, pojawia się Chrystus zwycięski, pion światła, czyniący z ikony chwalebny krzyż. Bierze w ramiona nieoddzieloną od ciała duszę swej Matki, przedstawioną w postaci dziecka, którego narodziny dokonują się w Królestwie. I przytula twarz tej kobiety- dziecka: zalążka i antycypacji przemienionego dzieła stworzenia. Jest to drugie assumptio, tym razem przyjęcie człowieczeństwa przez boskość.” Ikona wciąga nas nieznane i tak bardzo upragnione głębie życia. „Jeżeli nie żyje się na ziemi dla nieba, nie można osiągnąć nieba poza granicami grobu”- przekonywał biskup Filaret Czernigowski. Tylko sztuka obrazuje to, przy czym słowo zapada w błogie milczenie. „Krąg śmierci nie mógł powstrzymać Matki Życia, ponieważ Jej Syn przeniósł Ją do życia przyszłego wieku” (kontakion, ton 2). Theotokos, otwiera na oścież portal wieczności- krainę życia- wołając swoje dzieci, aby zobaczyły dom Ojca w którym jest mieszkań wiele. „Pociągnij nas za sobą, pobiegniemy za wonią twych pachnideł” (Pnp 1,3).

czwartek, 12 sierpnia 2021

Przeglądanie mediów jest katastrofalne w skutkach dla intelektu i duszy. Ostanie dni są nie tylko burzliwe politycznie, ale rezonują siła wstrząsu atomowego w różnych przekazach stacji telewizyjnych i wyskakujących natrętnie serwisów i porali internetowych. Nawet w wakacje nie ma chwili spokoju od politycznych przepychanek, ideologicznych scysji i wulgarnego języka ulicy, któremu skandują tzw. „oświecone elity” niczym nieskrępowanej kultury i rozmaitych maści osobowości politycznych. W wirtulanej rzeczywistości, jak również na agorach dużych miast- każdemu krzyczącemu się wydaje, że ma rację i powinien być usłyszanym za wszelką cenę. Tak po sokratejsku, wielu chciałoby spłodzić swoje polityczne dzieci do pochodu o rząd dusz. Czy jesteśmy skazani na tak rozgrzany do czerwoności ferment różnych i rywalizujących ze sobą grup społecznych ? Bardzo rzadko staram się na stronie mojego bloga komentować bieżące wydarzenia polityczne. Jako duchowny zachowuję powściągliwość w tak delikatnych i dynamizujących życie społeczne sprawach. Staram się balansować z wielką delikatnością, taktem i kulturą wobec różnych poglądów ludzi których spotykam na co dzień i z którymi staram się podejmować mnie lub bardziej udane rozmowy w tonie spokojnym (pomimo tego, iż jestem cholerykiem). Jednak tym razem pozwolę sobie na wyważony, choć nie pozbawiony oburzenia komentarz. Można być sympatykiem różnych opcji politycznych, ugrupowań, programów, etc. Żyjemy w pewnego rodzaju pluralizmie i jednocześnie fermencie wielu zderzających się ze sobą opinii. Przywilej demokracji ! To, co mnie bulwersuje to nagminna i narzucająca się bez pardonowo obecność chamstwa. Grzeszny sposób międzyludzkich relacji. „Schamieliśmy”- miał kiedyś powiedzieć w najkrótszym i najdosadniejszym kazaniu ksiądz Mieczysław Maliński. Ten narzucający się zmysłowi słuchu i wzroku język prostactwa, cynizmu i agresji, przelał czarę goryczy. Argumentu ulicy i garstki etatowych, zmanipulowanych ludzi o niewyraźnych obliczach i zaciśniętych do bijatyki pięściach, stał się kadrem rzeczywistości z którym mentalnie nie jestem wstanie się pogodzić, czy go zaakceptować. „Każda reguła irytuje tych, którzy rozważają jej złamanie”(R. Caillois). Istnieją takie grupy interesów, które „żyją w świecie w celu zniszczenia świata.” Ten teatr pogardy i zamętu z etatowymi kukiełkami i wiecznie niezadowolonymi indywidualnościami dzieje się najczęściej wtedy, kiedy zdegustowanej mniejszości czymkolwiek jest coś nie w smak. Nie ma żadnych konieczności aby w taki sposób się zachowywać. Miał rację Dostojewski kiedy mówił o ludziach chorych posiadających tendencję do psucia porządku świata na sposób toksyczny- chorobowy. „Zaciśnięta dłoń jest śmiercią”(L. Bloy). W tych obrazach cynizmu i stanie podsycanej siły, nie ma nic z pragnienia szukania dialogu, konsensu, czy wolności w której to granicach każdy chciałby być wysłuchanym i należycie uszanowanym. Wielu z nas podgląda świat przez ekran telewizora- preferencji stacji z których płynie dla naszego ucha, możliwie zadowalające nas przesłanie. „Coraz częściej zamiast rzeczywistości widzimy jej symulakry”- pisał w jednym z felietonów Umberto Eco. Prawda jest bardzo często fabrykowana na opłotkach egzystencji, modelowanej przez korporacje nastawione na programowe i długoterminowe działanie. Myślę, że potrzeba wiele dystansu- powrotu do miejsca- gdzie możemy usłyszeć swoje własne myśli, a nie tych którzy próbują przekonać nas do czegoś wątpliwego, a co natrętnie niepokojącego i uderzającego w godność innych osób. W kontekście przelewającego się przez Internet hejtu, powinna zrodzić się jakaś ludzka i pełna wrażliwości odpowiedzialność za słowo. „Czułość”- przypomniane i chyba zdaje się zapomniane słowo przywołane przez naszą Noblistkę. „Zrozumieć to już kochać”- powie Bernanos. Nasz świat się zmienił; stał się pustym, wątpliwym, pęczniejącym aż nazbyt wyraźnie od ludzkich wad; pielęgnowanych jak niegdyś cnoty. Płycizna po której próbują brodzić masy ogłupione ekranem monitorów i wibrujących w kieszeniach telefonów. Trzeba nam powrotu do ciszy i świata ducha który może się oprzeć ideologicznym nawałnicom i temu wielkiemu wysypisku śmieci (słów, postaw, czynów…). Atmosfera ducha ! Narodzić się jako człowiek równowagi- „spokoju, zdolnego przemienić świat.” Człowiek jako twórcza egzystencją przejawiającą się w relacjach agapicznych. Na koniec przywołuję bliskie mi słowa Ewagriusza z Pontu z dzieła De oratione: „Błogosławiony, kto jest od wszystkich oddzielony i z wszystkimi zjednoczony.”

niedziela, 8 sierpnia 2021

Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić (Mk 7, 35). Ludzie wierzący doskonale wiedzą, że istnieje „Ewangelia” czułego spojrzenia i dotyku Boga, który uzdrawia i wychodzi naprzeciw niedostatkom człowieka. Taka świadomość wyzwala nadzieję i poczucie sensu; pozwala przezwyciężyć bezradność i niemoc, której paraliżującym źródłem jest doświadczenie choroby. „Jest to po prostu bezinteresowne radowanie się tym, że Bóg istnieje i rozjaśnia wszystko swym światłem, i ogarnia wszystko miłością”. Czy pozwalamy Bogu, aby pozwolił nam odzyskać sprawność fizyczną, czy duchową ? Sequeri pisał: „Dotykamy wszystkiego i nic nas już nie może dotknąć”- a szczególnie delikatna dłoń Chrystusa. Effatha, Otwórz się ! Często człowiek boi się tego dotyku uzdrowienia. Najbardziej boimy się uzdrowienia wewnętrznego, ponieważ taka zmiana zakłada całkowite przemeblowanie życia. „Żyjemy w epoce niesłychanego napięcia nerwowego. Według współczesnej medycyny, większość chorób organizmu ma źródło w psychicznym nieuporządkowaniu. Tragedia współczesnego człowieka polega na tym, że znajduje się pod wpływem zasad, których nie zna lub boi się poznać” (P. Evdokimov). A co dopiero z chorobami duszy, z grzechem który niczym pasożyt toczy serce człowieka ? „Czy to nie smutne, że większość ludzi musi zachorować, by zdać sobie sprawę z cudowności życia ?”- mówił J. Gaarder. Kiedy dusza tonie w cierpieniu, to ból promieniuje na ciało. Chrystus przynosi lekarstwo na wszelkie choroby duszy i ciała. Balsam Jego miłości rozlewa się na ropiejące miejsca, zasklepiając je i czyniąc na powrót zdrowymi. „W życiu chrześcijanina nie chodzi o uzdrowienie, ale o odnowienie. Celem nie jest łaska uzdrowienia, ale życie w Duchu. Można nawet powiedzieć, że tu na ziemi nigdy nie zostaniemy do końca uzdrowieni, ani całkowicie wyzwoleni… Dar uzdrowienia związany jest z poznaniem prawdy o sobie, wyzwoleniem z grzechu i przyjęciem zbawienia. Uczniowie poszli za Jezusem z miłości do Niego, ale większość ludzi prosiła jedynie o uzdrowienie i odchodziła, gdy tylko otrzymywała to, o co prosiła”- napisał w książce „Porzucić swoją przeszłość” Brat Remi. Człowiek potrzebuje uzdrowienia, czasami przemierzy pół świata, aby odnaleźć miejsce wytchnienia i duchowej lecznicy. Chrystus stawia każdemu z nas pytanie: „Chcesz być zdrowy ? Oto wyzdrowiałeś; już nigdy nie grzesz, aby ci się coś gorszego nie stało” (J 5, 7;14).

piątek, 6 sierpnia 2021

Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło (Mt 17, 2). Dla wyznawców prawosławia święto Przemienienia Pańskiego ma szczególne znaczenie. Przeżywaniu tego wydarzenia towarzyszy ekspresja sztuki- obecność ikony- „kolorowej kontemplacji.” Teologiczna wizja wykarmiona Ewangelią, a następnie wypisana tak jak tylko najlepiej potrafi dłoń artysty. Zakomponowanie postaci, ich hieratyczne rozmieszczenie, barwna kolorystyka z dominantą złota- symbolu transcendencji i boskiego splendoru. Wszystko zdaje się wirować, a spojrzenia zaskoczonych uczniów utkwione w Chrystusie, odzwierciedlają udział w niewypowiedzianej chwili jaka stała się ich udziałem. „Słońce wschodzi dla tego, kto idzie mu na spotkanie”- rozmyślał Henri Le Saux. To Święto Piękna, gdzie ogniskuje się najbardziej zaskakująca i przekraczająca ludzką wyobraźnie wizja świata. W tradycji arabskiej istnieje na opisanie tego święta, rymowane powiedzenie: „Święto Przemienienia zwie się koroną lata, a winogrona ozdobą”- jednym słowem celebracja życia i światłości; dzień kiedy chrześcijanie życzą sobie pomyślności i szczęścia. Przesłanie jest wyraźne: człowiek zostaje zaproszony do percypowania w Bożym pięknie. Światło przychodzi z zewnątrz, podrywając zmysły ku druzgoczącemu zachwytowi, lecz tak naprawdę obdarowanie światłem dotyka wnętrza- czyniąc je świetlistą świątynią. Bóg w Chrystusie, staje najbardziej bliski i dotykalny przez chwilę ludzkim zmysłom. Wprawdzie zmysły uginają się pod naporem boskiego oglądu, ale emanacja jest tak silna, tak że stawia człowieka w nieprawdopodobnej bliskości Chwały. Człowiek staje się płomieniem; żarem emitującym ciepło. Chrystus jest „Panem Chwały”. Jego przemienienie jest równocześnie afirmacją człowieka. Kąpielą w świetle- Przeistoczeniem- przedsmakiem poranka wielkanocnego. Chrystus, który niczym emanujące żarem słońce, rozświetla twarze i dusze ludzkie. „Bóg, Ten, który zajaśniał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa”(2 Kor 4,6). Od tego momentu na obliczach ludzkich jaśnieje chwała przyobleczonego w światłość Boga-Przyjaciela człowieka. Świetlista i olśniewająca postać Chrystusa- spowitego blaskiem „Dnia Nowego”, czyni z synów Adama- „dzieci światłości”- których przeznaczeniem jest jaśniejące światłem, święte miasto Jeruzalem. Od tego momentu, oczyma duszy człowiek może dostrzegać kontury utraconego Raju. To pragnienie wyrażają słowa najstarszej eucharystycznej anafory św. Jakuba Apostoła: „Daj nam odpoczynek w krainie żywych, w Twoim Królestwie…, gdzie jaśnieje światłość Twego oblicza”.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Dla człowieka religijnego obecność świętych przestrzeni jest szczególnie ważna. Historia i topografia wykreśliła w pamięci ludów i krain, przestrzenie realne i symboliczne zarazem do których podążanie było czynnością na wskroś sakralną i duchowo oczyszczającą zmysły. „Nic nie jest tak piękne jak grawitacja w wiecznych fałdach gór”(S. Weil). W sposób szczególny myślę to o świętych górach- których szczyty promieniowały energią i w momentach indywidualnych ludzkich zdumień, stawały się przestrzeniami hierofanicznymi. Góry rozsiane na całym globie: Synaj, Horeb, Moria, Akropol, Ida, Olimp, Fudżijama, Tabor. Jak również te lokalne, których bliskość jest dla mnie szczególna i bardziej namacalna: Góra Chełmska, Polanowska, Grabarka. „Nie zbliżaj się tu- usłyszał Mojżesz głos Boga- Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce na którym stoisz, jest ziemią świętą.” Tradycja żydowska wspomina o centrum świata- Ziemi Świętej, gdzie „stworzenie świata zaczęło się na Górze Syjon.” Z całą pewnością istnieją przestrzenie święte, gdzie niema cisza i niczym nie zmącony zachwyt bezpośrednio podnosi duszę ku kontemplacji innego wymiaru rzeczywistości. „Góra potrafi mówić dziwne słowa miłości”(J.I. Leloup). Gdzie ze szczytu wszystko wydaje się inne, nawet przyroda w różnorodności swoich kształtów i barw, staje się częścią harmonijnej rzeczywistości zatopionej w oczekiwaniu na to, co przewidywalnie spektakularne- mysterium tremendum i mysterium fascinans- o którym z taką wnikliwością pisał Rudolf Otto. Po uciążliwej wspinaczce na szczyt, człowiek zderza się z uczuciem grozy, przerażenia, przy jednoczesnym i niewytłumaczalnym racjonalnie upojeniu szczęściem; obecnością witalnych sił, czymś prawdziwie terapeutycznym. Spojrzenie ku górze jest wyrazem zwrócenia się do Boga. „Na wzgórzu Pan się ukazuje” – co zakreśla granice wydarzenia w którego centrum staje człowiek, stając się istotą obdarowaną i naznaczoną promieniowaniem Teofanii. Axis mudni ! Nie bez przyczyny najstarsze świątynie wzniesione ludzkimi dłońmi, przywodzą na myśl konstrukcję gór, po których to stopniach dociera się do miejsca świętego. „Dom na którym wspiera się niebo i ziemia”- podają najstarsze mity. „Ziqqurat była właściwie Górą Kosmiczną; jej siedem pięter przedstawiało siedem pięter przedstawiało siedem nieb planetarnych; kapłan, wchodząc na piętra docierał na szczyt Uniwersum- pisał M. Eliade- Odpowiednia symbolika wyjaśnia także olbrzymią świątynię Barabudur na Jawie, wzniesioną jako sztuczna góra. Wchodzenie na szczyt świątyni jest tożsame z ekstatyczną podróżą do centrum świata…, dociera do czystego obszaru transcendującego świat świecki.” Każdy element materii- budulca pnie się ku górze, jakby chcą przedrzeć się przez nieboskłon i zatopić się w promieniach żarzącego się słońca. Kiedy Chrystus powiedział do Samarytanki: „wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jeruzalem nie będziecie czcili Ojca”- mówi On sam o sobie, jako miejscu świętym i wszechobecnym, które odbiera świętość każdemu do tej pory zaspokajającego ludzkie spełnienia miejscu. Chrystus staje się centrum- „Górą kosmiczną”- szczytem i spełnieniem ludzkich pragnień. Dlatego na Taborze, który zwie się „pępkiem ziemi” ukazuje swoją boską naturę i staje się światłem- „Słońcem,” i „Kolumną Ognia.” Dlatego św. Augustyn pytał: „Jakaż to góra, na którą wchodzimy, jeśli to nie Pan Jezus Chrystus.” Człowiek który pnie się ku szczytowi, staje się cały przeniknięty światłem- przebóstwiony. Święty Grzegorz z Nyssy, poucza chrześcijanina: „nie przestawaj wstępować… każdy krok cię wprowadza w inny wymiar.”

niedziela, 1 sierpnia 2021

Boże, miej litość dla mnie, grzesznika (Łk 18, 13). Ewangelia opowiada o dwóch ludziach, którzy przyszli do świątyni na modlitwę. Faryzeusz i celnik- dwie jakże odmienne postawy wobec Boga. Jeden zaanektował świątynię jakby była jego własnością, drugi nie wszedł do świętej przestrzeni, będąc świadomym swojej niegodności. W rzeczywistości świątynia okazała się miejscem gościnnym dla tego drugiego- człowieka o szemranej reputacji, podatkowego ździercy, konfidenta. Faryzeusz jest zapatrzonym w siebie pozorantem, wymieniającym Bogu litanię swoich zasług. Oczekuje podziwu, błogosławieństwa i dyskredytacji tych, którzy nie są wstanie osiągnąć jego pułapu doskonałości. Mądrość Ewangelii kieruje się inną logiką: „Dostąpi zbawienia ten, kto zbawia innych.” Ten drugi wręcz przeciwnie, widzi jedynie w swoim wnętrzu grzech. Otchłań jego pustki otwiera się, stając się modlitwą błagania o usprawiedliwienie. Ten, nie potrzebuje nic więcej poza pełnym miłości spojrzeniem Boga. „Kiedy ogołocicie człowieka ze wszystkiego, nie jest już w waszym władaniu- znowu staje się wolny”- czytamy w Pierwszym kręgu Sołżenicyna. Faryzeusz doświadcza własnego Hosanna. Jego duchowa bezdomność i kruchość, zyskuje usprawiedliwienie i aprobatę Boga. Ewangelia nam mówi, że życie w Chrystusie wymaga pokory i ubóstwa serca; otwartość na nowość życia. Stan skruchy otwiera przedsionki nieba. Oczy cielesne zostają zamknięte, a oczy duszy zaczynają widzieć świat przeniknięty łaską. Jest w tym bardzo głęboko zakorzeniony i świadomie obecny w chrześcijaństwie element metanoi; zwrotu od życia płytkiego, banalnego i rozmienionego na dobra tego świata. Świata który jedynie mirażem- złudzeniem szczęścia- „idolatrią samego siebie” (św. Andrzej z Krety), w której głębi jest jedynie samotność, samoadroacja, ostatecznie droga do unicestwienia. „Prawdziwa asceza rozpoczyna się od wyzbycia się strachu o utratę tego, co może być utracone”- pisał R. Panikkar. Stan pokajania tak silnie rysujący się na twarzy i w duszy celnika, świadczy o możliwości wyrwania się ze stanu duchowego letargu i śmierci. W tym miejscu jakże wymowne stają się wiekopostne słowa modlitwy św. Efrema: „Tak, Panie, pozwól mi wiedzieć moje grzechy i nie sądzić mojego brata, ponieważ Ty jesteś błogosławiony na wieki wieków. Amen.”